Rozdział 10
Pani chłopak jest gorący
Poczuł na sobie jej dłonie,
jej usta, jej włosy przesuwały się po jego klatce piersiowej, podążając za jej
ustami.
Podążyły w górę, potem wzdłuż
jego obojczyka, a jego ręce przesunęły się do jej talii, w dół do bioder i dookoła,
po jej tyłku, gdy jej usta powędrowały w górę jego szyi do jego ucha.
– Musisz wrócić do domu, do
swoich chłopców, kochanie – wyszeptała Rocky.
*****
Layne otworzył oczy.
Leżał na brzuchu na kanapie
Rocky.
Przewrócił się na plecy i
uśmiechnął się.
Potem zsunął się z kanapy i
przeciągnął, patrząc przez jej ogromne okna, światła z parkingu świeciły do
środka, świt nie był blisko, ale nie daleko.
Pochylił się i odłożył
poduszki z powrotem na kanapie. Miał rację, mógł tam spać i spał jak kłoda. Siedzisko
było szerokie, zwłaszcza bez poduszek oparcia, dawało dużo miejsca. Wystarczająco,
żeby Rocky mogła się z nim wyciągnąć, żeby obejrzeć mecz. Pamiętał, że kochała football,
koszykówkę i baseball. To była laska, to było urocze, ale nie można było
zaprzeczyć, że lubiła te sporty.
Odwrócił się do jej schodów i
wszedł na górę, jego bose stopy były ciche na stopniach.
Zdjął buty, skarpetki i
koszulkę i spał w dżinsach.
Wszystkie drzwi w holu na
piętrze były zamknięte. Jedna pusta ściana, ściana na zewnątrz, troje drzwi na
wewnętrznej ścianie, drugie przy ścianie naprzeciwko niego na końcu. Za jednymi
z nich musiała być łazienka.
Spróbował pierwszych i
stwierdził, że to sypialnia. Nic w niej nie było z tego, co mógł zobaczyć.
Spróbował drugich i była to
wbudowana szafa, w większości pusta.
Spróbował trzecie i znalazł
łazienkę. Użył jej, a następnie umył ręce, spryskał twarz wodą, złapał ręcznik
do rąk i wytarł twarz, widząc, że łazienka była już udekorowana. Małe
chromowane pudełeczka na półce nad toaletą, pasujący chromowany dozownik na
mydło i uchwyt na szczoteczkę do zębów. Grube ręczniki, połączenie koloru
jasnozielonego i żółtego. Był zadowolony, że załatwiła sobie tę sprawę, zanim
ten dupek odciął jej fundusze. Przynajmniej miała wokół siebie to, czego
potrzebowała, podczas gdy martwiła się, że nie będzie w stanie zapłacić
czynszu.
Zgasił światło, wyszedł z
łazienki i nie zawahał się, kiedy odwrócił się do jej drzwi i otworzył je.
Zatrzymał się, gdy z
łatwością zobaczył jej postać w wielkim łóżku, z rozsuniętymi zasłonami i
wpadającymi światłami. Jej sypialnia znajdowała się na drugim piętrze, niełatwo
było zajrzeć do środka, ale z mężczyzną śledzącym ją z aparatem, powinni
prowadzić rozmowę o tym, że miała rozsunięte zasłony.
Podszedł do łóżka i zatrzymał
się, wpatrując się w nią, wyczuwając, że coś jest nie tak. Nie spuszczał z niej
oczu, próbując dociec, co to takiego.
Wtedy go uderzyło.
Kiedy dorastała, miała
podwójne łóżko. Wiedział o tym, ponieważ zwykł się z nią tam obściskiwać i
powiedziała mu, że miała je odkąd pamięta. Spała pośrodku, na brzuchu, lekko
skośnie, z jedną ręką przyciśniętą przez ciało, jedną ręką wyrzuconą, jedną
nogą podciągniętą w kolanie. Nie była drobna, ale pod żadnym pozorem nie była
dużą dziewczynką. Jednak śpiąc w ten sposób, zajmowała większość łóżka.
Wiedział, że spała w ten sposób,
ponieważ nie zmieniła tego nawyku, kiedy wprowadziła się do Layne’a. Miał łóżko
typu queen size, ale ona nie trzymała się swojego boku. Spała po środku, a
sposób, w jaki spała, oznaczał, że jej ręka była przerzucona przez jego brzuch,
jej związana noga spoczywała na jego udzie, a jej głowa była na jego klatce
piersiowej lub ramieniu. On też spał na brzuchu. Ale ta pozycja przykuła go
plecami na łóżku, a ponieważ Rocky spała jak zabita i nie poruszała się przez
całą noc, oznaczało to, że był tak przyszpilony przez całą noc.
To dawało mu dwie opcje,
przenosić ją i nauczyć spać na boku lub przyzwyczaić się do tego.
Layne się do tego
przyzwyczaił.
Jeśli pamięć służyła, zajęło mu
to dwa dni.
Teraz leżała po jednej
stronie łóżka, najbliżej okien i była zwinięta w kłębek, więc jej ciało było
tak małe, jak to tylko możliwe.
Patrzył na nią i wiedział, że
miała na to dziesięć lat. Dziesięć lat utrzymywania dystansu i ochrony przed
Astley’em, nawet we śnie.
Layne pozwolił, by
świadomość, że z nim była sobą, mogła spać otwarta i rozłożona, blisko niego, a
nie dawała Astley’owi tego samego podarunku, przeszła przez niego i poczuł po niej
kolejny złoty ślad.
To mogło zrobić z niego
kutasa i było do dupy, że miała tego dziesięć lat, ale ten ślad mimo wszystko
migotał przez niego.
Podszedł do jej boku łóżka i
usiadł. Jej włosy leżały ciemne na jej szyi, wsunął pod nie rękę, przez włosy i
po skórze, ściągając ich duży ciężar z jej szyi i pleców.
Poruszyła się pod jego
dotykiem, wyprostowała nogi i odwróciła głowę, nawet w słabym świetle, które
widział, że ruch był płynny.
Wiedział, że jej oczy
otworzyły się, kiedy podskoczyła do łokcia.
– Layne? – Jej głos był
ochrypły od snu jednocześnie otwarcie zaskoczony.
- Muszę dostać się do moich
chłopców, mała – odpowiedział. Trzymając rękę wciąż w jej włosach, chwycił tył
jej głowy.
- Mogłeś zostawić notatkę –
powiedziała mu, jej ciało zaczęło się cofać, ale jego palce zacisnęły się mocniej
w jej włosach i zatrzymała się.
Zignorował ją - Dobrze spałaś?
- Co? Tak - Pierwsze było
zdezorientowane. Drugie było bliskie warknięcia - Co ty…?
- O szóstej dla Keiry i pieczony
makaron, tak?
– Tak, Layne, pamiętam -
Przycisnęła się do jego dłoni.
– Zadzwonię do ciebie, kiedy
przeszukam dane Gainesa.
Jej głowa przestała naciskać,
patrzyła na niego i wiedział, że jej nastrój się zmienił, kiedy mówiła - Okej,
ale nie mogę odbierać telefonów podczas zajęć. Być może będziesz musiał
zostawić mi wiadomość.
- Więc zadzwoń do mnie, kiedy
będziesz mogła. Będę go sprawdzał w pierwszej kolejności.
- Okej.
- Musimy to zrobić,
aktywujemy Trippa dziś wieczorem, więc będziesz musiała znaleźć czas na
przestudiowanie tych grafików, jeśli wyniki wyszukiwania wyjdą bez zarzutu.
– Okej – powtórzyła, tym
razem lekko kiwając głową.
- Dobrym pomysłem, mała, jest
mieć otwarte uszy, jeśli dzieci zaczną mówić o Grupie Młodzieżowej. Zgłoś mi
to, co usłyszysz, cokolwiek, niezależnie od tego, czy uważasz to za dziwne, czy
nie.
- Zgłoszę.
Jego palce zacisnęły się na
jej głowie i wymamrotał - Dobrze. Do zobaczenia o szóstej.
– Do zobaczenia o szóstej.
- Później, pączuszku -
mruknął, spuszczając głowę, jej głowa odchylona do tyłu, gdy jego opadła, nie
po to, by się odsunąć, ale po to, żeby mogła go obserwować, a jego usta musnęły
jej otwarte-z-zaskoczenia usta – Bądź grzeczna – szepnął przy jej ustach –
Żadnych tajnych operacji dzisiaj, tak?
– Tak – szepnęła przy jego
ustach.
Uśmiechnął się do niej.
Potem puścił ją, wstał i
wyszedł z jej pokoju.
*****
Tripp siedział na swoim
stołku przed Layne’em, odgarniając płatki owsiane, do których włożył cztery łyżeczki
cukru, zanim je zaatakował. Rocky mogła być zadowolona z płatków owsianych, ale
prawdopodobnie zmarszczyłaby brwi, patrząc na cztery łyżeczki cukru.
Jasper, nieobecny podczas
dyskusji na temat płatków owsianych, nabierał łyżką słodkie płatki, stojąc na
końcu wyspy.
Layne stał przed nim, z
włosami wciąż mokrymi po prysznicu, popijając kawę.
- Więęęc - wycedził Jasper i
Layne spojrzał na niego, by zobaczyć, jak jego syn patrzył na niego - brak
bezpieczeństwa Rocky oznacza, że będzie potrzebowała ciągłej czujności?
Layne patrzył, jak usta jego
chłopca drgały.
Jasper podawał mu patyk.
Większy postęp.
– Prawdopodobnie – mruknął
Layne w brzeg kubka i pociągnął łyk, obserwując powolny uśmiech Jaspera.
Spojrzenie Layne’a przeniosło
się na jego młodszego chłopca i zobaczył jego pochyloną głowę. Uśmiechał się do
swojej owsianki, a jego ramiona drżały. Layne obserwował, jak stara się
opanować rysy, kiedy jego głowa uniosła się i przekręciła do brata.
– Tata jest dumny ze swojej
pracy, Jas – oznajmił - Jest dokładny.
– Tak – odparł Jasper - To
dobrze, że jest taki oddany. Nikt nie zgadnie, że to wszystko jest wielkim oszustwem.
– Tak – zgodził się Tripp - Cholera,
wiem, że to oszustwo, a nawet ja się zastanawiam, czy to oszustwo.
- Rozumiem cię, Trippo-mantyk
– odpowiedział Jasper.
– Chłopcy – powiedział cicho
Layne, zaskoczony, że jego głos brzmiał ostrzeżeniem, kiedy walczył z
chichotem.
Oczy Trippa skierowały się na
niego, a potem na płatki owsiane, a jego ramiona znów zaczęły się trząść, zanim
Layne usłyszał, jak parsknął.
Jasper nie ukrywał swojego
rozbawienia. Błysnął białymi zębami w otwartym, szerokim uśmiechu.
Layne’a wkurzyło, że musiał popsuć
ich nastrój, ale musiał to zrobić.
- Co się dzieje na treningu?
– zapytał i uśmiech zniknął z twarzy Jaspera, a ramiona Trippa opadły.
- Wszystko się wygładza -
odpowiedział Jasper, ale Tripp milczał.
Layne przyglądał się swojemu
starszemu chłopcu - Jesteś pewien?
Jasper skinął głową - Nadal
jest kutasem, ale nie jest tak źle jak wcześniej i mają laskę, która czasami
przychodzi na treningi i siedzi z notatnikiem. Jest całkowicie fajny, kiedy ona
tam jest. Jak inny trener – odpowiedział Jasper i dalej się dzielił - Dzieciaki
go nienawidzą, tato, cała drużyna. Nawet Seth, jego własny syn. Seth czuje się
jak gówno. Myśli, że wszyscy go znienawidzą, bo nienawidzą jego taty. Nie jest
tak zły, jak gra w meczach. Po prostu lepiej zna Trippa i chce, aby drużyna
wygrała. Pieprzy, by jego tata go odciągnął, ale trener po prostu tego nie
zrobi.
To był kolejny produkt uboczny
formalnych skarg. Tripp widział zero czasu gry. Nic. A działanie Jasa wysychało.
Nadal był na boisku, ale nigdy nie zbliżył się do piłki, chyba że blokował
kogoś, kto ją niósł. Morale zespołu było tak niskie, że było to widoczne.
Rozpoczęli sezon niepokonani, ale jeden przegrali, kolejny wygrali po czasie ledwo
ledwo i tubylcy robili się niespokojni.
Layne skinął głową Jasperowi
i spojrzał na Trippa - Tripp, też myślisz, że wszystko się układa, kolego?
Usłyszał, jak Tripp wciągnął
powietrze, po czym spojrzał na swojego staruszka - Jest kutasem w szatni.
Layne wpatrywał się w syna,
po czym jego oczy spoczęły na Jasperze.
- Tak – potwierdził Jasper - Ta
laska nie może wejść do szatni, a trener tam robi się gorszy. Nakłada to na
mnie, ale przede wszystkim na Trippa.
- Jak źle? – zapytał Layne.
- Poradzę sobie -
odpowiedział Tripp i Layne przeniósł wzrok na swojego młodszego chłopca.
- Jak źle, Tripp?
Tripp wzruszył ramionami - Jest
kutasem, tato, ale dam sobie radę.
Layne spojrzał z powrotem na
Jaspera.
- On może to znieść -
stwierdził Jasper - Ale i tak jest źle.
Layne zacisnął szczękę i
poczuł ruch mięśni w policzku.
- Poradzę sobie, tato -
powtórzył Tripp szeptem, a Layne pochwycił jego wzrok. Tripp patrzył na niego
spokojnie, bez mrugnięcia okiem.
Mógłby to znieść.
Kolejna wskazówka, że był
synem Layne’a.
– Powiedz mi, jeśli nie
możesz – rozkazał Layne.
- Dobrze - zgodził się Tripp.
- Bez gówna, Tripp, i bez
wstydu. Łapiesz mnie?
Tripp skinął głową i
uśmiechnął się - Bez gówna, bez wstydu, łapię cię.
Layne poczuł, że jego zdenerwowanie
opada i odwzajemnił uśmiech. Potem spojrzał między nimi obydwoma.
- Przyjaciel przyjeżdża, aby
zostać. Będzie tu dziś wieczorem. Nazywa się Devin Glover. Jest byłym
detektywem. Dobry, solidny facet, był w okolicy i dużo nauczył waszego
staruszka - Obaj synowie Layne’a skinęli głowami – Jest też wariatem – ciągnął
Layne i obaj synowie Layne’a wpatrywali się w niego - Całkowity świr. Zrozumiecie,
kiedy go spotkacie, ale uczciwe ostrzeżenie, facet jest walnięty.
– Nie spieprzy dziś wieczorem
makaronu z Keirą, prawda? – zapytał Jasper.
- To może się zdarzyć –
odpowiedział szczerze Layne, a oczy Jasa zrobiły się ogromne – Będę tutaj, kolego.
Wspieram cię, a, jak opisujesz Keirę, brzmi, jakby Dev była członkiem jej
klubu.
Twarz Jaspera straciła
zmartwienie i stała się ciepła – Tak, prawdopodobnie pomyśli, że to wesoły gość.
Jej dawno zaginiony dziadek.
Layne uśmiechnął się do
swojego chłopca, a potem powiedział do nich obu - Szkoła.
Tripp poruszył się szybko,
myjąc miskę i wkładając ją do zmywarki.
Jasperowi zajęło więcej niż
zwykle czasu uporządkowanie swojego gówna, więc Tripp wyszedł do Chargera,
zanim Jasper zszedł ze schodów ze swoimi książkami.
Layne zrozumiał, kiedy Jasper
podszedł do niego i podał mu kartkę.
– Harmonogram mamy –
wymamrotał.
Layne skinął głową i schował
papier do kieszeni – Dobrze, stary.
Jasper skinął głową i
podszedł do drzwi pomieszczenia gospodarczego. Layne odstawił kubek z kawą do
zlewu, ale odwrócił się do drzwi, gdy Jasper zawołał.
– Wszyscy w szkole mówią o
tobie i Rocky – poinformował Layne’a.
– O to właśnie chodzi, stary
– odpowiedział cicho Layne - Nie przeszkadza ci to?
- Wszyscy myślą, że to gówno,
że jesteś z nią – powiedział Jas zamiast odpowiadać na pytanie Layne’a –
Najwyraźniej wszyscy wiedzieli o was, no wiesz… wcześniej – kontynuował i mówił
dalej, kiedy Layne nie mówił.
– Chyba nigdy nie dzielili
się ze mną i Tripp’em, bo jesteśmy twoimi synami - Layne nie odpowiedział.
Jasper miał coś do powiedzenia, a Layne zamierzał dać mu szansę, by to powiedział.
- Tripp mówił, że Melody tu
była, a potem jej nie było - zauważył Jasper. Layne nie odrywał wzroku od syna
i milczał.
– To nie jest fałszywe,
prawda? – zapytał cicho Jasper, a Layne przyjrzał się swojemu synowi, myśląc,
że też bardzo nie docenił Jaspera.
– Było, Jas. Już nie jest.
Jasper skinął głową.
Layne kontynuował – Ale ona
jeszcze tego nie wie.
Jasper wpatrywał się w niego,
po czym jego usta drgnęły, zanim, bardzo powoli, rozwinęły się w uśmiech.
Wtedy Jasper zszokował
Layne’a i poszedł prosto na niego. Uderzył bokiem klatki piersiowej o tatę tak,
jak Layne widział, że robił to swoim kumplom.
Odsunął się, patrząc na
podłogę, mamrocząc - Później, tato.
– Później, kolego –
odpowiedział Layne.
Layne wpatrywał się w drzwi
przez długie minuty po ich zamknięciu. Potem Blondie podeszła do niego i
usiadła u jego stóp, odchylona do tyłu, z wywieszonym językiem, z otwartym
zaproszeniem, by ją pogłaskać, a najlepiej pomasować.
Odwrócił się i przyjrzał się
swojemu domowi z kuchni, myśląc, że zaczyna mu się to podobać.
Spojrzał w dół na Blondie i
zapytał - Chcesz iść ze mną dzisiaj do pracy?
Nie miała pojęcia, co powiedział,
ale wstała na cztery łapy, jej ciało zatrzęsło się z podniecenia i zaszczekała.
Layne postanowił przyjąć to
za tak.
*****
- Jezu, Maryjo i Józefie, co
to kurwa jest? – zapytał Devin, kiedy Layne wszedł przez drzwi do jego biura.
Oczy Devina były skierowane na Blondie.
Blondie podbiegła i wskoczyła
na pokrytą podkoszulkiem klatkę Devina.
- To pies, Dev - odpowiedział
Layne, po czym kazał Blondie zejść na podłogę.
Blondie machnęła głową w
kierunku Layne’a, odrzuciła ją z powrotem do Devina, wycelowała językiem w jego
twarz, nie dostała nic poza powietrzem, a potem zeskoczyła, przyłożyła nos do
ziemi i rozpoczęła swoją podróż w celu eksploracji jego biura.
Devin skrzywił się, a potem
spojrzał na Layne’a - Jezu, chłopcze, następną rzeczą, której się dowiem, jest
to, że jeździsz minivanem.
– To kolejny powód, dla
którego wezwałem cię tutaj aż z Cleveland, Dev. Chciałem, żebyś pomógł mi
wybrać kolor – odpowiedział Layne, a Dev przewrócił oczami.
Potem Devin podszedł do
recepcji i podniósł biały kubek kawy z pokrywką. Kawa z Mimi’s.
Devin miał na sobie spodnie,
które powinien był wyrzucić pięć lat temu, zdarte buty i podkoszulek. Gęste,
siwe włosy na klatce piersiowej widać było z dekoltu podkoszulki żony, a szare
siwe włosy na głowie wyglądały, jakby nawet nie przeczesał ich palcami po
wstaniu z kanapy. Całkowite prosto-z-łóżka.
– Nie kupiłeś mi kawy? –
zapytał Layne, wchodząc do pokoju.
- Kto ja jestem, twoja
niania? – zapytał Dev.
Dobrze było wiedzieć, że
Devin się nie zmienił. Layne wiedział, że mężczyzna przyjąłby za niego kulę,
ale przez cały czas robił mu złośliwości.
- Byłeś w Mimi’s w tej podkoszulce?
Devin odszedł od recepcji do
swojej torby rozłożonej na kanapie, a Layne podszedł do biurka, rzucając na nią
teczkę z aktami TJ Gainesa, odwrócił się do Deva i oparł o nią plecami.
- Kobieta, która prowadzi tą kafejkę,
nie jest trudna do oglądania – mruknął Dev, zamiast odpowiadać na pytanie Layne’a,
które odpowiadało na pytanie Layne’a, że tak, Dev wszedł do Mimi’s w podkoszulku,
jakby wędrował do własnego blatu kuchennego i nalał sobie kubek kawy.
– Tak – zgodził się Layne - A
jej mąż był kiedyś w centrum drużyny piłkarskiej, jest nie mniej solidny
dwadzieścia kilka lat później, ale jego oddanie żonie i rodzinie, w połączeniu
z kolekcją broni, oznacza, że nie powinieneś tam chodzić.
- Czy mężczyzna może powiedzieć
kobiecie komplement? – spytał Devin kłótliwie i naciągnął koszulę.
– Jasne – odparł Layne, a
Devin zapiął koszulę, wpatrując się w Layne’a.
- Cóż, teraz, gdy mamy już
całe to podnoszące na duchu gówno związane z ponownym spotkaniem, przeleć przez
to, co dla mnie masz. Idę na komisariat, żeby wziąć prysznic i chcę, żeby było
gotowe, kiedy wrócę.
Było jasne, że Devin’owi
zajęło trochę czasu zeszłej nocy, aby rozpoznać teren.
Nigdy nie był w mieście, ale
wiedział, gdzie dostać kawę i gdzie jest komisariat policji, dwie rzeczy, o
których Devin Glover z pewnością będzie pamiętał podczas każdego zadania.
– Dev, na komisariacie nikt
cię nie zna – przypomniał mu Layne - Nie możesz tam ot tak wkroczyć i wziąć
prysznica. Możesz wziąć prysznic w moim domu.
– Twój dom jest dwie
przecznice dalej? - Dev odpalił.
Layne uśmiechnął się do niego
- Nie.
– Wrócę – oznajmił Dev,
chwytając płaszcz i wrzucając go na siebie, kiedy wychodził za drzwi.
Blondynka na to warknęła.
Layne złapał akta i wszedł do
swojego biura, naciskając przycisk zasilania na swoim komputerze, gdy podniósł
słuchawkę, żeby zadzwonić na komisariat i powiedzieć im, że zrzędliwy staruszek
zamierza wejść, jakby to miejsce było jego właścicielem, i wziąć prysznic, a
ich najlepszą rozgrywką było pozwolić mu na to. Kath odebrała w recepcji na komisariacie,
Dev pojawił się, gdy Layne z nią rozmawiał, a ona natychmiast się zgodziła.
Layne poszedł do swoich
e-maili i znalazł informacje Merry’ego o Astley’u, a także odkrył, że Natalie
się nie opieprzała. Jak obiecała wczoraj, wysłała e-maila z nazwiskami osób w
pracy, które jej zdaniem mogą pomóc. Dodawała adresy, numery telefonów i
obszerny komentarz. Zanotowała nawet, z kim już się skontaktowała, aby dać im
znać, że ktoś do nich zadzwoni, pomagając, rozgrzewając zimne kontakty.
Sprawdzając e-mail, Layne zauważył, że wysłała go wczoraj o ósmej wieczorem, a
na jej liście było piętnaście nazwisk, z których z jedenastoma już się
skontaktowała.
Layne odkrył wczoraj, że
Natalie nie lubiła doktora Jarroda
Astley’a. Ten e-mail był dodanym dowodem i wskazaniem, że naprawdę go nie lubiła.
Wydrukował e-maile i umieścił
je w aktach, który utworzył, kiedy dwa tygodnie temu przeprowadzał swoje
wyszukiwania, robiąc notatki na temat wyszukiwania tego, co prawdopodobnie
teraz było fałszywe z powodu ostatnich działań Astley’a. Musiał zacząć
przyglądać się TJ Gaines’owi i niestety nie miał czasu, aby ponownie uruchomić
gówno Astley’a.
Zaczął pracę nad Gaines’em i
nie podobało mu się to, co odkrył, gdy zadzwoniła jego komórka. Na wyświetlaczu
pojawił się napis „Colt Dzwoni”.
– Layne – powiedział po
przyłożeniu go do ucha.
– Hej, Tanner, jesteś dzisiaj
zajęty?
- Tak, ale co się dzieje?
- Merry opowiedział nam o Stew.
Mam faceta, z którym możesz chcieć porozmawiać.
Layne usiadł na krześle -
Kiedy?
- Muszę z tobą iść. Nie lubi
obcych - powiedział mu Colt.
- Racja. Kiedy? – powtórzył
Layne.
– Masz czas, żeby spotkać się
ze mną na komisariacie o pierwszej?
– Mogę to zrobić – odparł
Layne.
- Dobra. Do zobaczenia.
- Później.
Layne zamknął telefon i
wszedł Devin, niosąc kolejny kubek od Mimi.
- To dla mnie? – zapytał
Layne.
Devin spojrzał mu w oczy i
pociągnął łyk, to była jego odpowiedź.
Następnie podszedł do biurka
naprzeciw Layne’a, wyciągnął rękę i mruknął - Teczka.
Layne uśmiechnął się,
podniósł akta Astley’a, sięgnął przez biurko i podał je Devin’owi.
Devin zważył je, poruszając
ręką w górę i w dół, i zapytał - Jak długo nad tym pracujesz?
– Właściwie wcale. Nie ma tam
zbyt wiele.
Devin odstawił kubek na
biurko Layne’a i otworzył teczkę, jego oczy prześlizgiwały się po papierze na wierzchu
- W dzisiejszych czasach zbytnio polega się na komputerach – mruknął.
- Od tego zaczniesz.
Devin spojrzał na Layne’a -
Jak głęboko chcesz pochować tego faceta?
- Tak głęboko, żeby nie
pamiętał, jak się oddycha tlenem.
Devin przyglądał mu się.
Potem skinął głową, chwycił kubek i odwrócił się do wyjścia.
– Dev – zawołał Layne i Devin
odwrócił się - Kolacja, mój dom, bądź tam o piątej trzydzieści, żebym mógł
przedstawić cię chłopcom i spróbować namówić cię do zachowywania się, żeby moja
dziewczyna, Rocky, i dziewczyna mojego syna, Keira, nie wybiegły z krzykiem w
noc.
Brwi Devina uniosły się do
linii włosów - Jedyną osobą, jaką mogę być, jestem ja, chłopcze.
- Dlaczego nie przymierzysz dziś
wieczorem innej osobowości? - zasugerował Layne.
– Kobiety mnie kochają –
odpalił Devin.
Layne uśmiechnął się i
wymamrotał - Tak.
- Poczekaj i zobaczysz. Będą
mi jeść z rąk.
- Tylko tak długo, jak nie spróbujesz
zrobić tego dosłownie.
Devin chrząknął. Blondie,
stojąca obok niego, patrząca na niego i prawdopodobnie zastanawiająca się,
dlaczego jej nie głaskał, warknęła. Devin spojrzał na psa i zniknął.
Layne zachichotał i wrócił do
komputera.
Godzinę później przejrzał i
wydrukował każdy skrawek informacji w aktach osobowych TJ Gainesa dwa razy,
ponieważ nie mógł uwierzyć w to, co znalazł. Wykonywał też kilka telefonów na
podstawie informacji z akt, napisał krótkie notatki i też je drukował. Był w
Mimi’s i Mimi wręczała mu jego Americano, kiedy zadzwonił jego telefon.
Na wyświetlaczu pojawił się
napis: „Raquel Dzwoni”.
Widząc imię Rocky w
telefonie, podjął decyzję, uśmiechnął się do Meems, odwrócił się do drzwi i
odebrał telefon, witając ją:
- Hej, pączuszku.
– Hej, Layne. Prowadziłeś
poszukiwania?
- Tak.
- Więc? - zapytała, kiedy nie
powiedział nic więcej.
– Masz przerwę?
- Przepraszam?
– Masz przerwę, Rocky? - Przeszedł
przez drzwi, wydał szybki, ostry gwizd, a Blondie czekała na niego na zewnątrz
z nosem przyciśniętym do szyby Mimi’s przez cały czas, gdy był w środku,
prawdopodobnie zastanawiając się, czy Layne dostarczy jej naprawdę wyśmienity
psi smakołyk (kawy Mimi były świetne, ale jej wypieki były tak cholernie
fantastyczne, że Layne chciał patrzeć, jak Rocky je zjada – gwarantowany
orgazm).
Blondie dreptała za nim,
kiedy szedł chodnikiem do swojego SUV’a.
- Chcę porozmawiać o tym, co
znalazłem, twarzą w twarz – zakończył Layne.
Milczała. Potem zapytała -
Znalazłeś coś?
- Masz przerwę? – powtórzył.
Zawahała się, a potem
powiedziała - Tak, właśnie teraz. Mam wolną trzecią lekcję.
- Czy mogę wejść od razu, czy
muszę się wpisać?
– Layne…
Przerwał jej – Odpowiedz mi, pączuszku.
– Spotkamy się przed biurem –
powiedziała mu z westchnieniem.
- Będę tam za dziesięć.
Rozłączył się, schował
telefon do tylnej kieszeni, otworzył drzwi, Blondie wskoczyła do kabiny i
wskoczył za nią. Był w szkole po dziesięciu minutach. Zostawił Blondie w SUV’ie
z uchylonym oknem i wysuniętym przez nie nosem, kiedy wąchała powietrze na
zewnątrz, jakby nigdy wcześniej tego nie doświadczyła. Wszedł do szkoły i
zobaczył Raquel stojącą przed biurem, które było tuż przy wejściu.
Miała na sobie jeszcze jedną
ze swoich spódniczek za kolano, obcisłych i seksownych jak diabli, tym razem
jasnobeżową, wykończoną cienkim, obcisłym swetrem w kolorze głębokiego różu, z
pasującym szalikiem zawiązanym wokół szyi i czółenka na wysokim obcasie,
pasujące również do różu. Jej usta były wybłyszczone w kolorze, który wyglądał
jak maliny i zastanawiał się, czy smakował tak samo. Jej włosy były skręcone z
tyłu głowy.
Uśmiechnął się do niej. Kiedy
to zrobił, jej wzrok natychmiast powędrował do okien biura administracji, które
wychodziły na korytarze, które Layne był pewien, były pełne współpracowników,
głównie kobiet, którzy gorliwie obserwowali. Potem spojrzała na niego i
uśmiechnęła się niepewnie, mówiąc mu, że jest w pracy i musi się zachowywać.
Podszedł do niej i zatrzymał
się blisko. Bliżej niż powinien, nie tak blisko, jak chciał, nie na tyle
blisko, by było to niestosowne, ale zdecydowanie na tyle blisko, by dać publiczności
coś do plotkowania i pochylił głowę.
– Hej, Roc.
– Hej – szepnęła, wpatrując
się w niego.
- Czy możemy porozmawiać
prywatnie? - zapytał.
Skinęła głową - Pójdziemy do
mojej klasy.
Poszedł za nią korytarzem
przed biurem, a potem korytarzem szafek. Cztery drzwi dalej skręciła w lewo,
otworzyła drzwi, a on wszedł za nią. Zamknęła drzwi i odwróciła się do niego,
gdy rozglądał się po sali. Wąskie okno przy drzwiach, rząd okien z widokiem na
front szkoły, poza tym prywatność.
Chciał przyjąć więcej, ale
zapytała - Cóż? - więc odwrócił się do niej, a potem ponownie podszedł blisko
niej.
Trzymała się mocno, a on
uśmiechnął się do niej. Patrzyła na niego i była wytrącona z równowagi, jak
widział. Tak wytrącona z równowagi, że nawet nie próbowała tego ukryć. Nie
rozumiała jego gry.
To było dobre.
- Co znalazłeś? –
podpowiedziała.
– Cała sprawa to kłamstwo – odpowiedział i
patrzył, jak zamrugała.
Potem wypchnęła - Przepraszam?
- Ani jedna rzecz, którą wpisał
do swojej aplikacji, nie jest prawdą. Nawet jego pieprzony adres - Layne
zbliżył się do niej, a jego głos zniżył się – Nawet jego nazwisko, Rocky.
– O mój Boże – szepnęła.
- Thomas Jameson „TJ” Gaines,
o ile wiem, jest duszpasterzem młodzieży w kościele baptystów na przedmieściach
Chattanooga w stanie Tennessee. Jest tam zatrudniony od dwóch lat i nadal tam
mieszka, czy też mieszkał ostatniego wieczoru, kiedy zabrał rodzinę na kolację
i zapłacił za to. Tak więc, o ile nie odkrył sposobu na sklonowanie siebie,
człowiek, który jest duszpasterzem młodzieży w Kościele chrześcijańskim, nie jest TJ Gaines’em.
Wpatrywała się w niego z
rozchylonymi ustami i ogromnymi oczami. Potem przełknęła ślinę, zanim zapytała
- Czy zamierzasz dać to Merry’emu?
- Jedynym, któremu
prawdopodobnie mogę to przekazać, jest
Merry, skoro weszliśmy w posiadanie jego akt osobowych włamując się i kradnąc
poufne dokumenty.
- Nie włamaliśmy się, miałam
klucz – warknęła.
– Klucz, który ukradłaś, pączuszku
– odpalił.
Jej zęby natychmiast zatopiły
się w jej wardze, ale jej oczy strzelały ogniem.
Potem stwierdziła - Merry pociągnąłby
to i trzymał nas z daleka.
Layne pokręcił głową - Musimy
wysłać Trippa.
- Dlaczego?
– Ponieważ z tym, co
powiedział mi Drew i co dodałaś zeszłej nocy, miałem przeczucie, że jest źle.
Teraz wiem, że jest gorzej. O wiele
gorzej. Coś się tam dzieje i spieprzyliśmy to, popełniając różne bezprawne
czyny, aby uzyskać niezaprzeczalnie potępiające informacje. Choć to cholerne, pączuszku,
jak zbudują sprawę przeciwko temu facetowi, wszystko się rozpadnie, jeśli
ktokolwiek dowie się, że otrzymali jakąkolwiek z informacji, które my zdobyliśmy
na sposób, w jaki je zdobyliśmy. To może się zdarzyć, Roc. Więc dzieciak musi
na niego donieść, a tym dzieciakiem będzie Tripp, ale musi wiedzieć, co
zgłasza. Nie może po prostu pójść na kilka spotkań Grupy Młodzieży i podnieść
fałszywy alarm. Jeśli ten facet tam jest i robi złe rzeczy z tymi dzieciakami, a
ktoś powie buu, odejdzie i nigdy go nie znajdą. Jak Tripp dostanie wszystko,
mogą prowadzić dochodzenie w taki sposób, że nie będą go informować, dopóki nie
będą mieli dość, by go aresztować. Mam później spotkanie z Coltem. Przekażę mu,
że Drew przekazał mi tę sprawę i to, co robi Tripp, żeby mógł przemyśleć swój
koniec. Jak spotkasz Drew lub Merry’ego, zrobisz to samo. Ale nikt nie będzie wiedział,
co my zrobiliśmy, tak?
Wpatrywała się w niego przez
trzy długie uderzenia, zanim wymamrotała - Nienawidzę, kiedy brzmisz z sensem.
Layne uśmiechnął się i
mruknął - Mała.
Jej irytacja uciekła, a jej
twarz się zmieniła, kiedy przeniknął przez nią niepokój. Tak duży, że nie
powstrzymywała się przed przysunięciem się bliżej niego i lekkim oparciem
zabandażowanej dłoni na jego klatce piersiowej - Layne, mówimy tutaj o dziewczynach.
Młodych dziewczynach.
Położył rękę na jej szyi i
uścisnął - Będę trenować Trippa, Rocky, i dam mu poczucie pilności. Zagra to
mądrze, ale nie będzie się obijał. Musisz mieć cierpliwość. Nawet gdyby
gliniarze prowadzili śledztwo, zajęłoby to trochę czasu. Teraz idziemy do tego z
dwóch stron.
– Tak, rozumiem, ale czas…
Layne przerwał jej - Jak robi
złe rzeczy z dziećmi, ten facet musi upaść i zostać w dole, Roc. I mała – jego
głowa pochyliła się tak, że jego twarz była blisko jej – przykro mi, ale to
wymaga czasu.
Spojrzała mu w oczy, a potem
skinęła głową. Zgodziła się, ale nie odsunął się z jej przestrzeni ani od jej
twarzy. Jego palce napięły się na jej szyi, a jego oczy opadły na jej malinowe
usta. Jego dłoń na jej skórze, jej dłoń na jego klatce piersiowej, była tak
blisko, że mógł wyczuć jej perfumy, Layne poczuł nagłą potrzebę odkrycia, czy
smakuje jak maliny.
– Layne – wyszeptały te usta,
gdy jego dłoń na jej szyi przyciągnęła ją bliżej.
- Tak, mała? – zapytał,
prawie dotykając ustami jej ust.
- Co…?
Jego usta chwyciły jej usta,
a jego język wysunął się, by posmakować jej błyszczyka. Smakował jak owoce, ale
nie wiedział, czy to malina, i nie obchodziło go to, ponieważ jej usta się
rozchyliły, a Layne nie zmarnował okazji. Wsunął język do środka.
Jego ręka pozostała na jej
szyi, podczas gdy drugą ręką chwycił jej talię i przyciągnął jej ciało do
swojego. Obie jej ręce powędrowały do jego ramion, nie by odepchnąć się, ale
palce się zacisnęły i trzymała się.
Jej głowa odchyliła się
bardziej do tyłu i przechyliła na bok, powodując, że jej piersi wciskały się w
jego klatkę piersiową. To było dobre, a on chciał tego więcej.
Więc przesunął dłonią wzdłuż
jej talii, czując, że materiał jej swetra jest miękki, a nie drapiący i objął
ją ramieniem, wciągając jej ciało głębiej w swoje, przyklejając jej miękkość do
siebie.
Tak, to było lepsze i Rocky
też tak myślała. Wiedział o tym, ponieważ wydała słodki, cichy dźwięk w gardle,
który wibrował na jego języku.
Ten dźwięk sprawił, że Layne
odwzajemnił się, ale jego dźwięk nie był słodki. Był głodny.
Zbyt głodny, jej smak, zapach
jej perfum, jej ciało przyciśnięte do jego ciała było cholernie wspaniałe. Jego
ciało reagowało, a ona była w pracy. To nie mogło wymknąć się spod kontroli.
Nie tak, jak chciał, nie tutaj.
Oderwał swoje usta od jej
ust, ale trzymał ją blisko, trzymając rękę na jej szyi i ramieniu wokół jej
talii.
– Layne – wydyszała i zdał
sobie sprawę, że odwzajemniła pocałunek. Bez skarg, bez oporu. Jak w niedzielę
wieczorem, dotknął językiem jej ust i była jego.
To wiele mówiło, a wszystko
to było cholernie genialne.
– Mam pracę do zrobienia, mała
– szepnął.
- Co ty… dlaczego…? - zaczęła
pytać, ale dotknął ustami jej ust raz, potem znowu, potem spojrzał jej w oczy i
zobaczył, że były lekko rozkojarzone i lekko zdezorientowane i były
zdecydowanie urocze.
- Mam gówno do zrobienia, pączuszku.
Colt ma faceta, który może udzielić mi potrzebnych informacji na temat Stew, a
ja mam akta do wypracowania sprawy, którą ukończyłem zeszłej nocy. Muszę to
zrobić, żebym mógł otrzymać zapłatę.
– Um… okej – szepnęła.
Jego dłoń na jej szyi i ramię
na jej talii ścisnęły ją – Do zobaczenia dziś wieczorem.
– Okej – powtórzyła.
– Później – mruknął i
ponownie dotknął jej ust.
- Okej - mruknęła w
odpowiedzi, kiedy skończył, jej mamrotanie było chrapliwe - Później.
Uśmiechnął się do niej,
puścił ją, odsunął się od niej, a jej ręce opadły z jego ramion. Wytarł jej malinowy
błyszczyk z ust wierzchem dłoni, wciąż się uśmiechając.
Potem odwrócił się do drzwi i
jego wyczucie czasu nie mogło być lepsze. Zadzwonił dzwonek i otworzył drzwi,
gdy dzieci zaczęły napływać do korytarza. Odczekał kilka uderzeń serca,
spoglądając na nią i stwierdzając, że była tam, gdzie ją zostawił, wpatrująca
się w niego, wciąż wyglądająca na rozkojarzoną. Potem, kiedy korytarze były
wypełnione dziećmi, zrobił krok na zewnątrz, odwrócił się do niej, mrugnął do
niej i zaczął iść korytarzem.
Młoda dziewczyna wpadła na
tył otwartej szafki tuż obok niego po tym, jak zrobił dwa kroki i złapał ją za
biceps, ponieważ odgłos uderzania w szafkę był głośny, a jej oszołomiony wyraz
twarzy sprawiał wrażenie, jakby miała zemdleć.
- Wszystko w porządku? –
zapytał, a ona patrzyła na niego, wciąż wyglądając na oszołomioną.
Pochylił się bliżej - Hej, Słonko,
zapytałem, wszystko w porządku?
- Uh… - spojrzała na niego,
jakby nigdy wcześniej nie widziała innego człowieka. Potem wyszeptała głosem
tak cichym, że ledwo ją słyszał - Nazywał mnie pan Słonko.
– Molly – Rocky tam była –
zraniłaś się? Wszystko w porządku?
Dziewczyna oderwała od niego
wzrok, zamrugała do Rocky i wymamrotała - Uhm, tak, pani Astley.
– Nazywa się pani Merrick –
powiedział Layne dziewczynie. Usłyszał, jak Rocky wciągnęła powietrze. Puścił
ramię dziewczyny, a dziewczyna odwróciła głowę i zamrugała na niego.
- Oh, okej - Odwróciła się do
Rocky – Tak, wszystko w porządku, pani Merrick.
Rocky wpatrywała się w niego,
ale rozmawiała z dziewczyną – To dobrze, Molly, teraz lepiej idź na zajęcia.
– Dobrze – mruknęła,
przemknęła między nimi i pobiegła korytarzem.
- Hej, pani Astley - grupa
dziewcząt zawołała zgodnie, po czym jedna z nich kontynuowała - Pani chłopak
jest gorący - Potem wszystkie
wybuchnęły chichotem.
– Dziękuję, Mariah, twoja
opinia została odnotowana – odparła z irytacją Rocky, a Layne wybuchnął
śmiechem. Kiedy skończył, Rocky była już blisko i syknęła na niego - Nie masz
pracy do wykonania?
– Tak, Roc - Uśmiechnął się
do niej - Do zobaczenia wieczorem.
- Do zobaczenia wieczorem.
Znowu mrugnął, a ona
spojrzała gniewnie. Potem odwróciła się, wróciła do swojej sali i zniknęła w
środku. To były tylko dwa kroki, ale zrobiła to swoim krokiem, więc Layne
poświęcił czas na obejrzenie. Kiedy skończył, odwrócił się i zobaczył dwóch
przyjaciół Jaspera, plecami do ścian, z oczami utkwionymi w Layne’a.
– Hej, panie Layne –
powiedział jeden z nich tonem Jaspera „jesteś gościu” z zeszłej nocy.
– Jamie – Layne skinął głową
i spojrzał na drugiego dzieciaka – Mitch.
– Hej, panie Layne.
Layne uśmiechnął się do nich
i zaczął iść korytarzem, myśląc, że cała jego gra poszła naprawdę, kurewsko świetnie.
*****
Layne spotkał Colta i wystartowali
Suburban’em Layne’a.
Kiedy to zrobili, Layne
zostawił Blondie z Sully’m na komisariacie, wiedząc, że pies Jasa będzie go
kochał na zawsze, takie było jej podekscytowanie pozostawieniem w miejscu
pełnym mężczyzn, którzy lubili psy, a także różnych kątów, w które mogłaby
wsadzić nos, by doświadczać różnych nowych i niezwykłych zapachów.
- Wszystko jest w porządku? –
spytał Colt z siedzenia pasażera.
– Pracuję nad tym –
odpowiedział Layne.
- Jak tam Rocky? - Colt mówił
dalej.
– Nad tym też pracuję –
odpowiedział Layne, a Colt zachichotał.
- Nie mogę powiedzieć, że
kilka tygodni temu nie byłem zszokowany jak cholera - zauważył Colt.
- Wszyscy są jak cholera w
szoku, łącznie ze mną – powiedział mu Layne.
Colt milczał przez chwilę,
zanim spytał cicho, wyraźnie zaniepokojony głosem – Idzie okej?
Alec Colton był dobrym gliną,
dobrym człowiekiem i dobrym przyjacielem. Pracowali razem lata temu, taki był
wtedy i taki jest teraz. Colt znał Layne’a, zanim Rocky go opuściła i później.
Wiedział, ile ona dla niego znaczyła i wiedział, co to znaczyło, że wróciła.
Dlatego Layne odpowiedział
cicho - Ścieżka jest pełna cierni.
Kolejna chwila ciszy, po czym
Colt odpowiedział - Dostań się do róży, człowieku, jest niewiarygodnie miękka i
pachnie niesamowicie kurewsko słodko.
Layne’a uderzyło wtedy, że
Colt i Feb przeżyli swoją słodko-gorzką historię miłosną w tym mieście. Colt był
kilka lat starszy od Layne’a, ale chodził do liceum z Feb. Był najlepszym
przyjacielem z bratem Feb, odkąd był w przedszkolu i Colt znał Feb od zawsze.
Byli solidni, niewzruszeni – para, która związała się w liceum, o której
wszyscy wiedzieli, że pozostanie ze sobą.
Nie zostali. Layne nie miał pojęcia, co
się stało, z wyjątkiem tego, że to nie było dobre. Colt pozostał w mieście i
pracując z nim, Layne wiedział, że strata Feb, nawet po latach, była stratą,
która pozostała świeża.
Podobnie jak Layne, Feb
wystartowała i nie było jej dłużej niż Layne’a. Wróciła kilka lat temu i znów
się zeszli, kiedy miejscowy facet stracił kontrolę nad tym, co pozostało z jego
umysłu i zaczął zabijać w imieniu Feb. Colt wkroczył, by zapewnić jej
bezpieczeństwo, i wyszli z tego z powrotem razem solidni, niewzruszeni, teraz
poślubieni i mają dziecko. Cokolwiek ich rozerwało, znaleźli sposób, aby to
odłożyć za siebie i udało im się przetrwać.
Przypominając o tym, Layne
mógł powiedzieć w tym momencie, że przypomnienie było naprawdę cholernie mile
widziane.
- Więc uważam, że z Feb jest dobrze
– zauważył Layne.
- Tak, stary, z Feb jest dobrze
- Słowa Colta były ważkie i Layne nie próbował powstrzymać uśmiechu.
Layne wyjechał z miasta,
wjechali na rozległe pola, które je otaczały i zmienił temat - Przybliż to mi.
Colt nie wahał się – Facet ma
na imię Ryker. Jak coś się dzieje, on o tym wie.
- Informator?
- Nie ma nic przeciwko
dzieleniu się informacjami, kiedy może coś z tego wyciągnąć.
Layne spojrzał na Colta, a
potem z powrotem na drogę - Jest typem faceta, któremu chcę być winien
przysługę?
– W tym właśnie tkwi piękno,
Tanner. Ryker nie jest przyjacielem Carlito i nikt nie jest przyjacielem Stew. Myślę, że nie uzna za przysługę
dzielenie się tym, co wie o Stew.
Layne znowu się uśmiechnął.
Layne nauczył się jednej
rzeczy od swojego ojca, mężczyzny, którego nigdy nie spotkał – albo nie spotkał
go w czasach, gdy Layne był na tyle dorosły, żeby sformułować spójną myśl – a
to znaczy, że nie tylko nie srałeś tam, gdzie żyłeś, ale nigdzie nie srałeś.
Layne dorastał, obserwując,
jak jego matka walczyła o utrzymanie dachu nad głową, pracując jako sekretarka,
uczęszczając do szkoły wieczorowej, ucząc się na księgową, nie mając na to
czasu i nawet mniej pieniędzy, więc zajęło jej to wieczność. W końcu zrobiła to
i zaczęła zarabiać więcej, ale zawsze musiała pracować.
Layne był dzieckiem z kluczem
na szyi, nie miała innego wyjścia, jak polegać na nim, aby jej pomagał, ucząc
się, jak dbać o siebie wcześnie, a gdy tylko mógł zarobić, robił, co mógł, aby brać
w tym udział. Jego ciocia i dziadkowie robili, co mogli, ale musieli prowadzić
własne życie.
Była jego mamą, ale Layne
wiedział, że jego matka była przystojna. Wiedział też, że była dobrą kobietą.
Była zabawna. Była słodka. Jej rodzina uwielbiała ją i miała dziesiątki przyjaciół,
z których wszystkich mogła nazwać bliskimi. Mężczyzna, który to stracił, srał
tam, gdzie mieszkał, odwracając się od dobrej kobiety i rodziny, nigdy nie
oglądając się za siebie, pozwolił, by cały świat prześlizgnął się przez jego
własne palce.
Layne spieprzył dwukrotnie i
oba razy zrobił po królewsku. Pierwszy raz wymknął mu się spod kontroli, gdy
prezerwatywa pękła, gdy był z Gabby, a teraz nie było wątpliwości, że spieprzył
pieprząc Gabby, pijany czy nie. Drugi raz był, gdy zostawił swoich synów, a w
zeszłym roku poświęcił dużo czasu na przypomnienie sobie, dlaczego, do cholery,
w ogóle zrobił to wszystko.
Gabby była suką, a rozwód
pogorszył jej stan, a Rocky była w tym mieście. Layne czuł się związany, nie
przez swoich synów, ale przez historię z Rocky i przez Gabby, która go
osaczyła. To wzbudziło jego chęć wydostania się z tego miasta i wędrówki. Były
rzeczy, które chciał robić, które chciał zobaczyć i chciał się nauczyć. Rzeczy,
których nie mógł się nauczyć, zobaczyć i zrobić w małym miasteczku. Opowiedział
Rocky o tym gównie, kiedy byli razem, a ona była z nim przez całą drogę,
ponieważ dzieliła jego potrzebę wędrowania, uczenia się, patrzenia, robienia.
Mieli plany, a kiedy skończyłaby Butlera, mieli zamiar odejść. Nie wiedzieli dokąd,
ale dokądś.
Znalazł to, czego szukał w
St. Louis, San Antonio, Reno, Phoenix i LA, ale stracił więcej, zostawiając w
domu to, co naprawdę ważne i zapłacił za to straszną cenę.
Niemniej jednak po drodze
zyskał więcej przyjaciół niż wrogów, jak na przykład Devina Glovera, który
rzucił wszystko i wpadł do miasteczka po odebraniu telefonu.
Jarrod Astley i Stew Baranski
nie nauczyli się nie srać tam, gdzie mieszkali, gdzie pracowali, gdziekolwiek
chcieli. Nie obchodziło ich, z kim się pieprzyli. Nie mogłeś tak żyć i nie
spotkać się w końcu z karą.
A on zbliżał się do dni sądu
Astley’a i Stew.
Layne i Colt trafili do
jeszcze mniejszego miasta obok miasteczka, które było na obrzeżach Indy. Miało
tor wyścigowy i ogólnie był przyzwoitym miejscem, ale podczas wyścigów mogło
być dość trudne.
Miasteczko miało J&J’s
jako swój hotspot, żadnych innych lokali z alkoholem w mieście, ponieważ
wszystkie, które powstawały, upadały z powodu lojalności ludzi wobec J&J’s.
Nie było to jedyne miejsce do picia. Były restauracje, które miały bary, ale było
to jedyne miejsce, do którego ludzie chodzili spotykać się z przyjaciółmi,
słuchać szafy grającej, grać w bilard i wychylić jednego.
To miasto nie było takie
samo. Mieli mnóstwo barów, większość z nich była szorstka, bo ich klienci byli
fanami wyścigów lub kręcącymi się wokół wyścigów. Layne wskoczył na parking
baru, do którego Colt poinformował go, że idą i zaparkował.
Wyłączył zapłon i zwrócił się
do Colta - Jest sposób, którego potrzebujemy, by to zagrać?
Colt pokręcił głową – Nie
grasz Ryker’a. Albo cię lubi, albo nie. Jak lubi cię, dzieli się. Nie, dowiemy
się za jakieś dwie sekundy, a potem pójdziemy na lunch.
Layne skinął głową i obaj
odwrócili się do swoich drzwi.
Dzień był pochmurny z przejściowym
deszczem. Nawet gdyby świeciło słońce, światło w barze było przyćmione, mówiąc
otwarcie swoim klientom, że wszystko przejdzie. Mógłbyś pieprzyć wyścigową
groupie w kącie i nie zostać zauważonym. Możesz także dokonać sprzedaży
narkotyków lub wbić ostrze we wroga.
Colt zaprowadził Layne’a do narożnego
stolika, przy którym samotnie siedział plecami do ściany mężczyzna ze stojącą
przed nim na stole butelką piwa. Na dworze było zimno, ale facet miał na sobie
czarny podkoszulek rozciągnięty na masywnym, podartym torsie, dżinsy i
motocyklowe buty, a nie odpoczywał w płaszczu przerzuconym na krześle. Ale on
rozsiadł się wygodnie na tym krześle, z jedną z jego długich, muskularnych nóg
wyprostowaną przed sobą, ze stopą opartą na pięcie, drugą nogą przekrzywioną, a
stopa leżała płasko na ziemi. Wyglądał na zrelaksowanego, ale Layne wiedział,
że jest czujny na wszystko dookoła. Miał dwa rękawy tatuaży biegnących wzdłuż
jego ramion, namalowane atramentem od nadgarstka do ramienia i oba wśliznęły
się na jego grubą szyję. Był łysy, był brzydki i łatwo było z niego wyczytać,
że nie był facetem, z którym zadzierałeś.
– Ryker – przywitał się Colt
i nie zawahał się, zanim usiadł przy stole Ryker’a.
– Ten facet to glina? –
zapytał Ryker, nie odrywając oczu od Layne’a.
Layne usiadł w tym samym
momencie, w którym patrzył Ryker’owi w oczy.
– Nie – odpowiedział Colt.
- Pachnie jak gliniarz –
skomentował Ryker i, chociaż Colt był gliną, zrobił to w sposób, który wyraźnie
stwierdził, że gliniarze nie są jego ulubionymi ludźmi.
– Kiedyś nim był, teraz jest
detektywem – odparł Colt.
Brwi Ryker’a uniosły się i
nie spuszczał wzroku z Layne’a – Kutas?
Miało to mieć dwa znaczenia i
Layne zacisnął zęby.
- To, kim on jest, na
potrzeby tego spotkania, jest byłym mężem Gabrielle Layne - Colt powiedział
Ryker’owi.
Oczy Ryker’a spoczęły na
Colcie - Kto to, do cholery, jest?
– Kobieta Stew Baranski’ego –
odpowiedział Colt.
Ryker uśmiechnął się.
Wiedział, kim ona była, ale wciąż pytał - Gruba suka?
– Ryker – powiedział cicho
Colt.
- Głupia suka - Ryker odmówił zrozumienia ostrzeżenia.
Layne skończył, więc włączył
się do rozmowy.
- Ona i ja mamy dwóch
chłopców, jeden z nich widział, jak Baranski wręczał kopertę Carlito w jej domu.
Gabby mówi mi, że Stew ma kłopoty. Wiesz coś o tym?
Ryker spojrzał na Layne’a po
słowach „dwóch chłopców” i poczekał chwilę, zanim odpowiedział - Wiem, że
Carlito to pojeb.
– Ja też to wiem – odparł
Layne.
- I wiem, że Baranski jest dupkiem
- ciągnął Ryker.
– Tak, nie mówisz mi niczego,
czego nie wiem – poinformował go Layne – Nie jestem tutaj, żeby dowiedzieć się
gówna, które znam. Jestem tutaj, aby dowiedzieć się, co się dzieje, bo nie
jestem wielkim fanem, by moi chłopcy byli świadkami, jak Baranski dokonuje
płatności na rzecz rekina pożyczkowego.
Ryker uśmiechnął się - To nie
była żadna płatność.
Layne nie lubił tego dźwięku.
- Więc co to było? – zapytał
Layne.
– Nie było żadnej zapłaty –
odpowiedział Ryker.
Layne przyjrzał się
Ryker’owi, a potem spojrzał na Colta.
- Ryker, masz coś, to
pomogłoby Layne’owi – popchnął Colt, a oczy Ryker’a przeniosły się z Colta na
Layne’a.
Badał Layne’a przez długi
czas, zanim zapytał - Który?
- Powtórz? – zapytał Layne.
- Który chłopak?
Layne poczuł, jak napinają mu
się mięśnie szyi - Nie jestem pewien, czy to ma znaczenie, stary.
Ryker nie odpuścił. – Ten,
który oznaczył ten słodki chwyt, a potem złapał to od tego durnego trenera,
który powinien mieć orzechy w imadle? Czy ten, który potrafi blokować, jak ten
gruby sukinkot, wypchnął go, gdy miał naramienniki?
Chryste, ten pieprzony facet
był fanem Bulldogs.
– Jasper – Layne wiedział w
tym momencie, że można bezpiecznie powiedzieć - Mój starszy. Ten, który potrafi
blokować.
- Stał się szybki, nie
widział piłki od dwóch gier – zauważył Ryker - Coś z tym robisz?
– Wszystko, co mogę zrobić –
odparł Layne.
- A co to jest? - Ryker
naciskał.
– Rada Szkoły bada moją
skargę – odpowiedział Layne, a kiedy to zrobił, Ryker odrzucił głowę do tyłu i
wybuchnął śmiechem, coś, czego Layne nie cenił aż tak bardzo, ale powstrzymał
język.
Kiedy skończył, Ryker opuścił
brodę i spojrzał na Layne’a - Powiedz słowo, sport, może znajdę to w sobie,
żeby przekonać trenera, żeby obaj twoi chłopcy zobaczyli piłkę. Nie musisz mi
się odpłacać, dałbym ci to za darmo.
Jezu.
- Podoba mi się mój sposób na
robienie tego – powiedział mu Layne.
- Zwiadowcy nie zyskają
pełnego obrazu. Twój starszy chłopak jest seniorem, ten skurwysyn go wypieprzy.
- Nadal podoba mi się mój
sposób na tego – powtórzył Layne i tym razem było to znacznie mocniejsze.
Ryker obserwował go przez
chwilę, po czym wzruszył ramionami.
Layne podniósł sprawę z
powrotem, mówiąc - Ile Baranski jest winien Carlito?
– Nic – odpowiedział
natychmiast Ryker i Layne zmarszczył brwi.
- Nic? - powtórzył.
- Nie, był, chujowym jak
gówno w stawianiu na psy, ale już nim nie jest.
Layne poczuł na sobie wzrok
Colta i odwrócił się, by spojrzeć mu w oczy.
Wtedy Colt spojrzał na Ryker’a
- Zechcesz wypełnić ten obraz?
Layne też spojrzał na Ryker’a,
który pochylił się do przodu, kładąc wytatuowane ramię na stole.
- Zagłębił się w Carlito, tak
głęboko, że nie mógł się wydostać – powiedział Ryker - Więc zamiast tego Carlito
zatrudnił Baranski’ego do pracy. Baranski polubił tę pracę, więc teraz robi to
na pół etatu.
Potem odchylił się do tyłu i
przestał mówić, ale Layne wiedział, co mówił, i wiedział, dlaczego Gabby
poprosiła go, żeby zabrał chłopców na dodatkowe tygodnie, chociaż najprawdopodobniej
ona nie wiedziała dlaczego. Carlito
był niewątpliwie częstym gościem i nawet jeśli Gabby nie była w pełni
poinformowana, rozpoznała kim był Carlito i nie chciałaby, żeby chłopcy byli w
pobliżu. I wreszcie, Layne walczył z chęcią wytropienia Stew Baranski’ego i
pobicia go do krwi.
Wygrał walkę i szukał
potwierdzenia - Stew jest egzekutorem Carlito?
Ryker skinął raz głową - Jednym
z nich, tak.
To było. Potwierdzenie.
Pieprzone gówno.
– Jaja robisz – szepnął
Layne, ale wiedział, że Ryker nie robi. Ryker również to potwierdził i
uśmiechnął się, robiąc to - Nie.
Layne odwrócił głowę do Colta
– Ten dupek mieszka z moimi chłopcami.
Layne zwracał się do Colta,
ale Ryker odpowiedział - Tak - a oczy Layne’a wróciły do niego.
Potem powiedział Ryker’owi - Odrobiłem
pracę domową, Ryker, a Baranski nie płaci rachunków, podobnie jak moja była.
Ryker ponownie wzruszył
ramionami – Dlaczego miałby? Ma słodką bryczkę. Ona jest gruba i nie ma na co
patrzeć, ale karmi go. Płaci rachunki - Znowu się uśmiechnął - A może nie płaci,
ale próbuje. Jest dobrą przykrywką, bo jest szanowana, samotna mama, dwóch
chłopców - Skinął głową na Colta – To znaczy, że nawet gliniarze nie wiedzą o
jego zajęciach w czasie wolnym. Daje mu swobodę wykonywania jego pracy i daje
mu możliwość, której nie miał wcześniej, aby wykorzystać jego pieniądze i
pieniądze z Carlito, aby żył swoim życiem tak, jak chce i zachował zadziorną swoją
drugą dziunię. Myślę, że związał się z twoją byłą, bo nikt inny nie ssał mu
kutasa. Ale wiele kobiet będzie ssać twojego fiuta, kiedy będziesz miał
pieniądze, by im za to zapłacić.
- Jego inną dziunię? –
zapytał Colt.
– Tak – odpowiedział Ryker.
- Wiesz, kto to jest? - Colt przycisnął.
- Nie znam jej imienia, ale
wiem, że nie jest grubą suką, nie ma dzieci, jeździ słodką bryczką, którą kupił
jej Baranski, a także wiem, że bierze w dupę, bo wszyscy wiedzą, że to jedyny sposób,
jak lubi Baranski.
Layne przełknął ślinę, którą
wywołało mu w ustach to oświadczenie, nie potrzebując aż tak wielu informacji o związku Gabby z jej pieprzonym
chłopakiem.
Ryker uśmiechnął się do
niego, a potem znów pochylił się do przodu i jego uśmiech zniknął.
- Dam ci dodatkowy bonus, bo
twoi chłopcy potrafią grać w piłkę – powiedział - Baranski nie będzie płakał do
płatków kukurydzianych, jak twoja ex go wyrzuci. Ale wyciśnie ją do sucha,
zanim zostanie od niej odstrzelony. Ona kopie dziurę, żeby trzymać go w swoim
łóżku, a on nie da ani jednego... jednego... gówna, by zostawić ją w tej
dziurze. Jak chcesz, żeby wyszedł z jej łóżka, nie wystarczyłaby odrobina
presji, żeby zmusić go do wyjścia, ale to nie znaczy, że nie zostawi jej
popieprzonego tyłka i mam na myśli to w inny sposób. Jeśli chcesz, żeby
zniknął, zajmie ci to jakieś dwie pieprzone sekundy. Chcesz, żeby zapłacił,
teraz byłoby fajniej, a ponieważ jestem hojny, mogę ci w tym pomóc.
- Jak? - Layne warknął.
- Uczynię swoim interesem, by
znać interesy Carlito i mogę cię uprzedzić, jak wyśle po kogoś Baranski’ego.
Jesteś kutasem, założę się, że masz kamery, a jeśli jesteś dobry, założę się,
że możesz stać się niewidzialny. Jak zrobisz zdjęcia, jak dobiera się do kogoś
– a ma w tym szczególny talent, sport, jest najlepszym człowiekiem Carlito –
to, na czym go złapiesz, nie będzie ładne i pochodzi od człowieka, który nie płacze
na widok krwi. Możesz wykorzystać te zdjęcia, aby się do niego dobrać. Masz
dowód, wciskasz mu go w twarz, zapłaci czymś, co wyciągnie twoją byłą z jej
dziury, a on zniknie - Usiadł wygodnie i klasnął w dłonie - Problem rozwiązany
- Uśmiechał się szeroko, a jego uśmiech sprawiał, że był brzydszy - Jak masz
ochotę to zrobić, możesz nawet załatwić sobie trochę pieprzenia dupy, po tym
jak cię opłaci, twoja ex jest dobra, a ty i tak oddajesz te zdjęcia świniom.
Baranski upada, jedynymi osobami, które by za nim tęskniły, są Carlito i jego
kawałek tyłka, i tylko domyślam się tutaj, ale założę się, że żadnemu z nich
nie zajmie zbyt dużo czasu, aby znaleźć zastępstwo.
Layne uśmiechnął się do
niego.
Potem powiedział - Podam ci
mój numer.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) Nareszcie się dzieje z Rocky :) A Ryker to niezły gość mógłby im pomóc z trenerem bo sama mam ochote go skopać.
OdpowiedzUsuń