Rozdział 6
Nepotyzm (cz.2)
*****
Sporo ludzi pozostało w
pobliżu po meczu i Layne wiedział dlaczego.
Zarówno Jasper, jak i Tripp
wychodzili na pizzę, Jas był odpowiedzialny za sprowadzenie swojego brata do
domu, więc był tylko jeden powód, dla którego Layne pozostał po meczu.
Dlatego też Colt, Morrie i Cal
pozostali. Tata Rocky, Dave i jego kumple Ernie i Spike również trzymali się
blisko.
Podobnie Gabrielle, ale
nigdzie nie było widać Stew.
Część tłumu czekała, żeby
zobaczyć, co zrobi Layne. Reszta prawdopodobnie była tam, aby udzielić mu moralnego
wsparcia, a może ustawiała drabinę, na którą Layne mógł się wspiąć, aby owinąć wokół
grubej gałęzi pętlę dla Cosgrove’a.
Mieszkańcy tego miasta lubili
piłkę nożną, ale opiekowali się także dziećmi. Przemoc Cosgrove’a wobec Trippa
były obserwowane przez wielu i niepopularny mężczyzna, który walczył o
utrzymanie się w tej społeczności, nie tylko się poślizgnął, ale wręcz upadł na
ziemię i rozbił się.
Większość graczy już wyszła z
szatni, gdy Jasper i Tripp wyszli razem. Kiedy to zrobili, Layne zobaczył, że
Jasper był tak blisko swojego brata, że przyciskał się do niego, ale Tripp tego
nie zauważał. Jego umysł był gdzie indziej. Pozostał w ławce przez drugą połowę
i został upokorzony na oczach jego przyjaciół, kolegów ze szkoły i połowy
miasta.
Jasper pierwszy zobaczył
Layne’a i przystanął ze zdziwienia, jego wzrok powędrował do mamy, a potem
wróciły do Layne’a.
Gabby zbliżyła się do Trippa.
- W porządku, Słonko? -
zapytała.
Tripp odsunął się od niej
szybko o krok, nie chcąc by mu matkowała, nie po czternastu latach, a już
zwłaszcza w jego wieku.
– Tak, mamo – mruknął.
Layne zbliżył się, ale Rocky
trzymała się z daleka, stojąc w gromadce z Josie Judd, February Colton, Violet
Callahan i niezwykle ładną córką Violet, Keirą.
W chwili, gdy Layne poznał
Keirę między trzecią a czwartą kwartą, kiedy to kobiety zdecydowały, że dały mu
wystarczająco dużo czasu, rzuciły się na Rocky i przeniknęły do chłopców na wystarczająco
długo, by odciągnąć Raquel na bok na szybką dyskusję przyciszonymi głosami,
zanim wszystkie wróciły i spędziły czas z mężczyznami, Layne zrozumiał,
dlaczego Jas połknął haczyk.
Zatrzymał się blisko Jaspera,
Trippa i Gabby i powiedział - Dobra gra, Jas. Tripp, super przechwycenie i
świetny bieg, kolego.
Tripp odchylił głowę na tyle,
by spojrzeć na ojca spod oka, a potem ponownie zgiął szyję.
- Świetny chwyt, dzieciaku -
powiedział Cal, podchodząc do Layne’a. Tripp wzruszył ramionami, nie patrząc na
niego, po czym Cal kontynuował - Jesteś Jasper?
- Tak, proszę pana –
odpowiedział Jasper.
– Layne mówi, że idziecie na
pizzę – zauważył Cal.
- Tak – odpowiedział Jasper.
- Keira chce iść. Myślisz, że
mógłbyś ją tam zawieźć, a potem przyprowadzić do domu?
To było coś, co Keira
sfingowała w czwartej kwarcie (co dało jej powód do spędzania czasu z
dorosłymi) przez zasadzkę gangu dziewczyn na Cala, która obejmowała jej matkę,
Feb, Josie i Rocky, podczas gdy Cal stał z rękami skrzyżowanymi na piersi, z
oczami do niebios. Rocky się nie myliła. Keira Winters zdecydowanie lubiła
Jaspera i było oczywiste, że była zmęczona czekaniem, aż on wykona swój ruch.
Layne wiedział o tym, bo podczas jej machlojek udało się jej i jej grupie
zwerbować Cala do manewru, który właśnie wykonał.
Tripp odwrócił głowę, żeby
spojrzeć na brata, ale Jasper spojrzał na Rocky, Keirę i inne kobiety. Potem
spojrzał z powrotem na Layne’a.
- Dlaczego tu zostałeś, tato?
- zapytał.
Layne nie zwlekał z
odpowiedzią - Czekam na trenera.
Ciało Trippa napięło się, a
twarz Jaspera stwardniała, zanim spojrzał na Trippa, potem na Cala, a potem na
Keirę.
Potem krzyknął - Hej, Keira,
możesz chwilę poczekać na pizzę?
- Tak! - Keira odkrzyknęła.
- Fajnie! - Jasper krzyknął w
odpowiedzi.
- Jas, stary, co ty…? -
zaczął Tripp.
Jasper przerwał mu - Czekam z
tatą.
- Ale…
- Czekam z tatą - powiedział
stanowczo Jasper, a Tripp spojrzał na Layne’a.
- Tato, to nie było…
- Tak, to było, kolego.
- Ale…
Layne pochylił się w jego
stronę i stanął blisko - Nikt nie dotyka mojego chłopca. Nie w ten sposób.
Rozumiesz mnie? - Tripp wyglądał na niepewnego, a Layne powtórzył - Rozumiesz mnie?
Tripp spojrzał mu w oczy,
westchnął, skinął głową i wymamrotał - Rozumiem cię.
Jasper i Tripp trzymali się
blisko. Tak samo Colt, Morrie, Cal i Gabby, jak również tłum innych. W końcu
Cosgrove wyszedł z szatni.
Layne podszedł do niego.
Cosgrove zobaczył go i podniósł rękę.
- Nie potrzebuję tego Tanner.
Ci chłopcy to moi chłopcy na boisku - I ruszył, by przejść obok Layne’a.
Ale Layne stanął przed nim i
zatrzymał go, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej.
Cosgrove spojrzał na dłoń
Layne’a, twarz mu poczerwieniała, a głowa odskoczyła do tyłu. Ale zanim zdążył
coś powiedzieć, Layne cofnął rękę i przemówił.
- Masz w ten weekend, by
znaleźć dobrą wymówkę, którą powiesz Radzie Szkolnej, kiedy będą badać formalną
skargę, którą złożę w poniedziałek rano.
- Ci chłopcy są moi na boisku
– uciął Cosgrove.
- Zgadzam się. Byś ich trenował,
motywował, uczył, prowadził. Rozumiem dyscyplinę. To, czego nie rozumiem i nie
będę tolerować, to to, że wyładowujesz swoją frustrację, że nie spełnisz swoich
marzeń przez swoje dziecko, podnosząc rękę na moje dziecko w gniewie.
Oczy Cosgrove'a zwęziły się -
Kim ty myślisz…?
- Myślę, że jestem mężczyzną,
który obserwował, jak inny mężczyzna uderza i popycha mojego syna z taką siłą,
że ten nie miał innego wyboru, jak tylko fizycznie się wycofać.
- Miał ochraniacze!
- Tak. Ale policzyłem,
Cosgrove, trafiłeś go siedem razy.
Siedem razy za wpatrywanie się w tłum. Właśnie złapał rzut, jakiego większość
dzieciaków z college’u nie mogłoby złapać, przebiegł czterdzieści jardów, a ty
uderzyłeś go siedem razy za
uśmiechanie się do tłumu.
- Miał ochraniacze, Tanner! - Cosgrove ryknął.
- Powodzenia na przesłuchaniu
w Radzie Szkolnej.
- Nie potrzebuję tego gówna -
mruknął Cosgrove i przeszedł, żeby go minąć.
Layne ruszył, by go
zablokować, a Cal i Colt otoczyli go.
Cosgrove rozejrzał się wokół
mężczyzn, wszystkich trzech wyższych, szczuplejszych i sprawniejszych od niego,
i zatrzymał się.
Zmrużył oczy i ściszył głos –
Nie wchodź mi w paradę, Tanner. Ta sama Rada Szkoły szuka powodów, by utrącić
twoją nową dziewczynę i jak wejdziesz mi w drogę, myślę, że może jakiś znajdę.
Layne wciągnął powietrze, by
opanować gniew.
– Może powinniśmy dać mu
łopatę – zasugerował Morrie, stojący za Layne’em - To sprawi, że będzie o wiele
łatwiej kopał ten dół, który sobie kopie.
Cal zachichotał, ale Layne
spojrzał w oczy Cosgrove’a.
– Nie chcesz mnie próbować -
powiedział cicho - Daję ci dobrą radę, trenerze. Nie chcesz mnie próbować.
Zanim Cosgrove zdążył
odpowiedzieć, Layne odwrócił się i zobaczył, że Jasper jest blisko Morrie’go i
wpatruje się w swojego staruszka.
- Idźcie po pizzę, kolego,
tak? - rozkazał Layne.
Jasper wpatrywał się w
swojego tatę, mówiąc powoli - Tak.
- Dobra gra - mruknął Layne,
powstrzymał się od klepnięcia Jaspera po ramieniu i podszedł do Trippa, który
stał z Gabby.
Trippa klepnął w ramię.
Zawijając na nim palce, kilka razy delikatnie szarpną syna.
Potem powiedział - Idź i baw
się dobrze, kolego.
- Dobrze, tato - szepnął Tripp,
przez trzy sekundy patrzył na Layne’a, po czym odwrócił się i podążył za
Jasperem, który szedł ramię w ramię z Keirą poza teren boiska.
Layne rozejrzał się i wciąż
nie dostrzegając Stew, zadał Gabby pytanie, którego naprawdę nie chciał zadać.
- Potrzebujesz podwiezienia
do domu?
- Jest dobrze - powiedziała
cicho, a sposób, w jaki mówiła, sprawił, że Layne skupił się na niej - Szkoda,
że nie mieli tego przez całe życie, Tanner - kontynuowała i Layne poczuł, jak
mięśnie jego szyi napinają się, zanim skończyła szeptać - Ale dobrze, że mają to
teraz.
Potem pospiesznie odwróciła
się i, równie pospiesznie, odeszła.
Morrie klepnął go po plecach,
kiedy przechodził obok. Layne uniósł brodę w stronę Cala i Colta, gdy mijali go
w kierunku swoich kobiet i machnął Dave’owi, Ernie’mu i Spike’owi raz nad głową,
co sprawiło, że Dave skinął głową i wszyscy zaczęli się oddalać, podczas gdy
Rocky się zbliżała.
– Jak poszło? - zapytała, jej
wzrok powędrował poza niego, wskazując, że odnosi się do pojedynku z Cosgrove’m.
- Nie sądzę, że to było dobre
- odpowiedział.
Zbliżyła się i trąciła go
ramieniem.
- Opowiedz mi przy pizzy –
zaprosiła - Cały czas mówili o pizzy i umieram z głodu. Myślę, że teraz moja
kolej na nakarmienie cię.
Spojrzał na nią, aby
zobaczyć, że mówi lekko, ale jej oczy były intensywne, przyglądając mu się i
próbując odczytać jego stan, nie pokazując, że to robiła.
- Pączuszku, mamy w tym
mieście dwie pizzerie i obie będą się roić od dzieciaków.
- Zamówimy w Reggie’s,
zabierzemy je do Merry’ego.
To brzmiało jak plan.
- Zamawiasz, ale ja kupuję -
powiedział, odwracając się i obejmując ją ramieniem, wskazując jej wyjście.
– Teraz moja kolej –
powtórzyła, obejmując go w pasie.
- Kochanie, właśnie opłaciłaś
zaliczkę, pierwszy czynsz oraz depozyt. Ja kupię pizzę.
Wyszła jedną nogą, krzyżując ją
naprzeciw drugiej, więc jej ciężar wcisnął się w niego, odciągając ich oboje, a
on przypomniał sobie, że też to robiła, przez cały czas, tylko po to, by się z
nim kołysać, kiedy szli blisko siebie.
Ta nowa kula przebiła mu
wnętrzności, ale był w stanie sobie z tym poradzić, kiedy się poddała.
– Dobra, Layne, przekonałeś
mnie. Ty kupujesz.
*****
- Pozwól, że wszystko
uporządkuję - zaczęła Rocky, siadając po turecku naprzeciwko niego na kanapie
Merry’ego – Stew Baranski pieprzy twoją byłą żonę. Ja rozwodzę się z niewiernym
dupkiem. Właśnie wynajęłam mieszkanie, które kosztuje mniej więcej dwa razy
więcej, niż będzie mnie stać, jeśli będę musiała żyć z własnej pensji. Trener
Cosgrove, który, nawiasem mówiąc, cały czas jest palantem, nie tylko dzisiaj, rzucił
się, grożąc, że mnie wyrzucą. W poniedziałek wnosisz przeciwko niemu formalną
skargę. A ty i ja udajemy związek, aby odkryć brudnego gliniarza, który prawie
siedem tygodni temu omal cię nie zabił.
Layne, leżał leniwie oparty
plecami w kącie kanapy Merry’ego, jego stopy były na stoliku do kawy obok
zamkniętego pudełka zawierającego resztki zdziesiątkowanej pizzy (kiedy Rocky
powiedziała, że była głodna, nie kłamała i zanotował w pamięci na przyszłość,
że hot dog na stoisku z jedzeniem nie wystarczał jej), odpowiedział - Zgadza
się, Pączuszku.
Przechyliła się na bok i oparła
głowę na kanapie, mrucząc – Mamy przejebane.
Wyszczerzył zęby – Wszystko
będzie dobrze.
– Ciągle to powtarzasz.
Layne wciąż się uśmiechał - Wciąż
to powtarzam, bo wszystko będzie dobrze.
Rocky zamknęła oczy i
westchnęła.
Layne uniósł nogę i
szturchnął ją w kolano golenią, po czym postawił stopę na stoliku do kawy.
Rocky otworzyła oczy.
– Cosgrove ma powody, by być
zarozumiały? - zapytał cicho.
Spojrzała ponad jego głową, a
potem z powrotem na niego.
- Powiedzmy tylko, że nie całkowicie stosuję się do programu
nauczania zatwierdzonego przez Radę Szkolną.
Jego uśmiech stał się
większy, gdy mruknął - Mała.
Uniosła głowę z kanapy.
- To nudne, Layne, a
dzieciaki się nie uczą gówna. Jeśli dostaną Halsey’a, ci, którzy chcą ocen,
wykonają pracę, ale nic z tego nie rozumieją. Ci, których to nie obchodzi, nie
żartuję, śpią. Przesypiają jego lekcje.
Literatura to sztuka, a sztuka to pasja. Chodzi o pęd. Chodzi o piękno. Jak
możesz przebrnąć przez semestr tego i nie dać się tym poruszyć?
Layne obserwował ją i
wiedział, że to niebezpieczne terytorium. Poznał to po blasku jej oczu, pasji, pędzie,
pięknie tego i był tym poruszony. Był poruszony tym, że nawet po osiemnastu
latach, kiedy miała to samo światło w oczach, gdy studiowała na nauczycielkę,
nie przygasło ono w najmniejszym stopniu.
I nie potrzebował, żeby Rocky
go w ten sposób poruszała. Poruszała go wystarczająco.
Nawet wiedząc o tym, niczego
z tym nie zrobił.
- Rób to, co robisz i pieprzyć
ich – poradził Layne.
- Łatwo ci mówić – mruknęła,
sięgając po butelkę piwa. Opadła z powrotem, pociągnęła łyka, opuściła rękę i
jej oczy wróciły do niego - Nie wpłaciłeś właśnie zaliczki, pierwszego czynszu
oraz depozytu na luksusowy apartament.
- Nie zwolnią cię – zapewnił
ją.
- Nie? Pracuję w tej szkole
od dziesięciu lat, Layne, a już cztery razy zostałam wezwana przed Radę
Szkolną.
- Czemu?
- Spięci, nieuświadomieni
rodzice wkurzeni na gówno, którego nie rozumieją. Czy wiesz, że złożono na mnie
skargę, bo zmuszam dzieci do zapamiętywania Annabel
Lee Poego, a jakiś rodzic myślał, że „grobowiec” to pałac seksu?
Layne wybuchnął śmiechem.
- Bez żartów! - przekrzyczała
jego śmiech - Myśleli, że chodzi o seks z nieletnimi!
Layne zmusił się do
zaprzestania śmiechu i spojrzał na nią - Jak mogli tak myśleć?
- Byłem dzieckiem i ona dzieckiem, w tym królestwie nad morzem, ale
kochaliśmy miłością, która była czymś więcej niż miłością – ja i moja Annabel
Lee – zacytowała.
Te słowa uderzyły głęboko,
cały humor ucichł, a Layne wpatrywał się w nią, gdy cicho mówiła.
- To najpiękniejszy,
słodko-gorzki, smutny wiersz miłosny, jaki kiedykolwiek napisano, Layne. Kiedy
po raz pierwszy go przedstawiam, zabieram ich do sali chóru, która jest
dźwiękoszczelna i nie ma okien. Gaszę światło, zapalam świece i każę im
zakładać przepaski na oczy i recytuję im to, odcinając wszystko i sprawiając,
że usłyszą słowa człowieka złamanego, gdy stracił swoją narzeczoną.
Zamknęła oczy i kontynuowała.
- Ale nasza miłość była o wiele silniejsza od miłości tych, którzy byli
starsi od nas – wielu znacznie mądrzejszych od nas – i ani anioły w niebie na
górze, ani demony na dnie morza, nigdy nie mogą oderwać mojej duszy od duszy
pięknej Annabel Lee.
Potrząsnęła głową i otworzyła
oczy.
- Czasami – szepnęła – płaczą
nawet chłopcy. Docieram nawet do chłopców. Uczę piękna, Layne. Jak to może mieć
zasady?
– Ucz, jak uczysz, Rocky –
powiedział cicho - Nie lubisz ich zasad, złam je.
Patrzyła na niego i robiła to
przez długi czas, zanim coś nieprzyjemnego przeszło przez jej twarz i spojrzała
w bok, ukrywając przed nim wyraz twarzy.
– Roc – zawołał.
- Wiesz - powiedziała do
ściany cichym głosem - Jarrod zawsze kazał mi robić to, co mówili, grać według
ich zasad. Nigdy nie rozumiał tego, co próbowałam robić. Nigdy nie kazał mi
łamać zasad - Spojrzała na niego - W końcu przestałam z nim o tym rozmawiać.
Denerwowało go, że nie słuchałam. Wiedział o wiele więcej ode mnie.
Wiedział z jej twarzy i
drżenia w głosie, że to było większe niż zdrada jej męża. To cięcie było głębsze
niż niewierność.
- Wiedział więcej niż ty? –
zapytał Layne.
– No tak, oczywiście, Layne -
W jej tonie nagle pojawił się ostry sarkazm - Jest chirurgiem. Lekarzem medycyny.
Jest ode mnie prawie dziesięć lat starszy i
miał przynajmniej tyle samo więcej lat nauki niż ja. Pochodzi z miasta, a nie z krowiego miasteczka.
Jego rodzina mieszkała w Paryżu przez
trzy lata. Mówi biegle po francusku.
Oczywiście, że wie więcej ode mnie.
Ten drań sprawiał, że czuła
się mała. Głupia i mała.
Chryste, ale będzie miał
przyjemność zajść za skórę temu facetowi.
- Rozumiem, że problem
Jarroda polegał nie tylko na tym, że nie mógł utrzymać kutasa w spodniach, ale
też nie był zbyt zabawny w domu – zauważył Layne.
– Nie – odpowiedziała Rocky
szeptem, nie odrywając oczu od jego - Nie był zbyt zabawny w domu.
Oboje zamilkli i patrzyli
sobie w oczy, a Layne wiedział, że ona myślała to samo, co on.
Było zabawnie w ich domu.
Nawet kiedy walczyli, dobrze się bawili. Byli młodzi. Byli zakochani. Mieli
fantastyczny seks. Zarabiał całkiem przyzwoite pieniądze. Ona miała przed sobą
świetlaną przyszłość. Oboje nie bali się ciężko pracować. Dogadywali się, a
kiedy nie, walczyli czysto. Rozśmieszali się nawzajem, a życie było po prostu
cholernie dobre. Nigdy, ani razu, kiedy mieszkali razem, nie bał się wracać do
domu. Kiedy praca była skończona lub kiedy wracał do domu po drinku z
chłopakami lub załatwieniu sprawunków, nie mógł się doczekać powrotu do domu,
do Rocky.
A teraz wiedział, że ona czuła
to samo.
Powoli jego ciało napięło się
w oczekiwaniu i, pieprzyć go, nadziei, gdy zaczęła pochylać się w jego stronę,
mówiąc - Layne… - kiedy usłyszeli, jak klucz zgrzytał w zamku, opadła na fotel
i wykręciła szyję, by spojrzeć na drzwi.
Kurwa!
Jego oczy przesunęły się nad
oparcie kanapy, aby zobaczyć wchodzącego Merry’ego.
- Przepraszam - powiedział
Merry, zamykając za sobą drzwi - Widziałem twojego pickupa, bracie, ale żeby
dostać się do mojego łóżka, muszę przejść przez ten pokój - Podszedł do stołu w
jadalni i rzucił na niego klucze, kończąc słowami - Hej, Roc.
- Hej, Merry - odpowiedziała,
a Layne spojrzał na zegarek.
Dochodziła północ i musiał
zabrać swój tyłek do domu. Nie tylko, by uciec od Raquel Astley z pasją w
oczach lub bólem, ale dlatego, że godziną policyjną jego synów była północ i
musiał się upewnić, że jej nie złamią.
Podniósł nogi ze stolika do
kawy i podniósł się, mrucząc - Muszę iść.
Merry zdejmował skórzaną
kurtkę – Nie przejmujcie się mną. Jestem padnięty. Idę prosto do łóżka.
Layne okrążył kanapę, gdy
usłyszał, jak Rocky wstaje - Muszę być w domu dla chłopców.
Merry owinął swoją kurtkę na
oparciu krzesła w jadalni i jego wzrok powędrował do Layne’a.
- Słyszałem, że Bulldogs wygrali
- zauważył.
- Tak - odpowiedział Layne,
podchodząc i stając kilka kroków od Merry’ego.
- W tym roku zdobyli talent –
zauważył Merry.
- Tak - zgodził się Layne.
Oczy Merry’ego wyostrzyły się
– Słyszałem o Trippie, wielkoludzie.
- Pomyślałem, że to leci
przez miasteczko – stwierdził Layne.
Rocky wtuliła się w bok
brata, aż objął ją ramieniem, a ona zrobiła to, szepcząc - To było złe, Merry.
Merry spojrzał w dół na jej zwróconą
ku górze twarz i skinął głową, po czym spojrzał z powrotem na Layne’a.
– Zamierzasz coś z tym
zrobić? – zapytał.
– Oficjalna skarga – odparł
Layne.
Merry potrząsnął głową,
mamrocząc - To nie jest to, co ja bym zrobił.
Nie. Layne wiedział, że Merry
nie zrobiłby tego. Merry miał nad tym kontrolę, ale niewiele.
- Są takie chwile, stary,
kiedy trzeba to rozegrać sprytnie. To jeden z takich momentów - odpowiedział
cicho Layne.
Oczy Merry’ego padły na brzuch
Layne’a, pokazując mu, że obaj nauczyli się, jak grać mądrze. Spojrzał z
powrotem na Layne’a i skinął głową.
Potem powiedział - Dobra,
muszę paść w wyrko - Pochylił się i pocałował czubek głowy swojej siostry, a
kiedy to zrobił, odchyliła głowę do tyłu i uśmiechnęła się do niego. Uścisnął
jej ramiona, puścił ją, podszedł do Layne’a, poklepał go po ramieniu i poszedł
korytarzem, mówiąc - Noc.
– Noc, Merry – zawołała
Rocky.
– Później – powiedział Layne
i skierował się do drzwi.
Rocky poszła za nim.
Merry miał mieszkanie z
dwiema sypialniami. To nie było najlepsze mieszkanie, to nie było gówno. W jego
wieku, nawet po rozwodzie, w którym pozwolił swojej byłej zatrzymać dom,
radziłby sobie lepiej. Z drugiej strony miał Excursion’a[1], motorówkę,
Harleya, własny domek na Florydzie i zamiłowanie do drogiej whisky.
W przeciwieństwie do
Rutledge’a, żeby mieć drogie zabawki z pensji gliniarza, Merry musiał
żonglować, a czasami coś poświęcać.
Layne otworzył drzwi i
wyszedł na zimno. Rocky przytrzymała drzwi otwarte, po czym stanęła z ramieniem
opartym o framugę, kiedy drzwi były w większości zamknięte. Wcisnęła się w
szczelinę i patrzyła na niego.
– Przykro mi z powodu Trippa,
Layne – powiedziała łagodnie.
– Nic mu nie będzie – odparł
Layne i skinęła głową.
- Dziękuję za pomoc w
mieszkaniu – powiedziała.
- Żaden problem.
Jej oczy przesunęły się na
bok i obserwował, jak myślała.
Powinien powiedzieć dobranoc
i wypierdalać stamtąd. Nie musieli iść tam, dokąd zmierzali dzisiejszej nocy.
Musieli się skupić. Oboje. Mieli to, co mieli, a potem poszło źle.
To było bardzo dawno temu.
Nie mógł dać się złapać we wspomnieniach. Wtedy były to dobre czasy i sposób, w
jaki odkrywał ją teraz, nie zmieniał faktu, że odwróciła się plecami, odeszła i
nie wyjaśniła, dlaczego. Wyrwała mu serce i roztrzaskała jego świat. Nie
widział wideo, na którym robiła to z przodu i z tyłu, ale to prawie by to
polepszyło. Przynajmniej to byłby powód.
- Nawet ze wszystkimi
dramatami – wtrąciła się w jego myśli – …to była miła noc, Layne.
– Tak – zgodził się, w końcu
stał się mądry i postawił pod tym kreskę – Później, Roc.
Jej twarz się zmieniła i
zablokował jej odczytywanie, zanim oczyściła swój wyraz twarzy i skinęła głową
- Noc, Layne.
Odwrócił się i odszedł,
słysząc trzask drzwi za sobą i myśląc, że nie odszedłby żadnej innej nocy
spędzonej w ten sposób z jakąkolwiek inną kobietą. Przynajmniej dopiero po
śniadaniu.
Ale Raquel Merrick Astley nie
była każdą inną kobietą.
Zbiegł po schodach, poszedł
do swojego pickupa i wrócił do swoich chłopców.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje za rozdział :) Oj w mieście jest ekipa idealna na napuszczenie na trenera :)
OdpowiedzUsuń