Rozdział 19
Mądrość, współczucie i siła
- Cześć, Tanner! Przyjechałeś
zobaczyć Rocky?
Sharon Reynolds zobaczyła go,
kiedy wchodził frontowymi drzwiami szkoły i odsunęła się od biurka, by go
przywitać, zanim jeszcze przeszedł przez drzwi biura.
Layne uśmiechnął się do niej
– Sharon. Tak. Jest wolna? - zapytał, ale wiedział, że nie jest.
– Nie, uczy w audytorium –
odpowiedziała Sharon.
- Muszę z nią porozmawiać, to
trochę ważne. Czy możesz przesłać jej wiadomość?
Pomachała ręką przed twarzą -
O nie, nie martw się o to. Jestem pewna, że dzieci nie będą miały nic przeciwko
temu, że jej przeszkodzisz - Pochyliła się i mrugnęła do niego - Po prostu idź
do audytorium. Wiesz, gdzie to jest, prawda?
- Tak, czy muszę się wpisać?
Uśmiechnęła się do niego
szeroko - Zrobię to za ciebie. Obiecaj tylko, że wpadniesz odwiedzić dziewczyny
w biurze i się wypiszesz, dobrze?
Layne odwzajemnił jej uśmiech
równie dużym uśmiechem, a jej oczy zatrzymały się na jego ustach.
- Obiecuję. Dzięki, Sharon.
- Racja - wyszeptała, wciąż
wpatrując się w jego usta, a Layne nie zawahał się, odwrócił się i poszedł
korytarzem.
Była środa i był to tydzień Zabić drozda. Pomiędzy pracą nad jego sprawami,
zarówno płatnymi, jak i niepłatnymi, rozmową z matką, pilnowaniem domu Gabby i
Stew, goszczeniem co wieczór dwóch nastoletnich dziewczyn w swoim domu i
próbami zejścia się z Rocky, tydzień był już i tak oszałamiająco zajęty. Nie
miał czasu, żeby się zakraść i popatrzeć, jak Rocky uczy.
Na szczęście Sharon Reynolds
po części ułatwiła zakradnięcie się.
Reszta nie była już taka
łatwa.
Layne przemówił do Very, ale
najwyraźniej nie była gotowa odłożyć broni. Przynajmniej teraz oddawała strzały
szeroko, a nie patroszyła Rocky bagnetem.
Jasper dał Layne’owi markę,
model i kolor samochodu TJ Gainesa, ale bez adresu. O ile Jasper mógł zebrać
informacje, nikt nie wiedział, gdzie mieszka i nikt tam nie był. Layne jeździł
do kościele kilkanaście razy w ciągu dwóch i pół dnia i nigdy nie widział na
parkingu niebieskiej Hondy, żeby ją oznaczyć i pojechać za nim do domu. Jeździł
też po spotkaniach nastolatków i nadal nie jechał z Hondą. Oznaczało to, że
Layne był tej nocy na służbie, czekając, aż Gaines opuści Grupę Młodzieży i
stamtąd za nim pójść.
Layne dowiedział się, że
Jasper się nie mylił, a Keira była świrem i lubiła boysbandy, a Jasper lubił ją
na tyle, że pozwolił jej grać w domu i robić to głośno. Layne nie widział tego
pozytywnie w przyszłości, ponieważ Tripp nie lubił boysbandów, Vera
zdecydowanie nie lubiła boysbandów, Devin poważnie
nie lubił boysbandów, a Rocky nienawidziła ich prawie tak samo jak Layne.
Jasper będzie musiał niedługo zamknąć to gówno, albo wybuchnie wojna.
A w poniedziałek wieczorem
Layne odkrył, że Giselle Speakmon była
ładną blondynką siedzącą obok TJ Gainesa. Wyraźnie ona i jej rodzice myśleli
również o Raquel Merrick jako o swojej idolce, skoro młodsza siostra Giselle
miała jakiegoś bardzo gównianego raka, który był znacznie bardziej gówniany niż
rak w ogóle, a Roc zorganizowała imprezę charytatywną, która zarobiła pieniądze
na dom dla rodziców w pobliżu szpitala. Dom miał zostać zamknięty, a event
Rocky go uratował. Rodzice Giselle nie mieszkali daleko, ale dojazd, który
oznaczał dwugodzinną wycieczkę każdego dnia przez wiele miesięcy, był ciężarem,
którego nie mogli znieść, oprócz tego, że mieli w domu zarówno naprawdę chore,
jak i zdrowe dziecko. Ten dom znajdował się obok szpitala i jedno lub drugie mogło
zostać w nim przez sześć miesięcy, podczas gdy ich córka przechodziła leczenie
szpitalne, co znacznie ułatwiło życie i w pełni przypisali Rocky tę zbawczą
łaskę.
Siostra była teraz w remisji,
a rodzina Speakmon była zachwycona Świętą Rocky.
Dlatego, ponieważ Rocky tam
była, ich słodka, bardzo cicha, boleśnie nieśmiała córka mogła spędzać czas z
Tripp’em w domu Trippa. Rodzice ją wysadzili, a Rocky odwiozła ją do domu.
W poniedziałek wieczorem
milczała, tylko trochę rozmawiała z Rocky, a trochę z Keirą. Omijała Verę
szerokim łukiem, prawdopodobnie dlatego, że Vera zbyt mocno się starała, gdy
Giselle celowała w Rocky. Jasper, Layne i Devin otwarcie ją przestraszyli. Ale
wydawała się najbardziej komfortowa, przytulona do Trippa, a Layne wiedział
dlaczego. Tripp ją rozśmieszył i było coś w tym dzieciaku, coś, co sprawiło, że
Layne ścisnął się brzuch, bo widząc ją śmiejącą się, podejrzewał, że nie robiła
tego często, a może w ogóle.
We wtorek wieczorem zaczęła
wychodzić z siebie, wpuszczając Verę, ale Layne wiedział, że dla reszty będzie
to bolesny proces.
W domu pełnym dzieci, z jego
matką i Devin’em, Layne i Rocky nie znaleźli zbyt wiele czasu na połączenie się,
a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki on chciał się połączyć. Nie mieli
żadnej szansy na rozmowę sam na sam, a kiedy kładli się do łóżka, ona odlatywała
w ciągu kilku minut. Na szczęście jego Rocky ze snu go nie opuściła. Obudziła
go wystarczająco wcześnie, by Layne zwrócił się do swojej prawdziwej Rocky i
obudził ją rękami i ustami. Nie było tak dużo, jak chciał, ale zawsze było
świetnie, było coraz lepiej i było to o wiele więcej niż nic, więc nie miał
zamiaru narzekać.
Stew przynajmniej trzymał się
na dystans, a Gabby przynajmniej robiła to, co jej kazano. Złożyła dwa tysiące
na konto i nie wychylała się, mieszkając ze swoją przyjaciółką Brandy.
Layne skręcił w prawo na
końcu szerokiego głównego holu i poszedł korytarzem do audytorium. Cicho
otworzył drzwi, wszedł i trzymał je za rękę, żeby równie cicho się za nim
zamknęły.
Potem stanął z tyłu i
patrzył, jak Rocky robi swoje.
Siedziała na skraju sceny ze
skrzyżowanymi kostkami, przed nią siedziały jej dzieci, a jedno z nich mówiło.
- Myślisz pani, że Atticus
Finch jest gorący, pani Merrick? – zapytała dziewczyna, a Rocky uśmiechnęła się
do niej i spoczęła do tyłu z dłońmi na scenie.
– O tak – odpowiedziała
Rocky, Layne uśmiechnął się, oparł ramieniem o ścianę przy wejściu do audytorium,
usadowił się i nasłuchiwał.
- On nie ma nawet kobiety -
zawołał chłopiec.
- Mężczyzna nie musi mieć
kobiety, żeby być gorącym, Dylan. Po prostu musi być mężczyzną – odparła Rocky.
– Tak, rozumiem – wtrącił
inny chłopak – Zastrzelił tego psa. To cały
mężczyzna.
– Nie – Rocky pokręciła głową
– Tak nie było. Ale to dlaczego
zastrzelił psa, było.
Dzieci milczały, czekając, aż
Roc przekaże mądrość, a ona nie zawiodła.
- Widzicie, czytałam tę
książkę, kiedy byłam młoda. Przeczytałam to, zanim jeszcze musiałam to
przeczytać, tak, jak was zmusiłam – powiedziała im - Kiedy czytałam to po raz
pierwszy, chodziło mi tylko o Boo.
- Boo jest spoko! - zawołała
dziewczyna - Kocham Boo.
– Ma wiele do kochania –
powiedziała Rocky - Boo jest czysty przez cały czas.
- Co pani ma na myśli mówiąc
czysty? - krzyknął inny dzieciak.
– Jak myślisz, co mam na
myśli? – zapytała Rocky.
- To dobry facet? – zapytał
dzieciak.
– Tak – odpowiedziała Rocky.
– Jest miły – krzyknęła
dziewczyna.
– Racja – stwierdziła Rocky.
- Jest zamknięty w tym domu,
ale nadal dba o Jema i Scouta. Żyje dzięki nim swoim życiem - zawołał chłopiec,
a Rocky skinęła głową - Troszczy się o nich, dba o ich bezpieczeństwo.
- Wszystkie dzieci potrzebują
ludzi, aby się nimi opiekowali – powiedziała swojej klasie - Ale dzieci bez
matki, cóż, mogą mieć wspaniałego tatę i wspaniałego brata, ale w końcu Jem i
Scout mieli szczęście, że mieli Boo.
Na jej słowa Layne poczuł,
jak ściska go klatka piersiowa, a audytorium zapadła śmiertelna cisza. Nie
mówiła o tym, kiedy dwadzieścia lat temu mówiła mu, dlaczego uwielbiała Zabić drozda.
- Czy… - zaczęła dziewczyna,
po czym przerwała, zbierając się na odwagę, by kontynuować - Czy miała pani
Boo, pani Merrick?
W audytorium znów ucichło.
Tym razem było to niewygodne, ponieważ było to osobiste pytanie, pytające o
zbyt wiele.
Ale Rocky nie wahała się z
jej odpowiedzią – Nie, Brittany, nigdy nie miałam Boo. Dlatego, kiedy po raz
pierwszy przeczytałam Zabić drozda,
chodziło tylko o Boo - Pochyliła się i położyła przedramiona na udach.
- Widzicie, na tym polega
piękno książek. Bierzemy z nich to, czego chcemy i dla każdego może to być
inne. Jak dostaniecie dobrą, możecie nawet znaleźć to, czego potrzebujecie. Ja
potrzebowałam Boo, kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy i go dostałam.
Więc w pewnym sensie miałam Boo. Tego
Boo. Za drugim razem potrzebowałam otwarcia umysłu. Za trzecim razem
potrzebowałam Atticusa. Dlatego jest to tak genialna książka. Po pierwsze
dlatego, że jest genialna. Po drugie,
ponieważ za każdym razem, gdy ją czytasz, dostajesz z niej coś nowego.
– Potrzebowała pani, żeby pani
umysł się otworzył? - wrzasnął chłopiec.
– Tak – odpowiedziała Rocky -
Czujecie niesprawiedliwość, nawet jeśli jest fikcyjna, naprawdę czujecie ją, ma na to sposób. Czasami
nigdy nie można postawić się na czyimś miejscu. Nie możemy cofnąć się w czasie
i dowiedzieć się, jak to było być wtedy czarnoskórym.
Jej oczy przeskanowały
wszystkie białe twarze jej klasy i poszła dalej.
- Nawet dzisiaj, kiedy
wszystko ma być o wiele lepsze, nikt z was nie może zrozumieć, jak to jest być
czarnym, żyć ze świadomością tego, co stało się z twoimi przodkami i nadal
stawiać czoła niesprawiedliwości. Ale ta książka sprawia, że ją czujemy, a
czytając ją, wiemy, jak gorzki jest jej smak i wiemy, że jej nie lubimy. Ale ta
gorycz cię budzi. A kiedy się budzisz, otwierasz swój umysł na rzeczy na tym
świecie. Sprawiasz, że myślisz. Wtedy uznasz, że nie podoba ci się smak
niesprawiedliwości, ani dla ciebie, ani dla nikogo i zrozumiesz, że nawet jeśli
nie można wygrać wszystkich bitew, nie oznacza to, że nie należy walczyć.
- Jak Atticus - zawołała
dziewczyna.
– Jak Atticus – powtórzyła
Rocky z uśmiechem i usiadła prosto - Atticus Finch to najpiękniejszy mężczyzna,
jakiego spotkałam w druku. Jest dobrym ojcem i robi to, co słuszne, a nie to,
co bezpieczne, ani to, co popularne. Co jest właściwe. Jest delikatny. Jest
mądry. Jest silny. Jest zdecydowany i jest gotów podążać za swoimi decyzjami,
bez względu na szanse. Nawet jeśli oznacza to zrobienie czegoś ohydnego, jak na
przykład wyjście na ulicę i zastrzelenie wściekłego psa. Odebranie życia innej
istocie, aby wydobyć ją z nieszczęścia i zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Jeśli
przeczytasz tylko tę jedną scenę, poznasz piękno, jakim jest Atticus Finch. Na
szczęście dla nas, mieliśmy całą książkę, żeby go poznać.
– Czy to dlatego uważa pani,
że jest gorący? - zapytał chłopiec.
– Tak, Zach, dlatego uważam,
że jest gorący – odpowiedziała Rocky.
- Podobało mi się, kiedy
siedział przed komisariatem i patrzył w tłum - zawołał inny chłopak.
– To też było dobre –
powiedziała Rocky z uśmiechem.
- Podobały mi się sceny na
sali sądowej - krzyknęła dziewczyna - Były niesamowite!
– Tak, Luanne, były. Z
wyjątkiem werdyktu, na pewno nie był - zgodziła się Rocky.
– Werdykt był do niczego –
krzyknął chłopiec.
- Czy to cię złościło? –
zapytała go Rocky.
– No tak – odpowiedział.
- Jak bardzo? – zapytała
Rocky.
– To mnie wkurzyło –
odpowiedział dzieciak - Musiałem na chwilę przerwać czytanie.
Rocky uśmiechnęła się do
niego i zapytała - Dlaczego cię to
wkurzyło?
- Ponieważ to było złe -
odpowiedział.
– To było więcej niż złe, Will.
To była niesprawiedliwość - Rocky zeskoczyła ze sceny, płynnym ruchem, lądując
z gracją na jej wysokich obcasach i podeszła, by stanąć blisko klasy - Otwórzcie
umysły i uczcie się z tej opowieści. Nie stójcie nieruchomo wobec
niesprawiedliwości. Jeśli wiecie, że coś jest nie tak, znajdźcie swoją siłę i
przeciwstawcie się temu. Nie będę was oszukiwała, że to łatwe, bo nie jest.
Jeśli myślicie, że Atticus Finch wrócił do domu w nocy i spał spokojnie, bo
wiedział, że postępuje właściwie, to się mylicie. Martwił się. Martwił się o
swoje dzieci. Martwił się o siebie. Martwił się o swoje miasto. Martwił się o
świat, w którym żył i w którym dorastały jego dzieci. Martwił się o człowieka,
którego próbował bronić. I wiedział, że przegra. Wiedział o tym. Ale to go nie powstrzymało.
Ponieważ nawet jeden głos na pustyni ignorancji jest głosem, który ktoś usłyszy.
Ponieważ każda kobieta i mężczyzna, bez względu na kolor skóry czy wyznanie, ma
prawo do dobrej obrony. I ponieważ Jem i Scout dorośli, by być takimi, jak ich
ojciec, szerząc mądrość, rozumiejąc jego współczucie i dzieląc się jego siłą,
która jest jedną, jedyną bronią, jaką mamy przeciwko niesprawiedliwości - Szła
wzdłuż przodu klasy, ale jej oczy skanowały dzieci, kiedy to robiła, a jej
wzrok był skupiony, przeszywając każde dziecko osobno - Jeśli w tym życiu nie
jesteście niczym innym, bądźcie mądrzy, współczujący i silni, ponieważ te trzy
rzeczy są wszystkim.
Zapadła absolutna cisza,
dopóki chłopiec imieniem Dylan nie krzyknął - Jestem silny, pani Merrick. Mogę
wyciskać na ławce dwie pięćdziesiąt.
Inne dzieci zasyczały,
nazywały go obelgami, niektóre rzucały w niego zwitkami papieru, a jeden
wrzasnął - Jesteś taki śmieszny, Dylan, nie możesz wyciskać Barbie.
Rocky stała przed klasą z
rękami skrzyżowanymi na piersi i uśmiechem na twarzy.
- Dylan - zawołała, a
dzieciak odkrzyknął - Yo!
- Trudno nie widzieć, że
jesteś umięśniony – skomentowała Rocky, a Dylan natychmiast wstał i przeciął
kilka póz, napinając mięśnie, podczas gdy rzucano w niego kolejne zwitki
papieru i wykrzykiwano komentarze. Dylan zignorował ich, nadal pozował, a Rocky
przemówiła przekrzykując to - Taka siła, założę się, że jak jakiś łobuz,
którego zobaczysz na korytarzu, robi rzeczy i mówi rzeczy, których nie
powinien, a ty zawołasz do niego, żeby przestał. To siła i współczucie -
Uśmiechnęła się - Teraz wystarczy, że zdasz mój przedmiot, a może dodasz do
tego mądrość.
Klasa wybuchnęła śmiechem,
Dylan uśmiechnął się do Rocky, usiadł, a inny dzieciak zawołał - Chyba się pani
nie doczeka, pani Merrick!
Zadzwonił dzwonek i Rocky
uniosła ręce - W porządku, więcej Jema, Scouta, Boo i Atticusa jutro i w
piątek, ponieważ oglądamy film i przedstawiam wam Gregory’a Peck’a, więc
przygotujcie się na powalenie z zachwytu. Ale pamiętajcie, w piątek, chcę,
żebyście wszyscy przynieśli tytuł swojej ulubionej piosenki. Mówimy o tekstach,
a nie o muzyce, o ludziach. A jeśli ktoś z was wniesie tytuł do piosenki
boysbandu, automatyczna pała – zagroziła. Słychać było więcej śmiechu, a ona
odwróciła się w stronę sceny, mówiąc - Możecie iść.
Dzieci zerwały się i wychodziły,
a kiedy to robiły, Layne zdał sobie sprawę, że każde z nich przeczytało tę
cholerną książkę. Było masowe uczestnictwo, ale chociaż ledwo oderwał wzrok od
Rocky, zauważył, że nawet dzieci, które nie wypowiadały komentarzy ani pytań,
były całkowicie zaangażowane.
Ruszył do audytorium od
wejścia, dzieci go zobaczyły i niektóre z nich się zagapiły, niektóre
uśmiechały się, inne trącały innych i unikały jego wzroku.
Ale kiedy Dylan go zobaczył,
odwrócił się i krzyknął usłużnie - Pan Layne jest tutaj, pani Merrick! - i
kilka dziewczyn zachichotało, kiedy to zrobił.
Rocky podnosiła swoje
papiery, ale odwróciła się, słysząc komentarz Dylana, odwróciła się do tyłu i
spojrzała na Layne’a, gdy szedł na front. Upuściła swoje papiery i ruszyła w
jego stronę, spotykając go w połowie drogi z uśmiechem.
– Hej – powiedziała cicho,
uśmiechając się.
– Hej – odpowiedział i
oderwał wzrok od jej dołeczka, by spojrzeć jej w oczy.
- Co tu robisz? - zapytała,
przechylając głowę na bok.
– Chciałem popatrzeć, jak
robisz swoje – odpowiedział Layne.
Uśmiech zniknął, ale jej usta
się rozchyliły i spojrzała na niego z czymś w oczach, czego nie mógł odczytać.
Więc zgadł.
- Kochanie, byłem tam tylko
dziesięć minut. Ja nie… – zaczął wyjaśniać, ale przerwała mu szeptem.
- Chciałeś patrzeć, jak robię
swoje?
Layne przyglądał się jej
twarzy, wciąż nie mógł jej odczytać, więc wyjaśniał dalej - Sprawiłaś, że
chciałem ponownie przeczytać tę książkę, a sposób, w jaki to zrobiłaś, sprawił,
że doceniłem ją w sposób, którego nie miałbym, gdybyś tak bardzo jej nie kochała.
Powiedziałaś mi, że tego uczysz i… - Layne przestał mówić, kiedy spojrzała w
dół i na bok. Uniósł rękę, żeby zacisnąć ją na jej szyi - Roc.
Odchyliła głowę do tyłu, jej
oczy utkwione w jego i wyszeptała - Jarrod nie rozmawiał o moich dzieciach,
mojej pracy, o niczym. Nie był zainteresowany. Ani trochę. A twój czas jest tak
rozłożony, że aż cienki, że to cud, że nie jesteś przezroczysty i znalazłeś na
to czas…
Nagle zamilkła, pochyliła się
w bok, wypuściła mu rękę i rozejrzała się wokół, gdy usłyszał odgłosy dzieci
wchodzących do audytorium.
– Z przodu, na środku,
pierwsze trzy rzędy – zawołała do dzieci - Kayla, zrób mi przysługę i powiedz wszystkim,
kiedy wejdą, że pan Layne i ja potrzebujemy minuty.
- Jasne, pani Merrick -
odkrzyknęła Kayla, a Layne nie był pewien, co się dzieje w głowie Rocky,
chociaż uznał, że to dobre, ale był cholernie zachwycony, że „pani Merrick” się
przyjęło.
Rocky chwyciła go za rękę,
jej palce mocno owinęły się wokół jego i pociągnęła go w dół przejścia i wzdłuż
przednich siedzeń. Trzymała go za rękę, prowadząc go po schodach z boku sceny,
a potem schylała się z nim za kulisy.
Kiedy byli poza zasięgiem
wzroku, zatrzymała się, trzymała go za rękę i podeszła do niego tak, że ich
ciała prawie się ocierały.
- Okej, cóż, to oczywiste, że
jeśli gorący prywatny detektyw nie może obściskiwać się ze mną na meczu piłki
nożnej, to nie mogę obcałowywać na seksownego prywatnego detektywa w szkole, gdy moja klasa zbiera się
pięćdziesiąt kroków dalej. Więc będziesz musiał po prostu zadowolić się wiedzą,
że naprawdę, naprawdę chcę się teraz
z tobą obściskiwać, Tannerze Layne – oznajmiła, a on uśmiechnął się, tłumiąc
śmiech.
Opuścił jej rękę i położył
obie swoje na jej biodrach, przesuwając ją do przodu o tyle, ile potrzebował,
aby ich ciała rzeczywiście się ocierały, podczas gdy mruczał - Pączuszku.
Położyła ręce na jego klatce
piersiowej i zapytała - Było w porządku?
- Czy co było w porządku?
- Lekcja. Tyle jest do
powiedzenia przy tej książce, że nie da się do tego wszystkiego dojść, więc
muszę to rozcieńczyć. To znaczy, moglibyśmy o tym rozmawiać przez miesiąc i
nie…
Przerwał jej Layne - Było w
porządku.
Spojrzała mu w oczy - Jesteś
pewien?
Zbliżył twarz do jej twarzy i
wyszeptał - Mała, oni to spijali.
Natychmiast zdmuchnęła jego
komplement - To dobra klasa. Te dzieciaki są bystre.
– Nie, Roc, jesteś dobrą
nauczycielką. Te dzieciaki mogą być bystre, ale to ty sprawiasz, że jest to interesujące i myślę, że dzisiaj zmieniłaś
tam kilka żyć. A przynajmniej sposób, w jaki patrzą na rzeczy.
- Myślisz? - wyszeptała.
– O tak – odszepnął Layne.
Uśmiechnęła się z oczami
błyszczącymi od dołka i, kurwa, ale on chciał ją pocałować.
- Musisz wynegocjować nowy
kontrakt, pączuszku - poinformował ją Layne, a ona wybuchnęła śmiechem, po czym
pochyliła głowę i przycisnęła górę do jego klatki piersiowej nad rękami, zanim
odchyliła się do tyłu i spojrzała na niego.
- Zgadnij co? - zapytała,
śmiech wciąż grał na jej ustach.
- Co? - zapytał z powrotem,
obserwując jej usta.
- Adrian Cosgrove zadzwonił,
że jest chory w poniedziałek i wczoraj – stwierdziła i spojrzał na nią.
– Tak, mówiłaś mi.
- Cóż, nie zadzwonił dzisiaj.
Brwi Layne’a uniosły się - Bez
gówna?
Potrząsnęła głową - Bez
gówna. Nie słyszałeś?
- Byłem zajęty, mała.
– W takim razie powinieneś
zadzwonić do Colta lub Merry’ego i dowiedzieć się wszystkiego, bo ledwo wszedł
do drzwi, kiedy dyrektor wezwał go do swojego biura. Następnie, około pięć
sekund po tym, jak dyrektor Klausen zawiesił go, Chris Renicki i Marty Fink aresztowali
go za napaść i pobicie.
Layne uśmiechnął się - Dzień
wygląda na coraz lepszy.
Rocky odwzajemnił uśmiech - Zdecydowanie
- Potem jej uśmiech zniknął i stwierdziła – Wpłaci kaucję.
Layne pokręcił głową – Nie
martw się, Roc. Paige i Seth pozostaną tam, gdzie są, dopóki nie będą
bezpieczni. Będą objęci ochroną.
Skinęła głową i zapytała -
Jas dzwonił do ciebie podczas lunchu?
– Nie – odpowiedział Layne - Wszystko
okej?
Ponownie skinęła głową i
powiedziała - Tak. Najwyraźniej Tripp wynegocjował podwójną randkę.
- Słucham?
- Zapytał Giselle, czy mogłaby
poprosić rodziców, czy byłoby w porządku, po treningu piłkarskim, ale przed
Grupą Młodzieży, żeby Giselle mogła wyjść z Jasem, Keirą i nim na pizzę, a
potem Jasper mógłby zabrać ją do domu. Powiedzieli, że tak.
Layne uśmiechnął się. Jas
miał rację. Religijni czy nie, rodzice się ugięli.
- Dlaczego się uśmiechasz? –
spytała Rocky.
- Nic, pączuszku.
Odpuściła i oznajmiła - To
znaczy, że wieczorem wracam do domu.
Uśmiech Layne’a zgasł -
Dlaczego?
- Chłopców nie będzie u
ciebie, powiedziałeś mi, że musisz pracować do późna, a potem obserwujesz
samochód Gainesa, więc by cię tam nie było. I choć bardzo lubię Devina, bez
twojej ingerencji, Jaspera i Trippa, nie wiem, czy zdołałbym spędzić noc
głównie z Verą, czekając, aż wrócisz do domu.
Zdecydowanie nadszedł czas na
kolejną pogawędkę z matką.
– Roc…
– W każdym razie – przerwała
mu - Wydaje mi się, że od wieków nie było mnie w domu, więc dobrze będzie
sprawdzić pocztę, upewnić się, że żadne eksperymenty laboratoryjne nie
fermentują w mojej lodówce i obejrzeć coś innego niż football i pokazy
policyjne.
- Istnieje coś innego niż football
i pokazy gliniarzy? – zapytał Layne, a ona się uśmiechnęła.
- Tak, konkursy tańca gwiazd
– odpowiedziała. Layne odchylił głowę do tyłu, by spojrzeć na sufit i pochylił
go, kiedy poczuł, jak się dociska - Żartuję, kochanie. Nienawidzę tych
programów. Zdecydowanie wolę football.
Jego dłonie ścisnęły jej
biodra, zadzwonił dzwonek, a jej głowa odwróciła się na bok.
– Klucz – powiedział szybko,
a ona spojrzała na niego.
- Przepraszam?
- Podrzuć dodatkowy klucz do
mojego domu lub do skrzynki pocztowej w drzwiach do mojego biura. Napisz do
mnie, gdzie go umieściłaś. Przyjdę, kiedy skończę, i spędzę dziś noc u ciebie.
Znów spojrzała w bok, gdy
hałas, który dzieci wydawały bez nadzoru, stał się głośniejszy, a potem wrócił
do niego.
- Jesteś pewien? - zapytała.
- Tak.
– A co z Jasperem i Tripp’em?
- To już nie są dzieciaki, pączuszku,
a poza tym Vera i Devin tam są. Devin może mieć łóżko. Będzie kurewsko
zachwycony.
Znowu spojrzała w bok i
szepnęła - Muszę iść.
- Roc. Klucz – rozkazał
ściskając jej ręce w biodrach, a ona spojrzała na niego.
- Poczta w twoim biurze. Na
wypadek, gdyby Devina nie było w domu, kiedy wpadnę.
Tak. Zdecydowanie potrzebował
kolejnej rozmowy z matką.
– Racja – powiedział.
Odsunęła się od niego,
powtarzając - Muszę iść - a Layne ją puścił.
- Mała - zawołał, kiedy
odeszła trzy kroki dalej, i odwróciła się – Wisisz mi sesję całowania.
Uśmiechnęła się. Potem
zniknęła.
Layne znalazł drzwi za
kulisami i skierował się bocznym korytarzem do głównego korytarza, a następnie
do biura, gdzie wypisał się i był miły dla wszystkich pań z biura, utrzymując
je w słodkiej atmosferze, ponieważ uznał, że kiedy Rocky tam pracuje, pewnego
dnia będzie ich potrzebował.
Layne kierował się do drzwi
frontowych, kiedy usłyszał swoje imię i odwrócił się, by zobaczyć Nicka
Fullertona biegnącego korytarzem w jego stronę.
– Słyszałem, że jesteś w
szkole. Cieszę się, że cię złapałem - powiedział Nick, kiedy dotarł do Layne’a.
– Hej, Nick, wszystko w
porządku? – zapytał Layne, a Nick uśmiechnął się.
- Tak, zostałem dzisiaj
oficjalnie awansowany na głównego trenera – odpowiedział Nick.
Layne uścisnął mu rękę i
poklepał go po ramieniu.
- Gratulacje. Po sposobie, w
jaki poprowadziłeś drugą połowę meczu w piątek, widać, że dokonali właściwego
wyboru.
- Dzięki stary - Nick wciąż
się uśmiechał – W każdym razie spędziłem ostatnie kilka dni w biurze Adriana,
przeglądając różne rzeczy. Zastanawiałem się tylko, czy istnieje powód, dla
którego Jas nie rozmawiał ze zwiadowcami. Postanowił, że nie pójdzie na studia
czy coś w tym rodzaju?
Layne poczuł, jak napinają mu
się mięśnie szyi - Co?
- Zwiadowcy - powiedział Nick
- Z Ohio State, Illinois i Ball State. Interesują się Jasperem. Wiedzą, że ma talent,
nawet jeśli nie obsługuje piłki. Robi wszystko w hrabstwie i, pode mną, może w
całym stanie. Nie ma świetnych ocen, ale ma wysokie wyniki w egzaminach SAT i
jest oficerem klasowym.
Layne poczuł, jak mięsień
podskakuje mu na policzku, zanim powiedział cicho – Nick, jak dotąd nie wiem, żeby
Jasper słyszał, żeby jacyś zwiadowcy zgłosili zainteresowanie. Wiedzieliśmy, że
są zwiadowcy, ale nic po tym.
Nick wpatrywał się w niego
twardo.
Potem powiedział - Oddzwonię na
kilka telefonów.
- Zobowiązany - mruknął
Layne, Nick skinął głową i odwrócił się, by pobiec z powrotem korytarzem.
Layne obserwował go przez
trzy uderzenia serca, aż jego szyja się rozluźniła, a jego temperament był pod
kontrolą.
Potem odwrócił się i wyszedł
za drzwi.
*****
– Merry, unikałeś mnie przez
trzy dni. Jak to dostaniesz, zadzwoń do mnie. Jak nie odezwiesz się do jutra, wytropię
cię – warknął Layne do swojego telefonu i zatrzasnął go.
Ledwo go zamknął, gdy
zadzwonił w jego dłoni i spojrzał, by zobaczyć, że ma wiadomość od Rocky.
Otworzył telefon i przeczytał.
Wcześnie kładę się spać. Ból głowy. Nie musisz
przychodzić. Do zobaczenia jutro?
Layne zacisnął zęby i
nacisnął kciukiem przycisk odpowiedzi.
Przyjdę.
Nacisnął „Wyślij”, wyłączył
telefon, rzucił go na siedzenie obok siebie i spojrzał przez przednią szybę
swojej ciężarówki na boczne drzwi kościoła.
Lada chwila powinna wyjść
Grupa Młodzieży.
Chciał to skończyć. Chciał
zamknąć Gainesa. Znaleźć sposób, by Adrian Cosgrove zapłacił za pobicie żony i
syna oraz pieprzenie się z przyszłością Jaspera. Odpocząć ze świadomością, że
jego była żona była bezpieczna we własnym domu. Pokonać Rutledge’a i każdego,
kto pociągał za jego sznurki. Sprowadzić Jarroda Astley’a tak nisko, żeby
wyleciał z życia Roc. Namówić matkę, aby poskładała swoje gówno do kupy lub
sprowadziła tyłek z powrotem na Florydę.
I chciał porozmawiać z Merry’m,
żeby pomógł uporządkować Rocky.
Potem chciał wyjechać na
wakacje.
Z Rocky.
I może jego chłopcami.
Jego telefon zadzwonił,
spojrzał na niego siedzącego na siedzeniu z podświetlonym ekranem i podniósł
go. Kolejny tekst od Raquel.
Okej, skarbie. Zjadłeś kolację?
Uśmiechnął się do telefonu,
jego wcześniejsza irytacja wyparowała i odpisał.
Nie, ale jest dobrze.
Wysłał wiadomość i zaczął
odwracać i obracać telefon w palcach, gdy patrzył z powrotem na drzwi, aby
zobaczyć wychodzące dzieci.
Grupa Młodzieży spotkała się
w starym sanktuarium, kościele, który stał tam przez pięćdziesiąt lat, zanim
zbudowali nowe, nowoczesne sanktuarium, które było cztery razy większe, a nowy
budynek zawierał salkę parafialną, kuchnie i biura. Wciąż używali starego
sanktuarium do spraw kościelnych, takich jak Grupa Młodzieży, i wynajmowali je.
Nowy kościół jako taki nie
był nowy. Został zbudowany, gdy Layne był dzieckiem. Ale wcale nie przypominał
starego kościoła, nawet jeśli był do niego dołączony. Nowy kościół był
atrakcyjny, ale stary miał urok, pasował do miasteczka. Nawet kiedy był
dzieckiem i jego matka go tam zabierała, Layne nigdy nie rozumiał, dlaczego
zbudowali go w ten sposób. Oba budynki zostały połączone, ale nie pasowały. Dwa
różne style, dwie różne epoki i nowy kościół, mimo że przyćmiewał stary, nigdy
nie wydawał się pasować.
Patrzył, jak Jasper, Giselle
i Tripp opuszczali budynek i udali się do Chargera. Obserwował także, jak Tripp
powiedział coś, co sprawiło, że Jasper odrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się, a
Giselle odwróciła swoją, by uśmiechnąć się do jego syna szerokim uśmiechem. Potem
patrzył, jak Tripp wykorzystuje uśmiech i chwyta ją za rękę. Nie mogła ukryć
zaskoczenia kontaktem, ale też nie odsunęła się i podeszła do Chargera,
trzymając Trippa za rękę.
Usta Layne’a uniosły się.
Tripp zdecydowanie się uczył bycia spoko.
Zadzwonił jego telefon i
dostał kolejnego SMS-a od Rocky.
W mikrofalówce jest talerz. Pamiętaj, żeby go
wyłączyć, dobrze?
Rozumiem. Idź spać. Layne odpisał, wyłączył
telefon i rzucił go z powrotem na siedzenie.
Patrzył, jak dzieci
odjeżdżają samochodami lub z rodzicami, którzy przyjechali po nich. Potem
czekał, aż Gaines wyjdzie. Na parkingu pozostały tylko Honda i czerwony Ford
Focus.
Potem czekał dłużej.
Potem czekał jeszcze dłużej.
W końcu zobaczył, jak gasną
światła wpadające przez witraże starego sanktuarium, a pięć minut później
Gaines wyszedł z młodą dziewczyną. Ładną. Wysoką. Szczupłą. Ciemne, długie
włosy, tak zdrowe, że lśniły w światłach parkingu. Layne wiedział, że miała
szesnaście lat, ponieważ mogła prowadzić, może siedemnaście. Ale nie miała sposobu
bycia seniora. Nie trzymała swojego ciała w sposób, który wskazywałby na
kobietę, którą się stawała. Wciąż miała w sobie dziewczęcość.
Co sprawiło, że ich
pożegnanie wywróciło Layne’owi żołądek.
Byli tuż pod górną lampą, ale
nadal położyła rękę na klatce piersiowej Gainesa i stanęła na palcach, a on
pochylił głowę, położył rękę na jej talii i pocałował ją w szyję.
– Sukinsyn – syknął Layne w
przednią szybę.
Tyle gówna się działo, że
wypadł z gry. Powinien był mieć gotowy aparat głównie dlatego, że obiecał
Rocky, że dostarczy zdjęcie Gainesa Merry’emu, ale teraz, ponieważ gdyby Layne
miał to ujęcie, ten pocałunek sprawiłby, że Duszpasterz Młodzieży musiałby
odpowiadać na niewygodne pytania. Miał jeden w schowku na rękawiczki, ale go
nie wyjął.
Mimo to nigdy nie wyobrażałby
sobie, że Gaines stałby na parkingu pieprzonego kościoła i pocałował w szyję
nastolatkę, by mógł to zobaczyć jakikolwiek kierowca w przejeżdżającym
samochodzie.
Ten facet był zuchwały, co
oznaczało, że myślał, że jest nietykalny.
Musiał być ku temu powód.
Musiała być wpływ. Musiał coś mieć.
Layne wyciągnął aparat, robił
zdjęcia i patrzył, jak Gaines uśmiechał się do niej przez cały czas, gdy
machała, gdy szła do samochodu. Wsiadła i wystartowała, a Gaines wsiadł do
swojej hondy i wyjechał z parkingu. Layne zaczekał, aż Gaines skręcił w prawo w
Green, po czym rzucił kamerę na siedzenie pasażera, wytoczył się z
odosobnionego, zadrzewionego, nieoświetlonego tylnego obszaru parkingu i nie
spuszczał wzroku z hondy, włączając reflektory i skręcając w prawo tak, jak
trzy samochody między nimi.
Gaines ponownie skręcił w
prawo na 56, podobnie jak jeden z trzech samochodów między nimi. Layne pojechał
za nim.
I poszedł za nim prosto do
Brendel, gdzie Gaines skręcił w prawo do wejścia, a Layne nie miał innego wyjścia,
jak tylko skręcić z nim w prawo.
Jezu. Mieszkał w Brendel lub
odwiedzał kogoś tam o dziesiątej wieczorem.
Layne wślizgnął się przez
bramę, którą otworzył Gaines, a Gaines skręcił w pierwszą w prawo, podczas gdy
Layne pojechał w lewo, w stronę mieszkania Rocky. Zaparkował na jednym z jej
miejsc, złapał papierosy z schowka, mały aparat cyfrowy z siedzenia i wysiadł z
samochodu. Wyszedł na ulicę, chowając aparat do wewnętrznej kieszeni kurtki i
spojrzał w kierunku, w którym skręcił Gaines.
Żadnej Hondy w zasięgu
wzroku.
Layne poświęcił krótką chwilę
na zbadanie okolicy. Wytłumione oświetlenie, ale to było dobre. Nie zapraszało
obcych. Nie było wielu ciemnych zakamarków.
Ulice były dobrze oświetlone,
więc można było iść. Ktoś, kto tam przyszedł, chcąc zrobić coś, czego nie
powinien, zastanowiliby się dwa razy, ponieważ nie było gdzie się ukryć i łatwo
było go zobaczyć.
Dobre dla lokatorów. Złe dla
Layne’a.
Wyrzucił papierosa i poszedł
na chodnik przed oddziałem Rocky. Potem zapalił i poszedł na spacer. Mężczyzna
na zewnątrz palił papierosa i spacerował, minął jednostkę obok Rocky i
przebiegł przez szeroką drogę wjazdową do kompleksu. Potem wszedł na chodnik po
drugiej stronie. Po czterech jednostkach, tuż za zakrętem, znalazł Hondę zaparkowaną
obok sportowej, czerwonej Mazdy.
Jednostka K.
Mieszkanie pierwsze, ciemne.
Mieszkanie drugie, światła za roletami.
W mieszkaniu trzecim zapalają
się światła, po schodach, naprzeciw niewielkiego pola, które oddzielało Brendel
od sąsiedniego osiedla, szerokie okna i długi balkon, dwa razy większy od
Rocky, ale bez dwupiętrowych okien. Żadnych zasłon ani żaluzji nie zaciągnięto,
ale Layne nie miał powodu, żeby stać i patrzeć.
- Kurwa - wyszeptał, unosząc papierosa,
zaciągając się i wypuszczając rękę, wpatrując się w tablice rejestracyjne na
samochodach i zapamiętując je. Aby zaoszczędzić czas, żeby nie musiał tego
robić rano, rozważał szybkie pobiegnięcie na miejsca parkingowe, żeby sprawdzić
z nich numer mieszkania z nadzieją, że nikt go by nie zauważył, kiedy spojrzał
z powrotem na okno i go zobaczył.
Gaines był przy oknie, aby zasłonić
rolety. Kurtkę miał zdjętą. Koszulę wyciągniętą ze spodni. Butelka piwa w ręku.
Był w domu lub przynajmniej wszedł na noc.
Mieszkał w Brendel.
Żaden Duszpasterz Młodzieży
nie mógłby sobie pozwolić na Brendel.
Rolety zaczęły się zamykać i
Layne wrócił do Rocky.
Jutro jednostka K, mieszkanie
numer trzy, oficjalnie trafi na radar.
Layne trzepnął petem do
odpływu na ulicy dziesięć kroków od schodów Rocky. Biegnąc po nich, wyciągnął
klucze. Już umieścił klucz Rocky na swoim kółku.
Wszedł. Zapaliła światło przy
kanapie. Oświetlenie podszafkowe w kuchni też. Delikatne, ale przyjemne. Zapach
czegoś w powietrzu, owocowy, jak jagody. Jedną ze swoich świec już zgasiła, ale
zapach pozostał.
Zdjął kurtkę i rzucił ją na
fotel. Potem podszedł do lodówki, zobaczył butelki Bud i uśmiechnął się. Wyjął
jedną, odkręcił kapsel, wziął łyk i otworzył drzwiczki mikrofalówki.
Domowy makaron z serem i
kawałkami kiełbaski.
Na ten widok jego uśmiech się
poszerzył. Kiedy mieszkali razem, jej misją było zrobienie najlepszego domowego
makaronu z serem na świecie, a robiła to głównie dlatego, że pokochał jej
pierwszą próbę i powiedział jej o tym, więc dwoiła się i troiła, żeby było
lepiej. To było cholernie smaczne, zanim go zostawiła. To prawdopodobnie byłby dla
niego raj na talerzu, gdyby Astley pochylił się na tyle nisko, by zjeść makaron
z serem i pokrojonymi kiełbaskami.
Layne stał w kuchni,
opierając biodra o blat, jedząc i pijąc piwo. Już miał podejść do lodówki, żeby
sprawdzić, czy nie ma resztek, które mógłby wrzucić na dokładkę, gdy do drzwi
rozległo się głośne pukanie.
- Rocky, otwórz te pieprzone
drzwi! - Layne usłyszał krzyk Jarroda Astley’a.
Layne stał w kuchni z pustym
talerzem w jednej ręce, widelcem na wierzchu i butelką piwa w drugiej.
Wpatrywał się w drzwi i postanowił policzyć do dziesięciu.
Doszedł do trzech, kiedy
rozległo się pukanie i usłyszał - Wiem, że on też tam jest, głupia dziwko!
Otwórz te pieprzone drzwi!
Piwo Layne’a uderzyło z
hukiem w blat, a talerz z trzaskiem i znalazł się przy drzwiach w krótszym
czasie, niż zajęło mu policzenie do trzech.
Otworzył je i wypełnił futrynę.
- Co do cholery? – zapytał
otwarcie wściekłego Jarroda Astley’a.
Astley rzucił się do przodu,
uderzając Layne’a w klatkę piersiową ramieniem i odpychając go na bok, cały
czas mówiąc głośno - Zejdź mi z drogi, dupku.
Layne odsunął się od niego,
pchnął drzwi i odwrócił się, by zobaczyć Astley’a rozglądającego się wokół
siebie pośrodku otwartej przestrzeni między kuchnią a salonem. Wtedy Astley
krzyknął w stronę schodów - Rocky! Sprowadź tu swój tyłek!
Layne poruszył się. Idąc
prosto do niego i chwytając go za ramię, szarpnął go dookoła.
– Masz dwie sekundy do
wyjścia, jak nie, wyrzucam cię – uciął cicho Layne.
- Pieprz się! – ryknął Astley.
- Roc boli głowa – wycedził
Layne - Masz jej coś do powiedzenia, poczekaj, aż poczuje się lepiej, albo
powiesz to przez swoich prawników. Nie
wpadasz z pieprzonym krzykiem do jej domu.
Astley pociągnął go mocno za
ramię, żądając - Zabierz ze mnie rękę!
Layne szarpnął go mocno w
kierunku drzwi. Astley potknął się, ale wyprostował się, a Layne rozkazał -
Wynoś się.
- Zabierz ze mnie swoją cholerną rękę! - Astley ryknął, wykręcając ramię,
podnosząc rękę i wpychając ją w pierś Layne'a.
Layne usztywnił się, więc
pchnięcie Astley’a tylko odrzuciło go do tyłu, a potem pchnął do przodu,
odwracając się, by odepchnąć Astley’a i zmusić go do wyjścia, gdy usłyszeli ze
schodów – Jarrod?
Obaj zamarli i spojrzeli na
schody.
Rocky była na ich środku,
włosy miała rozpuszczone i wokół ramion, widać było koszulę nocną z King’s
Island, a resztę ciała zakrywała zamknięta balustrada. Jej twarz była blada i
wyglądała na wyraźnie zamgloną, ale nie z zaskoczenia czy zdenerwowania.
To nie był ból głowy. To był
jeden z jej bólów głowy.
Kurwa.
- Kochanie, idź do łóżka.
Zajmę się tym – zawołał do niej Layne.
- Pieprzyć to i pieprzyć cię!
- Astley wrzasnął i wyszarpnął rękę, omijając Layne’a i robiąc dwa kroki w
kierunku Rocky, czyli dwa kroki do trzech Layne’a. Layne okrążył go, by stanąć
przed nim i stanął mocno, blokując mu drogę, grożąc Astley’owi.
– Wynoś się – rozkazał Layne.
Astley zignorował go i nie
spuszczał wzroku z Roc.
- Zejdź tu na dół, suko! - W
tym momencie Layne przyłożył rękę do jego piersi, żałując, że nie może przyłożyć
pięści do twarzy, a oczy Astley’a przecięły na niego - Nie dotykaj mnie! - krzyknął - Wiem, do czego ona - dźgnął Rocky palcem
- cię namówiła. Wiem!
Devin najwyraźniej był
zajęty.
– Musisz gdzieś iść i się cholernie
uspokoić – ostrzegł cicho Layne.
- A ty musisz się pieprzyć! – krzyknął Astley, po czym spojrzał na
Rocky – Jesteś z nim miesiąc. Miesiąc
i to tak, jakbyś spędziła ze mną dziesięć minut. Wróciłaś do niczego. Kupa gówna.
Layne wyschło w ustach, ale
jego dłonie świerzbiały i zrobił dwa szybkie kroki do przodu, zmuszając
Astley’a do cofnięcia się ręką i ciałem.
– Layne – zawołała Rocky, a
Layne zatrzymał się i ręką odepchnął Astley’a o kolejny krok, ale sam się nie
cofnął.
Astley spojrzał na niego
gniewnie i wystarczająco głupi, by pozostać w przestrzeni Layne’a, a Layne
poczuł, że Rocky podeszła do niego i zacisnęła dłoń na jego bicepsie.
- O czym mówisz? - zapytała
cicho głosem tak zamglonym, jak wyraz twarzy i ściśniętym bólem.
Cierpliwość Layne’a, i tak
już napięta, opadła.
- Szantaż - wypluł Astley.
- Szantaż? - wyszeptała
Rocky, zaciskając spazmatycznie dłoń na ramieniu Layne’a.
– Tak, Rocky, szantaż. Nie udawaj, że nie wiesz –
odpowiedział Astley.
– Ona nie wie – wtrącił Layne
i Astley spojrzał na niego, gdy poczuł, że wzrok Rocky go uderzył - To wszystko
ja.
- Bzdura - warknął Astley.
- To prawda. Ona nie ma
pieprzonego pojęcia – odparł Layne - Teraz, skoro jesteś lekarzem i w ogóle, i
biorąc pod uwagę, że spędziłeś z nią ostatnie dziesięć lat, myślę, że wystarczy
jedno spojrzenie na nią i wiesz, że nie jest w dobrym stanie, więc powiem ci
znowu, wynoś się… do cholery.
- A ja powiem ci jeszcze raz…
pierdol się! – ryknął Astley.
A potem Rocky tam nie było.
Layne odwrócił się i patrzył, jak wbiegła po schodach z ręką na ustach.
Cholera, będzie chora. Ból
był tak silny, że miała z tego powodu mdłości.
A jej były-dupek krzyczał.
Layne spojrzał Astley’owi w
oczy, po czym podążył za nią, biorąc po trzy stopnie na raz.
Znalazł ją w łazience w
przedpokoju, klęczącą przed toaletą, jedną ręką na siedzeniu, jedną ręką
zaciśniętą we włosach, żeby je odciągnąć, głową w misce, wymiotującą.
Chwycił myjkę złożoną w
trójkąt na ręczniku na pręcie i wrzucił ją do zlewu. Zmoczył ją zimną wodą,
wykręcił i przykucnął obok niej.
Zebrał jej włosy w pięść,
delikatnie wyciągając je z jej dłoni, po czym położył chłodną szmatkę na jej
szyi i wymamrotał - Kochanie.
Splunęła, a potem położyła
czoło na ramieniu, gdy jej plecy ugięły się, starając się powstrzymać wymioty,
a Layne sięgnął i spłukał toaletę.
– Nienawidzę tego –
wyszeptała z ciężkim oddechem.
- Wiem kochanie - Layne
chwycił ją za włosy i przycisnęła lekko szmatkę na szyi, po czym przesunęła się
z powrotem nad toaletą i znów się szarpnęła.
Wróciła do opierania czoła na
ramieniu, jej plecy wyginały się i wyginały w łuk podczas głębokich oddechów,
które brała, kiedy Layne usłyszał głos Astley.
- Wzięła pigułkę?
Layne spojrzał na drzwi i
zobaczył go stojącego w nich, wpatrującego się w nich, z twarzą oczyszczoną ze
złości, zastępując ją czymś, czego Layne nie był w stanie przeczytać.
Roc się nie poruszyła.
– Jej pigułka? – zapytał
Layne.
– Wzięłam – szepnęła Rocky do
toalety.
- Kiedy? – zapytał Astley.
- Nie za… - wielki oddech -
nie tak dawno temu – odpowiedziała - Myślałam, że mogę to zwalczyć.
Astley westchnął głośno,
zanim powiedział – Zawsze ci powtarzam, Rocky…
– Wiem – szepnęła.
- Gdzie one są? – zapytał
Astley.
– Łazienka w mojej sypialni –
odpowiedziała i Astley zniknął.
Layne spojrzał na Raquel - Mała,
jaka pigułka?
Wzięła głęboki oddech i
usiadła na łydkach. Puścił jej włosy, ponownie spłukał toaletę, a ona spojrzała
na niego.
- Mam teraz pigułkę. Jarrod o
tym wiedział. Działa, jeśli wezmę to na czas. Czasem nawet, gdy nie wezmę go na
czas, jeśli nie wyląduje w toalecie, jak ta.
Layne przyjął tę informację i
przesunął szmatkę z szyi na twarz, ocierając brwi i zsuwając ją w dół, by na
końcu wyczyścić usta.
– Dzięki – wyszeptała, jej
oczy wciąż były zamglone, ale skierowane na niego.
– Zawsze, pączuszku –
uśmiechnął się do niej – wiesz o tym.
Jej usta zrobiły się miękkie,
a jej usta rozchyliły się tuż przed tym, jak jej oczy zsunęły się z niego, a on
spojrzał przez ramię i zobaczył Astley’a przy drzwiach, obserwującego ich. W
jednej ręce trzymał szklankę wody, a drugą zaciśniętą w pięść.
Zrobił krok do łazienki,
postawił szklankę na umywalce i upuścił obok niej jasnoniebieską tabletkę.
– Daj jej to. Jeśli to utrzyma,
za godzinę wyzdrowieje – stwierdził, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Layne słuchał, kiedy pomagał
Rocky wstać, ale nie słyszał, żeby zamykały się drzwi na dole. Słuchał dalej,
gdy wręczał Roc tabletkę i szklankę. Przełknęła to. Wziął od niej szklankę,
postawił ją na umywalce i zaprowadził do jej pokoju, wiedząc, że Astley wciąż
nie wyszedł.
Poszła prosto do głównej
łazienki przy swojej sypialni, a on oparł się o framugę drzwi i patrzył, jak
szybko myła zęby. Potem odsunął się na bok, gdy ona wędrowała w wypełnionej
bólem mgle do łóżka, ostrożnie weszła do niego i równie ostrożnie położyła się
na boku, podwinęła kolana w brzuch i wcisnęła głowę w poduszkę.
Podszedł do niej, naciągnął
na nią kołdrę i pozwolił, by lekko na nią opadła. Potem pochylił się i odgarnął
jej włosy z szyi. Chciał ją pocałować, ale gdyby było tak źle, jak się
wydawało, nie chciałaby tego. Więc zostawił ją w pokoju i zamknął za sobą
drzwi.
Znalazł Astley’a stojącego i
gapiącego się niewidzącym wzrokiem przez jej ogromne okna.
- Astley… - zaczął.
Astley mu przerwał - Powiedz
jej, żeby powiedziała swoim prawnikom, czego chce. Rozważę to i skontruję,
jeśli będzie to niewłaściwe.
Kurwa, on ustępował.
- Zamierzasz przestać walczyć?
– zapytał Layne.
Astley odwrócił się i
spojrzał na niego.
Robił to przez chwilę, a
Layne patrzył, czekając. Potem Astley odwrócił wzrok i podszedł do frontowych
drzwi.
Z ręką na klamce zwrócił się
do Layne’a - Chcę, żebyś ty wiedział,
że to nie z powodu twoich wybryków - Jego oczy powędrowały na schody, a potem z
powrotem na Layne’a.
- To z powodu niej - Wpatrywał się w Layne'a takt,
który przechodził w pięć. Potem wyszeptał - Wiesz, nie tylko ty możesz ją
kochać.
Layne poczuł, jak jego ciało
się ściskało, jego temperament wzbierał i tracił cierpliwość.
- Cholernie dziwny sposób na
pokazanie tego, człowieku.
- Myślisz, że nigdy nie
kochałeś kogoś tak bardzo, tak bardzo chciałeś czyjejś uwagi, że zrobiłbyś wszystko,
aby to zdobyć – odpalił Astley – Myślisz, że jestem dupkiem. Ona zdradzała mnie
przez dwanaście lat, od naszej pierwszej randki, siedząc naprzeciwko mnie i
żałując, że jestem tobą.
Jego pierś ścisnęła się na
słowa Astley’a, ale wciąż odpowiadał - Mylisz się. Chciała cię kochać.
Astley potrząsnął głową i
spojrzał z powrotem na schody.
Z oczami na schodach szepnął
- Nie miałem szans.
Potem otworzył drzwi, wszedł
i ostrożnie je zamknął.
Layne nie zawahał się i
przeszedł przez pokój, aby przekręcić zamek i przesunąć zatrzask.
Stał z ręką wciąż na zasuwce,
nie myśląc o ostatnich słowach Astley’a. Nie dawał przestrzeni w głowie temu
dupkowi. Zamiast tego myślał o tym, że jeden z głowy, pół tuzina do zrobienia.
Potem podszedł do lodówki,
aby znaleźć resztki Roc.
*****
Czterdzieści pięć minut
później Layne cicho wszedł do sypialni Rocky.
- Obudziłam się i czuję się
lepiej – powiedziała cicho z łóżka.
Layne podszedł do jej boku i
usiadł na nim. Wciąż była zwinięta w kłębek, odwrócona do niego plecami i nie
poruszała się. Nie było to niczym niezwykłym. Pamiętał, że po tym, jak
zwalczyła ból, nie była sobą. Nie we mgle, ale traciła odrobinę przytomności.
Pochylił się nad nią i
położył przedramię na łóżku przed nią.
- Potrzebujesz czegoś? –
zapytał.
- Jest dobrze –
odpowiedziała.
- Ta pigułka oczywiście
działa cuda, pączuszku, pamiętam, że czasami mijały godziny i tylko sen
przynosił ci spokój.
– Tak, to cudowna pigułka –
szepnęła.
- Więc dlaczego czekasz, aby
to wziąć?
– Bo jestem idiotką?
Żartowała, a on zaśmiał się
cicho, pochylił i pocałował ją w czoło. Potem odsunął się od niej, okrążył
łóżko, zasunął zasłony, które zostawiła otwarte, ściągnął ubranie i dołączył do
niej.
Wyciągnął rękę, wziął ją w
ramiona i przytuliła się bliżej.
– W porządku, Roc, bez
żartów. Dlaczego czekasz, aby to wziąć? - Layne powtórzył swoje pytanie, a ona
westchnęła.
Potem odpowiedziała - Nadzieja
jest wieczna. Nienawidzę tych bólów głowy i nie przychodzą zbyt często, więc w
międzyczasie mówię sobie, że już z nimi skończyłam, miałam ostatni. A kiedy się
zaczyna, mówię sobie, że to nie jeden z nich. To tylko ból głowy, bo nie chcę
uwierzyć, że wróciło. Potem cóż… wraca.
– Musisz brać pigułkę, Rocky.
- Wzięcie pigułki to przyznanie
się do porażki, Layne.
Wtoczył się w nią, kładąc ją
na plecy, podniósł i spojrzał w dół na jej zacienioną twarz.
- Każda bitwa warta wygrania
jest warta użycia każdej dostępnej broni – poinformował ją.
- Racja, jak szantażowanie
Jarroda? - odparła i Layne się uciszył.
Kiedy się nie odzywał,
zapytała - Szantażowałeś go?”
– Ja nie – odpowiedział dość szczerze Layne.
Milczała. Potem szepnęła -
Dev.
Layne nie odpowiedział.
- Co na niego dostaliście? -
zapytała.
- Brudny wkład w kampanię –
odpowiedział częściowo Layne.
– Mogę w to uwierzyć –
powiedziała cicho – Szczególnie biorąc pod uwagę, że był tak wkurzony. Uwielbia
być jednym z dobrych starych chłopców. Może się wkurzać, ale to było poza
schematami.
Layne uważał, że Jarrod
Astley nie lubił przegrywać, zwłaszcza nie coś tak ważnego jak Rocky. Uznał
też, że mężczyzna nie lubił chwil, kiedy nie mógł zrobić tego, co mu się
cholernie podobało.
Wątpił jednak, by gniew
dotyczył składek na kampanię.
Ten rodzaj gniewu dotyczył
miłości lub pieniędzy i to nie pieniędzy wydawanych na politykę.
Devin wyciągnął kartę
Marissy, a Astley stawiał czoła podwójnej wypłacie i tracił kontrolę nad Rocky,
nawet jego chory chwyt, który w zasadzie był tylko szarpaniem za jej łańcuch.
Więc to było jedno i drugie.
Miłość i pieniądze.
– On przestaje walczyć –
oznajmił Layne i poczuł, że ciało Rocky zesztywniało.
- Słucham?
– On przestaje walczyć,
kochanie – powiedział jej Layne - Mówił, żebyś powiedziała swoim prawnikom,
czego chcesz, jeśli nie będzie z tego zadowolony, odmówi.
- Na serio? - oddychała.
- Na serio.
Była nieruchoma i milcząca
przez chwilę, zanim podniosła rękę i owinęła ją wokół jego szyi, a potem
uniosła głowę i dotknęła ustami jego.
Potem powiedziała - Dziękuję,
kochanie.
Dzięki Bogu, nie była
wkurzona, była wdzięczna.
Więc wykorzystał - Oznacza
to, że jesteś mi coś winna, a to, co mi jesteś winna, to obiecanie mi, że
weźmiesz tę pigułkę, gdy tylko pojawi się ból głowy.
– Layne…
- Nie podlega negocjacjom.
- Layne…
- Uwielbiam twoje włosy, pączuszku,
i moje palce w nich, ale nie jest moją ulubioną rzeczą, przytrzymywanie ich,
kiedy rzygasz.
Rocky zamilkła.
– Zgadzasz się z tym? - popchnął
Layne.
– Tak – poddała się cicho.
– Obiecaj – naciskał.
– Obiecuję – oświadczyła.
Wtedy uśmiechnął się i
pochylił głowę, żeby musnąć jej usta swoimi.
Kiedy podniósł głowę,
zapytała - Dowiedziałeś się, gdzie mieszka Gaines?
– Masz pięć możliwości
zgadywania – odparł Layne - A jeśli jednym z nich nie jest Brendel, przegrywasz.
Rocky sapnęła, po czym
zapytała - Brendel?
- Tak - Layne upadł na jego
bok, a ona wpadła na niego, popychając go na plecy swoim ciałem i unosząc głowę
i ramiona, ale jej ręka wciąż była na jego szyi.
- Nie wierzę w to.
- Uwierz w to. Albo tu
mieszka, albo odwiedza swoją dziewczynę, która ma siano. Przyjechał prosto
tutaj, znał kod do bramy, a ja wybrałem się na spacer, znalazłem jego samochód
i zobaczyłem, jak zasłaniał rolety z piwem w ręku.
Milczała chwilę, zanim
powiedziała - On nie ma dziewczyny. Kobiety mogą być dość ślepe, Layne,
zwłaszcza gdy mężczyzna jest tak atrakcyjny, ale jeśli chodzi do kościoła i
widzi, jaki on jest z tymi dziewczynami…
Layne przerwał jej – Myślisz,
że jest atrakcyjny?
– No… tak – odpowiedziała.
– Roc, dowody sugerują, że
ten facet jest w jakimś chorym gównie. Widziałem, jak całował szyję
szesnastolatkę jako sposób na pożegnanie - Poczuł, jak jej ciało zesztywniało,
kiedy ciągnął - To gówno jest nie w porządku.
- Nie mówię, że jest
atrakcyjny tak, że gdyby do mnie nie rościł sobie prawa najgorętszy facet w
mieście, to bym w to poszła. Mówię tylko, no wiesz, technicznie jest atrakcyjny
w sposób „fuj, obrzydliwy, jest w chorym gównie, co bardzo szkoda, bo jest
słodki”.
Layne wybuchnął śmiechem,
objął ją ramionami i przewrócił ją na plecy.
Tym razem zakrył jej tors
swoim, ukrył twarz w jej szyi i zapytał - Rości sobie do ciebie prawo
najgorętszy facet w mieście? A więc kto to jest?
Lekko uderzyła go w ramię i
szepnęła - Zamknij się.
Uniósł głowę i uśmiechnął się
do jej zacienionej twarzy - Nie, naprawdę, chcę wiedzieć.
- Przestań dopominać się o
komplementy.
Zgiął szyję i otarł nosem o
jej nos, szepcząc – Myślisz, że jestem gorący.
- Wiesz, że jesteś gorący, zawsze wiedziałeś – stwierdziła, a on
podniósł głowę.
– Tak, i ty zawsze wiedziałaś.
Dlatego pięć razy chodziłeś tam i z powrotem do okienka w Fulsham’s Custard
Stand, kiedy ja siedziałem tam i jadłem mój rożek, kiedy pierwszy raz cię
zobaczyłem. Bo chciałaś trochę tego i zdobyłeś to, wymachując tyłkiem przed
moją twarzą.
Znowu sapnęła - Nie robiłam
tego!
– Mała, tak robiłaś.
– Jeśli sobie przypominam,
potrzebowałam serwetki – odpaliła.
- Pięciu?
- To był gorący dzień! Mój
rożek topił się zbyt szybko, bym mogła go zjeść.
- Mała, kiedy nie
spacerowałeś, lizałeś go i nie spieszyłaś się, bo to też zwróciło moją uwagę.
– Zapomniałam, jak bardzo
możesz być pewien siebie – warknął Rocky.
– A zapomniałem, jak lizałaś
ten rożek – odparł Layne. – Jedziemy do Fulsham jutro po kolacji.
– Jest zamknięty na zimę –
odparła.
- W takim razie kupuję lody i
rożki u Krogera.
- A ja umawiam się na dożylne
karmienie do końca moich dni.
Layne znów wybuchnął śmiechem
i przewrócił się na plecy, zabierając ze sobą Rocky, żeby była na górze.
Wiedział, że nie była poważnie wkurzona i bawili się w sprzeczki, kiedy
przysunęła się i ułożyła z policzkiem na jego klatce piersiowej i obejmując go
ramieniem. Uniósł rękę i przeczesał jej włosy, potem znowu i powtórz.
- Kochanie - zawołał, a ona
wymamrotała - Mm?
- Za trzecim razem,
powiedziałeś, że potrzebowałaś Atticusa - stwierdził, a jej głowa i ręka
uniosły się, ale tylko po to, by mogła oprzeć brodę na dłoni na jego klatce
piersiowej i spojrzeć na niego.
- Co?
- Dzisiaj na zajęciach
powiedziałaś, że kiedy czytałaś Zabić
drozda po raz trzeci, potrzebowałaś Atticusa - Poczuł, jak jej ciało napięło
się i naciskał - Kiedy to było?
– Layne…
- Kiedy to było?
- Ja nie…
Jego ręka wplątała się w jej
włosy, a drugim ramieniem objął ją, podciągając ją do piersi, tak że byli
twarzą w twarz.
- Kiedy to było? - powtórzył.
Milczała i ta cisza się
rozprzestrzeniała.
Potem wyszeptała - Kiedy straciłam
jego prawdziwą wersję.
- Jezu - odszepnął natychmiast
Layne.
Powiedziała, Atticus Finch to najpiękniejszy mężczyzna,
jakiego spotkałam w druku. Jest dobrym ojcem i robi to, co słuszne, a nie to,
co bezpieczne, ani to, co popularne. Co jest właściwe. Jest delikatny. Jest
mądry. Jest silny. Jest zdecydowany i jest gotów podążać za swoimi decyzjami,
bez względu na szanse.
– Jezu – powtórzył, wciąż
szepcząc.
Rocky wykorzystała jego
bezruch i poruszyła się, ocierając się lekko ustami o bliznę pod jego
ramieniem, a następnie kładąc tam swój policzek, obejmując go ramieniem,
przyszpilając go do łóżka.
– Oczywiście nie jesteś taki
sam jak on. Atticus nie był twardzielem, a jeśli był, to cichym. Ale z Atticus’em
chodziło o robienie tego, co było słuszne, a ty też taki byłeś i nadal jesteś.
A ja tęskniłam za tobą, więc kiedy przeczytałam to ponownie, bo tęskniłam za
tobą i pomyślałam, że nigdy więcej nie będę miała czegoś takiego, a to wszystko
dotyczyło Atticusa. Bo jeśli nie mogłam tego mieć, dobrze było spędzać z nim
czas w mojej głowie.
Przestała mówić. Layne
wpatrywał się w ciemny sufit, a ramię Rocky zacisnęło się wokół niego.
- Znowu to masz.
To wyszło od Layne’a, jego
głos był gruby.
– Dziwne – szepnęła - Myślałam,
że to było idealne. Ale jakoś tym razem jest lepiej.
Po jej słowach Layne skończył
i przekazał to, obracając ją na plecy, przykrywając ją swoim ciałem i całując ją
mocno i głęboko.
Rocky oddała mu pocałunek.
Potem zrobiła mu inne rzeczy, on zrobił jej inne rzeczy, a ona wyszła z łóżka,
znalazła swoją koszulę nocną, poszła do łazienki, umyła się, wróciła do łóżka,
gdzie go przyszpiliła i natychmiast zasnęła.
Layne nie zasnął.
Layne chciał wierzyć, ale nie
mógł. Już wcześniej wierzył, a jego piękne życie zostało mu wydarte.
Więc jutro będzie rozmawiał z
Garret’em Merrick’iem, nawet gdyby musiał go wytropić.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 😁
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na rozwiązanie zagadki grupy młodzieżowej. Dobrze że Astley mimo że przez szantaż zrozumial że nie ma już o co walczyć.