środa, 8 czerwca 2022

10 - Pani chłopak jest gorący

 

Rozdział 10

Pani chłopak jest gorący

 

 

 

Poczuł na sobie jej dłonie, jej usta, jej włosy przesuwały się po jego klatce piersiowej, podążając za jej ustami.

Podążyły w górę, potem wzdłuż jego obojczyka, a jego ręce przesunęły się do jej talii, w dół do bioder i dookoła, po jej tyłku, gdy jej usta powędrowały w górę jego szyi do jego ucha.

– Musisz wrócić do domu, do swoich chłopców, kochanie – wyszeptała Rocky.

*****

Layne otworzył oczy.

Leżał na brzuchu na kanapie Rocky.

Przewrócił się na plecy i uśmiechnął się.

Potem zsunął się z kanapy i przeciągnął, patrząc przez jej ogromne okna, światła z parkingu świeciły do środka, świt nie był blisko, ale nie daleko.

Pochylił się i odłożył poduszki z powrotem na kanapie. Miał rację, mógł tam spać i spał jak kłoda. Siedzisko było szerokie, zwłaszcza bez poduszek oparcia, dawało dużo miejsca. Wystarczająco, żeby Rocky mogła się z nim wyciągnąć, żeby obejrzeć mecz. Pamiętał, że kochała football, koszykówkę i baseball. To była laska, to było urocze, ale nie można było zaprzeczyć, że lubiła te sporty.

Odwrócił się do jej schodów i wszedł na górę, jego bose stopy były ciche na stopniach.

Zdjął buty, skarpetki i koszulkę i spał w dżinsach.

Wszystkie drzwi w holu na piętrze były zamknięte. Jedna pusta ściana, ściana na zewnątrz, troje drzwi na wewnętrznej ścianie, drugie przy ścianie naprzeciwko niego na końcu. Za jednymi z nich musiała być łazienka.

Spróbował pierwszych i stwierdził, że to sypialnia. Nic w niej nie było z tego, co mógł zobaczyć.

Spróbował drugich i była to wbudowana szafa, w większości pusta.

Spróbował trzecie i znalazł łazienkę. Użył jej, a następnie umył ręce, spryskał twarz wodą, złapał ręcznik do rąk i wytarł twarz, widząc, że łazienka była już udekorowana. Małe chromowane pudełeczka na półce nad toaletą, pasujący chromowany dozownik na mydło i uchwyt na szczoteczkę do zębów. Grube ręczniki, połączenie koloru jasnozielonego i żółtego. Był zadowolony, że załatwiła sobie tę sprawę, zanim ten dupek odciął jej fundusze. Przynajmniej miała wokół siebie to, czego potrzebowała, podczas gdy martwiła się, że nie będzie w stanie zapłacić czynszu.

Zgasił światło, wyszedł z łazienki i nie zawahał się, kiedy odwrócił się do jej drzwi i otworzył je.

Zatrzymał się, gdy z łatwością zobaczył jej postać w wielkim łóżku, z rozsuniętymi zasłonami i wpadającymi światłami. Jej sypialnia znajdowała się na drugim piętrze, niełatwo było zajrzeć do środka, ale z mężczyzną śledzącym ją z aparatem, powinni prowadzić rozmowę o tym, że miała rozsunięte zasłony.

Podszedł do łóżka i zatrzymał się, wpatrując się w nią, wyczuwając, że coś jest nie tak. Nie spuszczał z niej oczu, próbując dociec, co to takiego.

Wtedy go uderzyło.

Kiedy dorastała, miała podwójne łóżko. Wiedział o tym, ponieważ zwykł się z nią tam obściskiwać i powiedziała mu, że miała je odkąd pamięta. Spała pośrodku, na brzuchu, lekko skośnie, z jedną ręką przyciśniętą przez ciało, jedną ręką wyrzuconą, jedną nogą podciągniętą w kolanie. Nie była drobna, ale pod żadnym pozorem nie była dużą dziewczynką. Jednak śpiąc w ten sposób, zajmowała większość łóżka.

Wiedział, że spała w ten sposób, ponieważ nie zmieniła tego nawyku, kiedy wprowadziła się do Layne’a. Miał łóżko typu queen size, ale ona nie trzymała się swojego boku. Spała po środku, a sposób, w jaki spała, oznaczał, że jej ręka była przerzucona przez jego brzuch, jej związana noga spoczywała na jego udzie, a jej głowa była na jego klatce piersiowej lub ramieniu. On też spał na brzuchu. Ale ta pozycja przykuła go plecami na łóżku, a ponieważ Rocky spała jak zabita i nie poruszała się przez całą noc, oznaczało to, że był tak przyszpilony przez całą noc.

To dawało mu dwie opcje, przenosić ją i nauczyć spać na boku lub przyzwyczaić się do tego.

Layne się do tego przyzwyczaił.

Jeśli pamięć służyła, zajęło mu to dwa dni.

Teraz leżała po jednej stronie łóżka, najbliżej okien i była zwinięta w kłębek, więc jej ciało było tak małe, jak to tylko możliwe.

Patrzył na nią i wiedział, że miała na to dziesięć lat. Dziesięć lat utrzymywania dystansu i ochrony przed Astley’em, nawet we śnie.

Layne pozwolił, by świadomość, że z nim była sobą, mogła spać otwarta i rozłożona, blisko niego, a nie dawała Astley’owi tego samego podarunku, przeszła przez niego i poczuł po niej kolejny złoty ślad.

To mogło zrobić z niego kutasa i było do dupy, że miała tego dziesięć lat, ale ten ślad mimo wszystko migotał przez niego.

Podszedł do jej boku łóżka i usiadł. Jej włosy leżały ciemne na jej szyi, wsunął pod nie rękę, przez włosy i po skórze, ściągając ich duży ciężar z jej szyi i pleców.

Poruszyła się pod jego dotykiem, wyprostowała nogi i odwróciła głowę, nawet w słabym świetle, które widział, że ruch był płynny.

Wiedział, że jej oczy otworzyły się, kiedy podskoczyła do łokcia.

– Layne? – Jej głos był ochrypły od snu jednocześnie otwarcie zaskoczony.

- Muszę dostać się do moich chłopców, mała – odpowiedział. Trzymając rękę wciąż w jej włosach, chwycił tył jej głowy.

- Mogłeś zostawić notatkę – powiedziała mu, jej ciało zaczęło się cofać, ale jego palce zacisnęły się mocniej w jej włosach i zatrzymała się.

Zignorował ją - Dobrze spałaś?

- Co? Tak - Pierwsze było zdezorientowane. Drugie było bliskie warknięcia - Co ty…?

- O szóstej dla Keiry i pieczony makaron, tak?

– Tak, Layne, pamiętam - Przycisnęła się do jego dłoni.

– Zadzwonię do ciebie, kiedy przeszukam dane Gainesa.

Jej głowa przestała naciskać, patrzyła na niego i wiedział, że jej nastrój się zmienił, kiedy mówiła - Okej, ale nie mogę odbierać telefonów podczas zajęć. Być może będziesz musiał zostawić mi wiadomość.

- Więc zadzwoń do mnie, kiedy będziesz mogła. Będę go sprawdzał w pierwszej kolejności.

- Okej.

- Musimy to zrobić, aktywujemy Trippa dziś wieczorem, więc będziesz musiała znaleźć czas na przestudiowanie tych grafików, jeśli wyniki wyszukiwania wyjdą bez zarzutu.

– Okej – powtórzyła, tym razem lekko kiwając głową.

- Dobrym pomysłem, mała, jest mieć otwarte uszy, jeśli dzieci zaczną mówić o Grupie Młodzieżowej. Zgłoś mi to, co usłyszysz, cokolwiek, niezależnie od tego, czy uważasz to za dziwne, czy nie.

- Zgłoszę.

Jego palce zacisnęły się na jej głowie i wymamrotał - Dobrze. Do zobaczenia o szóstej.

– Do zobaczenia o szóstej.

- Później, pączuszku - mruknął, spuszczając głowę, jej głowa odchylona do tyłu, gdy jego opadła, nie po to, by się odsunąć, ale po to, żeby mogła go obserwować, a jego usta musnęły jej otwarte-z-zaskoczenia usta – Bądź grzeczna – szepnął przy jej ustach – Żadnych tajnych operacji dzisiaj, tak?

– Tak – szepnęła przy jego ustach.

Uśmiechnął się do niej.

Potem puścił ją, wstał i wyszedł z jej pokoju.

*****

Tripp siedział na swoim stołku przed Layne’em, odgarniając płatki owsiane, do których włożył cztery łyżeczki cukru, zanim je zaatakował. Rocky mogła być zadowolona z płatków owsianych, ale prawdopodobnie zmarszczyłaby brwi, patrząc na cztery łyżeczki cukru.

Jasper, nieobecny podczas dyskusji na temat płatków owsianych, nabierał łyżką słodkie płatki, stojąc na końcu wyspy.

Layne stał przed nim, z włosami wciąż mokrymi po prysznicu, popijając kawę.

- Więęęc - wycedził Jasper i Layne spojrzał na niego, by zobaczyć, jak jego syn patrzył na niego - brak bezpieczeństwa Rocky oznacza, że będzie potrzebowała ciągłej czujności?

Layne patrzył, jak usta jego chłopca drgały.

Jasper podawał mu patyk.

Większy postęp.

– Prawdopodobnie – mruknął Layne w brzeg kubka i pociągnął łyk, obserwując powolny uśmiech Jaspera.

Spojrzenie Layne’a przeniosło się na jego młodszego chłopca i zobaczył jego pochyloną głowę. Uśmiechał się do swojej owsianki, a jego ramiona drżały. Layne obserwował, jak stara się opanować rysy, kiedy jego głowa uniosła się i przekręciła do brata.

– Tata jest dumny ze swojej pracy, Jas – oznajmił - Jest dokładny.

– Tak – odparł Jasper - To dobrze, że jest taki oddany. Nikt nie zgadnie, że to wszystko jest wielkim oszustwem.

– Tak – zgodził się Tripp - Cholera, wiem, że to oszustwo, a nawet ja się zastanawiam, czy to oszustwo.

- Rozumiem cię, Trippo-mantyk – odpowiedział Jasper.

– Chłopcy – powiedział cicho Layne, zaskoczony, że jego głos brzmiał ostrzeżeniem, kiedy walczył z chichotem.

Oczy Trippa skierowały się na niego, a potem na płatki owsiane, a jego ramiona znów zaczęły się trząść, zanim Layne usłyszał, jak parsknął.

Jasper nie ukrywał swojego rozbawienia. Błysnął białymi zębami w otwartym, szerokim uśmiechu.

Layne’a wkurzyło, że musiał popsuć ich nastrój, ale musiał to zrobić.

- Co się dzieje na treningu? – zapytał i uśmiech zniknął z twarzy Jaspera, a ramiona Trippa opadły.

- Wszystko się wygładza - odpowiedział Jasper, ale Tripp milczał.

Layne przyglądał się swojemu starszemu chłopcu - Jesteś pewien?

Jasper skinął głową - Nadal jest kutasem, ale nie jest tak źle jak wcześniej i mają laskę, która czasami przychodzi na treningi i siedzi z notatnikiem. Jest całkowicie fajny, kiedy ona tam jest. Jak inny trener – odpowiedział Jasper i dalej się dzielił - Dzieciaki go nienawidzą, tato, cała drużyna. Nawet Seth, jego własny syn. Seth czuje się jak gówno. Myśli, że wszyscy go znienawidzą, bo nienawidzą jego taty. Nie jest tak zły, jak gra w meczach. Po prostu lepiej zna Trippa i chce, aby drużyna wygrała. Pieprzy, by jego tata go odciągnął, ale trener po prostu tego nie zrobi.

To był kolejny produkt uboczny formalnych skarg. Tripp widział zero czasu gry. Nic. A działanie Jasa wysychało. Nadal był na boisku, ale nigdy nie zbliżył się do piłki, chyba że blokował kogoś, kto ją niósł. Morale zespołu było tak niskie, że było to widoczne. Rozpoczęli sezon niepokonani, ale jeden przegrali, kolejny wygrali po czasie ledwo ledwo i tubylcy robili się niespokojni.

Layne skinął głową Jasperowi i spojrzał na Trippa - Tripp, też myślisz, że wszystko się układa, kolego?

Usłyszał, jak Tripp wciągnął powietrze, po czym spojrzał na swojego staruszka - Jest kutasem w szatni.

Layne wpatrywał się w syna, po czym jego oczy spoczęły na Jasperze.

- Tak – potwierdził Jasper - Ta laska nie może wejść do szatni, a trener tam robi się gorszy. Nakłada to na mnie, ale przede wszystkim na Trippa.

- Jak źle? – zapytał Layne.

- Poradzę sobie - odpowiedział Tripp i Layne przeniósł wzrok na swojego młodszego chłopca.

- Jak źle, Tripp?

Tripp wzruszył ramionami - Jest kutasem, tato, ale dam sobie radę.

Layne spojrzał z powrotem na Jaspera.

- On może to znieść - stwierdził Jasper - Ale i tak jest źle.

Layne zacisnął szczękę i poczuł ruch mięśni w policzku.

- Poradzę sobie, tato - powtórzył Tripp szeptem, a Layne pochwycił jego wzrok. Tripp patrzył na niego spokojnie, bez mrugnięcia okiem.

Mógłby to znieść.

Kolejna wskazówka, że był synem Layne’a.

– Powiedz mi, jeśli nie możesz – rozkazał Layne.

- Dobrze - zgodził się Tripp.

- Bez gówna, Tripp, i bez wstydu. Łapiesz mnie?

Tripp skinął głową i uśmiechnął się - Bez gówna, bez wstydu, łapię cię.

Layne poczuł, że jego zdenerwowanie opada i odwzajemnił uśmiech. Potem spojrzał między nimi obydwoma.

- Przyjaciel przyjeżdża, aby zostać. Będzie tu dziś wieczorem. Nazywa się Devin Glover. Jest byłym detektywem. Dobry, solidny facet, był w okolicy i dużo nauczył waszego staruszka - Obaj synowie Layne’a skinęli głowami – Jest też wariatem – ciągnął Layne i obaj synowie Layne’a wpatrywali się w niego - Całkowity świr. Zrozumiecie, kiedy go spotkacie, ale uczciwe ostrzeżenie, facet jest walnięty.

– Nie spieprzy dziś wieczorem makaronu z Keirą, prawda? – zapytał Jasper.

- To może się zdarzyć – odpowiedział szczerze Layne, a oczy Jasa zrobiły się ogromne – Będę tutaj, kolego. Wspieram cię, a, jak opisujesz Keirę, brzmi, jakby Dev była członkiem jej klubu.

Twarz Jaspera straciła zmartwienie i stała się ciepła – Tak, prawdopodobnie pomyśli, że to wesoły gość. Jej dawno zaginiony dziadek.

Layne uśmiechnął się do swojego chłopca, a potem powiedział do nich obu - Szkoła.

Tripp poruszył się szybko, myjąc miskę i wkładając ją do zmywarki.

Jasperowi zajęło więcej niż zwykle czasu uporządkowanie swojego gówna, więc Tripp wyszedł do Chargera, zanim Jasper zszedł ze schodów ze swoimi książkami.

Layne zrozumiał, kiedy Jasper podszedł do niego i podał mu kartkę.

– Harmonogram mamy – wymamrotał.

Layne skinął głową i schował papier do kieszeni – Dobrze, stary.

Jasper skinął głową i podszedł do drzwi pomieszczenia gospodarczego. Layne odstawił kubek z kawą do zlewu, ale odwrócił się do drzwi, gdy Jasper zawołał.

– Wszyscy w szkole mówią o tobie i Rocky – poinformował Layne’a.

– O to właśnie chodzi, stary – odpowiedział cicho Layne - Nie przeszkadza ci to?

- Wszyscy myślą, że to gówno, że jesteś z nią – powiedział Jas zamiast odpowiadać na pytanie Layne’a – Najwyraźniej wszyscy wiedzieli o was, no wiesz… wcześniej – kontynuował i mówił dalej, kiedy Layne nie mówił.

– Chyba nigdy nie dzielili się ze mną i Tripp’em, bo jesteśmy twoimi synami - Layne nie odpowiedział. Jasper miał coś do powiedzenia, a Layne zamierzał dać mu szansę, by to powiedział.

- Tripp mówił, że Melody tu była, a potem jej nie było - zauważył Jasper. Layne nie odrywał wzroku od syna i milczał.

– To nie jest fałszywe, prawda? – zapytał cicho Jasper, a Layne przyjrzał się swojemu synowi, myśląc, że też bardzo nie docenił Jaspera.

– Było, Jas. Już nie jest.

Jasper skinął głową.

Layne kontynuował – Ale ona jeszcze tego nie wie.

Jasper wpatrywał się w niego, po czym jego usta drgnęły, zanim, bardzo powoli, rozwinęły się w uśmiech.

Wtedy Jasper zszokował Layne’a i poszedł prosto na niego. Uderzył bokiem klatki piersiowej o tatę tak, jak Layne widział, że robił to swoim kumplom.

Odsunął się, patrząc na podłogę, mamrocząc - Później, tato.

– Później, kolego – odpowiedział Layne.

Layne wpatrywał się w drzwi przez długie minuty po ich zamknięciu. Potem Blondie podeszła do niego i usiadła u jego stóp, odchylona do tyłu, z wywieszonym językiem, z otwartym zaproszeniem, by ją pogłaskać, a najlepiej pomasować.

Odwrócił się i przyjrzał się swojemu domowi z kuchni, myśląc, że zaczyna mu się to podobać.

Spojrzał w dół na Blondie i zapytał - Chcesz iść ze mną dzisiaj do pracy?

Nie miała pojęcia, co powiedział, ale wstała na cztery łapy, jej ciało zatrzęsło się z podniecenia i zaszczekała.

Layne postanowił przyjąć to za tak.

*****

- Jezu, Maryjo i Józefie, co to kurwa jest? – zapytał Devin, kiedy Layne wszedł przez drzwi do jego biura. Oczy Devina były skierowane na Blondie.

Blondie podbiegła i wskoczyła na pokrytą podkoszulkiem klatkę Devina.

- To pies, Dev - odpowiedział Layne, po czym kazał Blondie zejść na podłogę.

Blondie machnęła głową w kierunku Layne’a, odrzuciła ją z powrotem do Devina, wycelowała językiem w jego twarz, nie dostała nic poza powietrzem, a potem zeskoczyła, przyłożyła nos do ziemi i rozpoczęła swoją podróż w celu eksploracji jego biura.

Devin skrzywił się, a potem spojrzał na Layne’a - Jezu, chłopcze, następną rzeczą, której się dowiem, jest to, że jeździsz minivanem.

– To kolejny powód, dla którego wezwałem cię tutaj aż z Cleveland, Dev. Chciałem, żebyś pomógł mi wybrać kolor – odpowiedział Layne, a Dev przewrócił oczami.

Potem Devin podszedł do recepcji i podniósł biały kubek kawy z pokrywką. Kawa z Mimi’s.

Devin miał na sobie spodnie, które powinien był wyrzucić pięć lat temu, zdarte buty i podkoszulek. Gęste, siwe włosy na klatce piersiowej widać było z dekoltu podkoszulki żony, a szare siwe włosy na głowie wyglądały, jakby nawet nie przeczesał ich palcami po wstaniu z kanapy. Całkowite prosto-z-łóżka.

– Nie kupiłeś mi kawy? – zapytał Layne, wchodząc do pokoju.

- Kto ja jestem, twoja niania? – zapytał Dev.

Dobrze było wiedzieć, że Devin się nie zmienił. Layne wiedział, że mężczyzna przyjąłby za niego kulę, ale przez cały czas robił mu złośliwości.

- Byłeś w Mimi’s w tej podkoszulce?

Devin odszedł od recepcji do swojej torby rozłożonej na kanapie, a Layne podszedł do biurka, rzucając na nią teczkę z aktami TJ Gainesa, odwrócił się do Deva i oparł o nią plecami.

- Kobieta, która prowadzi tą kafejkę, nie jest trudna do oglądania – mruknął Dev, zamiast odpowiadać na pytanie Layne’a, które odpowiadało na pytanie Layne’a, że tak, Dev wszedł do Mimi’s w podkoszulku, jakby wędrował do własnego blatu kuchennego i nalał sobie kubek kawy.

– Tak – zgodził się Layne - A jej mąż był kiedyś w centrum drużyny piłkarskiej, jest nie mniej solidny dwadzieścia kilka lat później, ale jego oddanie żonie i rodzinie, w połączeniu z kolekcją broni, oznacza, że nie powinieneś tam chodzić.

- Czy mężczyzna może powiedzieć kobiecie komplement? – spytał Devin kłótliwie i naciągnął koszulę.

– Jasne – odparł Layne, a Devin zapiął koszulę, wpatrując się w Layne’a.

- Cóż, teraz, gdy mamy już całe to podnoszące na duchu gówno związane z ponownym spotkaniem, przeleć przez to, co dla mnie masz. Idę na komisariat, żeby wziąć prysznic i chcę, żeby było gotowe, kiedy wrócę.

Było jasne, że Devin’owi zajęło trochę czasu zeszłej nocy, aby rozpoznać teren.

Nigdy nie był w mieście, ale wiedział, gdzie dostać kawę i gdzie jest komisariat policji, dwie rzeczy, o których Devin Glover z pewnością będzie pamiętał podczas każdego zadania.

– Dev, na komisariacie nikt cię nie zna – przypomniał mu Layne - Nie możesz tam ot tak wkroczyć i wziąć prysznica. Możesz wziąć prysznic w moim domu.

– Twój dom jest dwie przecznice dalej? - Dev odpalił.

Layne uśmiechnął się do niego - Nie.

– Wrócę – oznajmił Dev, chwytając płaszcz i wrzucając go na siebie, kiedy wychodził za drzwi.

Blondynka na to warknęła.

Layne złapał akta i wszedł do swojego biura, naciskając przycisk zasilania na swoim komputerze, gdy podniósł słuchawkę, żeby zadzwonić na komisariat i powiedzieć im, że zrzędliwy staruszek zamierza wejść, jakby to miejsce było jego właścicielem, i wziąć prysznic, a ich najlepszą rozgrywką było pozwolić mu na to. Kath odebrała w recepcji na komisariacie, Dev pojawił się, gdy Layne z nią rozmawiał, a ona natychmiast się zgodziła.

Layne poszedł do swoich e-maili i znalazł informacje Merry’ego o Astley’u, a także odkrył, że Natalie się nie opieprzała. Jak obiecała wczoraj, wysłała e-maila z nazwiskami osób w pracy, które jej zdaniem mogą pomóc. Dodawała adresy, numery telefonów i obszerny komentarz. Zanotowała nawet, z kim już się skontaktowała, aby dać im znać, że ktoś do nich zadzwoni, pomagając, rozgrzewając zimne kontakty. Sprawdzając e-mail, Layne zauważył, że wysłała go wczoraj o ósmej wieczorem, a na jej liście było piętnaście nazwisk, z których z jedenastoma już się skontaktowała.

Layne odkrył wczoraj, że Natalie nie lubiła doktora Jarroda Astley’a. Ten e-mail był dodanym dowodem i wskazaniem, że naprawdę go nie lubiła.

Wydrukował e-maile i umieścił je w aktach, który utworzył, kiedy dwa tygodnie temu przeprowadzał swoje wyszukiwania, robiąc notatki na temat wyszukiwania tego, co prawdopodobnie teraz było fałszywe z powodu ostatnich działań Astley’a. Musiał zacząć przyglądać się TJ Gaines’owi i niestety nie miał czasu, aby ponownie uruchomić gówno Astley’a.

Zaczął pracę nad Gaines’em i nie podobało mu się to, co odkrył, gdy zadzwoniła jego komórka. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Colt Dzwoni”.

– Layne – powiedział po przyłożeniu go do ucha.

– Hej, Tanner, jesteś dzisiaj zajęty?

- Tak, ale co się dzieje?

- Merry opowiedział nam o Stew. Mam faceta, z którym możesz chcieć porozmawiać.

Layne usiadł na krześle - Kiedy?

- Muszę z tobą iść. Nie lubi obcych - powiedział mu Colt.

- Racja. Kiedy? – powtórzył Layne.

– Masz czas, żeby spotkać się ze mną na komisariacie o pierwszej?

– Mogę to zrobić – odparł Layne.

- Dobra. Do zobaczenia.

- Później.

Layne zamknął telefon i wszedł Devin, niosąc kolejny kubek od Mimi.

- To dla mnie? – zapytał Layne.

Devin spojrzał mu w oczy i pociągnął łyk, to była jego odpowiedź.

Następnie podszedł do biurka naprzeciw Layne’a, wyciągnął rękę i mruknął - Teczka.

Layne uśmiechnął się, podniósł akta Astley’a, sięgnął przez biurko i podał je Devin’owi.

Devin zważył je, poruszając ręką w górę i w dół, i zapytał - Jak długo nad tym pracujesz?

– Właściwie wcale. Nie ma tam zbyt wiele.

Devin odstawił kubek na biurko Layne’a i otworzył teczkę, jego oczy prześlizgiwały się po papierze na wierzchu - W dzisiejszych czasach zbytnio polega się na komputerach – mruknął.

- Od tego zaczniesz.

Devin spojrzał na Layne’a - Jak głęboko chcesz pochować tego faceta?

- Tak głęboko, żeby nie pamiętał, jak się oddycha tlenem.

Devin przyglądał mu się. Potem skinął głową, chwycił kubek i odwrócił się do wyjścia.

– Dev – zawołał Layne i Devin odwrócił się - Kolacja, mój dom, bądź tam o piątej trzydzieści, żebym mógł przedstawić cię chłopcom i spróbować namówić cię do zachowywania się, żeby moja dziewczyna, Rocky, i dziewczyna mojego syna, Keira, nie wybiegły z krzykiem w noc.

Brwi Devina uniosły się do linii włosów - Jedyną osobą, jaką mogę być, jestem ja, chłopcze.

- Dlaczego nie przymierzysz dziś wieczorem innej osobowości? - zasugerował Layne.

– Kobiety mnie kochają – odpalił Devin.

Layne uśmiechnął się i wymamrotał - Tak.

- Poczekaj i zobaczysz. Będą mi jeść z rąk.

- Tylko tak długo, jak nie spróbujesz zrobić tego dosłownie.

Devin chrząknął. Blondie, stojąca obok niego, patrząca na niego i prawdopodobnie zastanawiająca się, dlaczego jej nie głaskał, warknęła. Devin spojrzał na psa i zniknął.

Layne zachichotał i wrócił do komputera.

Godzinę później przejrzał i wydrukował każdy skrawek informacji w aktach osobowych TJ Gainesa dwa razy, ponieważ nie mógł uwierzyć w to, co znalazł. Wykonywał też kilka telefonów na podstawie informacji z akt, napisał krótkie notatki i też je drukował. Był w Mimi’s i Mimi wręczała mu jego Americano, kiedy zadzwonił jego telefon.

Na wyświetlaczu pojawił się napis: „Raquel Dzwoni”.

Widząc imię Rocky w telefonie, podjął decyzję, uśmiechnął się do Meems, odwrócił się do drzwi i odebrał telefon, witając ją:

- Hej, pączuszku.

– Hej, Layne. Prowadziłeś poszukiwania?

- Tak.

- Więc? - zapytała, kiedy nie powiedział nic więcej.

– Masz przerwę?

- Przepraszam?

– Masz przerwę, Rocky? - Przeszedł przez drzwi, wydał szybki, ostry gwizd, a Blondie czekała na niego na zewnątrz z nosem przyciśniętym do szyby Mimi’s przez cały czas, gdy był w środku, prawdopodobnie zastanawiając się, czy Layne dostarczy jej naprawdę wyśmienity psi smakołyk (kawy Mimi były świetne, ale jej wypieki były tak cholernie fantastyczne, że Layne chciał patrzeć, jak Rocky je zjada – gwarantowany orgazm).

Blondie dreptała za nim, kiedy szedł chodnikiem do swojego SUV’a.

- Chcę porozmawiać o tym, co znalazłem, twarzą w twarz – zakończył Layne.

Milczała. Potem zapytała - Znalazłeś coś?

- Masz przerwę? – powtórzył.

Zawahała się, a potem powiedziała - Tak, właśnie teraz. Mam wolną trzecią lekcję.

- Czy mogę wejść od razu, czy muszę się wpisać?

– Layne…

Przerwał jej – Odpowiedz mi, pączuszku.

– Spotkamy się przed biurem – powiedziała mu z westchnieniem.

- Będę tam za dziesięć.

Rozłączył się, schował telefon do tylnej kieszeni, otworzył drzwi, Blondie wskoczyła do kabiny i wskoczył za nią. Był w szkole po dziesięciu minutach. Zostawił Blondie w SUV’ie z uchylonym oknem i wysuniętym przez nie nosem, kiedy wąchała powietrze na zewnątrz, jakby nigdy wcześniej tego nie doświadczyła. Wszedł do szkoły i zobaczył Raquel stojącą przed biurem, które było tuż przy wejściu.

Miała na sobie jeszcze jedną ze swoich spódniczek za kolano, obcisłych i seksownych jak diabli, tym razem jasnobeżową, wykończoną cienkim, obcisłym swetrem w kolorze głębokiego różu, z pasującym szalikiem zawiązanym wokół szyi i czółenka na wysokim obcasie, pasujące również do różu. Jej usta były wybłyszczone w kolorze, który wyglądał jak maliny i zastanawiał się, czy smakował tak samo. Jej włosy były skręcone z tyłu głowy.

Uśmiechnął się do niej. Kiedy to zrobił, jej wzrok natychmiast powędrował do okien biura administracji, które wychodziły na korytarze, które Layne był pewien, były pełne współpracowników, głównie kobiet, którzy gorliwie obserwowali. Potem spojrzała na niego i uśmiechnęła się niepewnie, mówiąc mu, że jest w pracy i musi się zachowywać.

Podszedł do niej i zatrzymał się blisko. Bliżej niż powinien, nie tak blisko, jak chciał, nie na tyle blisko, by było to niestosowne, ale zdecydowanie na tyle blisko, by dać publiczności coś do plotkowania i pochylił głowę.

– Hej, Roc.

– Hej – szepnęła, wpatrując się w niego.

- Czy możemy porozmawiać prywatnie? - zapytał.

Skinęła głową - Pójdziemy do mojej klasy.

Poszedł za nią korytarzem przed biurem, a potem korytarzem szafek. Cztery drzwi dalej skręciła w lewo, otworzyła drzwi, a on wszedł za nią. Zamknęła drzwi i odwróciła się do niego, gdy rozglądał się po sali. Wąskie okno przy drzwiach, rząd okien z widokiem na front szkoły, poza tym prywatność.

Chciał przyjąć więcej, ale zapytała - Cóż? - więc odwrócił się do niej, a potem ponownie podszedł blisko niej.

Trzymała się mocno, a on uśmiechnął się do niej. Patrzyła na niego i była wytrącona z równowagi, jak widział. Tak wytrącona z równowagi, że nawet nie próbowała tego ukryć. Nie rozumiała jego gry.

To było dobre.

- Co znalazłeś? – podpowiedziała.

– Cała sprawa to kłamstwo – odpowiedział i patrzył, jak zamrugała.

Potem wypchnęła - Przepraszam?

- Ani jedna rzecz, którą wpisał do swojej aplikacji, nie jest prawdą. Nawet jego pieprzony adres - Layne zbliżył się do niej, a jego głos zniżył się – Nawet jego nazwisko, Rocky.

– O mój Boże – szepnęła.

- Thomas Jameson „TJ” Gaines, o ile wiem, jest duszpasterzem młodzieży w kościele baptystów na przedmieściach Chattanooga w stanie Tennessee. Jest tam zatrudniony od dwóch lat i nadal tam mieszka, czy też mieszkał ostatniego wieczoru, kiedy zabrał rodzinę na kolację i zapłacił za to. Tak więc, o ile nie odkrył sposobu na sklonowanie siebie, człowiek, który jest duszpasterzem młodzieży w Kościele chrześcijańskim, nie jest TJ Gaines’em.

Wpatrywała się w niego z rozchylonymi ustami i ogromnymi oczami. Potem przełknęła ślinę, zanim zapytała - Czy zamierzasz dać to Merry’emu?

- Jedynym, któremu prawdopodobnie mogę to przekazać, jest Merry, skoro weszliśmy w posiadanie jego akt osobowych włamując się i kradnąc poufne dokumenty.

- Nie włamaliśmy się, miałam klucz – warknęła.

– Klucz, który ukradłaś, pączuszku – odpalił.

Jej zęby natychmiast zatopiły się w jej wardze, ale jej oczy strzelały ogniem.

Potem stwierdziła - Merry pociągnąłby to i trzymał nas z daleka.

Layne pokręcił głową - Musimy wysłać Trippa.

- Dlaczego?

– Ponieważ z tym, co powiedział mi Drew i co dodałaś zeszłej nocy, miałem przeczucie, że jest źle. Teraz wiem, że jest gorzej. O wiele gorzej. Coś się tam dzieje i spieprzyliśmy to, popełniając różne bezprawne czyny, aby uzyskać niezaprzeczalnie potępiające informacje. Choć to cholerne, pączuszku, jak zbudują sprawę przeciwko temu facetowi, wszystko się rozpadnie, jeśli ktokolwiek dowie się, że otrzymali jakąkolwiek z informacji, które my zdobyliśmy na sposób, w jaki je zdobyliśmy. To może się zdarzyć, Roc. Więc dzieciak musi na niego donieść, a tym dzieciakiem będzie Tripp, ale musi wiedzieć, co zgłasza. Nie może po prostu pójść na kilka spotkań Grupy Młodzieży i podnieść fałszywy alarm. Jeśli ten facet tam jest i robi złe rzeczy z tymi dzieciakami, a ktoś powie buu, odejdzie i nigdy go nie znajdą. Jak Tripp dostanie wszystko, mogą prowadzić dochodzenie w taki sposób, że nie będą go informować, dopóki nie będą mieli dość, by go aresztować. Mam później spotkanie z Coltem. Przekażę mu, że Drew przekazał mi tę sprawę i to, co robi Tripp, żeby mógł przemyśleć swój koniec. Jak spotkasz Drew lub Merry’ego, zrobisz to samo. Ale nikt nie będzie wiedział, co my zrobiliśmy, tak?

Wpatrywała się w niego przez trzy długie uderzenia, zanim wymamrotała - Nienawidzę, kiedy brzmisz z sensem.

Layne uśmiechnął się i mruknął - Mała.

Jej irytacja uciekła, a jej twarz się zmieniła, kiedy przeniknął przez nią niepokój. Tak duży, że nie powstrzymywała się przed przysunięciem się bliżej niego i lekkim oparciem zabandażowanej dłoni na jego klatce piersiowej - Layne, mówimy tutaj o dziewczynach. Młodych dziewczynach.

Położył rękę na jej szyi i uścisnął - Będę trenować Trippa, Rocky, i dam mu poczucie pilności. Zagra to mądrze, ale nie będzie się obijał. Musisz mieć cierpliwość. Nawet gdyby gliniarze prowadzili śledztwo, zajęłoby to trochę czasu. Teraz idziemy do tego z dwóch stron.

– Tak, rozumiem, ale czas…

Layne przerwał jej - Jak robi złe rzeczy z dziećmi, ten facet musi upaść i zostać w dole, Roc. I mała – jego głowa pochyliła się tak, że jego twarz była blisko jej – przykro mi, ale to wymaga czasu.

Spojrzała mu w oczy, a potem skinęła głową. Zgodziła się, ale nie odsunął się z jej przestrzeni ani od jej twarzy. Jego palce napięły się na jej szyi, a jego oczy opadły na jej malinowe usta. Jego dłoń na jej skórze, jej dłoń na jego klatce piersiowej, była tak blisko, że mógł wyczuć jej perfumy, Layne poczuł nagłą potrzebę odkrycia, czy smakuje jak maliny.

– Layne – wyszeptały te usta, gdy jego dłoń na jej szyi przyciągnęła ją bliżej.

- Tak, mała? – zapytał, prawie dotykając ustami jej ust.

- Co…?

Jego usta chwyciły jej usta, a jego język wysunął się, by posmakować jej błyszczyka. Smakował jak owoce, ale nie wiedział, czy to malina, i nie obchodziło go to, ponieważ jej usta się rozchyliły, a Layne nie zmarnował okazji. Wsunął język do środka.

Jego ręka pozostała na jej szyi, podczas gdy drugą ręką chwycił jej talię i przyciągnął jej ciało do swojego. Obie jej ręce powędrowały do jego ramion, nie by odepchnąć się, ale palce się zacisnęły i trzymała się.

Jej głowa odchyliła się bardziej do tyłu i przechyliła na bok, powodując, że jej piersi wciskały się w jego klatkę piersiową. To było dobre, a on chciał tego więcej.

Więc przesunął dłonią wzdłuż jej talii, czując, że materiał jej swetra jest miękki, a nie drapiący i objął ją ramieniem, wciągając jej ciało głębiej w swoje, przyklejając jej miękkość do siebie.

Tak, to było lepsze i Rocky też tak myślała. Wiedział o tym, ponieważ wydała słodki, cichy dźwięk w gardle, który wibrował na jego języku.

Ten dźwięk sprawił, że Layne odwzajemnił się, ale jego dźwięk nie był słodki. Był głodny.

Zbyt głodny, jej smak, zapach jej perfum, jej ciało przyciśnięte do jego ciała było cholernie wspaniałe. Jego ciało reagowało, a ona była w pracy. To nie mogło wymknąć się spod kontroli. Nie tak, jak chciał, nie tutaj.

Oderwał swoje usta od jej ust, ale trzymał ją blisko, trzymając rękę na jej szyi i ramieniu wokół jej talii.

– Layne – wydyszała i zdał sobie sprawę, że odwzajemniła pocałunek. Bez skarg, bez oporu. Jak w niedzielę wieczorem, dotknął językiem jej ust i była jego.

To wiele mówiło, a wszystko to było cholernie genialne.

– Mam pracę do zrobienia, mała – szepnął.

- Co ty… dlaczego…? - zaczęła pytać, ale dotknął ustami jej ust raz, potem znowu, potem spojrzał jej w oczy i zobaczył, że były lekko rozkojarzone i lekko zdezorientowane i były zdecydowanie urocze.

- Mam gówno do zrobienia, pączuszku. Colt ma faceta, który może udzielić mi potrzebnych informacji na temat Stew, a ja mam akta do wypracowania sprawy, którą ukończyłem zeszłej nocy. Muszę to zrobić, żebym mógł otrzymać zapłatę.

– Um… okej – szepnęła.

Jego dłoń na jej szyi i ramię na jej talii ścisnęły ją – Do zobaczenia dziś wieczorem.

– Okej – powtórzyła.

– Później – mruknął i ponownie dotknął jej ust.

- Okej - mruknęła w odpowiedzi, kiedy skończył, jej mamrotanie było chrapliwe - Później.

Uśmiechnął się do niej, puścił ją, odsunął się od niej, a jej ręce opadły z jego ramion. Wytarł jej malinowy błyszczyk z ust wierzchem dłoni, wciąż się uśmiechając.

Potem odwrócił się do drzwi i jego wyczucie czasu nie mogło być lepsze. Zadzwonił dzwonek i otworzył drzwi, gdy dzieci zaczęły napływać do korytarza. Odczekał kilka uderzeń serca, spoglądając na nią i stwierdzając, że była tam, gdzie ją zostawił, wpatrująca się w niego, wciąż wyglądająca na rozkojarzoną. Potem, kiedy korytarze były wypełnione dziećmi, zrobił krok na zewnątrz, odwrócił się do niej, mrugnął do niej i zaczął iść korytarzem.

Młoda dziewczyna wpadła na tył otwartej szafki tuż obok niego po tym, jak zrobił dwa kroki i złapał ją za biceps, ponieważ odgłos uderzania w szafkę był głośny, a jej oszołomiony wyraz twarzy sprawiał wrażenie, jakby miała zemdleć.

- Wszystko w porządku? – zapytał, a ona patrzyła na niego, wciąż wyglądając na oszołomioną.

Pochylił się bliżej - Hej, Słonko, zapytałem, wszystko w porządku?

- Uh… - spojrzała na niego, jakby nigdy wcześniej nie widziała innego człowieka. Potem wyszeptała głosem tak cichym, że ledwo ją słyszał - Nazywał mnie pan Słonko.

– Molly – Rocky tam była – zraniłaś się? Wszystko w porządku?

Dziewczyna oderwała od niego wzrok, zamrugała do Rocky i wymamrotała - Uhm, tak, pani Astley.

– Nazywa się pani Merrick – powiedział Layne dziewczynie. Usłyszał, jak Rocky wciągnęła powietrze. Puścił ramię dziewczyny, a dziewczyna odwróciła głowę i zamrugała na niego.

- Oh, okej - Odwróciła się do Rocky – Tak, wszystko w porządku, pani Merrick.

Rocky wpatrywała się w niego, ale rozmawiała z dziewczyną – To dobrze, Molly, teraz lepiej idź na zajęcia.

– Dobrze – mruknęła, przemknęła między nimi i pobiegła korytarzem.

- Hej, pani Astley - grupa dziewcząt zawołała zgodnie, po czym jedna z nich kontynuowała - Pani chłopak jest gorący - Potem wszystkie wybuchnęły chichotem.

– Dziękuję, Mariah, twoja opinia została odnotowana – odparła z irytacją Rocky, a Layne wybuchnął śmiechem. Kiedy skończył, Rocky była już blisko i syknęła na niego - Nie masz pracy do wykonania?

– Tak, Roc - Uśmiechnął się do niej - Do zobaczenia wieczorem.

- Do zobaczenia wieczorem.

Znowu mrugnął, a ona spojrzała gniewnie. Potem odwróciła się, wróciła do swojej sali i zniknęła w środku. To były tylko dwa kroki, ale zrobiła to swoim krokiem, więc Layne poświęcił czas na obejrzenie. Kiedy skończył, odwrócił się i zobaczył dwóch przyjaciół Jaspera, plecami do ścian, z oczami utkwionymi w Layne’a.

– Hej, panie Layne – powiedział jeden z nich tonem Jaspera „jesteś gościu” z zeszłej nocy.

– Jamie – Layne skinął głową i spojrzał na drugiego dzieciaka – Mitch.

– Hej, panie Layne.

Layne uśmiechnął się do nich i zaczął iść korytarzem, myśląc, że cała jego gra poszła naprawdę, kurewsko świetnie.

*****

Layne spotkał Colta i wystartowali Suburban’em Layne’a.

Kiedy to zrobili, Layne zostawił Blondie z Sully’m na komisariacie, wiedząc, że pies Jasa będzie go kochał na zawsze, takie było jej podekscytowanie pozostawieniem w miejscu pełnym mężczyzn, którzy lubili psy, a także różnych kątów, w które mogłaby wsadzić nos, by doświadczać różnych nowych i niezwykłych zapachów.

- Wszystko jest w porządku? – spytał Colt z siedzenia pasażera.

– Pracuję nad tym – odpowiedział Layne.

- Jak tam Rocky? - Colt mówił dalej.

– Nad tym też pracuję – odpowiedział Layne, a Colt zachichotał.

- Nie mogę powiedzieć, że kilka tygodni temu nie byłem zszokowany jak cholera - zauważył Colt.

- Wszyscy są jak cholera w szoku, łącznie ze mną – powiedział mu Layne.

Colt milczał przez chwilę, zanim spytał cicho, wyraźnie zaniepokojony głosem – Idzie okej?

Alec Colton był dobrym gliną, dobrym człowiekiem i dobrym przyjacielem. Pracowali razem lata temu, taki był wtedy i taki jest teraz. Colt znał Layne’a, zanim Rocky go opuściła i później. Wiedział, ile ona dla niego znaczyła i wiedział, co to znaczyło, że wróciła.

Dlatego Layne odpowiedział cicho - Ścieżka jest pełna cierni.

Kolejna chwila ciszy, po czym Colt odpowiedział - Dostań się do róży, człowieku, jest niewiarygodnie miękka i pachnie niesamowicie kurewsko słodko.

Layne’a uderzyło wtedy, że Colt i Feb przeżyli swoją słodko-gorzką historię miłosną w tym mieście. Colt był kilka lat starszy od Layne’a, ale chodził do liceum z Feb. Był najlepszym przyjacielem z bratem Feb, odkąd był w przedszkolu i Colt znał Feb od zawsze. Byli solidni, niewzruszeni – para, która związała się w liceum, o której wszyscy wiedzieli, że pozostanie ze sobą.

Nie zostali. Layne nie miał pojęcia, co się stało, z wyjątkiem tego, że to nie było dobre. Colt pozostał w mieście i pracując z nim, Layne wiedział, że strata Feb, nawet po latach, była stratą, która pozostała świeża.

Podobnie jak Layne, Feb wystartowała i nie było jej dłużej niż Layne’a. Wróciła kilka lat temu i znów się zeszli, kiedy miejscowy facet stracił kontrolę nad tym, co pozostało z jego umysłu i zaczął zabijać w imieniu Feb. Colt wkroczył, by zapewnić jej bezpieczeństwo, i wyszli z tego z powrotem razem solidni, niewzruszeni, teraz poślubieni i mają dziecko. Cokolwiek ich rozerwało, znaleźli sposób, aby to odłożyć za siebie i udało im się przetrwać.

Przypominając o tym, Layne mógł powiedzieć w tym momencie, że przypomnienie było naprawdę cholernie mile widziane.

- Więc uważam, że z Feb jest dobrze – zauważył Layne.

- Tak, stary, z Feb jest dobrze - Słowa Colta były ważkie i Layne nie próbował powstrzymać uśmiechu.

Layne wyjechał z miasta, wjechali na rozległe pola, które je otaczały i zmienił temat - Przybliż to mi.

Colt nie wahał się – Facet ma na imię Ryker. Jak coś się dzieje, on o tym wie.

- Informator?

- Nie ma nic przeciwko dzieleniu się informacjami, kiedy może coś z tego wyciągnąć.

Layne spojrzał na Colta, a potem z powrotem na drogę - Jest typem faceta, któremu chcę być winien przysługę?

– W tym właśnie tkwi piękno, Tanner. Ryker nie jest przyjacielem Carlito i nikt nie jest przyjacielem Stew. Myślę, że nie uzna za przysługę dzielenie się tym, co wie o Stew.

Layne znowu się uśmiechnął.

Layne nauczył się jednej rzeczy od swojego ojca, mężczyzny, którego nigdy nie spotkał – albo nie spotkał go w czasach, gdy Layne był na tyle dorosły, żeby sformułować spójną myśl – a to znaczy, że nie tylko nie srałeś tam, gdzie żyłeś, ale nigdzie nie srałeś.

Layne dorastał, obserwując, jak jego matka walczyła o utrzymanie dachu nad głową, pracując jako sekretarka, uczęszczając do szkoły wieczorowej, ucząc się na księgową, nie mając na to czasu i nawet mniej pieniędzy, więc zajęło jej to wieczność. W końcu zrobiła to i zaczęła zarabiać więcej, ale zawsze musiała pracować.

Layne był dzieckiem z kluczem na szyi, nie miała innego wyjścia, jak polegać na nim, aby jej pomagał, ucząc się, jak dbać o siebie wcześnie, a gdy tylko mógł zarobić, robił, co mógł, aby brać w tym udział. Jego ciocia i dziadkowie robili, co mogli, ale musieli prowadzić własne życie.

Była jego mamą, ale Layne wiedział, że jego matka była przystojna. Wiedział też, że była dobrą kobietą. Była zabawna. Była słodka. Jej rodzina uwielbiała ją i miała dziesiątki przyjaciół, z których wszystkich mogła nazwać bliskimi. Mężczyzna, który to stracił, srał tam, gdzie mieszkał, odwracając się od dobrej kobiety i rodziny, nigdy nie oglądając się za siebie, pozwolił, by cały świat prześlizgnął się przez jego własne palce.

Layne spieprzył dwukrotnie i oba razy zrobił po królewsku. Pierwszy raz wymknął mu się spod kontroli, gdy prezerwatywa pękła, gdy był z Gabby, a teraz nie było wątpliwości, że spieprzył pieprząc Gabby, pijany czy nie. Drugi raz był, gdy zostawił swoich synów, a w zeszłym roku poświęcił dużo czasu na przypomnienie sobie, dlaczego, do cholery, w ogóle zrobił to wszystko.

Gabby była suką, a rozwód pogorszył jej stan, a Rocky była w tym mieście. Layne czuł się związany, nie przez swoich synów, ale przez historię z Rocky i przez Gabby, która go osaczyła. To wzbudziło jego chęć wydostania się z tego miasta i wędrówki. Były rzeczy, które chciał robić, które chciał zobaczyć i chciał się nauczyć. Rzeczy, których nie mógł się nauczyć, zobaczyć i zrobić w małym miasteczku. Opowiedział Rocky o tym gównie, kiedy byli razem, a ona była z nim przez całą drogę, ponieważ dzieliła jego potrzebę wędrowania, uczenia się, patrzenia, robienia. Mieli plany, a kiedy skończyłaby Butlera, mieli zamiar odejść. Nie wiedzieli dokąd, ale dokądś.

Znalazł to, czego szukał w St. Louis, San Antonio, Reno, Phoenix i LA, ale stracił więcej, zostawiając w domu to, co naprawdę ważne i zapłacił za to straszną cenę.

Niemniej jednak po drodze zyskał więcej przyjaciół niż wrogów, jak na przykład Devina Glovera, który rzucił wszystko i wpadł do miasteczka po odebraniu telefonu.

Jarrod Astley i Stew Baranski nie nauczyli się nie srać tam, gdzie mieszkali, gdzie pracowali, gdziekolwiek chcieli. Nie obchodziło ich, z kim się pieprzyli. Nie mogłeś tak żyć i nie spotkać się w końcu z karą.

A on zbliżał się do dni sądu Astley’a i Stew.

Layne i Colt trafili do jeszcze mniejszego miasta obok miasteczka, które było na obrzeżach Indy. Miało tor wyścigowy i ogólnie był przyzwoitym miejscem, ale podczas wyścigów mogło być dość trudne.

Miasteczko miało J&J’s jako swój hotspot, żadnych innych lokali z alkoholem w mieście, ponieważ wszystkie, które powstawały, upadały z powodu lojalności ludzi wobec J&J’s. Nie było to jedyne miejsce do picia. Były restauracje, które miały bary, ale było to jedyne miejsce, do którego ludzie chodzili spotykać się z przyjaciółmi, słuchać szafy grającej, grać w bilard i wychylić jednego.

To miasto nie było takie samo. Mieli mnóstwo barów, większość z nich była szorstka, bo ich klienci byli fanami wyścigów lub kręcącymi się wokół wyścigów. Layne wskoczył na parking baru, do którego Colt poinformował go, że idą i zaparkował.

Wyłączył zapłon i zwrócił się do Colta - Jest sposób, którego potrzebujemy, by to zagrać?

Colt pokręcił głową – Nie grasz Ryker’a. Albo cię lubi, albo nie. Jak lubi cię, dzieli się. Nie, dowiemy się za jakieś dwie sekundy, a potem pójdziemy na lunch.

Layne skinął głową i obaj odwrócili się do swoich drzwi.

Dzień był pochmurny z przejściowym deszczem. Nawet gdyby świeciło słońce, światło w barze było przyćmione, mówiąc otwarcie swoim klientom, że wszystko przejdzie. Mógłbyś pieprzyć wyścigową groupie w kącie i nie zostać zauważonym. Możesz także dokonać sprzedaży narkotyków lub wbić ostrze we wroga.

Colt zaprowadził Layne’a do narożnego stolika, przy którym samotnie siedział plecami do ściany mężczyzna ze stojącą przed nim na stole butelką piwa. Na dworze było zimno, ale facet miał na sobie czarny podkoszulek rozciągnięty na masywnym, podartym torsie, dżinsy i motocyklowe buty, a nie odpoczywał w płaszczu przerzuconym na krześle. Ale on rozsiadł się wygodnie na tym krześle, z jedną z jego długich, muskularnych nóg wyprostowaną przed sobą, ze stopą opartą na pięcie, drugą nogą przekrzywioną, a stopa leżała płasko na ziemi. Wyglądał na zrelaksowanego, ale Layne wiedział, że jest czujny na wszystko dookoła. Miał dwa rękawy tatuaży biegnących wzdłuż jego ramion, namalowane atramentem od nadgarstka do ramienia i oba wśliznęły się na jego grubą szyję. Był łysy, był brzydki i łatwo było z niego wyczytać, że nie był facetem, z którym zadzierałeś.

– Ryker – przywitał się Colt i nie zawahał się, zanim usiadł przy stole Ryker’a.

– Ten facet to glina? – zapytał Ryker, nie odrywając oczu od Layne’a.

Layne usiadł w tym samym momencie, w którym patrzył Ryker’owi w oczy.

– Nie – odpowiedział Colt.

- Pachnie jak gliniarz – skomentował Ryker i, chociaż Colt był gliną, zrobił to w sposób, który wyraźnie stwierdził, że gliniarze nie są jego ulubionymi ludźmi.

– Kiedyś nim był, teraz jest detektywem – odparł Colt.

Brwi Ryker’a uniosły się i nie spuszczał wzroku z Layne’a – Kutas?

Miało to mieć dwa znaczenia i Layne zacisnął zęby.

- To, kim on jest, na potrzeby tego spotkania, jest byłym mężem Gabrielle Layne - Colt powiedział Ryker’owi.

Oczy Ryker’a spoczęły na Colcie - Kto to, do cholery, jest?

– Kobieta Stew Baranski’ego – odpowiedział Colt.

Ryker uśmiechnął się. Wiedział, kim ona była, ale wciąż pytał - Gruba suka?

– Ryker – powiedział cicho Colt.

- Głupia suka -  Ryker odmówił zrozumienia ostrzeżenia.

Layne skończył, więc włączył się do rozmowy.

- Ona i ja mamy dwóch chłopców, jeden z nich widział, jak Baranski wręczał kopertę Carlito w jej domu. Gabby mówi mi, że Stew ma kłopoty. Wiesz coś o tym?

Ryker spojrzał na Layne’a po słowach „dwóch chłopców” i poczekał chwilę, zanim odpowiedział - Wiem, że Carlito to pojeb.

– Ja też to wiem – odparł Layne.

- I wiem, że Baranski jest dupkiem - ciągnął Ryker.

– Tak, nie mówisz mi niczego, czego nie wiem – poinformował go Layne – Nie jestem tutaj, żeby dowiedzieć się gówna, które znam. Jestem tutaj, aby dowiedzieć się, co się dzieje, bo nie jestem wielkim fanem, by moi chłopcy byli świadkami, jak Baranski dokonuje płatności na rzecz rekina pożyczkowego.

Ryker uśmiechnął się - To nie była żadna płatność.

Layne nie lubił tego dźwięku.

- Więc co to było? – zapytał Layne.

– Nie było żadnej zapłaty – odpowiedział Ryker.

Layne przyjrzał się Ryker’owi, a potem spojrzał na Colta.

- Ryker, masz coś, to pomogłoby Layne’owi – popchnął Colt, a oczy Ryker’a przeniosły się z Colta na Layne’a.

Badał Layne’a przez długi czas, zanim zapytał - Który?

- Powtórz? – zapytał Layne.

- Który chłopak?

Layne poczuł, jak napinają mu się mięśnie szyi - Nie jestem pewien, czy to ma znaczenie, stary.

Ryker nie odpuścił. – Ten, który oznaczył ten słodki chwyt, a potem złapał to od tego durnego trenera, który powinien mieć orzechy w imadle? Czy ten, który potrafi blokować, jak ten gruby sukinkot, wypchnął go, gdy miał naramienniki?

Chryste, ten pieprzony facet był fanem Bulldogs.

– Jasper – Layne wiedział w tym momencie, że można bezpiecznie powiedzieć - Mój starszy. Ten, który potrafi blokować.

- Stał się szybki, nie widział piłki od dwóch gier – zauważył Ryker - Coś z tym robisz?

– Wszystko, co mogę zrobić – odparł Layne.

- A co to jest? - Ryker naciskał.

– Rada Szkoły bada moją skargę – odpowiedział Layne, a kiedy to zrobił, Ryker odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem, coś, czego Layne nie cenił aż tak bardzo, ale powstrzymał język.

Kiedy skończył, Ryker opuścił brodę i spojrzał na Layne’a - Powiedz słowo, sport, może znajdę to w sobie, żeby przekonać trenera, żeby obaj twoi chłopcy zobaczyli piłkę. Nie musisz mi się odpłacać, dałbym ci to za darmo.

Jezu.

- Podoba mi się mój sposób na robienie tego – powiedział mu Layne.

- Zwiadowcy nie zyskają pełnego obrazu. Twój starszy chłopak jest seniorem, ten skurwysyn go wypieprzy.

- Nadal podoba mi się mój sposób na tego – powtórzył Layne i tym razem było to znacznie mocniejsze.

Ryker obserwował go przez chwilę, po czym wzruszył ramionami.

Layne podniósł sprawę z powrotem, mówiąc - Ile Baranski jest winien Carlito?

– Nic – odpowiedział natychmiast Ryker i Layne zmarszczył brwi.

- Nic? - powtórzył.

- Nie, był, chujowym jak gówno w stawianiu na psy, ale już nim nie jest.

Layne poczuł na sobie wzrok Colta i odwrócił się, by spojrzeć mu w oczy.

Wtedy Colt spojrzał na Ryker’a - Zechcesz wypełnić ten obraz?

Layne też spojrzał na Ryker’a, który pochylił się do przodu, kładąc wytatuowane ramię na stole.

- Zagłębił się w Carlito, tak głęboko, że nie mógł się wydostać – powiedział Ryker - Więc zamiast tego Carlito zatrudnił Baranski’ego do pracy. Baranski polubił tę pracę, więc teraz robi to na pół etatu.

Potem odchylił się do tyłu i przestał mówić, ale Layne wiedział, co mówił, i wiedział, dlaczego Gabby poprosiła go, żeby zabrał chłopców na dodatkowe tygodnie, chociaż najprawdopodobniej ona nie wiedziała dlaczego. Carlito był niewątpliwie częstym gościem i nawet jeśli Gabby nie była w pełni poinformowana, rozpoznała kim był Carlito i nie chciałaby, żeby chłopcy byli w pobliżu. I wreszcie, Layne walczył z chęcią wytropienia Stew Baranski’ego i pobicia go do krwi.

Wygrał walkę i szukał potwierdzenia - Stew jest egzekutorem Carlito?

Ryker skinął raz głową - Jednym z nich, tak.

To było. Potwierdzenie.

Pieprzone gówno.

– Jaja robisz – szepnął Layne, ale wiedział, że Ryker nie robi. Ryker również to potwierdził i uśmiechnął się, robiąc to - Nie.

Layne odwrócił głowę do Colta – Ten dupek mieszka z moimi chłopcami.

Layne zwracał się do Colta, ale Ryker odpowiedział - Tak - a oczy Layne’a wróciły do niego.

Potem powiedział Ryker’owi - Odrobiłem pracę domową, Ryker, a Baranski nie płaci rachunków, podobnie jak moja była.

Ryker ponownie wzruszył ramionami – Dlaczego miałby? Ma słodką bryczkę. Ona jest gruba i nie ma na co patrzeć, ale karmi go. Płaci rachunki - Znowu się uśmiechnął - A może nie płaci, ale próbuje. Jest dobrą przykrywką, bo jest szanowana, samotna mama, dwóch chłopców - Skinął głową na Colta – To znaczy, że nawet gliniarze nie wiedzą o jego zajęciach w czasie wolnym. Daje mu swobodę wykonywania jego pracy i daje mu możliwość, której nie miał wcześniej, aby wykorzystać jego pieniądze i pieniądze z Carlito, aby żył swoim życiem tak, jak chce i zachował zadziorną swoją drugą dziunię. Myślę, że związał się z twoją byłą, bo nikt inny nie ssał mu kutasa. Ale wiele kobiet będzie ssać twojego fiuta, kiedy będziesz miał pieniądze, by im za to zapłacić.

- Jego inną dziunię? – zapytał Colt.

– Tak – odpowiedział Ryker.

- Wiesz, kto to jest? - Colt przycisnął.

- Nie znam jej imienia, ale wiem, że nie jest grubą suką, nie ma dzieci, jeździ słodką bryczką, którą kupił jej Baranski, a także wiem, że bierze w dupę, bo wszyscy wiedzą, że to jedyny sposób, jak lubi Baranski.

Layne przełknął ślinę, którą wywołało mu w ustach to oświadczenie, nie potrzebując aż tak wielu informacji o związku Gabby z jej pieprzonym chłopakiem.

Ryker uśmiechnął się do niego, a potem znów pochylił się do przodu i jego uśmiech zniknął.

- Dam ci dodatkowy bonus, bo twoi chłopcy potrafią grać w piłkę – powiedział - Baranski nie będzie płakał do płatków kukurydzianych, jak twoja ex go wyrzuci. Ale wyciśnie ją do sucha, zanim zostanie od niej odstrzelony. Ona kopie dziurę, żeby trzymać go w swoim łóżku, a on nie da ani jednego... jednego... gówna, by zostawić ją w tej dziurze. Jak chcesz, żeby wyszedł z jej łóżka, nie wystarczyłaby odrobina presji, żeby zmusić go do wyjścia, ale to nie znaczy, że nie zostawi jej popieprzonego tyłka i mam na myśli to w inny sposób. Jeśli chcesz, żeby zniknął, zajmie ci to jakieś dwie pieprzone sekundy. Chcesz, żeby zapłacił, teraz byłoby fajniej, a ponieważ jestem hojny, mogę ci w tym pomóc.

- Jak? - Layne warknął.

- Uczynię swoim interesem, by znać interesy Carlito i mogę cię uprzedzić, jak wyśle po kogoś Baranski’ego. Jesteś kutasem, założę się, że masz kamery, a jeśli jesteś dobry, założę się, że możesz stać się niewidzialny. Jak zrobisz zdjęcia, jak dobiera się do kogoś – a ma w tym szczególny talent, sport, jest najlepszym człowiekiem Carlito – to, na czym go złapiesz, nie będzie ładne i pochodzi od człowieka, który nie płacze na widok krwi. Możesz wykorzystać te zdjęcia, aby się do niego dobrać. Masz dowód, wciskasz mu go w twarz, zapłaci czymś, co wyciągnie twoją byłą z jej dziury, a on zniknie - Usiadł wygodnie i klasnął w dłonie - Problem rozwiązany - Uśmiechał się szeroko, a jego uśmiech sprawiał, że był brzydszy - Jak masz ochotę to zrobić, możesz nawet załatwić sobie trochę pieprzenia dupy, po tym jak cię opłaci, twoja ex jest dobra, a ty i tak oddajesz te zdjęcia świniom. Baranski upada, jedynymi osobami, które by za nim tęskniły, są Carlito i jego kawałek tyłka, i tylko domyślam się tutaj, ale założę się, że żadnemu z nich nie zajmie zbyt dużo czasu, aby znaleźć zastępstwo.

Layne uśmiechnął się do niego.

Potem powiedział - Podam ci mój numer.


 

2 komentarze:

  1. Dziękuję za rozdział :) Nareszcie się dzieje z Rocky :) A Ryker to niezły gość mógłby im pomóc z trenerem bo sama mam ochote go skopać.

    OdpowiedzUsuń