niedziela, 26 czerwca 2022

23 - Wystarczy?

 

Rozdział 23

Wystarczy?

 

 

 

Jej dłoń podniosła się do jego szczęki i Rocky ustami przy jego uchu szepnęła natarczywie – Jasper.

*****

Layne otworzył oczy i zobaczył ciemność.

Dzwonił jego telefon komórkowy na stoliku nocnym Rocky, ale Rocky się nie poruszyła. Była nieprzytomna i to był środek nocy.

Layne skręcił szyję i sięgnął po swoją komórkę, gdy jego oczy wbiły się w budzik Rocky. Była pierwsza siedem nad ranem.

Kurwa.

Spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu i szybko odebrał połączenie, gdy Rocky poruszyła się u jego boku.

- Wszystko w porządku, kolego? – zapytał Jaspera Layne.

- Tato - odpowiedział Jasper, a ton tego jednego słowa sprawił, że Layne ścisnął Rocky, a następnie szybko wysunął się spod niej.

– Mów do mnie – rozkazał Layne, wstając z boku łóżka.

- To Keira – wyszeptał Jasper, brzmiąc na przerażonego.

Kurwa.

- Co jest z Keirą? – zapytał Layne. Szedł przez ciemny pokój po ubrania. Pomiędzy pobytem w biurze, a dojazdem do Rocky, poszedł do domu i spakował torbę. Znalazł ją i zaczął grzebać w niej, gdy usłyszał Rocky poruszającą się w łóżku.

- Nie wiem. Odleciała. Jest w moim samochodzie i nie jest przytomna, tato. Zemdlała. Jeździłem po okolicy, próbując ją obudzić, porozmawiać z nią. Nie mogę zabrać jej takiej z powrotem do państwa Callahan. Będą świrować. Ale minęła już jej godzina policyjna, więc i tak będą świrować. Nie wiem, co robić.

- Wyjaśnij mi to, kolego - zażądał Layne. Trzymając telefon między uchem a ramieniem, podciągnął dżinsy. Zapaliło się światło, Rocky wyszła z łóżka.

- Poszliśmy na imprezę. Tato… cholera, dobra… cholera – syknął Jas i przestał mówić.

- Jasper, posłuchaj mnie chłopcze, musisz natychmiast udzielić mi informacji. Nie martw się o kłopoty. Skup się.

Nastąpiła przerwa - Dobra, no, było piwo i wypiliśmy trochę.

Layne wyciągnął z torby koszulkę i założył ją, trzymając telefon przy uchu najlepiej, jak potrafił, gdy Rocky zniknęła w garderobie.

- Racja – ponaglił, gdy Jasper nie powiedział nic więcej.

– Nie było tak dużo, tato, przysięgam. Przysięgam. Miałem jedno lub dwa, bo prowadziłem. Keira nie miała wiele więcej. Przysięgam, tato. Nie ma mowy, żeby padła, nie w ten sposób.

- Mów dalej - Layne chwycił buty, a Rocky wyszła z szafy w rozpiętych dżinsach i ze swetrem w ręku.

- W jednej sekundzie była w porządku, nie była pijana ani nic w tym stylu, a potem zaczęła się potykać, zachowywać dziwnie, całkowicie oderwana od rzeczywistości. Nie trwało to długo, minuty, tylko minuty, tato, a ona zemdlała. Zaniosłem ją do samochodu i zacząłem jeździć. Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym zrobić.

- Chorowała?

– Nie, nie ma mowy. Nie była aż tak pijana.

- Oddycha dobrze?

- Tak, całkowicie w porządku. Czasami mamrocze, porusza się. Po prostu zemdlała.

- Jak dawno to było?

- Przygotowywaliśmy się do wyjazdu. Jej godziną policyjną jest północ. A więc najwyżej półtorej godziny.

Layne siedział na łóżku. Miał na sobie skarpetki, wkładał buty.

– Kiedykolwiek zniknęła ci z oczu? – zapytał.

- Co?

- Keira, na imprezie, czy kiedykolwiek zniknęła ci z oczu?

- Tak - odpowiedział Jasper - Raz. Poszła do łazienki tuż przed tym, jak zaczęła się dziwnie zachowywać.

- Piwo, czy to były butelki, puszki, beczka?

- Beczka – odpowiedział Jasper.

– Brałeś jej piwa, czy zrobił to ktoś inny?

- Uhm… głównie ja, tak myślę. Nie wiem.

- To ważne kolego, czy ktoś dał jej drinka?

Jasper milczał. Potem warknął - Cholera!

- Ktoś dał jej drinka?” - naciskał Layne.

- Nie, nie wiem, może. Niektórzy strzelali szoty, tato, ale Keirry i ja nie. Przynajmniej nie wtedy, kiedy była ze mną. Ale teraz już to rozumiem. Nie zemdlała, ktoś dał jej drinka i coś jej dosypał.

– Tak właśnie myślę – powiedział Layne. Wstał i ruszył w stronę drzwi z Rocky u swego boku - Gdzie jesteś?

- Na parkingu Salonu Szanghaj, z tyłu.

– Roc i ja będziemy tam za dziesięć minut. Trzymaj się i nie opuszczaj jej.

- Dobra – mruknął Jasper i rozłączył się.

Layne odjął telefon od ucha, gdy schodził po schodach.

– Keirze coś dosypano? – zapytała Rocky jego plecy.

Zszedł na dół i podszedł do swojej kurtki na fotelu.

Chwycił ją i wrzucił na ramiona.

– Tak, byli na imprezie, pili piwo – odpowiedział Layne, gdy odwrócił się i zobaczył, że jest przy barze, chwytając płaszcz, który rzuciła tam na stołek - Mówi, że całkowicie odleciała.

Rocky spojrzał na niego. Wkładała kurtkę - Vi i Cal ześwirują – zauważyła cicho.

Vi i Cal już dość przeszli. Będą świrować, absolutnie.

Layne podszedł do baru i złapał klucze - Weź telefon, pączuszku, prawdopodobnie się martwią. Powiedz im, że Keira jest bezpieczna. Dosypali jej czegoś na imprezie, Jasper się nią zaopiekował i sprowadzimy ją do domu w ciągu pół godziny.

Rocky skinęła głową, chwyciła torebkę i poszukała komórki, kiedy wychodzili. Layne zamknął i oboje poszli do Suburban’a. Rocky zadzwoniła do Vi i Cala w samochodzie i słuchając jej, wiedział, że dostała Cala, a ponadto wiedział, że dostała nieszczęśliwego Cala.

Layne pojechał do Shanghai Salon, a następnie okrążył go, znajdując Chargera zaparkowanego na słabo oświetlonym zapleczu. Zaparkował blisko i wysiadł, gdy Jasper i Rocky wysiedli, Rocky podeszła bezpośrednio do siedzenia pasażera Chargera, Layne zostawił ją i poszedł do swojego chłopca.

- Zabierzemy ją do domu – powiedział Layne synowi bez wstępów - Ty wieziesz Keirę, ja za tobą. Przyznajesz się do piwa i bierzesz to, co Cal daje - Jasper skinął głową, a Layne zapytał - Wiesz, kto by jej to zrobił? - Jasper potrząsnął głową - Znasz kogoś, kto robi to gówno? - Jasper ponownie pokręcił głową - Ktoś na przyjęciu zachowywał się dziwnie, czujnie?

- Nie - odpowiedział Jasper, po czym kontynuował szczerze - Ale ja bym tak naprawdę nie wiedział, tato. Bawiliśmy się dobrze. Nie zwracałem na to zbytniej uwagi.

Layne skinął głową – Ma wielbicieli?

- Tak – odpowiedział Jasper - Jest gorąca.

- Którykolwiek z nich dał ci złe wibracje? – zapytał Layne.

- Wszyscy, tato, to moja mała. Niezbyt lubię tego, że ona ma wielbicieli.

Jezu, niesamowite, Jasper był tak cholernie taki jak on.

- W porządku, myślisz o tym gównie w drodze do Violet i Cala, bo Cal będzie zadawał te same pytania i będzie ci lepiej, masz odpowiedzi.

Jasper skinął głową i Rocky podeszła do nich.

– Do samochodu, kolego, jedźmy – rozkazał Layne i już miał się odsunąć, ale zatrzymał się, gdy zobaczył wyciągniętą rękę Rocky. Złapała Jaspera i wyraźnie go ścisnęła. Jasper spojrzał na nią, na twarzy jego syna była mieszanka skrajnie wkurzonego i poważnie zaniepokojonego, a jej ucisk nie zrobił nic, by to złagodzić. Raquel to zauważyła, ale mimo to posłała mu słodki, wyrozumiały uśmiech, kolejny raz ścisnęła dłoń, po czym puściła jego rękę i cicho podeszła do siedzenia pasażera Suburban’a.

*****

Bzyczenie zaczęło się, było głośne i nie ustało.

Layne otworzył oczy, gdy Rocky podniosła się do łokcia u jego boku.

- Jezu, kurwa, co to za cholerstwo? - Layne wymamrotał, przesuwając głowę na poduszce, żeby na nią spojrzeć.

– Ktoś jest przy bramie – wymamrotała Rocky - Możesz go dostać przez telefon.

Layne odwrócił się do stolika nocnego i zobaczył, że jest szósta czterdzieści trzy i poczuł, jak zaciska mu się szczęka.

Złapał telefon i przyłożył go do ucha - Tak?

– Pomyślałam, że tam będziesz – odwarknęła Gabby - Wpuść mnie.

Kurwa.

– Gabby, jest wcześnie. Nie robimy tego – powiedział jej Layne.

– Wpuść… mnie… albo przysięgam na Boga, przysięgam na Boga, Tanner, będę tu siedzieć cały pieprzony dzień i nie zrobię tego cicho – warknęła Gabby.

Zrobiłaby to. Gabrielle w rozdrażnieniu, zrobiłaby wszystko.

Layne spojrzał na Rocky i zapytał - To Gabby. Jak ją wpuścić?

Patrzył, jak oczy Rocky zrobiły się duże, a potem odpowiedziała - Wciśnij trzy.

Layne nacisnął trzy, odłożył telefon i sturlał się z łóżka.

- Co ona tu robi? – spytała Rocky i usłyszał, jak toczyła się za nim.

Layne podniósł dżinsy z podłogi i odwrócił się do niej. Skonfiskowała jego koszulkę zeszłej nocy po tym, jak wrócili do domu po tym, jak namówili Cala na nie wykopywanie gówna z Jaspera. Zdjął koszulkę i ledwo ściągnął ją przez głowę, kiedy wyrwała mu ją z ręki, włożyła i padła na łóżko.

- Zostań tutaj, pączuszku. Zajmę się nią – rozkazał Layne, zamiast odpowiadać na jej pytanie, a Rocky spojrzała na niego.

– Dlaczego ją wpuściłeś?

- Ponieważ chciała, dążyła do tego, jest suką, a jak nie dostaje tego, czego chce, jest bardziej suką. Więc nauczyłem się pozwalać jej wybuchnąć z tym, skończyć z tym i iść dalej.

Rocky skinęła głową, po czym wypaliła – Dobrze, ale to jest mój dom i nie zostanę tutaj.

– Roc – zaczął Layne, zapinając dżinsy - Poważnie, Słonko, zaufaj mi w tej sprawie. Zostań tutaj.

– Nie – odparła Rocky, stojąc z boku łóżka, nie ruszając się i nie ubierając.

Kurwa. Teraz Rocky dążyła do tego.

Kochał ją. Był szczęśliwy jak diabli, że miał ją z powrotem. Ale w tym momencie, gdy jego była żona zmierzała do mieszkania, a Rocky stała uparcie się przed nim, Layne pozwolił sobie na pół sekundy zastanowienia się, jak wyglądałoby życie jego z dorosłą kobietą w typie Giselle – nieśmiałą, cichą i słodką, kobietą, która martwiłaby się, kiedy by się wkurzył.

Potem zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie znudziłoby go to.

Wtedy się poddał.

– Dobrze, to daj mi moją koszulkę – rozkazał Layne.

– Nie – powtórzyła Rocky, a Layne spojrzał na nią.

- Pączuszku, daj mi moją koszulkę.

– Nie, Layne, nie ma nawet siódmej, jest niedziela, a ty od tygodni urabiasz sobie dupę dla niej i połowy miasteczka. Vera opowiedziała mi o niej, więc wiem, co to jest. Ona nie przychodzi tutaj i nie wpada w złość, kiedy dla połowy miasteczka narażasz swój tyłek i, powtarzam, dla niej. Ale skoro przyjechała tu, żeby wpaść w złość, oczywiście, by wskazać swoją rację, więc ja też wskażę swoją rację. I to zostanie podkreślone, gdy wejdzie do mojego mieszkania wczesnym niedzielnym rankiem, wyciągnie mojego mężczyznę z mojego łóżka i zobaczy, że mam na sobie jego koszulkę.

Cholera, stawiała swoje roszczenie, stawiała je przed Gabby ze wszystkich pieprzonych ludzi.

Zapomniał o tym o niej. Miękka, słodka, słodka, zabawna, kochająca, drażliwa, gorąca w łóżku, ale była też Merrick’iem. Nie krzyżowałeś gardy z Merrick’iem.

Layne podszedł bliżej i położył ręce na jej szyi - Kochanie, posłuchaj mnie. Ona nie stanowi zagrożenia - powiedział cicho.

– Wiem o tym, a teraz ona też tego się dowie – odparła Rocky.

Jej oczy były jasne i twarde, błyszczały, była wkurzona.

Widząc to, Layne od razu pomyślał, że cała ta sprawa była zabawna, a nie upierdliwa. Pomyślał o tym głównie dlatego, że Rocky była uroczo wkurzona, ale także dlatego, że Gabby potrafiła być suką i uznał, że niedługo spotka godną przeciwniczkę. Musiał przyznać, że jego była tak długo rozwalała mu jaja, że nie mógł się doczekać przedstawienia.

Przełknął śmiech, skutecznie zwalczył uśmiech, puścił ją i odwrócił się, by podnieść brudną koszulkę, którą miał na sobie wczoraj.

Prostował się, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi i wyrwano mu koszulkę z ręki.

Jego oczy powędrowały do Roc - Pączuszku…

– Nie – warknęła, odwróciła się i wyszła z pokoju, wciąż niosąc jego koszulkę.

Najwyraźniej jej punkt widzenia miał zostać pogłębiony, gdy Gabby zostanie skonfrontowana z nagim torsem Layne’a.

Layne podążył za nią, opuszczając oczy na nogi, pozwalając sobie na uśmiech, aż dotarł na schody i przybrał kamienny wyraz twarzy.

Zszedł na najniższy stopień, kiedy Rocky, nie niosąc już jego koszulki, która w tajemniczy sposób zniknęła, bo Layne nigdzie jej nie widział, otworzyła drzwi.

Gabby nie wahała się ani sekundy, zanim oddała pierwszy strzał.

- Nie miałeś czasu, żeby się ubrać? – warknęła, wciągając się prosto do rozgrywki Rocky.

– Jest niedziela – odpaliła Rocky, odsuwając się na bok, by Gabby weszła.

- Po twoim wyjściu Layne i ja wracamy prosto do łóżka. Nie będę marnowała czasu na ubieranie się tylko po to, żeby Layne znów mnie rozebrał.

Jezus. Cios poniżej pasa. Wiedział o tym, ale to wiedza została wzmocniona przez zaczerwienienie twarzy Gabby w tym samym czasie, w którym się wykrzywiła.

- Cóż, nie pozwól, żebym cię wyrzuciła, możesz od razu wrócić do łóżka - odpowiedziała Gabby, nie wchodząc wgłąb mieszkania – W każdym razie wolałabym, żeby cię tu nie było, kiedy Tanner i ja będziemy rozmawiać o naszych synach.

To było bezpośrednie trafienie i oczy Rocky zwęziły się, gdy trafiło.

- Obawiam się, że nie możesz mi mówić, co mam robić w moim domu. Chcesz prywatnej rozmowy, zachowujesz się jak normalny człowiek, dzwonisz do Layne’a o przyzwoitej godzinie, umawiasz się na spotkanie przy kawie i rozmawiasz jak cywilizowany człowiek. Chcesz dramatu, tu i teraz, będziesz musiała zagrać go z publicznością.

- Częstuj się - mruknęła Gabby, a jej oczy powędrowały do Layne’a, który stał, obserwując i trzymając usta zamknięte.

– Wchodź do mieszkania – zażądała Rocky, kiedy Gabby otworzyła usta, by zwrócić się do Layne’a, a oczy Gabby znów się do niej przesunęły.

– Nie mów mi, co mam robić – warknęła Gabby.

- Nie będziesz rzucać złośliwości poza moim mieszkaniem. Wejdź do środka - odparł Rocky.

– Nie wejdę do twojego domu – odparła Gabby.

– Masz dwie sekundy, żeby wejść do środka. Jak nie, zobaczysz drzwi zamknięte ci tuż przed nosem, zadzwonię po ochronę, a oni usuną cię z lokalu – ostrzegła Rocky.

- Dobrze - syknęła Gabby, pochylając się do przodu – Powiem Jasowi i Tripp’owi, że kazałaś mnie usunąć przez ochronę i mogą już nie lubić Świętej Rocky tak cholernie bardzo.

– Mogą. Z drugiej strony mogą się zastanawiać, dlaczego jesteś na moim progu przed siódmą, zmuszając do konfrontacji – odpaliła Rocky, a usta Layne’a drgnęły, ponieważ jego chłopcy kochali swoją matkę, ale też ją znali. Gabby to wiedziała, dlatego Rocky miała w tym Gabby.

- Uważasz, że to zabawne? -  Gabby pisnęła, robiąc pięć szybkich kroków do środka, a Rocky zamknęła za nią drzwi. Patrzył na Roc. Przegapił wzrok Gabrieli, którym go obrzuciła.

– Tak – odparł Layne.

- To nie jest śmieszne - Głos Gabby podniósł się, co oznaczało, że straciła tę niewielką kontrolę nad sobą, a to nigdy nie było ładne. Oznaczało to, że Layne skończył cieszyć się pokazem - Dlaczego tu jesteś?

– Mój syn wrócił do domu po drugiej w nocy – odpowiedziała bez wahania Gabby – Godzinę temu wyciągnęłam jego tyłek z łóżka i opowiedział mi, co się stało zeszłej nocy. Nie zadzwonił i nie powiedział, że spóźni się na godzinę policyjną. Nie dzwonił do mnie, kiedy miał kłopoty. Wrócił do domu i położył się do łóżka, jakby mieszkał w pieprzonym hotelu, a jego matka nie rzucała się i nie odwracała, nie czekała na niego i nie przejmowała się.

– Mówisz mi to, ponieważ… – podpowiedział Layne.

- Mówię ci to, ponieważ ty powinieneś był mi powiedzieć, co się działo, a jeśli tego nie zrobiłeś, skoro ty byłeś z Jas’em zeszłej nocy, ty powinieneś doradzić mu, aby podzielił się w chwili, w której wrócił do domu – odpowiedziała Gabrielle.

– Zajęliśmy się tym – odparł Layne.

- Jestem jego matką! - krzyknęła Gabby.

– Jezu, Gabby, trzymaj się – rozkazał Layne.

– Pieprz się – odpaliła.

Layne rozłożył ramiona i położył ręce na biodrach – W porządku, kobieto, jesteś jego matką, a on spieprzył zeszłej nocy. Wypił kilka piw. Pozwolił swojej dziewczynie wypić kilka piw. Ma siedemnaście lat, to gówno się zdarza. Ja to zrobiłem. Ty to robiłaś. Każdy to robi. To nie było w porządku, ale był sprytny, nie upił się, bo prowadził. Ale jego dziewczynie wrzucili prochy i to go przeraziło. Troszczy się o nią. Nie wiedział, co robić. Więc jeśli ja mu tego nie poradziłem, a on sam nie zdecydował się wpuścić ciebie w to gówno, to jego wybór. Miał wystarczająco dużo do czynienia z faktem, że jego dziewczyna została odurzona narkotykami wbrew swojej woli na jego zmianie, a jej ojczym był cholernie niezadowolony. Jeśli po tym nie miał ochoty znosić twojego gówna, nie mam do niego pretensji.

- Nie ma decydować, czy zniesie moje gówno, Tanner – wróciła Gabby – jestem jego matką, on ma siedemnaście lat. Traktujesz go, jakby miał trzydzieści pięć lat.

– To mądry dzieciak – odparł Layne.

– Tak, jest, jest mądry, ale wciąż ma siedemnaście lat. Jest jeszcze dzieckiem. Wyrzuciła ręce, a jej oczy zapłonęły – Pozwoliłeś im przeklinać, obydwóm, a Tripp ma tylko czternaście lat. Myślisz, że to gówno nie wycieka do mojego domu? Tripp powiedział mi wprost, że pozwalasz im przeklinać!

Cholera, ale Tripp był czasem gadułą.

Gabby kontynuowała - A ta sprawa z Grupą Młodzieży, nie wiem, co się z nią dzieje. Wiem tylko, że żaden z moich synów nie znalazł Jezusa. To nie tak, że nie słyszałem, jak ludzie o tym mówią, więc myślę, że powinnam wiedzieć, co tam robią, ponieważ domyślam się, że jesteś w jakiś sposób zaangażowany. To niebezpieczne i żaden siedemnasto- i czternastoletni chłopiec nie powinien brać udziału w jednej z twoich operacji.

Omijał Grupę Młodzieżową, temat, który mógłby sprawić, że Gabby eksploduje głowa i musiał to przyznać, słusznie, i skupił się na czymś, co mogło nie sprawić tego - Gabrielle, przeklinają w szkole, przeklinają ze swoimi przyjaciółmi. Kogo to obchodzi, jeśli przeklinają?

- Mnie obchodzi! - krzyknęła.

– To śmieszne – odparł Layne.

– To bycie dobrym rodzicem, Tanner – odwarknęła.

– Nie idź tam, Gabby – ostrzegł Layne - Jestem dobrym ojcem.

Skinęła głową i skrzyżowała ręce na piersi - O tak. Tak, jesteś. Najlepszy tata na świecie. Najfajniejszy tata na świecie. Nowina, Tanner, nie wiedziałeś, więc pozwól, że cię pouczę - oznajmiła zgryźliwie - Bycie dobrym ojcem nie oznacza bycia fajnym ojcem. To znaczy być tatą.

Layne zrobił dwa kroki w jej stronę, a kiedy to zrobił, patrzył, jak się przygotowała, co uznał za dobry wybór z jej strony, biorąc pod uwagę, że stracił cierpliwość i nie ukrywał tego.

- Znam moich chłopców, wiem do czego są zdolni i komunikujemy się. Obaj są prawie mężczyznami i muszą nauczyć się, jak być dobrymi – powiedział jej Layne niskim, dudniącym głosem. Był wkurzony - Od samego początku, jeszcze przed naszym rozwodem, jasno dałaś do zrozumienia, że oboje byliśmy sami w tej sprawie z rodzicami. Nigdy się nie zgodziliśmy. Nigdy nie poszłaś na kompromis. Więc rób to po swojemu, ja zrobię to po swojemu, ale odkąd podjęłaś tę decyzję, nie możesz naskakiwać na mnie i mówić mi, żebym robił to po twojemu. Wychowuję moich chłopców tak, jak uznam za stosowne.

- Racja, więc jest w porządku, że przeklinają: pieprzyć to i gówno tamto. I dobrze, że twój czternastoletni syn już się umawia na randki, a nawet nie może prowadzić. I to w porządku, że twój siedemnastoletni syn pieprzy się w pięciu różnych szkołach średnich. Wszystko w porządku, ponieważ - cofnęła się i machnęła ręką w kierunku Rocky - takim właśnie jesteś mężczyzną i tak właśnie ich uczysz.

- Co to znaczy? - Rocky z sykiem włączyła się do rozmowy.

Gabby odwróciła się do niej - Nie masz dzieci, Święta Rocky, więc tego nie zrozumiesz, ale to nie jest w porządku i nie daje dobrych lekcji, gdy tata pieprzy nauczycielkę angielskiego z liceum prosto pod ich nosem.

Zanim Layne zdążył się odezwać, Rocky to zrobiła

– Wiesz, że to nie w porządku – szepnęła, ale szeptała, żeby nie krzyczeć.

- Wiem? - Gabby odskoczyła.

– Wiesz, że to nie w porządku – powtórzyła Rocky.

- Wiesz, co jest nie tak? Ktoś taki jak ty, kto ma wszystko, kto zawsze miał wszystko, bierze więcej. Bierzesz coraz więcej i więcej - warknęła Gabby, podchodząc do Rocky, a Layne poruszał się jednocześnie z nią, tak że znalazł się za Rocky. Gabby nawet na niego nie spojrzała, kiedy zatrzymała się dwa kroki od Roc - Nie masz dość ubrań, samochodu i rezydencji, potrzebujesz też moich dzieci?

– Nie dbasz o swoje dzieci, Gabrielle – powiedziała cicho Rocky - Zależy ci na Layne.

Tułów Gabrielle odskoczył, a ona wypuściła powietrze - Proszę.

- Chcesz go, zawsze go chciałaś - odparła Rocky.

– Miałam go – stwierdziła Gabby z szyderczymi ustami, nie patrząc na Layne’a - Pozbyłam się go.

Layne przewrócił oczami do sufitu, ale Rocky roześmiała się i był to śmiech pozbawiony humoru, więc spojrzał z powrotem na swoją kobietę.

– Jesteś taka pełna gówna, Gabrielle – powiedziała cicho Rocky.

- Zaufaj mi, kochanie, kiedy zostaniesz w pobliżu na tyle długo, by włożyć jego obrączkę na palec, też go odrzucisz – stwierdziła Gabby.

Layne znieruchomiał, ale Rocky skamieniała.

To nie znaczyło, że Rocky się nie odzywała. Zrobiła to, by powiedzieć - Tak, więc, aby włożyć jego obrączkę na mój palec, jaka jest twoja rada, Gabrielle? Czy powinnam przestać brać antykoncepcję i go upić?

- Suka - syknęła Gabby, pochylając się do przodu.

– Och, czekaj – rzuciła Rocky - Ja nie muszę go upijać, żeby chciał mnie przelecieć.

Pieprzone piekło.

– Kobiety – warknął Layne.

Obie go zignorowały.

- Idź do diabła - warknęła Gabby.

- Widzisz, pełna gówna - Rocky wróciła do swojego wcześniejszego tematu.

- To, co jest pełne gówna, to to, że jesteś przewodnikiem Trippa po wszystkim, dziewczyno, i bawisz się w swatkę, aby pomóc Jasowi uzyskać to, czego chce. Tak, wiem. Słyszę od Trippa przez telefon. Widziałam cię z Keirą Winters na meczu. Potem, puf – jej ręka wystrzeliła – Jasper spotyka się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Cholera, tak daleko wczołgałeś się im w tyłki, to cud, że mogą chodzić! - Skończyła na krzyku.

– Uspokój się, Gabby – ostrzegł Layne, ale Rocky przemówiła razem z nim.

– Um… pozwól, że cię nauczę, Gabrielle – powiedziała - Jestem nauczycielką. Widzę to rok po roku, najpopularniejsza dziewczyna Keira i najpopularniejszy chłopak Jasper. Takie gówno się zdarza, najpopularniejszy chłopak i najpopularniejsza dziewczyna. Miało się to wydarzyć w taki czy inny sposób. Ale żeby wiedzieć, ja nie pracowałam z Keirą, Keira pracowała nad Jasem.

– Racja, Keira nie była w moim domu na kolacji – odparła Gabrielle.

– W takim razie zaproś ją – odpaliła Rocky.

– To prowadzi donikąd – wtrącił Layne i spojrzał na Gabby.

- I to nie jest fajne. Powiedziałaś swój kawałek i jak zwykle się nie zgadzamy. Teraz ruszamy dalej.

– O nie, nie, nie ruszamy – powiedziała Gabby, jej oczy wciąż płonęły i wiedział z doświadczenia, po wyrazie jej twarzy, że miała zamiar przekroczyć granicę.

I tak zrobiła.

- Chcesz wiedzieć, co nie jest fajne? Co nie jest fajne, to wy dwoje łączycie się, żeby zabrać jedyne rzeczy, które mi zostały, moich chłopców. A to, co też nie jest fajne, to ty - wskazała palcem Layne’a - pozwalający im robić to, co cholernie chcą robić, kiedy tylko chcą. Wyjdę stąd tylko wtedy, gdy będziemy mieli umowę i to będzie tak, że ona - dźgnęła palcem w Rocky - nie zostaje w twoim domu, kiedy są tam chłopcy, a ty - znowu dźgnęła palcem w Layne’a - nauczysz się to wysysać i być przyzwoitym ojcem!

Layne zacisnął zęby i zaczął liczyć do dziesięciu, chociaż wiedział, że to nie działa. Musiał czegoś spróbować, żeby nie położyć rąk na matce swoich dzieci.

Rocky nie policzyła do dziesięciu.

Pomaszerowała do drzwi, otworzyła je i rozkazała - Wynoś się.

- Nie ma mowy, Święta Rocky, chciałaś mnie tu, dramat dzieje się tutaj - Gabrielle odparła, wskazując na podłogę u jej stóp.

– Wynoś się – powtórzyła Rocky.

– Wykorzystałaś tę dyskusję, masz to – odparła Gabby.

- Nie wykorzystałam niczego, Gabrielle, to jest mój salon! - Głos Rocky był bliski krzyku.

– Dość – uciął Layne i wzrok obu kobiet skierował się na niego, ale jego był skierowany na Gabrielle - Znoszę twoje gówno przez długi czas, jako pokutę za spieprzenie z moimi chłopcami, ale to już skończone. Ostrzegam cię w tej chwili, Gabby, skończone. Spieprzyłaś, a ja wyprostowałem twoje gówno. Przypomnę ci coś, o czym zapomniałaś i jest do bani. Muszę rzucić ci to w twarz, chciałem tego uniknąć, ale zmusiłaś mnie. Ale kobieto, nie masz już czym grać. Najwyraźniej nie zwróciłaś na mnie uwagi, kiedy ostatnio rozmawialiśmy, więc ponownie dokonałaś wyboru. Niewłaściwego, ale to twój wybór.

Wszedł do jej przestrzeni, spojrzał na nią i zniżył głos.

- Nie mówisz mi, jak wychowywać moich chłopców. Nie mów mi, kiedy moja kobieta może spać w moim łóżku. Nie sprowadzasz dramatu na wyciągnięcie ręki do mojego domu lub na próg jej domu o szóstej czterdzieści pięć rano ani kiedykolwiek. Otrzymujesz alimenty i my dzielimy się synami. Istniejesz dla mnie tylko jako ich matka i tyle. Most tlił się od dawna, kobieto, ale właśnie go spaliłaś. Skończyliśmy.

– To nie zadziała – odpaliła, pochylając się i wspinając się na palcach, by dostać się do jego twarzy - Wiem, że tego nienawidzisz, Tanner, ale jestem ich matką i nie masz innego wyboru, jak tylko zająć się mną.

- Jas będzie w college’u w przyszłym roku, Tripp jest młodszy o trzy lata. Prawie odeszli, Gabby. To zadziała, bo sprawię, że to zadziała.

- Wtedy zobaczymy, co sąd ma do powiedzenia o tobie pieprzeniu Świętej Rocky z chłopcami w domu – odpowiedziała.

– Tak, prawdopodobnie im się to nie spodoba, wiesz, że samotny mężczyzna ma dziewczynę. Prawdopodobnie nigdy o tym nie słyszeli. Ale myślisz, że im się spodoba to, że samotna kobieta ma mieszkającego z nią chłopaka na stałe, który jest także egzekutorem lichwiarza?

Jej twarz zbladła. Zrobiła błędną zagrywkę, właśnie to zauważyła. Wiedział, że ją ma, ale Gabby, będąc Gabby, nie dała mu tego. Zaczęła wgapiać się w niego. Nie była w tym tak dobra jak Rocky, głównie dlatego, że robiła to z twarzą wykrzywioną i zgorzkniałą, zamiast pełnej uroczej postawy. Nie było to miłe dla oka i wcale nie było zabawne.

Layne cofnął się, był gotów ruszyć dalej, ale Rocky przemówiła i zrobiła to cicho.

– To prawie smutne – powiedziała, a Gabby odwróciła się do niej cała i spojrzała na nią - Jak bardzo go pragniesz i do czego się starała posunąć, aby zwrócić jego uwagę.

A Rocky brzmiał smutno. Tak też wyglądała. Jej oczy już nie błyszczały, były pełne zrozumienia.

Ale Layne nie przetworzył tego głównie dlatego, że ścisnął mu się brzuch, a jego oczy przeniosły się na Gabby, której twarz straciła cały kolor i wyglądała, jakby została uderzona.

Jasper to powiedział, ale Layne tak naprawdę tego nie usłyszał.

Widzę, jak na ciebie patrzy. Tak mama zawsze na ciebie patrzy, kiedy nie wiesz, że patrzy, ale to coś więcej.

Jezu pieprzony Chryste. To był Jarrod Astley w stylu Gabby.

– Gabby – wymamrotał, a jej spojrzenie powędrowało do niego, a potem ponad jego ramię.

– Pieprz się – szepnęła mu w ramię, po czym zwróciła się do Rocky.

- Ty też się pieprz - Podeszła do drzwi, zatrzymała się, odwróciła i omiotła ich oboje spojrzeniem, które tak naprawdę nie połączyło się z żadnym z nich - Masz wszystko, rób co chcesz, zawsze miałeś wszystko i robiłeś to, co chciałeś. Powinnam była wiedzieć, że to się nigdy nie zmieni.

– Myślę, Gabby, że nie zwracałaś uwagi – powiedział cicho Layne, stając za Rocky.

Gabby spojrzała na niego. Jej spojrzenie przesunęło się na Rocky, potem w dół ich obojga i z powrotem do Layne’a.

– Pieprzcie się – powtórzyła, odwróciła się, wyszła za drzwi i zniknęła na schodach.

Rocky zatrzasnęła drzwi i odwrócił się, by spojrzeć na Layne’a.

- Ostatnia niedziela zaczęła się znacznie lepiej – zauważyła.

Layne spojrzał jej w oczy przez chwilę, a potem nieco dłużej.

Potem wybuchnął śmiechem.

Rocky przycisnęła się do niego, zakryła dłonią jego usta, sycząc - Layne, ona może cię usłyszeć!

– Nie przejmuję się – powiedział Layne spod jej ręki.

- Ja przejmuję. To niegrzeczne!

Layne jednym z ramion objął jej talię, a drugą ręką powędrował do jej nadgarstka i odciągnął ją od ust, a następnie przycisnął do swojej piersi.

- Kto mieczem wojuje, od miecza umiera - mruknął.

- Ona jest matką twoich synów.

– Jest suką.

- Layne!

- Co?

Spojrzała na niego, po czym pokręciła głową, ale nie odpowiedziała.

Znowu nadszedł czas, aby ruszyć dalej.

– W porządku, pączuszku, domyślam się, że mamy jakieś dziesięć minut do następnej traumy. Możemy umyć zęby, zrobić kawę i zabarykadować drzwi twoją kanapą lub wrócić do łóżka. Twój wybór.

- Mogę zaproponować alternatywny scenariusz, w którym zabarykadujemy drzwi, nastawimy kawę, wrócimy do łóżka, a potem umyjemy zęby i napijemy się jej?

– To zajmie więcej niż dziesięć minut.

Uniosła brwi, jej ciało przycisnęło się bliżej, a jej ramię owinęło się wokół jego talii - Chcesz powiedzieć, że nie jesteś gotowy na wyzwanie?

Spuścił głowę tak, że jego twarz była blisko jej twarzy i wyszeptał - Nie, mówię, że jestem głodny i nie lubię być poganiany, kiedy jem.

Jej ciało całkowicie wtopiło się w jego, ale zrobiło to, gdy drżała.

- W takim razie łóżko - odszepnęła.

Layne uśmiechnął się.

*****

– Uch… Layne? - Rocky zawołała z wahaniem. Siedziała obok niego, gdy prowadził jej mercedesa, co, mimo że Astley ją dla niej dostał, Layne musiał przyznać, że było słodką bryczką.

– Tak, pączuszku – odpowiedział Layne.

Następna trauma się nie wydarzyła. W rzeczywistości, on zadowalał się Rocky, Rocky zadowalała się nim. Potem zeszła na dół, żeby zacząć kawę, wróciła na górę i dołączyła do niego pod prysznicem. Tam oboje zadowalali się, a potem usiadł przy blacie w jej kuchni, podczas gdy ona przygotowywała jajka w koszulce na tostach i hash browns. Siedział tam obok Rocky, kiedy jedli jajka w koszulce na tostach i hash browns. Potem Rocky potrzebowała około pół roku, żeby ułożyć włosy i nałożyć makijaż, podczas gdy Layne dzwonił do różnych osób, żeby sprawdzić różne rzeczy. Po wszystkim udali się do jego biura.

Nie był w stanie wyposażyć jej w przycisk paniki poprzedniego dnia i dowiedział się od Dave’a, że Ernie jest na służbie, słuchając podsłuchu. Pomyślał, że powinien zająć swoją kolejkę, chociaż chciał to zrobić tak samo, jak chciał znosić tortury w wodzie, ale równie dobrze mógłby to robić z Rocky siedzącą z nim przez pewien czas. Wybierała się na zakupy spożywcze i miała kilka miejsc, w których mogła kupić przedmioty na cichych aukcjach charytatywnych, ale w międzyczasie miała zamiar trafić do biura. Byłaby w stanie załatwić mu Mimi’s i lunch, a on był prawie pewien, że mógłby się z nią obściskiwać na swojej kanapie i nadal zwracać wystarczającą uwagę na podsłuch, by usłyszeć, czy coś się dzieje.

Chociaż, co do ostatniej części, był prawie pewien.

– Um… nie jestem do końca pewna, jak to powiedzieć – przerwała jego myśli, wciąż mówiąc z wahaniem - Ale myślę, że w końcu doszlibyśmy do tego punktu, ponieważ masz dwóch synów i wydaje się, że będę w twoim życiu przez jakiś czas.

Layne nie wiedział, dokąd z tym zmierzała, ale wciąż uśmiechał się do przedniej szyby i mruknął - Tak, kochanie, przez jakiś czas będziesz w moim życiu.

Milczała przez chwilę, po czym powiedziała - Dobrze, no cóż, umm… mogła wybrać bardziej dyplomatyczny sposób, aby przedstawić swoją rację, ale jej racja była słuszna.

Layne był zdezorientowany, dlatego zapytał - Powtórz?

- Gabrielle.

O cholera.

- Rocky…

– Okej – powiedziała szybko, a on wiedział, że odwróciła się twarzą do niego, a spojrzenie w jej kierunku dowiodło, że była to prawda - Jestem w twoim życiu, a oni są twoimi synami, więc są w moim życiu, ale prawdę mówiąc, przez większość czasu, obiecuję, kochanie, nie włączę się, chyba że tego zechcesz. Tym razem, to znaczy, przez lata widywałam Gabrielle z chłopcami i wydaje mi się, że jest dobrą mamą. Będąc dobrą mamą, bez względu na to, czy Jasper jest chłopcem, czy nie, prawdopodobnie martwiła się o niego zeszłej nocy tak samo jak Vi i Cal o Keirę. Wiem, że jesteś mężczyzną, a on jest twoim synem, jest chłopcem i wiesz jacy są chłopcy, więc tego nie rozumiesz, ale wiem, że się martwiła i – wciągnęła słyszalny oddech – powinieneś był do niej zadzwonić żeby wiedziała, że wszystko z nim w porządku.

- Przepraszam, nie było cię tam kilka godzin temu? – zapytał Layne.

- Byłam, ale…

Layne mówił jednocześnie z nią - Staram się unikać kontaktów z Gabrielle.

- Cóż, ja też to rozumiem, ale…

- Ona jest suką.

– Um… tak, ale…

Layne skręcił w Main i wyszło mu, że w mercedesie Rocky, z wolnym podwójnym miejscem przed biurem, mógł po prostu wjechać w nie, zamiast poświęcać całą uwagę, jak na kierowanie olbrzymim Suburban’em.

Dzięki temu mógł dalej rozmawiać z Rocky podczas parkowania - Nie jest suką dla chłopców, ale jest twardą mamą. Jest surowa. Wtrąca się w ich sprawy. Nie zgadzam się z tym - Przestawił samochód na neutralny, zaciągnął hamulec postojowy, wyłączył zapłon i odwrócił się twarzą do Rocky - To jej wybór. Rozmawialiśmy o tym, kiedy byli młodsi, rozmawialiśmy o tym przez cały czas mojej nieobecności i rozmawialiśmy o tym, kiedy wróciłem. To nie była pierwsza taka rozmowa, jaką z nią odbyłem, Roc, ale była to ostatnia.

Rocky spojrzała mu prosto w oczy, ale mówiła cicho, gdy zapytała - Czy przynajmniej widzisz, jak ja to czuję?

- Tak, widzę, jak ty to czujesz. Jesteś kobietą, która wstała bez słowa, bez osądu, wsiadła do samochodu i pojechała ze mną zaopiekować się moim chłopcem. Jesteś kobietą, która wczoraj wieczorem widziałem, jak chwyciła Jasa za rękę, kiedy był przerażony i wkurzony, jego dziewczyna zemdlała w samochodzie, a on szykował się, by stawić czoła Joe Callahan’owi. Myślisz, że Gabby zrobiłaby cokolwiek z tego gówna?

- Um…

– Nie, nie zrobiłaby tego. Straciłaby opanowanie. Dlatego Jas zadzwonił do mnie. Dlatego też uniknął jej ostatniej nocy i poszedł spać.

- Ale Layne, on nie powinien pić alkoholu jako nieletni.

– Ty tak robiłaś – odparł Layne i wiedział, że tak. Nie zrobiła tego z nim, ale zadzwoniła do niego dwa razy, kiedy była z przyjaciółmi i była narąbana. Przyjechał po nią i jej dziewczyny, żeby zabrać je do domu.

- To nie było w porządku, kiedy ja to zrobiłam - odpowiedziała miękko.

- Więc, jeśli teraz naskoczyłbym na niego, następnym razem, gdy spierdoli, a będzie następny raz, Roc, a nie podobałyby mu się konsekwencje tego, że zajął się tym i zadzwonił do mnie, pójdzie w to sam. Jak powiedziała Gabby, ma siedemnaście lat. Nie wiedział, co robić zeszłej nocy. Co się stanie, gdy nie wie, co robić, ale czuje się zmuszony do zrobienia tego sam, ponieważ nie chce godzić się z żalem, jaki dostanie, jeśli wystąpi i będzie szczery?

Kiedy mówił, twarz Rocky zmieniła się, a kiedy skończył, wyszeptała - Nie myślałam o tym w ten sposób.

Layne wyciągnął rękę i owinął ją wokół jej szyi, pochylając się do przodu, gdy przyciągnął ją do siebie.

Kiedy byli blisko, powiedział łagodnie - Próbowałem dawać wykład Jasowi, to się nie skończyło, to znaczy wcale się nie skończyło. Jest typem dziecka uczącego się przez działanie i popełnia błędy. Moją jedyną nadzieją było to, że spieprzy się po królewsku, wezwie mnie po poradę. Zeszłej nocy spieprzył, nie po królewsku, ale wezwał mnie po poradę. To była słuszna decyzja.

Skinęła głową, a on ścisnął jej kark - A Gabby zasłużyła na to, co dostała zeszłej nocy. Jak takim rodzicem chciała być, to właśnie dostaje. Jest dla nich zbyt surowa. To jest moja opinia. Nie mogę powiedzieć, że to nie zadziałało, bo to dobre dzieciaki. Mogę powiedzieć, że nie zgadzam się ze wszystkimi jej sposobami. Nigdy nie znaleźliśmy kompromisu. Chciałem to dać, ona nie. Oto, co z tego zostało.

– Dobrze – szepnęła Rocky.

– Coś jeszcze, pączuszku – ciągnął Layne.

- Co? - Nadal szeptała.

- Jesteś w moim życiu, ja w twoim. Przychodzę z nimi. Jak chcesz ze mną porozmawiać o nich, o moich decyzjach dotyczących moich chłopców, o czymkolwiek, nie wahaj się. Masz im coś do powiedzenia, mówisz to. Jeśli się nie zgodzę, porozmawiamy o tym później. Ale to jest teraz twoje życie i myślę, że wiesz, będąc nauczycielką, że jeśli chodzi o dzieci, nie możesz się wahać.

Jej oczy stały się intensywne, gdy jej powieki opadły, usta zmiękły i pochyliła się. Odwróciła się w bok i pocałowała go w szczękę.

Potem przesunęła usta do jego ucha i powiedziała - W porządku, kochanie.

Jego ręka zacisnęła się na jej szyi, a następnie wślizgnęła się w jej włosy.

– Słodki pocałunek, kochanie, ale to nie wystarczy – mruknął.

Poruszyła ustami i pocałowała go w policzek.

- Wystarczy? - zapytała o to, poruszając ustami na jego skórze.

- Nie.

Znowu się poruszyła i jej usta musnęły jego, patrząc w jego oczy, powtórzyła - Wystarczy?

– Przestań się opieprzać, Roc – rozkazał.

Patrzył z bliska, jak jej oczy się uśmiechały.

Potem się zamknęły.

Przekrzywiła głowę.

I dała mu więcej niż wystarczająco.

*****

Layne trzymał stopy na biurku. Jadł kanapkę Reuben, którą kupiła mu Rocky, z ustami nad kwadratowym styropianowym pojemnikiem sięgającym prawie do brody.

Rocky siedziała na jego biurku, zanurzając karbowaną frytkę w keczupie obok niedojedzonego francuskiego dipu. Nic nie słyszeli, ale Layne nie słuchał tylko ciszy. Layne wcześniej słyszał starcie między Towers i Jeremy’m. Jeremy wygrał, przekonując Towers, zyskując jeszcze kilka dni na wymachiwanie Giselle. Najwyraźniej dzień wcześniej odpowiednio go zmotywowali. Pokonał ją jak profesjonalista. Potem oboje wyszli, a teraz była cisza.

Rocky wchodziła i wracała dwa razy. Po tym, jak zmienił Ernie’go, poszła kupić mu Mimi’s, posiedziała z nim chwilę, a potem udała się do sklepu jubilerskiego na Main po darowiznę (i kupiła sobie złotą bransoletkę a ametystami, która może być nie pasowała do królowej, ale też nie była nędzna). Potem poszła na zakupy spożywcze, zabrała je z powrotem do swojego mieszkania i wróciła z lunchem.

- Kiedy Spike przyjdzie, żeby cię zastąpić? - zapytała, wkładając frytkę do ust.

– Trzecia – odpowiedział Layne.

Przeniosła styropianowy pojemnik z jednej ręki do drugiej i spojrzała na zegarek. Potem zmarszczyła nos.

– To prawie dwie godziny – mruknęła, podnosząc swoją kanapkę i wrzucając ją do małego plastikowego pojemnika z au jus - Nigdy tego nie robiłam, ale jestem pewna, że bardziej interesujące jest oglądanie wysychania farby. Przynajmniej zmienia kolory. Więc może po prostu przyciemnia odcień, ale to już coś.

Layne uśmiechnął się do swojego Reubena.

– Powiedziałem ci, że to gówno śledcze jest w większości nudne – mruknął Layne, jej wzrok przesunął się na niego, a on ugryzł ogromny kęs jednej z wielu fantastycznych kanapek z Restauracji Franka i patrzył, jak jego kobieta się uśmiecha.

Zadzwonił telefon Layne’a, spojrzała na jego biurko, a potem zmrużyła oczy.

– Cal – szepnęła, gdy Layne zdjął nogi z biurka i sięgnął po telefon.

Odebrał telefon i przyłożył telefon do ucha - Hej, Cal.

- Jesteś w miejscu, z którego możesz się szybko ruszyć?

Layne wyprostował plecy.

- Może, dlaczego?

- Bo Keira właśnie wyszła ze swojej sypialni. Mimo że ma szlaban i Vi na tydzień zakazała jej telefonowania czy SMS-ów, znalazła sposób na odebranie jednego od Jaspera. Najwyraźniej był dzisiaj na misji. Dowiedział się, co się stało zeszłej nocy i ma zamiar coś z tym zrobić.

O, kurwa.

Layne odłożył lunch i wstał, sięgając po kurtkę – Powiedziała ci, czego się dowiedział?

- Tak. Słyszał od kogoś, kto był tego świadkiem, że Keirry dostała drinka od dzieciaka o imieniu Tyler Berger. Keira mówi, że tego nie pamięta, ale jeśli to zrobiła, był to jedyny napój, jaki miała, którego nie podał jej sam Jasper. Jasper dowiedział się, że wzięła go po skorzystaniu z łazienki, tuż przed wyjściem, więc czas pasuje. Według Keiry, Jasper nie jest wielkim fanem Tylera Bergera, głównie dlatego, że kiedy on grał spoko i pisał do niej, Tyler zaprosił Keirę na randkę. Nie poszła, ale to sprawiło, że Jasper cholernie nie lubił Tylera. Jasper powiedział Keirry, że uważa, że ten dzieciak podał jej narkotyk i swędzi go, by mu odpłacić za zeszłą noc i za to, że próbował wejść na jego terytorium. To powiedziawszy, Keira mówi, że Tyler jest szumowiną i ona sądzi, że to gówno jest do niego podobne. Mówi, że jego rodzice są poza miastem i to było jego przyjęcie, na którym byli ostatniej nocy. Jasper zmierza w tym kierunku i ja też.

Miał na sobie kurtkę i przylepił oczy do Rocky - Gdzie to jest?

– Heritage. Nie mam numeru domu, ale Keira mówi, że to drugi dom po lewej stronie osiedla, na końcu ulicy. Myślę, że zobaczę Chargera Jaspera zaparkowanego przed domem.

– Będę tam za dziesięć – stwierdził Layne.

- Dobrze. Będę tam za pięć minut, zajmę się tym, co znajdę, a ty go stamtąd wyciągniesz – odparł Cal.

– Był wkurzony, Cal, i jest nadopiekuńczy. To, co znajdziesz, może być bałaganem - ostrzegł Layne.

– Tak, jak myślałeś, dlaczego wczoraj wieczorem potraktowałem go łagodnie? Był bardziej rozdrażniony tym, co stało się z Keirry, niż ja i Vi, a, człowieku, muszę ci powiedzieć, że jak twoja dziewczyna dostaje narkotyk gwałtu na randce, to cię rozdziera. Ale Keira ma misję, aby przeżyć swoje lata licealne pełnią życia i zdecydowanie nie jest odporna na pieprzenie, na przykład na oddanie strzału do znanej szumowiny i odrzucenie go.

Nie było wątpliwości. Rodzina Layne dowiedziała się, że Keira jest wariatką, co wskazywało na to, że jego syn był taki sam jak jego staruszek.

- Słyszę cię, bracie, ale mam dyżur w biurze. Muszę wprowadzić Roc zanim wyjdę, żeby mogła przejąć. Muszę iść - odparł Layne.

– Rozumiem, do zobaczenia za dziesięć – powiedział Cal, a Layne usłyszał sygnał rozłączenia.

Jego oczy wciąż były skierowane na Rocky, więc powiedział do niej - Jasper dowiedział się, kto podał Keirze narkotyk. Teraz na niego naciska. Cal jest tam za pięć minut, muszę dostać się do mojego chłopca.

– Idź, kochanie – szepnęła.

- Robisz notatki, jak słyszysz coś ważnego, widzisz liczby na ekranie? - zapytał. Spojrzała na ekran i skinęła głową - Zapisz czas. Mogę przewijać wstecz i słuchać. Słyszysz coś wielkiego, coś, co cię przeraża, zwracasz uwagę na czas i dzwonisz do Merry’ego, a potem dzwonisz do mnie. Tak?

- Tak - skinęła głową - Idź.

Pochylił się szybko, by pocałować ją w czoło, które mu pomocnie podsunęła i wystartował.

*****

Charger Jaspera i pickup Cala znajdowały się przed ogromnym domem, który zajmował całą ustronną ślepą uliczkę na końcu okolicy Heritage. Dom był odsunięty od drogi i otoczony drzewami. Jego podwórko było zaśmiecone puszkami, butelkami, workami na wióry i zużytymi plastikowymi kubkami.

Layne zaparkował za pickupem Cala i podbiegł do drzwi wejściowych, które były lekko uchylone. Prześlizgnął się i zobaczył, że dom wygląda jak podwórko, tyle że dużo gorzej. To miejsce było bałaganem, pachniało wymiocinami i stęchłym piwem. A w szerokim hallu nie było jednej beczki, ale były trzy.

Słyszał głosy z góry: Jaspera wkurzony, Cal mruczący, a inny chłopak brzmiał na przestraszonego.

Layne wszedł po dwa stopnie na raz, przeszedł korytarzem i wszedł do sypialni, w której panował bałagan, nie spowodowany imprezą, ale przez mieszkającego w niej nastoletniego dzieciaka. I była ogromna. Miał łóżko typu queen size, ciężkie, drogie meble i był wypchany wszystkim, czego może zapragnąć dziecko. Najnowocześniejszy sprzęt stereo, komputer, telewizor, PlayStation, półki pełne płyt DVD, CD i gier, podręczne gry wideo, cyfrowe ramki do zdjęć, drogi telefon komórkowy i odtwarzacz MP3 rozsypujące się po powierzchni biurka i komody. Wszędzie plątaniny ubrań.

Wszystkie trzy pary oczu zwróciły się do niego, kiedy wszedł do pokoju i Layne zobaczył, że Cal trzyma Jaspera z ręką na klatce piersiowej. Jasper trzymał to w ryzach, ale to nie znaczyło, że się nie męczył.

Inny chłopak, dziesięć centymetrów niższy i zdecydowanie drobniejszy niż jego syn z włosami jak piaskowo-blond mop na głowie, prosto z łóżka, Layne nie miał wątpliwości, że, kiedy to ułożył, było stylizacją, która wykraczała poza starania Trippa, był przywarty do ściany. Miał przekrwione oczy i szarą skórę, bo miał kaca. Jego dolna warga już spuchła, a z nosa sączyła się strużka krwi, bo Jasper zdążył dać mu kilka, zanim Cal przybył.

Oczy Layne’a powędrowały do syna - Jesteś spokojny?

- Nie – warknął Jasper, nie spuszczając wzroku z drugiego dzieciaka.

Layne spojrzał na Cala, a Cal pokręcił głową.

Layne spojrzał z powrotem na Jas’a – Uspokój się – powiedział cicho.

- Wsunął jej to, tato - warknął Jasper, jego wzrok przeszył drugiego chłopca.

– Uspokój się – powtórzył Layne.

– Odurzył ją, odurzył moją małą, sprawił, że straciła przytomność. Nie było mnie tam…

Layne zbliżył się do syna, gdy Jasper mówił i zażądał cicho:

- Jasper, ostudź to.

Jasper skrzywił się na Tylera Bergera i robił to przez chwilę, gdy wszyscy czekali w napięciu. Potem cofnął się o krok z ręki Cala, a Layne patrzył, jak zmusza swoje ciało do rozluźnienia.

Cal przyjrzał się Jasperowi, po czym opuścił rękę i spojrzał na Tylera - Ty to zrobiłeś?

Przestraszone oczy Tylera przeniosły się z Jaspera na Cala. Potem zdał sobie sprawę, że z dwoma dorosłymi osobami w pokoju, wszystko się zmieniło. Jedno spojrzenie na jego pokój i Layne wiedział, że Tyler Berger pogrywał dorosłymi w swoim życiu i był w tym naprawdę dobry.

Okazało się to prawdą, kiedy wysunął opuchniętą wargę i mruknął - Nie.

- Zrobiłeś to – powiedział cicho Jasper.

- Widziałeś, jak to robiłem? - Tyler odpalił.

- Nie, ale Justin to widział – odpowiedział Jasper.

– Justin jest dupkiem – odparł Tyler.

- Justin nie ma powodu, by kłamać – odparł Jasper.

- Może on to zrobił - zasugerował Tyler.

- Tak, zgadza się, on to zrobił – powiedział sarkastycznie Jasper - Jest partnerem laboratoryjnym Keirry na biologii, są przyjaciółmi. I spotyka się z Heather i myśli, że się tam dostanie. Myślisz, że to by spieprzył, odurzając najlepszą przyjaciółkę Heather?

Tyler wzruszył ramionami.

Layne włączył się do rozmowy - Radzę, żebyś się oczyścił, chłopcze.

Oczy Tylera spoczęły na jego i były wojownicze - Nic nie zrobiłem.

- Więc lepiej bądź o wiele bardziej przekonujący niż jesteś teraz - powiedział mu Layne - Ponieważ Cal i ja możemy kontrolować to, co dzieje się w tym pokoju. Nie możemy kontrolować tego, co dzieje się w szkole. Łapiesz mnie?

Tyler wyprostował się i stwierdził - Nie. Nie łapię cię. Łapię to, że powiem rodzicom, że ty, on i twoje dziecko włamaliście się do mojego domu i on mnie uderzył. Zadzwonią do swoich prawników i zobaczymy, czy Wielki Jasper Layne zagra w piłkę dla Purdue po tym, jak prawnicy moich rodziców z nim skończą.

Layne zacisnął zęby.

- Moja przyszłość nie ogranicza się do pełnej jazdy – zauważył Cal i wszystkie oczy skierowały się na niego.

- Co? – zapytał Tyler, kiedy nikt się nie odezwał.

– Wczoraj zaniosłem moją dziewczynkę do łóżka. Jej chłopak mówi, że wypiła trzy lub cztery piwa i była nieprzytomna. Prawdopodobnie ma słabą głowę, ale była nieprzytomna. Jesteś młody. Nie wiesz, jak czuje się mężczyzna, gdy życie udowadnia mu, jak bezbronna jest jego dziewczynka, gdy nie jest pod jego strażą. Nie jest to dobre uczucie, chłopcze – powiedział Cal.

– Tak mi przykro – zadrwił Tyler.

- Myślę, że lepiej cholernie szybko stań się mądry, albo sprawię, że będzie ci o wiele bardziej przykro – wyszeptał Cal, a oczy Tylera rozszerzyły się, zanim szybko naciągnął swojego nastoletniego dupka z powrotem na miejsce.

– Moi rodzice to też usłyszą – warknął – Grozisz mi.

– Nie będą w stanie zrobić gówna – odparł Cal – Jak nie zagrasz teraz tak mądrze, kurwa, teraz, mogę zagwarantować, że Jasper sprawi, że twoje dni będą piekłem, a sprawię, by moją misją było uczynienie reszty twojego życia piekłem. Teraz łapiesz mnie?

- Nie możesz mi grozić - Głos Tylera podniósł się.

– Jasne, że mogę – odparł od niechcenia Cal - Mogę też się z tobą pieprzyć, a jak nie załapiesz tego, co zrobiłeś, zrobię to. To obietnica.

Tyler spojrzał na podłogę, mamrocząc - To bzdura.

- Widzę, że nie masz ochoty na mądrość, więc już skończyliśmy - stwierdził Cal, podchodząc do Jaspera, kładąc rękę na jego plecach i kierując ich oboje w stronę drzwi, dokończył mówiąc - Zaczynamy.

Cal i Jasper poruszali się dalej, ale Layne nie spuszczał wzroku z Tylera, gdy Tyler zmrużył oczy na Cala. Miotał się. Wiedział, że jest wypieprzony, po prostu nie mógł znaleźć drogi wyjścia.

Więc wybrał jedyne wyjście, jakie znał.

- On nie może tu wejść i mnie uderzyć, a ty nie możesz tu przyjść i mi grozić! - Tyler zaczął krzyczeć - I nie możesz się ze mną pieprzyć! Mój tata jest Dyrektorem Generalnym w Wyler Pharmaceuticals.

Cal zatrzymał się, odwrócił i spojrzał na niego, unosząc brwi - Jest? Cóż, pieprz mnie, to imponujące - Cal położył ręce na biodrach i kontynuował - To imponujące, ale to, czym nie jest, to przerażające. Co on zrobi, przyjdzie do mojego domu i rzuci we mnie pigułkami?

- Zamknij się - szepnął Tyler.

– Wciąż nie jesteś mądry – mruknął Cal, kręcąc głową.

- Tyler - zawołał Layne i gniewne oczy Tylera spoczęły na Layne - Wiesz co ja robię?

Tyler wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym kiwnął brodą na potwierdzenie.

- Więc wiesz, że jak pójdę tropem, znajdę dowody, że miałeś narkotyk – stwierdził Layne i twarz Tylera zaczęła blednąć - Więc możesz spędzić resztę dnia na sprzątaniu tego domu, ale coś ci umknie. Albo, z tego, co widziałem na dole, coś prawdopodobnie zostało uszkodzone lub będzie brakowało, a domyślam się, że brakuje zawartości barku twoich rodziców. Twoi rodzice będą wiedzieć, że urządziłeś przyjęcie i prawdopodobnie nie będą z tego zadowoleni. Ale prawdopodobnie pozwolą, żeby to się prześlizgnęło, bo myślę, że wiele ci się ślizga, biorąc pod uwagę, że jesteś punkiem, a chłopak nie rodzi się punkiem, on zostaje nim zrobiony.

- Idź do diabła - szepnął Tyler, jego policzki zrobiły się czerwone.

Layne mówił dalej – Domyślam się też, że nie pozwolą, by to się ześlizgnęło, kiedy udowodnię, że odurzyłeś Keirę Winters. Nie pozwolą, żeby się ześlizgnęło, bo Cal na to nie pozwoli. Ja będę miał dowody, oni wniosą oskarżenia i uwierz mi, dla takiego punka jak ty, poprawczak nie będzie cholernie zabawny.

Czerwień zbladła z twarzy Tylera, zrobiła się biała, a usta lekko otworzyły się.

Layne trzymał go - Mogą mieć dużo pieniędzy, zatrudniać świetnych prawników, ale zwiążę cię tak mocno z tym gównem, że nie będziesz mógł się uwolnić. A Keira Winters jest sławna w tym mieście. Nie sądzę, że znajdziesz sędziego, który spojrzy życzliwie na ciebie, narkotyzującego dziewczynę, której ojciec i wujek zostali zamordowani, a matka była prześladowana i porwana. Sądzę, że sędzia pomyśli, że Keira Winters wystarczająco wycierpiała w swoim krótkim życiu, jej matka też i sądzę, że sędzia przyjrzy się drogim prawnikom twoich rodziców, zauważy twoją punkową postawę i będzie wiedział, że potrzebujesz lekcji. Myślę też, że się uśmiechnie, kiedy złapie, że będzie tym, który ci ją da.

Tyler przełknął ślinę.

Layne kontynuował - Więc teraz masz wybór, czy chcesz pozostać punkiem czy facetem, do cholery. Przyznaj się do tego, co zrobiłeś, wyjaśnij, dlaczego to zrobiłeś, przeproś Cala i Jaspera, a wszyscy pójdziemy dalej. To twój wybór. Masz sekundę, żeby zdążyć, zanim się wyprowadzimy.

- Ja… - zaczął Tyler.

– Nie żartuję, Tyler, sekundę – ostrzegł Layne.

- Dał mi go trener Cosgrove! – wypalił Tyler i przez cały pokój przeszło napięcie.

Wszyscy milczeli przez długie, napięte chwile, dopóki Layne nie przerwał, pytając - Co takiego?

- Dał mi sto dolców, kazał mi wrzucić to Keirze i trzymać ją z dala od Jaspera – powiedział im Tyler, jego wzrok wędrował między trzema mężczyznami w pokoju, a Layne wiedział, że daje im to wprost, ale czegoś tam brakowało - Tak naprawdę to nawet nie byłem ja. Po prostu włożyłem go do drinka i dałem jej. To był trener Cosgrove.

Layne był zamrożony, więc kiedy Jasper się poruszył, Layne nie mógł nic z tym zrobić, ale Cal złapał go i odepchnął.

- Zachowaj spokój – warknął Cal do Jaspera, a Jasper musiał się opanować, ponieważ Cal odwrócił się do Tylera - Bez gówna?

- Bez gówna. Przestraszył mnie, bo pojawił się na imprezie jakieś pięć minut po tym, jak oni się pojawili – wskazał na Jaspera.

- Powiedz mi dokładnie, co powiedział - zażądał Layne, a Tyler spojrzał na niego, jego ciało było czujne, a jego umysł wciąż wirował.

- Nie powiedział wiele. Powiedział tylko, że mam dać jej lek, trzymać ją z dala od Jaspera i pozwolić temu się rozegrać tak, jak się to potoczyło. Problem polegał na tym, że była z Jasperem całą noc i nie mogłem się do niej dostać. Nie wiedziałem, że wychodzą, kiedy jej to dałem. Nikt nie ma godziny policyjnej o północy, to szaleństwo – odpowiedział Tyler.

Layne poczuł na sobie wzrok Cala, ale nie oderwał swojego od Tylera - Więc mówisz mi, że trener drużyny piłkarskiej wystawił Keirę Winters, aby została zraniona.

- Nie wiem, czego chciał. Po prostu wiem, co powiedział - odpowiedział Tyler, po czym kontynuował - Przykleiła się do niego jak rzep - Jego wzrok przesunął się na Jaspera i nie mógł ukryć zazdrości, była ona wyraźna na jego twarzy. Potem przesunął się z powrotem do Layne’a - Nie mogłem jej powstrzymać po tym, jak wypiła drinka, więc była dziwna, gdy była z nim - Ta zazdrość ogarnęła go, a jego głos nabrał wątku skomlenia, kiedy kontynuował - Potem podniósł ją, jakby był w jakimś głupim filmie romantycznym, zaniósł ją do swojego samochodu, podczas gdy wszystkie dziewczyny patrzyły, jakby był jakąś pieprzoną gwiazdą filmową, a potem zniknęli. Nic nie mogłem zrobić.

- Cosgrove wrócił? – zapytał Layne.

– Nie – odpowiedział Tyler.

– W ogóle go nie widziałeś? – naciskał Layne.

- Nie, wcale - odparł Tyler.

– Dzwonił do ciebie? - naciskał Layne.

- Nie, nic. W ogóle go nie widziałem ani nie słyszałem – powiedział Tyler.

– To nie ma sensu, Tyler – zauważył Layne. Dzieciak coś ukrywał.

Tyler wysunął brodę, kopiąc głębiej – Cóż, tak było.

Layne przyjrzał mu się przez chwilę, a potem zapytał - Ile masz lat?

– Siedemnaście – odpowiedział Tyler.

Cholera, jak podejrzewał Layne, był nieletni.

- Kiedy twoi rodzice wracają do domu? - Layne kontynuował.

– Dziś wieczorem – odparł Tyler.

- Gdzie są?

- Chicago. Zakupy dla mamy. Tata ma jakąś konferencję – powiedział mu Tyler.

– Dzwoń – rozkazał Layne, podchodząc do biurka dzieciaka i łapiąc jego komórkę – Powiedz im, że muszą wrócić teraz do domu - Odwrócił się i rzucił telefon Tylerowi, który się zatrzepał i upuścił go.

Tyler przykucnął przy telefonie, ale jego głowa była przechylona, żeby na niego spojrzeć.

- Co? Czemu? - Jego głos był piskliwy.

- Ponieważ dzwonię na policję, a oni nie mogą z tobą rozmawiać, chyba że obecny będzie rodzic lub opiekun – wyjaśnił Layne – I sądzę, że lepiej będzie, jeśli zadzwonisz do nich teraz, niż zaczekasz, aż zadzwonią do nich gliniarze i powiedzą, że mają cię na posterunku.

Tyler chwycił swój telefon i wyprostował się jak strzał - Ale powiedziałeś…

– Myślałem, że kręcisz. Nie wiedziałem, że Cosgrove był w to zamieszany.

- Ale nie mogę… - spróbował Tyler.

– Możesz i zrobisz to – zażądał Layne.

- Nie mogę! Wszyscy będą wiedzieć! Trener Cosgrove będzie wkurzony! - Był cholernie przerażony.

Zdecydowanie coś ukrywał.

- W porządku, to ci umknęło, ale tu nie chodzi już o ciebie. Chodzi o Cosgrove’a. Przyznałeś się do tego, stałeś się sprytny i byłeś uczciwy. Spieprzyłeś. Wziąłeś kilka ciosów i wydoroślałeś. Teraz, jeśli będziesz trzymać swoje gówno razem i współpracować, będzie to dla ciebie dobrze wyglądać. Jak wrócisz do bycia punkiem, tym razem maminsynkiem punkiem, to nie będzie to wyglądało tak dobrze i jesteś w tej dziurze, w której byłeś pięć minut temu z Jasem i Calem, obydwoma szczęśliwymi mogąc ujeżdżać twój tyłek, aż będziesz błagać o litość a ja popracuję ze wszystkim, co mam, żebyś zapłacił za to, co zrobiłeś Keirze. Znowu, dzieciaku, masz wybór. Zrób to, ale zrób to teraz - rozkazał Layne.

Tyler wpatrywał się w niego.

Potem zapytał - Nie wpadnę w kłopoty?

– Nie mogę przewidzieć przyszłości – odparł Layne – Twoi rodzice prawdopodobnie będą wkurzeni. Jak dziewczyny i ich rodzice dowiedzą się, że nie boisz się podawania pigułki gwałtu na randce, nie dostaniesz randki, dopóki nie pójdziesz do college’u. Jeśli chodzi o gliny, jak współpracujesz, mogą czuć się wspaniałomyślni.

Tyler zawahał się, więc Cal włączył się do rozmowy.

– To najlepsza oferta, jaką dostaniesz, chłopcze – warknął.

- Boże! - Tyler, zepchnięty do rogu, po raz pierwszy w życiu bez pieniędzy swojego tatusia lub postawą bezczelnego szefa, aby się schować za nim, aby zapewnić mu bezpieczeństwo, wykrzyknął - To jest powalone!

- Tak, jest - powiedział Jasper - To totalnie powalone, Tyler. Więc może poświęć chwilę, żeby pomyśleć o tym gównie i zrobić dobrze, pieprzony kretynie.

Cal spojrzał na Layne’a, a Layne patrzył, jak usta jego przyjaciela drgają, gdy on zacisnął swoje.

Potem Layne spojrzał na Tylera - To co będzie?

Tyler spojrzał na niego ponownie, zanim rzucił okiem na Cala i Jaspera.

Potem spojrzał na swój telefon, nacisnął kilka przycisków, przyłożył go do ucha i po kilku chwilach powiedział - Mamo?

*****

Colt i Sully opuścili pokój przesłuchań z zaciśniętymi szczękami i twardymi twarzami.

Zostawili Tylera Bergera i jego ojca, Travisa.

Travis Berger był prawdopodobnie o pięć centymetrów niższy od Layne’a, ale nie mniej sprawny.

Ale gdy Layne pracował nad byciem szczupłym i silnym, Travis Berger pracował nad masą i zastraszaniem. Mężczyzna był brutalem w garniturze, a jego syn był zdecydowanie synem mamy. Layne uważał, że Tyler musiał być punkiem, bo tata pracował przez długie godziny, mama była popychadłem, a tata nie był aż tak zachwycony skutkami swojej nieuwagi, ale jego priorytety były popieprzone.

Po jednym spojrzeniu na tę dwójkę, widać było, że kariera jest zdecydowanie ważniejsza niż rodzina. Obserwowanie ich przez pół godziny było nie tylko oczywiste, ale zdecydowane. Travis Berger ledwo znał swojego chłopca, a to, co wiedział, nie bardzo mu się podobało.

Cal i Layne byli obaj w pokoju obserwacyjnym, a powietrze było gęste i zapalne. Obserwowali, jak Colt i Sully pracowali z dzieckiem i zrobili to w milczeniu. Cisza była spowodowana tym, że nawet słowo mogło zapalić niewidzialny lont w pokoju, a kiedy to się stało, lont był krótki i po zapaleniu pokój eksplodował.

Travis pozwolił Coltowi i Sully’mu zaatakować swojego chłopca, ani razu nie interweniował. Stał teraz w kącie, wpatrując się w syna, z szeroko rozstawionymi nogami, rękami skrzyżowanymi na baryłkowej klatce piersiowej, w masce cholernie wkurzonego na twarzy.

Drzwi ledwo zamknęły się za Sully’m, kiedy przemówił Travis - Co ja powiedziałem?

Layne patrzył, jak Tyler wpatrywał się w stół przed nim, ale szepnął – Tato…

– Trzy ostrzeżenia – przerwał mu Travis - Mówiłem ci po tym, jak spieprzyłeś i mnie nie słuchałeś, że zostały ci trzy ostrzeżenia. Jednym z nich było to zioło, które znalazłem w twoim pokoju dwa tygodnie temu. Drugim była ta pieprzona impreza i widziałem, jak zniknął Royal Doulton twojej mamy, Ty. Drugie ostrzeżenie. Ona kocha to gówno. Bóg jeden wie, jakie inne szkody wyrządzono. Ciężko pracuję, Ty, cholernie ciężko pracuję, żeby dać tobie i twojej mamie miłe rzeczy. Wychodzę do pracy, wracam do domu i co dostaję? - Wciągnął powietrze, jego twarz wykrzywiła wściekłość, szykując się na najgorszą część i kontynuował – I trzecie, odurzasz córkę Joe pieprzonego Callahana, żeby dostać się do jej majtek.

Layne miał rację. Tyler coś ukrywał, a ukrywał to, że Cosgrove dał mu lek, by wrobić Jaspera. Miał dać to Keirze, wyprowadzić ją, umieścić w kompromitującej sytuacji, „znaleźć” i powiedzieć wszystkim, łącznie z glinami, że widział, jak zrobił to Jas. Biorąc pod uwagę, że dał jej Rohypnol, nawet Keira nie wiedziałaby, kto podał jej lek ani co się z nią stało, ponieważ nie pamiętałaby. Jasper byłby wypieprzony, jego przyszłość zrujnowana, jego reputacja zniszczona i straciłby swoją dziewczynę.

Cosgrove nie posunął się tak daleko, by powiedzieć Tylerowi, żeby skompromitował Keirę, tylko tyle, by zdjął jej koszulkę i rozpiął dżinsy. Pod niezbyt delikatną presją Colta i Sully’ego jesteśmy-wszyscy-ludźmi-rozumiemy to, Tyler poddał się i przyznał do przekonania, że to była wspaniała okazja, której nie zamierzał przepuścić. Jego zamiarem było skorzystanie z Keiry, która, jak zasugerował – kiepsko i w żaden sposób nie przekonując nikogo w tym pokoju – miała coś do niego.

To, czego nie planował, było to, że Jasper i Keira byli tak blisko siebie, jak byli, a Keira nie miała ochoty opuszczać swojego chłopaka, więc nie zrobiła tego, z wyjątkiem pójścia do łazienki i w drodze powrotnej błędnie przyjęła drinka, po którym nie traciła czasu na powrót do swojego chłopaka. Nie planował również, aby Jasper odwrócił losy i poprawił swoją reputację poprzez publiczne zaopiekowanie się swoją dziewczyną.

Drzwi się otworzyły i weszli Sully i Colt, ale Cal i Layne się nie ruszyli. Cal prawdopodobnie nie mógł się ruszyć z obawy, że popełniłby morderstwo.

Tyler podniósł głowę - Ale tato…

Travis Berger pochylił się do przodu i ryknął - Zamknij się, kurwa! Jezu Chryste, czyim dzieckiem jesteś? - Tyler zbladł, a Travis rozłożył ręce i zacisnął je w pięści – Odurzyłeś dziewczynę, do cholery! Kto tak robi?

– Tato, trener Cosgrove powiedział…

– Nie obchodzi mnie, co powiedział ta ciota. Jezu, Ty, Jezu. Mężczyzna bije żonę i dziecko. Jezu. Jak widzisz takiego faceta, który podaje ci nielegalną substancję, dzwonisz do pieprzonych gliniarzy. Nie bierzesz od niego wytycznych! Pierdolone gówno - Travis potrząsnął głową, ale jego oczy nie opuściły syna - Jezu, pierdolone gówno. Co ja w ogóle mam z tobą zrobić? Muszę się z tobą uporać i nawet nie chcę na ciebie patrzeć.

Twarz Tylera zmarszczyła się i Layne wiedział, że będzie płakał. Nie musiał widzieć tego gówna, więc zmusił się do odwrócenia wzroku, wyciągnął rękę, by wyłączyć dźwięk i spojrzał na Colta.

- Myślisz o tym, co ja myślę? – zapytał, a Colt skinął głową.

- Tak, stary, ale nie wiesz tego, co ja wiem – odpowiedział Colt i Layne poczuł, że Cal ustawia się u jego boku.

- Co wiesz? - warknął Cal, a Colt i Sully spojrzeli na niego.

- Szpital Hrabstwa Hendrick miał siedem przyjęć zeszłej nocy, sześć kobiet, jeden mężczyzna. Wszyscy nieprzytomni lub niespójni przy przyjęciu z nieznanych przyczyn, dopóki nie pojawiły się wyniki badań i wszyscy byli odurzeni. Na koniec, wszyscy pili w J&J’s Saloon – odpowiedział Sully.

Layne pokręcił głową. Cal położył pięści na biodrach.

- Czy Cosgrove’a widziano w J&J’s? – zapytał Cal.

– Tak, Cheryl zarejestrowała go, wskazała Darrylowi, a Darryl pokazał mu drzwi. To powiedziawszy, była sobota, jak zwykle był to dom wariatów, a Cheryl, Morrie, który również był zajęty, ani Darryl nie wiedzą, jak długo tam był, zanim Darryl wyrzucił jego tyłek – odpowiedział Colt.

- Więc Cosgrove się mści. Ja się z nim skonfrontowałem, Cal zapewnia bezpieczną przystań dla żony i dziecka, a obaj siedzicie na warcie, to taka sztuka? – zapytał Layne, ale wiedział, ten pieprzony kutas, wiedział.

– Takie są moje przypuszczenia – odparł Colt.

– Nie trzeba mówić, że chcę jego tyłek w celi – warknął Cal.

– To oczywiste – zgodził się Colt.

– Nie trzeba też mówić, że chcę, żeby ten punkowy gówniany gówniarz w tym pokoju musiał stawić czoła poważnym konsekwencjom – ciągnął Cal, wskazując palcem na okienko obserwacyjne.

– To oczywiste – powtórzył Colt.

- Dobra wiadomość jest taka, że jego tata czuje się tak samo – mruknął Sully.

– Nie, Sully, nie czuje. On nie czuje tego samego, co ja czuję się właśnie… kurwa… teraz - Głos Cala był przerażającym szeptem.

- Rozumiem, stary - odszepnął Sully, ale jego szept był pojednawczy - Mówię tylko, że nie będziesz miał bitwy do stoczenia na szczycie tego całego gówna. On nie będzie walczył po stronie swojego syna, bo wie, że jego syn nie ma strony. Nie wkroczył ani razu, kiedy go przesłuchiwaliśmy. Pozwolił temu chłopcu się bujać.

Cal milczał, podobnie jak reszta pokoju, wszyscy utknęli w cholernie nieszczęśliwych myślach.

Sully przerwał ciszę - Mam gówno do zrobienia. Biuletyn do wydania. Bywalcy baru na wywiad. Takie gówno. Czy będę w stanie się do tego zabrać, czy dostanę pękniętą wargę i rozcięte kłykcie, przegrywając walkę o zablokowanie was trzech twardzieli?

Layne i Colt natychmiast się odprężyli. Usta Colta ułożyły się nawet w mały uśmiech.

Cal nie uważał, żeby coś było śmieszne. Z drugiej strony pasierbica Cala omal nie została zgwałcona poprzedniej nocy. Minie trochę czasu, zanim Joe Callahan się uśmiechnie.

– Mamy się dobrze, Sul, rób swoją robotę – mruknął Colt.

Sully przyjrzał się Calowi, musiał przeczytać to, co chciał przeczytać, skinął głową i wyszedł.

Cal odwrócił się do Layne’a - Jesteś szczery ze swoim dzieckiem?

– Tak – odpowiedział Layne.

- Zamierzasz podzielić się tym gównem? - wskazał kciukiem na okienko obserwacyjne.

– Nie jestem tego pewien – odparł Layne, ponieważ nie był pewien. Gdyby podzielił się tym, co planowali Tyler Berger i Adrian Cosgrove, Jasper byłby niekontrolowalny. Wiedział o tym, ponieważ gdyby to gówno przydarzyło się Layne’owi, był niekontrolowalny.

Cal skinął głową – Porozmawiam z Vi. Keira nie tylko nie powinna mieć telefonu, ale też ma szlaban do następnego poniedziałku, żadnej nauki w domu Jaspera, żadnych wizyt Jaspera, żadnych randek. Myślę, że po tym, co wydarzyło się zeszłej nocy, nie byłoby dobrze trzymać ją z dala od Jaspera lub Jaspera z dala od niej. Namówię Violet, żeby pozwoliła Jasperowi przyjść.

Tłumaczenie: Przypomniano mi, że moja dziewczyna jest bezbronna i udowodniono, że twój chłopak ją chroni, więc właśnie został zwerbowany, by z powrotem chronił ją przez nieskończoność.

– Będzie docenione – mruknął Layne.

Cal skinął głową i podszedł do drzwi. Zanim go otworzył, odwrócił się.

- Większość chłopców postąpiłoby inaczej, jakby mieli gorącą, nieprzytomną laskę w samochodzie. Większość chłopców nawet nie zadałoby sobie trudu, żeby zabrać ją do samochodu, a tym bardziej nie upewniłoby się, że jest bezpieczna.

– Jasper nie jest jak większość chłopców – odparł Layne.

Cal spojrzał Layne’owi w oczy. Potem skinął głową. Potem odszedł.

- Musisz być bardzo głupi, żeby pieprzyć się z Joe Callahan’em - Layne usłyszał pomruk Colta i spojrzał na niego, aby zobaczyć, jak Colt wpatruje się w pokój przesłuchań.

- Ma siedemnaście lat, Colt, jego mózg jest w jego kutasie, a ty widziałeś Keirę. Ten dzieciak nie miał szansy, a nie jest przyzwyczajony do tego, że nie ma tego, czego chce i nie ma skrupułów, by zrobić to, na co ma ochotę, żeby dostać to, czego chce. Cosgrove znał tego dzieciaka. Cosgrove dokładnie wiedział, co robi. A Cosgrove przekonał sam siebie po latach zastraszania swojej żony i syna, że jego jaja są wystarczająco duże, by mógł zmierzyć się z takim twardzielem jak Joe Callahan. Pech, że Tyler urządził przyjęcie, a Jasper i Keira dali mu szansę.

Colt zwrócił się do Layne’a - Musisz być wszelkiego rodzaju głupcem, żeby pieprzyć się z Calem, ale zemsta Cala byłaby szybka i bolesna. Twoja, człowieku, powolna i trwała - Kiedy wzrok Layne’a spotkał się ze wzrokiem jego przyjaciela, Colt dokończył - Mówię, że skoro tu stoisz, zgaduję, że przyjmujesz to o wiele lepiej, niż się spodziewałem.

- Zacząłem dzień z naskakującą na mnie Gabby, większość czasu spędziłem słuchając mózgów stojących za kręgiem dziecięcej prostytucji, prowadząc dwudziestominutową rozmowę, a potem dużo niczego. Mam dobrego dzieciaka, który wczoraj wieczorem podjął właściwe decyzje, co oznacza, że teraz mamy do czynienia ze sprawiedliwością, a nie tragedią. Czuję się z tym całkiem nieźle i muszę się trzymać dobrego, bo cholera wie, co będzie dalej.

Colt uśmiechnął się - Dalej to wszystko w końcu znika, a ty codziennie budzisz się obok Raquel Merrick i co noc idziesz spać obok niej.

Layne odwzajemnił uśmiech. – Tak, taki jest plan, z wyjątkiem tego, że była tam, kiedy Gabby przyszła rano, żeby rzucić charakterkiem, a Rocky nie była z tego powodu zachwycona. Pierwszy raz od dwóch dekad, bracie, poświęciłem chwilę na zastanowienie się, jak by to było, gdyby nieśmiała, wycofana kobieta dzieliła moje łóżko.

- Jak długo trwała ta chwila? – zapytał Colt.

– Około nanosekundy – odpowiedział Layne.

Uśmiech Colta poszerzył się, gdy zaśmiał się cicho.

Potem Colt przestał się śmiać, a jego twarz spoważniała - Byłem z nieśmiałą i wycofaną. Zaufaj mi, bracie, to nie wszystko, czym się wydaje.

Layne’a nie było w pobliżu, gdy Colt był żonaty z Melanie Seivers, która była do bólu nieśmiała i wycofana, ale jego matka była, a tragiczna, utracona miłość Alexandra Coltona i Feb Owens była legendą miejską. Oznaczało to, że Vera Layne i jej kumple spędzili dużo czasu, przeżuwając fakt, że Alec Colton i Melanie Seivers nie pasują do siebie. Layne wiedział o tym, ponieważ Vera wiedziała, że Colt był przyjacielem i wielokrotnie dzieliła się wnioskami swoich kumpli. Nikogo nie zdziwił rozwód Colta i Melanie. I nikogo nie zdziwiło, gdy Colt połączył się ponownie z February, kobietą, która nie była nieśmiała i nie wycofywała się z żadnej części wyobraźni.

- Więc masz swoje, ja mam swoje, po co, do cholery, stoimy w małym pokoiku? – zapytał Layne.

Uśmiech Colta powrócił - Pieprz mnie, jeśli wiem.

– Masz mi coś do powiedzenia o tym innym gównie? – zapytał Layne, podchodząc do drzwi.

– Nie – odpowiedział Colt, idąc za nim i zatrzymali się - Tak samo jak dziś rano. Rozmawialiśmy z Departamentem Policji Indianapolis i oni wiedzą wszystko o Nicolette Towers. Nie wiedzą natomiast, gdzie trzyma swoją stajnię. Cały czas mamy chłopców, którzy ją śledzą, a ona trzyma się z daleka od tego miejsca, a Rutledge trzyma się z daleka od niej. Nie opuszcza miasta i nie ma go w pobliżu. Namierzyliśmy trochę jej mięśniaków, więc przypisujemy imiona i twarze jej załodze, ale ona nie prowadzi nas do dziewczyn, a oni też nie.

– Ona wie, że została rozpracowana? – spytał Layne, chociaż ona nie dała tego po sobie poznać podczas rozmowy z Jeremym tego dnia.

– Nie – Colt potrząsnął głową - Rutledge też nie bierze pod uwagę, skoro odwiedził wczoraj znaną prostytutkę, wziął sobie dwadzieścia minut, by zrobiła mu loda i poszedł.

- Mam źródło, które mówi, że ona poświęca temu dużo czasu - powiedział mu Layne.

– Nie wiem, co powiedzieć, Tanner. Możemy wciągnąć ją w kradzież tożsamości i zatrzymać Jeremy’ego Gouldinga za to, ale ona się wykręci, jak zrobimy to, a z tego, co przeczytałem i co wie o niej Departament Policji Indianapolis, ta suka jest ze stali. Nie złamiemy jej. Potrzebujemy dowodów. Mówiłeś, że twój mężczyzna nie znalazł zdjęć z sesji zdjęciowej w jej mieszkaniu?

– Dev nic nie znalazł. Miał dużo czasu na obejrzenie i było czyste, więc założył pluskwy i wyszedł.

- Nawet gdyby je znalazł, robienie zdjęć nastoletnim dziewczynom nie jest sprzeczne z prawem. Nie jest fajne, ale nie mamy nic, żeby się do niej przyczepić.

- Jeremy kupił nam jeszcze kilka dni - powiedział mu Layne - Słyszałem to, kiedy słuchałem tego ranka”.

– No cóż, miejmy nadzieję, że ona spieprzy, zanim on pęknie. Przeczytałem też o nim. Mały oszust, niezbyt bystry, głupi rekrut dla niej, ale może nie, ponieważ uczyniła go prawie jedyną twarzą tego gówna, więc jest także idealnym facetem do upadku. To cud, że do tej pory się nie rozpadł.

Właśnie o to martwił się Layne.

Głos Colta zniżył się - Jak to gówno ruszy się o wiele szybciej, twoje źródło wyjdzie na jaw.

- Mówiłem ci, powiedziałem Merry’emu, że to nie może się zdarzyć - odpowiedział równie cicho Layne.

– Tanner…

- Wciąż nie mamy dowodów. Nie znamy lokalizacji jej stajni. Nie mamy blokady na jej armię. I nie mamy nic, co łączyłoby ją z Rutledge’m, z wyjątkiem informacji o małym oszustwie i czymkolwiek, do cholery, jest Ryker, a Ryker widział Rutledge’a tylko raz, jak odwiedzał mieszkanie. Moja dziewczyna będzie kołysała się na wietrze i uwierz mi, bracie, nigdy nie miałbyś Towers za słowo mojego źródła, a bez żadnych dowodów nie poszłaby nawet na rozprawę. Potrzebujemy cierpliwości.

- Nie potrzebujemy cierpliwości, Tanner, potrzebujemy czasu i myślę, że kilka dni nie załatwi nam gówna. Goulding się zawali i ucieknie.

- Masz jakieś błyskotliwe pomysły? – zapytał Layne.

- Jedyny jaki mam, nie jest jasny, bolą mnie zęby i pozostawia nieprzyjemny posmak w ustach – odpowiedział Colt.

– Ustaw jedną z dziewczyn – mruknął Layne.

– To się nie wydarzy – mruknął Colt.

Dzielili nieszczęśliwą ciszę, dopóki Layne jej nie przerwał - Cierpliwość.

– Modlitwa – odpowiedział Colt - Użyli Boga. Miejmy nadzieję, że poczuje się zmotywowany, by nam pomóc.

– Posadzę na tym Verę – zaproponował Layne.

– Tak – odparł Colt, unosząc jeden kącik ust w półuśmiechu.

Layne otworzył drzwi i wyszedł.

Colt poszedł za nim.

Layne kiwnął głową ludziom, których znał, gdy przechodził przez salę główną w drodze do tylnych schodów. Wyciągnął komórkę, biegnąc po schodach i był już za drzwiami, zbliżając się do mercedesa, kiedy Rocky odebrała jego telefon.

– Hej, skarbie – odpowiedziała.

- Hej, mała. Gdzie jesteś?

Zadzwoniła i powiedziała mu, że Spike ją zwolnił, poszła do Mimi’s, wpadła na Feb, a ponieważ nie miała czym jeździć, a Layne był zajęty, ona i Feb miały pobyć razem.

- U Vi. Gdzie jesteś?

– W drodze do Vi – odpowiedział, wsiadając do jej samochodu.

Usłyszał jej cichy śmiech, a potem zniknął, a ona zapytała - Wszystko w porządku?

- Będzie.

Pauza, a potem - To nie jest najlepsza odpowiedź, Layne.

– Najlepsze, co mogę na razie zrobić, pączuszku. Poinformuję cię, kiedy wrócimy do domu. Czy dziś wieczorem to twój dom, czy mój?

- Mój - odpowiedziała natychmiast.

– Nie podoba ci się szczoteczka do zębów, którą kupił ci Jas?

Wybuchła śmiechem, a Layne słuchał tego, myśląc, że śmiech Rocky sprawił, że dzień dobrych i złych rzeczy przemienił się w ponownie głównie dobry.

Kiedy udało jej się to opanować, odpowiedziała - Nie. W moim domu nie ma Devina i Very.

O cholera.

- Myślałem, że ty i mama jesteście okej.

Nie było nic przez kilka sekund, a potem wiedział, dlaczego, kiedy mówiła cicho. Szukała prywatności.

- Vera i ja jesteśmy okej. Ale nie tak okej, że, podejrzewam, byłaby szczęśliwa, słysząc, jak jej syn sprawia, że jęczę, a ja cieszę się tobą, kochanie, ale nie chcę się dusić za każdym razem, gdy będziemy uprawiać seks.

To oznaczało, że Layne zamierzał trochę tego wieczoru dostać sobie czegoś. Nie było to zaskakujące. Osiemnaście lat nie zdołało odciąć nawet warstwy apetytu seksualnego Roc lub Layne’a. Ale to nie znaczyło, że obietnica tego nie była cholernie wspaniała.

Cholera, to już prawie koniec, ale dzień był coraz lepszy.

– Dobry wybór – mruknął Layne i przekręcił kluczyk w stacyjce.

– Do zobaczenia wkrótce – odpowiedziała.

- Absolutnie.

Layne rozłączył się, wrzucił bieg i wycofał z miejsca parkingowego.

Potem ponownie włączył telefon, przewinął do numeru Jaspera i powiedział synowi tyle, by jego syn mógł spać spokojnie tej nocy.

 


 

1 komentarz: