Rozdział 2
Moja siostra zrobi wszystko, by wygrać
Layne siedział przy biurku w
swoim gabinecie i wpatrywał się w bilans swojego konta na komputerze.
Sześć tygodni temu było zdrowe.
Rok temu, zanim kupił dom, umeblował go i kupił synowi samochód, było bardzo
zdrowe.
Teraz, po ogromnym uderzeniu przy
płaceniu rachunków za szpital, nie było.
Żył oszczędnie. Nie miał na
co wydawać pieniędzy, więc jego największym wydatkiem były alimenty, z którymi
Gabby, według ścisłego harmonogramu co trzy lata, chodziła do swoich prawników,
żeby je podnieść. Nigdy z nią nie walczył. Po prostu dawał jej pieniądze. Była
suką, ale kochała swoje dzieci i ciężko pracowała jako kierownik kas w sklepie
spożywczym. Nie tarzała się z tym w forsie, a chciała, aby jej synowie mieli
dobre życie. Więc Layne zrobił swoją część, aby pomóc jej im to dać.
Usłyszał ostrzegawczy sygnał
dźwiękowy. Ktoś trącił czujnik, co oznaczało, że ktoś się zbliżał. Jego wzrok
przesunął się na ekran wideo na półce po jego lewej stronie i zobaczył Gabby
wchodzącą po schodach.
Layne miał biura nad Mimi’s
Coffee Shop w mieście. Składały się z jego biura, recepcji i małego pokoju obok
drzwi wejściowych z kontuarem, ekspresu przelewowego na blacie (nie żeby go używał,
jak chciał kawy, szedł do Mimi’s), zlewu, mikrofalówki też na blacie i mini
lodówki pod nim. Była tam mała ubikacja – toaleta i umywalka. Obok jego biura
znajdował się również duży magazyn, w którym trzymał swój sprzęt.
Patrzył, jak Gabby dotarła na
szczyt i odwróciła się do drzwi, i zdał sobie sprawę, że to nie był tylko
gówniany dzień, to był super gówniany dzień.
Stał i opierał się o framugę
drzwi swojego biura, kiedy weszła.
– Tanner – warknęła, kiedy
jej oczy trafiły na niego, a on potrząsnął głową.
Nawet się nie przywitał, a
ona na niego warczała.
– Dobrze cię widzieć, Gabby –
odpowiedział, a jej oczy zwęziły się na jego trudny do przeoczenia sarkazm.
Nie było dobrze jej widzieć.
Nigdy nie było dobrze jej widzieć. Jego była żona była suką.
Z początku wiedział, że miała
powód. Kiedy Rocky zerwała z nim, niecały tydzień później, kiedy odleciał, był
pijany i połączył się z Gabby. Miała ciemne włosy, jak Rocky, ale też
ciemnobrązowe oczy, nie jak Rocky. Oczy Rocky były ciemnoniebieskie. Niemniej
jednak pieprzył Gabby, bo przypominała mu Rocky. To była przygoda na jedną noc.
Tak było do czasu, gdy dwa i pół miesiąca później wytropiła go i poinformowała
go, że jest w ciąży, że było jego, a ona zatrzymywała dziecko. Poinformowała go
również, że biorą ślub.
Nie chciał tego robić głównie
dlatego, że kiedy nie był pijany, nie lubił jej. Również dlatego, że nie
wierzył, że dzieciak jest jego. Wszyscy wiedzieli, że Gabrielle Weil kręciła z
różnymi.
Kiedy jednak go miała, już
jako niemowlę, kiedy tylko Layne spojrzał na syna, wiedział.
Więc zrobił to dobrze dla
Jaspera i poślubił jego matkę.
To była druga najgłupsza
rzecz, jaką zrobił w swoim życiu, poza związaniem się z Rocky.
Gabby nie była jednak głupia.
Wiedziała, że trzymał się Rocky i to sprawiało, że ich małżeństwo było co
najmniej nieprzyjemne. Layne próbował. Szczera Boża prawda, próbował. Nie była
Rocky, to prawda, ale musiał jej to dać. Nie mógł sobie wyobrazić, że byłby
przywiązany do kobiety, która była złączona z innym mężczyzną, wiedząc, że
myślała o nim, kiedy ją pieprzyłeś.
Ale chciał być dobrym ojcem.
Nie miał ojca, bo jego ojciec wystartował w ciągu kilku tygodni od jego
narodzin i nie chciał, żeby jego syn tak dorastał. To był główny powód, dla
którego ją poślubił.
Ale bez względu na to, jak bardzo
starał się uczynić ich małżeństwo dobrym i starał się pogrzebać gorycz utraty
Raquel, Gabby wyczuwała to pod powierzchnią i zamieniła życie w piekło. Był
bliski zerwania z nią, kiedy zaszła w ciążę z Tripp’em. Nie uprawiali seksu od
miesięcy i wiedziała, że się odsuwał. To dlatego obudził się z jej ustami
przyciśniętymi do jego kutasa, jego kutas stwardniał pod nią mocno pracującą na
nim i ją przeleciał. Gdyby nie wyszedł z tego Tripp, pomyślałby, że to była trzecia
najgłupsza rzecz, jaką zrobił w swoim życiu. Ale nie wyobrażał sobie życia bez
Trippa.
Wytrzymał jeszcze prawie dwa
lata, zanim się z nią rozstał.
- Musimy porozmawiać -
powiedziała mu, wchodząc do recepcji.
– W porządku – zgodził się
Layne, dowiedziawszy się wcześniej, że lepiej pozwolić jej powiedzieć to, co ma
do powiedzenia, i iść dalej, niż próbować z tym walczyć. Była nie tylko suką,
potrafiła stać się wredna, a wredna mogła stać się paskudna. Jego dzień zaczął
się od Rocky i kończył na kolacji, którą ona gotowała, a którą musiał tam zjeść
z nią i jego dziećmi. Nie potrzebował, żeby Gabby stała się paskudna.
Wpatrywała się w niego przez
chwilę, po czym zajrzała za niego do jego gabinetu.
Jej twarz stwardniała, kiedy
zdała sobie sprawę, że nie zamierza zaprosić jej, żeby weszła, usiadła, nie
zaproponował jej kubka kawy.
– Potrzebuję, żebyś zabrał
chłopców w przyszłym tygodniu – oznajmiła.
Layne westchnął.
Powodem, dla którego wszystko
zrozumiał, było to, że związała się z Stew Baranski.
Kiedy Tripp mu to powiedział,
krew Layne’a zlodowaciała. Stew Baranski był totalnym dupkiem. Zawsze był
dupkiem. Kurwa, facet mógłby uczyć, jak być całkowitym i kompletnym dupkiem.
Nie chciał tego faceta przy swoich dzieciach, ale kiedy zadzwonił i podzielił
się tym z Gabby, straciła rozum. Potem opowiedziała o tym, jak opiekowała się
jego dziećmi przez dwanaście lat, a teraz, gdy miała w życiu coś dobrego (to, że
Stew był dobry, było cholernym żartem), on próbował to schrzanić dla niej.
Kontynuowała narzekanie o tym, jak oddała wszystko dla swoich chłopców, podczas
gdy on robił, co do cholery chciał.
Musiał przyznać, że wcale się
nie myliła.
Ale było jasne, że przeszła ze
zgorzkniałej do wrogości i było również jasne, że nie rezygnuje ze Stew.
Umawiała się, wiedział o tym, ale od jakiegoś czasu nie miała długotrwałego
związku. Pozwoliła sobie odpuścić po Trippie w ogromnym stopniu i nie
przypominała już atrakcyjnej, zbudowanej kobiety, którą była po dwudziestce.
Trzymała się Stew, jej ostatniej deski ratunku, by zakończyć samotne życie
samotnego rodzicielstwa.
Mógł pozwolić Stew
Barańskiemu zamienić swoich synów w dupków, albo być dla nich dupkiem, albo
obydwa, albo wrócić do domu.
Wrócił do domu.
A odkąd to zrobił, często
podwajał swoje tygodnie, żeby Stew i Gabby mogli robić wszystko, co robili Stew
i Gabby, żeby jego synowie byli z dala od tego. Layne nie chciał wiedzieć. Również
się nie kłócił. Miała rację. To ona poniosła ciężar wychowywania jego dzieci.
Przyszła jego kolej, by się włączyć.
– Dobrze – odpowiedział -
Musiałaś przyjść do biura, żeby mi to powiedzieć?
– Nie – potrząsnęła raz głową
- Musiałam przyjść i powiedzieć, że potrzebuję pięciuset dolarów.
Layne powoli mrugnął - Powtórz?
– Potrzebuję pięciuset
dolarów – powtórzyła.
– Gabby, to mogło ci umknąć,
ale okoliczności się zmieniły. Dzielimy wspólną opiekę nad dziećmi i z tego
powodu twoje wsparcie zostało zmniejszone. Dostajesz to, co dostajesz i to
wszystko, co dostajesz.
Patrzył, jak prostuje ramiona
– Potrzebuję pięciuset dolarów, Tanner.
- Czy to jest coś dla
chłopców? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała.
- Co?
Spojrzała mu przez ramię.
Suka kłamała.
- Co? - powtórzył.
Jej oczy wróciły do jego -
Jasper i Tripp potrzebują czegoś do szkoły.
- Czego potrzebują?
- Rzeczy - odpowiedziała - Ubrania
i gówno.
Nie potrzebowali ubrań i
gówna. Wiedział o tym, ponieważ wręczył im obu zwitki gotówki około dwa dni po
wyjściu ze szpitala, aby mogli iść na zakupy na powrót do szkoły. Obaj jego
chłopcy byli wyposażeni w modny sprzęt, jak gwiazdy rocka.
- Myślę, że są kryci –
odpowiedział Layne.
– Tak, z rzeczami, które
trzymają w twoim domu. U mnie nie mają tak dużo.
– Cóż, skoro są w moim domu
przez większość czasu, to działa. Nie sądzisz?
Jej twarz zaczęła robić się
czerwona, nie ze wstydu, ze złości - O, teraz rozumiem. Tata jest fajny, kupuje
synowi gorącą bryczkę, zapełnia ich szafy markowymi ubraniami. Jak idą do mamy,
mają gówno.
- To nie tak, że nie mają
toreb. Jak chcą swoich rzeczy, mogą je zabrać ze sobą do domu.
- Chcesz, żeby chodzili tam i z powrotem jak włóczęgi?
Layne wciągnął powietrze i
szukał cierpliwości.
Potem przypomniał jej - Stew mieszka
z tobą, Gabby, twoje wydatki są obniżone, a ty nadal dostajesz ode mnie
pieniądze. Chcesz im kupić ubrania, kup je.
- Pracuję w Kroger, Tanner.
Nie jestem gorącym jak gówno detektywem, który pobiera sto pięćdziesiąt dolarów
za godzinę plus wydatki.
– Pracujesz w Kroger od
piętnastu lat, Gabby. Jesteś menedżerem i musiałaś ujawnić swoje dochody, kiedy
ostatnim razem pozwałaś mnie do sądu. Daleko ci do bólu.
To była prawda, z wyjątkiem
części o tym, że dowiedział się o tym, kiedy musiała to ujawnić, kiedy ostatnim
razem pozwała go do sądu. Regularnie ją sprawdzał. Od lat wiedział dokładnie,
ile jej zapłacono, na co wydawała swoje pieniądze i na co wydawała jego pieniądze.
- Jezu, dlaczego każesz mi
tak skakać przez obręcze, kiedy to jest dla naszych
chłopców? – warknęła, podnosząc głos.
To go wkurzyło.
- Nigdy, ani razu, Gabrielle,
nie kazałem ci skakać przez obręcze, kiedy było to dla naszych chłopców. Ani...pieprzony...raz
i ty o tym wiesz.
Zamknęła usta. Wiedziała o
tym.
– A ty stoisz tu i okłamujesz
mnie. Masz kłopoty? Powiedz mi, pomogę ci. Ale nie wchodź do mojego biura i nie
dawaj mi kupy gówna i nie oczekuj, że ci za to zapłacę.
– Nie kłamię – odparła.
– Bzdura, Gabby. Myślisz, że
w mojej pracy nie rozpoznaję kłamcy? Jakby nie nauczył się tak szybko, byłbym
martwy.
Jej rumieniec zalał jej
twarz. Wiedziała, że ją dopadł.
- Teraz, na co potrzebujesz
pięćset dolarów? - kontynuował.
– Ja nie potrzebuję –
odpowiedziała.
– Prosiłaś o to niecałe pięć
minut temu.
– Stew potrzebuje – warknęła,
odwracając od niego oczy.
Layne poczuł, że jego ciało
napina się.
Potem stwierdził cichym
głosem - Cholernie jaja sobie robisz.
Jej oczy wróciły do niego –
Jest w tarapatach.
Layne odsunął się od drzwi i
skrzyżował ręce na piersi.
- Nie obchodzi mnie, że Stew
Baranski jest w tarapatach.
- Jeśli on jest w tarapatach,
ja jestem w tarapatach.
Brwi Layne’a złączyły się - Coś
ci grozi?
– Nie – syknęła, wkurzona jak
cholera, że musiała mu powiedzieć to, co miała mu do powiedzenia - Po prostu krucho
z kasą. Mogę nie być w stanie spłacić kredytu hipotecznego.
Layne wciągnął kolejny oddech
i odchylił głowę do tyłu, by spojrzeć na sufit.
Podjął decyzję i spojrzał na
swoją byłą żonę.
– Mówiłem ci… – zaczął.
- Nie rób tego! – przerwała,
jej głos znów się podniósł.
- Mówiłem ci, żebyś nie
wpuściła tego dupka do swojego życia. Zrobiłaś to - ciągnął Layne.
- To mój mężczyzna. Kocham go
– odpaliła.
- Twój wybór i dlatego on
jest twoim problemem.
- Jak przegapię ratę kredytu
hipotecznego, mogę stracić dom!
– Nie egzekwują przez miesiące,
Gabby. Powiedz mu, żeby zebrał swoje gówno i rozgryzł to. Nie będę się w to
angażować.
– Jest głęboko, Layne.
Próbuje to rozwiązać, ale to zajmie trochę czasu. Nie mogę w międzyczasie
stracić domu.
- To, czego nie rozumiem, to
to, jak dom stanął na linii. Masz dość pieniędzy, żeby…
– Pomagałam mu.
Layne przyglądał się jej.
Potem zapytał - Jak źle jest?
- Źle.
To nie była dobra odpowiedź.
– Jak źle i jak długo to
trwa? - naciskał.
Patrzyła na niego i nie
odpowiadała. To oznaczało długo.
Potem powiedziała – Jak stracę
dom, Jas i Tripp…
– W takim razie masz
szczęście, że ja mieszkam w domu, Gabby. To znaczy, że chłopcy są dobrzy,
zawsze mają u mnie łóżko.
- Nie mogę uwierzyć! -
krzyknęła.
Opuścił ramiona i podszedł do
niej. Robiąc to, próbował odnaleźć Gabrielle Weil w jej zgorzkniałej twarzy,
teraz wykrzywionej gniewem. Nie była powalająca, ale była bardzo ładna. Nosiła
teraz co najmniej dodatkowe dwadzieścia pięć kilo i nie nosiła ich, jakby było
jej z tym dobrze. Jej włosy były teraz farbowane i tak wyglądały. Powinna była je
zostawić, żeby kolor się zmienił na szary. Włosy jej matki były gęste, siwe i
atrakcyjne. Jeśli jej się udało, Gabby też mogła. Skóra na twarzy Gabby była
wiotka, ponieważ nie dbała o nią, miała worki pod oczami, prawdopodobnie od
niespania lub bycia wkurzoną na Layne i świat przez prawie dwie dekady.
Zatrzymał się przed nią i
pochylił głowę, żeby na nią spojrzeć.
Cicho powiedział - Mówiłem
ci, żebyś nie kręciła z tym facetem. Mówiłem ci, że przysporzy ci kłopotów.
Stew nie jest dobry. Jakby traktował cię dobrze, chętnie zjadłbym moje słowa.
Ale rozumiem z tego, że on się pieprzył i w to wplątał, a to jest jeden ze
sposobów, w jaki mężczyzna nie traktuje kobiety właściwie.
– Ty wiesz, jak nie traktować
kobiety właściwie, Tanner – odpaliła.
- Nie wchodź w to, Gabby. Opiekowałem
się tobą. Opiekowałem się naszym domem. Opiekowałem się naszymi chłopcami.
Urabiałem sobie tyłek, żeby stworzyć życie dla naszej rodziny. Nie było między
nami żaru miłości i wiedziałaś o tym, a i tak chciałaś mój pierścionek na
palcu. Dałem ci to i zrobiłem, co mogłem. To nie było wystarczająco dobre.
Jakbyś dała trochę, nawet najmniejszy pieprzony paznokieć, moglibyśmy to
zrobić. Nie dałaś. Możesz mnie winić, ale oboje wiemy, że to bzdura. Tamto było
twoją winą i to jest twoja wina. Nie
chcę żadnej części tego. Podjęłaś decyzję półtorej dekady temu, żeby się czegoś
trzymać, kiedy powinnaś była odpuścić i spieprzyłaś swoje życie. Podjęłaś
decyzję dwa lata temu, aby trzymać się czegoś, co powinnaś odpuścić i to się
znowu dzieje. Nie dam się w to wciągnąć. Jak zacznę, dla mnie też się to nie
skończy, a ja nie mam z tym nic wspólnego. Idziesz do domu, rozmawiasz z tym
dupkiem i mówisz mu, żeby zebrał swoje gówno do kupy i nie przychodzisz tu
więcej i nie dajesz mi tego gówna. Jasne?
– Jesteś taki pełen gówna –
syknęła.
- Tak? - zapytał - Jak?
- Dawałam – poinformowała go.
- Tak, dawałaś. Dawałaś mi złośliwości
przez pięć pieprzonych lat.
- Mój mąż pożądał innej
kobiety!
Kurwa!
Żałował, że nie miał dolara
za każdy raz, kiedy wypomniała mu Raquel. Miałby o wiele zdrowsze saldo
bankowe, gdyby to dostawał.
- To jest coś, co powinnaś
odpuścić – powiedział jej.
– Tak, jak mam to zrobić,
Tanner? Jak?
- Gdyby obchodziło cię to, co
próbowaliśmy zbudować, znalazłabyś sposób, aby pozwolić jej odejść, tak jak ja.
Po raz drugi tego dnia
obserwował szarpnięcie kobiecego ciała. Wiedział, że ją dopadł. Wiedziała, że
zrobił wszystko, co mógł, z rozdaniem w ręku. Wiedziała, że nie odstąpiłby od
niej, nawet gdyby Rocky wróciła. Gabby miała jego pierścionek na palcu, ich
synowie pod dachem, więc miała go. Nie mogła walczyć z tym rogiem. Próbowała
zbyt często i nigdy nie wygrała.
- To była strata mojego czasu
- odparła kwaśno Gabby.
– Tak, była – zgodził się
Layne.
– Dzięki za całą twoją pomoc
– splunęła, odwracając się.
– Cieszę się, że mogłem pomóc
– mruknął, również się odwracając.
- A ty myślisz, że Stew to
dupek - wymamrotała, otwierając drzwi.
Layne westchnął.
Usłyszał zamykające się za
nią drzwi.
Potem wszedł do swojego
biura, wylogował się ze swojego konta bankowego i zaczął badać finanse Stewarta
Baranski.
*****
Dave Merrick otworzył
frontowe drzwi i Layne, Jasper i Tripp zostali zaatakowani zapachem, który mógł
być tylko taki, jak pachniało w niebie.
- To pachnie świetnie! -
Tripp krzyknął i rzucił się do środka, prawie rzucając Dave’a na kolana, gdy wykrzykiwał
swoje pozdrowienie - Hej, wujku Dave! - i pobiegł korytarzem do kuchni z tyłu.
Dave odwrócił się, żeby
popatrzeć, i odwrócił się z uśmiechem.
– Hej, wujku Dave – Jasper powtórzył
słowa brata, uderzył Dave’a w ramię i podążył za Tripp’em, znacznie wolniej, udając
spokojnego, nie chcąc, żeby pani Astley wiedziała, że nie mógł się doczekać,
kiedy ją zobaczy.
– Jas – odparł Dave. Wyszedł
od drzwi, trzymając jedną rękę, drugą wyciągniętą, zapraszając Layne'a do
środka. – Tanner, dobrze cię widzieć, synu.
Layne ujął jego rękę, ścisnął
i otrzymał z powrotem uścisk.
Dave Merrick w wieku
sześćdziesięciu trzech lat nadal był przystojnym mężczyzną, wysokim, szczupłym,
wysportowanym. Utykał tylko wtedy, gdy się zmęczył, a laskę wyciągał tylko
wtedy, gdy padało, a wilgoć wnikała mu w kości, sprawiając, że bolały go stare
rany.
Dawno temu Dave był żonaty z
kobietą o imieniu Cecilia, miejską pięknością. Layne pamiętał ją i to dokładnie
pamiętał jak wyglądała, co bardzo przypominało to, jak teraz wyglądała Rocky.
I pamiętał, że nigdy nie
widział, żeby się nie uśmiechała.
Przypomniał sobie również
dzień, w którym usłyszał, że została zamordowana tej samej nocy, kiedy Dave
został postrzelony pięć razy.
Przypomniał sobie ponadto, że
poszedł na jej pogrzeb z matką i wszystkimi innymi w mieście, stał po drugiej
stronie trumny i cały czas obserwował Raquel, gdy siedziała na swoim miejscu,
jej oczy nie oderwały się od trumny ani razu, jej skóra była blada, niebieskie
cienie pod oczami, jej twarz była idealnie pusta. Znał ją wtedy tylko z
widzenia, nie znał jej tak naprawdę. Była już niesamowicie ładna. Ale ona miała
czternaście lat, on osiemnaście i był poza jej ligą. Nie minęły trzy lata,
kiedy wpadł na nią i zdecydował się na swój ruch.
Puścił rękę Dave’a i wszedł
do domu, zatrzymując się, by poczekać, aż Dave zamknie drzwi. Kiedy po raz
pierwszy wrócił i odnowił swój związek z Dave’m i Merry’m, przybycie do tego
domu pomieszało mu w głowie. Za dużo było tam wspomnień. Teraz on i jego
chłopcy byli tam tak wiele razy, że go to nie przerażało.
Z wyjątkiem tamtej nocy i
faktu, że Rocky była gdzieś w tym domu. Nigdy jej tam nie było, kiedy tam bywali.
– Jak leci, Tanner? – spytał
Dave, podchodząc do niego, kiedy szli powoli korytarzem przy schodach.
– Mogłoby być lepiej –
odpowiedział szczerze Layne. Dave był przyjacielem, znał go od dawna i był
gliną, to były trzy powody, by nie kłamać. Tak czy inaczej, on by wiedział.
Dave milczał przez chwilę,
zanim powiedział - Porozmawiamy później.
Layne skinął głową i dotarli
do punktu zero zapachu.
Merry stał przy blacie,
dzierżąc elektryczny nóż. Tripp trzymał głowę w lodówce. Jasper usiadł na
stołku przy blacie.
Raquel nie było nigdzie w
zasięgu wzroku.
– Yo, Tanner – zawołał Merry
z uśmiechem przez ramię.
– Merry – odparł Layne.
Garrett Merrick wyglądał jak
męska replika jego siostry, ale był wyższy i zdecydowanie męski. Te same ciemne
włosy (bez sztucznych pasemek), te same ciemnoniebieskie oczy.
Pseudonim Merry’ego był
trafny. Był dobrym starym chłopcem. Zawsze tak było.
Był tak dobrym starym
chłopcem, że zrobił z tego dzieło sztuki.
- Tato, chcesz coś do picia? -
zapytał Tripp.
– Piwo, kolego – odpowiedział
Layne.
– Gdzie jest pani Astley? –
spytał Jasper, rozglądając się i starając się nie wyglądać, jakby się
rozglądał.
– Wróciła do domu jakieś dwie
minuty temu, kolego. Ból głowy – odpowiedział Merry Jasperowi, a wzrok Layne’a
powędrował do przyjaciela.
Nie miała bólu głowy. Po tym,
jak przemówił do niej tego ranka, zapragnęła nie być w jego obecności.
Powiedział sobie, że to dla
niego lepiej, kiedy wiedział, że czuł się winny, że widział dookoła i czuł, jak ciężko pracowała i wyleciała
stamtąd, zanim mogła się tym nacieszyć.
Z drugiej strony mogła też
mieć ból głowy.
- Smuteczek - mruknął Tripp i
podał mu piwo, po czym wziął puszkę napoju do brata i otworzył swoją z
trzaskiem.
– Tak, próbowałem tego gówna
– wtrącił Merry, unosząc rękę, z kawałkiem mięsa między palcami - Smuteczek. To
jest cholerna bomba.
Potem wrzucił mięso do ust.
- Świetnie, jestem głodny -
odpowiedział Tripp.
- Często ma bóle głowy?
To wyszło z ust Layne’a,
zanim zdążył to powstrzymać i zarówno Merry, jak i Dave spojrzeli na niego.
Przez ponad rok, ilekroć ich trójka była razem, Rocky była trupem w szafie. To
była pierwsza wskazówka, jaką dał Layne, że był świadomy jej obecności.
Ale cierpiała na bóle głowy,
kiedy był z nią, miewała migreny. Ból tak ekstremalny, że nie mógł jej dotknąć.
Nie mógł nawet chodzić po tym samym pokoju. Najmniejsza nuta hałasu, światła,
czegokolwiek, potęgowała jej agonię. Nienawidził zostawiać ją, by sama
walczyła, ale nie miał wyboru. Nic nie działało. Próbowała wszystkiego. Nie
zdarzało się to często, na szczęście mógł policzyć na palcach jednej ręki, jak
często się to zdarzało, gdy była z nim, ale pamiętał każdy raz.
– Niezupełnie – odpowiedział
Merry, a Dave spojrzał na synów Layne'a.
- Chłopcy, weźcie miski
wszystkiego, co zobaczycie i zabierzcie je do jadalni. Roc nakryła do stołu.
Usiądźcie, kiedy tam wejdziecie. Żarełko gotowe, powinniśmy jeść – powiedział
Dave, a chłopcy, w przeciwieństwie do tego, co robili w domu, szybko ruszyli,
by wykonać polecenie.
- Jak ty to robisz? – zapytał
żartobliwie Layne, kiedy dzieci wyszły z pokoju.
- Lata praktyki -
odpowiedział Dave, a jego niebieskie oczy rozjaśnił uśmiech.
Potem, zupełnie niezdolny do
kontrolowania tego, Layne spojrzał na Merry i powiedział - Wróci do domu?
Merry zrzucił kolejny ładunek
jagnięciny na półmisek i spojrzał na Layne’a.
- Co?
- Jeśli to migrena, będzie
miała problem z powrotem do domu. Kiedyś chorowała – Layne powiedział swojemu
przyjacielowi coś, co już wiedział.
To były jedyne chwile, kiedy
pozwalała mu się dotykać, kiedy bolała ją głowa, kiedy rzygała w łazience.
Odgarniał jej włosy i przyciskał zimną myjkę do jej szyi, kiedy to robiła.
Kiedy skończyła, czekała, aż spłukał szmatkę i siadała na tyłku na podłodze, z
głową pochyloną do niego, oczami zamglonymi z bólu i pozwalała mu wytrzeć twarz
i usta.
Merry przyjrzał mu się, a
potem powiedział - Nie musi daleko jechać.
Dave mieszkał jakieś pięć
minut od Layne. Merry mieszkał jakieś dwie minuty od Dave’a. Rocky mieszkała co
najmniej piętnaście minut od nich wszystkich. Ruch w godzinach szczytu, nawet w
miasteczku, mógł być utrudniony i nadal były to godziny szczytu i miały trwać
jeszcze pół godziny. To może oznaczać dwadzieścia pięć minut jazdy do domu,
jeśli nie dłużej.
– Godziny szczytu, Merry –
powiedział Layne.
Głowa Merry’ego przechyliła
się na bok, ale jego oczy powędrowały na tatę. Odpowiedział dopiero wtedy, gdy
znów spojrzał prosto na Layne’a.
– Ona mieszka ze mną, stary –
powiedział cicho.
O, kurwa. To nie brzmiało
dobrze.
- Powtórz? – zapytał i
zastanawiał się, dlaczego, do cholery, to zrobił. Ale zrobił to.
– Zostawiła go, Tanner –
powiedział Dave, podchodząc, by chwycić talerz, podczas gdy Merry odłączył nóż
- Zrobiła to ponad dwa miesiące temu.
- Bez żartów? – zapytał
Layne, tym razem wiedział, dlaczego to wyszło z jego ust. Był w szoku. Jarrod i
Raquel Astley byli filarami tej społeczności. Trwałymi jak skała.
– Nie żartuję – odpowiedział
Dave.
– I bez żartów, skurwiel wprowadził
swój ostatni podbój prosto do ich domu, zanim strona łóżka Roc jeszcze ostygła
– dodał Merry niskim, ale drżącym tonem. Był wkurzony.
Layne poczuł, jak jego ciało
zamarza.
Powtórzył - Co takiego?
– Porozmawiamy o tym później
– powiedział Dave.
– Porozmawiamy o tym teraz –
odparł Layne. – Wprowadził inną kobietę do ich domu?
Merry odwrócił się od blatu,
wycierając ręce w ścierkę do naczyń.
- Trzymałem się tego z
daleka, stary, ale ty musiałeś coś słyszeć – powiedział Merry.
Nie słyszał. Wszyscy, których
znał w tym mieście, wiedzieli, że on i Rocky mieli coś wspólnego. Nikt mu o
niej nic nie powiedział.
– Co słyszeć? – zapytał
Layne.
- Cały czas ją wypieprzał -
poinformował go Merry - O ile wiem, od około tygodnia po tym, jak powiedzieli
„tak”. Nabił każdą pielęgniarkę w swoim szpitalu. Każdą pomocnik pielęgniarki.
Prawdopodobnie każdą przyzwoicie wyglądającą pacjentkę.
- Robisz ze mnie wała - szepnął Layne.
Nie mógł w to uwierzyć
głównie dlatego, że było to niewiarygodne. Ani razu, ani razu nie rozważał zdradzenia
Rocky, kiedy był z nią.
Nie musiał. Świetnie sobie
radziła w łóżku, kochała seks, była w tym dobra i często tego pragnęła. Jej
apetyt był tak zdrowy, że prawie go zabijała, ale to była śmierć, przeciwko której
nie miałby nic.
Poza łóżkiem była czuła,
uważna, zabawna i prawie zawsze w dobrym humorze, chyba że bolała ją głowa,
była zestresowana testem, który musiała zdać, albo o coś się kłócili, co robili
bardzo często, co oznaczało, że mogli dużo się godzić. Umiała gotować.
Utrzymywała czysty dom. Nawet pracując jako kelnerka w weekendy i chodząc do
szkoły w pełnym wymiarze godzin, nadal opiekowała się nim w każdy możliwy
sposób, w jaki mogła opiekować się mężczyzną i dbała o ich mieszkanie,
rachunki, jedzenie, ich życie. Poza płaceniem czynszu i mediów, wynoszeniem
śmieci i pomaganiem jej w zmywaniu naczyń od czasu do czasu, Layne nie musiał
nawet kiwnąć palcem.
Kto odstąpiłby od czegoś takiego?
- Ona jest już ustawiona –
powiedział Dave i zakończył odchodząc z półmiskiem – Przeszła to.
Layne patrzył, jak Dave znika
w jadalni, po czym zwrócił się do Merry’ego.
– Z nią wszystko w porządku?
– zapytał.
– Nie – odpowiedział Merry -
Nie miała pojęcia. Całe miasto o tym gada i to od lat, a ona jest głupkiem.
Dowiedziała się, wyprowadziła się, a on wprowadził swoją nową dziewczynę. Ma
dwadzieścia trzy lata. Kropka w kropkę Roc piętnaście lat temu. Jest także
cheerleaderką Pacer - Merry podszedł bliżej, a jego głos zniżył się - Ona jest
cholerną Pacemate, stary. Ten kutas ma bilety sezonowe na kort i ma go od
dziesięciu lat. Jeśli przesiadywanie z jakąś laską prawie o połowę młodszą od
ciebie, która tańczy na korcie w przerwie, jest dla ciebie okej, wszystko
będzie. Więc nie, ona nie jest okej.
Layne niewiele wiedział o
Jarrodzie Astley’u. Wiedział, że pochodził z Indianapolis, Broad Ripple.
Wiedział, że był dziewięć lat starszy od Rocky. Wiedział, że jest szefem
chirurgii w Prezbiterian w Indianapolis i podobno gorącą zdobyczą, ponieważ był
szefem chirurgii przez pięć lat, co uczyniło go młodym, gdy otrzymał to
stanowisko. Widział tego mężczyznę w mieście, chociaż niezbyt często, kilka
razy. Był wystarczająco przystojny, na swój sposób. Uderzyło Layne’a, że był
jak lód, co zdaniem Layne’a nie pasowało do Rocky, która nie była zimna.
Teraz wiedział, że ten
człowiek był zwykłym głupcem.
– Jezu – mruknął Layne,
przechylając głowę na bok i patrząc w podłogę.
Znowu zastanawiał się,
dlaczego przyszła do jego domu tego ranka.
Zastanawiał się też, dlaczego
przyszła do jego sali szpitalnej, patrzyła na niego w ten sposób, dotknęła go,
przyłożyła usta do jego.
Chwila słabości, czy coś
innego?
– Tanner – zawołał Merry, a Layne
spojrzał na niego.
- Zjedzmy – powiedział Layne
i patrzył, jak oczy Merry’ego błysnęły, a potem jego twarz się zamknęła, nie
zdradzając niczego.
Potem uśmiechnął się swoim
zwykłym, ogromnym uśmiechem, chwycił koszyk, w którym było coś owiniętego w czystą
ściereczkę do naczyń, i odpowiedział - Pieprzone A, koleś.
*****
Layne zaciągnął się
papierosem, wyjął go z ust i wypuścił powietrze.
Palił jednego papierosa
dziennie, po kolacji z piwem, a jeśli dzień był gówniany, z whisky. Odkąd
rzucił dziesięć lat temu, palił tylko jednego dziennie.
Chyba że dzień był naprawdę
gówniany.
Spojrzał na Merry’ego, gdy
Merry wypuścił powietrze. Merry nie palił jednego papierosa dziennie. Palił
dużo więcej.
Obaj stali na zewnątrz, ale
Dave, nie paląc, siedział na ogrodowym krześle. Chłopcy byli w domu i oglądali
jakiś film w telewizji.
– Więc Stew ją przeleciał? -
zapytał Dave.
Layne opowiedział im o
problemie Gabby.
– Tak – odpowiedział Layne.
- Nie mogę powiedzieć, że
jestem zaskoczony – mruknął Dave.
- A to dlatego, że nie jest
to zaskakujące – mruknął Layne.
- Będę nasłuchiwał, stary,
ale ze Stew to może być wszystko – powiedział mu Merry.
- To straszne gówno, ale jak jest
w niebezpieczeństwie, muszę wiedzieć – powiedział Layne do Merry.
- Co zyskałeś w swoich poszukiwaniach?
- zapytał Dave.
- Jest na wyczerpaniu –
odpowiedział Layne – Zadłużenie w banku, karty kredytowe przekraczają limit,
nie zapłacił żadnych rachunków od ponad sześciu miesięcy, krążą windykatorzy,
jego pickup został zabrany pod zastaw. Trzymała go, ale przez ostatnie trzy
miesiące ledwo ledwo. Zasoby są tylko na dwa miesiące, ale myślę, że płaci im,
żeby jej nie odcięli. Zawsze była aktualna, zawsze płaciła na czas, a przez
ostatnie sześć miesięcy żonglowała, spóźniała się, zalegała się, płaciła minimalne
spłaty zamiast płacić pełną kwotę. Teraz, poza mediami, w ogóle nie płaci.
Nieczęsto miała dług, z wyjątkiem Świąt Bożego Narodzenia. Wyciągnęła to, ale w
ciągu ostatnich dwóch miesięcy wystrzeliła i jest na maksa. Obojgu odmówiono wydania
nowych kart, on dwa razy w ciągu ostatniego miesiąca, a ona próbowała wyciągnąć
trzy.
– To niedobrze – wymamrotał
Merry.
– Nie – zgodził się Layne -
Ona zarabia przyzwoite pieniądze i nigdy nie żyła ponad stan. Kupiliśmy ten dom
razem szesnaście lat temu. Rata jej kredytu hipotecznego jest niska. On stracił
pracę, której nie ma, mogłaby go przyjąć. Poczuje uderzenie, ale może to
zrobić. To gówno, jest komuś winien. Hazard. Zakłady. Coś.
– Zapytam – zaproponował
Dave.
– Byłoby to mile widziane –
odparł Layne.
Merry zmiażdżył swój niedopałek
w popielniczce na stole na zewnątrz i przekręcił głowę do swojego taty.
– Mam randkę, tato –
powiedział, a Layne się uśmiechnął.
Merry był Jasperem, z
wyjątkiem czterdziestu lat. Był żonaty raz, przez sześć lat. Wcześniej i
później grał na boisku tak często, jak tylko mógł. Podobnie jak jego młoda
siostra, był wyjątkowo przystojny i wiek tego nie tknął. W rzeczywistości
wydawało się, że to się wzmocniło, więc pole Merry’ego było szerokie i
zróżnicowane.
Uśmiech Layne’a zgasł, kiedy
Dave wstał z krzesła i udał się do domu, mrucząc - Zostawię was z tym.
Layne zaciągnął się jeszcze
raz, a potem zgniótł papierosa z wydechem, wiedząc teraz, że to zaproszenie na
kolację było czymś więcej niż tylko rodzinnym spotkaniem.
Layne patrzył, jak Dave
zamyka tylne drzwi, po czym spojrzał na Merry’ego.
- Co? – zapytał natychmiast.
– Wiesz, że musimy
porozmawiać, minęło sześć tygodni – odpowiedział cicho Merry, wpatrując się w
ciemne podwórko ojca.
- Tak, porozmawiamy, ale nie
teraz. Przyjąłem trafienie...
Nie skończył, kiedy oczy
Merry'ego przecięły się na niego i warknął – Tak, przyjąłeś trafienie.
Mówił o tym, że Layne został
postrzelony.
- Nie miałem na myśli takiego
trafienia, Merry. Wyczyściły mnie rachunki za szpital. To zabija, ale nie mogę
się teraz na tym skupić. Muszę brać sprawy, które się opłacają.
– Odstawiam cię od tego –
oznajmił Merry, a Layne poczuł, że mięśnie jego szyi się kurczą.
– Nie, Garrett, nie odstawiasz
– powiedział cicho.
– Tak, Tanner – odpalił
Merry. – Zostałeś zdmuchnięty.
– Nie możesz nad tym pracować
– zauważył Layne.
- Nie będę. Rocky będzie –
odpowiedział Merry.
Każdy mięsień w ciele Layne’a
skurczył się.
- Co? - zaszeptał.
- Ona przytuli się do
Rutledge, wejdzie do środka – podzielił się Merry.
Palce Layne’a zacisnęły się w
pięści i odwrócił się całkowicie do swojego przyjaciela. Wiele mu to zabrało
siły, ale nie chwycił go za kołnierz i nie otrząsnął go z tego – ani nie wbił tego
w niego – co wolałby zrobić.
- Czy jesteś cholernie szalony? - zapytał Layne.
- Ona zajęła się wszystkim –
odparła Merry.
Layne wciągnął powietrze i
wydał dźwięk przypominający syk.
Potem spojrzał na podwórko.
Ona to zrobi. Rocky by to
zrobiła. Zajęłaby się tym wszystkim.
Miał teraz dowód na to, że
Raquel była tak samo szalona jak zawsze, a jej brat przewyższał ją w tym długim
pieprzonym strzałem.
- Ona nie wie, co robi –
zauważył Layne.
- Rozmawialiśmy. Uczy się.
Jest dobra – odpowiedział Merry.
Spojrzał z powrotem na
swojego przyjaciela - Nowina, człowieku. Wziąłem trzy z powodu tego gówna sześć
tygodni temu i wiedziałem, co robię. Chcesz, żeby to się stało z twoją siostrą?
Merry pochylił się do Layne’a
i zobaczył to na jego twarzy. To nie było surowe, próbował to kontrolować, ale
było.
Strach.
– To był jej pomysł –
szepnął.
– Pieprz mnie – odszepnął
Layne i to go uderzyło.
Wiedziała. Merry powiedział
jej wszystko. Wiedziała, że na wydziale jest brudny glina. Wiedziała, że to
Rutledge. Wiedziała, że Merry nie poradziłby sobie z tym, więc przekazał to
Layne’owi. Wiedziała, że Layne zbliżył się za bardzo, Rutledge został
zmodyfikowany, a Layne wpadł w zasadzkę. I warto było powtórzyć, wiedziała, że
w dziale jest brudny egzemplarz.
I wiedziała, że partner jej
ojca dwadzieścia cztery lata temu był brudnym gliną. Wiedziała, że wiedział o
tym jej ojciec. Wiedziała, że jej ojciec pracował nad tym, aby to udowodnić i
był blisko. I wiedziała, bo słyszała włamanie. Słyszała krzyki matki,
odpowiedzi partnera. Zadzwoniła pod 911, potem usłyszała strzały i pozostała
przy życiu tylko dlatego, że była na tyle sprytna, by się ukryć, a partner
musiał się wydostać, zanim mógł ją znaleźć, ponieważ zbliżały się syreny. Zanim
gliniarze zdołali ją powstrzymać, zobaczyła martwe, zakrwawione ciało matki w
przednim wejściu do tego samego pieprzonego domu. I wiedziała, że jej ojciec
został trafiony tej samej nocy i pozostawiony na pewną śmierć, ale cudem
przeżył. Dave nie zorganizował pogrzebu żony, ponieważ znajdował się w
szpitalnej sali z rurką w gardle. Merry i Rocky pojechali z ich dziadkami.
Wiedział też, że zeznawała na rozprawie.
A Layne wiedział o tym,
ponieważ powiedziała mu to w ciemności nocy, w ich łóżku, z jej ciałem
przyciśniętym do jego, kiedy jej ciało drżało, jakby zamarzała na śmierć.
I Layne wiedział jeszcze
jedną rzecz.
Raquel Merrick Astley
zrobiłaby wszystko, by zdjąć brudnego gliniarza.
– Nie mogę jej od tego
odwieść, człowieku - Merry wciąż szeptał.
– Nie powinieneś jej o tym
mówić, Merry. Jezu! - eksplodował - Co
było w twojej jebanej głowie?
– Ona… Tanner… kurwa – syknęła Merry - Kiedy zostałeś
postrzelony… kurwa… powiedzmy, że z Roc nie było dobrze. Przypięła się do mnie,
chciała wiedzieć, nad czym pracujesz. I, stary, wiesz, ty wiesz, kiedy Rocky trzyma się ciebie, nie masz innego wyboru,
jak tylko mówić. Kurwa, więcej niż raz w mojej karierze żałowałem, że nie miałem
jej ze sobą w pokoju przesłuchań. Ona jest mistrzem.
Wiedział o tym. Jak chciała
coś wiedzieć, była psem z kością. I to nie byle jaki pies, złośliwy pitbull.
Nigdy niczego nie odpuszczała. Cholera, w ich pierwsze wspólne Święta Bożego
Narodzenia znała każdy prezent, który jej dał, zanim go otworzyła. Nauczył się
chodzić na zakupy w ostatniej chwili w Wigilię lub dzień przed jej urodzinami,
a potem wracać do domu i zajmować ją na wiele sposobów, w których nie mogłaby
używać ust do mówienia, a musiał to robić przez tak długo, jak tylko mógł, żeby
była wykończona albo zawsze by wiedziała, jakie prezenty jej kupił.
Myślał, że to trochę urocze i
zdecydowanie lubił tę część, w której ją wyczerpywał.
Teraz nie uważał tego za
słodkie.
Merry przerwał jego myśli.
– Słyszałeś mnie, Tanner? Nie
było z nią dobrze, kiedy...
Layne odciął go, myśląc o
innych rzeczach, a mianowicie o utrzymaniu Raquel Merrick Astley przy życiu do
jej następnych urodzin.
– Porozmawiam z nią –
oświadczył.
– O rany – mruknął Merry,
kołysząc się na piętach i patrząc w niebo.
Layne go zignorował - Ona
zaczęła ten występ?
– Jeszcze nie – odpowiedział
Merry.
- Jaki jest jej plan?
- Nie wybijesz tego z jej
głowy - ostrzegł Merry.
– Jaki ma plan, Merry?
Merry wciągnął powietrze i
wypuścił powietrze. Potem powiedział - Ona go wciągnie.
- Powtórz?
- Wejdzie mu w oczy, mając
nadzieję, że będzie zainteresowany, a wiem, że to zrobi. Potem namówi go, żeby
zaprosił ją na randkę i zbliży się.
Layne poczuł, jak udziec
jagnięcy, ugotowany z rozmarynem i czosnkiem i podany z pieczonymi ziemniakami,
domowym sosem tzatziki i świeżym, jeszcze gorącym z pieca, domowym chlebem
pita, a następnie domową baklawą skąpaną w słodkim miodzie, kłębił się w jego
żołądku.
– Zamierza się z nim
przespać? - zaszeptał.
Merry spojrzał na niego
nieszczęśliwie.
Potem powiedział - Mówimy tu
o Rocky, bracie. Moja siostra zrobi wszystko, by wygrać.
– Kurwa – Layne wciąż szeptał
- Kurwa! - powtórzył, nie szeptem.
– Jeśli z nią porozmawiasz,
będzie wkurzona… na mnie – poinformował
go Merry.
– Zaryzykuję – warknął Layne.
– Kurwa, teraz ty jesteś wkurzony na mnie– mruknął
Merry, przyglądając mu się.
– Uwierz mi, bracie – uciął
Layne - Powinieneś był zdusić to w zarodku.
Merry wyrzucił ramiona - To
jest Rocky! - Zbliżył się o krok do Layne’a – Przez jakiś czas omijaliśmy to,
Tanner, ale czas to powiedzieć. To koniec, dawno się skończyło, ale wszyscy
wiemy, że gówno między wami jest tak popieprzone, że nigdy nie zostanie
załatwione. Wiemy też, że między wami jest tak popieprzone, że zawsze będzie
połączenie. Nie - Jego ręka uniosła się prawie do twarzy Layne’a, wystarczająco
blisko, by Layne zamknął usta, a nie na tyle blisko, by Layne poczuł potrzebę odchylenia
się - Nie oszukuj mnie. Jest gówno, o którym nie wiesz i nie mam zamiaru ci
mówić, ale powiedzmy, że przez ostatnie osiemnaście lat nie tylko ty rozdrapywałeś
te rany, utrzymując je świeże.
Kolejny strzał w brzuch. Ten był
podkręcony, przedzierając się przez różne narządy.
– Jaja sobie robisz, Merry. Ona odeszła ode mnie – wycedził Layne.
– Nie idę tam – odpalił
Merry.
– Ty o tym wspomniałeś –
odgryzł się Layne.
- Mówię tylko, że nie wejdziesz
w to z pozycji, w której nie wiesz, z
czym ja mam do czynienia. Roc ma coś w głowie, nic tego nie wytrząśnie i ty i
ja to wiemy. Drugą częścią tego jest to, że nawet z tym, co wiesz, nie jesteś w
stanie zrobić z tym ni chuja.
- Chcesz się założyć? –
zapytał cicho Layne.
– Tak, założę się. Powiedz mi
coś, bracie, wyszła z tym wszystkim dziś wieczorem, dlaczego jej tu nie ma?
Layne wyprostował się i nie
odpowiedział, co cholernie wiedział, że było odpowiedzią.
- Tak właśnie myślałem.
Chciała wziąć udział w naszej małej pogawędce - Merry wskazał ich dwóch
machając ręką w przód i w tył - Dzisiejszy wieczór był jej pomysłem. Tata nie
wygrał pieprzonego udźca jagnięcego w pokera, do cholery. Rocky to kupiła. Nie jest na tyle głupia, by myśleć, że może w to
wejść bez tak dużej siły ognia, jaką tylko mogła mieć. Poszła do twojego domu,
przysłowiowa gałązka oliwna, a ty wsadziłeś jej ją w tyłek. Rozumiem to
prawidłowo, bracie? - zapytał ostro Merry.
Layne tym razem nie
odpowiedział, ponieważ zgrzytał zębami.
- Jesteś wkurzony –
stwierdził Merry – Masz jako swoje kłopoty dwóch synów, byłą żonę rżnącą się z
miejskim dupkiem i niedawne trzy kule. Rutledge wie, że miałeś swoją szansę,
prawie odebrał ci życie, ostrzegając cię, żebyś się wycofał, więc liczę, że
skoro ty wciąż oddychasz, on uważa, że nie ma się czego bać z twojej strony.
Może się tylko domyślać, że ja dałem ci informacje. Jesteś blisko z każdym
gliną w tym wydziale, z połową z nas, z którymi pracowałeś, kiedy służyłeś.
– Tak, ale jestem najbliżej
ciebie i Colta – przypomniał mu Layne.
- I?
– I z tego powodu przejrzy
Rocky w mniej więcej sekundę – wycedził Layne.
– Tak, i Rocky o tym wie. Rutledge
nie wie, że jestem blisko mojej siostry i rozmawiam z nią. Niewielu gliniarzy
dzieli się takim gównem ze swoją siostrą. Może żona. Ich siostra? Niemożliwe.
– To znaczy, jeśli ich
siostra nie słyszała, jak ich matka została zamordowana przez brudnego gliniarza
w ich własnym przeklętym domu – przypomniał mu Layne i patrzył, jak Merry się
wzdryga – Przejrzy ją.
Merry szybko doszedł do
siebie. – Ona nie jest głupia, Tanner. Zagra to mądrze.
– Przejrzy ją – powtórzył
Layne.
– On jej nie zmusi,
człowieku. Cholera, ma kogoś z tego działu na dupie. Ponieważ poczuł od ciebie
ciepło, nie wie, czy to ja, Colt, Sully czy Haines. Był zbyt zajęty
zastanawianiem się, który z nas prześwietlał
jego, by myśleć o przejrzeniu Rocky.
Layne skończył z tą rozmową.
- Porozmawiam z nią –
powiedział.
Merry też skończył.
- Częstuj się, ale powiem jedno.
Przyjechałem tu dziś wieczorem, a ona była w zamknięta w swoich myślach. Roc zamyka
się tylko z jednego powodu, a jest to wtedy, gdy zraniono jej uczucia. Wiem, że
to nie jej pieprzony mąż, bo ona nawet nie chce z nim rozmawiać, chyba że przez
adwokata, a ona opowiada mi wszystko o tym gównie. Domyślam się, że cokolwiek
zaszło dziś rano między tobą a nią, trafiłeś bezpośrednio. Kocham cię,
człowieku, wiesz o tym. Było do dupy, kiedy was dwoje się rozpadło i jestem
kurewsko zachwycony, że mam cię z powrotem. Ale kocham ją o wiele bardziej niż
ciebie i jak dowiaduję się, że jest zamknięta w myślach, bo ty nie możesz odpuścić
czegoś, co wydarzyło się osiemnaście lat
temu i wciąż masz ochotę gryźć, masz ze mną do czynienia. Rozumiesz mnie?
– Tak jak powiedziałem,
Garrett, porozmawiam z nią – warknął Layne przez zęby.
– Tak – odparł Merry,
obserwując go uważnie - Wiem, że pogadasz. Z tej rozmowy wiem, że masz na sercu
jej dobro, bez względu na to inne gówno. Musisz tylko wiedzieć, że ona nie jest
teraz w dobrym miejscu. Ona jest miejskim frajerem, śpi na kanapie swojego
brata i wie, że brudny glina siedzi przy biurku obok jej brata, ten sam brud
kazał trafić jej byłego chłopaka. Jest odsłonięta, Tanner, bezbronna. Nie mam
dobrego przeczucia, że będziesz rozmawiał z nią, kiedy jest taka, a jedynym
powodem, dla którego na to pozwalam, jest to, że ci ufam. Nie spierdol tego.
Layne wiedział, że Merry
kochał swoją siostrę bardziej niż ktokolwiek na świecie, ale skończył.
– Jeszcze jedno słowo, Merry
– powiedział cicho Layne – Znasz mnie lepiej niż to gówno. Jeszcze jedno słowo,
wezmę to do siebie.
– W innym przypadku
wiedziałbym, że mogłaby walczyć ze swoim narożnikiem…
- Dzisiaj rano nie wiedziałem,
że opuściła Astley i nie wiedziałem nic z tego gówna. Wiesz też, co zaszło
między nami i wiesz, co mi to zrobiło. Daj mi trochę luzu.
– Tak – powiedział cicho
Merry. Jego twarz się zmieniła. Stała się miękka, ale jego oczy stały się
intensywne - Tak, bracie. Wiem, co ci to zrobiło – przerwał, pochylił się i
jego głos obniżył się jeszcze ciszej – Ja też wiem, co się stało, wiem więcej
niż ty, bracie. Wiem, dlaczego tak się
stało, więc może dasz Roc trochę
luzu.
Layne znów poczuł, jak jego
ciało zamarza, ale zanim zdążył powiedzieć choć słowo, Merry skończył – mam
randkę.
Sięgnął w dół, zgarnął
papierosy ze stołu i wszedł do domu.
Layne też chwycił swoje
papierosy i wytrząsnął jednego.
Dzisiaj był dzień dwóch
papierosów.
Absolutnie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń