czwartek, 2 czerwca 2022

7 - Urocze

 

Rozdział 7

Urocze

 

 

 

Layne ledwo wyszedł spod prysznica i dopiero zaczynał się wycierać, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi.

– Kurwa – mruknął.

Był spóźniony. Zabierał dziś wieczorem Rocky do Swank. Pracował nad nową sprawą cały dzień, wciągnął się w to i spóźnił się. Z kroplami wody wciąż na ramionach i klatce piersiowej, owinął ręcznik wokół talii, szybko wyszedł z łazienki i zszedł po schodach. Podszedł prosto do drzwi, otworzył je, ledwo na nią patrząc, ale drzwi burzowe już się otwierały i poczuł jej perfumy.

Odwrócił się, mówiąc – Spóźniłem się, Roc, wejdź i weź sobie piwo. Zejdę tak szybko, jak będę mógł.

Potem skierował się z powrotem na schody, słysząc jej obcasy na swojej drewnianej podłodze i nie zauważając, że nie powiedziała ani słowa.

Minęły dwa tygodnie, odkąd wcielili swój plan w życie i grał mądrze. Pomógł w tym fakt, że jej mieszkanie było puste i dobrze było się wprowadzić od razu, więc to zrobiła. Spędzała wieczory na kupowaniu gówna do swojego mieszkania, a Layne był oddany sprawie obalenia Rutledge’a, ale nie aż tak, by chodzić na zakupy.

Spędzali więc razem czas, ale niewiele. Ona robiła zakupy, a on pracował nad tą sprawą. Nie trwało by to długo, ale wymagało czasu, planowania, sprzętu i gównianej pracy w terenie. To było dobre. Łaził po ścianach podczas rekonwalescencji. Bycie z powrotem w terenie było zajebiste.

W niedzielę po ich nocy, która zakończyła się pizzą, piwem i szczerą rozmową, Rocky przyszła z Merry’m i zajęli się dla niej sprawą Rutledge’a. Potem oglądali piłkę nożną w telewizji. Merry wyjechał, a Rocky została, żeby Natalie Ulrich mogła zobaczyć jej samochód na jego podjeździe i mogła wiedzieć, że była z nim sama w jego domu. Chłopcy wrócili do domu po tym, co robili, a on zgarnął ich do pracy domowej i odprowadził Rocky do samochodu. Nie bawił się w całowanie z języczkiem, bo to byłoby igranie z ogniem. Po prostu dotknął jej ust swoimi ustami, otworzył przed nią drzwi samochodu i stał na swoim podjeździe, patrząc, jak odjeżdżała. Potem wszedł do środka.

Jedli razem kolację u Franka i pili kawę w Mimi’s. Poszła z nim na oba kolejne piątkowe mecze, jeden na wyjeździe, drugi, ostatniego wieczoru, w domu. Poszła z nim, ale siedziała ze swoim tatą na meczu wyjazdowym, a z Josie Judd i grupą dziewczyn na meczu w domu, spędzając czas z Layne’m i, na pokaz, na nim, tylko w przerwie. Nie wiedział, dlaczego nie stała z nim przy boisku, czy to dlatego, że czuła się odpowiedzialna za to, co stało się z Tripp’em, czy też dawała mu przestrzeń. Również nie zapytał.

Zaczęła pracować nad Rutledge’m. Łamała go, ale Layne był zbyt zajęty, żeby tam być, więc Merry ją osłaniał. Trzy razy udała się na komisariat pod pretekstem, że powinna porozmawiać lub spotkać się z Merry’m. Merry zajął się bzdurami, żeby mogła wędrować do Rutledge’a i nawiązywać rozmowy. Tylko raz Layne był na tyle blisko, by wejść i zobaczyć ją w akcji. Kiedy wszedł po schodach na górę, siedziała przy biurku Rutledge’a i oboje się śmiali, chociaż Rutledge wpatrywał się w jej cycki, podczas gdy on się śmiał.

Widząc to, Layne podszedł i zabrał ją, witając Rutledge’a pobieżnie i wtedy poszli do Mimi’s na szybką kawę.

Poza tym, jeśli byli sami i nie nikt patrzył na nich, był przyjazny, ale trzymał dystans. Wyjaśnił, że poznanie cię ponownie, część ich operacji została wykonana, musieli się skupić i, cholerne dzięki, Raquel zrozumiała go i weszła w to, odwzajemniając przysługę.

Problem polegał na tym, że kiedy nie byli sami i patrzyli na nich, był zmuszony być o wiele bardziej przyjazny i nie było nawet cienia dystansu.

Rocky była równie przyjazna w odpowiedzi.

To było bardzo złe, ponieważ zawsze czuł się z tym wyjątkowo dobrze.

Teraz zabierał ją do Swank.

Swank była ulubioną restauracją Jarroda Astley’a w Indianapolis - wywiad Layne dowiedział się z przesłanego e-mailem raportu Merry’ego o wszystkim, co wiedział o Astley’u. Podobno Rocky co roku zabierała tam Astley’a na jego urodziny, a Astley zabierał tam Rocky, aby można go było oglądać w ekskluzywnym hot-spocie tak często, jak chciał, co, chociaż nie można było tam zjeść, nie wydając co najmniej stu dolarów na głowę, było często.

Layne znalazł czas, żeby wpaść do tej restauracji, żeby porozmawiać z hostessą. Szybko dowiedział się, że znała doktora Astley’a. Wiedziała również, że doktor Astley ostatnio dokonał rezerwacji, znała datę i godzinę, a Layne przekonał ją, by podzieliła się z nim tymi informacjami. Następnie dokonał rezerwacji na dwie, pół godziny po tym, jak Astley miał się tam dostać, dał hostessie pięćdziesiątkę i poprosił, by upewniła się, że będzie siedział blisko Astley’a. Po tym, jak się do niej uśmiechnął, obiecała, że tak będzie.

Layne dowiedział się z informacji wywiadowczych o Astley’u, że wejście mu w drogę powodowało, że lepiej, że miał czasochłonną sprawę, bo pięćdziesiątka, którą wsunął hostessie, to był dopiero początek.

Astley zarabiał dużo pieniędzy, nawet więcej, niż Layne sądził (a Layne wiedział o tym, bo przeszukiwał wszystkie dane i raporty, jakie mógł na temat doktorka), i Astley nie oszczędzał na czarną godzinę. Żył rozrzutnie. Swank[1] został tak nazwany nie bez powodu. Miejsce było modne i drogie, a wtedy, kiedy Layne odwiedzał hostessę, było pełne. W Indy było to miejsce, w którym można było widzieć i być widzianym.

Astley też pochodził z bogatej rodziny. Nie był elitą z elit, ale pochodził z klasy wyższej, aczkolwiek ze średniej klasy wyższej. Miał fundusz powierniczy, w który nie sięgał zbytnio, ponieważ nie musiał. Był też w kolejce, by odziedziczyć fortunę, nawet dzieląc się nią z bratem i siostrą, kiedy jego matka ostatecznie zmarłaby.

Odrywając myśli od Astley’a, Layne stanął przy umywalce w swojej łazience, ogolił się, nałożył płyn po goleniu i przeczesał włosy grzebieniem. Potem podszedł do szafy i zdjął ubrania z wieszaków.

Melody mieszkała w Los Angeles i pracowała w luksusowym butiku, w którym, czego Layne dowiedział się z wyciągów z karty kredytowej Astley’a, Jarrod Astley dobierał sobie spodnie. Melody lubiła ubierać Layne’a i dostawała świetną zniżkę, więc za każdym razem, gdy ją widział, zawsze miała mu do zaoferowania worki gówna. Chociaż rzadko nosił to, co kupowała, nie wyrzucał tego. Ale większość z tego nigdy nie dotknęła jego skóry.

Włożył spodnie, naciągnął koszulę, zapiął ją na guziki, zdjął marynarkę z wieszaka, poszedł do sypialni, włożył skarpetki i buty. Wsunął portfel do wewnętrznej kieszeni marynarki i włożył ją, schodząc na dół.

Kątem oka dostrzegł Rocky siedzącą przy wyspie, gdy skręcił za róg do kuchni, łapiąc klucze i komórkę z blatu, kiedy szedł do drzwi pomieszczenia gospodarczego.

- Gotowa? - zapytał, zatrzymał się, odwrócił do niej i zamarł.

– Tak – odpowiedziała, odwrócona do niego plecami. Poruszała się, robiła coś, nie wiedział co, bo nie mógł zmusić umysłu do myślenia.

Miała nagie plecy. Całkowicie. Były tylko cienkie czarne paski, które owijały się na jej ramionach i zatrzymywały z dołu jej pleców i dolna część jej ciała była ukryta przez wyspę, ale to, co widział z jej pleców, było zupełnie nagie.

A jej włosy były rozpuszczone. Spadały na dół lśniącym, gęstym płaszczem, który sięgał poza jej łopatki, ale wraz z jej ruchami, przesuwał się teraz po skórze jej pleców i ramion. Ta skóra zniknęła, kiedy Rocky podciągnęła czarny płaszcz i ułożyła go na ramionach, chwyciła za małą, błyszczącą, ciemnofioletową torebkę i ciemnofioletowy szalik z jakiegoś śliskiego materiału. Potem usłyszał jej obcasy na kafelkach.

Okrążyła wyspę i zobaczył ją z przodu.

Czarny płaszcz sięgał jej do kolan, ale go nie zapięła, a gdy się poruszała, płaszcz rozsunął się i pokazał całą sukienkę. Górna sukienki z przodu była gładka na jej piersiach, środek dekoltu był luźny i częściowo drapowany, ale na biodrach i udach sukienka przylegała, jakby ją oklejała. Była tak dopasowana, że nie pozostawiała nic wyobraźni. I była krótka. Nie była mini, ale sięgała górnej części ud. Jej długie bez końca nogi wchodziły pod tę spódnicę. Były gołe, ale wyglądały na błyszczące w seksowny sposób i miała na sobie fioletowe sandały na szpilkach z mnóstwem cienkich pasków, które były tak cholernie seksowne, że samo patrzenie na te buty sprawiało, że zaczynał robić się twardy.

Oderwał oczy od butów, popełnił poważny błąd przesuwając je po jej ciele i ponownie zobaczył tę sukienkę, a potem zobaczył jej twarz. Układała szalik wokół szyi, a jej makijaż był przydymiony, w głębokich szarościach i fioletach, cięższy niż zwykle, tak samo idealny… i gorący, zwłaszcza z włosami opadającymi jej na twarz i ramiona.

Zbliżyła się i nawet jej perfumy były silniejsze.

Kurwa.

Zatrzymała się, ze spuszczoną głową i obróciła się, gdy zarzuciła szalik na szyję.

Skończyła z tym, odchyliła głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć, przechyliła ją na bok i powiedziała - Gotowa.

Tak, była gotowa. Cholera, zapowiadała się długa noc.

Odwrócił się do drzwi, otworzył je i przytrzymał dla niej.

Jej perfumy ponownie go zaatakowały, gdy przechodziła. Poszedł za nią, sięgając wysoko, by chwycić krawędź drzwi do garażu, które otworzyła i wyprzedziła go, gdy otworzył zamki w swoim pickupie. Rocky skierowała się na stronę pasażera, a Layne szedł za nią. Wspięła się do kabiny, a on zobaczył więcej jej nóg, kiedy jej płaszcz opadł na boki, a spódnica rozciągnęła się do niebezpiecznych granic, a potem się usadowiła.

Zatrzasnął drzwi i okrążył maskę, zmuszając się do myślenia o kociętach.

Wsiadł, zapiął pasy, wcisnął guzik pilota drzwi garażowych, uruchomił pickupa, wycofał i ponownie wcisnął drzwi garażowe. Byli poza terenem sąsiedztwa i byli w drodze do Indy, kiedy przemówiła.

– Poszłam dzisiaj na komisariat – powiedziała.

– Wiem – odpowiedział.

– Rutledge i ja tworzymy więź – powiedziała mu.

– Dobrze – odpowiedział.

– Kiedy tam byłam, złapał mnie Drew.

Cholera.

- Rocky…

Usłyszał, jak materiał jej płaszcza przesunął się po siedzeniu, gdy odwróciła się do niego.

– Chciał, żebym z tobą porozmawiała. Opowiedział mi dziwne rzeczy o Grupie Młodzieżowej w Kościele Chrześcijańskim.

– Roc…

– To nie brzmi dobrze, Layne.

- Powiedział mi to samo i masz rację. On ma rację. To nie brzmi dobrze. Ale mamy dość na głowie.

Usłyszał, jak materiał ponownie się przesunął, gdy odwróciła się, by spojrzeć przez przednią szybę.

- Słyszałam też różne rzeczy w szkole. Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczona tym, czym podzielił się Drew.

Layne nie odpowiedział.

- Myślę… - zaczęła.

Spojrzał na nią, a potem z powrotem na drogę, kiedy mówił – Pączuszku, złożyłem formalną skargę na trenera footballu moich dzieci. Byli u mamy w zeszłym tygodniu, ale rozmowa przy śniadaniu tydzień wcześniej obejmowała fakt, że obaj moi chłopcy ponoszą tego konsekwencje. Nie na meczach, nie jest taki głupi, biorąc pod uwagę, że moja skarga nie była jedyną złożoną, a Gabby nie była jedyną inną złożoną skargą, ale podczas treningu.

Słyszał, jak wciągała powietrze, ale mówił dalej.

- Mam sprawę, która zajmuje mi cały czas, więc nie byłem w stanie dać go temu, cokolwiek dzieje się ze Stew.

– To niedobrze – mruknęła.

– Nie, nie jest – zgodził się – A ty wciskasz się blisko Rutledge’a. Masz mieszkanie do ustawienia. A jeśli Cosgrove będzie wkurzony skargami i nie bał się mścić się na moich chłopcach podczas treningów, to nie będzie się bał pieprzenia się z kobietą, którą uważa za moją. Podsumowując, pączuszku, powtórzę, mamy dość na głowach.

Westchnęła. Czekał. Nie odezwała się. Zerknął na nią i zobaczył, że wygląda przez boczne okno. Westchnęła ponownie, tym razem ciężej.

Potem szepnęła - W porządku.

Dzięki za to Chrystusowi.

Layne jechał w milczeniu, a Rocky poszła w jego ślady. Po wieczorze spędzonym na pizzy i piwie nie rozmawiali już od serca. Raquel nie opowiadała mu o pracy i powiedziała mu tylko to, co powinien wiedzieć o jej życiu. Zrobiła to, jak pomyślał, bo on to właśnie robił.

Jednak, gdy jechali, zapach jej perfum wypełnił kabinę jego auta, a widok jej nóg wypełnił jego wzrok. To drugie było, bo jego oczy były do nich przyciągane, bez względu na to, jak starał się utrzymać je na drodze. A sprawiało, że przestał tylko to, bo jego umysł wypełniał się wizjami tych nóg zakrwawionych i pozbawionych życia, jeśli by się rozbił.

Byli w Circle, kiedy zapytała - Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego jesteśmy tacy wystrojeni i jedziemy do miasta?

- Chodzi o to, żebyśmy byli widziani ty i ja - przypomniał jej - Niewiele robiliśmy w tym celu.

- Tak, Layne - Po dźwięku jej głosu mógł stwierdzić, że na niego patrzyła - Ale czy nie powinniśmy być widziani w miasteczku?

- Wiele osób musi zobaczyć i wiele miejsc gdzie powinni nas widzieć.

- Jest coś, o czym mi nie mówisz?

Tak, było coś, czego jej nie powiedział. Wiedziała, że jadą do Swank, ale nie miała pojęcia, że Astley tam był, a on nie zamierzał jej teraz powiedzieć.

– Po prostu mi zaufaj, Roc. Wiem, co robię.

Nastąpiła chwila ciszy, a potem kolejne westchnienie - W porządku.

Przejechał Circle, znalazł Swank i zatrzymał się od frontu, okrążył maskę i wręczył klucze parkingowemu, biorąc bilet. Rocky czekała na niego. Położył rękę na jej plecach i zaprowadził ją do restauracji.

Hostessa uśmiechnęła się do niego ciepło i zanim w ogóle dotarli do jej stacji, gdzie mógłby, powiedzmy, podać swoje nazwisko, oznajmiła - Państwa stół jest gotowy - Rocky spojrzała na nią ze zdziwieniem, po czym spojrzała na Layne’a, ale hostessa okrążała stację i wskazała ręką stojącego tam mężczyznę – Pani płaszcz.

Layne odebrał od Rocky płaszcz i dobrze przyjrzał się całemu tyłowi jej sukienki, a właściwie jego brakowi. Miał rację. Całkowicie nagie. Prosto do samego szczytu jej tyłka.

Kurwa.

Odwinęła swój szalik. Wziął go i przekazał czekającemu mężczyźnie. Mężczyzna dał Layne’owi kolejny kawałek papieru, który miał iść razem z tym od parkingowego, więc Layne wsunął go do wewnętrznej kieszeni marynarki i ruszył za Rocky, idącą za hostessą, niosącą menu.

Layne wiedział, kiedy go zobaczyła, bo stanęła jak wryta, a on prawie na nią wpadł. Nie zawahał się, położył rękę na skórze jej krzyża i popchnął ją do przodu.

– Layne… – zaczęła, idąc do przodu, bo ją popychał, w tym samym czasie naciskała do tyłu.

- Chodźmy do stołu, pączuszku. Jestem cholernie głodny.

Mówiąc to, zauważył, że hostessa dobrze się spisała. Znajdowali się we wnęce, w której znajdowały się tylko dwie dwuosobowe stoliki, po obu stronach, oddzielone od siebie o około pięć metrów. Astley i jakaś brunetka siedzieli tyłem do restauracji po jednej stronie. Po drugiej był pusty stolik. Kurewsko idealne.

– Layne… – powtórzyła Rocky, odwracając się do niego.

Dotarli do obszaru, który oddzielał stoliki, a on chwycił ją za szyję i przyciągnął do siebie. Odchyliła głowę, żeby na niego spojrzeć i jej twarz była blada, a oczy ogromne.

- Nauczyłem się wcześnie, mała, by nie kazać ci czekać na jedzenie - Dotknął ust jej ustami - Zrób mi taką samą uprzejmość, tak? - zapytał, po czym spojrzał na hostessę i oznajmił - Moje kochanie lubi jeść.

– Layne… – powtórzyła Rocky, jej ciało było napięte jak łuk, który miał pęknąć, a wnęka była gęsta od napięcia i to nie tylko Rocky.

- Usiądź, pączuszku - Wymanewrował ją na miejsce twarzą do restauracji, co robił w normalnych okolicznościach. Kobieta powinna zawsze mieć najlepsze miejsce, a lepiej było patrzeć na restaurację i widzieć aktywność, niż być plecami do sali. Zauważył, że Astley nie zwracał na to uwagi ze swoją kobietą. Ale Layne zrobił to dla Rocky, chociaż lepszą strategiczną pozycją było ustawienie się plecami do ściany, Rocky twarzą do niego, co oznaczałoby, że Astley’owi trudno byłoby na nią nie patrzeć, gdyby odwrócił głowę, bo byłaby w jego polu widzenia.

Pchnął ją do wąskiego boku stolika, myśląc po raz pierwszy, że cieszył się, że miała na sobie tę sukienkę. Żaden mężczyzna, widząc Rocky w tej sukience, nie mógł być obojętny. Layne nie był na to jedynym dowodem. Każdy mężczyzna, którego minęła przechodząc przez restaurację, wpatrywał się w nią, gdy to robiła.

Usiadł, a Rocky pochyliła się do przodu i syknęła - Layne, posłuchaj…

Odchylił głowę do tyłu i powiedział do hostessy - Czy może mi pani pomóc i przynieść mi piwo?

– Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem, otwierając menu i wręczając je Rocky, który wzięła je automatycznie - Mamy szeroki wybór. Czy chciałby pan zobaczyć listę?

- Nie - Uśmiechnął się do niej - Proszę wybrać. Tylko dwa wymagania. Amerykańskie i zimne.

Skinęła głową, wciąż się uśmiechając, wręczyła mu otwarte menu i spojrzała na Rocky - Czy pani wie, co chciałby wypić?

- Montepulciano - powiedziała natychmiast - Duże.

Layne spojrzał na swoje menu i uśmiechnął się.

Hostessa odeszła.

- Layne! – warknęła, jej głos graniczył z piskliwym.

- Tak, mała? - zapytał w odpowiedzi, nie podnosząc głowy znad menu i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, kontynuował - Byłaś tutaj, co jest dobrego? Mam nadzieję, że porcje nie są gówniane. Mógłbym zjeść całą patelnię makaronu Jasa.

- Layne! - powtórzyła, ale Layne wyczuł go, zanim powiedział słowo.

Layne spojrzał w górę i w bok, by zobaczyć stojącego tam Astley’a. Jego włosy były ciemnoblond, prawie brązowe, tylko ze śladem siwizny. Jego oczy były piwne. Był wysoki, prosty i szczupły. Layne wiedział, że nawet pod swoim drogim garniturem mężczyzna był w dobrej formie. Ale nie był wysportowany w duży, potężny sposób. Był sprawny w aktywny, zdrowy sposób.

– Pieprz mnie – mruknął Layne, jakby był zaskoczony, ale walczył z uśmiechem.

- Urocze - odparł Astley, rzucając Layne’owi zabójcze spojrzenie. Jego oczy przesunęły się na Rocky i przywitał zaciśniętymi ustami - Rocky.

- Jarrod - odpowiedziała. Jej usta nie były cienkie, były miękkie, jej twarz wciąż była blada, ale z jej makijażem, włosami, tą sukienką, nawet z bladą skórą, była cholernym nokautem.

– Wygląda na to, że jesteśmy praktycznie partnerami przy kolacji – zauważył, odsuwając się nieco na bok, by wskazać, co miał na myśli, a Layne odwrócił głowę, by zobaczyć, że Merry się nie mylił. Naprzeciw nich siedziała sobowtór Rocky. Nie miała blond pasemek we włosach i jej włosy nie były tak długie. Była zdecydowanie młodsza, ale nie miała tej gracji i wiedział o tym, chociaż siedziała. Nie miała też stylu Rocky. Mógł powiedzieć, że miała wspaniałe ciało, ale było po złej stronie nadmiernej jędrności, a jej cycki były sztuczne. Rozpoznał to ostatnie, bo miała na sobie sukienkę, która ledwo je zakrywała.

Zdecydowanie nie miała stylu Rocky.

W chwili, gdy ich wzrok zwrócił się w jej stronę, jej oczy opadły na jej talerz.

- Może moglibyście poprosić hostessę, aby posadziła was przy innym stole? - zasugerował Astley, a Layne spojrzał na niego, aby zobaczyć, jak mężczyzna odwrócił się w jego stronę.

Obrócił się na siedzeniu, spojrzał na zatłoczoną restaurację i z powrotem do Astley - Nie sądzę, że to zadziała, człowieku.

– Jestem pewien, że coś zaraz będzie wolne – naciskał Astley.

Layne spojrzał z powrotem na stół Astley’a, aby zobaczyć jego kobietę, a dokładniej dziewczynę, zerkającą na nich, ale ponownie odwróciła wzrok, gdy złapała jego.

Spojrzał z powrotem na Astley’a - Nie jestem w nastroju, by czekać.

- Layne, może możemy… – zaczęła Rocky.

Spojrzał na nią, a ona przestała.

- Spójrz na ich stół, pączuszku. Zostali już obsłużeni. Wkrótce znikną, a wszyscy jesteśmy dorośli. Będzie w porządku.

- Myślę, że Rocky i Marissa czułyby się bardziej komfortowo… - zaczął Astley, ale Layne wysunął się zza swojej strony stołu i wstał, by patrzeć w dół te siedem centymetrów, o które był wyższy.

Potem powiedział - Myślę, że Rocky czułaby się bardziej komfortowo, gdybyś wrócił do stołu i pozwolił nam cieszyć się kolacją.

– Layne… – szepnął Rocky.

– Usiądź – rozkazał Astley, pompatyczny kutas.

– Wracaj do swojego stolika – odparł Layne.

– To śmieszne – warknął Astley - Nie możemy…

- Możesz nie być w stanie jeść obok dobrej kobiety, którą wypieprzyłeś, ale nam nic nie będzie, jeśli posadzisz… swoją dupę… przy stole.

Astley spojrzał na niego. Layne wytrzymał jego spojrzenie i liczył. Minęły cztery sekundy, zanim Astley poddał się i zwrócił się do Rocky.

- Ponieważ oboje nasi prawnicy cieszą się weekendami, więc muszę cię tutaj poinformować, że jutro dom nie będzie pusty, abyś mogła zabrać swoje rzeczy. Proponuję zadzwonić do naszych prawników, aby mogli umówić alternatywną datę.

Twarz Rocky stała się jeszcze bledsza, a jej oczy skierowały się na Layne’a.

Ten pierdolony kutas.

– W porządku – stwierdził Layne, siadając z powrotem – Przyjedziemy, kiedy tam będziesz.

Oczy Rocky wyszły z orbit.

Layne chwycił serwetkę i położył ją na kolanach.

- Obawiam się, że to mi nie odpowiada – odpowiedział Astley.

Layne nie spuszczał wzroku z Rocky – Twoje nazwisko jest na akcie?

– Tak – szepnęła.

Spojrzał na Astley’a - W takim razie ona nie potrzebuje twojego pozwolenia, aby wejść do własnego domu. Jeśli to ci nie odpowiada, trudno. Będziemy tam o dziesiątej.

Ty nie jesteś mile widziany w moim domu – uciął.

- Cóż, na szczęście dla mnie, moja kobieta jest w połowie właścicielką waszego domu, a ja jestem pewien, że mnie przyjmie - Jego oczy powędrowały do Rocky - Czyż nie, pączuszku?

Rocky powoli zamknęła oczy.

Astley przemówił, a kiedy to zrobił, zrobił to cicho, a jego ton się zmienił, coś przez niego przeszło, coś, co uderzyło Layne’a jako złe.

Ale nie mógł zrozumieć, co to było, a kiedy Layne spojrzał w górę, zobaczył, że zwracał się do Rocky.

– Wiesz, co to jest, Rocky. Wiesz - Potrząsnął głową i dokończył - Nie spodziewałem się tego po tobie.

Potem odwrócił się i wrócił do swojego stolika, a kiedy to robił, zatrzymał kelnera i powiedział - Wychodzimy wcześniej. Proszę przynieść nasz rachunek do stanowiska hostessy.

Astley wyciągnął dziewczynę zza stołu, a Layne spojrzał z powrotem na Rocky, która opierała się łokciem o stół, jej palce lekko dotykały ust, jej oczy były niewyraźne i skierowane w stronę restauracji.

– Roc? – zawołał, jej spojrzenie przeniosło się na niego i było zaniepokojone. Pochylił się do przodu. Wyciągając rękę, złapał ją za nadgarstek, przyciągając jej ramię w dół do stołu, by trzymać ją za rękę. Potem szepnął - Oni odchodzą. Będzie dobrze.

– Wiedziałeś – odszepnęła.

Nie odpowiedział.

– Wiedziałeś – powtórzyła – Ty to zaaranżowałeś.

Layne patrzył w jej oczy i trzymał usta zamknięte.

Spojrzała mu przez ramię i zdjęła rękę z jego, gdy pojawił się kelner z ich napojami. Layne spojrzał i zobaczył, że Astley i jego dziewczyna zniknęli.

- Czy mieli państwo czas przejrzeć menu? – zapytał kelner, kiedy odstawił drinki - Chętnie odpowiem na wszelkie pytania.

– Proszę dać nam chwilę – rozkazał Layne.

Kelner pochylił głowę, z rękami zaciśniętymi przed sobą, jakby się modlił, i mruknął - Oczywiście.

Kurwa, to miejsce było pretensjonalne.

Kelner wyszedł, a Layne spojrzał na Rocky.

– Roc…

Zaczęła kiwać głową, a on nie wiedział dlaczego.

Potem powiedziała - W porządku. Jest okej - Wyprostowała ramiona i zapytała fałszywie pogodnym głosem – To musiało nastąpić prędzej czy później, prawda?

- Mała…

Przestał mówić, bo teraz kręciła głową.

Potem powiedziała - Nie, nie, masz rację. Miałeś rację, robiąc to. Powinieneś mieć kontrolę. Nie powinno to być niespodzianką. Nie tak jak z Gabrielle. Tak jest lepiej. Było krótsze i świadków było znacznie mniej.

- Musi dostać trochę z powrotem - powiedział jej Layne, a ona znów zaczęła kiwać głową.

- Oczywiście, że tak. W tym też masz rację. I miałeś rację, że mi nie powiedziałeś. Nie przyszłabym.

Usiadł głębiej na swoim miejscu i pociągnął łyk piwa, nie odrywając wzroku od niej, obserwując, jak jej oczy poruszają się wszędzie, byle nie na niego.

Odstawił piwo i zapytał - Więc, jeśli mam rację, dlaczego czuję się, jakbym stał na chodniku i wpatrywał się w twoje cholernie zmasakrowane ciało po tym, jak wepchnąłem cię pod autobus?

W końcu jej oczy rzuciły się na niego. Patrzyła na niego przez sekundę, zanim jej twarz pękła, a jej usta wykrzywiły się w uśmiechu.

– Nic mi nie jest – powiedziała cicho - Poważnie, dobrze zrobiłeś. To koniec.

– Nie jest – zaprzeczył jej - Musimy tam pojechać jutro.

- Nie. Ja to zrobię. Nie mam zbyt wiele do zebrania. Po prostu kilka rzeczy, których wcześniej nie wzięłam, bo… no cóż, nie miałam miejsca, więc nie miałam gdzie je położyć. Nie zajmie mi to dużo czasu.

– Nie ma mowy, do diabła, żebym ci tam pozwolił pojechać z nim i jego dziewczyną, Roc.

- Szczerze, Layne, to nie potrwa długo.

- Dobrze, więc jak będziemy we dwoje to zajmie o połowę mniej czasu.

Patrzyła na niego i Layne wiedział, że myślała.

Potem zdecydowała - Wezmę Merry’ego.

- Merry jest nad jeziorem w ten weekend.

– No tak, zapomniałam - Przygryzła wargę, a potem powiedziała - Tato pomoże.

- Twój tata nie może podnosić pudeł.

– Zrobię je lekkie.

- Pączuszku, padało od trzech dni i nie ma się przejaśnić do środy. Twój tata prawdopodobnie nie czuje się teraz zbyt dobrze.

Wiedział, że ją ma, kiedy jej oczy zaczęły błyskać.

– W takim razie wezmę Josie - Zaczynała brzmieć zdesperowana.

- Jadę.

– Layne…

Layne pochylił się do przodu - Dlaczego tak desperacko chcesz, żebym nie jechał?

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zadał kolejne pytanie – I o co chodziło z jego odejściem?

Zamknęła usta z trzaskiem, jej oczy przeskanowały sufit i gdyby zaczęła gwizdać, nie byłby zaskoczony.

Pochylił się dalej - Pączuszku, wiesz, że jestem uparty i wiesz, że dostanę to, czego chcę, i że będę to robił całą noc, dopóki tego nie dostanę, więc gadaj. Co się dzieje?

Spojrzała na niego.

Potem powiedziała - On wie o tobie.

Layne skinął głową - Tak, zgaduję, gdy spędzasz dziesięć lat mieszkając z facetem, to dzielisz się z nim historią. Więc? - Jej oczy przesunęły się po jego ramieniu.

– Rocky – ostrzegł.

Jej oczy cofnęły się.

- Powiedzmy, że jesteś trudny do naśladowania.

Kurwa.

Kula w brzuch. Agonia.

Layne usiadł i zmienił zdanie. „Może powinniśmy przestać o tym mówić”.

– Dobry pomysł – zgodziła się natychmiast Rocky, podnosząc swoje menu i otwierając je - Więc… steki są tutaj dobre, ale trzeba do nich dodać sos. Są zabójcze. Zamieniają steki w niebo, ale w postaci mięsa. Bearnaise jest dobry. Robią też sos pieprzowy, który jest bardzo smaczny, ale bearnaise jest o wiele lepszy. I weź ziemniaki smażone. Rządzą. Podsmażają je z cebulą, genialne. O! I miałam tu kiedyś tego przypieczonego tuńczyka. Przysięgam, topił mi się na języku…

Layne obserwował ją, gdy paplała i naprawdę nie chciał o tym myśleć, ale nie mógł się powstrzymać, że nawet w tym przebraniu z włosami wokół twarzy, wyglądając olśniewająco, nadal była po prostu cholernie słodka.

*****

Byli w pickupie w drodze do domu i Layne zastanawiał się, że Rocky miała rację. Sos bearnaise był naprawdę dobry. Podobnie jak smażone ziemniaki.

Najlepszą częścią było jednak obserwowanie, jak Rocky je stertę ciastek ptysiowych wypełnionych budyniem i zwieńczonych gorącym karmelem. Mógłby przysiąc, że po trzecim ugryzieniu dostała orgazm, a i on, patrząc na nią, prawie go miał.

Spojrzał na nią i zobaczył, że patrzy przez boczne okno i dotarło do niego, że się mylił. Najlepsze było to, że siedział naprzeciwko Rocky w tej sukience, z rozpuszczonymi włosami, po tym, jak doszła do siebie po wymianie z Astley’em, wypiła drugi kieliszek wina i odprężyła się. Nawet z nią za osłonami i z jego tarczami podniesionymi, nie czyniło to jej mniej interesującą, zabawną, ekscytującą, a zwłaszcza pociągającą.

– Layne? - zawołała do cichej kabiny.

– Tak, Roc – odpowiedział.

– Dziękuję – powiedziała.

– Za co? – zapytał.

Usłyszał, jak materiał jej płaszcza przesunął się po siedzeniu, gdy odwróciła się do niego - Wiem, że to było niezręczne, dziwne i… cóż, niezręczne. I wiem, że z powodu mojego szalonego planu wepchnęłam cię w tę całą… umm, sytuację. Ale jesteś naprawdę miły i na pewno nie musiałeś wychodzić z siebie, żeby zaaranżować to… tête-à-tête z Jarrod’em. A to, co mu powiedziałeś, było miłe, choć oczywiście nie miłe dla niego, ale to znaczy, było miłe dla mnie - Przerwała, wciągnęła powietrze, po czym kontynuowała - Wiesz, to, że jestem dobrą kobietą, którą on się pieprzył i…

Przerwał jej – Roc?

- Co?

- Proszę bardzo.

Umilkła, zanim wyszeptała- Dzięki za, hm… to też.

Zaśmiał się cicho.

Jezu, była wariatką.

I absolutnie nie mniej pociągającą z jej podniesionymi tarczami.

Skręcił do swojego sąsiedztwa i, na szczęście, mieszkając tam przez ponad rok, bez zgubienia się odnalazł swój dom.

Na ulicy stał samochód zaparkowany między domem jego a sąsiednim i, przez wzgląd na właściciela, miał nadzieję, że naziści z HOA nie wyszli na patrol albo ktoś jutro otrzymałby drażliwy list.

Wcisnął przycisk otwierania drzwi garażowych, przejechał podjazdem obok Merca Rocky i zaparkował w garażu, zastanawiając się, czy piła whisky. Miał w domu whisky i piwo i dobrze byłoby usiąść i zakończyć wieczór Rocky i szklanką whisky. To nie byłoby mądre, ale byłoby dobre.

Miejsce Chargera było puste. Chłopcy wrócili do jego domu na tydzień, ale tego dnia i wieczoru wyszli. Jasper z przyjaciółmi w ciągu dnia i na randce z Keirą tego wieczoru. Tripp wisiał z kilkoma kumplami. Spędziwszy noc po meczu w jednym z ich domów, miał spędzić dzień na szaleństwach, chodzeniu do centrum handlowego i byciu w domu wieczorem po tym, jak poszli do kina.

Wyłączył zapłon, a Rocky zeskoczyła i okrążyła maskę, zanim do niej dołączył. Otworzył drzwi i pochylił się do przodu, trzymając je, by mogła go wyprzedzić, a potem przeszedł obok niej przez pomieszczenie gospodarcze i zrobił to samo z drzwiami kuchennymi.

Kiedy oboje weszli do kuchni, zobaczył, że w domu jest ciemno i przestał myśleć o tym, jak przekonać Rocky, żeby została i napiła się drinka.

Było wcześnie, nie było nawet jedenastej. Tripp miał być w domu przed dziesiątą, ale jego godzina policyjna była dopiero o północy. Plany mogły się zmienić, ale gdyby się zmieniły, powinien był zadzwonić.

Layne zaczął sięgać, by włączyć światło, kiedy zapaliło się jasne i oślepiające i usłyszał krzyk - Niespodzianka, kochanie!

Potem spojrzał poza twardą jak skała Raquel i zobaczył Melody stojącą w jego kuchni w czarnych sandałach na wysokiej platformie i przejrzystej czarnej bieliźnie.

Kurwa!

- Omójbosze! – krzyknęła Melody, zakrywając się ramionami.

- Melody, Chryste! - Layne uciął, poruszając się szybko wokół Rocky i przed nią, aby zasłonić Melody z pola widzenia - Co do cholery?

- Ja… omójbosze! - zawołała Melody, cofając się w stronę kanapy w salonie.

- Kurwa, kobieto. W tym domu mieszka dwóch nastoletnich chłopców, a ty praktycznie jesteś cholernie naga. Jezu. Jak do diabła się tutaj dostałaś?

- Tripp… Tripp mnie wpuścił, a potem wystartował - odpowiedziała Melody, wciąż cofając się. Złapała szlafrok z oparcia kanapy i zaczęła go wkładać.

- Wystartował? - zapytał Layne.

- On nie… nie powiedział mi, że jesteś… – Spojrzała na Rocky, która wciąż się nie poruszyła - Powiedziałam mu, że potrzebuję czasu sam na sam z tobą, że to niespodzianka. Zadzwonił do przyjaciela, a oni… nie powiedział mi, że jesteś na randce.

- Nie! Nie, to nie to – wtrąciła Rocky i teraz Layne zobaczył, że jest w ruchu, przyciśnięta do blatu, jakby chciała, żeby blat, szafki, a potem ściana ją wchłonęły - Ja… będę… wy dwoje, po prostu… pójdę.

- Roc… - zaczął Layne, a jej głowa odwróciła się w jego stronę, ale jej oczy nie spotkały jego.

- Nie, w porządku, Layne. Ja tylko… tylko sama wyjdę - Przesuwała się teraz po lodówce i patrzyła wszędzie, tylko nie Layne’a i Melody.

- Wy dwoje po prostu… miłego wieczoru. Wyjdę sama.

- Rocky - Zbliżył się do niej, a ona zaczęła się poruszać szybciej.

Okrążyła lodówkę, zahaczyła obcasem o szczelinę, która oddzielała kafelek od drewna i runęła na ziemię, uderzając najpierw ręką o drewno, a następnie prawym biodrem i udem.

- Kurwa! - syknął, szybko zbliżając się do niej.

- Omójbosze! Wszystko w porządku? - Melody, teraz ubrana w szlafrok, również rzuciła się do przodu.

Rocky machnęła na nich ręką, twarzą do podłogi, odpychając się do góry, a ciężka zasłona włosów zasłaniała jej rysy.

- Nic mi nie jest - szepnęła - Jest dobrze.

Layne pochylił się i położył rękę na jej biodrze, a drugą na bicepsie, ale gwałtownie wyrwała go z jego uścisku.

- Jest dobrze - szepnęła do podłogi, pchając się do przodu, odciągając od niego swoje ciało. Podniosła się z gracją, płynnymi ruchami, jak tylko Raquel potrafiła i wstała na nogi.

- Coś sobie zraniłaś? – zapytała Melody, gdy Rocky trzymała głowę pochyloną, podobnie jak Tripp, kiedy Cosgrove z nim skończył i złożyła płaszcz, używając tylko dwóch palców, ponieważ robiła to z ręką wciąż ściskającą torebkę.

- Nie, nic mi nie jest - Była z profilu do Layne’a. Odgarnęła włosy do tyłu i podniosła dłoń, która drżała, odciągając włosy po przeciwnej stronie i zakładając je za ucho. Widział, jak posłała Melody fałszywy uśmiech - Widzisz, w porządku. Pójdę.

- Roc… – zaczął, ponownie kładąc dłoń na jej ramieniu, ale jej głowa odwróciła się powoli płynnym ruchem. Odchyliła ją do tyłu, a on złapał na pół sekundy jej oczy, których dolne krawędzie były pełne łez, a ich głębię wypełnił ból tak dotkliwy, że jego ciało zamarło, a jego klatka piersiowa napięła się, wyciskając cały tlen. Spojrzała na ziemię i odwróciła się gwałtownie, przerywając kontakt z jego ręką.

- Dobrej nocy! - zawołała i pobiegła do drzwi, stukając obcasami o drewno.

Layne spojrzał przez ramię na Melody i warknął - Ubierz się.

Potem poszedł za Rocky, która była już za drzwiami.

Złapał ją we wciąż otwartych drzwiach samochodu, gdy do niego wsiadła, wyciągając rękę do klamki. Odepchnął je, gdy ciągnęła.

– Rocky, poczekaj chwilę – powiedział, kucając w otwartych drzwiach.

Nie odrywała oczu od kierownicy – Powinieneś wejść do domu.

- Spójrz na mnie.

- Powinieneś… - Wzięła głęboki oddech i odwróciła się do niego z promiennym, całkowicie fałszywym uśmiechem - Dzięki za kolację. Było miło. Następnym razem ja stawiam - Spojrzała na dom, a potem z powrotem na niego, zanim powiedziała cicho - Powinieneś wejść, Layne. Pewnie czuje się jak idiotka. Musisz z nią pogadać.

– Roc…

– Wejdź – szepnęła, a jej głos nagle zadrżał tak bardzo, że trudno było go słuchać na więcej niż jeden sposób. Traciła opanowanie - Layne, proszę odejdź z moich drzwi i wejdź do domu.

Zaczął podnosić rękę do jej twarzy, mówiąc - Mała…

Jej głowa podskoczyła do przodu, a oczy zacisnęły się - Nie! Proszę, proszę po prostu wejdź.

Wpatrywał się w jej profil i zacisnął zęby. Potem wyprostował się, wyszedł od jej drzwi i zatrzasnął je. Odpaliła swój samochód i szybko wycofała, przyspieszając do przodu jeszcze szybciej.

Patrzył, aż stracił z oczu jej samochód, a potem wszedł do jego domu. Spojrzenie Rocky, łzy i ból w jej oczach, paliły mu mózg. Otworzył drzwi burzowe, frontowe, zatrzasnął je i przeszedł przez dom, sadząc podwójne kroki.

Melody była w jego sypialni, szybko ściągając koszulkę. Zobaczył jej torbę na podłodze i nie mogła tam być dłużej niż dwie godziny, a ta pieprzona rzecz już eksplodowała. Pod ścianą leżały dwie błyszczące torby na zakupy z jej sklepu.

– Wiesz, że zostałem postrzelony dziewięć tygodni temu – wycedził.

Nie spojrzała na niego, szepcząc - Przepraszam. Tak mi przykro.

- To mogło mieć inne zakończenie, jakbym pomyślał przez chwilę, zanim wszedłem do tego przeklętego domu, że ktoś mógł się włamać i wszedłbym uzbrojony.

Skinęła głową w jego stronę – Tanner, tak mi przykro. Nie pomyślałam.

– Nie, nie zrobiłaś tego. Kurwa, nawet w LA, jak wyciągnęłabyś to gówno, to mogłoby się zdarzyć. Wiesz przecież.

- Wiem!

Trzymał się jej – To mógł być Jas, który wracałby do domu ze swojej randki i przyjrzałby ci się.

Potrząsnęła głową i pobiegła do swojej torby, padając na kolana i wpychając rzeczy do środka.

- Rzeczy się zmieniły, Melody, od kiedy byłaś ty, ja, słońce i populacja ludzi z wybielonymi zębami w LA.

– Wiem, Tanner – powiedziała do swojej torby.

Wpatrywał się w Melody, ale widział tylko Rocky.

Kurwa! Dlaczego nie mógł pozbyć się tego pieprzonego wyrazu twarzy Rocky ze swojej cholernej głowy?

Zamknęła torbę, a on ją obserwował. Melody była wysoka, szczupła, miała świetne cycki i były prawdziwe. Trzydzieści pięć lat. Długie, ciemne włosy. Niebieskie oczy. Była też zabawna i słodka.

Pieprzyć go.

Layne podjął decyzję.

– DeeDee, chodź tutaj – powiedział cicho, a jej głowa odskoczyła do tyłu.

– Widziałam – szepnęła.

- Co? – zapytał.

Pokręciła głową, spojrzała na swoją torbę i powoli się wyprostowała.

Miała wdzięk, była w zgodzie ze swoim ciałem, ale nie miała płynnych ruchów.

Odwróciła się, by na niego spojrzeć.

- Nie rozumiałam. Nie rozumiałam, dlaczego ty… ze mną, dlaczego nie… - Potrząsnęła głową i wzięła głęboki oddech, po czym kontynuowała - Przejrzałam twoje rzeczy. Znalazłam kopertę. Widziałam zdjęcia. Wiem, kim jest ta kobieta.

Gniew Layne’a ustąpił, ale wrócił, przecinając go jak ostrze.

Nie odezwał się, bo nie mógł bez krzyku.

- Niektóre z nich miały na odwrocie jej imię – szepnęła - Rocky.

– To nie było fajne – powiedział cicho.

- Wiem - odpowiedziała cicho, po czym przechyliła głowę na bok – Jesteś z nią z powrotem?

- Nie. Pracujemy razem nad sprawą.

– Jest detektywem?

- Jest nauczycielką.

Patrzyła na niego przez chwilę, wstrząśnięta, a potem uśmiechnęła się i nie był to szczęśliwy uśmiech.

- Nauczycielka - szepnęła.

– DeeDee…

- Nawet w tej sprawie z tym facetem od narkotyków, który robił zakupy w moim sklepie, nie pozwoliłeś mi z tobą pracować, a błagałam cię, żebyś pozwolił mi pomóc.

– To nie było bezpieczne.

– A to jest? - spytała, ale wiedziała. Zadzwoniła kilka tygodni po tym, jak został postrzelony i powiedział jej, bo sądził, że w końcu by się dowiedziała. Odkąd wyjechał z LA, odwiedzała go podczas urlopu i zdecydowanie nie nosił koszul przez cały czas, kiedy tam była. Chociaż nie mogła wiedzieć, że to ten sam przypadek, była pewna, jak cholera, że jego praca nie zawsze była fantastyczną podróżą w świetle - Chcesz z nią być – domyśliła się.

– To nie tak – odpowiedział.

- Tak? - Ponownie przechyliła głowę i wskazała na podłogę – Dziewczyna wie, Tanner. Podczas tej sceny nie spuszczałeś z niej wzroku. A potem poszedłeś za nią. Kazałeś mi się ubrać, a potem poszedłeś za nią.

– Właśnie upadła na pieprzoną podłogę, Melody – przypomniał jej, krzyżując ręce na piersi.

Spojrzała mu w oczy, po czym szepnęła - Poszedłeś za nią.

– Do kurwy nędzy – warknął.

Zgięła się wpół i chwyciła za rączkę swojej torby. Podniosła ją, zaczepiła na ramieniu i podeszła do niego.

Uniosła rękę, palce bawiły się klapą marynarki i obserwowała to.

- Wiedziałam, że to będzie dobrze na tobie wyglądało - wyszeptała - Ale, z drugiej strony, wszystko dobrze na tobie wygląda.

- DeeDee.

- Co jest w tych torbach - rzuciła głową, wskazując jego pokój - to dla ciebie.

Rozłożył ramiona i obie ręce powędrowały do jej talii - DeeDee - wymamrotał i podniosła do niego oczy, gdy jej dłoń powędrowała do jego szyi.

– Mam nadzieję, że ją odzyskasz - Nadal szeptała, a ręce Layne’a zacisnęły się na jej talii - Na tych zdjęciach wyglądałeś na szczęśliwego. Nawet kiedy się śmiejesz, nie wyglądasz na całkowicie szczęśliwego. Ale na tych zdjęciach… - Urwała i ścisnęła palcami jego szyję - Mam nadzieję, że ją odzyskasz, a ona znów sprawi, że będziesz tak szczęśliwy.

Potem odsunęła się od jego rąk i poszła na schody, a kiedy to zrobiła, twarz Rocky wróciła do jego głowy.

Więc Layne stał tam i słuchał trzaśnięcia frontowych drzwi.

Potem usłyszał trzaśnięcie drzwi jej samochodu.

Potem usłyszał, jak jej samochód odjeżdżał.

A on pozwolił jej odejść.


 



[1] Swank po polsku znaczy pozer, pozerski, na pokaz

4 komentarze: