Rozdział 5
Wyobraźnia to potęga
Layne upewnił się, żeby być w
domu, kiedy jego chłopcy wrócili do domu, ponieważ Rocky miała pojawiać się o
szóstej. Chciał mieć wystarczająco dużo czasu, by powiedzieć im, co miał do
powiedzenia, a na tyle mało, by nie zdążyli coś o tym pomyśleć.
Weszli z mokrymi włosami po
prysznicach po zajęciach i torbami treningowymi i z plecakami przewieszonymi
przez ramiona.
Czas prania.
Layne nienawidził prania. Na
szczęście obaj jego chłopcy byli strojnisiami, jak to bywali tylko licealiści.
Uważali za moralny imperatyw, aby zawsze dobrze wyglądać i dlatego nie nosili
śmierdzących ubrań. A ponieważ ich staruszek nie robił prania, dopóki nie było potrzeba,
albo nie poszli na zakupy po nowe ubrania (zakupy były czymś, czego Layne
nienawidził bardziej niż prania), robili swoje.
- Torby w dół, chłopcy,
musimy porozmawiać - oznajmił.
- Hej! - krzyknął Tripp,
rzucając torby na środek kuchni i głaszcząc podekscytowaną Blondie, która witała
ich w domu, jakby byli na morzu od dwunastu miesięcy, a nie od dziesięciu
godzin w szkole, w tym samym czasie dotarł ręką do kilku artykułów spożywczych
na blacie, których Layne jeszcze nie odłożył - Masz płatki owsiane! - Tripp
skończył, machając pudełkiem.
Layne uśmiechnął się do niego
– Trwała energia, kolego.
Tripp odwzajemnił uśmiech.
- Cholera, tato, dlaczego
kupiłeś Blondie pięć misek? – zapytał Jasper. Rzucił też swoje torby i
majstrował przy stosie misek, które Layne kupił Blondie, zanim poszedł na
zakupy.
- Miska Blondie co wieczór ląduje
w zmywarce. Rano dostaje nową – wyjaśnił Layne i obaj chłopcy zwrócili się do
niego.
- Co? - Jasper zapytał, a
następnie zadał kolejne pytanie, zanim Layne mógł odpowiedzieć - Dlaczego?
- Bo tak - Layne skończył to
- Teraz usiądźcie.
Tripp i Jasper spojrzeli na
siebie. Potem usiedli przy wyspie.
Kiedy to zrobili, Layne
przesunął się i stanął naprzeciwko nich. Potem wyłożył im to i nie upiększył.
- Rozmawiałem dzisiaj z Rocky
i dowiedziałem się, że był jeszcze jeden powód, dla którego wczoraj tu
przyjechała – oświadczył, a ich twarze zmieniły się z lekko zdezorientowanych
bezpośrednio na otwarcie zaciekawione. Layne kontynuował - Mówiłem wam, że postrzelenie
mnie poruszyło coś w Rocky i nie pomyliłem się. Są rzeczy, których nie mogę wam
w pełni wyjaśnić, nie teraz, może kiedy to się skończy, ale w międzyczasie, z
powodu tego, co mi się przydarzyło, ja i Rocky będziemy udawać, że jesteśmy
razem.
- Co? - krzyknął Jasper.
- To jest takie fajne! -
wrzasnął Tripp z tą nadzieją, którą Layne widział tego ranka, a teraz przemyła
się całkowicie przez twarz.
Layne nie mógł skupić się na
nadziei Trippa, że Layne zwiąże się ze swoją byłą, która okazała się
najfajniejszą nauczycielką w szkole. Musiał skupić się na Jasperze, którego
reakcje były zwykle bardziej wrogie, a nawet niestabilne.
Dlatego oczy Layne’a utkwiły
w Jasie - Uspokój się, Jas.
– Co do cholery, tato? Ona
jest nauczycielką. W mojej szkole! -
Jasper wciąż krzyczał, a teraz był w przysiadzie, piętami do baru na dnie
stołka, gotowy wpaść w szał.
– Powiedziałem, uspokój się,
chłopcze – rozkazał cicho Layne.
Jasper wpatrywał się w niego.
Znał ton Layne’a, ton, którego nie używał z nim często, ale używał go, kiedy naprawdę
tak myślał, a Jasper wiedział, co myślał. Więc przeniósł swój tyłek z powrotem
na miejsce. Kiedy się usadowił, Layne kontynuował.
- Pracowałem nad sprawą,
kiedy to się stało. Zbliżyłem się za wcześnie i za bardzo. Teraz Rocky i ja
zawarliśmy umowę i ona pracuje ze mną.
– Prowadzisz sprawę z nauczycielką? - Jasper warknął,
usadowiony, ale wciąż nieszczęśliwy.
- Tak, Jas, to dla niej
bezpieczne, bo zrobię, żeby było, a ona odwzajemnia mi tą przysługę, bo… - jego
głos ściszył się - jak możesz wiedzieć, kolego, stało się to dla mnie nie-tak-bezpieczne.
Ona zapewni mi przykrywkę. Chodzi o to, że nie tylko ludzie, o których chcemy
myśleć, że jesteśmy razem, zobaczą nas razem. Wszyscy to zobaczą. Rocky martwiła
się, że będziecie zdezorientowani, więc powiedziałem jej, żeby nie martwiła się
o moich chłopców. Zawsze jestem z wami szczery i powiedziałem jej, że jesteście
dobrymi dziećmi. Osiedlicie się na tym, rozegracie to z nami i zapewnicie nam
bezpieczeństwo. Teraz, wiem, że nie jesteś moim największym fanem, Jas – Layne
nie spuszczał wzroku ze swojego syna – Ale w głębi duszy wiem, że nie zrobisz
ze mnie kłamcy.
Ten mięsień zacisnął się w
policzku jego najstarszego syna, ale Jas nic nie powiedział.
Prawidłowo, Layne odczytał to
jako zgodę.
Postanowił to trochę osłodzić.
- Jest jeszcze jeden powód,
dla którego to robię – powiedział im - Jej mąż jest osłem i zdradził ją, a jak
głosi plotka, robił to przez całe ich małżeństwo. Ledwo postawiła nogę za
drzwi, a on wprowadził tam kolejną kobietę. Całe miasto wiedziało, że ją
zdradzał, ale Rocky nie miała pojęcia. Nie radzi sobie z tym dobrze.
Brwi Jaspera uniosły się i
zapytał - Nie chrzanisz?
– Nie chrzanię – odparł
Layne.
- Co on? Jest ślepy? -
zapytał Tripp.
– Nie, po prostu głupi –
odpowiedział Layne.
- Musi być. Tak - mruknął
Tripp.
Layne uśmiechnął się do niego
i kontynuował - Rocky nie zna tej części, ale nie będę jej tego mówił i
potrzebuję, żebyście byli z tym okej. Łapiecie mnie?
Tripp go nie złapał.
Wpatrywał się w swojego staruszka, zdezorientowany.
Jasper go złapał. Wpatrywał
się w swojego staruszka pustym wzrokiem, a potem jego oczy rozjaśniło było w
nich to, co tego ranka, zanim się uśmiechnął, a kiedy się uśmiechnął, robił to
powoli.
Layne odwzajemnił uśmiech.
- Co? - zapytał Tripp,
spoglądając w tę i z powrotem między brata i ojca.
Jasper spojrzał w oczy Layne’a
i nie odwrócił wzroku.
- Co? - Tripp powtórzył i Jasper w końcu spojrzał na swojego brata.
– Wyjaśnię to później –
mruknął.
- Później byłoby dobrze, bo
za pięć minut będzie tu na kolacji – powiedział im Layne, a oczy Jaspera
wróciły do taty.
– Będzie? - zapytał ochoczo
Tripp.
- Tak, kolego – odpowiedział
Layne – Zabierzcie swój sprzęt i książki do waszych pokoi. Czyja to kolej na
gotowanie?
- Ja nie gotuję dla pani Astley! - krzyknął Tripp, już nie był
chętny, był przerażony - Jak ona coś robi, to coś wykwintnego! Robi nawet
własny chleb!
- Ja gotuję – Jasper,
zarozumiały jak zawsze, uśmiechnął się do brata – jestem mistrzem kuchni.
- Stary, palisz kolację z
telewizji w mikrofalówce – powiedział Tripp Jasperowi.
– Rozmawiałem przez telefon z
jedną z moich małych – odpowiedział Jasper - Ucz się od mistrza, Trippo-mantyk,
małe potrzebują niepodzielnej uwagi. Łapiesz mnie?
Uderzyło Layne’a, że Jasper
zakończył swoje oświadczenie słowami Layne’a sprzed niecałych pięciu minut.
Może mimo wszystko Jasper nie był całkowicie odporny na jego wpływ. Chociaż nie
był pewien, czy jest całkiem spoko z tym, gdzie Jasper to zabierał.
- To znaczy Keira Winters potrzebuje twojej niepodzielnej
uwagi – Tripp zripostował i spojrzał na Layne – Jasper napalił się na najładniejszą
dziewczynę w szkole, a ona jest jedyną osobą, która nie wie, że on istnieje.
Mięśnie szyi Layne’a napięły
się, a jego oczy przecięły się na starszego chłopca.
- Keira Winters, pasierbica
Joe Callahana? - zapytał Layne.
- Dokładnie ta sama, tato –
Tripp odpowiedział za Jaspera – Jasper jest napalony na przystojną pasierbicę
Samotnego Wilka i dodam, że donikąd to go nie prowadzi.
O kurwa. To nie było dobre.
Jasper przechodził dziewczyny jak woda. Był zarozumiały. Był pewny siebie. Był
stanowczy. I spodziewał się, że trochę od każdej dostanie. Jasper nie
potrzebował wściekłego Joe Callahana na swoim tyłku, a Layne nie potrzebował radzenia
sobie ze wściekłym Joe Callahan’em.
Cal był przyjacielem i dobrym
facetem. Ale wszyscy w tym mieście wiedzieli, że związał się z pasierbicami
swojej nowej żony, a przez to Layne miał na myśli, że związał się. Layne już spał z pistoletem pod poduszką, głównie
dlatego, że ludzie w około dwudziestu siedmiu stanach pragnęli jego śmierci. W
tym mieście spał z nim pod poduszką, bo sądził, że ojcowie w całym hrabstwie
chcieli śmierci jego syna. Cal nie byłby jak jakiś inny ojciec, który wpadł w
szał, ponieważ jakaś gwiazda futbolu dostała się w majtki jego córki. Cal zająłby
się jak komandos tyłkiem Jaspera.
- Tripp, uporządkuj swój
sprzęt i zabierz sprzęt Jasa ze sobą, potrzebuję z nim jeszcze zamienić słowo –
rozkazał Layne.
– Tato, jego sprzęt śmierdzi,
jakby wszystko przesiąkło – poskarżył się Tripp, a Layne spojrzał na niego.
– Zrób to, kolego.
Tripp wpatrywał się w niego.
Potem umknął wzrokiem, złapał wszystkie cztery torby z podłogi i wciągnął je po
schodach.
Layne spojrzał na Jaspera i drugi
raz tego wieczoru wyłożył to – Odpuść Keirę Winters.
- Co? - Jasper wyszeptał,
dobre, ciepłe, złote światło błysnęło z jego oczu, a jego miejsce zajął
ostrzegawczy czerwony, niestabilny nastoletni dupek.
Layne potrząsnął głową i
pochylił się w jego stronę, opierając się na przedramionach - Lubisz ją, Jas,
idź na całość. Chcesz wejść do jej majtek, odpuść.
Jasper zaczął zsuwać się ze
swojego stołka, mrucząc - To nie jest twoja pierdolona...
– Jej ojciec został
zamordowany – wtrącił Layne. Ciało Jaspera podskoczyło i zamarł na stołku – Jej
wujek tak samo. Jej matka została porwana, jej ojczym też. Prawie straciła całą
rodzinę, Jas. Z taką dziewczyną obchodzisz się ostrożnie. Tak?
- Myślisz, że jestem zwykłym
podrywaczem – wyszeptał Jasper, rozczarowany, czego nie mógł ukryć, przebijało
to przez jego rysy.
Layne odpowiedział cicho -
Kolego, przechodzisz przez więcej prezerwatyw niż ofensywna linia Coltów po
wygranej.
Jasper spojrzał w oczy Layne’a
i utrzymał to spojrzenie wystarczająco długo, by Layne mógł to zrozumieć bez
konieczności mówienia tego przez Jaspera.
– Wiesz o jej rodzinie –
stwierdził Layne.
- Wszyscy to wiedzą –
odpowiedział Jasper.
– Lubisz ją – podsumował
Layne.
Zajęło to trochę czasu, ale w
końcu to wydobył, a kiedy to zrobił, Jasper chrząknął - Tak.
Layne uśmiechnął się do niego
i wyprostował ramiona, mówiąc - W takim razie powodzenia, kolego.
Uwolniony, Jasper zrobił
sobie przerwę, mrucząc - Nieważne.
Layne obserwował, jak jego
chłopak wychodził z pomieszczenia i uderzyło go, że od chwili, gdy stracił
dziewictwo w wieku piętnastu lat z Cindy Stanley, młodszą dziewczyną ze świetnymi
zderzakami, rozbitym domem i
potrzebą zwrócenia na siebie wszelkiej uwagi, bez względu na to, w jakiej
formie, był jak Jasper. Brak stabilnej dziewczyny. Nikt wyjątkowy. Boisko
szerokie i otwarte, a on na nim grał. Jego matka nazwała to „zbieraniem szminki”
(choć robiła to mrucząc i kręcąc głową) i nie myliła się.
Aż do Rocky.
Zaczął się zastanawiać, jaka
była Keira Winters, kiedy usłyszał na ulicy samochód.
Jego wzrok powędrował do
zegara, a potem podszedł do okna we frontowym pokoju i zobaczył, jak Rocky wprowadza
swojego Merca na jego podjazd. Poszedł prosto do drzwi i wyszedł.
Idąc w stronę jej samochodu,
spojrzał na ślepy zaułek, który znajdował się na południowym krańcu zakrętu.
Natalie Ulrich mieszkała na północnej krawędzi zakrętu. Natalie Ulrich nigdy
nie parkowała swojego samochodu w garażu, więc teraz był na jej podjeździe.
Natalie Ulrich była wielką pieprzoną gadułą i gadała tak często, jak tylko
mogła. I Natalie Ulrich była pielęgniarką chirurgiczną w Prezbiterian.
Mogła przegapić to, jak Layne
wpychał Rocky do samochodu poprzedniego ranka. Może nie zobaczyć, co Layne
zamierza teraz zrobić.
Z drugiej strony może
zobaczyć.
A gdyby tak było, wczoraj gadali
o nich w całym szpitalu Prezbiterian i to, co miał zamiar teraz zrobić, byłoby
w całym szpitalu i mieście, zanim jego głowa dotknie poduszki.
Jego oczy przeniosły się na
Rocky, która okrążyła bagażnik jej samochodu i spotkała go tam, gdzie podjazd
spotykał się z jego chodnikiem. Zdjęła obcisłą spódniczkę i buty na wysokim
obcasie, a teraz miała na sobie obcisłe dżinsy, lekki, również obcisły sweter i
sandały na wysokim obcasie.
Layne stanął jej na drodze,
więc zatrzymała się i odchyliła głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć.
- Czy wszystko...? - zaczęła,
ale on uniósł obie ręce, żeby owinąć je wokół jej szczęki i podciągnął ją do
palców. Jej ciało natychmiast napięło się – Layne, co…?
Nie skończyła, ponieważ
opuścił głowę, żeby ją pocałować, tak jak zrobił to tego popołudnia. Zrobił to mocno,
ale tym razem zrobił to długo. Wystarczająco długo, by jej palce zacisnęły się
wokół boków jego talii, a on przyciągnął ją wystarczająco blisko i
wystarczająco wysoko, by straciła równowagę, więc jej klatka piersiowa opierała
się o jego.
Jej usta smakowały jak mięta
i puścił ją, gdy chęć dowiedzenia się, czy ich wnętrze smakuje tak samo,
zagroziła mu obezwładnieniem.
Puścił jej usta, ale nie
uwolnił jej szczęki i trzymał ją blisko, obiema rękami.
- Co na...?
- Czy Natalie Ulrich
kiedykolwiek pracowała z twoim kutasem eks? - Layne wyszeptał i zobaczył, że
jej twarz pobladła. Źle go zrozumiała. Natalie nie była brzydka - Pączuszku -
szeptał - Ona mieszka po drugiej stronie ulicy i jest gadułą.
Trzymał ją tam, gdzie była,
ale jego wzrok powędrował na dom Natalie. Miał rację. Widział jej sylwetkę w
oknie od frontu.
Kurewsko genialne.
Layne spojrzał z powrotem na
Rocky i dokończył - I patrzy.
– Tak? – odszepnęła Rocky,
wciskając palce w jego talię.
- Tak, nie widzę jej dobrze,
ale jestem prawie pewien, że ma telefon przyklejony do ucha.
– O rany – Rocky wciąż
szeptała.
Layne wyszczerzył zęby i się
nie poruszył.
Kiedy to trwało chwilę, Rocky
zapytała - Czy będziemy stać tu cały wieczór i udawać, że się całujemy?
– Może – odparł Layne.
– Byłoby źle, skoro umieram z
głodu – odpowiedziała.
- Nie, Roc, to byłoby złe, ponieważ zaraz wejdziesz
do strefy testosteronu i nikt w tym domu nie ma zielonego pojęcia, jak gotować.
– W takim razie ugotuję –
zaproponowała, a jego dłonie zsunęły się po jej szyi na ramiona, a potem na jej
plecy i przyciągnął ją bliżej.
– Nie, ty gotowałaś wczoraj
wieczorem. Przed twoim przybyciem odbyła się narada i Jas zdecydował, że
zadziwi cię swoim kulinarnym geniuszem.
Patrzył, jak unosi brwi - Mieliście
naradę?
- Tak - Jego ramiona ścisnęły
ją. Upuścił jedno, wsunął drugie na jej ramiona, podszedł do niej i poprowadził
ich do przodu.
- Zostali poinstruowani.
Objęła go ramieniem w pasie i
odwróciła głowę na bok, przechylając ją, by na niego spojrzeć, a on poczuł, jak
miękkie włosy jej kucyka przesuwają się po jego przedramieniu na jej ramionach
– Wszystko w porządku, hmmm, ze wszystkim?
Layne skinął głową - Oni są spoko.
Spojrzała na dom, kiedy
schodzili dwa stopnie na małą, ogrodzoną na biało, betonową werandę i szepnęła
- Okej.
Nie brzmiała okej. Brzmiała
niepewnie i przestraszona jak diabli.
Pchnął ją do przodu, otworzył
drzwi burzowe i przytrzymał je nad jej głową, otwierając drzwi frontowe, a ona
wyprzedziła go.
- Hej, pani Astley! -
krzyknął Tripp, ślizgając się z powitaniem po drewnianej podłodze w
skarpetkach, a Layne uznał, że lekcje bycia na luzie byłyby zdecydowanie
odpowiednie dla jego młodszego syna.
- Hej, Tripp - odpowiedziała
Raquel, po czym została zaatakowana frontalnym atakiem Blondie, która zakołysała
ją do tyłu na jednej z jej smukłych szpilek.
– Dół, Blondie – rozkazał
Layne, zamykając drzwi i przekręcając klucz.
Blondie zignorowała go po raz
pierwszy w życiu, drapiąc fantazyjny sweter Rocky i celując powtarzającym się
smaganiem języka w szyję Rocky, jakby perfumy Rocky były eau du becon - Tripp, zdejmij ją z Roc.
- Blondie! Chodź tu,
dziewczyno, chodź! - zawołał Tripp, klepiąc się po udach, a głowa Blondie
szarpnęła się między Tripp’em a Rocky w podekscytowanym niezdecydowaniu, kto
jest jej najbardziej ulubioną osobą na świecie. Nie zajęło jej dużo czasu,
zanim zdecydowała się na Trippa, więc odepchnęła się od Rocky i pobiegła do
Trippa, który chwycił ją i zaciągnął na dywanik w salonie.
– Hej, pani Astley – powiedział
Jasper, a Layne spojrzał tam, gdzie on stał oparty o ścianę, z rękami
skrzyżowanymi na piersi, stopą skrzyżowaną w kostce, z wyrazem rozbawionej
obojętności.
Layne żałował, że Tripp
mocował się z psem, a zamiast zwracać uwagę na swojego brata, ponieważ Jasper,
w przeciwieństwie do Trippa, był mistrzem chłodu.
– Hej, Jasper – odparł Rocky
– Słyszałam, że dziś dla mnie gotujesz.
- Zapiekany makaron –
odpowiedział Jasper.
- Zapiekany makaron? Co to
jest? - zawołał Tripp z podłogi w salonie, wciąż zmagając się z psem.
- Nie wiem – odpowiedział
Jasper - Wymyślę to w miarę postępów.
– Świetnie – mruknął Layne, a
potem jego świat się rozwalił.
Zrobił to, ponieważ Rocky
przekręciła głowę, by spojrzeć przez ramię, kiedy jej kucyk powiewał i
uśmiechnęła się do niego. Bezpośrednio do niego. Jej oczy trafiały w jego, a
jej dołeczek w policzek.
Mógł ją całować, trzymać w
ramionach, przyszpilić do ściany, położyć się na niej na kanapie i rozmawiać,
czuł to i wiedział, że to lubi, ale mógł to znieść.
Nie mógł znieść tego uśmiechu
skierowanego do niego. Tego uśmiechu, który dwadzieścia jeden lat temu
obiecywał piękne życie, a trzy lata później zniknął bez żadnego wyjaśnienia.
Wtedy zdał sobie sprawę, że
nie do końca przemyślał ten plan.
Zanim się otrząsnął,
odwróciła się do Jaspera i powiedziała - Nie wiem, brzmi to dla mnie dobrze i
jestem tak głodna, że mogłabym odgryźć sobie rękę.
- Założę się, że zapiekany
makaron Jas’a będzie smakował odrobinę lepiej niż pani ramię - zauważył Tripp.
- Zamknij się, Tripp -
odpowiedział Jasper i spojrzał na Layne'a - Chcesz piwo, tato?
Layne przestał wgapiać się w
tył głowy Rocky i spojrzał na swojego chłopca.
– Tak, Jas – odpowiedział.
– Dla pani też, pani Astley?
– zapytał Jasper.
Właśnie wtedy Layne przyjrzał
się dobrze jej swetrowi. Unikał zakupów jak ognia, ale uznał, że sam jej sweter
kosztował więcej niż każdy ścieg ubrań, który nosili on i jego chłopcy.
Przyszło mu do głowy, że kiedy był w sklepie spożywczym, prawdopodobnie
powinien był kupić jej wino lub też butelkę szampana za dwieście pięćdziesiąt
dolarów.
- Piwo brzmi nieźle, ale ja je
wezmę – odpowiedziała Jasperowi, stukając obcasami o płytki, gdy weszła do
kuchni.
Layne podążył za nią i
skręcił za róg, kiedy wyjęła głowę z lodówki. Trzymała między palcami dwie
butelki i obie mu podała.
- Możesz odkręcić moje? Te kapsle
ranią mnie w rękę – powiedziała cicho.
- Mogę to zrobić! - Tripp zaoferował
głośno, a Layne usłyszał grzmiące, stopy w skarpetkach.
– Chyba dam radę, kolego –
powiedział Layne, odkręcając kapsle i wrzucając je do śmieci, zanim podał
Raquel piwo - Przynieś swojemu bratu wodę, żeby go nawodnić, kiedy będzie niewolniczo
pracował przy kuchence.
- Dobra - uśmiechnął się
Tripp i przepchnął się między Layne’em a Rocky, żeby dostać się do lodówki.
Zeszła z drogi Tripp’owi.
Layne spojrzał na Jaspera, który stał pośrodku kuchni i przyglądał się scenie
emanując lodowato zimnym nastoletnim futbolowym gorącym twardzielem.
- Jas, zbierzesz do kupy ten
zapiekany makaron czy co? - podpowiedział Layne.
- Już robię – mruknął Jasper
i skierował się do spiżarni.
Layne zbliżył się do Rocky i
dotknął dłonią jej krzyża. Pogrążyła się w myślach, mimo że patrzyła prosto na
niego, więc kiedy ją dotknął palcami, podskoczyła, a jej głowa przechyliła się
dalej do tyłu.
– Usiądź przy wyspie, Roc –
zaprosił.
– Racja – szepnęła i
przeniosła się do wyspy.
Usiadła. Layne oparł się o
koniec najbliżej jej stołka. Tripp pochylił się do przodu na wyspie przed nią z
własną wodą, a Jasper ponownie wszedł do pokoju z rękami wypełnionymi
różnorodnymi produktami spożywczymi.
- Więc pani Astley... - Tripp
zaczął, ale mu przerwała.
- A co powiesz na to, że
jeśli nie jesteśmy w budynku z szafkami, będziesz nazywał mnie Rocky? -
zasugerowała – Będzie dobrze według ciebie?
- Super! - krzyknął Tripp – A
skoro ty i tata będziecie parą, czy mogę powiedzieć moim przyjaciołom, że mówię
do ciebie Rocky, kiedy nie jestem w budynku z szafkami?
- Tripp - Layne użył tonu
ostrzegawczego.
- Stary, nie musisz im nic
mówić – poradził Jasper, stojąc przy kuchence i wrzucając makaron do wody - Jak
zadają pytania, ty po prostu mówisz: „Tata mówi, że nie wolno mi o tym mówić”
albo „Odbyliśmy spotkanie rodzinne i postanowiliśmy nie rozmawiać o czasie
domowym”. W ten sposób nie mają pojęcia, co się dzieje i wymyślają wszystko.
Tak jest o wiele lepiej.
Poważnie, jeśli kiedykolwiek
to było kwestionowane, w tym momencie Layne wiedział na pewno Jasper był
zdecydowanie jego synem.
Rocky zaśmiała się, a potem
zgodziła się z Jasperem – Masz rację, Jasper, wyobraźnia to to potęga.
Jasper rzucił Rocky arogancki
uśmieszek, a potem rozkazał - Tripp, stary, przynieś mi paczkę hamburgerów.
- Lecę - powiedział Tripp i
pobiegł do lodówki.
Tripp przyniósł Jasperowi
mięso na hamburgery, podczas gdy Jas wyciągnął kolejną patelnię, a Rocky i
Layne popijali swoje piwo. Potem Tripp wrócił do wyspy, podczas gdy Jasper
otworzył mięso i wrzucił je na patelnię, włączając palnik.
Potem Tripp spojrzał na
Raquel, uśmiechnął się, a potem spojrzał przez ramię na brata.
– Więc, Jas – zawołał - Ponieważ
mamy tu gorącą laskę, powinieneś zapytać o radę, jak sprawić, by Keira Winters
wyszła z tobą na randkę.
O, kurwa.
Jasper odwrócił się powoli od
kuchenki. Lodowaty twardziel zniknął, teraz był wkurzony.
Layne poruszył się szybko, co
było dobre, ponieważ Jasper rzucił się, krzycząc – Ty kutasie!
Layne wszedł między nich,
unosząc rękę, która trafiła Jaspera w klatkę piersiową i zatrzymała go w
miejscu.
– Odsuń się, Jas – ostrzegł
Layne.
Jasper nacisnął się na rękę
Layne’a, jego oczy utkwiły w bracie, jego ramiona sięgnęły po niego i powtórzył
– Ty kutasie!
- Kolego, uspokój się –
rozkazał Layne.
- Tylko mówię! - Tripp odkrzyknął,
brzmiąc na zdenerwowanego i zdezorientowanego.
Jego komentarz był niewinny i
Layne zdecydował, że lekcje na temat bycia spoko na różne sposoby znajdują się
na szczycie listy ich rozmowy przy śniadaniu następnego ranka – Pani… to
znaczy, Rocky jest ładna. Powinna wiedzieć, jak myślą ładne dziewczyny.
- Zamknij… się, Tripp! - krzyknął Jasper, wciąż naciskając.
- Jasper - zawołała cicho
Rocky w taki sposób, że wszyscy trzej mężczyźni Layne skupili się na niej i
Layne poczuł, że ciało Jaspera znieruchomiało - Keira Winters stoi przed moimi
drzwiami ze swoją przyjaciółką Heather każdego dnia między drugą a trzecią lekcją.
Przestała mówić, ale jej oczy
pozostały na Jasperze.
- Wiem – burknął Jasper, a to
słowo było wymuszone.
- Wiesz dlaczego? – spytała
Rocky, a Layne nie odwrócił wzroku od niej, ale Jasper musiał potrząsnąć głową,
ponieważ mówiła dalej i robiła to jeszcze delikatniej - Ponieważ codziennie
między drugą a trzecią lekcją przechodzisz obok mojej klasy.
Nacisk ciała Jaspera opuścił
dłoń Layne’a, kiedy cofnął się o kilka centymetrów.
Rocky kontynuowała - Rozmawiają.
Słyszałam je i… cóż, my, dziewczyny, nie zdradzamy nawzajem swoich sekretów,
ale… - zawahała się, a Layne patrzył, jak jej twarz się zmieniła. To było
prawie takie samo spojrzenie, jakie mu rzucała, bez oczu przymykających się do
połowy, ale zrobiły się ciepłe, a jej usta stały się miękkie i wyszeptała - Myślę,
że najlepszym sposobem, aby Keira Winters wyszła z tobą, byłoby po prostu
poprosić.
Potem uśmiechnęła się do jego
syna, dając mu dołeczek, jej oczy były ciepłe i wymagało to wysiłku, ale Layne
zmusił się do oderwania od niej wzroku i spojrzał na Jaspera.
Jasper wpatrywał się w Raquel
z taką wersją wyrazu twarzy, jaką dwukrotnie dał swojemu staruszkowi tego dnia.
To nie to samo, ale było prawie tak samo złote. Potem Layne patrzył, jak Jasper
się do niej uśmiechnął.
I Layne wiedział, że Jasper
go kiedyś kochał. Wiedział, że kiedy Jasper był małym dzieckiem, on i jego syn
mieli więź, którą Layne zerwał, gdy rozwiódł się z mamą Jaspera i wyjechał,
widując swoje dzieci tylko kilka razy w roku, kiedy wracał do domu lub kiedy
oni przyjeżdżali, dokądkolwiek mieli jechać tam, gdzie mieszkał, by go
odwiedzić. I wiedział, że Jasper czuł się opuszczony i zdradzony. Po prostu nie
wiedział, jak to uleczyć, ani czy kiedykolwiek to zrobi.
Więc wiedział, że Jasper nie
chciał mieć wiele wspólnego ze swoim starym. Ale widząc go stojącego tam ze
złotym spojrzeniem nadziei na dziewczynę, którą lubił, Layne’a to nie
obchodziło.
Jego ręka była już w powietrzu,
więc poruszył nią lekko i zacisnął palce wokół szyi Jaspera, mocno ją
ściskając. Oczy Jaspera przesunęły się na niego, ta złota nadzieja świeciła na
Layne’a w tym momencie i Layne nie chciał jej stracić, a wiedział, że zostanie
utracona, gdy Jasper wróci do siebie. Więc Layne szybko uścisnął go ponownie, a
potem delikatnie pchnął, puścił go i odwrócił się.
Dlatego przegapił fakt, że
złota nadzieja się zmieniła, pogłębiła się, gdy Jasper wciąż patrzył na plecy ojca,
gdy ten odchodził.
A ponieważ obserwował, jak
jego stopy uderzały o podłogę, przegapił przymykające się oczy Rocky i miękkość
jej ust, gdy patrzyła, jak odchodził od syna.
*****
Poczuł, jak jej usta dotykają
jego ust, a następnie przesuwają się do jego szczęki, a od szczęki do ucha.
Potem Rocky szepnęła - Obudź
się, kochanie.
*****
Layne usłyszał te słowa w
głowie, a jednocześnie usłyszał w pokoju stukot pazurów psa i otworzył oczy.
Leżał skośnie na kanapie,
zgarbiony, z nogami na stoliku do kawy.
Telewizor był włączony, ale
cicho, jakiś sportowy talk-show. Świeciło się kilka lamp, niewiele.
Spojrzał w lewo i zobaczył
Rocky, z sandałami na podłodze, zwiniętą boso w fotelu, z kolanami w górze i
leżącą na podłokietniku, z głową przekręconą i opartą na wyściełanym oparciu
fotela. Spała.
- Tato – zawołał cicho
Jasper, a Layne spojrzał w górę i zobaczył swojego syna stojącego obok niego i
patrzącego w dół - Tripp jest już na górze. Będzie dobrze?
– Tak, Jas – odparł Layne,
prostując się na kanapie - Idziesz na górę?
- Tak.
- Zgaś światła, tak?
Jasper spojrzał przez pokój
na Rocky, a potem z powrotem na Layne’a – W porządku, tato.
- Noc, kolego.
- Noc.
Jasper odszedł. Blondie
podeszła i uderzyła go w kolano nosem, więc Layne pochylił się do niej, masując
jej głowę i szyję, podczas gdy światła gasły jedno po drugim. Kiedy byli w
ciemności, oprócz światła nad schodami, odepchnął ją i zrozumiała aluzję,
biegnąc za Jasperem po schodach.
Layne oparł łokcie na
kolanach i odwrócił głowę do Rocky.
Zapiekany makaron był hitem.
To było tylko mięso hamburgerowe, sos do spaghetti i penne zmieszane razem,
wrzucone do naczynia, duszone w mozzarelli i upieczone, ale nadal było dobre.
Stało się tak głównie dlatego, że był uduszony toną mozzarelli, o której Jasper
powiedział z przekonaniem - Ser sprawia, że wszystko jest niesamowite.
Jedli przed telewizorem,
oglądając sitcomy, z których Rocky się śmiała, raz tak mocno, że musiała owinąć
ramiona wokół brzucha i pochylić się do przodu, a łzy popłynęły jej z oczu.
Doszli do dramatycznego dramatu o gliniarzach, podczas którego Rocky zasnęła,
prawdopodobnie ostatniej nocy przesypiając tyle samo, co on. Zarówno Tripp, jak
i Jasper zauważyli, a Layne spojrzał na nich, by to zignorowali i milczeli.
Potem Layne zasnął.
Spojrzał na zegarek na
odtwarzaczu DVD, było tuż po jedenastej.
Spojrzał z powrotem na Rocky.
Potem podjął decyzję.
Podszedł do niej, wsunął ramię
pod jej kolana, jedno wokół pleców i podniósł ją. Pomyślał, że się obudzi, ale
jej głowa opadła ciężko na jego ramię, a potem przesunęła się do przodu, więc
jej czoło przycisnęła do jego szyi i przypomniał sobie, że powinien był
wiedzieć, że się nie obudzi.
Jeśli padła, tak jak padła,
Rocky spała, jak zabita.
I nie obudziła się, dopóki
nie pochylił się, żeby położyć ją do swojego łóżka.
– Layne? - jej głos był
oszołomiony, podniosła głowę i spojrzała wokoło.
Wtedy jej ciało stało się
czujne.
- Co…? - zaczęła, jej głos
nie brzmiał już oszołomiony.
– Ćśś, Roc – mruknął,
sadzając ją na skraju łóżka.
Odchyliła głowę do tyłu, żeby
na niego spojrzeć, a dłonie położyła na łóżku, żeby się podnieść. Szybko
obrócił się, by włączyć lampkę nocną i równie szybko wrócił do niej, wbijając
pięści w łóżko po obu stronach jej bioder, zbliżając swoją twarz do jej twarzy,
więc cofnęła się.
– Śpisz dziś w łóżku –
wyszeptał i patrzył, jak jej oczy się rozszerzają, a usta otwierają.
Potem odszepnęła - Nie sądzę…
– Twój samochód jest na moim
podjeździe – powiedział jej.
- Więc? - spytała.
– Wyobraźnia to potęga, mała
– powtórzył jej słowa z minionego wieczoru. Zanim zdążyła zaprotestować, odsunął
się, podszedł do komody, chwycił jedną ze swoich koszulek i parę spodni od
piżamy i wrócił do niej. Upuścił swoją koszulkę na jej kolana, a ona pochyliła głowę,
by na nią spojrzeć, gdy sięgnął za nią, by złapać poduszkę.
Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
Poszedł do bieliźniarki w łazience chłopców, złapał koc, zgasił światło na
górze schodów i zszedł na dół na kanapę. Rzucił poduszkę i koc, przebrał się w
piżamę i usiadł na kanapie.
Czekał, aż Rocky zejdzie,
żeby się wymknąć i robił to przez chwilę.
Nie zeszła.
Potem położył się tam myśląc
o Rocky w jego koszulce i śpiącej w jego łóżku.
Potem wymamrotał - Chryste -
odwrócił się na bok i po chwili zasnął.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje ❤
OdpowiedzUsuń