Rozdział 13
Mój typ partnera
Zabrzmiał sygnał
bezpieczeństwa i Layne, siedzący przy biurku w swoim gabinecie, odwrócił się,
by spojrzeć na monitor.
Po schodach wchodził Colt.
Layne spojrzał na zegarek i
zacisnął szczęki. Był spóźniony. Miał pójść do Rocky na szybką kolację, zanim
pójdą na mecz chłopców. Ale tego popołudnia przenikliwy wiatr zaczął smagać
miasto i potrzebował wrócić do domu po sweter. Aby dostać się do Rocky,
powinien wyjść dziesięć minut temu. Aby dostać się do domu, a potem do Rocky,
powinien wyjechać dwadzieścia minut temu.
Usłyszał otwierające się i zamykające
frontowe drzwi gabinetu, kiedy sięgnął do biurka po komórkę. Zaczął ją
uruchamiać, kiedy wysoka sylwetka Colta wypełniła drzwi, a jego kciuk na
telefonie zatrzymał się, gdy zobaczył wyraz twarzy Colta.
- Masz chwilę? – zapytał
Colt.
– Nie miałem, dopóki nie
zobaczyłem twojej twarzy – odpowiedział Layne.
Colt wszedł, usiadł na jednym
z dwóch krzeseł naprzeciwko biurka Layne’a i nie powiedział ani słowa ani nie
oderwał wzroku od Layne'a.
- Daj mi chwilę, muszę
zadzwonić do Rocky. Jestem już spóźniony na kolację – powiedział Layne, a Colt
skinął głową.
Layne przewinął do numeru
Raquel, obserwując, jak Colt pochylił się i złapał żółty notatnik z biurka
Layne’a, po czym chwycił długopis. Usiadł wygodnie i zaczął pisać w notesie,
podczas gdy Layne przyłożył telefon do jego ucha.
Po jednym dzwonku usłyszał - Hej,
Layne!
Layne zamrugał, a jego oczy
straciły ostrość tak bardzo, że Colt tam był, ale zniknął.
Wydawała się być podekscytowana
i szczęśliwa, podekscytowana i szczęśliwa, że usłyszała telefon od niego.
Minęły dwa dni, odkąd była Keira,
pieczony makaron i Rocky spędziła noc w jego łóżku.
Potem Rocky podniosła swoje
tarcze, ale to nie była ta sama gra, którą grała dotąd. Była bardziej przyjazna,
bardziej otwarta, ale wciąż miała się na baczności. Pozwolił jej tak grać i
wycofał się, nie dlatego, że faktycznie zamierzał się wycofać, ale dlatego, że
chciał ją zmiękczyć, zmniejszyć jej czujność, wytrącić ją z równowagi, zanim on
wykona jego kolejną grę.
Nie wspominając o tym, że
musiał poczekać, aż skończy się jej pieprzony okres.
Spali razem w jego łóżku.
Obie noce zaczęła odwrócona do niego plecami i obie noce, kiedy się budził,
przyszpilała go do łóżka. Każdego ranka Layne budził się przed Rocky, czekał,
aż ona to zrobi, a także czekał, aż ostrożnie odsunie się i wstanie z łóżka.
Layne nigdy nie przyznał się, że obudził się przed nią, a Rocky nigdy o tym nie
mówiła. Nie wiedział, czy wiedziała, że nie spał, a ona się tym nie podzieliła.
W ciągu obydwóch wieczorów
jedli też kolację w jego domu. Pierwsza noc była to środa przed spotkaniem
Grupy Młodzieży.
Kiedy chłopcy wyszli, Rocky
była podenerwowana, kiedy czekali, aż Tripp i Jasper wrócą do domu. Na
szczęście Devin był tam i rozśmieszał ją swoją szczególną mieszanką kłótliwych,
zalotnych i zabawnych rozmówek.
Kiedy jednak chłopcy wrócili
do domu, Raquel przesłuchała ich, jakby była szkolona przez CIA. Mimo to nie
mieli zbyt wiele, bo była to Kościelna Grupa Młodzieży, a chłopcy dopiero zdobywali
teren. Ale Jasper zdecydował się pójść na sobotnie popołudniowe spotkanie,
zanim zostawił Trippa. Nie próbowali spakować niczego z odciskiem palca. Inne
dzieciaki były zdziwione, widząc ich tam, bo chłopcy Layne nie byli typem facetów
z Kościelnej Grupy Młodzieży. Ich pojawienie się wywołało małą sensację i jego
synowie słusznie nie wykonali żadnych pochopnych ruchów.
Drugiej nocy był czwartek i
po kolacji kazał Rocky uwalić się z nim na kanapie i oglądać telewizję, podczas
gdy Tripp zajął jeden fotel, Devin drugi i Jasper rozmawiali przez telefon z
Keirą na górze, kiedy powinien odrabiać pracę domową.
Rocky się to nie podobało,
ale nie walczyła z tym, prawdopodobnie dlatego, że byli tam Tripp i Devin.
Zasnęła z plecami opartymi o kanapę, z policzkiem na jego klatce piersiowej,
ramieniem opartym o jego brzuch i nogami splątanymi z jego. I tak jak
osiemnaście lat temu, kiedy ruszył się po Lettermanie, obudziła się
oszołomiona, a on pomógł jej wejść po schodach. Zniknęła w garderobie, gdy on
dał jej czas na przebranie się, wyszła w jego koszulce, padła na łóżko i odleciała
w ciągu kilku sekund.
Ale przez dwa dni nie dawała
mu wejść i nie pozwoliła sobie stracić czujności, żeby mógł wytrącić ją z
równowagi. Grała tę rolę, ale każde słowo, spojrzenie i krok wykonywała z
niezwykłą ostrożnością.
A teraz witała go podekscytowana
i szczęśliwa.
– Hej, pączuszku – przywitał
się.
– Na kolację jemy kanapki z
gorącą wołowiną – poinformowała go i dokończyła – z serem.
– Brzmi nieźle, Roc, ale się
spóźnię.
Zapadła cisza, a potem usłyszał
rozczarowane - Och.
Kurwa. Lubił Rocky podekscytowaną
i szczęśliwą. Nie był wielkim fanem Rocky rozczarowanej.
– Przyszedł Colt, musimy
porozmawiać – wyjaśnił.
– Um… okej. Będziesz długo? -
spytała, a Colt się poruszył.
Layne spojrzał na niego i
zobaczył, że się pochylił.
Colt upuścił notatnik przed
Layne’a i było w nim napisane - Zamiatałeś?
Wzrok Layne’a powędrował do oczu
Colta. Nie mówił o podłogach. Mówił o pluskwach.
– Może trochę potrwać –
powiedział Layne do Rocky, ale nie spuszczał wzroku z Colta, gdy kiwał głową.
Colt usiadł i wytrzymał spojrzenie
Layne’a.
Rocky zawahał się, po czym
odpowiedział - Zapakuję je. Zabierzemy je ze sobą i zjemy w drodze.
– Idealnie, mała – mruknął -
Muszę iść.
– Okej, Layne. Powiedz
Coltowi, że się przywitałam.
– Zrobi się, Roc. Później.
- Pa.
Rozłączył się i Colt nie
zawahał się, zanim powiedział - Jest czysto?
– Jest czysto – odparł Layne,
przesuwając telefon w dłoni, przesuwając go między palcami, a potem obracając i
robiąc to samo - Co tam?
– Mamy sytuację – odparł
Colt.
- To jest? – zapytał Layne.
– Siostra Seana – powiedział
Colt i Layne uniósł brwi.
– Siostra Seana?
– Ma guza na przysadce –
odpowiedział Colt.
To było do dupy. Sean był
dobrym człowiekiem, dobrym gliną. Nowszy detektyw w wydziale, był młody, jego
siostra młodsza, ale do dupy byłoby, gdyby ktokolwiek był chory. Prawdę powiedziawszy,
Colt nie musiał podawać mu tych informacji, a zatem Colt miał inny powód, aby
przekazać mu te informacje.
– Mówisz mi to, bo…? -
podpowiedział Layne.
- Mówię ci to, bo to jest
łagodne, nie zabije jej, ale zaburza jej hormony. Musi mieć terapię zastępczą
przez całe życie albo będzie czuła się jak gówno. Została zdiagnozowana,
przeszła operację neurochirurgiczną, w której wycięto większość guza, ale zanim
to zdiagnozowano, guz uszkodził gruczoł. To nic niezwykłego, Sean mówi, że
cholerna rzecz jest wielkości ziarnka grochu i manewrowanie tam nie jest łatwe.
Przechodzą przez cholerny nos - Potrząsnął głową, a potem kontynuował - Ale
gruczoł nie działa prawidłowo i nie czuje się lepiej. Ma dwójkę dzieci,
podróbkę męża, który ją napastował, kiedy zaczęła chorować, zanim nawet postawiono
u niej diagnozę. Odszedł i nie wrócił. Teraz mówią jej, że musi mieć zastrzyki,
musi brać je codziennie i mówią, że to pomoże jej stanąć na nogi, poczuć się
sobą. Nie może pracować, ale pracuje na pół etatu, nie ma energii, jakość życia
jest gówniana. Ona potrzebuje tego zastrzyku.
– Dobra, Colt, teraz mi to mówisz, bo…? – powtórzył Layne.
- Ponieważ przy pracy w
niepełnym wymiarze godzin jej ubezpieczenie nie pokryje całej serii zastrzyków,
a jest droga.
– Robisz zbiórkę? – zapytał
Layne, ale wiedział, że nie.
- Mówią, że czasami potrzeba
nawet sześciu miesięcy, aby naprawdę się zaczęło. Ma dobrą pracę, wynagrodzenie
jest w porządku, ale praca w niepełnym wymiarze godzin jej nie pokryje. Dopóki
nie stanie na nogi, nie wróci do pracy na pełen etat i dostanie przyzwoite
ubezpieczenie, będzie potrzebować pomocy, a ta pomoc będzie kosztowna.
Layne wpatrywał się w Colta,
a Colt w niego w odpowiedzi.
Potem Layne szepnął - Jest podatny.
Miał na myśli Seana. Sean
chciał, aby jego siostra poczuła się lepiej, a życie jej dzieci się polepszyło.
Co oznaczało, że potrzebował pieniędzy, by to zrobić, dużo więcej, niż gliniarz
byłby w stanie zarobić, chyba że gliniarz był brudny.
– Ktoś prowadzi rekrutację –
odszepnął Colt.
Colt wiedział o Rutledge’u.
To nie zaskoczyło Layne’a. Niewiele omijało Colta i niedbała praca policyjna
Rutledge’a z pewnością nie umknęłaby Coltowi.
Colt wiedział również o Layne
i, co jest bardziej niż prawdopodobne, Merry’m. To również nie zaskoczyło
Layne’a.
– Muszę to ostudzić –
powiedział cicho Layne.
– Rozumiem, to nie znaczy, że
jeszcze nie jest gorąco – odparł Colt - Musisz wiedzieć, nad czym pracujesz i z
kim walczysz.
– Pozwolisz Seanowi upaść? –
zapytał Layne i to go zaskoczyło. Ci chłopcy dbali o siebie, jakby byli braćmi
krwi. A nawet gdyby tego nie robili, Colt to Colt, nie pozwoliłby Seanowi
upaść.
– Nie tylko ty się temu
przyglądasz – odparł Colt. Był dotknięty. Nie zły, ale zirytowany, że Layne w
ogóle tak pomyślał - Rozumiem, dlaczego Merry nie poszedł do kapitana, ponieważ
zważywszy na kapitana, to nie jest świetna gra i dlatego też ja tak nie zrobię.
Nigdy wcześniej nie widziałem tego gówna, ale słyszałem o tym. Ten mały
wydział, to małe miasto, to gówno wycieka, wszyscy jesteśmy smołowani tym samym
pędzlem i pod tą czapką, on to spieprzy i na pewno wycieknie. Jeśli zadbamy o
to wewnętrznie, prywatnie, tak się nie stanie. Ale trzeba się tym zająć.
– Colt, zostałem postrzelony
z powodu tego gówna – powiedział Layne.
– Tak, Layne, pamiętam –
odparł Colt.
- To jest niebezpieczne. Ty i
Feb macie małego syna – przypomniał mu Layne.
– A ty masz dwóch starszych –
odpalił Colt.
Layne pokręcił głową - Pozwól
mi to przepracować.
- Mój wydział.
– Colt, mówię ci, pozwól mi
to przepracować.
– Sean upadnie. To gówno z
jego siostrą trwa już długo. Nie jest dobrze, cała rodzina walczy.
Layne wpatrywał się w Colta i
wpadł na pomysł.
– Rocky – powiedział.
Colt pokręcił głową – Mam
nadzieję, że wiesz, co robisz, jak wysyłasz ją tam, zbliża się do…
Colt to też zauważył.
– Nie mój wybór – przerwał mu
stanowczo Layne - Jak chce coś zrobić, nie da się jej od tego odwieść. Zabezpieczam
ją, Merry też. To, co widzisz z ich małymi pogawędkami, jest tak bliskie, jak
ona może. Sprawia, że czuje, jakby coś robiła, a ja jej to daję. Ale to
wszystko, co robi.
- Więc co miałeś na myśli
mówiąc „Rocky”? – zapytał Colt.
- Chodzi mi o to, że zrobi te
charytatywne sprawy. Pomaga je ustawić. Powiem jej o tym, będzie się tym
wszystkim zajmowała. Coś innego, na czym może się skupić, a nie ta gówniana
sprawa w dziale.
Colt uśmiechnął się - Siostra
gliniarza idzie na całość dla siostry gliniarza.
Layne odwzajemnił uśmiech -
Wszystko w rodzinie.
- Byłoby dobrze w tej chwili,
gdy brud w biurze wpada mu w twarz, żeby Sean przypomniał sobie o rodzinie.
– Tak, byłoby dobrze –
zgodził się Layne.
Uśmiech Colta pogłębił się – Z
tego co słyszałem, zebrałaby cholernie dużo grosza.
Layne nie miał pojęcia.
Wiedział, że to robiła, bo mimochodem o tym słyszał. Nie wiedział, jak bardzo odnosiła
w tym sukces. Chociaż to była Rocky, skoro udało jej się przekonać Radę
Szkolną, by pozwoliła jej dzieciom słuchać rock’n’rolla przez tydzień w klasie
English Lit, prawdopodobnie mogłaby zebrać miliony.
– Porozmawiam z nią, nakłonię
ją, żeby porozmawiała z Seanem – odparł Layne.
– Podoba mi się ten pomysł,
Tanner – powiedział Colt, a Layne skinął głową. Następnie brwi Colta uniosły
się, a czubki jego ust uniosły się i zapytał - Co masz na kolację?
– Kanapki z gorącą wołowiną –
odpowiedział Layne, po czym się uśmiechnął - Z serem.
- Nawet nie wiem, co to, do
cholery, jest, a brzmi nieźle – odpowiedział Colt.
Tak było, a Rocky gotowała w jego
domu przez oba wieczory. Przyjechała do niego w środę wieczorem z wystarczającą
ilością toreb z zakupami w samochodzie, żeby nakarmić dwanaście osób podczas kolacji
z okazji Święta Dziękczynienia. Pierwszego wieczoru był pieczony kurczak z
farszem, puree ziemniaczanym i sosem. Drugiego wieczoru była pieczeń wieprzowa
ze smażonymi ziemniakami i świeżo upieczonymi bułeczkami.
Gabby nie była zbyt dobrą kucharką,
nienawidziła tego robić i jej jedzenie smakowało tak, jakby nienawidziła tego
robić. Devin był samotny, odkąd jego trzecia żona wystartowała z kolekcją kart
baseballowych piętnaście lat temu i był taki, ponieważ był typem mężczyzny,
który tęsknił za swoją kolekcją kart baseballowych bardziej niż za żoną. Devin
mógłby nalać sobie cholernie dobry mieszany drink, ale nie znał łopatki z
patelni. Jasper, Tripp i Devin byli w ekstazie, bo Rocky uwielbiała gotować, a
pieczony kurczak i wieprzowina smakowały, jak niebo na talerzu.
Layne z pewnością lubił jej
jedzenie, ale bardziej lubił, jak gotowała w jego kuchni dla niego i jego
chłopców.
A jej obecność w pobliżu
oznaczała, że chłopcy nie wydziwiali, kiedy musieli posprzątać.
Tak, Layne nie mógł się
doczekać kanapek z gorącą wołowiną i z serem.
Miał jednak nadzieję, że będzie
je miał z Rocky szczęśliwą i podekscytowaną, że go widzi.
– Muszę dostać się do Rocky,
bracie – powiedział Layne Coltowi.
Colt wyprostował się z
krzesła, mówiąc - Tak. Do zobaczenia na meczu?
Layne dotknął telefonu i
również wstał, odpowiadając - Tak. Idziesz na mecz wyjazdowy?
Colt uśmiechnął się do niego
– Cal przyszedł wczoraj. W trakcie czegoś, co brzmiało jakby bardzo potrzebował
Bourbona, powiedział mi, że zabiera Keirę i Heather, ponieważ jest podkręcona,
by wspierać swojego nowego chłopaka, gdy gra w piłkę, a ponieważ odkąd dostała
prawo jazdy, miała trzy stłuczki, Vi nie pozwala jej jeździć poza granice
miasta, a Vi nie ufa jeździe Heather bardziej niż Keirry. Gdyby Cal nie
powiedział, że ją zabierze, byłby zmuszony przykleić jej taśmę klejącą do ust i
przywiązać ją do krzesła, bo nie chciała się zamknąć z tego powodu. Nie sądził,
żeby Vi zbytnio się to spodobało, więc powiedział, tak. Jadę jako wsparcie
moralne.
To była mniej więcej jedna
czwarta powodu, dla którego Colt się wybierał na mecz. Colt też był fanem
Buldogów. Grał dla nich lata temu i był wystarczająco dobry, aby dostać
częściowe stypendium do Purdue. Ta drużyna zrobiła dla niego dobre rzeczy i do
końca pozostał wierny.
Ale powód, dla którego Cal
powiedział Coltowi, że się zgodził, był totalną bzdurą. Joe Callahan był popychadłem
tej dziewczyny. Zabiłby dla niej, jej siostry i matki. Layne wiedział o tym,
ponieważ jak Cal miał taką szansę, pociągnął za spust i nie mrugnął.
Layne odprowadził Colta do
drzwi, gdzie uścisnęli sobie dłonie i klepnęli się po ramieniu, zanim Colt
wystartował. Potem Layne zamknął biuro i wyszedł, ustawiając po drodze alarmy
bezpieczeństwa. Pojechał do domu i podniósł bramę garażową, ale nie wjechał do
środka i przeszedł przez garaż do domu.
Blondie przywitała się z nim
i gdyby pies jego syna mógł krzyżować swoje nogi, ona by to zrobiła. Więc Layne
rozbroił alarm i wypuścił ją. Potem odwrócił się i wbiegł po schodach.
Idąc prosto do swoich
szuflad, wyciągnął koszulkę termo, a następnie podszedł do garderoby, po drodze
włączając światło. Rozpiął koszulę, zdjął ją i, nie patrząc, rzucił w stronę
stosu brudnych ubrań. Włożył termo, ściągnął sweter z wbudowanych półek w
szafie i naciągnął go. Chwycił szalik, który matka kupiła mu na Boże Narodzenie
w zeszłym roku i skórzaną kurtkę, wrócił do sypialni, włożył je i stanął jak
wryty, wpatrując się w łóżko.
Było zaścielone. Nie tak, jak
Layne to „ścielił”, podciągając narzutę i pozwalając jej spaść. Narzuta była
wygładzona, kołdra i narzuta złożone u podstawy poduszek. Cztery poduszki
ułożone porządnie jedna na drugiej, dwie na dwie.
Odwrócił się i spojrzał na
długi blat łazienkowy z podwójną umywalką.
Obok jego szczoteczki do
zębów, różowo-biała Rocky była w uchwycie kupionym przez Melody, który
znajdował się po stronie Layne’a. Również po stronie umywalki Layne’a
znajdowała się kosmetyczka, która eksplodowała. Wszędzie walały się tubki,
butelki i dozowniki, pędzle z aplikatorami, dezodorant w sztyfcie, fantazyjna
butelka perfum, grzebień i kilka spinek do włosów były porozrzucane dookoła.
Tego ranka Layne wyjechał
przed Rocky, bo musiał dostać się do Indy, aby śledzić mężczyznę do pracy w nowej
sprawie. Jak podejrzewał, mężczyzna nie poszedł od razu do pracy. Rocky
przywiozła ze sobą torbę w czwartek wieczorem, ale Layne nie zwracał na nią
większej uwagi, z wyjątkiem tego, że podobało mu się, że ją przyniosła.
Najwyraźniej Rocky przygotowywała się w jego domu, stojąc przy umywalce, robiąc
makijaż i włosy.
Poruszyło go wspomnienie i
Layne podszedł do łóżka. Podniósł poduszki na bok i znalazł pod nią starannie
złożoną swoją piżamę. Potem obszedł łóżko i stanął po stronie Rocky, uniósł
poduszki i znalazł pod nimi swoją koszulkę, którą miała na sobie. Robiła to
każdego ranka, kiedy mieszkali razem.
Każdego ranka.
Upuścił poduszki i wciągnął
powietrze przez nos, czując niewyraźny zapach jej perfum.
Był słaby, ale wciąż tam był.
Potem uśmiechnął się do
siebie, zgasił światło, szybko wyszedł z pokoju i zbiegł po schodach. Wpuścił
Blondie, zabezpieczył przesuwane szklane drzwi i pomasował Blondie, co trwało o
wiele krócej, niż ona chciała. Nastawił alarm przy drzwiach garażowych i pobiegł
do swojego SUV’a.
Wskoczył i pojechał do Rocky.
Był dwa stopnie od podestu do
jej drzwi, kiedy drzwi zostały otwarte i ona wyszła z nich. Był już na ostatnim
stopniu od podestu, kiedy odwróciła się do niego z błyszczącymi oczami,
dającymi mu dołeczek. Zatrzymał się na jej widok, a ona uniosła obie ręce i
uderzyła je mocno w jego klatkę piersiową tuż pod ramionami. Tak mocno, że
cieszył się, że miał na sobie trzy warstwy, a ona zostawiła ręce tam, gdzie
były.
- Nie uwierzysz, co się stało! - krzyknęła.
Na swoim kroku, oko w oko z
nią, z dołeczkiem, który wydawał się być stałym elementem, Layne uśmiechnął się
- Co?
- Nawet ja w to nie wierzę! - powiedziała prawie krzykiem.
Layne położył ręce na jej
biodrach i powtórzył - Roc, co?
Jej głowa nagle odwróciła się
gwałtownie na bok, a potem spojrzała z powrotem na niego i wykrzyknęła - Och!
Musimy iść!
Potem wyrwała mu się z rąk,
obróciła się tak szybko, że jej kucyk smagnął mu twarz i wleciała do
mieszkania.
Layne poszedł za nią i
zamknął drzwi, mówiąc - Rocky.
Ale kiedy wszedł do mieszkania,
była już przy kuchennym blacie, wciągając aksamitną kurtkę w kolorze innych
jagód, tym razem jeżynowym. Pasowała do niej ciasno na dopasowanym
ciemnofioletowym golfie. Jedną ręką zapięła kurtkę i chwyciła za uchwyty torby,
która stała na blacie.
- Zawinęłam kanapki. Zjemy w
samochodzie. Ja też mam w torbie napoje - Podniosła torbę i podała mu,
rozkazując:
– Ty to niesiesz.
Wziął to i, biorąc pod uwagę,
że wydawało mu się, że zawierała kanapki i napoje, jej ciężar go zaskoczył.
Jego ramię szarpnęło w dół, zobaczyła to i jej błyszczące oczy skierowały się
na jego.
- Zrobiłam ciastka. Z kawałkami
czekolady. Dostaniesz dwa. Reszta jest dla Devina i chłopców – oznajmiła, po
czym odwróciła się z powrotem do blatu, chwyciła szalik i torebkę i jedną ręką
zaczęła nawijać szalik wokół szyi, drugą zahaczając pasek torebki na ramieniu,
a w tym samym czasie zaczęła biegać po mieszkaniu, wyłączając światła.
- Pączuszku, ta torba waży
tonę. Ile ciasteczek zrobiłaś? – zapytał Layne, obserwując, jak się poruszała w
swojej aksamitnej kurtce, obcisłych ciemnoszarych sztruksach i czarnych butach
na wysokim obcasie.
– Trzy tuziny –
odpowiedziała, gasząc ostatnie światło i kierując się w stronę drzwi, Layne
podążał za nią.
- Trzy tuziny, a ja dostaję
tylko dwa? – zapytał Layne, kiedy otworzyła drzwi.
Znowu odwróciła głowę, jej
kucyk wylądował przez ramię i owinął się wokół jej szyi jak szalik i
uśmiechnęła się do niego - Dobrze, możesz mieć trzy.
Uśmiechnął się do niej i
wymamrotał - Dzięki, mała.
Jej uśmiech rozjaśnił się
jeszcze bardziej, z dołeczkiem na swoim miejscu, po czym wyszła z domu. Layne
wyszedł za nią, odwróciła się i zamknęła drzwi, po czym zeszli po schodach.
– W porządku, Roc, zechcesz
mi powiedzieć, co się dzieje? – zapytał Layne.
- W samochodzie musimy już
ruszać - odpowiedziała, pchając go do jego Suburban’a.
Layne piknął w zamki. Rocky
wsiadła i podał jej torbę, którą położyła między nogami na podłodze, gdy
zamykał jej drzwi. Layne okrążył tył, a kiedy wskoczył na swoje miejsce, była
już zapięta, ale napinała pas, ponieważ była pochylona do przodu i grzebała w
torbie. Wyciągnęła coś, co wyglądało na ogromną, owalną, owiniętą folią
kanapkę, podczas gdy Layne wyjechał z miejsca parkingowego.
- Zamierzasz mówić? -
zapytał, kiedy wyjechali z kompleksu, byli w drodze, a ona wydawała się rozpakowywać
kanapkę. Kanapkę, która, gdy ją rozpakowała, wypełniła kabinę powodującym
ślinotok zapachem świeżej pieczeni wołowej.
– Weź to – zaczęła, wręczając
mu kanapkę, która miała tłuszczo odporny papier rozpakowany na tyle, by mógł
jeść, ale owiniętą na tyle, by mógł ją zjeść bez gigantycznej porcji ciepłej
wołowiny i topionego sera, nadzianej w pół bagietkę, kapiącej po całych jego
dżinsach - Dziś rano zadzwoniłam do moich prawników, ponieważ… cóż… - Przerwała
- Powiedziałam ci, że Jarrod gra brudno, ale nie powiedziałem ci jak, a on odciął mnie, jeśli chodzi o
pieniądze. Czynsz jest płatny pod koniec przyszłego tygodnia i rzeczy byłyby… -
Znowu urwała – No wiesz, mówiłam ci o tym.
- Tak? – zapytała Layne przez
usta pełne soczystej, ciepłej pieczeni wołowej i pikantnego topionego sera,
kiedy przestała mówić.
- Zadzwoniłam więc do moich
prawników, żeby sprawdzić, czy coś się z tym dzieje. Obiecali zadzwonić do
prawników Jarroda, a dziś po południu miałam SMS’a, żeby pilnie do nich oddzwonić.
Layne miał wrażenie, że wie,
dokąd to zmierza. Pozwalał Devin’owi wykonywać swoją pracę i od tamtej
pierwszej nocy nie poprosił o raport. Layne był jedynym człowiekiem, z którym
Devin pracował w swojej karierze po CIA, więc Devin był przyzwyczajony do
samodzielnej pracy, robienia własnych rzeczy i nie zgłaszania się, ani nie
pytał o instrukcje. Dlatego Layne uważał, że Devin zrobił swoje.
– Oddzwoniłaś do nich? –
zapytał Layne Rocky i spojrzał w jej stronę.
Szarpnęła torbę chipsów i
położyła ją między dwoma siedzeniami, otwór torby był skierowany w stronę
Layne’a.
- O tak, oddzwoniłam do nich
- powiedziała mu. Wracając do torby i kopiąc w niej, wyciągnęła puszkę coli i
otworzyła ją z trzaskiem - I zgadnij co?
- Co? - zapytał, kiedy
wkładała to do uchwytu na kubek.
- Pięćdziesiąt tysięcy
dolarów, oto co! - oznajmiła, po czym ponownie zaczęła grzebać w swojej torbie.
- Powtórz? – zapytał Layne.
Wyciągnęła puszkę
dietetycznej oranżady, którą otworzyła, mówiąc - Pięćdziesiąt tysięcy dolarów,
Layne. W poniedziałek przeniesie je na moje nowe konto.
Tak, Devin zrobił swoje.
Layne uśmiechnął się i
powiedział - Dobre wieści, pączuszku.
Włożyła swój napój w uchwyt i
wróciła do torby – Nie, Layne, to nie dobre wieści. Wspaniałe wieści! Zwariowałam! - oznajmiła i uśmiech Layne’a zgasł
- Moi prawnicy powiedzieli mi, że zadzwonili do jego prawników i oni oddzwonili
za jakieś trzydzieści minut. Na początku zaoferował dziesięć tysięcy, ale moi
adwokaci przeforsowali to i dostali pięćdziesiąt!
- Spojrzał na nią i zobaczył, że trzymała w ręku własną kanapkę. Usiadła
wygodnie, wycierając palce drugiej dłoni o czoło i wydając urocze, ale
denerwujące ze względu na swoją przyczynę - Ufff!
Ten pierdolony dupek.
Dziesięć tysięcy? Powinien jej dać pięćdziesiąt razy tyle. Miał to, a ona żyła
z jego bzdurami przez dziesięć lat, więc zasłużyła na to. Nie wspominając o
tym, że przez tydzień żyła z obawą, że nie będzie mogła zapłacić za wynajem jej
mieszkania.
Zanim odgryzła duży kęs
kanapki, powiedziała - Zastanawiam się, co się stało.
Layne wiedział, co się stało.
Zdarzyli się Devin Glover i Natalie Ulrich.
– Może nie jest taki głupi –
odparł Layne.
– A może idzie dalej –
zasugerowała Rocky przez usta pełne kanapki, o której wiedział, że przełknęła,
zanim kontynuowała - To by zadziałało dla mnie, gdyby się ustatkował, a jak to
się stanie, ja będę mogła żyć dalej
swoim życiem.
Layne spojrzał na nią, zanim
jego oczy wróciły na drogę, wiedząc, że doktor Jarrod Astley ustatkuje się, by
Rocky mogła żyć dalej.
– Początek końca, mała – wymamrotał.
- Mam taką nadzieję -
odpowiedziała.
Layne jadł i prowadził, a
kiedy usłyszał, jak ręka Rocky marszczy worek z chipsami, przemówił.
– Musisz pomyśleć o zrobieniu
czegoś dla mnie.
- Co? - zapytała, a on
usłyszał, jak chrupała chipsy.
– Znasz Seana O’Leary’?
- Oczywiście - odpowiedziała,
sięgając po swoją oranżadę.
- Jego siostra jest w złym
stanie.
Wzięła łyk, odstawiła puszkę
z powrotem, a Layne usłyszał, jak folia poruszała się na jej kanapce, gdy
odklejał ją jeszcze bardziej na swojej.
– Wiem – powiedziała cicho - Meghan
miała ciężko. Od wieków miała objawy i nikt nie wiedział, co się dzieje.
Zdiagnozowanie jej zajęło pięć lat. Możesz w to uwierzyć?
Jezu, pięć lat?
- Istnieje leczenie, które
ich zdaniem może pomóc – powiedział jej Layne - Colt wpadł i powiedział mi o
tym - Layne wziął kolejny kęs kanapki i powiedział podczas żucia - To jest
drogie.
– Większość z nich jest – mruknęła
Rocky i usłyszał, jak poruszała folią.
Layne przełożył kanapkę do
ręki przy kierownicy i pogrzebał w torebce chipsów – Nie stać jej na to, a
pomyślałem, że możesz zrobić swoją magię.
Wiedział, że odwróciła się
twarzą do niego, kiedy zapytała - Moja magia?
Włożył chipsy do ust,
przeżuł, przełknął, spojrzał na nią i zobaczył, że patrzy na niego - Tak, mała,
twoja dobroczynna magia. Zbierz dla niej trochę pieniędzy. Pomóż jej.
Zerknął przez przednią szybę
i sięgnął po swój napój, gdy wyszeptała - Cholera.
Layne wziął łyk i odstawił puszkę,
mówiąc - Roc, masz dużo do roboty, nie musisz…
- Nie o to chodzi, po prostu
Halloween jest tuż-tuż. Nawiedzony dom charytatywny byłby bombą. Zrobiliśmy to
trzy lata temu, prowadziliśmy go przez cały październik i zebraliśmy fortunę.
Ale teraz nie mam wystarczająco dużo czasu, aby to zrobić, a żeby dużo zebrać,
potrzebujemy trochę czasu - zatrzymała się na kilka długich chwil, zanim
wymamrotała - Będę musiała o tym pomyśleć.
Layne uśmiechnął się, zanim
zjadł ostatni kęs kanapki i zapytał - Więc zrobisz to?
Zwijał w kulkę folię i tłusty
papier, kiedy zobaczył, że wyciągnęła przed niego rękę, żeby ją wziąć. Dał jej
to, gdy powiedziała - Tak, Layne, zrobię to. Sean to fajny facet, a Meghan
urocza. Chętnie pomogę.
Wyciągnął rękę, zacisnął
palce wokół jej uda i ścisnął. Wystarczająco wysoko, by był to o wiele bardziej
intymny niż ucisk na kolanie, wystarczająco nisko, by nie za bardzo posuwać się
do przodu.
– Dzięki, mała – wyszeptał.
Nie odpowiedziała. Zamiast
tego, zaskakując go, jej palce owinęły się wokół jego na udzie. Nie po to, żeby
je odrywać, ale żeby je ścisnąć.
Puściła jego rękę i zapytała
- Chcesz ciastko?
– Tak – odpowiedział, a ona
natychmiast pochyliła się do przodu i znów zaczęła kopać w torbie.
Zanim dotarli na boisko w
liceum dwa miasta dalej, gdzie odbywał się mecz, on zjadł swoje trzy
ciasteczka, ona zjadła jej trzy
ciasteczka i sprzątnęła wszystko oprócz napojów. Zaparkował i spotkał ją z tyłu
SUV’a, podchodząc bliżej i obejmując ją ramieniem. Odwzajemniła się, jej ręka
przesunęła się wzdłuż jego talii pod kurtką, jej dłoń zacisnęła się z jego boku.
Inni zmierzali w stronę bramy, a Layne poznał tych z miasteczka, bo
obserwowali, jak Layne i Rocky idą na boisko, jakby byli dwiema gwiazdami
filmowymi w trakcie kręcenia komedii romantycznej.
Zapłacił i udali się na
trybuny drużyny gości, Layne wyszpiegował Colta i Cala stojących na ich zwykłym
miejscu przy ogrodzeniu. Stała z nimi Keira, a z nią rudowłosa dziewczyna o
piegowatej twarzy, która mogłaby robić reklamy Irish Spring.
- Hej, pani Merrick! - Keira
krzyknęła, gdy się zbliżyli.
– Hej, Keira, Heather –
przywitała się Rocky, nie wykazując żadnej reakcji na to, że wymieniono ją jej
panieńskim nazwiskiem, po czym uśmiechnęła się do Colta i Cala - Cześć.
– Rocky – Colt się do niej
uśmiechnął, a Cal również się uśmiechnął, ale nie zwerbalizował powitania. Po
prostu uniósł brodę.
Rocky spojrzała na trybuny i
przeskanowała je. Oczy Layne’a podążyły za jej i poczuł jej ruch, spojrzał na
nią, by zobaczyć, jak macha do kogoś, i spojrzał z powrotem na trybuny, by zobaczyć
Dave’a siedzącego ze Spike’em i Ernie’m. Uniósł im brodę, dostał to samo w
zamian i poczuł, jak Rocky odwraca się do niego. Pochylił brodę, by na nią
spojrzeć, gdy odchyliła głowę do tyłu.
- Chcesz kawę? - zapytała.
Potrząsnął głową - Nie, dzięki.
- Pójdę przywitać się z tatą.
– Okej, pączuszku.
Uśmiechnęła się do niego, a
potem, ponownie go zaskakując, wspięła się na palce i dotknęła ustami jego ust.
Najwyraźniej dotyk ust nie był ograniczony w jej umowie. A może pozwolono im,
gdy działalność szkolna odbywała się na terenie innej szkoły.
Dobrze wiedzieć.
– Wrócę – szepnęła i odeszła.
Patrzył, jak przedzierała się
przez tłum i obserwował, jak to robiła, kiedy wspinała się na trybuny i przechodziła,
by usiąść obok taty. Patrzył też, jak zakopała się pod ramieniem ojca, aż
poruszało się wokół jej ramion i trzymała się blisko, odwróciła się do swojego
staruszka, uśmiechając się do niego.
– Muszę powiedzieć, Tanner,
że twoja kobieta umie kroczyć dumnie – zauważył Cal z hukiem, a Layne oderwał
oczy od Rocky i spojrzał na Cala.
- Rocky zaczęła kroczyć
dumnie, gdy miała trzy lata — zauważył Colt.
– Musiała wtedy zacząć,
biorąc pod uwagę, że opanowała tę sztukę do perfekcji – odparł Cal.
– O czym ty mówisz, Joe? - Keira
zapytała Cala, odchylając głowę do tyłu, by spojrzeć na ojczyma. Kiedy to
zrobiła, chwycił ją ramieniem wokół jej górnej części klatki piersiowej i
pociągnął przed siebie, mrucząc z uśmiechem - Nic, dziewczyno.
Layne zachichotał i zajął
miejsce przy ogrodzeniu. Jasper i Seth, kapitanowie drużyny, byli na środku
boiska do rzutu monetą. To już prawie był czas zaczynać.
Następnie Layne stał w
przenikliwym zimnie z Coltem i Calem przez pierwszą kwartę i dwie minuty po
drugiej, zanim skończył stać z Coltem i Calem w przenikliwym zimnie. Buldogi
trzymały się od zera do zera, co było wynikiem, bo ich obrona kopała tyłki, ale
ich atak był do niczego.
Skończenie stania Layne’a
oznaczało, że Buldogi próbowały i nie udało im się kopnąć do bramki z
desperacją, aby dostać się na boisko, co znacznie przekraczało możliwości ich
drugiego kopacza, który był dobry, ale który nie grał dla Coltów, a piłka
zmieniała strony, Layne odwrócił się i spojrzał na Rocky, by zobaczyć, że wciąż
jest przytulona do taty. Przyłożył język do zębów i wydał głośny, ostry gwizd.
Oczy Raquel powędrowały z boiska na niego, podniósł rękę i skinął na nią
palcem.
Był wieczór i nie była bardzo
blisko, ale boisko było jasne i widział, jak przewróciła oczami. Cmoknęła ojca
w policzek, wyciągnęła rękę, by ścisnąć dłonie Spike’a i Ernie’go, po czym
przesunęła się z powrotem wzdłuż innych widzów do przejścia i zeszła do niego.
- Wzywałeś? - zapytała, kiedy
do niego dotarła.
Zahaczył ją ramieniem wokół
jej szyi, obrócił, przyciągnął do siebie i owinął ramieniem jej górną część
klatki piersiowej, drugą ręką wokół jej żeber. Ustawiając ją przed sobą przy
ogrodzeniu, pochylił głowę i do jej ucha szepnął - Jest mi zimno, pączuszku.
Potrzebuję czegoś, co mnie ogrzeje.
Jej ciało zesztywniało, kiedy
ją chwycił i pozostało takie przez trzy sekundy. Potem odprężyła się z
irytującym westchnieniem, ale obie jej dłonie uniosły się, by owinąć jego
przedramię na jej klatce piersiowej, zanim wymamrotała - Do usług.
Layne podniósł głowę,
uśmiechnął się i skierował wzrok na boisko.
Trzymał ją blisko przez
resztę kwartału i to się stało trzydzieści sekund do połowy.
Buldogi znajdowali się piętnaście
jardów od linii bramkowej. To była czwarta przegrana i z jakiegoś głupiego
powodu Cosgrove trzymał swojego kopacza na ławce i prowadził pasywną grę.
Wszyscy kwalifikujący się odbiorcy rzucili się do walki, Jasper otworzył się,
ale QB zignorował go i rzucił się w kierunku silnie bronionego syna Cosgrove w
strefie końcowej. Tym razem Seth Cosgrove nie zepsuł gry celowo. Poszedł na
całość, co było widoczne, ale z trzema obrońcami nie był w stanie się z tym
równać i został przechwycony. Seth nie wahał się. Zanurzył się w przeciwnika,
odbił blok i wykonał nurkowanie, owijając ręce wokół nóg gracza, pokonując go
na linii pięciu jardów.
Widocznie i słusznie wściekły
Seth zerwał osłonę podbródka i zerwał hełm, biegnąc do linii bocznej. Pięć stóp
w głąb pola, jego ojciec był tam, aby go powitać, a on powitał go złośliwą,
otwartą dłonią z boku głowy, sprawiając, że jego chłopiec przechylił się dwa
kroki w bok.
- Co to do cholery było? -
Cosgrove krzyknął, rzucając się na niego ponownie, a potem uniósł obie ręce w
pięści i posłał je tak mocno, że uderzyły o poduszki barkowe syna tak mocno, że
kolana chłopca ugięły się i prawie upadł, a jego ojciec wciąż krzyczał - Hę?
Set? Co to było do cholery! - Kolejny trzask, tym razem bardziej brutalny,
dźwięk jego pięści uderzających o poduszki trzeszczał przez nagle cichą noc.
Potem przyszedł kolejny.
Rocky zamarła w jego
ramionach, ale Layne nie zawahał się. Odstawił ją na bok, położył dwie ręce na
szczycie ogrodzenia z siatki i podniósł się, przerzucając nogi. Colt robił to
samo, co za nim Cal, ale wzrok Layne’a był przykuty do trenera i jego chłopca,
gdy Cosgrove wymierzył kolejny cios otwartą dłonią w bok głowy syna, przez co
Seth potknął się i upadł na kolano.
Jasper był bliżej i dotarł
tam przed Layne, Calem i Coltem, mimo że wszyscy trzej biegali sprintem.
- Trenerze! - Jasper
krzyknął, używając obu rąk, by owinąć się wokół podniesionej ręki Cosgrove’a, a
Cosgrove odwrócił się, mocno, szarpiąc rękę i uderzył Jaspera w klatkę
piersiową łokciem, powodując, że Jasper zatoczył się tyłem do dwóch innych graczy
i innego trenera, bo wszyscy byli blisko.
- Usiądź, Layne! - Cosgrove
ryknął na Jaspera, gdy Layne, Colt i Cal wkroczyli na scenę. Oczy Cosgrove’a
skierowały się na Layne’a - Rodzice poza boisko!
– Szatnia – warknął Layne.
Twarz Cosgrove’a zbladła, gdy dostrzegł spojrzenie Layne’a, ale potem jego
klatka piersiowa wydęła się, gdy podbiegł sędzia.
- Nie możesz odwołać mnie w
środku pieprzonej gry! - Cosgrove ryknął, gdy zabrzmiał gwizdek.
- Niesportowe zachowanie –
krzyknął sędzia z wyciągniętymi rękami, dłońmi w dół, jego krzyk był szorstki,
bo był wkurzony - Piętnaście jardów! - Potem pochylił się do Cosgrove, wsadził mu
palec w twarz i warknął - Zapanuj nad tym, Cosgrove, albo zejdziesz z boiska, a
pozwolę ci zostać tylko dlatego, bo to jest ostatnie trzydzieści sekund
ostatniej gry. Nawet nie myśl o powrocie po przerwie - Pochylił
się dalej i syknął - I na Boga, lepiej się przygotuj człowieku, bo po tym
gównie dopilnuję, żebyś został zawieszony na
stałe.
– Szatnia – Colt powtórzył
słowa Layne’a, a wzrok sędziego i Cosgrove’a powędrował do Colta - Zamień się z
Fullerton’em i zabierz swój tyłek z boiska - Cosgrove otworzył usta, żeby coś
powiedzieć, a Colt pochylił się i ostrzegł - Masz sekundę, człowieku, zanim
założę ci kajdanki.
Cosgrove wykorzystał tę
sekundę, by zachować twarz i spojrzeć na Colta, zanim krzyknął - Fullerton! -
zerwał gwizdek z szyi i rzucił go jednemu z asystentów trenera. Bez dalszego
wahania, ze spuszczoną głową, zaczął biec z boiska.
Kiedy to zrobił, oba zestawy
trybun wybuchły głośną owacją na stojąco, która wstrząsnęła boiskiem, ale Layne
podszedł do Setha, który wciąż klęczał z bladą twarzą i oczami utkwionymi w
odchodzącym ojcu.
Layne wyciągnął do niego rękę
i zawołał - Seth.
Oczy Setha przesunęły się na
niego, a potem na dłoń Layne’a. Włożył dłoń w rękawiczce w dłoń Layne’a i Layne
podniósł go.
- Wracaj myślami do gry,
stary, ale potem ja będziesz potrzebował miejsca do rozbicia się, masz jedno -
powiedział cicho Layne, owijając palce wokół szyi Setha, ściskał go i szarpnął,
a potem odwrócił się, szarpiąc głową na Jasper’a wskazując Setha. W odpowiedzi
Jas uniósł brodę, ruszył w stronę Setha, a Layne pobiegł z powrotem do
ogrodzenia. Położył na nim ręce i przeskoczył.
Rocky była tam w ciągu kilku
sekund, z rękami na jego brzuchu, podeszła bliżej.
- Skarbie? - wyszeptała, a
jego oczy zwróciły się do niej.
– Wszystko w porządku –
powiedział jej Layne, owijając palce obu dłoni wokół jej szyi.
– Seth? - zapytała.
– W porządku, Roc. Nic mu nie
będzie.
- Jasper?
– Wszystko w porządku, mała –
szepnął Layne.
Jej oczy szukały jego, po
czym pochyliła się w jego stronę i przyłożyła czoło do jego klatki piersiowej.
Jedna z jego rąk przesunęła się na jej kark i ścisnął ją, gdy jego oczy
powędrowały, by znaleźć obu synów na boisku.
Przesunęli piłkę na piętnasty
jard i gra została wznowiona.
Nawet z karą, drużyna
przeciwna nie zdołała przełożyć swoich obrotów na punkty na tablicy do przerwy.
Drugą połowę Layne obserwował
z Rocky u boku, przytuloną do niego, obejmującą go obiema rękami, a jej głowa
przez większość czasu spoczywała na jego ramieniu. Kiedy Fullerton prowadził
grę, Jasper widział piłkę, a Tripp grał na zmianę z Seth’em, więc Buldogi
wygrali dwadzieścia jeden do trzech.
*****
Wraz z wieloma innymi rodzicami,
fanami, Coltem, Calem, Keirą, Heather, Dave’em, Spike’em, Ernie’m i Rocky,
Layne czekał po meczu, aby zobaczyć, jak chłopcy ładują się do autobusu.
Kiedy wyszli, Cosgrove’a nie
było wśród nich.
Kiedy jego chłopcy pojawili
się w polu widzenia, Layne zobaczył, że tym razem Tripp tłoczył się koło Jaspera,
a Jasper tłoczył się z Seth’em. Jego synowie mieli tego wieczoru po pizzy na
mieście udać się do matki. To był początek jej tygodnia. Ale Jasper usłyszał
zaproszenie Layne’a i zapewne rozmawiał z Seth’em o tym, żeby Layne się nim
zajął, gdyby Seth czuł, że nie byłby bezpieczny w domu. Dlatego Layne
zastanawiał się, gdzie umieści kolejne ciało w swoim domu. Powinien był kupić
jeden z domów z czterema sypialniami.
Kiedy Tripp go zobaczył,
pomachał, choć najwyraźniej uczył się chłodu, jego machanie było tylko
machnięciem ręki. Jasper zauważył ruch brata, a jego oczy skierowały się na
Layne’a i, będąc królem luzu, podniósł brodę, ale nic więcej poza kolejnym
szarpnięciem brodą w kierunku Keiry, zanim wpadli do autobusu.
– Czy nic mu nie będzie,
panie Layne? - Usłyszał pytanie Keiry i spuścił oczy, by zobaczyć, że patrzy na
autobus z zaniepokojoną miną.
– Tak, Keira, nic mu nie
będzie – odpowiedział Layne. Spojrzała na niego i nie wydawała się mniej
zmartwiona.
Więc zwróciła się do Cala - Joe,
jeśli Jasper nie chce pizzy, czy może przyjść do naszego domu i obejrzeć film?
Udowadniając słuszność
wcześniejszej teorii Layne’a, Cal nie zawahał się odpowiedzieć – Jasne, Słonko.
Keira nachyliła się do niego
i wyszeptała - Dzięki - gdy jej oczy wróciły do autobusu. Ramię Cala owinęło
się wokół jej ramion i przyciągnął ją bliżej.
- Z tobą dobrze? - Zapytał go
Cal, a Layne skinął głową.
Było dobrze, ponieważ Rocky
opierała się o niego w ten sam sposób, odkąd zajęli swoje miejsca przed
szatniami. Oznaczało to, że mógł sobie poradzić, nawet jeśli jego synowie
przeżyli kolejny dramat w czasie gry, a Gabby stała samotnie dwadzieścia kroków
dalej, bez Stew, a kiedy nie wyciągała szyi, by szukać swoich chłopców, patrzyła
się na Layne’a i Rocky. Layne czuł, że to postęp, biorąc pod uwagę, że
patrzyła, a nie gapiła ze złością.
Layne oderwał myśli od
Gabrielle, a jego oczy powędrowały do Colta – Roc zobaczy, co może zrobić dla
Meghan.
Colt skinął głową i spojrzał
na Rocky – Super, Rocky, dzięki. Sean to doceni.
Uśmiechnęła się do niego, ale
nie odpowiedziała i wtedy Layne zdał sobie sprawę, że mecz się skończył,
ostatni dramat się skończył, jego dzieci prawdopodobnie wyjechały na noc, Rocky
prawdopodobnie skończył się okres i dlatego był czas by iść do domu.
– Wychodzimy stąd –
wymamrotał Layne i odprowadził Rocky.
Dostali różne pożegnania, a
Layne klepnął Dave’a w ramię, gdy zatrzymali się przy nim, żeby Rocky mogła
pocałować tatę w policzek. Potem odeszli.
Zbliżali się do Suburban’a, kiedy
Layne usłyszał rury motocykla. Odwrócił głowę i zobaczył Ryker’a siedzącego na Harleyu
z łysą głową otwartą na żywioły, skórzaną kurtką motocyklową niewątpliwie
zakrywającą kolejny podkoszulek. Kiedy oczy Layne’a trafiły w niego, rury
ryknęły przez sekundę, co Layne uznał, że to sposób Ryker’a na powiedzenie mu,
że chce porozmawiać.
Layne zatrzymał Rocky i
sięgnął do kieszeni po klucze.
Wręczył jej je i rozkazał - Otwórz
go i wejdź, Słonko. Jest ci zimno, włącz go. Tak? Zaraz wracam. - Jej oczy
podniosły się do niego i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale odezwał się
przed nią.
– Nie teraz, pączuszku. To
Ryker na motorze. Po prostu wsiadaj do SUV’a.
Spojrzała przez ramię na
Ryker’a, z powrotem na niego, skinęła głową i znów stanęła na palcach, żeby dotknąć
go ustami, zanim szybko podeszła do SUV’a.
Layne podszedł do motocykla.
Zatrzymał się u boku Ryker’a,
zauważając, że jego oczy śledziły Rocky, a nie Layne’a.
– Oczy na mnie – zażądał
Layne, starając się, by jego głos był tak cichy, jak tylko mógł, i nadal był
słyszany przez silnik, a Ryker spojrzał na niego.
– To twoja kobieta? -
zapytał.
– Tak – odpowiedział Layne.
- Jezu, sport, zamiana na
lepszy model, prawda? - Jego oczy przesunęły się z powrotem na SUV’a Layne’a, zanim
ponownie dotarli do Layne’a - Dużo lepszy.
Layne nie miał na to czasu.
Rocky czuła się tkliwa, a jej czujność była słaba. Miał inne, lepsze rzeczy do
zrobienia.
– Masz coś dla mnie? - popchnął
Layne.
– Przeskoczyłeś przez płot –
stwierdził Ryker, jednocześnie obserwując Layne’a - Nie wahałeś się. Przyciął
swojego chłopca, a ty chyc przez płot. Zobaczyłem twoją twarz, gdy biegłeś do
tego bałaganu, myślałem, że rozłożysz tego skurwysyna - Znowu obciął Layne’a od
stóp do głów i kontynuował - Ten wyraz twojej twarzy, sport, widzę, że cię nie
doceniłem.
- Wezwałeś mnie, żeby mi
schlebiać, Ryker? Bo, jak widzisz, mam kolejną randkę i jest ładniejsza od
ciebie – powiedział mu Layne, a Ryker uśmiechnął się.
– Spieszysz się? - zapytał
Ryker. Layne nie odpowiedział, więc uśmiech Ryker’a stał się większy i brzydszy
- Ja bym się spieszył, jakby ten
kawałek był w moim SUV’ie i czekał na mnie, żebym ją zabrał do domu.
Layne odwrócił się do
wyjścia, mrucząc - Strata mojego pieprzonego czasu.
– Sport – zawołał Ryker.
Layne spojrzał na niego, a Ryker kontynuował - Akcja. Stew. Dziś wieczorem.
Kurwa. Właśnie tego Layne
obawiał się, że powie.
- Kiedy?
- Spotkajmy się przy barze o
jedenastej.
Cholera. To dałoby mu tylko
tyle czasu, żeby wysadzić Rocky, złapać kamerę i dostać się do baru, a i tak
się spóźni.
- Po prostu powiedz mi, kiedy
i gdzie. Zajmę się tym.
- Idę z tobą – stwierdził
Ryker.
– Nie, nie idziesz. Pracuję
sam.
- To nie jest sprawa dla
jednego człowieka.
- Od kiedy?
- Ponieważ Stew pracuje dziś
wieczorem z załogą, bracie, i jak zostaniesz rozpoznany, będziesz potrzebował
wsparcia. Colt nie może cię w tym poprzeć bez robienia wielu aresztowań, a
gdzie to zabierze twoją byłą?
Kurwa! Nie było lepiej.
- Potrafię o siebie zadbać –
powiedział Layne Ryker’owi.
- Myślę, że umiesz, ale znam
tę załogę. Mądrzejszym posunięciem byłoby wejście ze wsparciem - Layne
wiedział, że ma rację, w każdej niepewnej sytuacji mądrzej było wejść ze
wsparciem. To nie znaczyło, że chciał, aby Ryker był tym wsparciem - Masz pozwolenie na noszenie w ukryciu albo nie,
pierdolę to, chodź niosąc ją. Tak? - Ryker kontynuował.
– Widzę, że nie możesz się
doczekać, żeby przebić czyjąś wisienkę, Ryker, więc nienawidzę ci mówić, że to
nie jest mój pierwszy raz.
Ryker znów się uśmiechnął -
Oszołomiony, bracie.
- Czy możesz wyjaśnić, dlaczego
nagle stałeś się moim najlepszym przyjacielem? – zapytał Layne, nie zamierzając
wejść do baru, w którym spotkał Ryker’a o jedenastej wieczorem, by spotkać
Ryker’a, faceta, którego nie znał, nie ufał i nie był pewien, czy go lubi.
- Myślałem, że rozłożysz tego
skurwysyna - wyjaśnił Ryker.
Layne uważał, że to nie
wystarcza, więc podpowiedział - I?
- I ten skurwysyn też myślał,
że go rozłożysz.
Layne skrzyżował ręce na
piersi i powtórzył - I?
Ryker obserwował go przez
pełne pięć uderzeń serca, po czym pochylił się - I wiem, po tym wyrazie twojej
twarzy, że jakbyś nie miał dwóch trybun pełnych ludzi, dzieciaków z dwóch
drużyn piłkarskich, trenerów, sędziów i twojej kobiety, którzy na ciebie patrzyli,
rozłożyłbyś tego skurwysyna. Bez wahania. Bez powstrzymywania się. Ten facet
właśnie oddychałby przez rurkę. Czy mam rację?
Miał rację.
Layne milczał.
– Tym razem nawet nie twoje
dziecko – ciągnął Ryker.
Layne milczał.
- Masz kontrolę i rozumiesz
moją wizję sprawiedliwości - Odchylił się i uśmiechnął swoim brzydkim uśmiechem
- Mój typ partnera.
- Świetnie - mruknął Layne, a
Ryker dodał paskudny śmiech do swojego paskudnego uśmiechu.
Potem powiedział - Jedenasta
- i odjechał na motocyklu.
Layne patrzył, jak odjeżdża,
zanim wyszeptał - Kurwa.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Tego trenera powinni usunąć za takie zachowanie
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń