Rozdział 20
Grzeczna dziewczynka (cz.2)
*****
Ramiona Layne’a były przy
wezgłowiu, jego nogi były rozłożone, kolana zgięte do sufitu, ręce miał we
włosach Rocky, a oczy przyklejone do jej ust, poruszających się na jego kutasie.
Cholera, ale on lubił jej
usta.
Ale nie chciał dojść w jej
ustach. Chciał dojść w jej cipce.
- Kochanie, chodź tutaj -
warknął, a jej oczy powędrowały do niego, ale jej usta pozostały tam, gdzie
były, jej palce mocno owinęły się wokół niego i patrzył, jak obraca koniuszek
językiem.
Kurwa. Piękna. Wszystko w
niej. Jej dłoń, jej język, jej włosy opasujące jej twarz i jego kolana, jej
oczy mówiące mu dokładnie, jak bardzo była nakręcona.
– Dawaj tutaj – powtórzył, a
ona pochyliła się do niego, po raz ostatni wzięła go głęboko i mocno ssała, gdy
wsunęła się z powrotem.
Jezu. Kurewsko piękna.
Layne zamknął oczy i zacisnął
zęby.
Usta Rocky uwolniły jego
kutasa, otworzył oczy i patrzył, jak czołgała się po jego ciele, by go okraczyć
i przycisnęła swoje cycki do jego klatki piersiowej, twarzą do jego szyi i
poczuł tam jej język.
– Wspinaj się, kochanie –
burknął, potrzebując być w niej, a ona nie zawahała się.
Sięgnęła między nich, owinęła
go ponownie pięścią i wprowadziła do środka, siadając i napełniając się, z
głową opadającą do tyłu, plecami wygiętymi w łuk, jej paznokciami ciągnącymi
jego klatkę piersiową i jęknęła.
Niebo.
Jedną z rąk powędrował do jej
biodra, drugą ujął jej pierś, gdy rozkazał grubym głosem - Jedź na mnie.
Nie potrzebowała namawiania.
Poruszała się, nie wolno: szybko, mocno. Była przygotowana: tak cholernie
gorąca, tak mokra, biorąc go głęboko, gdy zwijał jej sutek między palcami i
patrzył, jak jego kobieta w kółko i w kółko wjeżdżała na jego kutasa.
Kiedy był blisko, a ona była
bliżej, usiadł, obejmując ją ramionami i zażądał - Usta na moje, kochanie.
Pochyliła głowę i zrobiła
tak, jak jej kazał, ruszając się na nim i oddychając w jego usta - Layne,
kochanie, tak dobrze cię czuję.
– Szybciej, Rocky – ponaglił,
a ona zrobiła, o co prosił, a odgłosy wydobywające się z jej gardła powiedziały
mu, gdzie się znajduje.
Jedno z jego ramion wsunęło
się w jej plecy, a jego palce wplątały się w jej włosy, zaciskając w pięść.
Przycisnął jej usta do swoich, gdy poruszył drugą ręką, a potem uderzył ją
mocno w tyłek.
Jej ciało szarpnęło się, a
głowa podskoczyła w jego uścisku, ale trzymał ją nieruchomo.
- Będziesz moją dobrą
dziewczynką? - wyszeptał.
- Layne – odetchnęła, a on to
lubił, kurwa, lubił to. Poszło to prosto do jego kutasa.
Znowu klepnął ją w tyłek, jej
ciało znów się szarpnęło, a potem zaczęła go mocniej ujeżdżać. Lubiła to, jego
Rocky.
- Będziesz moją dobrą
dziewczynką? - powtórzył i ponownie uderzył ją w tyłek.
Rocky jęknęła w jego usta,
jej dłoń wsunęła się w jego szyję, palce wbiły się w nią, drugą ręką obejmowała
jego plecy i zaczęła go pieprzyć gorąco, mocno i naprawdę cholernie szybko.
Znowu klepnął ją w tyłek -
Rocky…
– Tak – szepnęła mu w usta –
Tak, Layne, będę twoją dobrą dziewczynką.
Potem uderzyła w dół na jego
kutasa, wbiła się na niego, a jej głowa odskoczyła do tyłu tak gwałtownie, że odgięła
nią jego rękę i jęknęła głęboko, gdy jej cipka drżała wokół niego.
Odwrócił ją na plecy i
wjechał w nią, z ustami na jej ustach, biorąc jej skomlenia i jęki, podczas gdy
ona pochłaniała jego pomruki, ujeżdżał ją, aż jego świat eksplodował i wlał się
w Rocky.
Kiedy oprzytomniał, pozostał
w niej zakorzeniony i przejechał nosem, ustami i językiem wzdłuż jej szyi, ucha
i szczęki, a ona trzymała go bezpiecznie, owiniętego ciasno wszystkimi czterema
kończynami.
Kiedy miał twarz na jej szyi,
odwróciła głowę i do jego ucha szepnęła - Kocham cię, Layne.
Layne pozostał tam, gdzie
był, zamarły i nieruchomy, gdy pozwolił, by złoty szlak jej słów przesunął się
przez niego. Potem podniósł głowę i spojrzał na Raquel, jej włosy rozłożyły się
na jego łóżku, jej twarz była delikatna, jej cipka wciąż gorąca i wilgotna, jej
ciało miękkie pod jego i odszepnął - Też cię kocham, kochanie.
Pochylił głowę i pocałował
ją, nie mocno, ale długo, jego język wsunął się do jej ust, smakując ją, tak
słodką, a ona dała, jeszcze słodko, aż przerwał pocałunek, przesuwając nosem po
boku jej nosa.
– Muszę się umyć – szepnęła.
– Będę tutaj – odpowiedział,
wyciągnął się i zsunął z niej.
Obserwował, jak z gracją
wstała z łóżka, znalazła jego koszulkę i założyła ją, idąc do łazienki.
Layne wszedł pod kołdrę i
oparł się o wezgłowie, słuchając Rocky w łazience. Myślał, że mogliby przenieść
wszystkie meble z jej salonu do jego, kiedy wyszła i powędrowała do niego do łóżka,
jej ruchy były płynne i leniwe, a on to bardziej lubił, wiedząc, że lenistwo
pochodziło z orgazmu, który jej właśnie dał.
Odsunęła kołdrę i wspięła
się, pochylając się, aż ułożyła się z policzkiem na jego klatce piersiowej,
obejmując go ramieniem i splątała nogę z jego nogą. Wepchnął pod nią ramię,
podciągnął jej podkoszulek i chwycił jej nagi tyłek.
To też było nowe. Jak ją
przeleciał, spała bez bielizny. Wcześniej tego nie robiła.
Lubił to.
Poruszył się i zgasił lampę
na nocnej szafce, pogrążając pokój w ciemności, ale ona nie wydała żadnego dźwięku.
Ułożył się wygodnie i
przesunął dłonią po jej pośladku - Nie uderzyłem cię za mocno? - mruknął.
Lekko potrząsnęła głową na
jego klatce piersiowej, jej ramię zacisnęło się na sekundę i wymamrotała - M-m.
Uśmiechnął się w ciemności -
Podobało ci się.
Było to stwierdzenie.
Nie odpowiedziała, poza tym,
że wtuliła się głębiej w niego, co było
jej odpowiedzią. Podobało jej się to.
- Śnisz mi się – powiedział
jej i to wywołało odpowiedź.
Podniosła głowę i spojrzała na niego przez ciemność.
- Co? - zapytała.
- Kiedy odwiedziłaś mnie w
szpitalu, zacząłem o tobie śnić. Każdej nocy. Nawet kiedy byłem w szpitalu,
śniłem o tobie. Wciąż robię.
- Naprawdę? - wyszeptała.
– Tak – odpowiedział.
– Łał – odetchnęła, a jego
ręka przesunęła się, by znaleźć jej twarz. Ujmując jej szczękę, podciągnął ją,
zginając szyję. Potem dotknął ustami jej ust.
Potem powiedział cicho - Tak,
łał. Więcej niż łał, pączuszku. W moich snach prawie zawsze się pieprzymy.
Jej głowa przesunęła się do
tyłu, a jej ręka przesunęła się w górę jego klatki piersiowej, zwijając palce w
miejscu, gdzie jego ramię stykało się z szyją.
- Naprawdę? - powtórzyła.
- O tak – wyszeptał.
- Czy to jest dobre? -
zapytała.
- Tak, jest dobre. Tak dobre,
jak to, co właśnie zrobiliśmy, nie tak długie, ale dobre. Nie śniłem o tym,
żebyśmy uprawiali seks, odkąd wróciłaś, ale wciąż śnię o tobie. Mówisz do mnie.
Jej ciało napięło się i
zapytała - Mówię do ciebie?
- Tak.
- Co mówię?
- Budzisz mnie. Mówisz mi, że
musisz iść do pracy. Dwa razy, kiedy byłem u ciebie, kazałaś mi wracać do domu,
do moich chłopców.
- I to to?
- Tak.
Zrelaksowała się, a potem
zapytała - Dlaczego?
- Co?
- Dlaczego? – powtórzyła
Rocky - Dlaczego śnisz o mnie?
– Nie mam pojęcia – odpowiedział
Layne – Ale lubię mieć cię tu i tam. Przyciągnął jej twarz do swojej, aż ich
usta się zetknęły - Najlepsze z obu światów.
Poczuł jej uśmiech, po czym
pocałował ją lekko, uwolnił jej szczękę, a ona przesunęła się w dół, by
ponownie spocząć na jego klatce piersiowej.
- Więc, powiesz mi, czego dowiedziałeś
się podczas poszukiwań? – podpowiedziała.
Po tym, jak pocałował ją w
jej mieszkaniu, spotkał się z Ryker’em, który czekał przy SUV’ie Layne’a. Ryker
powiedział Layne’owi, że zbadał jednostkę K, mieszkanie numer trzy, i zapewnił
go, że jest „w pracy”, po czym wystartował swoim Harleyem. Layne poszedł do
biura, przeprowadził poszukiwania, przebiegł więcej ze względu na wyniki i
wrócił do domu na czas, by jego matka pouczyła go o punktualności i uprzejmości.
Ponieważ kolacja była gotowa, Keira znów tam była, a Devin był w domu i
wyraźnie ślinił się, żeby zajadać się polędwicą wołową, Layne nie miał szansy wprowadzić
Rocky we wszystko, co wiedział.
Miał okazję obejrzeć, jak jadła
loda w rożku i dlatego poszli wcześnie spać.
– Oba samochody są
zarejestrowane na kobietę – powiedział jej Layne - Wiktoria Aubry.
– Victoria Aubry – szepnęła
Rocky.
– Słyszałaś to nazwisko? –
zapytał Layne, a ona potrząsnęła głową na jego piersi, więc kontynuował – Ona
też wynajmuje mieszkanie. Jest także żoną mężczyzny o imieniu Baxter Aubry.
Podniosła głowę i przez
ciemność poczuł na sobie jej wzrok.
- Kto to?
- Zdjęcie prawa jazdy w systemie
pokazuje, że to TJ Gaines.
– O, rety – wydyszała.
– Tak – odpowiedział.
- Co jeszcze? –
podpowiedziała.
– Nic – powiedział Layne, a
Rocky milczała.
Potem zapytała - Nic?
- Ani jednej pieprzonej
rzeczy. Oboje powstali około dziewięciu miesięcy temu. Sprawdziłem wszystkie
dostępne miejsca, niczego nie znalazłem. Mają karty kredytowe, konta bankowe,
są właścicielami samochodów, płacą ubezpieczenie, czynsz, media na czas, tyle
że robią to gotówką. Jedyne, co płacą czekiem, to karty kredytowe, które, mimo
że żyją na wysokim poziomie, są rozliczane co miesiąc.
- Co ci to mówi? - zapytała.
- Cóż, biorąc pod uwagę, jak
kopałem głębiej i odkryłem, że Victoria Aubry zmarła na udar w wieku
osiemdziesięciu dwóch lat i sześć lat temu, a jej mąż Baxter Aubry zmarł
półtora roku później na rozedmę płuc, przynajmniej ci dwoje są winni kradzieży
tożsamości.
– Cholera – szepnęła.
– Poza tym niewiele więcej –
dokończył Layne.
- Co dalej?
- Dalej potrzebujemy pieprzonych
odcisków. Od nich obu.
– Racja – powiedziała cicho.
– Kochanie – zawołał, a jej
ramię ścisnęło go w odpowiedzi - Chyba nie muszę mówić, że to nie ty
zdobędziesz te odciski.
Ciało Rocky napięło się, a
jej głos był zwięzły, kiedy powiedziała - Oczywiście.
Layne zsunął się niżej na
łóżku, zabierając ją ze sobą i przewracając ich na boki, tak że byli twarzą w
twarz, ale jego ręka nie opuściła jej tyłka i chwycił ją, gdy wymamrotał - Po
prostu upewniam się, że zostaniesz moją dobrą dziewczynką.
Poczuł, jak jej ciało lekko
drgnęło, zanim rozluźniła się w nim i pocałowała go w gardło.
- Nadal jestem twoją dobrą
dziewczynką – szepnęła tam.
– Dobrze – odszepnął.
Jej twarz odskoczyła od jego
gardła, a jej głowa opadła na poduszkę.
- Czy to nie wystarczy? -
zapytała - Kradzież tożsamości jest zła, nawet jeśli ludzie nie żyją. Nie możesz
teraz przekazać go Merry’emu, zabrać go z dala od tych dziewczyn?
– Tak – odpowiedział Layne.
- Zamierzasz to zrobić?
- Tak, dam Merry’emu, Coltowi,
Sully’mu lub Mikowi, do kogokolwiek dotrę pierwszego.
– Świetnie – odpowiedziała
cicho.
– Jest z tym jeden problem, pączuszku
– powiedział jej Layne.
- Co?
- Tu jest coś większego, coś,
czego nie wiemy. Mają kupę pieniędzy w banku. Żyją wysoko. Ona ma fajny
samochód. Jego ma niecały rok, średniej klasy, ale to topowy model. Albo ona jest
w czymś, albo oboje mają pieniądze.
- Więc?
- Więc jak rośnie chwast, nie
zrywasz jego liści, tylko wyrywasz korzeń. Przeczucie mówi mi, że ktoś większy
pociąga za sznurki i musi upaść, by to się kończyło. Nie tylko tutaj, ale
wszędzie.
– Ale dziewczyny…
– Zajmę się dziewczynami –
zapewnił ją Layne.
- Jak?
- Ludzie tacy jak oni, mają
jedną lojalność. Nie chodzi o szefa. Nie chodzi nawet o pieniądze. Są w tym dla
siebie. Jeśli wiedzą, że mają wypieprzone, będą grać.
- Słucham?
- Podkręcimy ich.
– Layne, nie rozumiem…
- Docieramy do nich,
skłaniamy ich do zawarcia układu. W zamian za skrócenie czasu więzienia dają
nam tego większego, a w międzyczasie przestają robić wszystko, co robią z
dziewczynami.
Milczała sekundę, zanim
powiedziała - Och - Potem podzieliła się swoją nowiną - W korytarzach krążą
plotki, że Seth zabiera Alexis McGraw na pizzę po jutrzejszym meczu.
Layne uśmiechnął się.
Rocky kontynuowała - Dzisiaj
krążyła plotka, że podobno wzrosła frekwencja w Grupie Młodzieży zeszłego wieczoru.
Stało się gorącym, aby pójść tam i zobaczyć, co robią chłopcy Layne.
Najwyraźniej Jasper, Seth i ich przyjaciel Mitch nie zawiedli, a
TJ-slash-Baxter miał pełne ręce roboty, próbując wyjaśnić, jak mogły istnieć
dinozaury oraz Adam i Ewa. Nie
wspominając o tym, że połowa drużyny piłkarskiej tam była, skoro stało się to
gorącym miejscem do zobaczenia i bycia widzianym, podrywania lasek i spotkań
towarzyskich. Wydawało mi się, że środowe spotkanie Grupy Młodzieży było w
połowie klubem singli, a w połowie filozoficzną debatą na temat religii, z
którymi TJ-slash-Baxter nie miał umiejętności, by sobie poradzić.
Uśmiech Layne’a powiększył
się. Sam widział liczne dzieci, wychodzące stamtąd i nie było ich
sześćdziesiąt. Było ich bardziej osiemdziesiąt lub więcej. Jasper pracował, co
było dobre. Częścią przewagi Gainesa było to, że pojawiły się obawy wyrażone szeptem,
ale nie było żadnych działań. Im więcej uwagi przyciągała Grupa Młodzieży, tym
więcej rodziców zaczęło się budzić i zadawać pytania i to nie szeptem,
zwłaszcza gdy Chrześcijańska Grupa Młodzieży stała się klubem singli dla
nastolatków i okazją do zabawy. Trudno byłoby zrekrutować młode dziewczyny do
czegokolwiek, do czego ich potrzebował, kiedy bardziej interesowały się chłopcami
z drużyny piłkarskiej i gdy twoją uwagę odwróciły pytania o kreacjonizm, na
które prawdopodobnie nie miałeś odpowiedzi, i z wściekłymi rodzicami dyszącymi ci
w kark.
- Ryker inwigiluje mieszkanie
– powiedział Layne Rocky - Zobaczymy, co dostanie i czy znajdzie czas, kiedy
będę mógł tam wejść. Zdobędę odciski palców, załatwię kogoś na komisariacie,
żeby je sprawdził i usiądę z chłopcami - Uścisnął ją i wymamrota - To się
wkrótce skończy, kochanie.
Rocky zagrzebała się w nim i
odmruczała - Mam nadzieję, Layne.
- Tak będzie. Przysięgam -
obiecał.
Nie odpowiedziała i Layne już
miał przewrócić się na plecy, żeby mogła przygwoździć go do łóżka, kiedy cicho
zawołała - Layne?
- Tak, pączuszku.
Usłyszał, jak jej włosy
poruszały się na poduszce.
– W twoich snach… – zaczęła,
po czym urwała.
- Tak? - podpowiedział.
– Powiedziałeś, że to dobre?
Layne wiedział, dokąd to
zmierza, i uśmiechnął się.
- Tak, to jest dobre.
– Co… – przerwała - Co my
robimy?
Layne się nie zawahał.
Wtoczył się tak, by był na niej.
– Layne?
Znalazł jej usta swoimi –
Pokażę ci – mruknął, przesuwając dłonie po jej bokach, zabierając ze sobą
koszulkę. Uniosła ramiona. Zdjął ją i wyrzucił. Potem jego usta wróciły do jej
ust - Trzymaj się listew w zagłówku i nie puszczaj.
- Co? - westchnęła.
- Trzymaj się listew w
zagłówku i nie puszczaj, bez względu na wszystko.
– Bez względu na wszystko?
– Bez względu na wszystko.
Obiecaj.
- Layne.
Dysząca. Piękna. Jezu,
właśnie doszedł, a jego kutas zaczynał robić się twardy.
- Ręce do listew, kochanie,
trzymaj je tam, bez względu na wszystko - Zawahała się tylko przez chwilę,
zanim się poruszyła. Unosząc ręce, chwyciła się zagłówka – To moja dobra dziewczynka
– mruknął przy jej ustach – Obiecaj, że się utrzymasz.
– Obiecuję – wyszeptała, a on
ją pocałował.
Wtedy Layne doświadczył tego,
co najlepsze z obu światów w tym samym czasie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń