Rozdział 20
Grzeczna dziewczynka (cz.1)
- Dave, mówię tu poważnie, jak
skontaktowanie się ze mną zajmie mu dużo więcej czasu, nie będzie dobrze -
Layne, siedzący na krześle za biurkiem, obrócił się, by spojrzeć przez okno na
Main, warcząc do telefonu.
- Słyszę, co mówisz, Tanner,
i wszystko, co mam dla ciebie, to pogadaj z Roc - odpowiedział ojciec Rocky.
– Bzdura – syknął Layne – I
to jest ta sama bzdura, którą karmił mnie Merry.
- Czy nie jest dobrze? –
zapytał Dave.
- Jest kurewsko świetne –
odpowiedział Layne.
- Więc może ty wyjaśnisz mi, jaki jest twój pieprzony problem – zasugerował Dave, tracąc
cierpliwość, tak jak Layne.
- Przedtem też było kurewsko
świetnie – przypomniał mu Layne.
- Ona nie jest już
dziewczyną, Tanner.
- Tak, Dave, żyłem i
postarzałem się przez te osiemnaście lat rozłąki z Rocky. A tydzień temu
również trzymałem ją w ramionach w ciemności, kiedy błagała mnie, żebym wpuścił
światło i poczułem jej tak niepokojący strach, przysięgam na Boga, wciąż czuję
go na mojej skórze.
Dave milczał i ta cisza była
naładowana.
Layne wypełnił ciszę - Muszę
wiedzieć, co to za gówno.
Dave nie odpowiedział.
- Muszę też wiedzieć,
dlaczego oboje twoje dzieci związały się z ludźmi, z którymi od razu wiedzieli,
że chcą spędzić resztę życia, a potem porzucili ich, bez słowa, bez powodu i
nie oglądali się za siebie - Layne kontynuował.
– Roc obejrzała się, synu,
jesteście razem – argumentował Dave.
– Myślę, że rozumiesz mój
punkt widzenia – odpalił Layne.
- Musisz to załatwić z Roc –
powtórzył Dave.
- Jezu Chryste, jaki jest ten
wielki pieprzony sekret? - Layne eksplodował.
Dave zmienił temat, zrzucając
winę – Ostatnim razem pozwoliłeś jej uciec.
– Bzdura – uciął Layne. Po
tym komentarzu podpalającym jego gniew, już podsycany, miał wybuchnąć.
– Pozwoliłeś jej uciec –
powtórzył Dave.
– Czekaj, czy to nie ty
zablokowałeś drzwi pięćdziesiąt pieprzonych razy, kiedy do niej przyszedłem,
chcąc z nią porozmawiać? - ton głosu Layne’a był sarkastyczny.
- Dlaczego o tym rozmawiamy?
To i tak już nie ważne. Oboje ruszyliście dalej i odnaleźliście się ponownie –
poinformował go Dave, ponownie zmieniając temat.
Layne przyniósł go z powrotem
- Cokolwiek to było, co czułem, że pochodzi z Roc, nie było historią. To było
prawdziwe, było teraz i to ją przerażało. Ona jest twoją córką, stary, czy to
cię cholernie nie martwi?
– Nie – stwierdził
natychmiast Dave – Nie, nie martwi. Nigdy więcej. Teraz, kiedy cię ma.
– Cholera, Dave – wycedził
Layne.
- A czy ty możesz mi wyjaśnić, dlaczego nie chcesz z nią o tym rozmawiać? –
zapytał Dave.
- Mówisz poważnie? – zapytał
Layne.
– Śmiertelnie – warknął Dave.
- Dobrze, więc raz ją
straciłem i nie rozumiem dlaczego, chociaż wyjaśniła, to, powtórzę, nie
rozumiem dlaczego. Tym razem moi chłopcy są w miksie. Lubią ją. Myślą, że jest
gównem. Im dłużej są przy niej, tym bardziej ją polubią. A nawet się w niej
zakochają, jak ich staruszek, haczyk, linka i ciężarek. Fakt, że kiedyś ją
straciłem i sposób, w jaki zachowujecie się z Merry’m, mówi mi, że muszę
zachować ostrożność. Znasz miny, których unikasz. Ja nie mam pierdolonego
pojęcia, a ty nie dajesz mi gówna. Chodzę po tym polu minowym z zawiązanymi
oczami i w każdej chwili mogę nadepnąć na jedną z tych min. Utknąłem, Dave, nie
mogę się ruszyć. Jak ruszę się, mogę to spieprzyć. Myślisz, że zrobiłbym coś, cokolwiek, żeby to spieprzyć? Spieprzyć
to dla mnie, dla moich chłopców, dla Rocky?
Kiedy Layne skończył mówić,
słuchał ciszy.
Popchnął więc - Dave…
– Daj mi czas – powiedział
cicho Dave.
- Co? – zapytał Layne.
- Muszę pomyśleć – stwierdził
Dave.
- Jezu, o czym?
- Jeśli coś pójdzie źle,
powiem ci i spierdolę z moją córką, jak to zagram, to, synu, ja nie mam
osiemnastu lat.
Mięśnie karku Layne’a napięły
się i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale usłyszał, jak Dave rozłącza się w
tym samym momencie, kiedy usłyszał sygnał dźwiękowy, który oznaczał, że ktoś
przeszedł przez drzwi na ulicę.
Layne odwrócił głowę i
spojrzał na monitor.
– Pieprz mnie – wyszeptał,
rzucając telefon na biurko i obserwując zabawkę Astley’a, Marissę Gibbons
wchodzącą po jego schodach.
Wyprostował się z krzesła i
był półtora metra wgłąb recepcji, kiedy otworzyła drzwi i zatrzymała się z ręką
na klamce, patrząc na niego.
Layne skrzyżował ręce na
piersi.
Marissa Gibbons przełknęła
ślinę, po czym powiedziała – Uh… hej.
- Hej – odparł Layne z oschłą
uprzejmością.
- Uch… możemy pomówić? -
zapytała.
- Mów - zaprosił i nie
poruszył się.
Spojrzała na niego, wyjrzała
na korytarz, weszła do biura i zamknęła drzwi. Potem odwróciła się do niego,
jej oczy ślizgały się do drzwi do wewnętrznego biura i z powrotem do jego.
– Czy moglibyśmy… hm… usiąść?
- poprosiła.
– Nie – zaprzeczył.
Zawahała się, spojrzała na
podłogę, a potem z powrotem na niego i zapytała - Czy mogę postawić ci kawę w
Mimi’s?
– Nie – powtórzył Layne.
Patrzyła na niego i to trwało
chwilę.
W końcu wyszeptała - Myśli
pan, że jestem dziwką.
– Czy o tym przyszła pani rozmawiać?
– zapytał Layne.
- Uh… - zaczęła, po czym
zachwiała się i urwała.
- Proszę posłuchać, pani
Gibbons, nic o pani nie myślę. Przyszła tu pani z czymś do powiedzenia, proszę
powiedzieć. Nie brak szacunku, ale jestem zajętym człowiekiem.
- Musiałam to zrobić –
stwierdziła.
- Musiałaś co zrobić? –
zapytał Layne, zdezorientowany jej słowami, gdy zaczął dzień w łóżku Rocky i
przeszedł do wręczania Coltowi zdjęć Stew, co oznaczało, że dni Stew jako
wolnego mężczyzny, który mógł nosić coś innego niż pomarańczowy kombinezon,
zostały poważnie ograniczone. Potem ten genialny początek zanikał, gdy nie mógł
nigdzie znaleźć Merry’ego i kiedy wrócił do Brendel, aby zobaczyć, że trwa tam
mycie szyby i są ogrodnicy grabiący liście, co oznaczało, że nie mógł namierzyć
mieszkania TJ Gainesa, aby mógł znaleźć bezpieczny czas na włamanie. Nadal był
wkurzony swoją rozmową z Dave’em i dlatego miał już zero cierpliwości.
- Filmy, musiałam je
nakręcić. Byłam… – zaczęła wyjaśniać.
Layne przerwał jej - Słuchaj,
gówno mnie to obchodzi. Jestem w tym biznesie od dawna, ludzie robią gówno,
gówno muszą robić. Rozumiem. Nie musiałaś jednak pieprzyć męża mojej kobiety,
nigdy, ale zwłaszcza z powodów, dla których to zrobiłaś. To nie fajne.
Jej oczy rozjaśniły się i
zrobiła trzy kroki do przodu, mówiąc - Ale słyszałam o tobie i o niej, w miasteczku
ludzie o tym mówią. Gdyby nie ja, nie miałbyś szansy…
– Może masz rację – przerwał
jej ponownie, a sposób, w jaki mówił, przestała się ruszać – Ale sprawiłaś, że
poczuła się jak śmieci. Zrobiłaś z niej frajerkę. Sprawiłaś jej ból. Cieszę
się, że pozbyła się tego dupka, ale nie czuję się z tym dobrze.
- Więc dlaczego? – spytała
Marissa - Nie rozumiem.
– Dlaczego co? – zapytał Layne.
– Dlaczego nie… dlaczego…? -
zatrzymała się i zaczęła od nowa – Dostałam od niego dwieście tysięcy dolarów i
pozwolił mi zatrzymać Corvette. Pan Glover powiedział mi, co powiedzieć, jak to
zagrać. Pomógł mi to zdobyć.
– Pan Glover ma słabość do
ludzi, którzy próbują zmienić swoje życie – odparł Layne.
Patrzyła na niego, a kiedy to
robiła, jej spojrzenie stało się przenikliwe.
Potem wyszeptała - Ty też.
- Słucham?
- Ty też masz słabość.
Layne wziął głęboki wdech w
nos i wypuścił powietrze. To, czego nie zrobił, to odpowiedź.
Marissa Gibbons zrozumiała
aluzję, skinęła głową, odwróciła się i podeszła do drzwi. Otworzyła go, kiedy
odwróciła się i spojrzała na niego.
- Nie powiedziałam Opiece
Społecznej, ale mnie też alfonsował – oznajmiła, a Layne poczuł, jak ścisnęło
mu się w żołądku i ścisnęło się w klatce piersiowej, ale nie mogła tego
wiedzieć, więc powiedziała więcej gówna, którego tak naprawdę nie chciał
słyszeć - Nigdy, wtedy, kiedy ktoś mnie pompował i nie wiedziałam nic poza tym,
że to bolało tak bardzo, bolało tak
bardzo, że mogłam myśleć tylko o tym, nigdy nie sądziłam, że będę miał
miękkie prześcieradła i wymyślny samochód, i piękne ubrania, i będę mieszkała w
domu nad samym jeziorem. Dostałam tę szansę i, masz rację, nie myślałam o niej.
Wskoczyłam w to. I wiesz co? - zakończyła pytaniem.
– Co? - Layne zapytał, kiedy
nie kontynuowała i nie wiedział dlaczego.
- To było to samo. Jakiś
facet, którego nie lubiłam, we mnie pompował, tylko w miękkich prześcieradłach.
I nie bolało tak bardzo, ponieważ już dawno temu odkryłam cuda lubrykantu.
- Pani Gibbons… - zaczął
Layne.
– Pewnego dnia – powiedziała
Marissa nad nim – ssałam kutasa, kiedy ktoś filmował i myślałam o moim
pracowniku socjalnym. Była młoda. Ładna. Na palcu miała duży pierścionek
zaręczynowy. I była miła, zależało jej. Umieściła mnie w dobrym domu
zastępczym, w którym zostałam, dopóki nie wyprowadzili się ze stanu, a ja znowu
zgubiłam się w systemie, ponieważ ta pracownica socjalna wyszła za mąż, zmieniła
pracę i miałam wypieprzone… zostałam. A ja ssałam kutasa i myślałam, że wolałabym
siedzieć przy biurku, nosić pierścionek zaręczynowy i upewniać się, że
dziewczyny takie jak ja nie skończyłyby ssąc kutasa. Zaczęłam szukać ścieżki, a
potem zgubiłem ją.
Spojrzała mu w oczy i
dokończyła – A potem ty i pan Glover pomogliście mi ją znaleźć.
– Marissa – mruknął Layne, a
ona podniosła rękę i przerzuciła włosy przez ramię.
- Jak znasz kogoś, kto chce
prawie nową Corvette, sprzedam – oświadczyła, odwróciła się i wyszła, zamykając
za sobą drzwi.
Minęła sekunda, Layne
wymamrotał - Kurwa - po czym opuścił ramiona i poszedł za nią.
Kiedy stał na podeście przed
drzwiami, zawołał - Marissa.
Schodziła już prawie po
schodach, ale słysząc swoje imię, odwróciła się i spojrzała na niego z ręką na
poręczy.
– Nie zgub ponownie swojej
drogi – ostrzegł, a jej twarz, która była pełna oczekiwania, zamknęła się.
– Racja – mruknęła i zaczęła
się odwracać, ale zatrzymała się, kiedy Layne się odezwał.
- Jak zaczniesz myśleć o tym,
żeby iść w tamtą drogą, to ja nigdzie się nie wybieram przez jakiś czas. Znajdź
mnie. Kupię ci kawę w Mimi’s i wyperswaduję ci to.
I właśnie wtedy Layne był
tego świadkiem. Tego, co widział w niej Astley. Czego chciał. To nie były
włosy, podobne rysy. To jej usta stały się miękkie, co zmieniło w niej wszystko.
Nie mówiła oczami jak Rocky, ale było to zbliżone do tego, co Rocky mogła dać
jednym spojrzeniem i było miło.
- Słabość - wyszeptała,
odwróciła się i częściowo poszła, częściowo zeskoczyła po pozostałych stopniach
i wyszła przez frontowe drzwi.
Drzwi nie zamknęły się do
końca, zanim zostały uchwycone ręką, która je otworzyła i Layne zobaczył, jak
Vera wchodzi w nie z głową odwróconą, by patrzeć na odchodzącą Marissę.
Layne spojrzał w sufit i
błagał mamrocząc - Zabij mnie.
- Cześć Słonko! - zawołała
Vera.
Layne spojrzał na swoją matkę
- Co tu robisz?
– Tak się cieszę, że złapałam
cię w biurze – stwierdziła, wchodząc po schodach, niosąc biały kubek z
owiniętym brązowym kartonem.
Zatrzymała się, spojrzała na
swój kubek, a potem spojrzała na niego - Chcesz kawę? Właśnie wpadłam po jedną,
a potem postanowiłam spróbować złapać cię w biurze i…
- Mamo, co tu robisz?
Znowu zaczęła iść, mamrocząc
- Jejku. Ktoś jest w złym humorze nawet po spotkaniu z ładną dziewczyną.
Jezu. To gówno miało uderzyć
Rocky jako następne.
- To eks-gwiazda filmów porno,
która właśnie oskubała Jarroda Astley’a na dwieście tysięcy. Jest ładna, ale
nie jest w moim typie – poinformował ją Layne, jego matka zatrzymała się dwa
stopnie od niego, a jej usta były otwarte.
Potem szepnęła - Porno?
- Eks-gwiazda porno. Teraz wyszła
na prostą. Więc teraz, kiedy już to załatwiliśmy, pieprzenie powtórzę, co ty tu
do robisz?
– Za dużo mówisz to słowo na
„p”, Tanner Layne – warknęła Vera.
– Mamo – warknął Layne.
Spojrzała na drzwi, a potem
na niego - Możemy wejść do twojego biura?
– Czy to sprawi, że powiesz
mi, co tu robisz? – odparł Layne.
- Tak - odpowiedziała.
Layne westchnął. Potem wszedł
do swojego biura, a jego matka poszła za nim.
Poszedł prosto do recepcji i
usiadł na niej. Poszła prosto na kanapę i ułożyła się tak, jakby mieli kręcić
gówno przez następną godzinę.
– Mamo – podpowiedział Layne.
– Mam najlepszy pomysł – oznajmiła Vera.
Layne podejrzewał, że nie
pomyślałby, że to najlepsze.
- Powiesz wreszcie? -
zapytał, kiedy nie powiedziała nic więcej.
- Zamierzam sprzedać moje
mieszkanie na Florydzie, wróć do domu i zostań twoją recepcjonistką! -
oznajmiła z lekkim podskokiem na kanapie - Czy to nie wspaniałe? Nie będziesz musiał mi dużo płacić, a ja będę…
Layne przerwał jej - To się
nie wydarzy.
Jej twarz była zdezorientowany
- Co? Czemu?
- Ile chcesz powodów? –
zapytał Layne.
- Wszystkie – odpaliła.
- Okej, po pierwsze, nie
chcesz znać, nie chcesz widzieć, jakie gówno robię, widzę, fotografuję i badam.
Jeśli nie możesz znieść słowa na „p”, nie poradzisz sobie z moją pracą. Po
drugie, skończyłem z twoim gównem w odniesieniu do Rocky. Mówiłem ci, kiedy
wróciłaś do domu, że jak nie nauczysz się ukrywać swojego nastawienia, czego
nie się nie nauczyłaś, pokażę ci drzwi. Byłem cierpliwy i daję ci znać, teraz
od razu, nie będę już cierpliwy. Wykonasz jeszcze jeden numer z Rocky,
skończone. Wypadasz.
– Tanner – szepnęła.
- Jestem z tobą szczery. Bez
żartów, nie popychaj mnie do tego, bo nie spodobają ci się konsekwencje. A
jeśli robisz to, kiedy nie ma mnie w pobliżu, ale Jas i Tripp są, to też ci o
tym mówię. Konsekwencje tego też ci się nie spodobają.
- To moi wnukowie! -
zaprotestowała. – Zna ich cały miesiąc.
– Tak, i to są moi synowie.
Zakochałem się w niej w trzy tygodnie, dwa
razy. Policz to.
Zamknęła usta, odwróciła
wzrok i napiła się kawy.
Następnie powiedziała do
ściany - Znowu cię skrzywdzi.
– Tak, skrzywdzi – zgodził
się Layne, a Vera spojrzała na niego.
- Co? - wyszeptała.
– Ona ma coś w sobie, mamo.
Coś nie jest w porządku i muszę pomóc jej to wydobyć, ale nie wiem, co to,
kurwa, jest. Myślę, że nawet Roc nie
wie, co to jest. To sprawiło, że opuściła mnie osiemnaście lat temu i wiem w
głębi duszy, że to się powtórzy, chyba że rozwiążę to gówno i wszyscy trzej ją
stracimy. Teraz możesz grać w swoje gry i wkurzać mnie, wkurzać moich chłopców
i powodować rozłam w tej rodzinie, ponieważ jesteś uparta. Albo możesz mi cholernie
pomóc, bo mamo, ona mnie uszczęśliwia. Kocham ją. Nie chcę jej znowu stracić. I
potrzebuję wszelkiej pomocy, jaką mogę uzyskać.
Patrzył, jak oczy jego matki
zmieniły się, a ona wyglądała tak, jak wyglądała, gdy miał jedenaście lat i miał
okropny wypadek na swoim rowerze, wrócił do domu z krwią spływającą z jego
kolan, przedramion i skroni, a ona wyczyściła to gorącym mydłem ręcznikiem, a
następnie przetarła to alkoholem, dmuchając między każdym pociągnięciem.
I sposób, w jaki na niego
patrzyła, zaledwie kilka miesięcy temu, kiedy był w szpitalu po postrzeleniu.
– Ma w sobie coś? — spytała
cicho Vera.
- Ona cholernie boi się
ciemności, chyba że tam jestem – powiedział Layne.
- Czy to nowe?
- Nie, nie sądzę, ale dla
mnie to nowość. Wcześniej nie była taka, ale powiedziała, że to dlatego, że tam
byłem. I nie jest taka teraz, kiedy tam jestem. Ale jeśli mnie nie ma, a jest
noc, zasłony są otwarte, a ona nie może ich zaciągnąć, a kiedy to mówię, poważnie nie może ich zaciągnąć.
- Pytałeś, co ją przeraża?
– Tak, ale nie odpowiedziała.
Po prostu zaczęła się trząść, a potem poczułem, że coś z niej wychodzi i, nie
będę wchodzić w szczegóły, mamo, ale byłem w kilku poważnych sytuacjach i byłem
w obecności poważnych ludzi i nigdy, ani razu w moim życiu, czułem coś tak paskudnego
jak to.
Przyłożyła rękę do ust i
wzięła oddech, zanim go upuściła i zapytała - Jak myślisz, dlaczego nie
odpowiedziała?
- Nie wiem. Po prostu nie
chciała tam iść.
- Co mówią Dave i Merry? -
zapytała Vera.
– Nic. Nie będą o tym
rozmawiać.
- Co?
– Nie będą o tym rozmawiać,
mamo. W ogóle. Mówią, że jeśli to zrobią, odetnie je tak, jak odcięła mnie.
- Mój Boże - szepnęła Vera -
Co u licha…?
Layne jej przerwał - Nie
wiem. Wiem dwie rzeczy. Boi się ciemności, naprawdę
się boi i nie pójdzie tam, żeby zrozumieć, dlaczego. I podejrzewam jedno,
cokolwiek to jest, wiąże się z tym, dlaczego mnie zostawiła.
– Czy to wyjaśniła? - spytała
cicho Vera.
– Tak i nie – odparł szczerze
Layne.
Brwi Very uniosły się – Co?
- Wytłumaczyła to, ale mówi,
że nawet ona nie wie, dlaczego to zrobiła. Po prostu wie, że to bolało. Chciała
odzyskać nasze połączenie. Walczyła z tym i tęskniła za mną przez osiemnaście
lat. Przebiła się, kiedy mnie postrzelili.
– To nie ma sensu – zauważyła
Vera.
„Nie gówno?” – zapytał Layne.
Plecy Very wyprostowały się –
Chcesz, żebym z nią porozmawiał?
O Chryste.
Layne potrząsnął głową i
stwierdził stanowczo - Kurwa, nie.
- Co? - Vera warknęła -
Dlaczego nie?
– Mamo, poważnie? - I jego
matka była na tyle łaskawa, by wyglądać na tak samo winną, jak była.
– Okej – powiedziała - Więc
nie spotkam się z nią po szkole i nie zaproszę jej na manicure i spowiedź bratnich
duszy. Odzyskam ją, a potem... um...
- Może ty popracujesz z Dave’m,
ja będę pracował z Merry’m, a jedno lub drugie z nas może domyśli się, o co
chodzi, i znajdzie sposób, żeby to ominąć – zasugerował Layne.
- Dave nie jest moim
najlepszym przyjacielem – przypomniała mu matka.
– Tak, też to ty zrobiłaś.
Ale idziesz tam, machając białą flagą, niosąc jedno ze swoich ciast
pistacjowych z tym niesamowitym lukrem, który zawsze tak lubił, i może cię nie
zastrzeli.
Vera uśmiechnęła się, a potem
jej uśmiech załamał się, a jej oczy pojaśniały od wilgoci.
– Jedna wielka szczęśliwa
rodzina – szepnęła.
– Jedna wielka szczęśliwa
rodzina – odszepnął Layne.
– Znowu – zakończyła, teraz
próbując zmusić się do uśmiechu.
– Tęskniłaś za nią –
powiedział cicho Layne.
- Ona cię uszczęśliwiła -
rzuciła bzdury Vera.
– Bzdura – zwołał Layne –
Tęskniłaś za nią.
Wzięła głęboki oddech, po
czym przemówiła.
- Wiesz, Tanner, kiedyś byłam
zakochana po uszy - powiedziała mu – Byłam ślepa przez to. Ślepa. Potem odszedł
ode mnie, tak jak ona odeszła od ciebie.
Kurwa. Jezu. Kurwa!
Layne nie pomyślał o tym w
ten sposób.
- Mamo…
- Wtedy musiałam patrzeć, jak
ci się to przydarza i znowu to czuć,
ponieważ, tak, kochałam ją, a kiedy odeszła, tęskniłam za nią. Ale nie
zniknęła, jak twój ojciec, i za każdym razem, gdy ją widziałam, bolało mnie
jeszcze bardziej.
Layne wpatrywał się w matkę.
Potem rozkazał - Chodź tutaj,
mamo.
Potrząsnęła głową - Nie.
Jeśli to zrobię, będziesz moim słodkim chłopcem i sprawisz, że będę płakać, a
ja nie mam na sobie wodoodpornego tuszu do rzęs.
– Chodź tutaj, mamo –
powtórzył Layne.
- Tanner.
- Chodź tu.
Westchnęła, postawiła kubek
na oparciu kanapy, wstała i podeszła do niego. Kiedy się zbliżyła, Layne
zeskoczył z biurka i wziął matkę w ramiona.
Wiedział, że płakała nawet z
głosem stłumionym przez jego klatkę piersiową, kiedy usłyszał, jak mówi - Wiesz,
nie przytulałeś mnie, odkąd wróciłem do domu.
Layne pochylił się i
pocałował czubek jej głowy, a potem powiedział - Jestem gównianym synem.
Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała
wilgotnymi oczami, ze spływającym tuszem do rzęs, zanim wyszeptała – Nie, nie
to. Nigdy to, Słonko. Nigdy.
– Kocham cię, mamo –
odszepnął. Uśmiechnęła się i podniosła rękę, dwukrotnie klepiąc go po szyi,
zanim jej palce się zacisnęły.
Potem jej uśmiech stał się
większy i stwierdziła - Cieszę się, że udało nam się to rozwiązać. Bycie wredną
jest wyczerpujące. Zwłaszcza, gdy w tym samym czasie jesteś w siódmym niebie, bo
twój najstarszy wnuk wreszcie poukładał sobie głowę, a syn jest z kobietą,
która kibicuje Coltom, pomaga jego chłopcu w odrabianiu lekcji i zasypia na
jego piersi. A nie taką, która przy każdej nadarzającej się okazji wykrzykuje
swoje bzdury na całe gardło. Ostrzegam cię teraz, jeśli kiedykolwiek pomyślisz
o ponownym połączeniu się z Gabrielle, nie zaoferuję, że będę twoją
recepcjonistką. Każę cię trzymać w zamknięciu.
Layne uśmiechnął się do niej
– Nie myślę, żeby to było w kartach, mamo.
– Dzięki Bogu – wydyszała,
wciąż się uśmiechając.
Cofnęła rękę i rozsmarowała
tusz do rzęs po twarzy.
– Może potrzebujesz lustra –
zasugerował, a ona wyskoczyła z jego ramion.
- Wiedziałam! - zapłakała,
odwróciła się i pobiegła do łazienki.
Layne spojrzał na zamknięte
drzwi łazienki, odliczając je.
Odliczyły mu się dwa
problemy, jego mama i Astley. Potem wrócił do swojego biura myśląc, że, jak jego
matka chciała pomóc, to on jej na to pozwoli.
Mogła robić księgi. Miał
czeki do wypłaty, faktury do wysłania i rachunki do opłacenia. Miał spędzić nad
tym poniedziałek. Teraz Vera mogłaby spędzić nad tym piątek.
Nie dotarł do swojego biurka,
kiedy usłyszał sygnał dźwiękowy, spojrzał na monitor i zobaczył Ryker’a
wchodzącego po schodach.
- Co do cholery? - szepnął do
siebie, szybko okrążył biurko, wyciągnął swoje dziewięć milimetrów z szuflady i
wsunął za pasek dżinsów na biodrze.
Był z powrotem w zewnętrznym
biurze, kiedy Ryker wszedł przez drzwi.
– Hej, bracie – przywitał się
Ryker.
– Ryker – odparł Layne, mając
nadzieję, że jego matka nakłada zupełnie nową warstwę makijażu.
Ryker rozejrzał się po biurze,
a potem z powrotem na Layne’a - Podoba mi się twoje miejsce – skomentował.
– Jestem podekscytowany, że
akceptujesz – odparł Layne.
Wzrok Ryker’a padły na
pistolet Layne’a, a potem zwrócił się do niego i uśmiechnął się swoim wielkim,
brzydkim uśmiechem - Dziewięć milimetrów? Potraktuj to jako komplement, bracie.
Layne przeszedł do rzeczy –
Jesteś tu z jakiegoś powodu?
Ryker bez zwłoki podszedł,
ominął Layne’a i wszedł do jego biura. Layne stał tam, gdzie był, patrząc na
drzwi łazienki, licząc do dziesięciu.
Stwierdził, że to nie działa
i poszedł za Ryker’em do swojego biura, aby zobaczyć go wylegującego się na
jednym z dwóch foteli przed biurkiem Layne’a.
Layne okrążył biurko,
wyciągnął pistolet i położył go blisko biurka, siadając.
- Więc? - podpowiedział.
- Pomyślałem, że moglibyśmy
wyjść, napić się piwa, zagrać w bilard - odpowiedział Ryker, a Layne się zagapił.
Potem zapytał - Co takiego?
- Bilard. Piwo. Kobiety. Obaj
mamy gorące laski, ale to nie znaczy, że nie możemy patrzeć.
- Nie jestem pewien, co
trzyma cię w butach motocyklowych i skórzanych kurtkach, ale jest czwarta po
południu, a ja mam dwóch dorastających chłopców, więc muszę pracować na życie –
odpowiedział Layne.
Ryker ponownie uśmiechnął się
swoim wielkim, brzydkim uśmiechem i stwierdził - Tak, pytałem o ciebie. Jesteś
jak Król Kutas. Szczyt Stowarzyszenia Prywatnych Kutasów. To, co zarabiasz,
stary, mógłbyś pracować trzy godziny dziennie i nadal wykarmić tych dwóch mięśniaków.
- Jak bym pracował trzy
godziny dziennie, Ryker, nie miałbym klientów, którzy płaciliby na te opłaty –
wrócił Layne.
Ryker wzruszył ramionami -
Dopasuj się - Potem pochylił się i zapytał - Więc nad czym pracujemy?
O cholera.
- My? – zapytał Layne.
- Tak – Ryker rozparł się
wygodnie na swoim miejscu - My.
- Myślę, że już ci mówiłem,
że pracuję sam.
– Teraz pracujesz ze mną.
– Pominąłem część –
poinformował go Layne. – Jak do tego doszło?
- Baranski wyszedł z domu
twojej starej starszej pani. Stało
się to przeze mnie. Myślisz, że robię coś za darmo?
Kurwa.
- A odpłata to bycie moim
partnerem? – zapytał Layne.
Ryker ponownie wzruszył
ramionami - Jasne, kiedy się nudzę, a ja się nudzę – odpowiedział - Więc nad
czym pracujemy?
Layne usłyszał otwierające
się drzwi łazienki i Ryker zerwał się z fotela. Zza pasa na plecach wyciągnął
swoją czterdziestkę piątkę.
Kurwa!
- Słonko? - zawołała Vera.
– Tutaj, mamo – odkrzyknął
Layne, po czym powiedział cicho do Ryker’a - Spokój.
Ryker odprężył się i wepchnął
pistolet za pasek tuż przed tym, jak Vera weszła w drzwi.
Spojrzała na Ryker’a i
otworzyła usta.
- Ojej - szepnęła - jesteś
dużym chłopcem.
- Mamo, to jest Ryker. Ryker,
Vera Layne - przedstawił Layne.
Ryker uśmiechnął się swoim
brzydkim uśmiechem i wyciągnął mięsistą dłoń - Proszę pani.
Vera wzięła go i potrząsnęła,
kładąc drugą rękę na górze, mówiąc – Ryker. Czy to twoje imię czy nazwisko?
– Oba – odparł Ryker i
uniosła brwi.
- Oba? Jesteś człowiekiem,
który ma tylko jedno imię? - zapytała i Ryker puścił jej rękę.
– Tak – odpowiedział Ryker i
Vera spojrzała na Layne’a.
- Jak schludnie! -
wykrzyknęła - Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego!
Ryker zwrócił swój brzydki
uśmiech na Layne’a.
Layne westchnął.
Potem zasugerował - Mamo, co na
powiesz na zabranie swojej kawy i tyłka do sklepu spożywczego, by kupić
polędwicę wołową na kolację.
Vera spojrzała na niego, a
potem stanowczo stwierdziła – Polędwica wołowa jest na specjalne okazje, Tanner.
Wiesz to.
– Na przykład, jak ty będąca umyślnie
przez ostatni tydzień suką dla Roc, przy takiej okazji? - Layne odpowiedział - To
jej ulubiona, a kiedy ty ją robiłaś,
tak było.
Vera zamilkła, zanim
wyszeptała - Och, racja.
Layne uśmiechnął się do niej,
by usunąć ostrze swoich wcześniejszych słów - Nie zapomnij o sosie chrzanowym,
a jutro możesz przyjść i zrobić moje księgi.
Patrzył, jak twarz jego matki
się rozjaśniła - Naprawdę?
Jezu, tylko jego matka, ponadnormatywna
wariatka, mogła być podekscytowana robieniem ksiąg.
– Tak – powiedział Layne.
- Fantastycznie! - zapłakała,
a potem odwróciła się do Ryker’a i oznajmiła - Miło było cię poznać - pochyliła
się, uśmiechnęła i powiedziała, jakby ona i Ryker podzielili się żartem - Ryker.
Potem zniknęła.
Layne spojrzał na monitory i
zobaczył, jak jego matka schodziła po schodach, gdy Ryker wracał na swoje
miejsce.
- Twoja mama była suką dla
twojej małej? – zapytał Ryker i Layne spojrzał na niego.
– Długa historia – wymamrotał
Layne.
– Bracie – uśmiechnął się
Ryker.
Rozumiesz moją wizję sprawiedliwości, powiedział Ryker.
Layne patrzył na niego, ale
nie spędzał na tym dużo czasu, zanim podjął decyzję.
– Znasz TJ Gainesa? – zapytał
Layne.
- Kogo? – spytał Ryker.
– Duszpasterz Młodzieży w
Kościele Chrześcijańskim – odpowiedział Layne, uśmiech zniknął z twarzy
Ryker’a, a Layne patrzył, jak stała się przerażająca.
– Nie wiem, co to jest –
powiedział cicho Ryker śmiertelnym głosem - Po prostu wiem, że to gówno jest
nie w porządku.
- Słyszałeś coś? – zapytał
Layne.
- Wszyscy w mieście szepczą o
tym – odpowiedział Ryker - Nikt tego nie lubi, ale nikt się tym nie zajmuje.
- Cóż, ja się tym zajmuję, a
teraz ty też.
Uśmiech Ryker’a powrócił - Co
masz? - zapytał.
- Nic. Tylko mieszkanie w
Brendel. Nie wiem, czy tam mieszka, czy też kogoś tam odwiedza. Jednostka K.
Mieszkanie trzy. Muszę wiedzieć, kiedy mogę wejść, więc potrzebuję, by ktoś to
obejrzał. Musisz mi zdobyć informacje o tym, kim są lokatorzy, ilu ich jest,
kiedy przyjdą, kiedy odejdą i kiedy będę mógł tam wejść, żeby przeprowadzić
czysty przegląd. Nie chcę przerzucać tego miejsca. Potrzebuję czasu, aby zrobić
to dobrze, ale muszę wiedzieć, kiedy nadejdzie ten czas.
– Brendel to miasteczkowy
Fort Knox. Nawet mieszkania na Heritage nie mają takich zabezpieczeń. I nawet
jeśli uda mi się spędzać czas i robić notatki, a, bracie, nie wiem, czy
zauważyłeś, ale nie jestem typem faceta, który wtapia się w stolarkę, zwłaszcza
w miejscu takim jak Brendel, nie ma mowy, żebyś się dostał.
– Sensory są w oknach, a nie
drzwiach – odparł Layne.
- Hę?
- Jeśli spieprzyli ochronę w
mieszkaniu Gainesa, tak jak spieprzyli ochronę w mieszkaniu Roc, sensory są w
oknach na jego balkonie, a nie drzwiach.
– Roc?
- Moja kobieta.
– Ma na imię Roc? - Ryker
potrząsnął głową - Stary, dobrze się jej przyjrzałem i dla mnie nie wygląda na
skałę. Nie ma dla niej nic twardego, wszystkie krzywe i miękkie.
– Ma na imię Raquel i tylko ostrzeżenie,
może po kilku piwach i grze w bilard mogę być w porządku, gdy będziesz mówił o
mojej kobiecie w ten sposób, ale… - Layne zawahał się i spojrzał na niego –
Zaczekaj, nie, nigdy nie będę w
porządku, gdy będziesz tak mówił o mojej kobiecie – ostrzegł Layne.
Ryker znów się uśmiechnął.
Layne stracił cierpliwość.
- Jesteś w tym? - zażądał.
- Nigdy nie robiłem zasadzki.
- Dzisiaj jest twój dzień - powiedział
mu Layne.
Jego komórka na biurku
zadzwoniła, gdy Ryker odpowiedział - Wchodzę w to.
Layne spojrzał na wyświetlacz
i zobaczył „Tripp dzwoni”.
Jego brwi złączyły się. Tripp
powinien być na treningu piłkarskim.
Pokazał Ryker’owi palec „jedna
minuta”, odebrał telefon i przyłożył go do ucha.
- Hej, kolego, co się dzieje?
- Tato – szepnął Tripp i
Layne odwrócił się prosto na jego ton.
- Tripp, co się dzieje?
- Powiedziałem trenerowi
Fullerton’owi, że muszę skorzystać z toalety - powiedział Tripp.
- I dzwonisz do mnie, żeby mi
powiedzieć…
Tripp mu przerwał – To Rocky,
tato.
Layne natychmiast wstał i
podszedł do monitora, aby go wyłączyć, pytając - Co jest z Rocky?
– Byłaby wściekła –
powiedział Tripp - Nie wiedziałem, czy powinienem ci powiedzieć, ale myślę, że
powinienem ci powiedzieć i to jest pierwsza okazja, w której musiałem zadzwonić.
- Tripp - wycedził Layne.
Tripp zaczął mówić w
pośpiechu - Myślę, że ona coś zrobi. Poszedłem do jej klasy po szkole, wiesz,
tylko po to, żeby powiedzieć „hej” i „do zobaczenia wieczorem”, ale nie
wszedłem, bo usłyszałem, jak rozmawiała z panią Judd.
Gówno. Jego kobieta była
świrem. To mogło prowadzić gdziekolwiek, a z Raquel było to celnym strzałem, bo
mogła prowadzić na różne stopnie zła.
- Co mówiła? – zapytał Layne,
jego oczy przesunęły się po Ryker’ze, który siedział, obserwując go, czytając
ton i mowę ciała Layne’a, a zatem był czujny. Layne podszedł do biurka, wrzucił
dziewięć milimetrów do szuflady, zamknął na klucz i wziął kurtkę z krzesła.
- Nie wiem na pewno –
odpowiedział Tripp - Ale brzmiało to tak, jakby z jakiegoś powodu planowali
włamać się do biura zarządu w Brendel.
Gówno! To, dokąd to prowadziło, było złe, biorąc pod
uwagę, że było nielegalne. Layne przechylił głowę, trzymając telefon między
uchem a ramieniem i zarzucił kurtkę na ramię.
- Dobrze że mi powiedziałeś,
kolego - powiedział swojemu synowi.
– Nie powiesz Roc, że
doniosłem? - zapytał Tripp.
- Nie, Tripp, to nasz sekret.
Zajmę się tym. Do zobaczenia wieczorem – odpowiedział Layne, zdejmując telefon
z ramienia i wrzucając na ramiona drugą stronę kurtki.
- Okej, spoko. Później tato.
- Później, kolego.
Layne rozłączył się, a Ryker
warknął - Co?
Layne skierował się do drzwi,
mówiąc: „Muszę iść, bracie, właśnie dostałem wiadomość, że moja kobieta planuje
popełnić przestępstwo.
Ryker natychmiast podniósł
swoje wielkie ciało z fotela i poszedł za Layne’em - Cholera, rzeczy nie są nudne
dla ciebie.
- Zapłaciłbym za nudę –
poinformował go Layne o szczerej prawdzie Bożej.
- Zaufaj mi, bracie, nie
zrobiłbyś tego – odpowiedział Ryker, gdy Layne otworzył zewnętrzne drzwi i
Ryker wyszedł.
Layne wstukał kod do alarmu,
myśląc, że Ryker bardzo się mylił.
*****
Ryker wjechał swoim Harleyem przez
bramę Brendel, a potem przez teren, podczas gdy Layne podążał za znakami do
biura zarządu.
Kiedy dotarli tam, szczęka
Layne’a zacisnęła się, gdy zobaczył, że operacja jest już w pełnym rozkwicie.
Josie Judd stała na zewnątrz z dwiema młodymi, atrakcyjnymi kobietami w drogich
garniturach. Jedną z nich była blondynka, która pokazała Rocky mieszkanie.
Josie dziko gestykulowała rękami w kierunku jeepa, który stał zaparkowany przed
biurami i patrzyła w pełnym zirytowaniu.
Layne zaparkował przed biurem
zarządu trzy miejsca dalej od jeepa, przed którym Josie i kobiety stały na
chodniku, a Ryker zatrzymał się po stronie Layne’a.
Layne wysiadł i usłyszał, jak
Josie krzyczała - Kto za to zapłaci? Hę? Mam tutaj gwóźdź w oponie! Niewinnie odwiedzam koleżankę i kolejna
sprawa, co wiem, że mam mieszkanie! Mam dzieci do zabrania do szkoły! Mam
sprawy do załatwienia! Mam rachunki do zapłacenia, które nie obejmują naprawy, więc nie powinnam płacić za oponę!
Najwyraźniej Josie odwracała
uwagę.
Layne spojrzał na Ryker’a -
Zamknij to gówno tam. - Wskazał głową do biura zarządu, gdzie bez wątpienia Roc
włamywała się do szafek z aktami – Zajmę się tym - I wskazał kciukiem na Josie.
- Czy nie powinno być na
odwrót? – zapytał Ryker, a Layne spojrzał na niego wzrokiem, który Ryker odczytał.
Gdyby wszedł do środka i przyłapał swoją kobietę na robieniu tego, co robiła,
zapłaciłaby mu jak cholera. I tak miała zapłacić, po prostu nie tak źle, gdyby
musiał wejść do środka i wywlec stamtąd jej tyłek.
Dlatego Ryker uśmiechnął się,
wymamrotał „Mam cię” i odszedł.
Layne okrążył maskę samochodu
i podszedł do Josie i kobiet, a żadna z nich nie spojrzała w jego stronę,
ponieważ obie wpatrywały się w Josie, która wciąż krzyczała. Robiła to, dopóki
jej wzrok nie zwrócił się na niego i nie dała poznać po sobie, że po jednym
spojrzeniu na niego, wiedziała, że jej najlepsza przyjaciółka właśnie kupiła
sobie ogrom cierpienia. Zamiast tego podeszła do niego.
- Tanner! Tak się cieszę, że
tu jesteś! - wykrzyknęła, owijając palcami jego biceps i ściskając go - Te kobiety - wyciągnęła rękę w kierunku
kobiet - mówią, że na Brendel nie ma żadnej budowy, ale nie miałem gwoździa w
oponie, kiedy odwiedziłam Rocky zeszłej nocy, a rano miałam go w oponie i była przebita! Zobaczyłem to, do
cholery, kiedy pokazali mi oponę, więc wiem, że to nie był wyimaginowany
gwóźdź!
Była dobra. Wiedział, że
Josie nie odwiedziła Rocky zeszłej nocy i wiedział, że nie miała gwoździa w
oponie, ale nawet on był na wpół przekonany, że zrobiła pierwsze, a miała drugie.
– Josie – powiedział Layne,
ale nie wydobył nic więcej. Josie puściła jego ramię i odwróciła się do kobiet.
- Czynsz tutaj jest oburzający.
Z takim zarobkiem moglibyście przynajmniej zamiatać ulice. Przynajmniej! - krzyknęła.
- Przepraszam panią, ale
Brendel nie może wziąć odpowiedzialności za pani pojazd. Nie mamy budowy na
miejscu i nie może pani udowodnić, że zdobyła ten gwóźdź na miejscu. Mogła go pani
zdobyć wszędzie – wtrąciła jedna z kobiet.
- Ale go nie zdobyłam wszędzie. Zdobyłam go tutaj – skłamała Josie i zrobiła to
głośno.
- Przepraszamy za pani
kłopoty, ale naprawdę nie możemy nic zrobić, aby pomóc – stwierdziła kobieta,
która pokazywała Rocky mieszkanie.
- To jest oburzające! -
krzyknęła Josie.
– Josie, chodźmy – powiedział
Layne i chwycił ją za ramię, ciągnąc do samochodu.
Spojrzała na niego, szybko,
krótko potrząsając głową, wskazując, że czuła, iż Rocky potrzebowała więcej
czasu. Layne spojrzał na nią, dając jej szybkie, krótkie skinienie głową,
wskazując, że czas Rocky zdecydowanie dobiegł końca. Jej oczy zrobiły się duże,
a Layne zwęził. Potem poddała się.
- Nie słyszałeś tego
ostatniego! - Josie zagroziła, gdy podeszła do samochodu, z ręką Layne'a wciąż
na jej ramieniu.
– Spotkamy się u Roc –
mruknął po tym, jak ją puścił, a ona z wyraźną wściekłością otworzyła drzwi
samochodu.
– Ona jest… – Josie zaczęła
szeptać, ale Layne jej przerwał.
– Spotkamy się u Roc –
powtórzył.
Jej oczy wyszły za niego,
znów się rozszerzyły, a usta rozchyliły się.
Layne odwrócił się i zobaczył
obie kobiety stojące na chodniku przed biurem, obserwujące ich, a budynek dookoła
okrążyła Rocky z Ryker’em. Ramię Ryker’a było swobodnie owinięte wokół ramion
Rocky.
Rocky miała twarz jak grzmot.
Kiedy Ryker i Rocky zbliżyli
się do kobiet, obie zagapiły się, jak jego kobieta i jego… cokolwiek przeszli
obok nich.
- Yo - powiedział do nich
Ryker, gdy patrzyły na niego.
- Uh… - wymamrotała jedna, a,
w obliczu wszystkiego, co było Ryker’em, blondynka, która pokazywała mieszkanie
Rocky, nie zebrała się dość w sobie, by mówić.
Oczy Ryker’a spoczęły na
Layne - Z tyłu mojego motocykla czy w twoim SUV’ie?
– Pojadę z Josie – warknął
Rocky.
– SUV – uciął Layne.
Rocky spojrzała wściekle.
Ryker poprowadził ją
stanowczo do SUV’a Layne’a na stronę pasażera. Layne zapiszczał w zamki i
spojrzał na Josie, która wsiadała do samochodu. Przygryzła wargę i spojrzała na
niego, zanim zamknęła drzwi.
Layne odwrócił się i skinął
głową kobietom, które patrzyły w tę i z powrotem między całą czwórką,
wyglądając na zdezorientowane i lekko przestraszone. Ale Layne zignorował to i
podszedł do swojego SUV’a. Ryker „pomagał” Rocky zająć miejsce, gdy ona teraz
na niego patrzyła gniewnie. Kiedy wyszła z drzwi, Ryker zamknął je, odwrócił głowę
do Layne’a i uśmiechnął się swoim brzydkim uśmiechem.
- Gdzie się spotkamy? - Ryker
mruknął, kiedy Layne się zbliżył.
- Rocky tu mieszka, jednostka
E, mieszkanie trzy.
Ryker skinął głową, okrążył
tył Suburban’a i podszedł do swojego motocykla. Layne okrążył maskę i wsiadł po
stronie kierowcy.
– Skąd wiedziałeś? - Rocky
warknęła w chwili, gdy się usadowił i wiedział, że jest wkurzona.
Zatrzasnął drzwi i odwrócił
się do niej, opierając przedramię na kierownicy i patrząc jej w oczy.
Tak, zdecydowanie wkurzona.
- Pączuszku, rada –
stwierdził - Poświęć dwie minuty, które masz, kiedy będziemy jechali z powrotem
do twojego domu, aby zamknąć tę postawę. Tak?
Pochyliła się i syknęła - Layne!
Nie możesz po prostu…
– Zamknij to – powtórzył
Layne.
- Nie wierzę! - odwarknęła, a
on wysunął rękę i zahaczył o jej kark. Przyciągnął ją do siebie, gdy się
pochylił.
– Zamknij to – warknął - Nie
wiesz, co robisz. Zarabiam na tym gównie, wiem, co robię. Nie potrzebuję, żebyś
szalała, zachowywała się jak wariatka, pakowała się w kłopoty. Pozwoliłaś mi
się tym zająć.
- Próbowałam pomóc - warknęła.
- Jeśli będzie czas, w którym
możesz pomóc, ja powiem ci, kiedy i co będziesz robić. Nie wychodzisz na
własną rękę, wciągając swoją najlepszą przyjaciółkę w to gówno. Jakby ciebie złapali,
ją złapali, obie zostałybyście aresztowane.
– Mój brat jest gliną, Layne
– przypomniała mu.
– Tak, kochanie, ale to, że
twój brat jest gliną, nie oznacza, że masz całkowitą odporność na robienie
wszystkiego, co chcesz. Jak popełnisz przestępstwo, on nie może zrobić dla
ciebie gówna, a tak przy okazji, włamanie się i najście to przestępstwo.
- Nie włamałam się, po prostu
wślizgnęłam się i weszłam – odpowiedziała.
Layne puścił ją, spojrzał na
dźwignię zmiany biegów i wziął głęboki wdech.
– Layne…
Uniósł głowę, przebił ją
spojrzeniem, a ona zacisnęła usta.
Następnie Layne zapytał - Ile
wie Josie?
Wzrok Rocky przesunął się na
deskę rozdzielczą, ale jej twarz pozostała zwrócona do niego.
– Roc – ponaglił, a jej oczy
cofnęły się.
– Wpuściłam ją w całą
operację – szepnęła.
– Kurwa – uciął cicho.
- To ona ze mną o tym
rozmawiała! - Rocky gorąco się broniła - Słyszała też rzeczy o TJ Gaines’ie.
Widziała nas w kościele w niedzielę i pomyślała, że coś kombinujemy i dzwoniła
każdego dnia, żeby dowiedzieć się, co się dzieje. Zgadła i zaoferowała pomoc.
Nie mogłam odmówić.
– Tak – odpowiedział cicho
Layne - Tak, mogłaś odmówić.
- Ona jest moją najlepszą
przyjaciółką! – krzyknęła Rocky.
- Cóż, to dobrze. A
przynajmniej byłaby tam, żeby chronić twoje plecy, kiedy jakaś szorstka laska w
zamknięciu zrobiłaby ruch, by zrobić z ciebie sukę, a ty byłabyś w stanie
odwdzięczyć się za przysługę.
Rocky przewróciła oczami. –
To raczej nie…
– Pączuszku – warknął Layne,
zamknęła się i spojrzała na niego gniewnie, ale nie powiedziała nic więcej.
Cisza dłużyła się, gdy gapili
się na siebie.
Layne nie miał na to czasu,
więc złamał ją, mówiąc cicho - Zarobiłaś na lanie tym gównem, mała - Patrzył,
jak jej powieki wpół przymykały się, a usta stały się miękkie i podobało mu się
to, ale był zbyt wkurzony, żeby to przeniknęło, więc kontynuował - Nie, Roc,
poważnie, to gówno oznacza, że spiorę ci tyłek.
Jej miękkie spojrzenie
zniknęło i wyszeptała: „Zrób to, Layne, mamy problemy”.
– Pączuszku, my już mamy problemy – zwrócił uwagę na
oczywistość, odwrócił się do kierownicy, wsunął kluczyk i uruchomił SUV’a.
Rocky milczała, kiedy wycofał
się z miejsca i jechał do jej mieszkania. Jeep Josie był w jednym z miejsc parkingowych
Rocky, Merc Roc w drugim, a Layne wjechał między nich. Harleya Ryker’a nie było
w zasięgu wzroku, co prawdopodobnie oznaczało, że odkąd wtargnął do zewnętrznej
fortecy Brendela, badał teren.
Rocky wysiadła z SUV’a, zanim
go wyłączył i potuptała po drugiej stronie ulicy w kierunku schodów. Josie
stała na szczycie, czekając na nich. Layne nie spieszył się, podążając za swoją
kobietą i zrobił to, starając się zebrać cierpliwość. Kiedy wszedł, Rocky i
Josie były już w mieszkaniu.
- Co chcesz do picia? -
Usłyszał, jak Rocky zapytała Josie.
– Uwielbiałabym, Słonko, ale
wiesz, że Chip to typ faceta kolacja-na-stole-o-piątej-trzydzieści. Muszę
wrócić do domu i zacząć gotować - odpowiedziała Josie, a następnie zapytała - Znalazłaś
coś?
Podczas tej wymiany Layne
zdjął kurtkę i rzucił ją na fotel. Zanim się odwrócił, Josie skończyła mówić, a
Rocky stała w kuchni.
Jej oczy błysnęły na niego,
gdy odpowiedziała swojej przyjaciółce - Nie,
przerwano mi.
- Więc to wszystko było na
nic? – zapytała Josie, a kiedy to zrobiła, odwróciła się, by przyszpilić go
również spojrzeniem gniewnej kobiety.
Layne skrzyżował ręce na
piersi – Powiedzcie mi, Cagney i Lacey, czego szukałyście?
– Umowy najmu – odparła
natychmiast Rocky.
– Czego? - odpalił Layne.
– Mieszkania, Layne – odparła Rocky z głębokim
sarkazmem.
- Jakiego mieszkania? –
zapytał Layne, a głowa Rocky drgnęła lekko.
- Słucham?
– Jakie mieszkanie, pączuszku?
Nie powiedziałem ci, w której jednostce był i już powiedziałem ci, że nie ma
nic na nazwisko TJ Gaines w tym mieście. Więc jaką dokładnie miałaś znaleźć umowę,
skoro nie wiedziałaś, jakiej pieprzonej umowy szukasz? - Patrzył, jak jej
spojrzenie staje się jeszcze bardziej wściekłe, gdy zauważył jej
niekompetencję. Zignorował to i kontynuował - W tym kompleksie jest piętnaście
jednostek, czterdzieści pięć mieszkań, nie licząc dwudziestu kamienic. Każda
jednostka zajęta. Czy zamierzałaś je wszystkie skopiować?
- Wymyśliłabym coś - odparła
ostro - Z wyjątkiem tego, że ledwo przedostałam się przez okno, zanim Straszny
Motocyklista Bob przerwał moje postępy.
– Uważaj, że miałeś szczęście,
że Ryker był ze mną, Roc. On uważa, że to zabawne. Ja nie.
Rocky posłała mu długie,
ostatnie spojrzenie, po czym zwróciła się do Josie - Pamiętasz, jak mówiłam ci
pewnego dnia, że powrót do Layne’a był tak, jakby ktoś odpowiedział na moje
modlitwy? - zapytała konwersacyjnie, a pierś Layne’a zamarła.
-Mhm - odpowiedziała Josie
mamrocząc, jej wzrok biegał tam i z powrotem pomiędzy Rocky i Layne’em.
- No cóż, cofam to - warknęła
Rocky.
Layne spojrzał na swoje buty,
gdy Josie zapytała - Czy muszę zamknąć Rocky w areszcie ochronnym?
Layne spojrzał na Josie - Byłoby
mądre, ale nie pozwolę ci tego zrobić.
Josie przez chwilę
przyglądała się Layne’owi, po czym uśmiechnęła się - Spodziewam się, że kara
nie będzie zbyt surowa.
Prawdopodobnie nie myliła się
co do tego.
Prawdopodobnie.
- Hej, wszyscy! - Josie nagle
krzyknęła - Muszę iść - Mocniej zaczepiła torebkę na ramieniu - Mimo że
operacja zakończyła się fiaskiem, i tak było fajnie, ponieważ Brendel nie
zatrudnił Chipa do ochrony i sprowadził firmę spoza miasteczka, co było bardzo
niefajne i oznaczało, że nie mogłam odbyć tej wycieczki na Hawaje. Planowałam ją
po tym, jak złożył swoją ofertę.
Ruszyła do drzwi, ale zrobiła
to z torsem skręconym do Rocky.
- Do zobaczenia jutro na
meczu?
– Może – odparła Rocky - Będę
chciała zobaczyć, jak grają Tripp i Jas, ale nie chcę być w pobliżu ich ojca,
więc jestem niezdecydowana co do moich planów na jutro.
Layne ścisnęła się szyja, ale
Josie uśmiechnęła się, jakby próbowała się nie śmiać i odpowiedziała - Dobra, w
takim razie do zobaczenia na meczu.
W każdym innym momencie Layne
by się roześmiał. W tym czasie Layne się nie śmiał.
Josie otworzyła drzwi i stała
w nich, kiedy dostarczyła pożegnalny strzał, a ona zrobiła to Layne’owi.
– Ona się martwi –
stwierdziła cicho Josie - To młode dziewczyny i się martwi. Tak?
Skończyła z pytaniem, ale nie
czekała na jego odpowiedź. Wiedziała, że dotarła do celu. Po prostu przeszła
przez drzwi i zamknęła je za sobą.
Layne spojrzał na Rocky,
który chodziła po kuchni, ale nie ignorowała go. Wiedział o tym, kiedy przemówiła
- Mam dzisiaj rzeczy do zrobienia. Pójść do sklepu spożywczego, ocenić papiery,
zadzwonić w sprawie aukcji kawalerów i tak dalej - Wyjęła dzbanek do kawy z
ekspresu i podeszła do zlewu, żeby go wypłukać - Znowu odpuszczę twój dom.
– Roc – zawołał, a ona wzięła
jakiś plastikowy przedmiot wypełniony żółtym płynem do naczyń i zakręciła gąbką
wokół dzbanka. Nie odpowiedziała.
– Roc – zawołał ponownie, a
ona wypłukała płyn z dzbanka i wrzuciła je do suszarki do naczyń.
Layne podszedł do baru
oddzielającego kuchnię od salonu.
- Pączuszku, oczy na mnie -
rozkazał cicho.
Wyłączyła wodę, przechyliła
się na bok, złapała ścierkę do naczyń i odwróciła się, wycierając ręcznikiem
ręce. Uderzyła go wzrokiem i uniosła brwi.
Layne przemówił - Cosgrove
otrzymał wiadomość z trzech uczelni, że chcieli porozmawiać z Jasperem. Nie
przekazał tych wiadomości.
Opuściła brwi, rozchyliła
usta i zaczęła wyglądać na zaniepokojoną, gdy rzuciła za sobą ręcznik na blat.
Layne kontynuował - Czas,
abym znów zaczął koncentrować się na Rutledge, ale nie mam na to czasu, bo
muszę pracować, aby opłacić rachunki. Muszę też mieć oko na dom Stew i Gabby.
Jest prawdopodobne, że skurwiel zniknął, a Colt zagląda w to gówno, ale ona jutro
wraca do domu, a moi chłopcy wracają do niej jutro, więc nie mogę stracić
orientacji, co się tam dzieje. Muszę uważać na Cosgrove’a, bo jest popieprzony,
pieprzy się z Jasem i jest typem człowieka, który nie widzi swoich
niedociągnięć i nie rozumie, że sam sprowadził na siebie to całe gówno. Sprawi,
że ktoś zapłaci. Myślę, że to będą Paige i Seth, Jasper albo ty. I nie mam nic
na Gainesa, poza tym, że wiem, czym jeździ, wiem, dokąd pojechał zeszłej nocy i
wiem, że trzeba go zamknąć. Obaj moi chłopcy są w tej sprawie i jakoś Rutledge,
brudny gliniarz, który sprawia, że wydział wygląda na tyle źle, że wkrótce szef wyjmie głowę z tyłka i dowie się, co się dzieje. Wkroczy i wszystko spieprzy, bo musi
być szefem nie dlatego, że jest dobrym gliną, ale dlatego, że jest dobry w
uprawianiu polityki. Ale moi chłopcy i moja kobieta są na pierwszym miejscu.
Chcesz Gainesa, a Tripp i Jas są poważnie związani z tym całym gównem, a ja
muszę mieć ich chronić.
Patrzyła na niego, a on
wiedział, że nie jest już wkurzona, ale też nie była gotowa, by to odpuścić.
Więc Layne kontynuował cichym
głosem.
- Kocham cię, mała, a
częściowo kocham dlatego, się martwisz i coś byś z tym zrobiła. Innym razem to
gówno, które wyciągnąłeś, byłoby urocze. Teraz to nie dlatego, że nie mam
czasu, aby chronić ciebie i moich chłopców i zrobić to, czego potrzebuję, żeby było zrobione. Miałem po
południu sprawdzić tablice Gainesa, ale nie mogłem, bo jestem tu - Jej twarz
zmieniła się całkowicie, oczy na wpół przymknięte, miękkie usta i Layne
wiedział, że do niej dotarł - Więc pomóż mi w sposób, który faktycznie mi
pomaga. Bądź tam dla mnie i bądź mądra. To jedyne dwie rzeczy, które musisz
zrobić, dość łatwe dla ciebie, ale wiele by dla mnie znaczyły.
Gdy tylko skończył mówić,
Rocky odezwała się - Kochasz mnie?
Layne przesunął głowę na bok
- Co?
- Powiedziałeś, że mnie
kochasz - powiedziała mu.
Layne spojrzał na nią i
odpowiedział - Cóż… tak.
– Kochasz mnie – wyszeptała,
jej oczy wciąż były zamglone, ale były intensywne i Layne poczuł, jak jego
klatka piersiowa znowu zamarza.
- Kochanie, jak myślisz, co
my tutaj robimy? - odszepnął w odpowiedzi.
Potrząsnęła głową.
- Odkochałaś się ode mnie
kiedykolwiek? - zapytał cicho.
– Nie – szepnęła i brzmiało
to, jakby walczyła o wypowiedzenie tego jednego słowa. Ale Layne’a to nie
obchodziło, to jedno słowo znaczyło dla niego wszystko.
- To uczucie jest zdecydowanie
wzajemne, Słonko.
Wytrzymała jego wzrok na
chwilę, dwie, trzy, potem wciągnęła powietrze, jej oczy wypełniły się łzami i
spojrzała w dół i w bok.
Layne obszedł bar, podszedł
do niej i wziął ją w ramiona. Rocky nie stawiała oporu, objęła go ramionami w
pasie i przytrzymała, wykręcając szyję i przyciskając policzek do jego klatki
piersiowej.
Pochylił głowę i przyłożył
usta do jej włosów – To – powiedział tam – to w tej chwili odpowiedź na coś
więcej niż tylko na twoje modlitwy, Rocky.
Usłyszał, jak jej oddech
urywa się, gdy jej ciałem wstrząsnęła świeża fala łez, a ona ścisnęła mocniej
ramionami i wcisnęła swoje ciało głęboko w jego.
Podniósł rękę i wyciągnął gumkę
z kucyka jej włosów, a następnie przesunął palcami po jego długości i robił to,
słuchając jej płaczu.
Kiedy jej łzy ucichły,
wyszeptał - Mama dziś wieczorem robi polędwicę wołową.
Poderwała głowę do tyłu, a on
uniósł swoją, gdy spojrzała na niego mokrymi oczami, które były okrążone
rzęsami najwyraźniej pokrytymi wodoodpornym tuszem do rzęs. Były najeżone
wilgocią, ale jej policzki nie spływały czernią.
- Polędwica wołowa? -
zapytała cicho, wiedząc dokładnie, co to znaczy. Layne lubił polędwicę wołową
Very, ale Rocky ją uwielbiała. Wiedziała, że Vera nie zrobiłaby jej, gdyby
sprawy nie układały się dobrze.
– Pogawędziliśmy –
odpowiedział Layne, wtopiła się w niego jeszcze głębiej, opuściła brodę i
oparła czoło o jego klatkę piersiową.
– Lubię polędwicę Very –
szepnęła tam.
- Przynoszę do domu rożki i
lody.
Głowa Rocky odskoczyła do
tyłu. Przez sekundę wyglądała na zaskoczoną, po czym zachichotała.
- Jesteś niemożliwy - Nadal
szeptała, a on się uśmiechnął.
- Obiecaj mi, że skończyłaś z
tym gównem, zabiorę się za obserwowanie, jak jesz rożek, a później, jak owijasz
rękę wokół mojego fiuta i liżesz go jako odpłatę za uratowanie tyłka zamiast oklepania
go - Miękkość zniknęła z jej twarzy i zaczęła się cofać, ale jego ręka wyszła z
jej włosów, a jego ramiona mocno ją obejmowały – Obiecaj mi, Rocky.
Próbowała gapić się, ale
wiedział, że nie ma tego w sobie, kiedy mruknęła - Och, w porządku.
- Czy to obietnica? -
naciskał Layne.
– Tak – warknęła.
- Wszystko?
Jej głowa przechyliła się na
bok - Co?
- Nigdy więcej głupiego gówna.
Wyrwała mu ręce i położyła
ręce na jego klatce piersiowej, ale odpowiedziała - Nigdy więcej głupiego gówna.
– A dziś wieczorem jesz deser
– naciskał.
– Dobra – warknęła.
- A później zjesz mnie
później.
- Dobra! - powtórzyła, wciąż
warcząc i wciąż nie mając tego na myśli, a on się uśmiechnął.
- Nie udawaj, że nie lubisz
tego tak bardzo jak ja, pączuszku.
– Um, myślę, że tobie podoba
się to bardziej niż mnie, Layne.
Nie myliła się co do tego.
Nie potwierdził, rozkazał - Teraz
pocałuj mnie na pożegnanie. Muszę wracać do biura i sprawdzić te tablice, a ty
musisz zabrać swój tyłek do mojego domu, żeby mama mogła mieć przewagę w czynieniu
zadośćuczynienia.
- Przeoczyłeś jeszcze jedną
rzecz, którą ty musisz zrobić, a to
przestać mną rządzić.
Ciągle się uśmiechał - Kochanie,
czy to ostatecznie nie jest dla ciebie dobre?
- Część, w której mną rządzisz,
nie jest dla mnie dobra.
Layne wciąż się uśmiechał - Przestań
zrzędzić i pocałuj mnie.
– Layne…
- Pączuszku, pocałuj mnie.
– Skoro jesteś tak zajęty,
może powinieneś…
Layne uciszył ją całując ją.
Rocky pielęgnowała złość, ale
nadal… odwzajemniła pocałunek.
*****
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz