sobota, 11 czerwca 2022

13 - Mój typ partnera

 

Rozdział 13

Mój typ partnera

 

 

 

Zabrzmiał sygnał bezpieczeństwa i Layne, siedzący przy biurku w swoim gabinecie, odwrócił się, by spojrzeć na monitor.

Po schodach wchodził Colt.

Layne spojrzał na zegarek i zacisnął szczęki. Był spóźniony. Miał pójść do Rocky na szybką kolację, zanim pójdą na mecz chłopców. Ale tego popołudnia przenikliwy wiatr zaczął smagać miasto i potrzebował wrócić do domu po sweter. Aby dostać się do Rocky, powinien wyjść dziesięć minut temu. Aby dostać się do domu, a potem do Rocky, powinien wyjechać dwadzieścia minut temu.

Usłyszał otwierające się i zamykające frontowe drzwi gabinetu, kiedy sięgnął do biurka po komórkę. Zaczął ją uruchamiać, kiedy wysoka sylwetka Colta wypełniła drzwi, a jego kciuk na telefonie zatrzymał się, gdy zobaczył wyraz twarzy Colta.

- Masz chwilę? – zapytał Colt.

– Nie miałem, dopóki nie zobaczyłem twojej twarzy – odpowiedział Layne.

Colt wszedł, usiadł na jednym z dwóch krzeseł naprzeciwko biurka Layne’a i nie powiedział ani słowa ani nie oderwał wzroku od Layne'a.

- Daj mi chwilę, muszę zadzwonić do Rocky. Jestem już spóźniony na kolację – powiedział Layne, a Colt skinął głową.

Layne przewinął do numeru Raquel, obserwując, jak Colt pochylił się i złapał żółty notatnik z biurka Layne’a, po czym chwycił długopis. Usiadł wygodnie i zaczął pisać w notesie, podczas gdy Layne przyłożył telefon do jego ucha.

Po jednym dzwonku usłyszał - Hej, Layne!

Layne zamrugał, a jego oczy straciły ostrość tak bardzo, że Colt tam był, ale zniknął.

Wydawała się być podekscytowana i szczęśliwa, podekscytowana i szczęśliwa, że usłyszała telefon od niego.

Minęły dwa dni, odkąd była Keira, pieczony makaron i Rocky spędziła noc w jego łóżku.

Potem Rocky podniosła swoje tarcze, ale to nie była ta sama gra, którą grała dotąd. Była bardziej przyjazna, bardziej otwarta, ale wciąż miała się na baczności. Pozwolił jej tak grać i wycofał się, nie dlatego, że faktycznie zamierzał się wycofać, ale dlatego, że chciał ją zmiękczyć, zmniejszyć jej czujność, wytrącić ją z równowagi, zanim on wykona jego kolejną grę.

Nie wspominając o tym, że musiał poczekać, aż skończy się jej pieprzony okres.

Spali razem w jego łóżku. Obie noce zaczęła odwrócona do niego plecami i obie noce, kiedy się budził, przyszpilała go do łóżka. Każdego ranka Layne budził się przed Rocky, czekał, aż ona to zrobi, a także czekał, aż ostrożnie odsunie się i wstanie z łóżka. Layne nigdy nie przyznał się, że obudził się przed nią, a Rocky nigdy o tym nie mówiła. Nie wiedział, czy wiedziała, że nie spał, a ona się tym nie podzieliła.

W ciągu obydwóch wieczorów jedli też kolację w jego domu. Pierwsza noc była to środa przed spotkaniem Grupy Młodzieży.

Kiedy chłopcy wyszli, Rocky była podenerwowana, kiedy czekali, aż Tripp i Jasper wrócą do domu. Na szczęście Devin był tam i rozśmieszał ją swoją szczególną mieszanką kłótliwych, zalotnych i zabawnych rozmówek.

Kiedy jednak chłopcy wrócili do domu, Raquel przesłuchała ich, jakby była szkolona przez CIA. Mimo to nie mieli zbyt wiele, bo była to Kościelna Grupa Młodzieży, a chłopcy dopiero zdobywali teren. Ale Jasper zdecydował się pójść na sobotnie popołudniowe spotkanie, zanim zostawił Trippa. Nie próbowali spakować niczego z odciskiem palca. Inne dzieciaki były zdziwione, widząc ich tam, bo chłopcy Layne nie byli typem facetów z Kościelnej Grupy Młodzieży. Ich pojawienie się wywołało małą sensację i jego synowie słusznie nie wykonali żadnych pochopnych ruchów.

Drugiej nocy był czwartek i po kolacji kazał Rocky uwalić się z nim na kanapie i oglądać telewizję, podczas gdy Tripp zajął jeden fotel, Devin drugi i Jasper rozmawiali przez telefon z Keirą na górze, kiedy powinien odrabiać pracę domową.

Rocky się to nie podobało, ale nie walczyła z tym, prawdopodobnie dlatego, że byli tam Tripp i Devin. Zasnęła z plecami opartymi o kanapę, z policzkiem na jego klatce piersiowej, ramieniem opartym o jego brzuch i nogami splątanymi z jego. I tak jak osiemnaście lat temu, kiedy ruszył się po Lettermanie, obudziła się oszołomiona, a on pomógł jej wejść po schodach. Zniknęła w garderobie, gdy on dał jej czas na przebranie się, wyszła w jego koszulce, padła na łóżko i odleciała w ciągu kilku sekund.

Ale przez dwa dni nie dawała mu wejść i nie pozwoliła sobie stracić czujności, żeby mógł wytrącić ją z równowagi. Grała tę rolę, ale każde słowo, spojrzenie i krok wykonywała z niezwykłą ostrożnością.

A teraz witała go podekscytowana i szczęśliwa.

– Hej, pączuszku – przywitał się.

– Na kolację jemy kanapki z gorącą wołowiną – poinformowała go i dokończyła – z serem.

– Brzmi nieźle, Roc, ale się spóźnię.

Zapadła cisza, a potem usłyszał rozczarowane - Och.

Kurwa. Lubił Rocky podekscytowaną i szczęśliwą. Nie był wielkim fanem Rocky rozczarowanej.

– Przyszedł Colt, musimy porozmawiać – wyjaśnił.

– Um… okej. Będziesz długo? - spytała, a Colt się poruszył.

Layne spojrzał na niego i zobaczył, że się pochylił.

Colt upuścił notatnik przed Layne’a i było w nim napisane - Zamiatałeś?

Wzrok Layne’a powędrował do oczu Colta. Nie mówił o podłogach. Mówił o pluskwach.

– Może trochę potrwać – powiedział Layne do Rocky, ale nie spuszczał wzroku z Colta, gdy kiwał głową.

Colt usiadł i wytrzymał spojrzenie Layne’a.

Rocky zawahał się, po czym odpowiedział - Zapakuję je. Zabierzemy je ze sobą i zjemy w drodze.

– Idealnie, mała – mruknął - Muszę iść.

– Okej, Layne. Powiedz Coltowi, że się przywitałam.

– Zrobi się, Roc. Później.

- Pa.

Rozłączył się i Colt nie zawahał się, zanim powiedział - Jest czysto?

– Jest czysto – odparł Layne, przesuwając telefon w dłoni, przesuwając go między palcami, a potem obracając i robiąc to samo - Co tam?

– Mamy sytuację – odparł Colt.

- To jest? – zapytał Layne.

– Siostra Seana – powiedział Colt i Layne uniósł brwi.

– Siostra Seana?

– Ma guza na przysadce – odpowiedział Colt.

To było do dupy. Sean był dobrym człowiekiem, dobrym gliną. Nowszy detektyw w wydziale, był młody, jego siostra młodsza, ale do dupy byłoby, gdyby ktokolwiek był chory. Prawdę powiedziawszy, Colt nie musiał podawać mu tych informacji, a zatem Colt miał inny powód, aby przekazać mu te informacje.

– Mówisz mi to, bo…? - podpowiedział Layne.

- Mówię ci to, bo to jest łagodne, nie zabije jej, ale zaburza jej hormony. Musi mieć terapię zastępczą przez całe życie albo będzie czuła się jak gówno. Została zdiagnozowana, przeszła operację neurochirurgiczną, w której wycięto większość guza, ale zanim to zdiagnozowano, guz uszkodził gruczoł. To nic niezwykłego, Sean mówi, że cholerna rzecz jest wielkości ziarnka grochu i manewrowanie tam nie jest łatwe. Przechodzą przez cholerny nos - Potrząsnął głową, a potem kontynuował - Ale gruczoł nie działa prawidłowo i nie czuje się lepiej. Ma dwójkę dzieci, podróbkę męża, który ją napastował, kiedy zaczęła chorować, zanim nawet postawiono u niej diagnozę. Odszedł i nie wrócił. Teraz mówią jej, że musi mieć zastrzyki, musi brać je codziennie i mówią, że to pomoże jej stanąć na nogi, poczuć się sobą. Nie może pracować, ale pracuje na pół etatu, nie ma energii, jakość życia jest gówniana. Ona potrzebuje tego zastrzyku.

– Dobra, Colt, teraz mi to mówisz, bo…? – powtórzył Layne.

- Ponieważ przy pracy w niepełnym wymiarze godzin jej ubezpieczenie nie pokryje całej serii zastrzyków, a jest droga.

– Robisz zbiórkę? – zapytał Layne, ale wiedział, że nie.

- Mówią, że czasami potrzeba nawet sześciu miesięcy, aby naprawdę się zaczęło. Ma dobrą pracę, wynagrodzenie jest w porządku, ale praca w niepełnym wymiarze godzin jej nie pokryje. Dopóki nie stanie na nogi, nie wróci do pracy na pełen etat i dostanie przyzwoite ubezpieczenie, będzie potrzebować pomocy, a ta pomoc będzie kosztowna.

Layne wpatrywał się w Colta, a Colt w niego w odpowiedzi.

Potem Layne szepnął - Jest podatny.

Miał na myśli Seana. Sean chciał, aby jego siostra poczuła się lepiej, a życie jej dzieci się polepszyło. Co oznaczało, że potrzebował pieniędzy, by to zrobić, dużo więcej, niż gliniarz byłby w stanie zarobić, chyba że gliniarz był brudny.

– Ktoś prowadzi rekrutację – odszepnął Colt.

Colt wiedział o Rutledge’u. To nie zaskoczyło Layne’a. Niewiele omijało Colta i niedbała praca policyjna Rutledge’a z pewnością nie umknęłaby Coltowi.

Colt wiedział również o Layne i, co jest bardziej niż prawdopodobne, Merry’m. To również nie zaskoczyło Layne’a.

– Muszę to ostudzić – powiedział cicho Layne.

– Rozumiem, to nie znaczy, że jeszcze nie jest gorąco – odparł Colt - Musisz wiedzieć, nad czym pracujesz i z kim walczysz.

– Pozwolisz Seanowi upaść? – zapytał Layne i to go zaskoczyło. Ci chłopcy dbali o siebie, jakby byli braćmi krwi. A nawet gdyby tego nie robili, Colt to Colt, nie pozwoliłby Seanowi upaść.

– Nie tylko ty się temu przyglądasz – odparł Colt. Był dotknięty. Nie zły, ale zirytowany, że Layne w ogóle tak pomyślał - Rozumiem, dlaczego Merry nie poszedł do kapitana, ponieważ zważywszy na kapitana, to nie jest świetna gra i dlatego też ja tak nie zrobię. Nigdy wcześniej nie widziałem tego gówna, ale słyszałem o tym. Ten mały wydział, to małe miasto, to gówno wycieka, wszyscy jesteśmy smołowani tym samym pędzlem i pod tą czapką, on to spieprzy i na pewno wycieknie. Jeśli zadbamy o to wewnętrznie, prywatnie, tak się nie stanie. Ale trzeba się tym zająć.

– Colt, zostałem postrzelony z powodu tego gówna – powiedział Layne.

– Tak, Layne, pamiętam – odparł Colt.

- To jest niebezpieczne. Ty i Feb macie małego syna – przypomniał mu Layne.

– A ty masz dwóch starszych – odpalił Colt.

Layne pokręcił głową - Pozwól mi to przepracować.

- Mój wydział.

– Colt, mówię ci, pozwól mi to przepracować.

– Sean upadnie. To gówno z jego siostrą trwa już długo. Nie jest dobrze, cała rodzina walczy.

Layne wpatrywał się w Colta i wpadł na pomysł.

– Rocky – powiedział.

Colt pokręcił głową – Mam nadzieję, że wiesz, co robisz, jak wysyłasz ją tam, zbliża się do…

Colt to też zauważył.

– Nie mój wybór – przerwał mu stanowczo Layne - Jak chce coś zrobić, nie da się jej od tego odwieść. Zabezpieczam ją, Merry też. To, co widzisz z ich małymi pogawędkami, jest tak bliskie, jak ona może. Sprawia, że czuje, jakby coś robiła, a ja jej to daję. Ale to wszystko, co robi.

- Więc co miałeś na myśli mówiąc „Rocky”? – zapytał Colt.

- Chodzi mi o to, że zrobi te charytatywne sprawy. Pomaga je ustawić. Powiem jej o tym, będzie się tym wszystkim zajmowała. Coś innego, na czym może się skupić, a nie ta gówniana sprawa w dziale.

Colt uśmiechnął się - Siostra gliniarza idzie na całość dla siostry gliniarza.

Layne odwzajemnił uśmiech - Wszystko w rodzinie.

- Byłoby dobrze w tej chwili, gdy brud w biurze wpada mu w twarz, żeby Sean przypomniał sobie o rodzinie.

– Tak, byłoby dobrze – zgodził się Layne.

Uśmiech Colta pogłębił się – Z tego co słyszałem, zebrałaby cholernie dużo grosza.

Layne nie miał pojęcia. Wiedział, że to robiła, bo mimochodem o tym słyszał. Nie wiedział, jak bardzo odnosiła w tym sukces. Chociaż to była Rocky, skoro udało jej się przekonać Radę Szkolną, by pozwoliła jej dzieciom słuchać rock’n’rolla przez tydzień w klasie English Lit, prawdopodobnie mogłaby zebrać miliony.

– Porozmawiam z nią, nakłonię ją, żeby porozmawiała z Seanem – odparł Layne.

– Podoba mi się ten pomysł, Tanner – powiedział Colt, a Layne skinął głową. Następnie brwi Colta uniosły się, a czubki jego ust uniosły się i zapytał - Co masz na kolację?

– Kanapki z gorącą wołowiną – odpowiedział Layne, po czym się uśmiechnął - Z serem.

- Nawet nie wiem, co to, do cholery, jest, a brzmi nieźle – odpowiedział Colt.

Tak było, a Rocky gotowała w jego domu przez oba wieczory. Przyjechała do niego w środę wieczorem z wystarczającą ilością toreb z zakupami w samochodzie, żeby nakarmić dwanaście osób podczas kolacji z okazji Święta Dziękczynienia. Pierwszego wieczoru był pieczony kurczak z farszem, puree ziemniaczanym i sosem. Drugiego wieczoru była pieczeń wieprzowa ze smażonymi ziemniakami i świeżo upieczonymi bułeczkami.

Gabby nie była zbyt dobrą kucharką, nienawidziła tego robić i jej jedzenie smakowało tak, jakby nienawidziła tego robić. Devin był samotny, odkąd jego trzecia żona wystartowała z kolekcją kart baseballowych piętnaście lat temu i był taki, ponieważ był typem mężczyzny, który tęsknił za swoją kolekcją kart baseballowych bardziej niż za żoną. Devin mógłby nalać sobie cholernie dobry mieszany drink, ale nie znał łopatki z patelni. Jasper, Tripp i Devin byli w ekstazie, bo Rocky uwielbiała gotować, a pieczony kurczak i wieprzowina smakowały, jak niebo na talerzu.

Layne z pewnością lubił jej jedzenie, ale bardziej lubił, jak gotowała w jego kuchni dla niego i jego chłopców.

A jej obecność w pobliżu oznaczała, że chłopcy nie wydziwiali, kiedy musieli posprzątać.

Tak, Layne nie mógł się doczekać kanapek z gorącą wołowiną i z serem.

Miał jednak nadzieję, że będzie je miał z Rocky szczęśliwą i podekscytowaną, że go widzi.

– Muszę dostać się do Rocky, bracie – powiedział Layne Coltowi.

Colt wyprostował się z krzesła, mówiąc - Tak. Do zobaczenia na meczu?

Layne dotknął telefonu i również wstał, odpowiadając - Tak. Idziesz na mecz wyjazdowy?

Colt uśmiechnął się do niego – Cal przyszedł wczoraj. W trakcie czegoś, co brzmiało jakby bardzo potrzebował Bourbona, powiedział mi, że zabiera Keirę i Heather, ponieważ jest podkręcona, by wspierać swojego nowego chłopaka, gdy gra w piłkę, a ponieważ odkąd dostała prawo jazdy, miała trzy stłuczki, Vi nie pozwala jej jeździć poza granice miasta, a Vi nie ufa jeździe Heather bardziej niż Keirry. Gdyby Cal nie powiedział, że ją zabierze, byłby zmuszony przykleić jej taśmę klejącą do ust i przywiązać ją do krzesła, bo nie chciała się zamknąć z tego powodu. Nie sądził, żeby Vi zbytnio się to spodobało, więc powiedział, tak. Jadę jako wsparcie moralne.

To była mniej więcej jedna czwarta powodu, dla którego Colt się wybierał na mecz. Colt też był fanem Buldogów. Grał dla nich lata temu i był wystarczająco dobry, aby dostać częściowe stypendium do Purdue. Ta drużyna zrobiła dla niego dobre rzeczy i do końca pozostał wierny.

Ale powód, dla którego Cal powiedział Coltowi, że się zgodził, był totalną bzdurą. Joe Callahan był popychadłem tej dziewczyny. Zabiłby dla niej, jej siostry i matki. Layne wiedział o tym, ponieważ jak Cal miał taką szansę, pociągnął za spust i nie mrugnął.

Layne odprowadził Colta do drzwi, gdzie uścisnęli sobie dłonie i klepnęli się po ramieniu, zanim Colt wystartował. Potem Layne zamknął biuro i wyszedł, ustawiając po drodze alarmy bezpieczeństwa. Pojechał do domu i podniósł bramę garażową, ale nie wjechał do środka i przeszedł przez garaż do domu.

Blondie przywitała się z nim i gdyby pies jego syna mógł krzyżować swoje nogi, ona by to zrobiła. Więc Layne rozbroił alarm i wypuścił ją. Potem odwrócił się i wbiegł po schodach.

Idąc prosto do swoich szuflad, wyciągnął koszulkę termo, a następnie podszedł do garderoby, po drodze włączając światło. Rozpiął koszulę, zdjął ją i, nie patrząc, rzucił w stronę stosu brudnych ubrań. Włożył termo, ściągnął sweter z wbudowanych półek w szafie i naciągnął go. Chwycił szalik, który matka kupiła mu na Boże Narodzenie w zeszłym roku i skórzaną kurtkę, wrócił do sypialni, włożył je i stanął jak wryty, wpatrując się w łóżko.

Było zaścielone. Nie tak, jak Layne to „ścielił”, podciągając narzutę i pozwalając jej spaść. Narzuta była wygładzona, kołdra i narzuta złożone u podstawy poduszek. Cztery poduszki ułożone porządnie jedna na drugiej, dwie na dwie.

Odwrócił się i spojrzał na długi blat łazienkowy z podwójną umywalką.

Obok jego szczoteczki do zębów, różowo-biała Rocky była w uchwycie kupionym przez Melody, który znajdował się po stronie Layne’a. Również po stronie umywalki Layne’a znajdowała się kosmetyczka, która eksplodowała. Wszędzie walały się tubki, butelki i dozowniki, pędzle z aplikatorami, dezodorant w sztyfcie, fantazyjna butelka perfum, grzebień i kilka spinek do włosów były porozrzucane dookoła.

Tego ranka Layne wyjechał przed Rocky, bo musiał dostać się do Indy, aby śledzić mężczyznę do pracy w nowej sprawie. Jak podejrzewał, mężczyzna nie poszedł od razu do pracy. Rocky przywiozła ze sobą torbę w czwartek wieczorem, ale Layne nie zwracał na nią większej uwagi, z wyjątkiem tego, że podobało mu się, że ją przyniosła. Najwyraźniej Rocky przygotowywała się w jego domu, stojąc przy umywalce, robiąc makijaż i włosy.

Poruszyło go wspomnienie i Layne podszedł do łóżka. Podniósł poduszki na bok i znalazł pod nią starannie złożoną swoją piżamę. Potem obszedł łóżko i stanął po stronie Rocky, uniósł poduszki i znalazł pod nimi swoją koszulkę, którą miała na sobie. Robiła to każdego ranka, kiedy mieszkali razem.

Każdego ranka.

Upuścił poduszki i wciągnął powietrze przez nos, czując niewyraźny zapach jej perfum.

Był słaby, ale wciąż tam był.

Potem uśmiechnął się do siebie, zgasił światło, szybko wyszedł z pokoju i zbiegł po schodach. Wpuścił Blondie, zabezpieczył przesuwane szklane drzwi i pomasował Blondie, co trwało o wiele krócej, niż ona chciała. Nastawił alarm przy drzwiach garażowych i pobiegł do swojego SUV’a.

Wskoczył i pojechał do Rocky.

Był dwa stopnie od podestu do jej drzwi, kiedy drzwi zostały otwarte i ona wyszła z nich. Był już na ostatnim stopniu od podestu, kiedy odwróciła się do niego z błyszczącymi oczami, dającymi mu dołeczek. Zatrzymał się na jej widok, a ona uniosła obie ręce i uderzyła je mocno w jego klatkę piersiową tuż pod ramionami. Tak mocno, że cieszył się, że miał na sobie trzy warstwy, a ona zostawiła ręce tam, gdzie były.

- Nie uwierzysz, co się stało! - krzyknęła.

Na swoim kroku, oko w oko z nią, z dołeczkiem, który wydawał się być stałym elementem, Layne uśmiechnął się - Co?

- Nawet ja w to nie wierzę! - powiedziała prawie krzykiem.

Layne położył ręce na jej biodrach i powtórzył - Roc, co?

Jej głowa nagle odwróciła się gwałtownie na bok, a potem spojrzała z powrotem na niego i wykrzyknęła - Och! Musimy iść!

Potem wyrwała mu się z rąk, obróciła się tak szybko, że jej kucyk smagnął mu twarz i wleciała do mieszkania.

Layne poszedł za nią i zamknął drzwi, mówiąc - Rocky.

Ale kiedy wszedł do mieszkania, była już przy kuchennym blacie, wciągając aksamitną kurtkę w kolorze innych jagód, tym razem jeżynowym. Pasowała do niej ciasno na dopasowanym ciemnofioletowym golfie. Jedną ręką zapięła kurtkę i chwyciła za uchwyty torby, która stała na blacie.

- Zawinęłam kanapki. Zjemy w samochodzie. Ja też mam w torbie napoje - Podniosła torbę i podała mu, rozkazując:

– Ty to niesiesz.

Wziął to i, biorąc pod uwagę, że wydawało mu się, że zawierała kanapki i napoje, jej ciężar go zaskoczył. Jego ramię szarpnęło w dół, zobaczyła to i jej błyszczące oczy skierowały się na jego.

- Zrobiłam ciastka. Z kawałkami czekolady. Dostaniesz dwa. Reszta jest dla Devina i chłopców – oznajmiła, po czym odwróciła się z powrotem do blatu, chwyciła szalik i torebkę i jedną ręką zaczęła nawijać szalik wokół szyi, drugą zahaczając pasek torebki na ramieniu, a w tym samym czasie zaczęła biegać po mieszkaniu, wyłączając światła.

- Pączuszku, ta torba waży tonę. Ile ciasteczek zrobiłaś? – zapytał Layne, obserwując, jak się poruszała w swojej aksamitnej kurtce, obcisłych ciemnoszarych sztruksach i czarnych butach na wysokim obcasie.

– Trzy tuziny – odpowiedziała, gasząc ostatnie światło i kierując się w stronę drzwi, Layne podążał za nią.

- Trzy tuziny, a ja dostaję tylko dwa? – zapytał Layne, kiedy otworzyła drzwi.

Znowu odwróciła głowę, jej kucyk wylądował przez ramię i owinął się wokół jej szyi jak szalik i uśmiechnęła się do niego - Dobrze, możesz mieć trzy.

Uśmiechnął się do niej i wymamrotał - Dzięki, mała.

Jej uśmiech rozjaśnił się jeszcze bardziej, z dołeczkiem na swoim miejscu, po czym wyszła z domu. Layne wyszedł za nią, odwróciła się i zamknęła drzwi, po czym zeszli po schodach.

– W porządku, Roc, zechcesz mi powiedzieć, co się dzieje? – zapytał Layne.

- W samochodzie musimy już ruszać - odpowiedziała, pchając go do jego Suburban’a.

Layne piknął w zamki. Rocky wsiadła i podał jej torbę, którą położyła między nogami na podłodze, gdy zamykał jej drzwi. Layne okrążył tył, a kiedy wskoczył na swoje miejsce, była już zapięta, ale napinała pas, ponieważ była pochylona do przodu i grzebała w torbie. Wyciągnęła coś, co wyglądało na ogromną, owalną, owiniętą folią kanapkę, podczas gdy Layne wyjechał z miejsca parkingowego.

- Zamierzasz mówić? - zapytał, kiedy wyjechali z kompleksu, byli w drodze, a ona wydawała się rozpakowywać kanapkę. Kanapkę, która, gdy ją rozpakowała, wypełniła kabinę powodującym ślinotok zapachem świeżej pieczeni wołowej.

– Weź to – zaczęła, wręczając mu kanapkę, która miała tłuszczo odporny papier rozpakowany na tyle, by mógł jeść, ale owiniętą na tyle, by mógł ją zjeść bez gigantycznej porcji ciepłej wołowiny i topionego sera, nadzianej w pół bagietkę, kapiącej po całych jego dżinsach - Dziś rano zadzwoniłam do moich prawników, ponieważ… cóż… - Przerwała - Powiedziałam ci, że Jarrod gra brudno, ale nie powiedziałem ci jak, a on odciął mnie, jeśli chodzi o pieniądze. Czynsz jest płatny pod koniec przyszłego tygodnia i rzeczy byłyby… - Znowu urwała – No wiesz, mówiłam ci o tym.

- Tak? – zapytała Layne przez usta pełne soczystej, ciepłej pieczeni wołowej i pikantnego topionego sera, kiedy przestała mówić.

- Zadzwoniłam więc do moich prawników, żeby sprawdzić, czy coś się z tym dzieje. Obiecali zadzwonić do prawników Jarroda, a dziś po południu miałam SMS’a, żeby pilnie do nich oddzwonić.

Layne miał wrażenie, że wie, dokąd to zmierza. Pozwalał Devin’owi wykonywać swoją pracę i od tamtej pierwszej nocy nie poprosił o raport. Layne był jedynym człowiekiem, z którym Devin pracował w swojej karierze po CIA, więc Devin był przyzwyczajony do samodzielnej pracy, robienia własnych rzeczy i nie zgłaszania się, ani nie pytał o instrukcje. Dlatego Layne uważał, że Devin zrobił swoje.

– Oddzwoniłaś do nich? – zapytał Layne Rocky i spojrzał w jej stronę.

Szarpnęła torbę chipsów i położyła ją między dwoma siedzeniami, otwór torby był skierowany w stronę Layne’a.

- O tak, oddzwoniłam do nich - powiedziała mu. Wracając do torby i kopiąc w niej, wyciągnęła puszkę coli i otworzyła ją z trzaskiem - I zgadnij co?

- Co? - zapytał, kiedy wkładała to do uchwytu na kubek.

- Pięćdziesiąt tysięcy dolarów, oto co! - oznajmiła, po czym ponownie zaczęła grzebać w swojej torbie.

- Powtórz? – zapytał Layne.

Wyciągnęła puszkę dietetycznej oranżady, którą otworzyła, mówiąc - Pięćdziesiąt tysięcy dolarów, Layne. W poniedziałek przeniesie je na moje nowe konto.

Tak, Devin zrobił swoje.

Layne uśmiechnął się i powiedział - Dobre wieści, pączuszku.

Włożyła swój napój w uchwyt i wróciła do torby – Nie, Layne, to nie dobre wieści. Wspaniałe wieści! Zwariowałam! - oznajmiła i uśmiech Layne’a zgasł - Moi prawnicy powiedzieli mi, że zadzwonili do jego prawników i oni oddzwonili za jakieś trzydzieści minut. Na początku zaoferował dziesięć tysięcy, ale moi adwokaci przeforsowali to i dostali pięćdziesiąt! - Spojrzał na nią i zobaczył, że trzymała w ręku własną kanapkę. Usiadła wygodnie, wycierając palce drugiej dłoni o czoło i wydając urocze, ale denerwujące ze względu na swoją przyczynę - Ufff!

Ten pierdolony dupek. Dziesięć tysięcy? Powinien jej dać pięćdziesiąt razy tyle. Miał to, a ona żyła z jego bzdurami przez dziesięć lat, więc zasłużyła na to. Nie wspominając o tym, że przez tydzień żyła z obawą, że nie będzie mogła zapłacić za wynajem jej mieszkania.

Zanim odgryzła duży kęs kanapki, powiedziała - Zastanawiam się, co się stało.

Layne wiedział, co się stało. Zdarzyli się Devin Glover i Natalie Ulrich.

– Może nie jest taki głupi – odparł Layne.

– A może idzie dalej – zasugerowała Rocky przez usta pełne kanapki, o której wiedział, że przełknęła, zanim kontynuowała - To by zadziałało dla mnie, gdyby się ustatkował, a jak to się stanie, ja będę mogła żyć dalej swoim życiem.

Layne spojrzał na nią, zanim jego oczy wróciły na drogę, wiedząc, że doktor Jarrod Astley ustatkuje się, by Rocky mogła żyć dalej.

– Początek końca, mała – wymamrotał.

- Mam taką nadzieję - odpowiedziała.

Layne jadł i prowadził, a kiedy usłyszał, jak ręka Rocky marszczy worek z chipsami, przemówił.

– Musisz pomyśleć o zrobieniu czegoś dla mnie.

- Co? - zapytała, a on usłyszał, jak chrupała chipsy.

– Znasz Seana O’Leary’?

- Oczywiście - odpowiedziała, sięgając po swoją oranżadę.

- Jego siostra jest w złym stanie.

Wzięła łyk, odstawiła puszkę z powrotem, a Layne usłyszał, jak folia poruszała się na jej kanapce, gdy odklejał ją jeszcze bardziej na swojej.

– Wiem – powiedziała cicho - Meghan miała ciężko. Od wieków miała objawy i nikt nie wiedział, co się dzieje. Zdiagnozowanie jej zajęło pięć lat. Możesz w to uwierzyć?

Jezu, pięć lat?

- Istnieje leczenie, które ich zdaniem może pomóc – powiedział jej Layne - Colt wpadł i powiedział mi o tym - Layne wziął kolejny kęs kanapki i powiedział podczas żucia - To jest drogie.

– Większość z nich jest – mruknęła Rocky i usłyszał, jak poruszała folią.

Layne przełożył kanapkę do ręki przy kierownicy i pogrzebał w torebce chipsów – Nie stać jej na to, a pomyślałem, że możesz zrobić swoją magię.

Wiedział, że odwróciła się twarzą do niego, kiedy zapytała - Moja magia?

Włożył chipsy do ust, przeżuł, przełknął, spojrzał na nią i zobaczył, że patrzy na niego - Tak, mała, twoja dobroczynna magia. Zbierz dla niej trochę pieniędzy. Pomóż jej.

Zerknął przez przednią szybę i sięgnął po swój napój, gdy wyszeptała - Cholera.

Layne wziął łyk i odstawił puszkę, mówiąc - Roc, masz dużo do roboty, nie musisz…

- Nie o to chodzi, po prostu Halloween jest tuż-tuż. Nawiedzony dom charytatywny byłby bombą. Zrobiliśmy to trzy lata temu, prowadziliśmy go przez cały październik i zebraliśmy fortunę. Ale teraz nie mam wystarczająco dużo czasu, aby to zrobić, a żeby dużo zebrać, potrzebujemy trochę czasu - zatrzymała się na kilka długich chwil, zanim wymamrotała - Będę musiała o tym pomyśleć.

Layne uśmiechnął się, zanim zjadł ostatni kęs kanapki i zapytał - Więc zrobisz to?

Zwijał w kulkę folię i tłusty papier, kiedy zobaczył, że wyciągnęła przed niego rękę, żeby ją wziąć. Dał jej to, gdy powiedziała - Tak, Layne, zrobię to. Sean to fajny facet, a Meghan urocza. Chętnie pomogę.

Wyciągnął rękę, zacisnął palce wokół jej uda i ścisnął. Wystarczająco wysoko, by był to o wiele bardziej intymny niż ucisk na kolanie, wystarczająco nisko, by nie za bardzo posuwać się do przodu.

– Dzięki, mała – wyszeptał.

Nie odpowiedziała. Zamiast tego, zaskakując go, jej palce owinęły się wokół jego na udzie. Nie po to, żeby je odrywać, ale żeby je ścisnąć.

Puściła jego rękę i zapytała - Chcesz ciastko?

– Tak – odpowiedział, a ona natychmiast pochyliła się do przodu i znów zaczęła kopać w torbie.

Zanim dotarli na boisko w liceum dwa miasta dalej, gdzie odbywał się mecz, on zjadł swoje trzy ciasteczka, ona zjadła jej trzy ciasteczka i sprzątnęła wszystko oprócz napojów. Zaparkował i spotkał ją z tyłu SUV’a, podchodząc bliżej i obejmując ją ramieniem. Odwzajemniła się, jej ręka przesunęła się wzdłuż jego talii pod kurtką, jej dłoń zacisnęła się z jego boku. Inni zmierzali w stronę bramy, a Layne poznał tych z miasteczka, bo obserwowali, jak Layne i Rocky idą na boisko, jakby byli dwiema gwiazdami filmowymi w trakcie kręcenia komedii romantycznej.

Zapłacił i udali się na trybuny drużyny gości, Layne wyszpiegował Colta i Cala stojących na ich zwykłym miejscu przy ogrodzeniu. Stała z nimi Keira, a z nią rudowłosa dziewczyna o piegowatej twarzy, która mogłaby robić reklamy Irish Spring.

- Hej, pani Merrick! - Keira krzyknęła, gdy się zbliżyli.

– Hej, Keira, Heather – przywitała się Rocky, nie wykazując żadnej reakcji na to, że wymieniono ją jej panieńskim nazwiskiem, po czym uśmiechnęła się do Colta i Cala - Cześć.

– Rocky – Colt się do niej uśmiechnął, a Cal również się uśmiechnął, ale nie zwerbalizował powitania. Po prostu uniósł brodę.

Rocky spojrzała na trybuny i przeskanowała je. Oczy Layne’a podążyły za jej i poczuł jej ruch, spojrzał na nią, by zobaczyć, jak macha do kogoś, i spojrzał z powrotem na trybuny, by zobaczyć Dave’a siedzącego ze Spike’em i Ernie’m. Uniósł im brodę, dostał to samo w zamian i poczuł, jak Rocky odwraca się do niego. Pochylił brodę, by na nią spojrzeć, gdy odchyliła głowę do tyłu.

- Chcesz kawę? - zapytała.

Potrząsnął głową - Nie, dzięki.

- Pójdę przywitać się z tatą.

– Okej, pączuszku.

Uśmiechnęła się do niego, a potem, ponownie go zaskakując, wspięła się na palce i dotknęła ustami jego ust. Najwyraźniej dotyk ust nie był ograniczony w jej umowie. A może pozwolono im, gdy działalność szkolna odbywała się na terenie innej szkoły.

Dobrze wiedzieć.

– Wrócę – szepnęła i odeszła.

Patrzył, jak przedzierała się przez tłum i obserwował, jak to robiła, kiedy wspinała się na trybuny i przechodziła, by usiąść obok taty. Patrzył też, jak zakopała się pod ramieniem ojca, aż poruszało się wokół jej ramion i trzymała się blisko, odwróciła się do swojego staruszka, uśmiechając się do niego.

– Muszę powiedzieć, Tanner, że twoja kobieta umie kroczyć dumnie – zauważył Cal z hukiem, a Layne oderwał oczy od Rocky i spojrzał na Cala.

- Rocky zaczęła kroczyć dumnie, gdy miała trzy lata — zauważył Colt.

– Musiała wtedy zacząć, biorąc pod uwagę, że opanowała tę sztukę do perfekcji – odparł Cal.

– O czym ty mówisz, Joe? - Keira zapytała Cala, odchylając głowę do tyłu, by spojrzeć na ojczyma. Kiedy to zrobiła, chwycił ją ramieniem wokół jej górnej części klatki piersiowej i pociągnął przed siebie, mrucząc z uśmiechem - Nic, dziewczyno.

Layne zachichotał i zajął miejsce przy ogrodzeniu. Jasper i Seth, kapitanowie drużyny, byli na środku boiska do rzutu monetą. To już prawie był czas zaczynać.

Następnie Layne stał w przenikliwym zimnie z Coltem i Calem przez pierwszą kwartę i dwie minuty po drugiej, zanim skończył stać z Coltem i Calem w przenikliwym zimnie. Buldogi trzymały się od zera do zera, co było wynikiem, bo ich obrona kopała tyłki, ale ich atak był do niczego.

Skończenie stania Layne’a oznaczało, że Buldogi próbowały i nie udało im się kopnąć do bramki z desperacją, aby dostać się na boisko, co znacznie przekraczało możliwości ich drugiego kopacza, który był dobry, ale który nie grał dla Coltów, a piłka zmieniała strony, Layne odwrócił się i spojrzał na Rocky, by zobaczyć, że wciąż jest przytulona do taty. Przyłożył język do zębów i wydał głośny, ostry gwizd. Oczy Raquel powędrowały z boiska na niego, podniósł rękę i skinął na nią palcem.

Był wieczór i nie była bardzo blisko, ale boisko było jasne i widział, jak przewróciła oczami. Cmoknęła ojca w policzek, wyciągnęła rękę, by ścisnąć dłonie Spike’a i Ernie’go, po czym przesunęła się z powrotem wzdłuż innych widzów do przejścia i zeszła do niego.

- Wzywałeś? - zapytała, kiedy do niego dotarła.

Zahaczył ją ramieniem wokół jej szyi, obrócił, przyciągnął do siebie i owinął ramieniem jej górną część klatki piersiowej, drugą ręką wokół jej żeber. Ustawiając ją przed sobą przy ogrodzeniu, pochylił głowę i do jej ucha szepnął - Jest mi zimno, pączuszku. Potrzebuję czegoś, co mnie ogrzeje.

Jej ciało zesztywniało, kiedy ją chwycił i pozostało takie przez trzy sekundy. Potem odprężyła się z irytującym westchnieniem, ale obie jej dłonie uniosły się, by owinąć jego przedramię na jej klatce piersiowej, zanim wymamrotała - Do usług.

Layne podniósł głowę, uśmiechnął się i skierował wzrok na boisko.

Trzymał ją blisko przez resztę kwartału i to się stało trzydzieści sekund do połowy.

Buldogi znajdowali się piętnaście jardów od linii bramkowej. To była czwarta przegrana i z jakiegoś głupiego powodu Cosgrove trzymał swojego kopacza na ławce i prowadził pasywną grę. Wszyscy kwalifikujący się odbiorcy rzucili się do walki, Jasper otworzył się, ale QB zignorował go i rzucił się w kierunku silnie bronionego syna Cosgrove w strefie końcowej. Tym razem Seth Cosgrove nie zepsuł gry celowo. Poszedł na całość, co było widoczne, ale z trzema obrońcami nie był w stanie się z tym równać i został przechwycony. Seth nie wahał się. Zanurzył się w przeciwnika, odbił blok i wykonał nurkowanie, owijając ręce wokół nóg gracza, pokonując go na linii pięciu jardów.

Widocznie i słusznie wściekły Seth zerwał osłonę podbródka i zerwał hełm, biegnąc do linii bocznej. Pięć stóp w głąb pola, jego ojciec był tam, aby go powitać, a on powitał go złośliwą, otwartą dłonią z boku głowy, sprawiając, że jego chłopiec przechylił się dwa kroki w bok.

- Co to do cholery było? - Cosgrove krzyknął, rzucając się na niego ponownie, a potem uniósł obie ręce w pięści i posłał je tak mocno, że uderzyły o poduszki barkowe syna tak mocno, że kolana chłopca ugięły się i prawie upadł, a jego ojciec wciąż krzyczał - Hę? Set? Co to było do cholery! - Kolejny trzask, tym razem bardziej brutalny, dźwięk jego pięści uderzających o poduszki trzeszczał przez nagle cichą noc. Potem przyszedł kolejny.

Rocky zamarła w jego ramionach, ale Layne nie zawahał się. Odstawił ją na bok, położył dwie ręce na szczycie ogrodzenia z siatki i podniósł się, przerzucając nogi. Colt robił to samo, co za nim Cal, ale wzrok Layne’a był przykuty do trenera i jego chłopca, gdy Cosgrove wymierzył kolejny cios otwartą dłonią w bok głowy syna, przez co Seth potknął się i upadł na kolano.

Jasper był bliżej i dotarł tam przed Layne, Calem i Coltem, mimo że wszyscy trzej biegali sprintem.

- Trenerze! - Jasper krzyknął, używając obu rąk, by owinąć się wokół podniesionej ręki Cosgrove’a, a Cosgrove odwrócił się, mocno, szarpiąc rękę i uderzył Jaspera w klatkę piersiową łokciem, powodując, że Jasper zatoczył się tyłem do dwóch innych graczy i innego trenera, bo wszyscy byli blisko.

- Usiądź, Layne! - Cosgrove ryknął na Jaspera, gdy Layne, Colt i Cal wkroczyli na scenę. Oczy Cosgrove’a skierowały się na Layne’a - Rodzice poza boisko!

– Szatnia – warknął Layne. Twarz Cosgrove’a zbladła, gdy dostrzegł spojrzenie Layne’a, ale potem jego klatka piersiowa wydęła się, gdy podbiegł sędzia.

- Nie możesz odwołać mnie w środku pieprzonej gry! - Cosgrove ryknął, gdy zabrzmiał gwizdek.

- Niesportowe zachowanie – krzyknął sędzia z wyciągniętymi rękami, dłońmi w dół, jego krzyk był szorstki, bo był wkurzony - Piętnaście jardów! - Potem pochylił się do Cosgrove, wsadził mu palec w twarz i warknął - Zapanuj nad tym, Cosgrove, albo zejdziesz z boiska, a pozwolę ci zostać tylko dlatego, bo to jest ostatnie trzydzieści sekund ostatniej gry. Nawet nie myśl o powrocie po przerwie - Pochylił się dalej i syknął - I na Boga, lepiej się przygotuj człowieku, bo po tym gównie dopilnuję, żebyś został zawieszony na stałe.

– Szatnia – Colt powtórzył słowa Layne’a, a wzrok sędziego i Cosgrove’a powędrował do Colta - Zamień się z Fullerton’em i zabierz swój tyłek z boiska - Cosgrove otworzył usta, żeby coś powiedzieć, a Colt pochylił się i ostrzegł - Masz sekundę, człowieku, zanim założę ci kajdanki.

Cosgrove wykorzystał tę sekundę, by zachować twarz i spojrzeć na Colta, zanim krzyknął - Fullerton! - zerwał gwizdek z szyi i rzucił go jednemu z asystentów trenera. Bez dalszego wahania, ze spuszczoną głową, zaczął biec z boiska.

Kiedy to zrobił, oba zestawy trybun wybuchły głośną owacją na stojąco, która wstrząsnęła boiskiem, ale Layne podszedł do Setha, który wciąż klęczał z bladą twarzą i oczami utkwionymi w odchodzącym ojcu.

Layne wyciągnął do niego rękę i zawołał - Seth.

Oczy Setha przesunęły się na niego, a potem na dłoń Layne’a. Włożył dłoń w rękawiczce w dłoń Layne’a i Layne podniósł go.

- Wracaj myślami do gry, stary, ale potem ja będziesz potrzebował miejsca do rozbicia się, masz jedno - powiedział cicho Layne, owijając palce wokół szyi Setha, ściskał go i szarpnął, a potem odwrócił się, szarpiąc głową na Jasper’a wskazując Setha. W odpowiedzi Jas uniósł brodę, ruszył w stronę Setha, a Layne pobiegł z powrotem do ogrodzenia. Położył na nim ręce i przeskoczył.

Rocky była tam w ciągu kilku sekund, z rękami na jego brzuchu, podeszła bliżej.

- Skarbie? - wyszeptała, a jego oczy zwróciły się do niej.

– Wszystko w porządku – powiedział jej Layne, owijając palce obu dłoni wokół jej szyi.

– Seth? - zapytała.

– W porządku, Roc. Nic mu nie będzie.

- Jasper?

– Wszystko w porządku, mała – szepnął Layne.

Jej oczy szukały jego, po czym pochyliła się w jego stronę i przyłożyła czoło do jego klatki piersiowej. Jedna z jego rąk przesunęła się na jej kark i ścisnął ją, gdy jego oczy powędrowały, by znaleźć obu synów na boisku.

Przesunęli piłkę na piętnasty jard i gra została wznowiona.

Nawet z karą, drużyna przeciwna nie zdołała przełożyć swoich obrotów na punkty na tablicy do przerwy.

Drugą połowę Layne obserwował z Rocky u boku, przytuloną do niego, obejmującą go obiema rękami, a jej głowa przez większość czasu spoczywała na jego ramieniu. Kiedy Fullerton prowadził grę, Jasper widział piłkę, a Tripp grał na zmianę z Seth’em, więc Buldogi wygrali dwadzieścia jeden do trzech.

*****

Wraz z wieloma innymi rodzicami, fanami, Coltem, Calem, Keirą, Heather, Dave’em, Spike’em, Ernie’m i Rocky, Layne czekał po meczu, aby zobaczyć, jak chłopcy ładują się do autobusu.

Kiedy wyszli, Cosgrove’a nie było wśród nich.

Kiedy jego chłopcy pojawili się w polu widzenia, Layne zobaczył, że tym razem Tripp tłoczył się koło Jaspera, a Jasper tłoczył się z Seth’em. Jego synowie mieli tego wieczoru po pizzy na mieście udać się do matki. To był początek jej tygodnia. Ale Jasper usłyszał zaproszenie Layne’a i zapewne rozmawiał z Seth’em o tym, żeby Layne się nim zajął, gdyby Seth czuł, że nie byłby bezpieczny w domu. Dlatego Layne zastanawiał się, gdzie umieści kolejne ciało w swoim domu. Powinien był kupić jeden z domów z czterema sypialniami.

Kiedy Tripp go zobaczył, pomachał, choć najwyraźniej uczył się chłodu, jego machanie było tylko machnięciem ręki. Jasper zauważył ruch brata, a jego oczy skierowały się na Layne’a i, będąc królem luzu, podniósł brodę, ale nic więcej poza kolejnym szarpnięciem brodą w kierunku Keiry, zanim wpadli do autobusu.

– Czy nic mu nie będzie, panie Layne? - Usłyszał pytanie Keiry i spuścił oczy, by zobaczyć, że patrzy na autobus z zaniepokojoną miną.

– Tak, Keira, nic mu nie będzie – odpowiedział Layne. Spojrzała na niego i nie wydawała się mniej zmartwiona.

Więc zwróciła się do Cala - Joe, jeśli Jasper nie chce pizzy, czy może przyjść do naszego domu i obejrzeć film?

Udowadniając słuszność wcześniejszej teorii Layne’a, Cal nie zawahał się odpowiedzieć – Jasne, Słonko.

Keira nachyliła się do niego i wyszeptała - Dzięki - gdy jej oczy wróciły do autobusu. Ramię Cala owinęło się wokół jej ramion i przyciągnął ją bliżej.

- Z tobą dobrze? - Zapytał go Cal, a Layne skinął głową.

Było dobrze, ponieważ Rocky opierała się o niego w ten sam sposób, odkąd zajęli swoje miejsca przed szatniami. Oznaczało to, że mógł sobie poradzić, nawet jeśli jego synowie przeżyli kolejny dramat w czasie gry, a Gabby stała samotnie dwadzieścia kroków dalej, bez Stew, a kiedy nie wyciągała szyi, by szukać swoich chłopców, patrzyła się na Layne’a i Rocky. Layne czuł, że to postęp, biorąc pod uwagę, że patrzyła, a nie gapiła ze złością.

Layne oderwał myśli od Gabrielle, a jego oczy powędrowały do Colta – Roc zobaczy, co może zrobić dla Meghan.

Colt skinął głową i spojrzał na Rocky – Super, Rocky, dzięki. Sean to doceni.

Uśmiechnęła się do niego, ale nie odpowiedziała i wtedy Layne zdał sobie sprawę, że mecz się skończył, ostatni dramat się skończył, jego dzieci prawdopodobnie wyjechały na noc, Rocky prawdopodobnie skończył się okres i dlatego był czas by iść do domu.

– Wychodzimy stąd – wymamrotał Layne i odprowadził Rocky.

Dostali różne pożegnania, a Layne klepnął Dave’a w ramię, gdy zatrzymali się przy nim, żeby Rocky mogła pocałować tatę w policzek. Potem odeszli.

Zbliżali się do Suburban’a, kiedy Layne usłyszał rury motocykla. Odwrócił głowę i zobaczył Ryker’a siedzącego na Harleyu z łysą głową otwartą na żywioły, skórzaną kurtką motocyklową niewątpliwie zakrywającą kolejny podkoszulek. Kiedy oczy Layne’a trafiły w niego, rury ryknęły przez sekundę, co Layne uznał, że to sposób Ryker’a na powiedzenie mu, że chce porozmawiać.

Layne zatrzymał Rocky i sięgnął do kieszeni po klucze.

Wręczył jej je i rozkazał - Otwórz go i wejdź, Słonko. Jest ci zimno, włącz go. Tak? Zaraz wracam. - Jej oczy podniosły się do niego i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale odezwał się przed nią.

– Nie teraz, pączuszku. To Ryker na motorze. Po prostu wsiadaj do SUV’a.

Spojrzała przez ramię na Ryker’a, z powrotem na niego, skinęła głową i znów stanęła na palcach, żeby dotknąć go ustami, zanim szybko podeszła do SUV’a.

Layne podszedł do motocykla.

Zatrzymał się u boku Ryker’a, zauważając, że jego oczy śledziły Rocky, a nie Layne’a.

– Oczy na mnie – zażądał Layne, starając się, by jego głos był tak cichy, jak tylko mógł, i nadal był słyszany przez silnik, a Ryker spojrzał na niego.

– To twoja kobieta? - zapytał.

– Tak – odpowiedział Layne.

- Jezu, sport, zamiana na lepszy model, prawda? - Jego oczy przesunęły się z powrotem na SUV’a Layne’a, zanim ponownie dotarli do Layne’a - Dużo lepszy.

Layne nie miał na to czasu. Rocky czuła się tkliwa, a jej czujność była słaba. Miał inne, lepsze rzeczy do zrobienia.

– Masz coś dla mnie? - popchnął Layne.

– Przeskoczyłeś przez płot – stwierdził Ryker, jednocześnie obserwując Layne’a - Nie wahałeś się. Przyciął swojego chłopca, a ty chyc przez płot. Zobaczyłem twoją twarz, gdy biegłeś do tego bałaganu, myślałem, że rozłożysz tego skurwysyna - Znowu obciął Layne’a od stóp do głów i kontynuował - Ten wyraz twojej twarzy, sport, widzę, że cię nie doceniłem.

- Wezwałeś mnie, żeby mi schlebiać, Ryker? Bo, jak widzisz, mam kolejną randkę i jest ładniejsza od ciebie – powiedział mu Layne, a Ryker uśmiechnął się.

– Spieszysz się? - zapytał Ryker. Layne nie odpowiedział, więc uśmiech Ryker’a stał się większy i brzydszy - Ja bym się spieszył, jakby ten kawałek był w moim SUV’ie i czekał na mnie, żebym ją zabrał do domu.

Layne odwrócił się do wyjścia, mrucząc - Strata mojego pieprzonego czasu.

– Sport – zawołał Ryker. Layne spojrzał na niego, a Ryker kontynuował - Akcja. Stew. Dziś wieczorem.

Kurwa. Właśnie tego Layne obawiał się, że powie.

- Kiedy?

- Spotkajmy się przy barze o jedenastej.

Cholera. To dałoby mu tylko tyle czasu, żeby wysadzić Rocky, złapać kamerę i dostać się do baru, a i tak się spóźni.

- Po prostu powiedz mi, kiedy i gdzie. Zajmę się tym.

- Idę z tobą – stwierdził Ryker.

– Nie, nie idziesz. Pracuję sam.

- To nie jest sprawa dla jednego człowieka.

- Od kiedy?

- Ponieważ Stew pracuje dziś wieczorem z załogą, bracie, i jak zostaniesz rozpoznany, będziesz potrzebował wsparcia. Colt nie może cię w tym poprzeć bez robienia wielu aresztowań, a gdzie to zabierze twoją byłą?

Kurwa! Nie było lepiej.

- Potrafię o siebie zadbać – powiedział Layne Ryker’owi.

- Myślę, że umiesz, ale znam tę załogę. Mądrzejszym posunięciem byłoby wejście ze wsparciem - Layne wiedział, że ma rację, w każdej niepewnej sytuacji mądrzej było wejść ze wsparciem. To nie znaczyło, że chciał, aby Ryker był tym wsparciem - Masz pozwolenie na noszenie w ukryciu albo nie, pierdolę to, chodź niosąc ją. Tak? - Ryker kontynuował.

– Widzę, że nie możesz się doczekać, żeby przebić czyjąś wisienkę, Ryker, więc nienawidzę ci mówić, że to nie jest mój pierwszy raz.

Ryker znów się uśmiechnął - Oszołomiony, bracie.

- Czy możesz wyjaśnić, dlaczego nagle stałeś się moim najlepszym przyjacielem? – zapytał Layne, nie zamierzając wejść do baru, w którym spotkał Ryker’a o jedenastej wieczorem, by spotkać Ryker’a, faceta, którego nie znał, nie ufał i nie był pewien, czy go lubi.

- Myślałem, że rozłożysz tego skurwysyna - wyjaśnił Ryker.

Layne uważał, że to nie wystarcza, więc podpowiedział - I?

- I ten skurwysyn też myślał, że go rozłożysz.

Layne skrzyżował ręce na piersi i powtórzył - I?

Ryker obserwował go przez pełne pięć uderzeń serca, po czym pochylił się - I wiem, po tym wyrazie twojej twarzy, że jakbyś nie miał dwóch trybun pełnych ludzi, dzieciaków z dwóch drużyn piłkarskich, trenerów, sędziów i twojej kobiety, którzy na ciebie patrzyli, rozłożyłbyś tego skurwysyna. Bez wahania. Bez powstrzymywania się. Ten facet właśnie oddychałby przez rurkę. Czy mam rację?

Miał rację.

Layne milczał.

– Tym razem nawet nie twoje dziecko – ciągnął Ryker.

Layne milczał.

- Masz kontrolę i rozumiesz moją wizję sprawiedliwości - Odchylił się i uśmiechnął swoim brzydkim uśmiechem - Mój typ partnera.

- Świetnie - mruknął Layne, a Ryker dodał paskudny śmiech do swojego paskudnego uśmiechu.

Potem powiedział - Jedenasta - i odjechał na motocyklu.

Layne patrzył, jak odjeżdża, zanim wyszeptał - Kurwa.

 


 

3 komentarze: