Rozdział 21
Nie daj się zabić (cz.1)
Poruszyła się przy nim,
poczuł, jak się podciągnęła i objął ją ramionami.
Odwrócił głowę w samą porę,
by jej usta dotknęły jego.
Ale nie pocałowała go.
Zamiast tego wyszeptała – To
jest początek.
Otworzył oczy, patrząc w jej.
– Tak, kochanie – odszepnął i
patrzył, jak jej oczy ciemnieją, smutek i strach mieszają się w nich, zanim
poszła dalej – …początek końca.
A potem jego ramiona były
puste.
Odeszła.
*****
Layne otworzył oczy, jego
ciało było napięte i wpatrywał się w sufit.
Rocky spała twardo przy nim,
jej ramię ciążyło mu na brzuchu, jej kolano było przegięte, a udo na jego, czuł
jej włosy na piersi.
To był sen.
– Chryste – wyszeptał,
przesuwając dłoń w górę jej pleców, palcami wsuwając jej gęste, miękkie włosy.
Nie obudziła się, nawet się
nie poruszała, nie wydawała dźwięku. Była nieprzytomna.
Odwrócił głowę na bok i
spojrzał na zegar. Była szósta dwadzieścia dziewięć. Tym razem nie obudziła go
wcześniej.
Wciąż patrzył na zegar, kiedy
cyfry się zmieniły i brzęczyk zabrzmiał głośno. Ciało Rocky drgnęło, a potem
podciągnęła się do łokcia, drugą ręką sięgając do włosów i odsuwając je od
twarzy.
– Alarm – szepnęła do
ciemnego pokoju - Boże, zapomniałam, jak to brzmi - Potem opadła z powrotem, lądując na jego
klatce piersiowej, obejmując go ramieniem i owijając się mocno, gdy ramię Layne’a
wysunęło się, by nacisnąć przycisk wyłączenia - Czy możemy się zdrzemnąć?
Layne natychmiast nacisnął
przycisk drzemki, brzęczyk ucichł, a on odpowiedział - Tak, kochanie, kiedy
musisz wstać?
- Za kwadrans - mruknęła,
przytulając się do niego.
Layne był zaskoczony. Zawsze
wcześnie wstawała z łóżka, biorąc pod uwagę, że przygotowanie się zabrało jej
wieki. Może miała dzisiaj późny start.
– Za kwadrans siódma? - zapytał,
żeby się upewnić.
– Szósta – wymamrotała.
- Mała, jest już szósta
trzydzieści – odpowiedział, a jej ciało napięło się.
Podskoczyła do łokcia i spojrzała
na zegar.
- Kurwa! - syknęła, odrzuciła kołdrę i przeczołgała się po nim.
- Kurwa! - powtórzyła i
rzuciła się z łóżka.
– Roc – zawołał, gdy biegła
przez jego pokój.
- Jestem spóźniona! -
płakała, światło w łazience zapaliło się i zniknęła.
Layne się nie poruszył. Leżał
w łóżku, próbując otrząsnąć się ze snu.
To nic takiego, mówił sobie.
Tylko sen. Nic dziwnego, że go miał. Wszystko układało się dobrze. Rocky wróciła.
Był szczęśliwy. Ale miał to już wcześniej i wcześniej skończyło się źle.
Wiedział o tym zarówno podświadomie, jak i świadomie. To by pieprzyło z jego
głową i tak robiło. Musiał znaleźć sposób, żeby ją uporządkować, a do tego
czasu musiał po prostu sobie radzić.
Wstał z łóżka, naciągnął
spodnie od piżamy, kiedy usłyszał, że w łazience odkręciła kran i ruszył w
tamtą stronę.
Rocky była w jego koszulce, z
włosami w nieładzie na czubku głowy, stojąc przy umywalce i myjąc zęby.
Oparł się o łukowate drzwi,
wykręciła szyję i jej wzrok spoczął na nim.
- Zrób mi przysługę? - poprosił.
Uniosła brwi, ale nadal szczotkowała zęby i kontynuował - Pocałuj mnie, zanim
opuścisz moje łóżko.
Wyjęła szczoteczkę do zębów z
ust, gdy jej brwi się złączyły.
- Co? Czemu? - zapytała z
ustami pełnymi piany.
– Po prostu wyświadcz mi tę
przysługę – odpowiedział.
Patrzyła na niego przez
sekundę, pochyliła się i splunęła, a potem spojrzała na niego.
- Wszystko okej?
Dał jej to szczerze - Mój sen
nie był dziś tak dobry.
Layne obserwował, jak trochę
rumieniec odpływa z jej twarzy - Co?
- Mój sen o tobie nie był
dziś taki dobry.
Jej wzrok nie opuścił go na
trzy uderzenia serca, po czym odwróciła się, pochyliła nad kranem, wypłukała
usta, zakręciła kran i wyjęła ręcznik z uchwytu. Wytarła usta i osuszyła ręce,
po czym podeszła do niego. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej i pochyliła
się do niego.
- Co się stało? - zapytała.
– Pączuszku, jesteś spóźniona
– przypomniał jej.
– Tak – odpowiedziała, ale
nie poruszyła się, z wyjątkiem dopasowania się do jego przodu i zaciśnięcia
palców drugiej dłoni na jego talii - Co się stało?
Layne położył obie ręce na
jej biodrach - Musisz się ruszyć.
- Za chwilę, opowiedz mi o
śnie.
- To tylko sen.
- Opowiedz mi o tym.
- Rocky.
- Layne.
Spojrzał na nią, widząc, że
była gotowa gapić się w niego, gdyby musiała. Dlatego jego ramiona owinęły się wokół
niej, jedno trzymając się jej talii, drugie unosząc się w górę jej pleców, jej
odsłoniętej szyi, aby wsunąć palce w jej podciągnięte włosy.
- Obudziłaś mnie we śnie,
żeby mi powiedzieć, że to początek końca - powiedział jej.
Jej oczy pozostały utkwione w
jego, po czym jej broda opadła i przycisnęła czoło do jego klatki piersiowej.
Jego ręka obejmowała czubek
jej głowy - To tylko sen.
- Zrobiłam to - powiedziała
do jego klatki piersiowej.
- Co?
Znowu odchyliła głowę i
powtórzyła - Zrobiłam to.
- Co zrobiłaś?
Zamiast odpowiedzieć na jego
pytanie, poinformowała go - To cię przeraziło.
– Jak powiedziałem, Roc, to
tylko sen.
– Racja – wyszeptała, jej
dłoń na jego talii owinęła się wokół jego pleców, a jej dłoń na jego klatce
piersiowej przesunęła się w górę, by mogła owinąć palce wokół jego szyi - Ten
„tylko sen” sprawił, że nabrałeś takiego wyglądu, jaki masz teraz i mówisz mi,
żebym cię pocałowała, zanim wstanę z łóżka.
– To nie jest dziwna prośba, pączuszku.
– Budzę się obok ciebie przez
jakiś czas, Layne. Nie zrobiłeś tego ani razu wcześniej.
- Do dzisiejszego ranka nie
musiałem - I to była prawda. Pieprzył ją każdego ranka, od kiedy naprawdę
wróciła do jego łóżka, i tego, w którym obudził się w jej łóżku, z wyjątkiem
tego ranka, kiedy przyjechała i krzyczała jego matka.
Spojrzała mu w oczy i nie
odpowiedziała. Potem podniosła się na palcach i dotknęła ustami jego.
Cofnęła się zaledwie o centymetry,
by wyszeptać - Pocałuję cię, zanim opuszczę twoje łóżko, skarbie. Obiecuję.
– Dzięki, kochanie –
odszepnął.
Jej ramię i dłoń ścisnęły go,
podniosła się na palcach, by ponownie dotknąć jego ust, po czym odsunęła się i
podeszła do kranu.
Layne patrzył, jak zaczyna
myć twarz, jego oczy poruszały się po blacie przy umywalce, oglądając
porozrzucane tam wszystkie jej rzeczy. Wszystkie jej rzeczy wokół jego umywalki.
Nie zawłaszczyła drugiej, używała
jego.
Albo trzymasz go tak blisko, że nigdy nie może
odejść. Ale jeśli odejdzie, masz tyle cennych wspomnień, ile zdołasz uzbierać. powiedział Devin.
Trzymasz go tak blisko…
Trzymasz go tak blisko…
Rocky spłukała twarz, a Layne
nadal obserwował ją, wiedząc, że to, że używała jego umywalkę, zamiast zawłaszczać
dla siebie drugą, było jednym ze sposobów, w jaki Rocky trzymała go blisko
siebie. Przebywanie przy jego umywalce, przy jego gównie, choćby to były tylko
szczoteczka do zębów, maszynka do golenia, ale trzymała go blisko.
Trzymając go blisko.
Pozwolił, żeby to się w nim
osiedliło, a robiąc to, pozwolił, by następstwa niepokojącego snu zniknęły. Podszedł
za nią i pocałował skórę na jej karku.
Potem poszedł do toalety.
*****
Otworzył drzwi do Suburban’a
w chwili, gdy zadzwonił jego telefon. Zeskoczył i przytrzymał drzwi, aby Blondie
wytoczyła się za nim, gdy wyciągnął telefon z kieszeni, spojrzał na
wyświetlacz, odebrał połączenie i przyłożył telefon do ucha.
– Hej, pączuszku – przywitał
się.
Była przerwa po trzeciej
lekcji. Miała wolne i mogła dzwonić. Mimo to był lekko zaskoczony, że dzwoniła,
bo był to pierwszy raz, kiedy zadzwoniła od tego dnia, kiedy odwiedził ją w szkole,
aby powiedzieć jej, czego dowiedział się o Gaines’ie.
– Hej, kochanie – odszepnęła
zdyszanym głosem.
Słysząc to, Layne zdecydował,
że następną przysługą, o którą ją poprosi, będzie to, by codziennie dzwoniła do
niego w czasie okienka.
Ale zrobi to później. Teraz
chciał wiedzieć, dlaczego dzwoniła.
Zatrzasnął drzwi do swojego SUV’a
i z Blondie u boku poszedł chodnikiem w stronę Mimi’s.
- Co tam? - zapytał.
- Chciałem tylko powiedzieć,
że dziewczyny mają jutro po południu walne zebranie w sprawie aukcji kawalerów
w moim mieszkaniu. Czy to ci odpowiada?
- Tak, przyjdziesz później?
- Nie, pomyślałam, że zrobię
ci kolację u mnie i możesz zostać ze mną na noc.
Uśmiechnął się do telefonu,
otwierając drzwi Mimi’s i wszedł, zostawiając Blondie na zewnątrz - Odpowiada
mi to.
- Czy chcesz coś specjalnego?
- zapytała.
– Zaskocz mnie –
odpowiedział.
- Mogę to zrobić -
odpowiedziała.
- Chwileczkę, pączuszku –
powiedział Layne do telefonu, po czym zamówił u jednego z pracowników Mimi,
dzieciaka z trzema kolczykami w dolnej wardze, dwoma w nosie, jednym w brwiach
i różowymi włosami. Layne nie rozumiał przekłuwania sobie czegoś, ani nie
uważał tego za atrakcyjne i nie trzeba dodawać, że różowe włosy nie podobały mu
się. Ale ten dzieciak zrobił mu wcześniej kawę i była nawet lepsza niż
Meems, co coś mówiło. Miał również wspaniały uśmiech i wcześnie nauczył się, jak
ma na imię i używał go, gdy tylko miał okazję, dzięki czemu poczuł się
członkiem rodziny Mimi’s Coffee House. To był miły akcent, a sposób, w jaki to
robił, był prawdziwy, nie nieprzyjemny. Dlatego stwierdził, że lubi jego włosy
i nie przeszkadzają mu kolczyki, bo pod tym całym gównem była autentyczna osoba
i to nie taka, która wymagała uwagi. Tylko taka, która była sobą, wyglądała z
tego gówna.
Na swój własny sposób.
Wrócił do Rocky po tym, jak
otrzymał swoje - Co będzie tym razem, Tanner? - złożył zamówienie i wyciągnął
portfel, żeby zapłacić.
– Zdążyłaś na czas do pracy?
– zapytał Raquel.
- Dziesięć minut spóźnienia,
ale nikt nie zauważył, bo Adrian wszedł i sprzątał swoje biuro w obecności
dyrektora Klausena i Nicka Fullertona, więc wszyscy o tym paplali.
- Widziałaś go? – zapytał
Layne.
- Nie, Sharon mi o tym
powiedziała, a potem poszłam do swojego pokoju. Myślę, że unikanie Adriana
Cosgrove to dobra strategia.
Oto ona, jego dobra
dziewczynka.
– Masz rację – powiedział.
– Umówiłeś spotkanie z jednym
z chłopców?
Umówił, z Coltem. Merry nadal
nie odpowiadał na jego telefony, mimo że zmienił się temat jego wiadomości do
przekazania. Dave teraz też nie odbierał nawet na telefonie domowym, który nie
miał identyfikatora dzwoniącego, a to oznaczało, że jego misją było unikanie
Layne’a. A więc to mógł być tylko Colt i to było także studium cierpliwości, by
nie ścigać Merrick’ów i nie naskakiwać na nich.
– Colt, za pół godziny
przyjdzie do mojego biura – odpowiedział Layne.
– Dobrze – odparła Rocky.
Layne zapłacił i stał na
drugim końcu kontuaru, czekając na kawę, kiedy usłyszał trzykrotne szczeknięcie
Blondie i odwrócił głowę do drzwi, by zobaczyć wchodzącego Ryker’a. I to był
Ryker z poważnym spojrzeniem, a jego wzrok był skierowany z najwyższą precyzją
na Layne’a.
Layne spojrzał Ryker’owi w
oczy, gdy ten szedł przez kawiarnię w jego kierunku.
– Kochanie, muszę iść –
powiedział Layne do telefonu – Ryker jest tutaj.
- Och, okej - odpowiedziała -
Czy nadal idziemy dziś na mecz?
– Tak – odpowiedział Layne - Odbiorę
cię. Zjedz przekąskę, pączuszku, potem zjemy u ciebie pizzę i piwo.
– Och, okej – powtórzyła, tym
razem delikatniej, znowu dysząc. Przypomniała sobie to, jak było tygodnie temu.
Podobało jej się to, co dzielili kilka tygodni temu. Chciała, żeby to wróciło i
żeby miało inne zakończenie, tak jak on chciał.
– Musimy porozmawiać –
warknął Ryker.
Dotarł do Layne’a, był
niecierpliwy i Layne skinął głową.
– Będę u ciebie o siódmej –
powiedział Layne do Rocky.
– W porządku, skarbie, do
zobaczenia – odparła Rocky.
- Później kochanie.
- Później.
Schował telefon do kieszeni i
zapytał Ryker’a - Chcesz kawę?
– Musimy porozmawiać –
powtórzył Ryker.
Layne przyglądał mu się, dopóki
jego kawa nie dotarła. Złapał ją i wyprowadził ich do wyjścia z Mimi’s. Blondie
ponownie warknęła na Ryker’a, ale podążyła blisko Layne’a na niewielkiej
odległości do jego biura, nie odrywając wzroku od Ryker’a i nie opuszczając
swojego pana. Nie wiedziała, co myśleć o Ryker’ze i nie była pewna, co płynęło
od Layne’a, ale wiedziała, co czytała od Ryker’a, więc była czujna.
Layne wpuścił ich do swojego
biura, a on ledwo zdjął płaszcz i usadowił się na krześle, Blondie siedziała na
warcie przy biurku, kiedy Ryker przemówił.
Siedział naprzeciwko Layne’a,
a jego postawa nie była leniwa. Był czujny do granic możliwości.
- Kiedyś byłeś gliną –
stwierdził dziwnie Ryker. Nie było to rozpoczęcie, którego oczekiwał Layne, nie
żeby wiedział, czego się spodziewać.
– Tak – odparł ostrożnie
Layne.
– Na posterunku policji w miasteczku
– warknął Ryker, a Layne przyglądał mu się przez chwilę, zanim skinął głową - Wciąż
jesteś blisko z tymi świniami? – zapytał, a mięśnie szyi Layne’a napięły się.
- Tak, Ryker, jestem i już to
wiesz. Raz przepuściłem ten komentarz, ale pamiętaj, że nie jestem wielkim
fanem tego, że moich chłopców nazywa się świniami i prawdopodobnie nie odpuszczę
tego komentarza ponownie – odpowiedział cicho Layne.
– To świnie – odpalił Ryker,
a Layne pochylił się do przodu, niezbyt głęboko, na tyle, by pokazać Ryker’owi,
że on też jest w pogotowiu i traci cierpliwość.
– Rozumiem, że jesteś
twardzielem, Ryker, ale to jest moje miejsce, moje biuro. Okazujesz tu
szacunek. Czy mnie rozumiesz?
Ryker nie zawahał się, zanim
kontynuował - Jeden z nich w szczególności.
Layne wpatrywał się w niego
ze zrozumieniem i stał się bardzo czujny.
Potem warknął - Przestań się
pieprzyć. Co cię podkręciło?
- Moja mała ma córkę –
stwierdził.
- I? - podpowiedział Layne.
– Ma na imię Alexis –
powiedział Ryker.
Jasna cholera.
Nadeszła kolej Ryker’a, by go
zbadać i zrobił to, po czym skinął głową - Myślę, że rozumiesz, dlaczego chciałem
być w całym tym gównie.
- Mów do mnie - rozkazał
cicho Layne.
- Wczoraj, zeszłej nocy,
dzisiejszego ranka, byłem w całym tym gównie – powiedział Ryker.
– Co dostałeś?
- Mężczyzna i kobieta,
przychodzą i odchodzą, bez harmonogramu, ale oboje są zajęci. Duszpasterz
Młodzieży i jego kobieta. Chociaż nie jestem pewien, czy to jego kobieta. Razem
poszli do swoich samochodów, nie dotykając się, tylko rozmawiając. Albo on jest
podległy, albo ona jest tą z jajami. Nie jest ważniejszy od niej. To ona miała
nastawienie. Jakby rzuciła kijem i kazała aportować, on by pobiegł.
Kiedy przestał mówić, Layne
nalegał - Mów dalej.
- Wizyta późnym wieczorem,
bracie, około jedenastej trzydzieści, jeden z lokatorów Brendel poszedł na
spacer.
Całe ciało Layne’a napięło
się, ale nie powiedział ani słowa.
Nie musiał. Wiedział o tym,
kiedy Ryker stwierdził - Rozumiesz mnie.
Rozumiał go. Rutledge.
Rutledge chodził do kościoła
w każdą niedzielę. Rutledge mieszkał w Brendel. Gaines zachowywał się tak,
jakby był nietykalny, ponieważ był. Miał w kieszeni brudnego gliniarza, a
dokładniej, kimkolwiek była ta kobieta, ona miała.
Ryker pochylił się do przodu
- Opowiadasz swoim chłopcom z fabryki świń o tym gównie, masz problemy… ze mną.
To gówno przepracujemy, ty i ja - Uniósł dużą dłoń i wskazał między nimi dwoma
– Nie ma w tym gliniarzy.
- Jedyny brudny gliniarz w
tym wydziale to ten, który widziałeś.
- Jesteś tego pewien? -
zapytał Ryker.
– Tak – odpowiedział Layne.
– Cóż, ja nie jestem – odparł
Ryker - Domyślam się, że to gówno psuje się od góry.
- Kapitan? – zapytał Layne.
- Jest taki brudny, że
śmierdzi.
- On nie jest brudny, Ryker.
Jest ambitny, przez to zaślepiony.
– Jak powiedziałem, brudny –
odparł Ryker.
Layne przysunął fotel do
biurka, oparł o nie przedramiona i rozłożył je.
- To jest moje śledztwo. Nie
lubię partnerów, zwłaszcza partnerów, którzy trzymają przede mną gówno, jak to,
że córka ich kobiety, jest faworytą faceta, którego śledzę. Prawdę
powiedziawszy, będę pracować z takim, kiedy mi pasuje. Nawet jeśli to niefajne,
że ukryłeś to gówno przede mną, praca z tobą mi odpowiada. Nie trzeba dodawać,
ponieważ nie lubię partnerów, nie lubię mężczyzn przejmujących moje śledztwo.
Zainwestowałem w to gówno. Mam plan. Pracujemy na mój sposób.
- Masz dziewczynę, która ma
tego dupka pod skórą? - Ryker odpalił i zanim Layne zdążył odpowiedzieć, zrobił
to za niego. – Nie, nie masz. Moja mała się martwi, ale nie chce denerwować
Alexis. Tata Alexis jest palantem. Zawsze odwołuje swoje w weekendy, łamie
serce Alexis. Płaci alimenty mniej więcej raz na sześć miesięcy, jeśli Lissa ma
szczęście. Nie ma dużo i nie może wiele dać Alexis, ale ciężko pracuje, aby dać
jej to, co może, a to oznacza, że Alexis też nie widuje zbyt często swojej
mamy. Alexis lubi tę Grupę Młodzieży. Lubi tego faceta i ma tam przyjaciół.
Alexis nie znalazła zbyt wiele tego, co by polubiła. Lissa chce, żeby ona miała
to, czego chce. Rozmawialiśmy o tym gównie, a ona mnie odwoływała, ale chciałem
się temu trochę przyjrzeć. Teraz się temu przyglądam.
Layne rozumiał to, co czuła
kobieta Ryker’a, Lissa, a także co myślał Ryker.
Mimo to nie miało to
znaczenia - Nie powinieneś się wahać. Teraz jest już za późno, koła są w ruchu,
obaj moi chłopcy są w to wplątani i nie pozwolę ci ich wyruchać.
Ryker spojrzał na niego, po
czym usiadł wygodnie i szepnął - Cosgrove.
- Słucham? – zapytał Layne.
– Alexis ma dziś wieczorem
randkę, swoją pierwszą, z Seth’em Cosgrove. Ty to zaplanowałeś?
Layne nie odpowiedział.
- Jedyną rzeczą, która
mogłaby ją wydostać spod tego popierdolenia, jest Cosgrove. Alexis nie przestaje
o nim gadać. Uważa, że Duszpasterz Młodzieży to gówno, ale uważa, że słońce świeci
z tyłka Setha Cosgrove’a – powiedział mu Ryker.
- Lissa jest religijna? –
zapytał Layne.
- Modli się, ale nie modli
się do Boga w domu, który wpuścił szakala – odpowiedział Ryker.
- W takim razie musi to
wyssać. Ty i ja wiemy, że to nie jest dobre miejsce dla Alexis. Alexis szaleje,
ona szaleje. Ale niech twoja kobieta wyciągnie stamtąd tyłek swojej córki –
poradził Layne.
- To nie zadziała. Alexis jest
krnąbrna.
– A więc ty wkraczasz.
- Nie moje miejsce.
– Pieprzysz jej mamę? –
zapytał Layne i Ryker zacisnął szczęki.
– Nie moje miejsce –
powtórzył Ryker.
- Jak długo pieprzysz jej
mamę? - naciskał Layne.
- Bracie - pochylił się Ryker
ostrzegawczo - to nie moje miejsce.
Layne spojrzał w jego
gniewnym wzroku i powiedział cicho - Nie wciskaj mi tego durnego gówna.
Troszczysz się o tego dzieciaka, jakby to cię nie obchodziło, nie spędziłbyś
czasu, który spędziłeś na obserwowaniu mieszkania Gainesa. To, co zrobiłeś, nie
tyle było dla Lissy, ile dla Alexis. Wiesz to. Ja to wiem. Jak zaprzeczasz, ja ci
mówię, że to pieprzenie. Ona nie ma taty? Bądź prawdziwym twardzielem, Ryker i
daj jej go, chroniąc ją przed tym, co ty i ja wiemy, że jest naprawdę złym
gównem.
Ryker spojrzał na niego
gniewnie, ale nie odpowiedział.
Więc Layne kontynuował - Ja
decyduję o posunięciach w tym śledztwie. Ty wykonujesz ruchy, które wskazuję.
Nie robisz tego sam. Ale mówię ci teraz, jak spierdolisz to, co się dzieje i podłożysz
tyłki moich chłopców bardziej niż już są, mamy problemy - Layne przerwał, a
potem wyszeptał – Nie jestem kimś, z kim zadzierasz, Ryker. Myślę, że już to
rozumiesz i domyślam się, że nie chcesz, żebym zademonstrował, dlaczego. Nie
każ mi demonstrować dlaczego. Jasne?
Ryker wciąż wpatrywał się w
niego, ale wciąż nie odpowiadał.
- Mam spotkanie z Coltem za
jakieś piętnaście minut. Dziewczyny są zagrożone, a my nie mamy innego wyjścia,
jak tylko rzucić się w wir pod każdym możliwym kątem. Colt nie jest głupi i
wie, co dzieje się w jego dziale. On się tym zajmie. Teraz masz dwie prace.
Jednym z nich jest robienie tego, co ci każę, a drugim jest wyciągnięcie córki
twojej kobiety z tego bałaganu. Jesteś ze mną? - Ryker nie odpowiedział, więc
Layne podpowiedział - Muszę wiedzieć, że jesteś ze mną.
Ryker zawahał się tylko na
chwilę, zanim burknął - Jestem z tobą.
– W takim razie zostajesz na
spotkaniu z Coltem. Musisz wiedzieć, co się dzieje, ale usłyszysz gówno, które
nie opuszcza tego biura. Dowiaduję się, że opuszcza to biuro, wtedy będę
wiedział, kto udostępnił, a to nie sprawi, że będę szczęśliwy.
- Myślę, że skończyłem z tym,
że mi grozisz, bracie – warknął Ryker.
- Mam dwóch chłopców,
kobietę, psa i prawie trzy miesiące temu dostałem trzy kule z powodu tego gówna
- powiedział cicho Layne i Ryker uniósł brwi – Tak, słyszałeś o tym. Dwa i dwa
to cztery i mam na myśli to dla nas obu. Teraz czy myślisz, że jeszcze znowu
przez to przejdę, ponownie przeciągnę przez to moich chłopców i kobietę, mylisz
się źle. Zrobię, co będę musiał, aby temu zapobiec. Więc ostudzając to, wielkoludzie,
ja nie grożę.
Ryker wpatrywał się w niego.
Layne usiadł, wziął kawę z biurka i pociągnął łyk.
Kiedy odstawił kawę z
powrotem na biurko, odezwał się Ryker.
– Jedna rzecz – powiedział.
- Tak? – zapytał Layne, kiedy
nie powiedział nic więcej.
- Lepiej żeby Cosgrove był w
niej zabujany. Jak to tylko misja, a on zostawi ją zmiażdżoną…
Layne przerwał mu i zdusił
uśmiech. Nie mógł być pewien, że Ryker robił to, co robił dla Alexis, a nie dla
najlepszych lodów, jakie kiedykolwiek miał, jakie dostawał od jej mamy. Teraz
wiedział, że to było dla Alexis.
Wiedział też, jakim
człowiekiem był Ryker.
- Moi chłopcy rozumieją, że
nie ma być żadnych dodatkowych szkód. Poinformowali Setha. Jasper znalazłby
inny sposób, by ją wyprowadzić, gdyby myślał, że Seth się nią nie interesuje.
To znaczy, że Seth jest w niej zabujany.
– Lepiej, żeby był – odparł
Ryker.
- Spokojnie, bracie, jest.
Ryker spojrzał na niego
jeszcze raz. Potem skinął głową.
Kiedy to zrobił, Layne
powiedział - Masz wystarczająco dużo czasu, aby dostać kawę od Mimi, zanim Colt
tu przyjedzie.
- Nie piję tego wymyślnego
gówna – stwierdził Ryker.
Layne pociągnął kolejny łyk.
– Nie wiesz, co tracisz –
mruknął po łyku.
Ryker spojrzał na Blondie - Pieprz
mnie, brachu, twardziel, który pije kawę dla maminsynków i posiada żółtego labradora
- Jego wzrok wrócił do Layne’a, jego złość się zmniejszyła i uśmiechnął się
swoim brzydkim uśmiechem - Muszę powiedzieć, jestem pod wrażeniem, że możesz to
zrobić.
Layne odstawił kubek i
wyciągnął telefon z kieszeni, sugerując - Może powinieneś kupić Alexis
szczeniaka.
Ryker usiadł i wyciągnął
przed siebie nogi, wciąż się uśmiechając. Rozgrywka się skończyła, Layne znów
był jego kumplem, a Layne odprężył się na swoim fotelu.
- Mają już trzy koty i dwa
chomiki. Nie potrzebują żadnego psa – powiedział mu Ryker.
Layne włączył telefon,
przewinął do Devina, wcisnął przycisk Dzwoń i spojrzał na Ryker’a, mamrocząc - Twój
wybór.
- Co? - Devin odpowiedział mu
do ucha.
– Podaj mi numer komórki
Marissy Gibbon – odparł Layne.
- Czemu? – warknął Devin.
– Po prostu to zrób,
staruszku. Poinformuję cię później – powiedział Layne.
Devin westchnął, po czym
podał mu numer, który Layne zapisał w notatniku na biurku.
- Chłopcy są z Gabby przez
tydzień, a ja jestem u Roc przez następne dwie noce – powiedział Layne swojemu
przyjacielowi.
– Poinformuję prezydenta –
odparł Devin, po czym rozłączył się.
Layne uśmiechnął się przy
biurku, po czym wystukał w telefon numer Marissy Gibbon.
– Marissa Gibbons? – zapytał
Ryker, kiedy Layne kciukiem naciskał przyciski.
– Powiem ci później – mruknął
Layne i przyłożył telefon do ucha.
*****
- To ostatni raz, kiedy się
spotykamy - powiedział Layne do Colta, który siedział obok Ryker’a w jego
biurze, bawiąc się pendrive’m ze zdjęciami Gainesa, które dał mu Layne - Jeśli
jeszcze tego nie zrobili, Rutledge, Gaines i kobieta zaczną być bardziej czujni
i nie muszą widzieć, jak wychodzisz i wychodzisz z mojego biura.
Colt skinął głową i pochylił
się do przodu – Przyjąłem to, ale muszę wiedzieć, człowieku, dlaczego tu
jestem, a Merry’ego nie ma?
- Merry i ja mamy problemy
rodzinne – odpowiedział Layne. Brwi Colta uniosły się i Layne poczuł, że
spojrzenie Ryker’a staje się intensywne.
- Rocky? – zapytał Colt.
– Tak – odpowiedział Layne.
- Jest coś, co mogę zrobić? -
zaproponował Colt.
- Możesz wyciągnąć głowy
Merry’ego lub Dave’a z ich tyłków?
Colt uśmiechnął się -
Prawdopodobnie nie.
– W takim razie nie, nic nie
możesz zrobić – odpowiedział Layne.
Colt odchylił się do tyłu,
ale nie spuszczał wzroku Layne’a - Jak idziemy ostro, oznacza, że znowu
nadstawiasz tyłek.
- Miałem cynk lepszy niż inne,
bracie. Tym razem też mam wsparcie – odparł Layne, wskazując głową na Ryker’a.
Colt nawet nie spojrzał na
Ryker’a. Nie był zdecydowany, co myśleć o Ryker’ze.
Dlatego powiedział - Bądź
czujny.
Potem wstał, spojrzał przez
Ryker’a i wyszedł za drzwi.
Layne też wstał. Podniósł
klucze z biurka i poszedł do swojego magazynu, Blondie podążała za nim.
– Myślisz, że będzie w stanie
trzymać swoje gówno cicho? - Ryker zapytał plecy Layne’a, gdy Layne otworzył
drzwi do magazynu.
– Mieszkasz w tym mieście –
odpowiedział Layne.
Ryker’owi nie spodobała się
ta odpowiedź i powiedział mu to - Czy to była odpowiedź?
Layne otworzył drzwi i
zwrócił się do Ryker’a - To małe miasteczko, ale w małym miasteczku toczy się
gówno, tak jak w dużych miastach. Może nie jest tak bezlitosne, ale ludzie
kradną, handlują, gwałcą, biją żony i dzieci. Colt i jego kobieta przyciągnęli
uwagę chorego skurwysyna, który miał obsesję na punkcie ich obojga od czasów
liceum i w końcu przedzierał się przez ludzi w czterech stanach. On pokonał
tego faceta i uratował trzy życia. Zna swoje gówno. Myślę, że może trzymać
nasze śledztwo w sprawie brudnego gliniarza w ciszy.
Ryker skinął głową.
Layne wszedł do schowka,
zapalił światło i zaczął przeglądać swoją kolekcję pluskiew, podczas gdy
Blondie węszyła po kątach.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń