poniedziałek, 20 czerwca 2022

20 - Grzeczna dziewczynka (cz.2)

                                                         

                         Rozdział 20

Grzeczna dziewczynka (cz.2)

*****

Ramiona Layne’a były przy wezgłowiu, jego nogi były rozłożone, kolana zgięte do sufitu, ręce miał we włosach Rocky, a oczy przyklejone do jej ust, poruszających się na jego kutasie.

Cholera, ale on lubił jej usta.

Ale nie chciał dojść w jej ustach. Chciał dojść w jej cipce.

- Kochanie, chodź tutaj - warknął, a jej oczy powędrowały do niego, ale jej usta pozostały tam, gdzie były, jej palce mocno owinęły się wokół niego i patrzył, jak obraca koniuszek językiem.

Kurwa. Piękna. Wszystko w niej. Jej dłoń, jej język, jej włosy opasujące jej twarz i jego kolana, jej oczy mówiące mu dokładnie, jak bardzo była nakręcona.

– Dawaj tutaj – powtórzył, a ona pochyliła się do niego, po raz ostatni wzięła go głęboko i mocno ssała, gdy wsunęła się z powrotem.

Jezu. Kurewsko piękna.

Layne zamknął oczy i zacisnął zęby.

Usta Rocky uwolniły jego kutasa, otworzył oczy i patrzył, jak czołgała się po jego ciele, by go okraczyć i przycisnęła swoje cycki do jego klatki piersiowej, twarzą do jego szyi i poczuł tam jej język.

– Wspinaj się, kochanie – burknął, potrzebując być w niej, a ona nie zawahała się.

Sięgnęła między nich, owinęła go ponownie pięścią i wprowadziła do środka, siadając i napełniając się, z głową opadającą do tyłu, plecami wygiętymi w łuk, jej paznokciami ciągnącymi jego klatkę piersiową i jęknęła.

Niebo.

Jedną z rąk powędrował do jej biodra, drugą ujął jej pierś, gdy rozkazał grubym głosem - Jedź na mnie.

Nie potrzebowała namawiania. Poruszała się, nie wolno: szybko, mocno. Była przygotowana: tak cholernie gorąca, tak mokra, biorąc go głęboko, gdy zwijał jej sutek między palcami i patrzył, jak jego kobieta w kółko i w kółko wjeżdżała na jego kutasa.

Kiedy był blisko, a ona była bliżej, usiadł, obejmując ją ramionami i zażądał - Usta na moje, kochanie.

Pochyliła głowę i zrobiła tak, jak jej kazał, ruszając się na nim i oddychając w jego usta - Layne, kochanie, tak dobrze cię czuję.

– Szybciej, Rocky – ponaglił, a ona zrobiła, o co prosił, a odgłosy wydobywające się z jej gardła powiedziały mu, gdzie się znajduje.

Jedno z jego ramion wsunęło się w jej plecy, a jego palce wplątały się w jej włosy, zaciskając w pięść. Przycisnął jej usta do swoich, gdy poruszył drugą ręką, a potem uderzył ją mocno w tyłek.

Jej ciało szarpnęło się, a głowa podskoczyła w jego uścisku, ale trzymał ją nieruchomo.

- Będziesz moją dobrą dziewczynką? - wyszeptał.

- Layne – odetchnęła, a on to lubił, kurwa, lubił to. Poszło to prosto do jego kutasa.

Znowu klepnął ją w tyłek, jej ciało znów się szarpnęło, a potem zaczęła go mocniej ujeżdżać. Lubiła to, jego Rocky.

- Będziesz moją dobrą dziewczynką? - powtórzył i ponownie uderzył ją w tyłek.

Rocky jęknęła w jego usta, jej dłoń wsunęła się w jego szyję, palce wbiły się w nią, drugą ręką obejmowała jego plecy i zaczęła go pieprzyć gorąco, mocno i naprawdę cholernie szybko.

Znowu klepnął ją w tyłek - Rocky…

– Tak – szepnęła mu w usta – Tak, Layne, będę twoją dobrą dziewczynką.

Potem uderzyła w dół na jego kutasa, wbiła się na niego, a jej głowa odskoczyła do tyłu tak gwałtownie, że odgięła nią jego rękę i jęknęła głęboko, gdy jej cipka drżała wokół niego.

Odwrócił ją na plecy i wjechał w nią, z ustami na jej ustach, biorąc jej skomlenia i jęki, podczas gdy ona pochłaniała jego pomruki, ujeżdżał ją, aż jego świat eksplodował i wlał się w Rocky.

Kiedy oprzytomniał, pozostał w niej zakorzeniony i przejechał nosem, ustami i językiem wzdłuż jej szyi, ucha i szczęki, a ona trzymała go bezpiecznie, owiniętego ciasno wszystkimi czterema kończynami.

Kiedy miał twarz na jej szyi, odwróciła głowę i do jego ucha szepnęła - Kocham cię, Layne.

Layne pozostał tam, gdzie był, zamarły i nieruchomy, gdy pozwolił, by złoty szlak jej słów przesunął się przez niego. Potem podniósł głowę i spojrzał na Raquel, jej włosy rozłożyły się na jego łóżku, jej twarz była delikatna, jej cipka wciąż gorąca i wilgotna, jej ciało miękkie pod jego i odszepnął - Też cię kocham, kochanie.

Pochylił głowę i pocałował ją, nie mocno, ale długo, jego język wsunął się do jej ust, smakując ją, tak słodką, a ona dała, jeszcze słodko, aż przerwał pocałunek, przesuwając nosem po boku jej nosa.

– Muszę się umyć – szepnęła.

– Będę tutaj – odpowiedział, wyciągnął się i zsunął z niej.

Obserwował, jak z gracją wstała z łóżka, znalazła jego koszulkę i założyła ją, idąc do łazienki.

Layne wszedł pod kołdrę i oparł się o wezgłowie, słuchając Rocky w łazience. Myślał, że mogliby przenieść wszystkie meble z jej salonu do jego, kiedy wyszła i powędrowała do niego do łóżka, jej ruchy były płynne i leniwe, a on to bardziej lubił, wiedząc, że lenistwo pochodziło z orgazmu, który jej właśnie dał.

Odsunęła kołdrę i wspięła się, pochylając się, aż ułożyła się z policzkiem na jego klatce piersiowej, obejmując go ramieniem i splątała nogę z jego nogą. Wepchnął pod nią ramię, podciągnął jej podkoszulek i chwycił jej nagi tyłek.

To też było nowe. Jak ją przeleciał, spała bez bielizny. Wcześniej tego nie robiła.

Lubił to.

Poruszył się i zgasił lampę na nocnej szafce, pogrążając pokój w ciemności, ale ona nie wydała żadnego dźwięku.

Ułożył się wygodnie i przesunął dłonią po jej pośladku - Nie uderzyłem cię za mocno? - mruknął.

Lekko potrząsnęła głową na jego klatce piersiowej, jej ramię zacisnęło się na sekundę i wymamrotała - M-m.

Uśmiechnął się w ciemności - Podobało ci się.

Było to stwierdzenie.

Nie odpowiedziała, poza tym, że wtuliła się głębiej w niego, co było jej odpowiedzią. Podobało jej się to.

- Śnisz mi się – powiedział jej i to wywołało odpowiedź. Podniosła głowę i spojrzała na niego przez ciemność.

- Co? - zapytała.

- Kiedy odwiedziłaś mnie w szpitalu, zacząłem o tobie śnić. Każdej nocy. Nawet kiedy byłem w szpitalu, śniłem o tobie. Wciąż robię.

- Naprawdę? - wyszeptała.

– Tak – odpowiedział.

– Łał – odetchnęła, a jego ręka przesunęła się, by znaleźć jej twarz. Ujmując jej szczękę, podciągnął ją, zginając szyję. Potem dotknął ustami jej ust.

Potem powiedział cicho - Tak, łał. Więcej niż łał, pączuszku. W moich snach prawie zawsze się pieprzymy.

Jej głowa przesunęła się do tyłu, a jej ręka przesunęła się w górę jego klatki piersiowej, zwijając palce w miejscu, gdzie jego ramię stykało się z szyją.

- Naprawdę? - powtórzyła.

- O tak – wyszeptał.

- Czy to jest dobre? - zapytała.

- Tak, jest dobre. Tak dobre, jak to, co właśnie zrobiliśmy, nie tak długie, ale dobre. Nie śniłem o tym, żebyśmy uprawiali seks, odkąd wróciłaś, ale wciąż śnię o tobie. Mówisz do mnie.

Jej ciało napięło się i zapytała - Mówię do ciebie?

- Tak.

- Co mówię?

- Budzisz mnie. Mówisz mi, że musisz iść do pracy. Dwa razy, kiedy byłem u ciebie, kazałaś mi wracać do domu, do moich chłopców.

- I to to?

- Tak.

Zrelaksowała się, a potem zapytała - Dlaczego?

- Co?

- Dlaczego? – powtórzyła Rocky - Dlaczego śnisz o mnie?

– Nie mam pojęcia – odpowiedział Layne – Ale lubię mieć cię tu i tam. Przyciągnął jej twarz do swojej, aż ich usta się zetknęły - Najlepsze z obu światów.

Poczuł jej uśmiech, po czym pocałował ją lekko, uwolnił jej szczękę, a ona przesunęła się w dół, by ponownie spocząć na jego klatce piersiowej.

- Więc, powiesz mi, czego dowiedziałeś się podczas poszukiwań? – podpowiedziała.

Po tym, jak pocałował ją w jej mieszkaniu, spotkał się z Ryker’em, który czekał przy SUV’ie Layne’a. Ryker powiedział Layne’owi, że zbadał jednostkę K, mieszkanie numer trzy, i zapewnił go, że jest „w pracy”, po czym wystartował swoim Harleyem. Layne poszedł do biura, przeprowadził poszukiwania, przebiegł więcej ze względu na wyniki i wrócił do domu na czas, by jego matka pouczyła go o punktualności i uprzejmości. Ponieważ kolacja była gotowa, Keira znów tam była, a Devin był w domu i wyraźnie ślinił się, żeby zajadać się polędwicą wołową, Layne nie miał szansy wprowadzić Rocky we wszystko, co wiedział.

Miał okazję obejrzeć, jak jadła loda w rożku i dlatego poszli wcześnie spać.

– Oba samochody są zarejestrowane na kobietę – powiedział jej Layne - Wiktoria Aubry.

– Victoria Aubry – szepnęła Rocky.

– Słyszałaś to nazwisko? – zapytał Layne, a ona potrząsnęła głową na jego piersi, więc kontynuował – Ona też wynajmuje mieszkanie. Jest także żoną mężczyzny o imieniu Baxter Aubry.

Podniosła głowę i przez ciemność poczuł na sobie jej wzrok.

- Kto to?

- Zdjęcie prawa jazdy w systemie pokazuje, że to TJ Gaines.

– O, rety – wydyszała.

– Tak – odpowiedział.

- Co jeszcze? – podpowiedziała.

– Nic – powiedział Layne, a Rocky milczała.

Potem zapytała - Nic?

- Ani jednej pieprzonej rzeczy. Oboje powstali około dziewięciu miesięcy temu. Sprawdziłem wszystkie dostępne miejsca, niczego nie znalazłem. Mają karty kredytowe, konta bankowe, są właścicielami samochodów, płacą ubezpieczenie, czynsz, media na czas, tyle że robią to gotówką. Jedyne, co płacą czekiem, to karty kredytowe, które, mimo że żyją na wysokim poziomie, są rozliczane co miesiąc.

- Co ci to mówi? - zapytała.

- Cóż, biorąc pod uwagę, jak kopałem głębiej i odkryłem, że Victoria Aubry zmarła na udar w wieku osiemdziesięciu dwóch lat i sześć lat temu, a jej mąż Baxter Aubry zmarł półtora roku później na rozedmę płuc, przynajmniej ci dwoje są winni kradzieży tożsamości.

– Cholera – szepnęła.

– Poza tym niewiele więcej – dokończył Layne.

- Co dalej?

- Dalej potrzebujemy pieprzonych odcisków. Od nich obu.

– Racja – powiedziała cicho.

– Kochanie – zawołał, a jej ramię ścisnęło go w odpowiedzi - Chyba nie muszę mówić, że to nie ty zdobędziesz te odciski.

Ciało Rocky napięło się, a jej głos był zwięzły, kiedy powiedziała - Oczywiście.

Layne zsunął się niżej na łóżku, zabierając ją ze sobą i przewracając ich na boki, tak że byli twarzą w twarz, ale jego ręka nie opuściła jej tyłka i chwycił ją, gdy wymamrotał - Po prostu upewniam się, że zostaniesz moją dobrą dziewczynką.

Poczuł, jak jej ciało lekko drgnęło, zanim rozluźniła się w nim i pocałowała go w gardło.

- Nadal jestem twoją dobrą dziewczynką – szepnęła tam.

– Dobrze – odszepnął.

Jej twarz odskoczyła od jego gardła, a jej głowa opadła na poduszkę.

- Czy to nie wystarczy? - zapytała - Kradzież tożsamości jest zła, nawet jeśli ludzie nie żyją. Nie możesz teraz przekazać go Merry’emu, zabrać go z dala od tych dziewczyn?

– Tak – odpowiedział Layne.

- Zamierzasz to zrobić?

- Tak, dam Merry’emu, Coltowi, Sully’mu lub Mikowi, do kogokolwiek dotrę pierwszego.

– Świetnie – odpowiedziała cicho.

– Jest z tym jeden problem, pączuszku – powiedział jej Layne.

- Co?

- Tu jest coś większego, coś, czego nie wiemy. Mają kupę pieniędzy w banku. Żyją wysoko. Ona ma fajny samochód. Jego ma niecały rok, średniej klasy, ale to topowy model. Albo ona jest w czymś, albo oboje mają pieniądze.

- Więc?

- Więc jak rośnie chwast, nie zrywasz jego liści, tylko wyrywasz korzeń. Przeczucie mówi mi, że ktoś większy pociąga za sznurki i musi upaść, by to się kończyło. Nie tylko tutaj, ale wszędzie.

– Ale dziewczyny…

– Zajmę się dziewczynami – zapewnił ją Layne.

- Jak?

- Ludzie tacy jak oni, mają jedną lojalność. Nie chodzi o szefa. Nie chodzi nawet o pieniądze. Są w tym dla siebie. Jeśli wiedzą, że mają wypieprzone, będą grać.

- Słucham?

- Podkręcimy ich.

– Layne, nie rozumiem…

- Docieramy do nich, skłaniamy ich do zawarcia układu. W zamian za skrócenie czasu więzienia dają nam tego większego, a w międzyczasie przestają robić wszystko, co robią z dziewczynami.

Milczała sekundę, zanim powiedziała - Och - Potem podzieliła się swoją nowiną - W korytarzach krążą plotki, że Seth zabiera Alexis McGraw na pizzę po jutrzejszym meczu.

Layne uśmiechnął się.

Rocky kontynuowała - Dzisiaj krążyła plotka, że podobno wzrosła frekwencja w Grupie Młodzieży zeszłego wieczoru. Stało się gorącym, aby pójść tam i zobaczyć, co robią chłopcy Layne. Najwyraźniej Jasper, Seth i ich przyjaciel Mitch nie zawiedli, a TJ-slash-Baxter miał pełne ręce roboty, próbując wyjaśnić, jak mogły istnieć dinozaury oraz Adam i Ewa. Nie wspominając o tym, że połowa drużyny piłkarskiej tam była, skoro stało się to gorącym miejscem do zobaczenia i bycia widzianym, podrywania lasek i spotkań towarzyskich. Wydawało mi się, że środowe spotkanie Grupy Młodzieży było w połowie klubem singli, a w połowie filozoficzną debatą na temat religii, z którymi TJ-slash-Baxter nie miał umiejętności, by sobie poradzić.

Uśmiech Layne’a powiększył się. Sam widział liczne dzieci, wychodzące stamtąd i nie było ich sześćdziesiąt. Było ich bardziej osiemdziesiąt lub więcej. Jasper pracował, co było dobre. Częścią przewagi Gainesa było to, że pojawiły się obawy wyrażone szeptem, ale nie było żadnych działań. Im więcej uwagi przyciągała Grupa Młodzieży, tym więcej rodziców zaczęło się budzić i zadawać pytania i to nie szeptem, zwłaszcza gdy Chrześcijańska Grupa Młodzieży stała się klubem singli dla nastolatków i okazją do zabawy. Trudno byłoby zrekrutować młode dziewczyny do czegokolwiek, do czego ich potrzebował, kiedy bardziej interesowały się chłopcami z drużyny piłkarskiej i gdy twoją uwagę odwróciły pytania o kreacjonizm, na które prawdopodobnie nie miałeś odpowiedzi, i z wściekłymi rodzicami dyszącymi ci w kark.

- Ryker inwigiluje mieszkanie – powiedział Layne Rocky - Zobaczymy, co dostanie i czy znajdzie czas, kiedy będę mógł tam wejść. Zdobędę odciski palców, załatwię kogoś na komisariacie, żeby je sprawdził i usiądę z chłopcami - Uścisnął ją i wymamrota - To się wkrótce skończy, kochanie.

Rocky zagrzebała się w nim i odmruczała - Mam nadzieję, Layne.

- Tak będzie. Przysięgam - obiecał.

Nie odpowiedziała i Layne już miał przewrócić się na plecy, żeby mogła przygwoździć go do łóżka, kiedy cicho zawołała - Layne?

- Tak, pączuszku.

Usłyszał, jak jej włosy poruszały się na poduszce.

– W twoich snach… – zaczęła, po czym urwała.

- Tak? - podpowiedział.

– Powiedziałeś, że to dobre?

Layne wiedział, dokąd to zmierza, i uśmiechnął się.

- Tak, to jest dobre.

– Co… – przerwała - Co my robimy?

Layne się nie zawahał. Wtoczył się tak, by był na niej.

– Layne?

Znalazł jej usta swoimi – Pokażę ci – mruknął, przesuwając dłonie po jej bokach, zabierając ze sobą koszulkę. Uniosła ramiona. Zdjął ją i wyrzucił. Potem jego usta wróciły do jej ust - Trzymaj się listew w zagłówku i nie puszczaj.

- Co? - westchnęła.

- Trzymaj się listew w zagłówku i nie puszczaj, bez względu na wszystko.

– Bez względu na wszystko?

– Bez względu na wszystko. Obiecaj.

- Layne.

Dysząca. Piękna. Jezu, właśnie doszedł, a jego kutas zaczynał robić się twardy.

- Ręce do listew, kochanie, trzymaj je tam, bez względu na wszystko - Zawahała się tylko przez chwilę, zanim się poruszyła. Unosząc ręce, chwyciła się zagłówka – To moja dobra dziewczynka – mruknął przy jej ustach – Obiecaj, że się utrzymasz.

– Obiecuję – wyszeptała, a on ją pocałował.

Wtedy Layne doświadczył tego, co najlepsze z obu światów w tym samym czasie.

I to było niewiarygodnie słodkie.



3 komentarze: