niedziela, 19 czerwca 2022

20 - Grzeczna dziewczynka

 

Rozdział 20

Grzeczna dziewczynka (cz.1)

 

 

 

- Dave, mówię tu poważnie, jak skontaktowanie się ze mną zajmie mu dużo więcej czasu, nie będzie dobrze - Layne, siedzący na krześle za biurkiem, obrócił się, by spojrzeć przez okno na Main, warcząc do telefonu.

- Słyszę, co mówisz, Tanner, i wszystko, co mam dla ciebie, to pogadaj z Roc - odpowiedział ojciec Rocky.

– Bzdura – syknął Layne – I to jest ta sama bzdura, którą karmił mnie Merry.

- Czy nie jest dobrze? – zapytał Dave.

- Jest kurewsko świetne – odpowiedział Layne.

- Więc może ty wyjaśnisz mi, jaki jest twój pieprzony problem – zasugerował Dave, tracąc cierpliwość, tak jak Layne.

- Przedtem też było kurewsko świetnie – przypomniał mu Layne.

- Ona nie jest już dziewczyną, Tanner.

- Tak, Dave, żyłem i postarzałem się przez te osiemnaście lat rozłąki z Rocky. A tydzień temu również trzymałem ją w ramionach w ciemności, kiedy błagała mnie, żebym wpuścił światło i poczułem jej tak niepokojący strach, przysięgam na Boga, wciąż czuję go na mojej skórze.

Dave milczał i ta cisza była naładowana.

Layne wypełnił ciszę - Muszę wiedzieć, co to za gówno.

Dave nie odpowiedział.

- Muszę też wiedzieć, dlaczego oboje twoje dzieci związały się z ludźmi, z którymi od razu wiedzieli, że chcą spędzić resztę życia, a potem porzucili ich, bez słowa, bez powodu i nie oglądali się za siebie - Layne kontynuował.

– Roc obejrzała się, synu, jesteście razem – argumentował Dave.

– Myślę, że rozumiesz mój punkt widzenia – odpalił Layne.

- Musisz to załatwić z Roc – powtórzył Dave.

- Jezu Chryste, jaki jest ten wielki pieprzony sekret? - Layne eksplodował.

Dave zmienił temat, zrzucając winę – Ostatnim razem pozwoliłeś jej uciec.

– Bzdura – uciął Layne. Po tym komentarzu podpalającym jego gniew, już podsycany, miał wybuchnąć.

– Pozwoliłeś jej uciec – powtórzył Dave.

– Czekaj, czy to nie ty zablokowałeś drzwi pięćdziesiąt pieprzonych razy, kiedy do niej przyszedłem, chcąc z nią porozmawiać? - ton głosu Layne’a był sarkastyczny.

- Dlaczego o tym rozmawiamy? To i tak już nie ważne. Oboje ruszyliście dalej i odnaleźliście się ponownie – poinformował go Dave, ponownie zmieniając temat.

Layne przyniósł go z powrotem - Cokolwiek to było, co czułem, że pochodzi z Roc, nie było historią. To było prawdziwe, było teraz i to ją przerażało. Ona jest twoją córką, stary, czy to cię cholernie nie martwi?

– Nie – stwierdził natychmiast Dave – Nie, nie martwi. Nigdy więcej. Teraz, kiedy cię ma.

– Cholera, Dave – wycedził Layne.

- A czy ty możesz mi wyjaśnić, dlaczego nie chcesz z nią o tym rozmawiać? – zapytał Dave.

- Mówisz poważnie? – zapytał Layne.

– Śmiertelnie – warknął Dave.

- Dobrze, więc raz ją straciłem i nie rozumiem dlaczego, chociaż wyjaśniła, to, powtórzę, nie rozumiem dlaczego. Tym razem moi chłopcy są w miksie. Lubią ją. Myślą, że jest gównem. Im dłużej są przy niej, tym bardziej ją polubią. A nawet się w niej zakochają, jak ich staruszek, haczyk, linka i ciężarek. Fakt, że kiedyś ją straciłem i sposób, w jaki zachowujecie się z Merry’m, mówi mi, że muszę zachować ostrożność. Znasz miny, których unikasz. Ja nie mam pierdolonego pojęcia, a ty nie dajesz mi gówna. Chodzę po tym polu minowym z zawiązanymi oczami i w każdej chwili mogę nadepnąć na jedną z tych min. Utknąłem, Dave, nie mogę się ruszyć. Jak ruszę się, mogę to spieprzyć. Myślisz, że zrobiłbym coś, cokolwiek, żeby to spieprzyć? Spieprzyć to dla mnie, dla moich chłopców, dla Rocky?

Kiedy Layne skończył mówić, słuchał ciszy.

Popchnął więc - Dave…

– Daj mi czas – powiedział cicho Dave.

- Co? – zapytał Layne.

- Muszę pomyśleć – stwierdził Dave.

- Jezu, o czym?

- Jeśli coś pójdzie źle, powiem ci i spierdolę z moją córką, jak to zagram, to, synu, ja nie mam osiemnastu lat.

Mięśnie karku Layne’a napięły się i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale usłyszał, jak Dave rozłącza się w tym samym momencie, kiedy usłyszał sygnał dźwiękowy, który oznaczał, że ktoś przeszedł przez drzwi na ulicę.

Layne odwrócił głowę i spojrzał na monitor.

– Pieprz mnie – wyszeptał, rzucając telefon na biurko i obserwując zabawkę Astley’a, Marissę Gibbons wchodzącą po jego schodach.

Wyprostował się z krzesła i był półtora metra wgłąb recepcji, kiedy otworzyła drzwi i zatrzymała się z ręką na klamce, patrząc na niego.

Layne skrzyżował ręce na piersi.

Marissa Gibbons przełknęła ślinę, po czym powiedziała – Uh… hej.

- Hej – odparł Layne z oschłą uprzejmością.

- Uch… możemy pomówić? - zapytała.

- Mów - zaprosił i nie poruszył się.

Spojrzała na niego, wyjrzała na korytarz, weszła do biura i zamknęła drzwi. Potem odwróciła się do niego, jej oczy ślizgały się do drzwi do wewnętrznego biura i z powrotem do jego.

– Czy moglibyśmy… hm… usiąść? - poprosiła.

– Nie – zaprzeczył.

Zawahała się, spojrzała na podłogę, a potem z powrotem na niego i zapytała - Czy mogę postawić ci kawę w Mimi’s?

– Nie – powtórzył Layne.

Patrzyła na niego i to trwało chwilę.

W końcu wyszeptała - Myśli pan, że jestem dziwką.

– Czy o tym przyszła pani rozmawiać? – zapytał Layne.

- Uh… - zaczęła, po czym zachwiała się i urwała.

- Proszę posłuchać, pani Gibbons, nic o pani nie myślę. Przyszła tu pani z czymś do powiedzenia, proszę powiedzieć. Nie brak szacunku, ale jestem zajętym człowiekiem.

- Musiałam to zrobić – stwierdziła.

- Musiałaś co zrobić? – zapytał Layne, zdezorientowany jej słowami, gdy zaczął dzień w łóżku Rocky i przeszedł do wręczania Coltowi zdjęć Stew, co oznaczało, że dni Stew jako wolnego mężczyzny, który mógł nosić coś innego niż pomarańczowy kombinezon, zostały poważnie ograniczone. Potem ten genialny początek zanikał, gdy nie mógł nigdzie znaleźć Merry’ego i kiedy wrócił do Brendel, aby zobaczyć, że trwa tam mycie szyby i są ogrodnicy grabiący liście, co oznaczało, że nie mógł namierzyć mieszkania TJ Gainesa, aby mógł znaleźć bezpieczny czas na włamanie. Nadal był wkurzony swoją rozmową z Dave’em i dlatego miał już zero cierpliwości.

- Filmy, musiałam je nakręcić. Byłam… – zaczęła wyjaśniać.

Layne przerwał jej - Słuchaj, gówno mnie to obchodzi. Jestem w tym biznesie od dawna, ludzie robią gówno, gówno muszą robić. Rozumiem. Nie musiałaś jednak pieprzyć męża mojej kobiety, nigdy, ale zwłaszcza z powodów, dla których to zrobiłaś. To nie fajne.

Jej oczy rozjaśniły się i zrobiła trzy kroki do przodu, mówiąc - Ale słyszałam o tobie i o niej, w miasteczku ludzie o tym mówią. Gdyby nie ja, nie miałbyś szansy…

– Może masz rację – przerwał jej ponownie, a sposób, w jaki mówił, przestała się ruszać – Ale sprawiłaś, że poczuła się jak śmieci. Zrobiłaś z niej frajerkę. Sprawiłaś jej ból. Cieszę się, że pozbyła się tego dupka, ale nie czuję się z tym dobrze.

- Więc dlaczego? – spytała Marissa - Nie rozumiem.

– Dlaczego co? – zapytał Layne.

– Dlaczego nie… dlaczego…? - zatrzymała się i zaczęła od nowa – Dostałam od niego dwieście tysięcy dolarów i pozwolił mi zatrzymać Corvette. Pan Glover powiedział mi, co powiedzieć, jak to zagrać. Pomógł mi to zdobyć.

– Pan Glover ma słabość do ludzi, którzy próbują zmienić swoje życie – odparł Layne.

Patrzyła na niego, a kiedy to robiła, jej spojrzenie stało się przenikliwe.

Potem wyszeptała - Ty też.

- Słucham?

- Ty też masz słabość.

Layne wziął głęboki wdech w nos i wypuścił powietrze. To, czego nie zrobił, to odpowiedź.

Marissa Gibbons zrozumiała aluzję, skinęła głową, odwróciła się i podeszła do drzwi. Otworzyła go, kiedy odwróciła się i spojrzała na niego.

- Nie powiedziałam Opiece Społecznej, ale mnie też alfonsował – oznajmiła, a Layne poczuł, jak ścisnęło mu się w żołądku i ścisnęło się w klatce piersiowej, ale nie mogła tego wiedzieć, więc powiedziała więcej gówna, którego tak naprawdę nie chciał słyszeć - Nigdy, wtedy, kiedy ktoś mnie pompował i nie wiedziałam nic poza tym, że to bolało tak bardzo, bolało tak bardzo, że mogłam myśleć tylko o tym, nigdy nie sądziłam, że będę miał miękkie prześcieradła i wymyślny samochód, i piękne ubrania, i będę mieszkała w domu nad samym jeziorem. Dostałam tę szansę i, masz rację, nie myślałam o niej. Wskoczyłam w to. I wiesz co? - zakończyła pytaniem.

– Co? - Layne zapytał, kiedy nie kontynuowała i nie wiedział dlaczego.

- To było to samo. Jakiś facet, którego nie lubiłam, we mnie pompował, tylko w miękkich prześcieradłach. I nie bolało tak bardzo, ponieważ już dawno temu odkryłam cuda lubrykantu.

- Pani Gibbons… - zaczął Layne.

– Pewnego dnia – powiedziała Marissa nad nim – ssałam kutasa, kiedy ktoś filmował i myślałam o moim pracowniku socjalnym. Była młoda. Ładna. Na palcu miała duży pierścionek zaręczynowy. I była miła, zależało jej. Umieściła mnie w dobrym domu zastępczym, w którym zostałam, dopóki nie wyprowadzili się ze stanu, a ja znowu zgubiłam się w systemie, ponieważ ta pracownica socjalna wyszła za mąż, zmieniła pracę i miałam wypieprzone… zostałam. A ja ssałam kutasa i myślałam, że wolałabym siedzieć przy biurku, nosić pierścionek zaręczynowy i upewniać się, że dziewczyny takie jak ja nie skończyłyby ssąc kutasa. Zaczęłam szukać ścieżki, a potem zgubiłem ją.

Spojrzała mu w oczy i dokończyła – A potem ty i pan Glover pomogliście mi ją znaleźć.

– Marissa – mruknął Layne, a ona podniosła rękę i przerzuciła włosy przez ramię.

- Jak znasz kogoś, kto chce prawie nową Corvette, sprzedam – oświadczyła, odwróciła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Minęła sekunda, Layne wymamrotał - Kurwa - po czym opuścił ramiona i poszedł za nią.

Kiedy stał na podeście przed drzwiami, zawołał - Marissa.

Schodziła już prawie po schodach, ale słysząc swoje imię, odwróciła się i spojrzała na niego z ręką na poręczy.

– Nie zgub ponownie swojej drogi – ostrzegł, a jej twarz, która była pełna oczekiwania, zamknęła się.

– Racja – mruknęła i zaczęła się odwracać, ale zatrzymała się, kiedy Layne się odezwał.

- Jak zaczniesz myśleć o tym, żeby iść w tamtą drogą, to ja nigdzie się nie wybieram przez jakiś czas. Znajdź mnie. Kupię ci kawę w Mimi’s i wyperswaduję ci to.

I właśnie wtedy Layne był tego świadkiem. Tego, co widział w niej Astley. Czego chciał. To nie były włosy, podobne rysy. To jej usta stały się miękkie, co zmieniło w niej wszystko. Nie mówiła oczami jak Rocky, ale było to zbliżone do tego, co Rocky mogła dać jednym spojrzeniem i było miło.

- Słabość - wyszeptała, odwróciła się i częściowo poszła, częściowo zeskoczyła po pozostałych stopniach i wyszła przez frontowe drzwi.

Drzwi nie zamknęły się do końca, zanim zostały uchwycone ręką, która je otworzyła i Layne zobaczył, jak Vera wchodzi w nie z głową odwróconą, by patrzeć na odchodzącą Marissę.

Layne spojrzał w sufit i błagał mamrocząc - Zabij mnie.

- Cześć Słonko! - zawołała Vera.

Layne spojrzał na swoją matkę - Co tu robisz?

– Tak się cieszę, że złapałam cię w biurze – stwierdziła, wchodząc po schodach, niosąc biały kubek z owiniętym brązowym kartonem.

Zatrzymała się, spojrzała na swój kubek, a potem spojrzała na niego - Chcesz kawę? Właśnie wpadłam po jedną, a potem postanowiłam spróbować złapać cię w biurze i…

- Mamo, co tu robisz?

Znowu zaczęła iść, mamrocząc - Jejku. Ktoś jest w złym humorze nawet po spotkaniu z ładną dziewczyną.

Jezu. To gówno miało uderzyć Rocky jako następne.

- To eks-gwiazda filmów porno, która właśnie oskubała Jarroda Astley’a na dwieście tysięcy. Jest ładna, ale nie jest w moim typie – poinformował ją Layne, jego matka zatrzymała się dwa stopnie od niego, a jej usta były otwarte.

Potem szepnęła - Porno?

- Eks-gwiazda porno. Teraz wyszła na prostą. Więc teraz, kiedy już to załatwiliśmy, pieprzenie powtórzę, co ty tu do robisz?

– Za dużo mówisz to słowo na „p”, Tanner Layne – warknęła Vera.

– Mamo – warknął Layne.

Spojrzała na drzwi, a potem na niego - Możemy wejść do twojego biura?

– Czy to sprawi, że powiesz mi, co tu robisz? – odparł Layne.

- Tak - odpowiedziała.

Layne westchnął. Potem wszedł do swojego biura, a jego matka poszła za nim.

Poszedł prosto do recepcji i usiadł na niej. Poszła prosto na kanapę i ułożyła się tak, jakby mieli kręcić gówno przez następną godzinę.

– Mamo – podpowiedział Layne.

– Mam najlepszy pomysł – oznajmiła Vera.

Layne podejrzewał, że nie pomyślałby, że to najlepsze.

- Powiesz wreszcie? - zapytał, kiedy nie powiedziała nic więcej.

- Zamierzam sprzedać moje mieszkanie na Florydzie, wróć do domu i zostań twoją recepcjonistką! - oznajmiła z lekkim podskokiem na kanapie - Czy to nie wspaniałe? Nie będziesz musiał mi dużo płacić, a ja będę…

Layne przerwał jej - To się nie wydarzy.

Jej twarz była zdezorientowany - Co? Czemu?

- Ile chcesz powodów? – zapytał Layne.

- Wszystkie – odpaliła.

- Okej, po pierwsze, nie chcesz znać, nie chcesz widzieć, jakie gówno robię, widzę, fotografuję i badam. Jeśli nie możesz znieść słowa na „p”, nie poradzisz sobie z moją pracą. Po drugie, skończyłem z twoim gównem w odniesieniu do Rocky. Mówiłem ci, kiedy wróciłaś do domu, że jak nie nauczysz się ukrywać swojego nastawienia, czego nie się nie nauczyłaś, pokażę ci drzwi. Byłem cierpliwy i daję ci znać, teraz od razu, nie będę już cierpliwy. Wykonasz jeszcze jeden numer z Rocky, skończone. Wypadasz.

– Tanner – szepnęła.

- Jestem z tobą szczery. Bez żartów, nie popychaj mnie do tego, bo nie spodobają ci się konsekwencje. A jeśli robisz to, kiedy nie ma mnie w pobliżu, ale Jas i Tripp są, to też ci o tym mówię. Konsekwencje tego też ci się nie spodobają.

- To moi wnukowie! - zaprotestowała. – Zna ich cały miesiąc.

– Tak, i to są moi synowie. Zakochałem się w niej w trzy tygodnie, dwa razy. Policz to.

Zamknęła usta, odwróciła wzrok i napiła się kawy.

Następnie powiedziała do ściany - Znowu cię skrzywdzi.

– Tak, skrzywdzi – zgodził się Layne, a Vera spojrzała na niego.

- Co? - wyszeptała.

– Ona ma coś w sobie, mamo. Coś nie jest w porządku i muszę pomóc jej to wydobyć, ale nie wiem, co to, kurwa, jest. Myślę, że nawet Roc nie wie, co to jest. To sprawiło, że opuściła mnie osiemnaście lat temu i wiem w głębi duszy, że to się powtórzy, chyba że rozwiążę to gówno i wszyscy trzej ją stracimy. Teraz możesz grać w swoje gry i wkurzać mnie, wkurzać moich chłopców i powodować rozłam w tej rodzinie, ponieważ jesteś uparta. Albo możesz mi cholernie pomóc, bo mamo, ona mnie uszczęśliwia. Kocham ją. Nie chcę jej znowu stracić. I potrzebuję wszelkiej pomocy, jaką mogę uzyskać.

Patrzył, jak oczy jego matki zmieniły się, a ona wyglądała tak, jak wyglądała, gdy miał jedenaście lat i miał okropny wypadek na swoim rowerze, wrócił do domu z krwią spływającą z jego kolan, przedramion i skroni, a ona wyczyściła to gorącym mydłem ręcznikiem, a następnie przetarła to alkoholem, dmuchając między każdym pociągnięciem.

I sposób, w jaki na niego patrzyła, zaledwie kilka miesięcy temu, kiedy był w szpitalu po postrzeleniu.

– Ma w sobie coś? — spytała cicho Vera.

- Ona cholernie boi się ciemności, chyba że tam jestem – powiedział Layne.

- Czy to nowe?

- Nie, nie sądzę, ale dla mnie to nowość. Wcześniej nie była taka, ale powiedziała, że to dlatego, że tam byłem. I nie jest taka teraz, kiedy tam jestem. Ale jeśli mnie nie ma, a jest noc, zasłony są otwarte, a ona nie może ich zaciągnąć, a kiedy to mówię, poważnie nie może ich zaciągnąć.

- Pytałeś, co ją przeraża?

– Tak, ale nie odpowiedziała. Po prostu zaczęła się trząść, a potem poczułem, że coś z niej wychodzi i, nie będę wchodzić w szczegóły, mamo, ale byłem w kilku poważnych sytuacjach i byłem w obecności poważnych ludzi i nigdy, ani razu w moim życiu, czułem coś tak paskudnego jak to.

Przyłożyła rękę do ust i wzięła oddech, zanim go upuściła i zapytała - Jak myślisz, dlaczego nie odpowiedziała?

- Nie wiem. Po prostu nie chciała tam iść.

- Co mówią Dave i Merry? - zapytała Vera.

– Nic. Nie będą o tym rozmawiać.

- Co?

– Nie będą o tym rozmawiać, mamo. W ogóle. Mówią, że jeśli to zrobią, odetnie je tak, jak odcięła mnie.

- Mój Boże - szepnęła Vera - Co u licha…?

Layne jej przerwał - Nie wiem. Wiem dwie rzeczy. Boi się ciemności, naprawdę się boi i nie pójdzie tam, żeby zrozumieć, dlaczego. I podejrzewam jedno, cokolwiek to jest, wiąże się z tym, dlaczego mnie zostawiła.

– Czy to wyjaśniła? - spytała cicho Vera.

– Tak i nie – odparł szczerze Layne.

Brwi Very uniosły się – Co?

- Wytłumaczyła to, ale mówi, że nawet ona nie wie, dlaczego to zrobiła. Po prostu wie, że to bolało. Chciała odzyskać nasze połączenie. Walczyła z tym i tęskniła za mną przez osiemnaście lat. Przebiła się, kiedy mnie postrzelili.

– To nie ma sensu – zauważyła Vera.

„Nie gówno?” – zapytał Layne.

Plecy Very wyprostowały się – Chcesz, żebym z nią porozmawiał?

O Chryste.

Layne potrząsnął głową i stwierdził stanowczo - Kurwa, nie.

- Co? - Vera warknęła - Dlaczego nie?

– Mamo, poważnie? - I jego matka była na tyle łaskawa, by wyglądać na tak samo winną, jak była.

– Okej – powiedziała - Więc nie spotkam się z nią po szkole i nie zaproszę jej na manicure i spowiedź bratnich duszy. Odzyskam ją, a potem... um...

- Może ty popracujesz z Dave’m, ja będę pracował z Merry’m, a jedno lub drugie z nas może domyśli się, o co chodzi, i znajdzie sposób, żeby to ominąć – zasugerował Layne.

- Dave nie jest moim najlepszym przyjacielem – przypomniała mu matka.

– Tak, też to ty zrobiłaś. Ale idziesz tam, machając białą flagą, niosąc jedno ze swoich ciast pistacjowych z tym niesamowitym lukrem, który zawsze tak lubił, i może cię nie zastrzeli.

Vera uśmiechnęła się, a potem jej uśmiech załamał się, a jej oczy pojaśniały od wilgoci.

– Jedna wielka szczęśliwa rodzina – szepnęła.

– Jedna wielka szczęśliwa rodzina – odszepnął Layne.

– Znowu – zakończyła, teraz próbując zmusić się do uśmiechu.

– Tęskniłaś za nią – powiedział cicho Layne.

- Ona cię uszczęśliwiła - rzuciła bzdury Vera.

– Bzdura – zwołał Layne – Tęskniłaś za nią.

Wzięła głęboki oddech, po czym przemówiła.

- Wiesz, Tanner, kiedyś byłam zakochana po uszy - powiedziała mu – Byłam ślepa przez to. Ślepa. Potem odszedł ode mnie, tak jak ona odeszła od ciebie.

Kurwa. Jezu. Kurwa!

Layne nie pomyślał o tym w ten sposób.

- Mamo…

- Wtedy musiałam patrzeć, jak ci się to przydarza i znowu to czuć, ponieważ, tak, kochałam ją, a kiedy odeszła, tęskniłam za nią. Ale nie zniknęła, jak twój ojciec, i za każdym razem, gdy ją widziałam, bolało mnie jeszcze bardziej.

Layne wpatrywał się w matkę.

Potem rozkazał - Chodź tutaj, mamo.

Potrząsnęła głową - Nie. Jeśli to zrobię, będziesz moim słodkim chłopcem i sprawisz, że będę płakać, a ja nie mam na sobie wodoodpornego tuszu do rzęs.

– Chodź tutaj, mamo – powtórzył Layne.

- Tanner.

- Chodź tu.

Westchnęła, postawiła kubek na oparciu kanapy, wstała i podeszła do niego. Kiedy się zbliżyła, Layne zeskoczył z biurka i wziął matkę w ramiona.

Wiedział, że płakała nawet z głosem stłumionym przez jego klatkę piersiową, kiedy usłyszał, jak mówi - Wiesz, nie przytulałeś mnie, odkąd wróciłem do domu.

Layne pochylił się i pocałował czubek jej głowy, a potem powiedział - Jestem gównianym synem.

Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała wilgotnymi oczami, ze spływającym tuszem do rzęs, zanim wyszeptała – Nie, nie to. Nigdy to, Słonko. Nigdy.

– Kocham cię, mamo – odszepnął. Uśmiechnęła się i podniosła rękę, dwukrotnie klepiąc go po szyi, zanim jej palce się zacisnęły.

Potem jej uśmiech stał się większy i stwierdziła - Cieszę się, że udało nam się to rozwiązać. Bycie wredną jest wyczerpujące. Zwłaszcza, gdy w tym samym czasie jesteś w siódmym niebie, bo twój najstarszy wnuk wreszcie poukładał sobie głowę, a syn jest z kobietą, która kibicuje Coltom, pomaga jego chłopcu w odrabianiu lekcji i zasypia na jego piersi. A nie taką, która przy każdej nadarzającej się okazji wykrzykuje swoje bzdury na całe gardło. Ostrzegam cię teraz, jeśli kiedykolwiek pomyślisz o ponownym połączeniu się z Gabrielle, nie zaoferuję, że będę twoją recepcjonistką. Każę cię trzymać w zamknięciu.

Layne uśmiechnął się do niej – Nie myślę, żeby to było w kartach, mamo.

– Dzięki Bogu – wydyszała, wciąż się uśmiechając.

Cofnęła rękę i rozsmarowała tusz do rzęs po twarzy.

– Może potrzebujesz lustra – zasugerował, a ona wyskoczyła z jego ramion.

- Wiedziałam! - zapłakała, odwróciła się i pobiegła do łazienki.

Layne spojrzał na zamknięte drzwi łazienki, odliczając je.

Odliczyły mu się dwa problemy, jego mama i Astley. Potem wrócił do swojego biura myśląc, że, jak jego matka chciała pomóc, to on jej na to pozwoli.

Mogła robić księgi. Miał czeki do wypłaty, faktury do wysłania i rachunki do opłacenia. Miał spędzić nad tym poniedziałek. Teraz Vera mogłaby spędzić nad tym piątek.

Nie dotarł do swojego biurka, kiedy usłyszał sygnał dźwiękowy, spojrzał na monitor i zobaczył Ryker’a wchodzącego po schodach.

- Co do cholery? - szepnął do siebie, szybko okrążył biurko, wyciągnął swoje dziewięć milimetrów z szuflady i wsunął za pasek dżinsów na biodrze.

Był z powrotem w zewnętrznym biurze, kiedy Ryker wszedł przez drzwi.

– Hej, bracie – przywitał się Ryker.

– Ryker – odparł Layne, mając nadzieję, że jego matka nakłada zupełnie nową warstwę makijażu.

Ryker rozejrzał się po biurze, a potem z powrotem na Layne’a - Podoba mi się twoje miejsce – skomentował.

– Jestem podekscytowany, że akceptujesz – odparł Layne.

Wzrok Ryker’a padły na pistolet Layne’a, a potem zwrócił się do niego i uśmiechnął się swoim wielkim, brzydkim uśmiechem - Dziewięć milimetrów? Potraktuj to jako komplement, bracie.

Layne przeszedł do rzeczy – Jesteś tu z jakiegoś powodu?

Ryker bez zwłoki podszedł, ominął Layne’a i wszedł do jego biura. Layne stał tam, gdzie był, patrząc na drzwi łazienki, licząc do dziesięciu.

Stwierdził, że to nie działa i poszedł za Ryker’em do swojego biura, aby zobaczyć go wylegującego się na jednym z dwóch foteli przed biurkiem Layne’a.

Layne okrążył biurko, wyciągnął pistolet i położył go blisko biurka, siadając.

- Więc? - podpowiedział.

- Pomyślałem, że moglibyśmy wyjść, napić się piwa, zagrać w bilard - odpowiedział Ryker, a Layne się zagapił.

Potem zapytał - Co takiego?

- Bilard. Piwo. Kobiety. Obaj mamy gorące laski, ale to nie znaczy, że nie możemy patrzeć.

- Nie jestem pewien, co trzyma cię w butach motocyklowych i skórzanych kurtkach, ale jest czwarta po południu, a ja mam dwóch dorastających chłopców, więc muszę pracować na życie – odpowiedział Layne.

Ryker ponownie uśmiechnął się swoim wielkim, brzydkim uśmiechem i stwierdził - Tak, pytałem o ciebie. Jesteś jak Król Kutas. Szczyt Stowarzyszenia Prywatnych Kutasów. To, co zarabiasz, stary, mógłbyś pracować trzy godziny dziennie i nadal wykarmić tych dwóch mięśniaków.

- Jak bym pracował trzy godziny dziennie, Ryker, nie miałbym klientów, którzy płaciliby na te opłaty – wrócił Layne.

Ryker wzruszył ramionami - Dopasuj się - Potem pochylił się i zapytał - Więc nad czym pracujemy?

O cholera.

- My? – zapytał Layne.

- Tak – Ryker rozparł się wygodnie na swoim miejscu - My.

- Myślę, że już ci mówiłem, że pracuję sam.

– Teraz pracujesz ze mną.

– Pominąłem część – poinformował go Layne. – Jak do tego doszło?

- Baranski wyszedł z domu twojej starej starszej pani. Stało się to przeze mnie. Myślisz, że robię coś za darmo?

Kurwa.

- A odpłata to bycie moim partnerem? – zapytał Layne.

Ryker ponownie wzruszył ramionami - Jasne, kiedy się nudzę, a ja się nudzę – odpowiedział - Więc nad czym pracujemy?

Layne usłyszał otwierające się drzwi łazienki i Ryker zerwał się z fotela. Zza pasa na plecach wyciągnął swoją czterdziestkę piątkę.

Kurwa!

- Słonko? - zawołała Vera.

– Tutaj, mamo – odkrzyknął Layne, po czym powiedział cicho do Ryker’a - Spokój.

Ryker odprężył się i wepchnął pistolet za pasek tuż przed tym, jak Vera weszła w drzwi.

Spojrzała na Ryker’a i otworzyła usta.

- Ojej - szepnęła - jesteś dużym chłopcem.

- Mamo, to jest Ryker. Ryker, Vera Layne - przedstawił Layne.

Ryker uśmiechnął się swoim brzydkim uśmiechem i wyciągnął mięsistą dłoń - Proszę pani.

Vera wzięła go i potrząsnęła, kładąc drugą rękę na górze, mówiąc – Ryker. Czy to twoje imię czy nazwisko?

– Oba – odparł Ryker i uniosła brwi.

- Oba? Jesteś człowiekiem, który ma tylko jedno imię? - zapytała i Ryker puścił jej rękę.

– Tak – odpowiedział Ryker i Vera spojrzała na Layne’a.

- Jak schludnie! - wykrzyknęła - Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego!

Ryker zwrócił swój brzydki uśmiech na Layne’a.

Layne westchnął.

Potem zasugerował - Mamo, co na powiesz na zabranie swojej kawy i tyłka do sklepu spożywczego, by kupić polędwicę wołową na kolację.

Vera spojrzała na niego, a potem stanowczo stwierdziła – Polędwica wołowa jest na specjalne okazje, Tanner. Wiesz to.

– Na przykład, jak ty będąca umyślnie przez ostatni tydzień suką dla Roc, przy takiej okazji? - Layne odpowiedział - To jej ulubiona, a kiedy ty ją robiłaś, tak było.

Vera zamilkła, zanim wyszeptała - Och, racja.

Layne uśmiechnął się do niej, by usunąć ostrze swoich wcześniejszych słów - Nie zapomnij o sosie chrzanowym, a jutro możesz przyjść i zrobić moje księgi.

Patrzył, jak twarz jego matki się rozjaśniła - Naprawdę?

Jezu, tylko jego matka, ponadnormatywna wariatka, mogła być podekscytowana robieniem ksiąg.

– Tak – powiedział Layne.

- Fantastycznie! - zapłakała, a potem odwróciła się do Ryker’a i oznajmiła - Miło było cię poznać - pochyliła się, uśmiechnęła i powiedziała, jakby ona i Ryker podzielili się żartem - Ryker.

Potem zniknęła.

Layne spojrzał na monitory i zobaczył, jak jego matka schodziła po schodach, gdy Ryker wracał na swoje miejsce.

- Twoja mama była suką dla twojej małej? – zapytał Ryker i Layne spojrzał na niego.

– Długa historia – wymamrotał Layne.

– Bracie – uśmiechnął się Ryker.

Rozumiesz moją wizję sprawiedliwości, powiedział Ryker.

Layne patrzył na niego, ale nie spędzał na tym dużo czasu, zanim podjął decyzję.

– Znasz TJ Gainesa? – zapytał Layne.

- Kogo? – spytał Ryker.

– Duszpasterz Młodzieży w Kościele Chrześcijańskim – odpowiedział Layne, uśmiech zniknął z twarzy Ryker’a, a Layne patrzył, jak stała się przerażająca.

– Nie wiem, co to jest – powiedział cicho Ryker śmiertelnym głosem - Po prostu wiem, że to gówno jest nie w porządku.

- Słyszałeś coś? – zapytał Layne.

- Wszyscy w mieście szepczą o tym – odpowiedział Ryker - Nikt tego nie lubi, ale nikt się tym nie zajmuje.

- Cóż, ja się tym zajmuję, a teraz ty też.

Uśmiech Ryker’a powrócił - Co masz? - zapytał.

- Nic. Tylko mieszkanie w Brendel. Nie wiem, czy tam mieszka, czy też kogoś tam odwiedza. Jednostka K. Mieszkanie trzy. Muszę wiedzieć, kiedy mogę wejść, więc potrzebuję, by ktoś to obejrzał. Musisz mi zdobyć informacje o tym, kim są lokatorzy, ilu ich jest, kiedy przyjdą, kiedy odejdą i kiedy będę mógł tam wejść, żeby przeprowadzić czysty przegląd. Nie chcę przerzucać tego miejsca. Potrzebuję czasu, aby zrobić to dobrze, ale muszę wiedzieć, kiedy nadejdzie ten czas.

– Brendel to miasteczkowy Fort Knox. Nawet mieszkania na Heritage nie mają takich zabezpieczeń. I nawet jeśli uda mi się spędzać czas i robić notatki, a, bracie, nie wiem, czy zauważyłeś, ale nie jestem typem faceta, który wtapia się w stolarkę, zwłaszcza w miejscu takim jak Brendel, nie ma mowy, żebyś się dostał.

– Sensory są w oknach, a nie drzwiach – odparł Layne.

- Hę?

- Jeśli spieprzyli ochronę w mieszkaniu Gainesa, tak jak spieprzyli ochronę w mieszkaniu Roc, sensory są w oknach na jego balkonie, a nie drzwiach.

– Roc?

- Moja kobieta.

– Ma na imię Roc? - Ryker potrząsnął głową - Stary, dobrze się jej przyjrzałem i dla mnie nie wygląda na skałę. Nie ma dla niej nic twardego, wszystkie krzywe i miękkie.

– Ma na imię Raquel i tylko ostrzeżenie, może po kilku piwach i grze w bilard mogę być w porządku, gdy będziesz mówił o mojej kobiecie w ten sposób, ale… - Layne zawahał się i spojrzał na niego – Zaczekaj, nie, nigdy nie będę w porządku, gdy będziesz tak mówił o mojej kobiecie – ostrzegł Layne.

Ryker znów się uśmiechnął.

Layne stracił cierpliwość.

- Jesteś w tym? - zażądał.

- Nigdy nie robiłem zasadzki.

- Dzisiaj jest twój dzień - powiedział mu Layne.

Jego komórka na biurku zadzwoniła, gdy Ryker odpowiedział - Wchodzę w to.

Layne spojrzał na wyświetlacz i zobaczył „Tripp dzwoni”.

Jego brwi złączyły się. Tripp powinien być na treningu piłkarskim.

Pokazał Ryker’owi palec „jedna minuta”, odebrał telefon i przyłożył go do ucha.

- Hej, kolego, co się dzieje?

- Tato – szepnął Tripp i Layne odwrócił się prosto na jego ton.

- Tripp, co się dzieje?

- Powiedziałem trenerowi Fullerton’owi, że muszę skorzystać z toalety - powiedział Tripp.

- I dzwonisz do mnie, żeby mi powiedzieć…

Tripp mu przerwał – To Rocky, tato.

Layne natychmiast wstał i podszedł do monitora, aby go wyłączyć, pytając - Co jest z Rocky?

– Byłaby wściekła – powiedział Tripp - Nie wiedziałem, czy powinienem ci powiedzieć, ale myślę, że powinienem ci powiedzieć i to jest pierwsza okazja, w której musiałem zadzwonić.

- Tripp - wycedził Layne.

Tripp zaczął mówić w pośpiechu - Myślę, że ona coś zrobi. Poszedłem do jej klasy po szkole, wiesz, tylko po to, żeby powiedzieć „hej” i „do zobaczenia wieczorem”, ale nie wszedłem, bo usłyszałem, jak rozmawiała z panią Judd.

Gówno. Jego kobieta była świrem. To mogło prowadzić gdziekolwiek, a z Raquel było to celnym strzałem, bo mogła prowadzić na różne stopnie zła.

- Co mówiła? – zapytał Layne, jego oczy przesunęły się po Ryker’ze, który siedział, obserwując go, czytając ton i mowę ciała Layne’a, a zatem był czujny. Layne podszedł do biurka, wrzucił dziewięć milimetrów do szuflady, zamknął na klucz i wziął kurtkę z krzesła.

- Nie wiem na pewno – odpowiedział Tripp - Ale brzmiało to tak, jakby z jakiegoś powodu planowali włamać się do biura zarządu w Brendel.

Gówno! To, dokąd to prowadziło, było złe, biorąc pod uwagę, że było nielegalne. Layne przechylił głowę, trzymając telefon między uchem a ramieniem i zarzucił kurtkę na ramię.

- Dobrze że mi powiedziałeś, kolego - powiedział swojemu synowi.

– Nie powiesz Roc, że doniosłem? - zapytał Tripp.

- Nie, Tripp, to nasz sekret. Zajmę się tym. Do zobaczenia wieczorem – odpowiedział Layne, zdejmując telefon z ramienia i wrzucając na ramiona drugą stronę kurtki.

- Okej, spoko. Później tato.

- Później, kolego.

Layne rozłączył się, a Ryker warknął - Co?

Layne skierował się do drzwi, mówiąc: „Muszę iść, bracie, właśnie dostałem wiadomość, że moja kobieta planuje popełnić przestępstwo.

Ryker natychmiast podniósł swoje wielkie ciało z fotela i poszedł za Layne’em - Cholera, rzeczy nie są nudne dla ciebie.

- Zapłaciłbym za nudę – poinformował go Layne o szczerej prawdzie Bożej.

- Zaufaj mi, bracie, nie zrobiłbyś tego – odpowiedział Ryker, gdy Layne otworzył zewnętrzne drzwi i Ryker wyszedł.

Layne wstukał kod do alarmu, myśląc, że Ryker bardzo się mylił.

*****

Ryker wjechał swoim Harleyem przez bramę Brendel, a potem przez teren, podczas gdy Layne podążał za znakami do biura zarządu.

Kiedy dotarli tam, szczęka Layne’a zacisnęła się, gdy zobaczył, że operacja jest już w pełnym rozkwicie. Josie Judd stała na zewnątrz z dwiema młodymi, atrakcyjnymi kobietami w drogich garniturach. Jedną z nich była blondynka, która pokazała Rocky mieszkanie. Josie dziko gestykulowała rękami w kierunku jeepa, który stał zaparkowany przed biurami i patrzyła w pełnym zirytowaniu.

Layne zaparkował przed biurem zarządu trzy miejsca dalej od jeepa, przed którym Josie i kobiety stały na chodniku, a Ryker zatrzymał się po stronie Layne’a.

Layne wysiadł i usłyszał, jak Josie krzyczała - Kto za to zapłaci? Hę? Mam tutaj gwóźdź w oponie! Niewinnie odwiedzam koleżankę i kolejna sprawa, co wiem, że mam mieszkanie! Mam dzieci do zabrania do szkoły! Mam sprawy do załatwienia! Mam rachunki do zapłacenia, które nie obejmują naprawy, więc nie powinnam płacić za oponę!

Najwyraźniej Josie odwracała uwagę.

Layne spojrzał na Ryker’a - Zamknij to gówno tam. - Wskazał głową do biura zarządu, gdzie bez wątpienia Roc włamywała się do szafek z aktami – Zajmę się tym - I wskazał kciukiem na Josie.

- Czy nie powinno być na odwrót? – zapytał Ryker, a Layne spojrzał na niego wzrokiem, który Ryker odczytał. Gdyby wszedł do środka i przyłapał swoją kobietę na robieniu tego, co robiła, zapłaciłaby mu jak cholera. I tak miała zapłacić, po prostu nie tak źle, gdyby musiał wejść do środka i wywlec stamtąd jej tyłek.

Dlatego Ryker uśmiechnął się, wymamrotał „Mam cię” i odszedł.

Layne okrążył maskę samochodu i podszedł do Josie i kobiet, a żadna z nich nie spojrzała w jego stronę, ponieważ obie wpatrywały się w Josie, która wciąż krzyczała. Robiła to, dopóki jej wzrok nie zwrócił się na niego i nie dała poznać po sobie, że po jednym spojrzeniu na niego, wiedziała, że jej najlepsza przyjaciółka właśnie kupiła sobie ogrom cierpienia. Zamiast tego podeszła do niego.

- Tanner! Tak się cieszę, że tu jesteś! - wykrzyknęła, owijając palcami jego biceps i ściskając go - Te kobiety - wyciągnęła rękę w kierunku kobiet - mówią, że na Brendel nie ma żadnej budowy, ale nie miałem gwoździa w oponie, kiedy odwiedziłam Rocky zeszłej nocy, a rano miałam go w oponie i była przebita! Zobaczyłem to, do cholery, kiedy pokazali mi oponę, więc wiem, że to nie był wyimaginowany gwóźdź!

Była dobra. Wiedział, że Josie nie odwiedziła Rocky zeszłej nocy i wiedział, że nie miała gwoździa w oponie, ale nawet on był na wpół przekonany, że zrobiła pierwsze, a miała drugie.

– Josie – powiedział Layne, ale nie wydobył nic więcej. Josie puściła jego ramię i odwróciła się do kobiet.

- Czynsz tutaj jest oburzający. Z takim zarobkiem moglibyście przynajmniej zamiatać ulice. Przynajmniej! - krzyknęła.

- Przepraszam panią, ale Brendel nie może wziąć odpowiedzialności za pani pojazd. Nie mamy budowy na miejscu i nie może pani udowodnić, że zdobyła ten gwóźdź na miejscu. Mogła go pani zdobyć wszędzie – wtrąciła jedna z kobiet.

- Ale go nie zdobyłam wszędzie. Zdobyłam go tutaj – skłamała Josie i zrobiła to głośno.

- Przepraszamy za pani kłopoty, ale naprawdę nie możemy nic zrobić, aby pomóc – stwierdziła kobieta, która pokazywała Rocky mieszkanie.

- To jest oburzające! - krzyknęła Josie.

– Josie, chodźmy – powiedział Layne i chwycił ją za ramię, ciągnąc do samochodu.

Spojrzała na niego, szybko, krótko potrząsając głową, wskazując, że czuła, iż Rocky potrzebowała więcej czasu. Layne spojrzał na nią, dając jej szybkie, krótkie skinienie głową, wskazując, że czas Rocky zdecydowanie dobiegł końca. Jej oczy zrobiły się duże, a Layne zwęził. Potem poddała się.

- Nie słyszałeś tego ostatniego! - Josie zagroziła, gdy podeszła do samochodu, z ręką Layne'a wciąż na jej ramieniu.

– Spotkamy się u Roc – mruknął po tym, jak ją puścił, a ona z wyraźną wściekłością otworzyła drzwi samochodu.

– Ona jest… – Josie zaczęła szeptać, ale Layne jej przerwał.

– Spotkamy się u Roc – powtórzył.

Jej oczy wyszły za niego, znów się rozszerzyły, a usta rozchyliły się.

Layne odwrócił się i zobaczył obie kobiety stojące na chodniku przed biurem, obserwujące ich, a budynek dookoła okrążyła Rocky z Ryker’em. Ramię Ryker’a było swobodnie owinięte wokół ramion Rocky.

Rocky miała twarz jak grzmot.

Kiedy Ryker i Rocky zbliżyli się do kobiet, obie zagapiły się, jak jego kobieta i jego… cokolwiek przeszli obok nich.

- Yo - powiedział do nich Ryker, gdy patrzyły na niego.

- Uh… - wymamrotała jedna, a, w obliczu wszystkiego, co było Ryker’em, blondynka, która pokazywała mieszkanie Rocky, nie zebrała się dość w sobie, by mówić.

Oczy Ryker’a spoczęły na Layne - Z tyłu mojego motocykla czy w twoim SUV’ie?

– Pojadę z Josie – warknął Rocky.

– SUV – uciął Layne.

Rocky spojrzała wściekle.

Ryker poprowadził ją stanowczo do SUV’a Layne’a na stronę pasażera. Layne zapiszczał w zamki i spojrzał na Josie, która wsiadała do samochodu. Przygryzła wargę i spojrzała na niego, zanim zamknęła drzwi.

Layne odwrócił się i skinął głową kobietom, które patrzyły w tę i z powrotem między całą czwórką, wyglądając na zdezorientowane i lekko przestraszone. Ale Layne zignorował to i podszedł do swojego SUV’a. Ryker „pomagał” Rocky zająć miejsce, gdy ona teraz na niego patrzyła gniewnie. Kiedy wyszła z drzwi, Ryker zamknął je, odwrócił głowę do Layne’a i uśmiechnął się swoim brzydkim uśmiechem.

- Gdzie się spotkamy? - Ryker mruknął, kiedy Layne się zbliżył.

- Rocky tu mieszka, jednostka E, mieszkanie trzy.

Ryker skinął głową, okrążył tył Suburban’a i podszedł do swojego motocykla. Layne okrążył maskę i wsiadł po stronie kierowcy.

– Skąd wiedziałeś? - Rocky warknęła w chwili, gdy się usadowił i wiedział, że jest wkurzona.

Zatrzasnął drzwi i odwrócił się do niej, opierając przedramię na kierownicy i patrząc jej w oczy.

Tak, zdecydowanie wkurzona.

- Pączuszku, rada – stwierdził - Poświęć dwie minuty, które masz, kiedy będziemy jechali z powrotem do twojego domu, aby zamknąć tę postawę. Tak?

Pochyliła się i syknęła - Layne! Nie możesz po prostu…

– Zamknij to – powtórzył Layne.

- Nie wierzę! - odwarknęła, a on wysunął rękę i zahaczył o jej kark. Przyciągnął ją do siebie, gdy się pochylił.

– Zamknij to – warknął - Nie wiesz, co robisz. Zarabiam na tym gównie, wiem, co robię. Nie potrzebuję, żebyś szalała, zachowywała się jak wariatka, pakowała się w kłopoty. Pozwoliłaś mi się tym zająć.

- Próbowałam pomóc - warknęła.

- Jeśli będzie czas, w którym możesz pomóc, ja powiem ci, kiedy i co będziesz robić. Nie wychodzisz na własną rękę, wciągając swoją najlepszą przyjaciółkę w to gówno. Jakby ciebie złapali, ją złapali, obie zostałybyście aresztowane.

– Mój brat jest gliną, Layne – przypomniała mu.

– Tak, kochanie, ale to, że twój brat jest gliną, nie oznacza, że masz całkowitą odporność na robienie wszystkiego, co chcesz. Jak popełnisz przestępstwo, on nie może zrobić dla ciebie gówna, a tak przy okazji, włamanie się i najście to przestępstwo.

- Nie włamałam się, po prostu wślizgnęłam się i weszłam – odpowiedziała.

Layne puścił ją, spojrzał na dźwignię zmiany biegów i wziął głęboki wdech.

– Layne…

Uniósł głowę, przebił ją spojrzeniem, a ona zacisnęła usta.

Następnie Layne zapytał - Ile wie Josie?

Wzrok Rocky przesunął się na deskę rozdzielczą, ale jej twarz pozostała zwrócona do niego.

– Roc – ponaglił, a jej oczy cofnęły się.

– Wpuściłam ją w całą operację – szepnęła.

– Kurwa – uciął cicho.

- To ona ze mną o tym rozmawiała! - Rocky gorąco się broniła - Słyszała też rzeczy o TJ Gaines’ie. Widziała nas w kościele w niedzielę i pomyślała, że coś kombinujemy i dzwoniła każdego dnia, żeby dowiedzieć się, co się dzieje. Zgadła i zaoferowała pomoc. Nie mogłam odmówić.

– Tak – odpowiedział cicho Layne - Tak, mogłaś odmówić.

- Ona jest moją najlepszą przyjaciółką! – krzyknęła Rocky.

- Cóż, to dobrze. A przynajmniej byłaby tam, żeby chronić twoje plecy, kiedy jakaś szorstka laska w zamknięciu zrobiłaby ruch, by zrobić z ciebie sukę, a ty byłabyś w stanie odwdzięczyć się za przysługę.

Rocky przewróciła oczami. – To raczej nie…

– Pączuszku – warknął Layne, zamknęła się i spojrzała na niego gniewnie, ale nie powiedziała nic więcej.

Cisza dłużyła się, gdy gapili się na siebie.

Layne nie miał na to czasu, więc złamał ją, mówiąc cicho - Zarobiłaś na lanie tym gównem, mała - Patrzył, jak jej powieki wpół przymykały się, a usta stały się miękkie i podobało mu się to, ale był zbyt wkurzony, żeby to przeniknęło, więc kontynuował - Nie, Roc, poważnie, to gówno oznacza, że spiorę ci tyłek.

Jej miękkie spojrzenie zniknęło i wyszeptała: „Zrób to, Layne, mamy problemy”.

– Pączuszku, my już mamy problemy – zwrócił uwagę na oczywistość, odwrócił się do kierownicy, wsunął kluczyk i uruchomił SUV’a.

Rocky milczała, kiedy wycofał się z miejsca i jechał do jej mieszkania. Jeep Josie był w jednym z miejsc parkingowych Rocky, Merc Roc w drugim, a Layne wjechał między nich. Harleya Ryker’a nie było w zasięgu wzroku, co prawdopodobnie oznaczało, że odkąd wtargnął do zewnętrznej fortecy Brendela, badał teren.

Rocky wysiadła z SUV’a, zanim go wyłączył i potuptała po drugiej stronie ulicy w kierunku schodów. Josie stała na szczycie, czekając na nich. Layne nie spieszył się, podążając za swoją kobietą i zrobił to, starając się zebrać cierpliwość. Kiedy wszedł, Rocky i Josie były już w mieszkaniu.

- Co chcesz do picia? - Usłyszał, jak Rocky zapytała Josie.

– Uwielbiałabym, Słonko, ale wiesz, że Chip to typ faceta kolacja-na-stole-o-piątej-trzydzieści. Muszę wrócić do domu i zacząć gotować - odpowiedziała Josie, a następnie zapytała - Znalazłaś coś?

Podczas tej wymiany Layne zdjął kurtkę i rzucił ją na fotel. Zanim się odwrócił, Josie skończyła mówić, a Rocky stała w kuchni.

Jej oczy błysnęły na niego, gdy odpowiedziała swojej przyjaciółce - Nie, przerwano mi.

- Więc to wszystko było na nic? – zapytała Josie, a kiedy to zrobiła, odwróciła się, by przyszpilić go również spojrzeniem gniewnej kobiety.

Layne skrzyżował ręce na piersi – Powiedzcie mi, Cagney i Lacey, czego szukałyście?

– Umowy najmu – odparła natychmiast Rocky.

– Czego? - odpalił Layne.

– Mieszkania, Layne – odparła Rocky z głębokim sarkazmem.

- Jakiego mieszkania? – zapytał Layne, a głowa Rocky drgnęła lekko.

- Słucham?

– Jakie mieszkanie, pączuszku? Nie powiedziałem ci, w której jednostce był i już powiedziałem ci, że nie ma nic na nazwisko TJ Gaines w tym mieście. Więc jaką dokładnie miałaś znaleźć umowę, skoro nie wiedziałaś, jakiej pieprzonej umowy szukasz? - Patrzył, jak jej spojrzenie staje się jeszcze bardziej wściekłe, gdy zauważył jej niekompetencję. Zignorował to i kontynuował - W tym kompleksie jest piętnaście jednostek, czterdzieści pięć mieszkań, nie licząc dwudziestu kamienic. Każda jednostka zajęta. Czy zamierzałaś je wszystkie skopiować?

- Wymyśliłabym coś - odparła ostro - Z wyjątkiem tego, że ledwo przedostałam się przez okno, zanim Straszny Motocyklista Bob przerwał moje postępy.

– Uważaj, że miałeś szczęście, że Ryker był ze mną, Roc. On uważa, że to zabawne. Ja nie.

Rocky posłała mu długie, ostatnie spojrzenie, po czym zwróciła się do Josie - Pamiętasz, jak mówiłam ci pewnego dnia, że powrót do Layne’a był tak, jakby ktoś odpowiedział na moje modlitwy? - zapytała konwersacyjnie, a pierś Layne’a zamarła.

-Mhm - odpowiedziała Josie mamrocząc, jej wzrok biegał tam i z powrotem pomiędzy Rocky i Layne’em.

- No cóż, cofam to - warknęła Rocky.

Layne spojrzał na swoje buty, gdy Josie zapytała - Czy muszę zamknąć Rocky w areszcie ochronnym?

Layne spojrzał na Josie - Byłoby mądre, ale nie pozwolę ci tego zrobić.

Josie przez chwilę przyglądała się Layne’owi, po czym uśmiechnęła się - Spodziewam się, że kara nie będzie zbyt surowa.

Prawdopodobnie nie myliła się co do tego.

Prawdopodobnie.

- Hej, wszyscy! - Josie nagle krzyknęła - Muszę iść - Mocniej zaczepiła torebkę na ramieniu - Mimo że operacja zakończyła się fiaskiem, i tak było fajnie, ponieważ Brendel nie zatrudnił Chipa do ochrony i sprowadził firmę spoza miasteczka, co było bardzo niefajne i oznaczało, że nie mogłam odbyć tej wycieczki na Hawaje. Planowałam ją po tym, jak złożył swoją ofertę.

Ruszyła do drzwi, ale zrobiła to z torsem skręconym do Rocky.

- Do zobaczenia jutro na meczu?

– Może – odparła Rocky - Będę chciała zobaczyć, jak grają Tripp i Jas, ale nie chcę być w pobliżu ich ojca, więc jestem niezdecydowana co do moich planów na jutro.

Layne ścisnęła się szyja, ale Josie uśmiechnęła się, jakby próbowała się nie śmiać i odpowiedziała - Dobra, w takim razie do zobaczenia na meczu.

W każdym innym momencie Layne by się roześmiał. W tym czasie Layne się nie śmiał.

Josie otworzyła drzwi i stała w nich, kiedy dostarczyła pożegnalny strzał, a ona zrobiła to Layne’owi.

– Ona się martwi – stwierdziła cicho Josie - To młode dziewczyny i się martwi. Tak?

Skończyła z pytaniem, ale nie czekała na jego odpowiedź. Wiedziała, że dotarła do celu. Po prostu przeszła przez drzwi i zamknęła je za sobą.

Layne spojrzał na Rocky, który chodziła po kuchni, ale nie ignorowała go. Wiedział o tym, kiedy przemówiła - Mam dzisiaj rzeczy do zrobienia. Pójść do sklepu spożywczego, ocenić papiery, zadzwonić w sprawie aukcji kawalerów i tak dalej - Wyjęła dzbanek do kawy z ekspresu i podeszła do zlewu, żeby go wypłukać - Znowu odpuszczę twój dom.

– Roc – zawołał, a ona wzięła jakiś plastikowy przedmiot wypełniony żółtym płynem do naczyń i zakręciła gąbką wokół dzbanka. Nie odpowiedziała.

– Roc – zawołał ponownie, a ona wypłukała płyn z dzbanka i wrzuciła je do suszarki do naczyń.

Layne podszedł do baru oddzielającego kuchnię od salonu.

- Pączuszku, oczy na mnie - rozkazał cicho.

Wyłączyła wodę, przechyliła się na bok, złapała ścierkę do naczyń i odwróciła się, wycierając ręcznikiem ręce. Uderzyła go wzrokiem i uniosła brwi.

Layne przemówił - Cosgrove otrzymał wiadomość z trzech uczelni, że chcieli porozmawiać z Jasperem. Nie przekazał tych wiadomości.

Opuściła brwi, rozchyliła usta i zaczęła wyglądać na zaniepokojoną, gdy rzuciła za sobą ręcznik na blat.

Layne kontynuował - Czas, abym znów zaczął koncentrować się na Rutledge, ale nie mam na to czasu, bo muszę pracować, aby opłacić rachunki. Muszę też mieć oko na dom Stew i Gabby. Jest prawdopodobne, że skurwiel zniknął, a Colt zagląda w to gówno, ale ona jutro wraca do domu, a moi chłopcy wracają do niej jutro, więc nie mogę stracić orientacji, co się tam dzieje. Muszę uważać na Cosgrove’a, bo jest popieprzony, pieprzy się z Jasem i jest typem człowieka, który nie widzi swoich niedociągnięć i nie rozumie, że sam sprowadził na siebie to całe gówno. Sprawi, że ktoś zapłaci. Myślę, że to będą Paige i Seth, Jasper albo ty. I nie mam nic na Gainesa, poza tym, że wiem, czym jeździ, wiem, dokąd pojechał zeszłej nocy i wiem, że trzeba go zamknąć. Obaj moi chłopcy są w tej sprawie i jakoś Rutledge, brudny gliniarz, który sprawia, że ​​wydział wygląda na tyle źle, że wkrótce szef wyjmie głowę z tyłka i dowie się, co się dzieje. Wkroczy i wszystko spieprzy, bo musi być szefem nie dlatego, że jest dobrym gliną, ale dlatego, że jest dobry w uprawianiu polityki. Ale moi chłopcy i moja kobieta są na pierwszym miejscu. Chcesz Gainesa, a Tripp i Jas są poważnie związani z tym całym gównem, a ja muszę mieć ich chronić.

Patrzyła na niego, a on wiedział, że nie jest już wkurzona, ale też nie była gotowa, by to odpuścić.

Więc Layne kontynuował cichym głosem.

- Kocham cię, mała, a częściowo kocham dlatego, się martwisz i coś byś z tym zrobiła. Innym razem to gówno, które wyciągnąłeś, byłoby urocze. Teraz to nie dlatego, że nie mam czasu, aby chronić ciebie i moich chłopców i zrobić to, czego potrzebuję, żeby było zrobione. Miałem po południu sprawdzić tablice Gainesa, ale nie mogłem, bo jestem tu - Jej twarz zmieniła się całkowicie, oczy na wpół przymknięte, miękkie usta i Layne wiedział, że do niej dotarł - Więc pomóż mi w sposób, który faktycznie mi pomaga. Bądź tam dla mnie i bądź mądra. To jedyne dwie rzeczy, które musisz zrobić, dość łatwe dla ciebie, ale wiele by dla mnie znaczyły.

Gdy tylko skończył mówić, Rocky odezwała się - Kochasz mnie?

Layne przesunął głowę na bok - Co?

- Powiedziałeś, że mnie kochasz - powiedziała mu.

Layne spojrzał na nią i odpowiedział - Cóż… tak.

– Kochasz mnie – wyszeptała, jej oczy wciąż były zamglone, ale były intensywne i Layne poczuł, jak jego klatka piersiowa znowu zamarza.

- Kochanie, jak myślisz, co my tutaj robimy? - odszepnął w odpowiedzi.

Potrząsnęła głową.

- Odkochałaś się ode mnie kiedykolwiek? - zapytał cicho.

– Nie – szepnęła i brzmiało to, jakby walczyła o wypowiedzenie tego jednego słowa. Ale Layne’a to nie obchodziło, to jedno słowo znaczyło dla niego wszystko.

- To uczucie jest zdecydowanie wzajemne, Słonko.

Wytrzymała jego wzrok na chwilę, dwie, trzy, potem wciągnęła powietrze, jej oczy wypełniły się łzami i spojrzała w dół i w bok.

Layne obszedł bar, podszedł do niej i wziął ją w ramiona. Rocky nie stawiała oporu, objęła go ramionami w pasie i przytrzymała, wykręcając szyję i przyciskając policzek do jego klatki piersiowej.

Pochylił głowę i przyłożył usta do jej włosów – To – powiedział tam – to w tej chwili odpowiedź na coś więcej niż tylko na twoje modlitwy, Rocky.

Usłyszał, jak jej oddech urywa się, gdy jej ciałem wstrząsnęła świeża fala łez, a ona ścisnęła mocniej ramionami i wcisnęła swoje ciało głęboko w jego.

Podniósł rękę i wyciągnął gumkę z kucyka jej włosów, a następnie przesunął palcami po jego długości i robił to, słuchając jej płaczu.

Kiedy jej łzy ucichły, wyszeptał - Mama dziś wieczorem robi polędwicę wołową.

Poderwała głowę do tyłu, a on uniósł swoją, gdy spojrzała na niego mokrymi oczami, które były okrążone rzęsami najwyraźniej pokrytymi wodoodpornym tuszem do rzęs. Były najeżone wilgocią, ale jej policzki nie spływały czernią.

- Polędwica wołowa? - zapytała cicho, wiedząc dokładnie, co to znaczy. Layne lubił polędwicę wołową Very, ale Rocky ją uwielbiała. Wiedziała, że Vera nie zrobiłaby jej, gdyby sprawy nie układały się dobrze.

– Pogawędziliśmy – odpowiedział Layne, wtopiła się w niego jeszcze głębiej, opuściła brodę i oparła czoło o jego klatkę piersiową.

– Lubię polędwicę Very – szepnęła tam.

- Przynoszę do domu rożki i lody.

Głowa Rocky odskoczyła do tyłu. Przez sekundę wyglądała na zaskoczoną, po czym zachichotała.

- Jesteś niemożliwy - Nadal szeptała, a on się uśmiechnął.

- Obiecaj mi, że skończyłaś z tym gównem, zabiorę się za obserwowanie, jak jesz rożek, a później, jak owijasz rękę wokół mojego fiuta i liżesz go jako odpłatę za uratowanie tyłka zamiast oklepania go - Miękkość zniknęła z jej twarzy i zaczęła się cofać, ale jego ręka wyszła z jej włosów, a jego ramiona mocno ją obejmowały – Obiecaj mi, Rocky.

Próbowała gapić się, ale wiedział, że nie ma tego w sobie, kiedy mruknęła - Och, w porządku.

- Czy to obietnica? - naciskał Layne.

– Tak – warknęła.

- Wszystko?

Jej głowa przechyliła się na bok - Co?

- Nigdy więcej głupiego gówna.

Wyrwała mu ręce i położyła ręce na jego klatce piersiowej, ale odpowiedziała - Nigdy więcej głupiego gówna.

– A dziś wieczorem jesz deser – naciskał.

– Dobra – warknęła.

- A później zjesz mnie później.

- Dobra! - powtórzyła, wciąż warcząc i wciąż nie mając tego na myśli, a on się uśmiechnął.

- Nie udawaj, że nie lubisz tego tak bardzo jak ja, pączuszku.

– Um, myślę, że tobie podoba się to bardziej niż mnie, Layne.

Nie myliła się co do tego.

Nie potwierdził, rozkazał - Teraz pocałuj mnie na pożegnanie. Muszę wracać do biura i sprawdzić te tablice, a ty musisz zabrać swój tyłek do mojego domu, żeby mama mogła mieć przewagę w czynieniu zadośćuczynienia.

- Przeoczyłeś jeszcze jedną rzecz, którą ty musisz zrobić, a to przestać mną rządzić.

Ciągle się uśmiechał - Kochanie, czy to ostatecznie nie jest dla ciebie dobre?

- Część, w której mną rządzisz, nie jest dla mnie dobra.

Layne wciąż się uśmiechał - Przestań zrzędzić i pocałuj mnie.

– Layne…

- Pączuszku, pocałuj mnie.

– Skoro jesteś tak zajęty, może powinieneś…

Layne uciszył ją całując ją.

Rocky pielęgnowała złość, ale nadal… odwzajemniła pocałunek.

*****

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz