sobota, 25 czerwca 2022

22 - Nic znaczy wszystko (cz.2)

 

Rozdział 22

Nic znaczy wszystko (cz.2)

*****

– Jest w twoim biurze – powiedział Devin do ucha Layne’a.

Devin i Ryker zgarnęli TJ Gainesa.

– Dobrze – odparł Layne, nie odrywając wzroku od Rocky, która kucała przed Giselle, a Giselle siedziała na łóżku w pokoju, do którego ją zabrał. Stał z Merry’m i Verą na podeście, lekko odsunięty od matki. Rozmawiała z Wadem i Adele Speakmon, mówiąc im, że ich dziewczyna była bezpieczna.

Layne nie słyszał nic z pokoju. Widział tylko, że Giselle szeptała i Rocky kiwała głową.

– Masz ją? – zapytał Layne Devina.

– Nie ona. Był z inną nią. Dostał loda od jakiejś kobiety, która według Ryker’a nazywa się Tina Blackstone. Znasz ją?

Tina Blackstone. Gówno. Wszyscy ją znali i wszyscy wiedzieli, jak jej unikać.

Ale Tina Blackstone nie była w wieku Giselle. Tina była starsza od Rocky.

– Jesteś pewien, że to Tina Blackstone? – zapytał Layne.

– Nie znam jej, chłopcze, ale Ryker zna. Tak ją nazwał. Odpowiedziała na to. Więc tak, na pewno.

- Tina Blackstone lubi paplać, Dev -  powiedział mu Layne.

– A twój chłopak Ryker ma sposób na przekonanie jek, Tanner. Zaufaj mi, suka nie będzie mówić.

Cóż, przynajmniej to było dobre.

- Chcesz, żebyśmy go przetrzymali, czy chcesz, żebyśmy zmusili go do rozmowy? – zapytał Devin.

- Przetrzymajcie go. Pokaż mi, co się tutaj dzieje – odpowiedział Layne. — Ale myśl naprzód, jeśli chcesz, żeby mówił, użyj Ryker’a. Puść go. Brak zasad. Wystrasz z niego gówno. Musi bać się nas bardziej niż tej suki, dla której pracuje. Ale żadnych widocznych śladów - poinstruował Layne.

– Tanner – wyszeptał Merry i Layne spojrzał na niego.

– Nie słyszałeś tego – odszepnął Layne.

– Robimy tutaj podwójnego agenta? – Devin zapytał, ale wiedział. Tłumaczył to.

– Ta suka wie, że go mamy? – zapytał Layne.

– Jak daleko wiem, nie – odpowiedział Devin.

- Zadzwonię, kiedy dowiem się więcej. Może wyjść stamtąd w kajdankach lub możemy go potrzebować. Jak potrzebujemy go i nie możesz go złamać, znowu, wychodzi stamtąd w kajdankach. Jak dasz radę, niech po prostu zmieni strony.

– Och – szepnął Devin - Złamiemy go.

Rozłączył się.

Layne odjął telefon od ucha.

- Bracie - mruknął Merry, a Layne spojrzał na niego.

- Przyspieszyliśmy to, zdjęliśmy go i to samego. Jak zmienimy go, dostaniemy ją i Rutledge’a.

Merry zbliżył się – Mogło ci to umknąć, Tanner, ale mamy tam zdenerwowaną nastolatkę. Jej rodzice to spieprzą, a ty nie chcesz, żeby twój koniec był bałaganem.

- Wiem, że jej rodzice to spieprzą, Merry, to dlatego, że to zgłosili. Ale jeśli narobię bałaganu, musisz zrobić, co musisz zrobić, aby to posprzątać i musisz uważnie obserwować Rutledge’a, jeśli jeszcze nie zniknął. Przechwycił zgłoszenie zaginionej osoby zeszłej nocy. Poszedł do domu Speakmonów sam, a potem usiadł na tym.

Brwi Merry’ego się uniosły.

- Tak, to, że ty nie słyszałeś o tym, oznacza, że się nie podzielił. W tym mieście, jakby zaginęła nastoletnia dziewczyna, każdy gliniarz w wydziale by o tym wiedział i każdy byłby na polowaniu. Cokolwiek się stało, myśleli, że ona ich wysadzi. Przechwycił to zgłoszenie, co oznacza, że wiedział, że Speakmon’owie go wezwą. To znaczy, że na to czekał. To znaczy, że coś się wydarzyło zeszłej nocy przynajmniej z Gaines’em, może z kobietą. Nie może już dłużej ukrywać swojego gówna, Merry. To dowodzi, że jest powiązany przynajmniej z Gaines’em. Mamy ich obu. To, że Gaines okuleje, to najmniejsze z twoich zmartwień.

Merry podszedł bliżej - Chcę, by teraz Rutledge wyleciał.

– Nie mam problemu tym, że ona straci ochronę – odparł Layne - Ale jeśli to teraz zgłosisz, musisz wszcząć śledztwo. Masz brud, on będzie musiał wyjaśnić, chłopcy będą patrzeć przez ramię, szepcząc, ale to gówno zajmie dużo czasu, Merry. I rzuci się, ale, jak powiedziałem, mógł już się rzucić. Wytrzymaj to, dostaniemy to, co ona ma na niego, nigdy więcej go nie będziesz widział.

– W takim razie nie ma śledztwa. Po prostu macham tyłkiem tuż obok twojego, bracie. Chcę, żeby był tak zdenerwowany, jak jest tam ta dziewczyna - Layne przyjrzał mu się, a Merry skinął głową – Tak, bracie, słyszałem ją. Pochylił się bliżej i jego głos zniżył się - Cholernie ją słyszałem.

– To znaczy, że możesz umrzeć i ja mogę umrzeć – odszepnął Layne.

– Jego biurko jest obok mojego – syknął Merry.

Jezu, Merrick’owie.

– Cierpliwości, Garrett - Layne szeptał dalej.

- Powiedziała: „Nie zrobię tego ponownie” – przypomniał mu Merry.

- Cierpliwości, bracie. Byli blisko.

- Chcę to zrobić – Merry powtórzył słowa siostry z tego ranka.

Layne pochylił się trochę od swojego przyjaciela – Tak, Merry, ale wycisz to. Zobaczmy, co ona ma do powiedzenia. Wtedy zdecydujemy, jak to rozegrać.

Merry spojrzał mu w oczy, po czym skinął głową.

Podeszła Vera - Rodzice zaraz będą - szepnęła.

Layne skinął matce i objął ją ramieniem.

– Chyba nie chcę już być twoją recepcjonistką, Słonko – powiedziała, gdy oparła się na jego boku całym ciężarem.

– Tak myślałem – mruknął Layne, ściskając ją, a potem został zaalarmowany, gdy Rocky wstała. Położyła rękę na boku głowy Giselle i zsunęła ją w dół, by objąć jej policzek. Potem pochyliła się nisko, powiedziała coś, odwróciła się i wyszła z pokoju.

– Vera, czy mogłabyś…? - Rocky nie skończyła. Matka Layne’a wpadła do pokoju w kierunku Giselle.

Rocky spojrzała na Layne’a, potem na swojego brata, a potem zeszła po schodach.

Layne i Merry poszli za nią.

Była w kuchni i ledwo się do niej zbliżyli, zanim zaczęła szeptać.

- Przyszedł po nią ostatniego wieczora, kiedy szła na mecz. Gaines. Powiedział, że ją podwiezie. Ona powiedziała nie. Zatrzymał się i wysiadł z samochodu. Znowu powiedziała nie. Chwycił ją i wystartowała. Na początku się ukryła. Potem czekała. Potem przyszła tutaj, myśląc, że może pójść do jej domu. Włamała się przez okno.

- Dlaczego nie zadzwoniła do rodziców? – zapytał Layne i Rocky spojrzała na niego.

- Zrobili jej zdjęcia.

Layne podskoczył żołądek i Merry odskoczył od nich, prawdopodobnie szukając czegoś do rzucenia. Rocky ruszyła do przodu, jej dłoń zacisnęła się na bicepsie brata i znieruchomiał.

– Nie w ten sposób, ale nadal nie było dobrze i jej się to nie podobało – wyszeptała szybko Rocky, po czym jej oczy wróciły do Layne’a - Powiedziała, że to były jej zdjęcia ubranej. Mówi, że powiedzieli jej, że rekrutują modelki. Pojedzie do Nowego Jorku. Byłaby w reklamach w czasopismach. Zrobiła to z Alexis i inną dziewczyną. Tiffany Emmerson. Nie powiedziała nic o zdjęciach, ponieważ Alexis i Tiffany były tym podekscytowane, namówiły ją, by milczała, ale nadal jej się to nie podobało. Ale to, że był sam, złapał ją, to ją przeraziło. Powiedziała, że nawet Duszpasterz Młodzieży powinien wiedzieć, aby nie oferować podwiezienia samotnej dziewczynie, a zdecydowanie nie naciskać, gdy odmówi.

Mądra dziewczyna, dzięki, kurwa.

– Tiffany Emmerson, szesnaście, długie, ciemne włosy? – spytał Layne, a oczy Rocky się rozszerzyły.

- Tak - odpowiedziała.

- Jeździ czerwonym Fordem Focusem? - Layne kontynuował.

- Nie wiem. Czemu? - odpowiedziała Rocky.

– Przeczucie – mruknął Layne, wiedząc dokładnie, kim była Tiffany Emmerson. Za stara, ale gotowa na to, z wyjątkiem tego, że nie wiedziała, co było „to”. Kurwa.

Spojrzał na Merry’ego - To blondynka, ruda i brunetka.

- Kolekcjonuje typy - mruknął Merry, a Layne skinął głową.

Layne spojrzał na Rocky – Umiejscowiła z tym kobietę?

Rocky skinęła głową Layne’owi - Tak. Powiedziała, że lubiła dotykać.

Layne założył się, że lubiła.

Jezu.

– Powiedziała, że przyprawiła ją o ciarki – kontynuowała Rocky i zbliżyła się do Layne’a - Powiedziała, że nie miała problemu z Gaines’em, dopóki nie zabrał jej do tej kobiety i na pewno ma z nim problem po ostatnim wieczorze. Był po prostu Duszpasterzem Młodzieży i tak naprawdę nie myślała o nim zbyt wiele, z wyjątkiem tego, że był Duszpasterzem Młodzieży i był uroczy. Ale nie lubiła tej kobiety.

- Dotykanie było niewłaściwe? – zapytał Layne, a Rocky pokręciła głową.

- Nie, po prostu bliskie i częste. Bawiła się ich włosami, ustawiała ich ciała do zdjęć, nakładała na nie makijaż. Ale z tego, co wiedziała Giselle, to wszystko było normalne. Poza tym, że Giselle powiedziała, że było dużo makijażu, a Giselle nie lubiła tych póz.

Chryste.

- Więc dlaczego nie zadzwoniła do rodziców, żeby po nią przyjechali? – zapytał Layne, a Rocky ponownie pokręciła głową.

- Nie wiem, skarbie. Ma czternaście lat i była przerażona. Powiedziała, że gdyby jej rodzice wiedzieli, że zrobiła sesję zdjęciową, byliby źli. Są nadopiekuńczy, zwłaszcza gdy jej siostra zachorowała. Dlatego do nich nie zadzwoniła. Myślała, że będzie miała kłopoty, jeśli się dowiedzą. Nie myślała trzeźwo, po prostu przestraszyła się i ukryła. Tripp dzwonił i pisał i jej rodzice dzwonili i pisali, a im więcej dzwonili, tym bardziej się bała. Ale dostała telefon ode mnie i pomyślała, że może mi zaufać, więc oddzwoniła.

Przerwała, Layne skinął głową, a Rocky kontynuował.

- Sesja zdjęciowa odbyła się około miesiąc temu, ale potem nic, mimo że Gaines jej oferował. Giselle by tego nie zrobiła i nie sądzi, by zrobiły to Alexis i Tiffany, ale próbowali ją do tego namówić. Zawarły dziewczęcy pakt. To było wszystko albo nic. Potem powiedziała, że po tym Gaines spędzał z nią dużo czasu, dużo z nią rozmawiał, próbował nawiązać przyjaźń i czuła się z tym dziwnie, ponieważ popychał kolejną sesję. Powiedziała, że mogłaby przysiąc, że czasami go widywała, kiedy wychodziła ze szkoły, w jego samochodzie przed jej domem, ale jak spojrzała ponownie, jego tam nie było, więc myślała, że widzi różne rzeczy. Ale zeszłego wieczoru nic nie widziała.

Nie, nie widziała rzeczy.

Ryker potrzebował tych informacji. Jeśli robili to Giselle, mogli robić to Alexis.

- To stało się wczoraj wieczorem, dlaczego wczoraj odcięła Trippa w szkole? – zapytał Layne.

Wyraz twarzy Rocky rozjaśnił się, a jej usta drgnęły - Rada Alexis. Powiedziała jej, że zbyt ułatwia Tripp’owi. Kazała jej grać twardo. To nie miało nic wspólnego z Gaines’em ani z tym wszystkim. Niemal bardziej martwi się, że Tripp będzie na nią zły, niż o swoich rodziców czy Gainesa.

Jezu, pogrywające nastolatki. Zaczynają młodo. Wydawało się, że Layne miał tego całe życie i był cholernie zadowolony, że gówno się skończyło.

- Zmieniały ubrania? – zapytał Layne i na twarzy Rocky pojawiło się zmieszanie.

- Zmieniały ubranie? - powtórzyła, a Layne zbliżył się do niej, kładąc rękę na jej szyi.

- Czy przebierały się, Roc, na sesji zdjęciowej. Nawet jak były same, gdyby to zrobiły, mogliby mieć kamery - wyjaśnił Layne, a Rocky przełknęła ślinę.

– Nie pytałam – szepnęła Rocky.

Layne skinął głową w stronę sufitu i odszepnął – Zapytaj, kochanie, pospiesz się, zanim jej rodzice tu dotrą.

– Cholera – mruknęła, spojrzała na brata i wyszła z pokoju.

Merry dosunął się do Layne’a.

- Więc o co chodzi, bracie?

– On odpadł – stwierdził natychmiast Layne, patrząc na Merry’ego - Ujawniłem go wielebnemu dokładnie takim, jakim jest. Jeszcze tego nie wie, ale nie ma już pracy. Pastor Knox nie pozwoliłby mu pracować pod przykrywką, a my nie pracujemy pod tym kątem z tym zboczeńcem. Nigdy więcej rekrutacji. Ten modelowy biznes też jest niedostępny. Jak powiemy Speakmon’om, mówimy Ryker’owi, który spotyka się z matką Alexis McGraw, i mówimy Emmersonom.

- Wtedy uciekną, są wyrzuceni i nie mają możliwości rekrutacji.

- Może tak, może nie. Jak zmienimy Gainesa, może uda nam się go przekonać, żeby spróbował zagrać to w inny sposób. Są okopani, skonfigurowani. Spędzili nad tym dużo czasu i zamierzali za to zabić. Dużo zainwestowali i dzięki temu jest wiele, co może ich tu zatrzymać. Muszą rozebrać operację, stracą więcej. Jak zmienimy Gainesa, każemy mu ich ostudzić, przekonać ich, że wciąż ma dziewczyny, prowadzi nas do nich, a my ich wszystkie zdejmujemy.

– Rutledge?

- Nie rozumiemy tego, co ona ma na niego, jak go znajdziemy, będziesz musiał przerzucić Rutledge’a w pokoju przesłuchań.

Merry uśmiechnął się.

Layne nie odwzajemnił uśmiechu. Wyciągnął telefon i zadzwonił do Ryker’a.

- Yo – odpowiedział Ryker po pierwszym sygnale.

- Alexis jest bezpieczna? – zapytał Layne.

- Tak – odpowiedział Ryker.

- Jak bardzo jesteś tego pewien? – zapytał Layne.

- Wystarczająco, skoro dzwoniłem do mojej małej, prawdopodobnie co piętnaście minut, odkąd usłyszałem, że ta dziewczyna zaginęła. Alexis jest w domu. Wściekła. Jest uziemiona, ponieważ pyskowała, kiedy Lissa odcięła ją od Grupy Młodzieży.

Co kwadrans i odcięcie od Grupy Młodzieżowej. Layne w to wierzył. Dowód, że Ryker był człowiekiem, za jakiego uważał go Layne.

- Tak, mają oko na dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale podążają za nimi. Musisz poinformować swoją małą i jak masz przyjaciela, któremu możesz zaufać, umieść mężczyznę w jej domu.

- Cholera - mruknął Ryker, a potem powiedział - Rozumiem.

– Gaines poci się?

- Jest przywiązany do krzesła i patrzy, jak twój mężczyzna czyści broń. Uważa, że to fascynujące, bracie.

Layne nie zaśmiał się.

– W porządku, Ryker, musisz mi dać cztery rzeczy od tego faceta. Po pierwsze, dlaczego poszedł za Giselle zeszłego wieczora? Po drugie, czy Towers i Rutledge wciąż są w mieście? Po trzecie, czy szukają Giselle? I cztery, jeśli tak, to dlaczego on dostawał loda od Tiny Blackstone?

– Dostaniesz to – odparł Ryker.

- Zechcę więcej później. Zacznij od tego i od wszystkiego, co ty chcesz wiedzieć.

- Kolejne „dostaniesz to” – powtórzył Ryker.

- Słuchaj dalej mieszkania. Jeśli dostaje loda od Tiny, bo nie są zdenerwowani przez uciekającą Giselle, kobieta może wrócić do mieszkania. Musimy usłyszeć, co ma do powiedzenia.

- Devin zajmuje się tym wszystkim - powiedział mu Ryker.

– Dobrze – odparł Layne – Powiedz Devin’owi, że jest od sprzątania. Musi się upewnić, że wielebny nie wygada się. Grupa Młodzieżowa jest chwilowo zawieszona, bez wyjaśnienia, to wszystko. Nic więcej nie przecieka.

– Powiem mu.

- Później - Rozłączył się i zadzwonił do Jaspera.

Jasper odebrał po drugim dzwonku.

- Co się dzieje, tato?

- Mamy Giselle. Z nią okej. Całkowicie w porządku. Tripp jest z tobą?

- Tak.

– Powiedz mu teraz.

Słuchał, jak Jasper mówi - Tata znalazł Giselle. Jest okej, Trippo-mantyk. Wszystko jest dobrze.

- Gdzie ona jest? - Layne usłyszał pytanie Trippa.

- Jej rodzice przyjeżdżają po nią - Layne odpowiedział, ale nie czekał, aż Jas przekaże te informacje, zanim przeszedł dalej – Wy, chłopcy, kończycie zbierać informacje od przyjaciół Giselle. Potrzebujemy wszystkiego, co możemy dostać na Gainesa. Kiedy skończycie, możecie wrócić do domu do mamy. I Jasper, potrzebuję, żebyś zlokalizował Tiffany Emmerson. Jeśli nie masz jej numeru, znajdź kogoś, kto ma. Chcę, żebyś zadzwonił do mnie, kiedy będziesz wiedział, że jest bezpieczna, a potem chcę, żeby jeden z twoich chłopców przykleił się do niej, dopóki nie dostanę się do jej rodziców.

- Kolejna faworyta – mruknął Jasper.

– Rozumiesz to, stary – mruknął Layne - Zwieramy szyki, synu.

- Tak jest – odpowiedział Jasper - Później.

- Później, Jas - Layne zamknął telefon i spojrzał na Merry’ego - Potrzebuję twojego taty. Jest nas za mało i muszę mieć uszy w tym mieszkaniu. Możesz do niego zadzwonić i zabrać go do biura?

Merry skinął głową, wyciągnął telefon i odszedł.

Wtedy do pokoju weszła Rocky.

- Nie przebierały się – oznajmiła, kiedy podeszła bliżej - Powiedzieli im, w co się ubrać na sesję zdjęciową. To było skąpe, a Giselle nie ubiera się skąpo. Alexis powiedziała jej, że może coś pożyczyć, ale Giselle nie chciała tego zrobić. Powiedziała mi, że Alexis i Tiffany tak zrobiły, ale ta kobieta, fotograf i Gaines nie zrobili z tego wielkiej sprawy, że Giselle się tak nie ubrała.

– Dobry dzieciak – mruknął Layne.

Rocky zbliżyła się i otoczyła ramieniem jego talię, więc objął ją ramieniem wokół ramion.

- Czuje się trochę głupio, skarbie, bo myśli, że zrobiła wielką sprawę z niczego. Martwi się, że jej rodzice będą źli, Tripp… Nie wiedziałam, co powiedzieć.

Layne spojrzał na nią, gdy mówiła, a kiedy przerwała, zapytał - Co powiedziałaś?

- Powiedziałam, że ma zawsze kierować się instynktem. Jak masz złe przeczucia, bądź bezpieczny, a potem znajdź kogoś, komu ufasz, co ona zrobiła. Nie odniosłam się do Gainesa. Po prostu powiedziałam jej, że postąpiła słusznie i wszyscy zrozumieją.

Layne ścisnął jej ramię i mruknął – Dobra odpowiedź, pączuszku.

- Prawdopodobnie dobrym pomysłem będzie nakłonienie Trippa do napisania do niej SMS’a, że słyszał, że wszystko w porządku, jest zadowolony i powinna do niego zadzwonić, kiedy tylko może - Rocky przycisnęła się bliżej i szepnęła – Ona go lubi, kochanie, i to bardzo.

Merry wrócił do nich. Nie rozmawiał przez telefon, pochylił głowę, żeby słuchać, samochodu wjeżdżającego na podjazd, a potem spojrzał na Layne’a.

– Rodzice – mruknął, po czym ruszył do drzwi wejściowych.

– Ty dzwoniłaś do niego, Roc. Będzie chciał to usłyszeć od ciebie – powiedział jej Layne, a ona skinęła głową, uśmiechnęła się do niego i mocno objęła go ramieniem. Potem odwróciła głowę do drzwi, które usłyszeli, jak Merry otwierał.

– Lepiej porozmawiajmy z Adele i Wade – szepnęła, wciąż patrząc w stronę drzwi.

– Tak – westchnął Layne i obejmował swoją kobietę ramieniem, prowadząc ją do drzwi.

*****

Kiedy Layne przybył do swojego biura, Dev spotkał go przy zewnętrznych drzwiach.

- Dotarłeś tu w samą porę na dobrą część - wyszeptał Dev z przerażającym uśmiechem.

- Mówi? – zapytał Layne.

- Tak, teraz zastanawiam się nad nią, dlaczego wybrała tego faceta – odpowiedział Devin - Po pierwsze, ten chłopak jest głupi jak cholera. Myślę, że przez całe życie radził sobie ze swoim wyglądem i mu się to sprawdziło, więc wykorzystuje około ćwierć z jedenastu procent mózgu, którego używają inni ludzie. Po drugie, boi się jej. Boi się nas. Boi się wszystkiego. Wreszcie, nie obchodzi go, nad kim lub dla kogo pracuje, po prostu chce być ładny.

- Bycie ładnym nie będzie mu dobrze służyło w dołku – zauważył Layne.

– Tak, wyjaśniłem mu to. To jeden z powodów, dla których się nas boi – odpowiedział Dev.

- Dostałeś moje odpowiedzi? – zapytał Layne, a Devin skinął głową.

- Po pierwsze, kobieta się niecierpliwi. Ma klientów w kolejce, imprezę, duże pieniądze. Potrzebują tych dziewczyn, ale nie mogą ich zabrać z powodu Giselle. Dziewczyny jasno dały do zrozumienia, że poruszają się jako zespół, a Giselle nie miała ochoty się ruszać. Towers jest nieszczęśliwa, jak w nie… szczę… śliwa – odpowiedział Devin, po czym uśmiechnął się do Layne’a - To nie tylko dlatego, że Giselle nie chce mieć z nimi do czynienia, ale także dlatego, że Giselle znalazła sobie chłopaka i nie mogli znaleźć z nią czasu z dala od Trippa.

Na to Layne odwzajemnił uśmiech. Był to mały uśmiech, ale był to uśmiech, ponieważ Tripp zrobił dobrze i ponieważ jego syn byłby zadowolony, że zrobił swoją część, by zapewnić Giselle bezpieczeństwo.

Devin kontynuował - Teraz, nie ma wymówek dla swoich klientów, którzy chrząkają po obejrzeniu zdjęć dziewczyn. Dwie pozostałe dziewczyny są gotowe, jego słowa. Słowa, które, dodam, sprawiły, że twój chłopak Ryker stał się trochę przerażający, Tanner, a kiedy to mówię, to znaczy, że mnie przestraszył, stał się tak cholernie przerażający.

– Troszczy się o Alexis – mruknął Layne.

– Cóż, to widać – mruknął Devin, a potem mówił dalej.

– W każdym razie Giselle pieprzyła im robotę. Towers wywierała presję i on stał się zdesperowany, zaczął za nią podążać i działał na własną rękę. Znalazł swoją okazję, kiedy Giselle była sama bez Trippa u boku i skorzystał z niej. Kiedy rzuciła się do ucieczki, ześwirował, poinformował o tym Rutledge’a. Według Gainesa Rutledge boi się tej suki prawie tak samo jak Gaines. Powiedział mu, że się tym zajmie i zachowa to w tajemnicy. Kobieta gówno wie. Gaines, będąc tym, co teraz wiem o Gaines’ie, wzruszył ramionami. Kiedy przekazał to do Rutledge’a, poszedł swoją wesołą drogą, a jego droga jest wybrukowana wszystkimi wesołymi rzeczami. Najwyraźniej, kiedy nie głosi słowa Bożego podczas pracy nad wystawianiem nastolatek do zbiorowego gwałtu, walił tę Tinę od miesięcy, między innymi rzeczami.

Layne skinął głową, myśląc przelotnie o Tinie Blackstone. Tina rozłożyłaby nogi dla każdego, ale ustanowiłaby światowy rekord, gdyby ten ktoś był przystojny. I nie obchodziło jej to, kim jest i co robi. Poważnie wątpił, by Tina mrugnęła, gdyby dowiedziała się, że została przeleciana przez faceta, który rekrutował do biznesu dziecięcej prostytucji. Szczerze mówiąc, może trochę się trząść, ale potem się otrząśnie i pójdzie dalej.

Devin zszedł mu z drogi, a Layne odłożył na bok myśli o Tinie i wszedł do swojego biura. Dev poszedł za nim, a Layne zobaczył TJ Gainesa lub, jak Layne znał go teraz z rozmowy telefonicznej, którą wykonał, aby uzyskać tożsamość na podstawie jego odcisków palców, Jeremy’ego Gouldinga przywiązanego do jednego ze swoich biurowych krzeseł i wyglądającego na gotowego, by wysikać się w spodnie.

– Ty – wyszeptał, kiedy przeniósł wzrok z Ryker’a, siedzącego w fotelu Layne’a i czyszczącego paznokcie swoim cholernie wielkim nożem, na Layne'a.

– Jak leci, Jeremy? – zapytał Layne, podchodząc do swojego biurka i opierając się o nie.

Głowa Jeremy’ego drgnęła.

– Tak – powiedział cicho Layne – Wiem kim jesteś. Mam solidne dowody na to, że jesteś winny kradzieży tożsamości w stanie Indiana i wiem, że w Tennessee wydano na ciebie nakaz.

Wzrok Jeremy’ego przesunął się za Layne’a na Ryker’a, a potem na bok, by przyjrzeć się Devin’owi, a potem strzelił z powrotem do Layne’a.

- Wielki krok naprzód – zauważył Layne – Przejście od drobnych wykroczeń, wszystkich przeciwko kobietom, do dziecięcej prostytucji.

Blada twarz Jeremy’ego poszarzała - To nie jest część mojej umowy.

Layne uniósł brwi - Nie?

Jeremy pokręcił głową.

– Widziałem, jak całowałeś Tiffany Emmerson w szyję. Widziałem, jak Alexis McGraw położyła na tobie rękę. Słyszałem, że dzieliłeś gumę z Alexis, usta w usta, po tym, jak została przeżuta – zauważył Layne i poczuł, jak nagła ściana wściekłości spadająca z Ryker’a uderzyła go w plecy, tak jak zamierzał.

Jeremy też to poczuł i szarpnął się, odsuwając krzesło do tyłu, jego wzrok był utkwiony w Ryker’ze.

– Siedź spokojnie, Jeremy – powiedział cicho Layne, gdy Dev stanął za Jeremym.

Jeremy nie oderwały oczu od Ryker’a, ale zrobił tak, jak mu kazano.

- Nie zrobiłem… nie zrobiłem - wyjąkał -  Ja tego nie zrobiłem.

– Nazywasz Alexis kłamczuchą? – zapytał Layne.

Oczy Jeremy’ego powędrowały do Layne’a - Nie! - płakał.

– Więc dzieliłeś się z nią gumą – naciskał Layne.

– Ja… nie, ona dzieliła się gumą ze mną– poprawił Jeremy.

- Okej - powiedział Layne, a potem skłamał - Widzę różnicę.

– To tylko praca – wyjaśnił szybko Jeremy, gdy Layne usłyszał i poczuł, jak Ryker poruszył się za nim - Nie podobało mi się to. Nie przepadam za dziewczynami. Lubię kobiety, wiesz, jak twoja pani - Plecy Layne’a wyprostowały się, jego twarz się zmieniła, a ciało Jeremy’ego znów szarpnęło się - Nie! Nie! To znaczy, jest ładna. Komplementuję ją. Mówię tylko, że nie lubię dziewczyn. Ale to była moja część pracy. A Nic powiedziała, że zaopiekuje się dziewczynami, powiedziała, że zawsze się nimi opiekuje.

- Jak się nimi opiekuje? – zapytał Layne.

- W każdy sposób. Pieniądze, ubrania, uwaga. Dziewczyny kochają to gówno, a Nic kocha je. Jest z nimi dobra. To nie jest tak obleśne, jak myślisz - wyjaśnił Jeremy, a Layne miał problem z kontrolowaniem swojego szyderstwa i chęcią rozorania twarzy Jeremy’ego pięścią.

– Mylisz się – szepnął Layne – Bardzo się mylisz. To takie obleśne, jak sądzę. Kurwa, Jeremy, to jest bardziej obleśne.

– One też nie są tak młode, jak myślisz – ciągnął szybko Jeremy.

- Przykro mi, stary, ale w tym też się mylisz. Giselle spotyka się z moim synem i ma czternaście lat. Jest dokładnie tak młoda, jak mi się wydaje – powiedział Layne.

– Tak, to znaczy z Giselle, tak, ona… ona… przepraszam za nią, dobrze? Nie była właściwa. Nic powiedziała mi, kogo wybrać i wiedziałem, że Giselle nie była właściwa, ale musiałem zrobić to, co powiedziała Nic. Ale pozostałe dwie mają więcej niż czternaście i szesnaście lat, zbliżają się do trzydziestki – odparł Jeremy.

Ryker znów się poruszył. Layne wiedział, że stał. Teraz szedł wokół biurka.

- Ryker, stój, bracie, nie będzie mógł mówić, jeśli będzie miał złamaną szczękę – powiedział cicho Layne, nie odrywając wzroku od Jeremy’ego, który wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w Ryker’a.

– To moja dziewczyna – warknął Ryker.

– Wiem, ale musisz wiedzieć, jaka ona jest – odparł Jeremy, udowadniając, jaki był głupi, ponieważ fala wściekłości ponownie wybuchła z Ryker’a i Layne wstał.

Layne zwrócił się do Ryker’a i szepnął – Skup się, bracie. Ten facet nie jest naszym końcem gry.

Ryker nie oderwał wzroku od Jeremy’ego i również się nie poruszył. Trzymał się mocno. Walczył. I Devin miał rację. Wkurzony Ryker był cholernie przerażający.

W końcu jego wzrok przesunął się na Layne’a i Layne patrzył, jak Ryker zmusza swoje ciało do rozluźnienia.

Czas by iść naprzód.

Layne odwrócił się do Jeremy’ego.

- Upadasz - poinformował go, a Jeremy szybko spojrzał na Layne’a - Teraz jednak musisz zdecydować, jak mocno upadniesz.

- Ja… - zaczął Jeremy, ale Layne mu przerwał.

- Nie skończyłem mówić - Jeremy zacisnął usta i skinął głową.

- Pracujemy nad tym z glinami, a teraz ty też pracujesz z nimi.

Layne patrzył, jak Jeremy przełyka ślinę i trzymał się go.

– Opuścisz to biuro i przekonasz Towers i Rutledge’a, że wszystko jest w porządku. Powiesz im, że jesteś blisko, Giselle się łamie, muszą dać ci trochę czasu. Tydzień, a jeśli tego nie zechcą, kilka dni. W międzyczasie musisz wiedzieć, że jesteś w wypieprzony. Pastor Knox zmienia zamki w kościele, gdy rozmawiamy. Rodziny Speakmon i Emmerson wiedzą, co zrobiłeś i obie zgodziły się wstrzymać ogień i czekać, aż Towers i Rutledge upadną. Jesteś wypieprzony, ale przekonujesz swoich partnerów, że nie jesteś, nawet jeśli nie zbliżasz się do żadnej z tych dziewczyn, dzieci z Grupy Młodzieżowej ani nikogo poniżej osiemnastego roku życia w tym mieście lub poza nim. Jak pracujesz z nami, to nie upadniesz sam, a zaufaj mi, człowieku, jeśli Towers i Rutledge dostrzegą, że ich plan idzie na marne, uciekną i zostawią cię, żebyś się bujał.

- Co… co chcesz, żebym zrobił? - zapytał Jeremy.

– Załatw mi to, co ona ma na Rutledge’a, a za jakieś piętnaście minut pojedziecie z Ryker’em. Pod końcu tej przejażdżki będzie policjant. Powiesz mu wszystko, co masz na Rutledge’a i Towers. Wtedy pozwolimy ci odejść. Sprawiasz, że rozmawiają w mieszkaniu o tym, co robisz, gdzie to robisz i kiedy to się skończy.

– Ja… oni są… ona nie jest głupia. Ona jest…

- Mam w dupie, kim ona jest. Jak nie jesteś dobrym aktorem, teraz masz godzinę, aby nauczyć się nim być i cały czas pozostać w roli. Kiedy wstajesz, kiedy idziesz spać, kiedy jesz, kiedy srasz, kiedy cholernie śpisz. Cały czas. Jak Towers zostanie zaalarmowana, wyrzucimy to na ciebie.

Jeremy nie poruszył się, nie skinął głową, nie mrugnął. Po prostu patrzył na Layne’a.

Layne kontynuował - Musisz wiedzieć, że jeśli pozwolimy ci odejść i spróbujesz zniknąć, znajdziemy cię. Jeśli cię znajdziemy, my nie jesteśmy glinami, nie mamy zasad, więc kiedy cię znajdziemy, zrobimy ci przysługę. Zrobimy tak, abyś nie był tak atrakcyjny i sprawimy, że będzie to trwałe. Więc kiedy znajdziesz się w zamknięciu, nie zostaniesz od razu zrobiony czyjąś suką.

– Ja… – zaczął Jeremy, ta jedna sylaba była piskiem, ale urwał, gdy Layne pochylił się nad nim, by zbliżyć do niego twarz.

- Jak będziesz grzeczny, porozmawiamy z glinami, zobaczymy, co możemy zrobić, skoro współpracowałeś. Jeśli nie, a Towers i Rutledge znikną, to jest spieprzone w jakikolwiek sposób, naszym jedynym celem, naszym jedynym powodem do życia, będzie znalezienie cię i wypieprzenie cię tak źle, Jeremy, że przysięgam na Boga, będziesz żałować, że się urodziłeś. Łapiesz mnie?

Jeremy nie odpowiedział. Po prostu patrzył w oczy Layne’a, a jego jabłko Adama podskakiwało.

– Pogrywałeś z dziewczynami, młodymi dziewczynami. Pieprzyłeś im w głowach. Przestraszyłeś je. Zdradziłeś ich zaufanie. Skorzystałeś i zrobiłeś to przez kościół - szepnął Layne - Młode dziewczyny, które powinny się martwić o quiz lub czy jakiś chłopak się nimi interesuje, a nie martwić się, że zostały wciągnięte w gówniane, obleśne, popieprzone rozgrywki, w które ty grałeś. To jakieś popieprzone gówno, dupku, i za to zapłacisz. Ale daję ci przerwę. Przerwę, na którą nie zasługujesz. I ty decydujesz, ile zapłacisz. Teraz, zadałem ci pytanie, rozumiesz mnie?

– Rozumiem – szepnął Jeremy.

Layne wyprostował się od niego, ale spojrzał na niego, gdy skrzyżował ręce na piersi – Cieszę się, że to słyszę, Jeremy. Teraz wiem, że nie jesteś zbyt bystry, ale chcę, żebyś naprawdę skoncentrował się na tym, co mówię. Pilnujemy cię. Znamy każdy twój ruch. Wiemy, gdzie mieszkasz, czym jeździsz, gdzie przebywasz i z kim się pieprzysz - Częściowo było to oczywiście kłamstwo, ale wyraz twarzy Jeremy’ego mówił, że to kupił - Więc powtórzę i upewniam się, że to rozumiesz, jesteś na naszym radarze i nie ma nadziei na kamuflaż. Grasz teraz w naszą grę.

– Jasne – Jeremy wciąż szeptał.

Layne wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym spojrzał na Devina i Ryker’a i wyszedł z pokoju.

Na podeście przed swoim biurem zwrócił się do obu mężczyzn, gdy drzwi zamknęły się za Ryker’em.

– Dowiedz się od niego wszystkiego, co możesz – polecił Devin’owi Layne. – Dave Merrick powinien tu niedługo być. Będzie słuchał podsłuchu i ma dwóch przyjaciół o imionach Ernie i Spike, którzy będą mu pomagać. Wszyscy są byłymi gliniarzami, wiedzą, co robią i zostali poinformowani - Devin skinął głową, a Layne kontynuował – I chcę mieć urządzenie w jego samochodzie. Znajdziesz je w magazynie.

- Klucz - brzmiała odpowiedź Devina, a Layne wyciągnął klucze z kieszeni, odłączył klucz do schowka z kółka i podał go Devin’owi.

Potem jego oczy powędrowały do Ryker’a – Za jakieś pięć minut zadzwoni do ciebie Garrett Merrick. Powie ci, gdzie go spotkacie. Zabierz tam Jeremy’ego. Nie musisz obchodzić się z nim ostrożnie. Jak spada z połowy schodów, gówno się dzieje - Layne patrzył, jak Ryker uśmiecha się swoim brzydkim uśmiechem, i mówił dalej - On się boi, ale chcę, żeby był przerażony. Zostajesz, gdy będzie porozmawia z Garrettem, a potem zabierasz go z powrotem do samochodu i puszczasz.

Ryker skinął głową.

– Gramy, stary – szepnął Layne.

– Pieprzone A, bracie – mruknął Ryker.

Devin tylko na niego spojrzał, a potem skinął głową.

Layne odwrócił się i zszedł po schodach. Niedługo zakończy się walne spotkanie w sprawie aukcji kawalerów, co oznaczało, że Rocky wkrótce zostanie sama i on musiał dostać się do swojej kobiety.

*****

- Jak się trzymasz? - Layne, stojąc na balkonie Rocky, z telefonem przy uchu, zapytał swojego najmłodszego syna.

- Dzisiaj mnie przeraziło, tato, ale jestem spoko - odpowiedział Tripp - Zrobiłem to, co powiedziała Rocky, wysłałem SMS-a do Giselle, aby powiedzieć jej, że cieszę się, że wszystko z nią w porządku. Giselle oddzwoniła do mnie, a rodzice Giselle pozwalają mi jutro pojechać tam, by obejrzeć mecz footballu, a potem zjeść kolację. Wszystko jest dobrze.

Layne skanował krajobraz, powtarzając do swojego syna - Jak się trzymasz?

Tripp milczał, po czym zapytał - Nie wiem, o co pytasz, tato.

- Masz czternaście lat, kolego, a ja mam coś, co chcę ci powiedzieć. Ale muszę wiedzieć, że możesz to znieść.

- To jest złe?

- To mogło być.

Potem cicho, cicho, Tripp powiedział - Chciał ją skrzywdzić.

– Tak – odpowiedział Layne – Ale nie zrobił tego, a jednym z powodów, dla którego tego nie zrobił, było to, że uniemożliwiłeś mu dotarcie do niej. To jest część, którą chciałem, żebyś wiedział.

Kompletna cisza.

– Dobrze się spisałeś, kolego.

Więcej całkowitej ciszy.

- Zaopiekowałeś się swoją dziewczyną.

Po kolejnej chwili ciszy - Dzięki, tato.

- Nie, Tripp, to ja muszę tobie podziękować. To wszystko wkrótce się skończy, a ty i Jasper sprawiliście, że tak się stało.

– Fajnie – wyszeptał Tripp, ale nie brzmiał tak, jakby myślał, że to fajne. Słowo było ciężkie. Poczuł ciężar tego, co mogło pójść źle i chociaż ciężar tego został zmniejszony, wspomnienie tego było świeże.

Drzwi się otworzyły, Roc wychyliła głowę i powiedziała - Przepraszam skarbie, kolacja jest prawie gotowa. Chcesz, żebym przytrzymała ciepłą?

– Pozwolę ci odejść – Tripp powiedział mu do ucha, najwyraźniej słysząc Rocky.

– Daj mi chwilę, Roc – powiedział Layne do Rocky, uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.

Layne patrzył, jak kroczyła dumnie przez salon do kuchni, gdy zapytał Trippa - W porządku, kolego?

- Jestem okej, tato.

- Jak to gówno zacznie pieprzyć z twoją głową, zadzwoń do mnie, tak?

- Tak.

- Dobrze - mruknął Layne.

- Tata? - zawołał Tripp.

- Tak?

– Jas powiedział mi, że ty i Roc już nie udajecie – poinformował go Tripp, a Layne wciągnął głęboki, cichy oddech.

Potem odpowiedział - Myślałem, że sam to rozgryzłeś.

- Rozgryzłem. Jas tylko to potwierdził, bo powiedział, że mu powiedziałeś.

– Cóż, nie udajemy – potwierdził ponownie Layne.

Po kolejnej chwili ciszy, po cichu - Cieszę się.

Wiedział o tym, ale nadal dobrze było to słyszeć.

– To dobrze, kolego – powiedział cicho Layne, a potem – Muszę zjeść kolację.

- Chciałbym jeść jedzenie Rocky – mruknął Tripp, Layne o tym też wiedział i uśmiechnął się.

– W przyszłym tygodniu Tripp.

- Okej - odpowiedział Tripp, po czym zawołał ponownie - Tato?

– Jestem tutaj, kolego.

- Nie wiem, jak to powiedzieć - powiedział Tripp, a mięśnie szyi Layne’a napięły się, ponieważ Tripp brzmiał, jakby nie wiedział, jak powiedzieć to, co miał do powiedzenia, ale także, jakby nie chciał tego powiedzieć.

- Możesz być ze mną szczery we wszystkim, wiesz o tym - odparł Layne.

- Cóż, to zabrzmi głupio.

- Nic, co mówisz, nie zabrzmi głupio.

- To będzie - odpalił Tripp.

– Nie, Tripp, nie będzie. Co masz na myśli?

– Po prostu… – przerwał - Rocky.

Całe ciało Layne’a napięło się - Co z nią?

- Cieszę się, że ją odzyskałeś - powiedział Tripp w pośpiechu, a napięcie opuściło ciało Layne’a, ale pozostało całkowicie nieruchome, gdy Tripp mówił dalej - Dla ciebie, bo jesteś moim tatą, ale głównie dla niej.

Layne milczał.

Tripp wypełnił ciszę - Czy to dziwne? To znaczy, jesteś moim tatą i powinienem…

Layne mu przerwał - To nie jest dziwne.

– To znaczy, cieszę się z twojego powodu, ale Rocky… - Tripp wciąż mówił szybko.

– Rozumiem, kolego – szepnął Layne.

- Czy ona… - Tripp zawahał się - Czy nic jej nie będzie?

- Dlaczego pytasz?

- Ponieważ… cóż, nie wiem, ale kiedy rozmawiałem dzisiaj z Giselle, na początku zachowywała się dziwnie, a potem zdałem sobie sprawę, że myślała, że jestem na nią zły, a ja czułem się źle, ponieważ ona czuła się źle, a ja nie chcę, żeby czuła się źle, bo nie zrobiła nic złego. I to sprawiło, że pomyślałem, że być może Rocky, z powodu tego, co stało się z wami dawno temu, czuje się źle, ponieważ myślała, że jesteś na nią zły, ale to było duże. Większe niż to, co stało się z Giselle i tego… tego rodzaju rzeczy… cóż, myślę, że po prostu trudno byłoby to odpuścić.

Chryste, ale jego dzieciak był bystry.

– Odpuściłem to, kolego – zapewnił go Layne.

- A ona?

- Pracujemy nad tym.

- Dobrze - szepnął Tripp.

- Masz coś jeszcze w głowie? – zapytał Layne.

- Nie - odpowiedział Tripp.

- Pokój na świecie? Głodujące narody? Stan gospodarki?

Usłyszał wtedy śmiech Trippa - Nie, tato, Jezu.

- Jak to gówno zacznie ci ciążyć, chłopcze, jestem pod telefonem.

- Dobrze, zadzwonię, kiedy zacznę się martwić o pokój na świecie - odpowiedział Tripp.

- Muszę jeść – powiedział Layne swojemu synowi z uśmiechem.

– W porządku, do zobaczenia później.

- Później - powiedział Layne, a potem zawołał - Tripp?

- Tak, tato?

- Kocham cię, kolego.

- Też cię kocham.

- Później.

- Później.

Layne wyłączył telefon i odwrócił się do drzwi. Otworzył je i został zaatakowany przez zapachy, które zostawił dziesięć minut temu. Tacos z kurczaka. Rocky przez cały dzień marynowała mięso, niespokojna o Giselle i skupiała się na gotowaniu, a nie na zamartwianiu się, więc włączyła je tego ranka, zanim udała się do niego. To był kolejny przepis, który dopracowała do perfekcji w ich kuchni lata temu. Marynowanie w garnku przez cały dzień oznaczało, że mięso będzie delikatne i miękkie, a po duszeniu w przyprawach przez ostatnią godzinę, pełne smaku.

Rocky stała przy blacie plecami do niego i nie odwróciła się, kiedy zapytała - Potrzebujesz świeżego piwa, kochanie?

- Wezmę sobie - odpowiedział Layne, ale nie wziął. Podszedł do jej pleców, dopasował swój przód i przesunął ramionami po jej brzuchu, zaglądając jej przez ramię, żeby zobaczyć, jak tarła ser.

Nie przestała trzeć, kiedy zauważyła - Nie trzymam piwa w lodówce w moim brzuchu, Layne.

– Mhm – odparł Layne z uśmiechem, opuścił głowę i pocałował ją w szyję.

Potem podniósł rękę, wyszarpnął gumkę z jej kucyka i włosy opadły jej na ramiona.

Przestała trzeć i wykręciła szyję, żeby na niego spojrzeć.

- Poważnie, przestań to robić.

Layne wciąż się uśmiechał, kiedy odpowiedział - Poważnie, nie.

Zmrużyła oczy, a potem spojrzała na niego wymownie. Layne trzymał jej spojrzenie, gdy jego drugie ramię ponownie owinęło się wokół niej, a kiedy skończył z gapieniem się, jego ramiona zacisnęły się i połaskotał wrażliwą skórę po jej bokach.

Jej ciało szarpnęło się i skręciło, gdy jej głowa odskoczyła do tyłu, upuściła ser i tarkę, złapała jego nadgarstki i nacisnęła, gdy wykrzyknęła ze zirytowanym śmiechem - Przestań, Layne!

- Nie – odparł Layne.

- Przestań! - wrzasnęła, wciąż skręcając się w jego ramionach, naciskając na jego nadgarstki, a teraz chichotała.

Layne był nieugięty i trzymał się jej, bo za tym tęsknił. Wiedział, że tęsknił, ale mając to z powrotem, słysząc śmiech Rocky, czując jej ciało przy swoim, kiedy robili coś tak normalnego, jak przygotowywanie się do wspólnej kolacji, zdał sobie sprawę, że nie tęsknił za tym trochę, ale bardzo tęsknił.

A kiedy to uczucie zagroziło mu przytłoczeniem, przestał ją łaskotać, objął ją mocno i mocno, a twarz wtulił we włosy na jej szyi.

Kiedy się nie odzywał i kiedy opanowała swoje ciało i śmiech, zawołała - Layne?

- Tutaj, kochanie - powiedział Layne w jej szyję, nie podnosząc głowy, ale ściskając ją.

- Wszystko w porządku?

- O, tak – odpowiedział.

Jej ciało rozluźniło się, ale jej dłonie zacisnęły się na jego nadgarstkach.

Potem zapytała - Z Tripp’em wszystko w porządku?

- Tak.

Jej dłonie na jego nadgarstkach przesunęły się wzdłuż jego ramion, więc skrzyżowały się na jego ramionach.

- Co robisz? - wyszeptała.

Podniósł usta do jej ucha i odpowiedział - Nic, co oznacza wszystko. Zapomniałem o tym. Zapomniałem, że nic znaczyło wszystko.

– Layne – wydyszała.

- Kocham cię, kochanie.

Jej dłonie ścisnęły jego ramiona - Ja też cię kocham, skarbie - Milczała, a potem powiedziała - Ale Layne?

Uniósł głowę - Co?

- Nowa zasada. Nie zmuszasz mnie znów, żebym płakała nad tartym serem.

Odwrócił ją twarzą do siebie i zobaczył ślady, jakie jej ciche łzy pozostawiły na jej twarzy. Jego dłonie przesunęły się do jej szczęk i kciukami wytarł wilgoć.

- Ani przy innych artykułach spożywczych - ciągnęła, a jego wzrok przesunął się z jego kciuków na jej oczy.

– Dobrze – szepnął - Nie zmuszę cię do płaczu przy… artykułach spożywczych.

Uśmiechnęła się do niego, przyłożyła dłonie do jego szczęk, wspięła się na palce i dotknęła jego ust swoimi.

Nie oderwała ust od jego, kiedy szepnęła – Tacos.

Potem delikatnie odsunęła się i otworzyła szafkę, by wyjąć tortille.

Layne poszedł do lodówki i wziął sobie piwo. Wziął jej wymyślne piwo. Potem usiadł przed telewizorem ze swoją kobietą opartą o niego i zjadł niebo w meksykańskim stylu.

 


 

4 komentarze:

  1. Dziękuję za rozdział i czekam na kolejny :)
    -Korekta - "Przestawań" musisz usunac aw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i chyba zupa a nie dupa "Kupił jej wymyślną dupę" ale moze ja sie nie znam.

      Usuń
    2. Dzięki, nie miałam czasu na dokładniejszą korektę (autokorekta mnie czasem dobija). W następnym poproszę na uwagę, bo rozdział był długi i nie zdążyłam mu się przyjrzeć.

      Usuń
    3. A tam nie chodziło o zupę tylko o piwo, więc nie wiem skąd ta dupa :D

      Usuń