Rozdział 23
Wystarczy?
Jej dłoń podniosła się do
jego szczęki i Rocky ustami przy jego uchu szepnęła natarczywie – Jasper.
*****
Layne otworzył oczy i
zobaczył ciemność.
Dzwonił jego telefon
komórkowy na stoliku nocnym Rocky, ale Rocky się nie poruszyła. Była nieprzytomna
i to był środek nocy.
Layne skręcił szyję i sięgnął
po swoją komórkę, gdy jego oczy wbiły się w budzik Rocky. Była pierwsza siedem
nad ranem.
Kurwa.
Spojrzał na wyświetlacz
swojego telefonu i szybko odebrał połączenie, gdy Rocky poruszyła się u jego
boku.
- Wszystko w porządku,
kolego? – zapytał Jaspera Layne.
- Tato - odpowiedział Jasper,
a ton tego jednego słowa sprawił, że Layne ścisnął Rocky, a następnie szybko
wysunął się spod niej.
– Mów do mnie – rozkazał
Layne, wstając z boku łóżka.
- To Keira – wyszeptał
Jasper, brzmiąc na przerażonego.
Kurwa.
- Co jest z Keirą? – zapytał
Layne. Szedł przez ciemny pokój po ubrania. Pomiędzy pobytem w biurze, a dojazdem
do Rocky, poszedł do domu i spakował torbę. Znalazł ją i zaczął grzebać w niej,
gdy usłyszał Rocky poruszającą się w łóżku.
- Nie wiem. Odleciała. Jest w
moim samochodzie i nie jest przytomna, tato. Zemdlała. Jeździłem po okolicy,
próbując ją obudzić, porozmawiać z nią. Nie mogę zabrać jej takiej z powrotem
do państwa Callahan. Będą świrować. Ale minęła już jej godzina policyjna, więc
i tak będą świrować. Nie wiem, co robić.
- Wyjaśnij mi to, kolego -
zażądał Layne. Trzymając telefon między uchem a ramieniem, podciągnął dżinsy.
Zapaliło się światło, Rocky wyszła z łóżka.
- Poszliśmy na imprezę. Tato…
cholera, dobra… cholera – syknął Jas
i przestał mówić.
- Jasper, posłuchaj mnie
chłopcze, musisz natychmiast udzielić mi informacji. Nie martw się o kłopoty.
Skup się.
Nastąpiła przerwa - Dobra,
no, było piwo i wypiliśmy trochę.
Layne wyciągnął z torby
koszulkę i założył ją, trzymając telefon przy uchu najlepiej, jak potrafił, gdy
Rocky zniknęła w garderobie.
- Racja – ponaglił, gdy
Jasper nie powiedział nic więcej.
– Nie było tak dużo, tato,
przysięgam. Przysięgam. Miałem jedno lub dwa, bo prowadziłem. Keira nie miała
wiele więcej. Przysięgam, tato. Nie ma mowy, żeby padła, nie w ten sposób.
- Mów dalej - Layne chwycił buty,
a Rocky wyszła z szafy w rozpiętych dżinsach i ze swetrem w ręku.
- W jednej sekundzie była w
porządku, nie była pijana ani nic w tym stylu, a potem zaczęła się potykać,
zachowywać dziwnie, całkowicie oderwana od rzeczywistości. Nie trwało to długo,
minuty, tylko minuty, tato, a ona zemdlała. Zaniosłem ją do samochodu i
zacząłem jeździć. Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym zrobić.
- Chorowała?
– Nie, nie ma mowy. Nie była
aż tak pijana.
- Oddycha dobrze?
- Tak, całkowicie w porządku.
Czasami mamrocze, porusza się. Po prostu zemdlała.
- Jak dawno to było?
- Przygotowywaliśmy się do
wyjazdu. Jej godziną policyjną jest północ. A więc najwyżej półtorej godziny.
Layne siedział na łóżku. Miał
na sobie skarpetki, wkładał buty.
– Kiedykolwiek zniknęła ci z
oczu? – zapytał.
- Co?
- Keira, na imprezie, czy kiedykolwiek
zniknęła ci z oczu?
- Tak - odpowiedział Jasper -
Raz. Poszła do łazienki tuż przed tym, jak zaczęła się dziwnie zachowywać.
- Piwo, czy to były butelki,
puszki, beczka?
- Beczka – odpowiedział
Jasper.
– Brałeś jej piwa, czy zrobił
to ktoś inny?
- Uhm… głównie ja, tak myślę.
Nie wiem.
- To ważne kolego, czy ktoś
dał jej drinka?
Jasper milczał. Potem warknął
- Cholera!
- Ktoś dał jej drinka?” -
naciskał Layne.
- Nie, nie wiem, może.
Niektórzy strzelali szoty, tato, ale Keirry i ja nie. Przynajmniej nie wtedy,
kiedy była ze mną. Ale teraz już to rozumiem. Nie zemdlała, ktoś dał jej drinka
i coś jej dosypał.
– Tak właśnie myślę –
powiedział Layne. Wstał i ruszył w stronę drzwi z Rocky u swego boku - Gdzie
jesteś?
- Na parkingu Salonu Szanghaj,
z tyłu.
– Roc i ja będziemy tam za
dziesięć minut. Trzymaj się i nie opuszczaj jej.
- Dobra – mruknął Jasper i
rozłączył się.
Layne odjął telefon od ucha,
gdy schodził po schodach.
– Keirze coś dosypano? –
zapytała Rocky jego plecy.
Zszedł na dół i podszedł do
swojej kurtki na fotelu.
Chwycił ją i wrzucił na
ramiona.
– Tak, byli na imprezie, pili
piwo – odpowiedział Layne, gdy odwrócił się i zobaczył, że jest przy barze,
chwytając płaszcz, który rzuciła tam na stołek - Mówi, że całkowicie odleciała.
Rocky spojrzał na niego.
Wkładała kurtkę - Vi i Cal ześwirują – zauważyła cicho.
Vi i Cal już dość przeszli. Będą
świrować, absolutnie.
Layne podszedł do baru i złapał
klucze - Weź telefon, pączuszku, prawdopodobnie się martwią. Powiedz im, że
Keira jest bezpieczna. Dosypali jej czegoś na imprezie, Jasper się nią zaopiekował
i sprowadzimy ją do domu w ciągu pół godziny.
Rocky skinęła głową, chwyciła
torebkę i poszukała komórki, kiedy wychodzili. Layne zamknął i oboje poszli do
Suburban’a. Rocky zadzwoniła do Vi i Cala w samochodzie i słuchając jej,
wiedział, że dostała Cala, a ponadto wiedział, że dostała nieszczęśliwego Cala.
Layne pojechał do Shanghai
Salon, a następnie okrążył go, znajdując Chargera zaparkowanego na słabo
oświetlonym zapleczu. Zaparkował blisko i wysiadł, gdy Jasper i Rocky wysiedli,
Rocky podeszła bezpośrednio do siedzenia pasażera Chargera, Layne zostawił ją i
poszedł do swojego chłopca.
- Zabierzemy ją do domu –
powiedział Layne synowi bez wstępów - Ty wieziesz Keirę, ja za tobą. Przyznajesz
się do piwa i bierzesz to, co Cal daje - Jasper skinął głową, a Layne zapytał -
Wiesz, kto by jej to zrobił? - Jasper potrząsnął głową - Znasz kogoś, kto robi
to gówno? - Jasper ponownie pokręcił głową - Ktoś na przyjęciu zachowywał się dziwnie,
czujnie?
- Nie - odpowiedział Jasper,
po czym kontynuował szczerze - Ale ja bym tak naprawdę nie wiedział, tato.
Bawiliśmy się dobrze. Nie zwracałem na to zbytniej uwagi.
Layne skinął głową – Ma
wielbicieli?
- Tak – odpowiedział Jasper -
Jest gorąca.
- Którykolwiek z nich dał ci
złe wibracje? – zapytał Layne.
- Wszyscy, tato, to moja mała.
Niezbyt lubię tego, że ona ma wielbicieli.
Jezu, niesamowite, Jasper był
tak cholernie taki jak on.
- W porządku, myślisz o tym
gównie w drodze do Violet i Cala, bo Cal będzie zadawał te same pytania i będzie
ci lepiej, masz odpowiedzi.
Jasper skinął głową i Rocky
podeszła do nich.
– Do samochodu, kolego, jedźmy
– rozkazał Layne i już miał się odsunąć, ale zatrzymał się, gdy zobaczył
wyciągniętą rękę Rocky. Złapała Jaspera i wyraźnie go ścisnęła. Jasper spojrzał
na nią, na twarzy jego syna była mieszanka skrajnie wkurzonego i poważnie
zaniepokojonego, a jej ucisk nie zrobił nic, by to złagodzić. Raquel to
zauważyła, ale mimo to posłała mu słodki, wyrozumiały uśmiech, kolejny raz
ścisnęła dłoń, po czym puściła jego rękę i cicho podeszła do siedzenia pasażera
Suburban’a.
*****
Bzyczenie zaczęło się, było
głośne i nie ustało.
Layne otworzył oczy, gdy
Rocky podniosła się do łokcia u jego boku.
- Jezu, kurwa, co to za
cholerstwo? - Layne wymamrotał, przesuwając głowę na poduszce, żeby na nią
spojrzeć.
– Ktoś jest przy bramie –
wymamrotała Rocky - Możesz go dostać przez telefon.
Layne odwrócił się do stolika
nocnego i zobaczył, że jest szósta czterdzieści trzy i poczuł, jak zaciska mu się
szczęka.
Złapał telefon i przyłożył go
do ucha - Tak?
– Pomyślałam, że tam będziesz
– odwarknęła Gabby - Wpuść mnie.
Kurwa.
– Gabby, jest wcześnie. Nie
robimy tego – powiedział jej Layne.
– Wpuść… mnie… albo
przysięgam na Boga, przysięgam na
Boga, Tanner, będę tu siedzieć cały pieprzony
dzień i nie zrobię tego cicho – warknęła Gabby.
Zrobiłaby to. Gabrielle w
rozdrażnieniu, zrobiłaby wszystko.
Layne spojrzał na Rocky i
zapytał - To Gabby. Jak ją wpuścić?
Patrzył, jak oczy Rocky zrobiły
się duże, a potem odpowiedziała - Wciśnij trzy.
Layne nacisnął trzy, odłożył
telefon i sturlał się z łóżka.
- Co ona tu robi? – spytała
Rocky i usłyszał, jak toczyła się za nim.
Layne podniósł dżinsy z
podłogi i odwrócił się do niej. Skonfiskowała jego koszulkę zeszłej nocy po
tym, jak wrócili do domu po tym, jak namówili Cala na nie wykopywanie gówna z
Jaspera. Zdjął koszulkę i ledwo ściągnął ją przez głowę, kiedy wyrwała mu ją z
ręki, włożyła i padła na łóżko.
- Zostań tutaj, pączuszku.
Zajmę się nią – rozkazał Layne, zamiast odpowiadać na jej pytanie, a Rocky
spojrzała na niego.
– Dlaczego ją wpuściłeś?
- Ponieważ chciała, dążyła do
tego, jest suką, a jak nie dostaje tego, czego chce, jest bardziej suką. Więc
nauczyłem się pozwalać jej wybuchnąć z tym, skończyć z tym i iść dalej.
Rocky skinęła głową, po czym
wypaliła – Dobrze, ale to jest mój dom i nie zostanę tutaj.
– Roc – zaczął Layne,
zapinając dżinsy - Poważnie, Słonko, zaufaj mi w tej sprawie. Zostań tutaj.
– Nie – odparła Rocky, stojąc
z boku łóżka, nie ruszając się i nie ubierając.
Kurwa. Teraz Rocky dążyła do
tego.
Kochał ją. Był szczęśliwy jak
diabli, że miał ją z powrotem. Ale w tym momencie, gdy jego była żona zmierzała
do mieszkania, a Rocky stała uparcie się przed nim, Layne pozwolił sobie na pół
sekundy zastanowienia się, jak wyglądałoby życie jego z dorosłą kobietą w typie
Giselle – nieśmiałą, cichą i słodką, kobietą, która martwiłaby się, kiedy by się
wkurzył.
Potem zdał sobie sprawę, że
prawdopodobnie znudziłoby go to.
Wtedy się poddał.
– Dobrze, to daj mi moją
koszulkę – rozkazał Layne.
– Nie – powtórzyła Rocky, a
Layne spojrzał na nią.
- Pączuszku, daj mi moją
koszulkę.
– Nie, Layne, nie ma nawet
siódmej, jest niedziela, a ty od tygodni urabiasz sobie dupę dla niej i połowy miasteczka.
Vera opowiedziała mi o niej, więc wiem, co to jest. Ona nie przychodzi tutaj i
nie wpada w złość, kiedy dla połowy miasteczka narażasz swój tyłek i,
powtarzam, dla niej. Ale skoro
przyjechała tu, żeby wpaść w złość, oczywiście, by wskazać swoją rację, więc ja
też wskażę swoją rację. I to zostanie podkreślone, gdy wejdzie do mojego mieszkania
wczesnym niedzielnym rankiem,
wyciągnie mojego mężczyznę z mojego łóżka i zobaczy, że mam na sobie jego koszulkę.
Cholera, stawiała swoje
roszczenie, stawiała je przed Gabby ze wszystkich pieprzonych ludzi.
Zapomniał o tym o niej.
Miękka, słodka, słodka, zabawna, kochająca, drażliwa, gorąca w łóżku, ale była
też Merrick’iem. Nie krzyżowałeś gardy z Merrick’iem.
Layne podszedł bliżej i
położył ręce na jej szyi - Kochanie, posłuchaj mnie. Ona nie stanowi zagrożenia
- powiedział cicho.
– Wiem o tym, a teraz ona też
tego się dowie – odparła Rocky.
Jej oczy były jasne i twarde,
błyszczały, była wkurzona.
Widząc to, Layne od razu
pomyślał, że cała ta sprawa była zabawna, a nie upierdliwa. Pomyślał o tym
głównie dlatego, że Rocky była uroczo wkurzona, ale także dlatego, że Gabby
potrafiła być suką i uznał, że niedługo spotka godną przeciwniczkę. Musiał
przyznać, że jego była tak długo rozwalała mu jaja, że nie mógł się doczekać przedstawienia.
Przełknął śmiech, skutecznie
zwalczył uśmiech, puścił ją i odwrócił się, by podnieść brudną koszulkę, którą
miał na sobie wczoraj.
Prostował się, kiedy rozległ
się dzwonek do drzwi i wyrwano mu koszulkę z ręki.
Jego oczy powędrowały do Roc
- Pączuszku…
– Nie – warknęła, odwróciła
się i wyszła z pokoju, wciąż niosąc jego koszulkę.
Najwyraźniej jej punkt
widzenia miał zostać pogłębiony, gdy Gabby zostanie skonfrontowana z nagim
torsem Layne’a.
Layne podążył za nią, opuszczając
oczy na nogi, pozwalając sobie na uśmiech, aż dotarł na schody i przybrał kamienny
wyraz twarzy.
Zszedł na najniższy stopień, kiedy
Rocky, nie niosąc już jego koszulki, która w tajemniczy sposób zniknęła, bo
Layne nigdzie jej nie widział, otworzyła drzwi.
Gabby nie wahała się ani
sekundy, zanim oddała pierwszy strzał.
- Nie miałeś czasu, żeby się
ubrać? – warknęła, wciągając się prosto do rozgrywki Rocky.
– Jest niedziela – odpaliła
Rocky, odsuwając się na bok, by Gabby weszła.
- Po twoim wyjściu Layne i ja
wracamy prosto do łóżka. Nie będę marnowała czasu na ubieranie się tylko po to,
żeby Layne znów mnie rozebrał.
Jezus. Cios poniżej pasa.
Wiedział o tym, ale to wiedza została wzmocniona przez zaczerwienienie twarzy
Gabby w tym samym czasie, w którym się wykrzywiła.
- Cóż, nie pozwól, żebym cię
wyrzuciła, możesz od razu wrócić do łóżka - odpowiedziała Gabby, nie wchodząc
wgłąb mieszkania – W każdym razie wolałabym, żeby cię tu nie było, kiedy Tanner
i ja będziemy rozmawiać o naszych
synach.
To było bezpośrednie
trafienie i oczy Rocky zwęziły się, gdy trafiło.
- Obawiam się, że nie możesz
mi mówić, co mam robić w moim domu. Chcesz prywatnej rozmowy, zachowujesz się
jak normalny człowiek, dzwonisz do Layne’a o przyzwoitej godzinie, umawiasz się
na spotkanie przy kawie i rozmawiasz jak cywilizowany człowiek. Chcesz dramatu,
tu i teraz, będziesz musiała zagrać go z publicznością.
- Częstuj się - mruknęła
Gabby, a jej oczy powędrowały do Layne’a, który stał, obserwując i trzymając
usta zamknięte.
– Wchodź do mieszkania –
zażądała Rocky, kiedy Gabby otworzyła usta, by zwrócić się do Layne’a, a oczy
Gabby znów się do niej przesunęły.
– Nie mów mi, co mam robić –
warknęła Gabby.
- Nie będziesz rzucać złośliwości
poza moim mieszkaniem. Wejdź do środka - odparł Rocky.
– Nie wejdę do twojego domu –
odparła Gabby.
– Masz dwie sekundy, żeby
wejść do środka. Jak nie, zobaczysz drzwi zamknięte ci tuż przed nosem,
zadzwonię po ochronę, a oni usuną cię z lokalu – ostrzegła Rocky.
- Dobrze - syknęła Gabby,
pochylając się do przodu – Powiem Jasowi i Tripp’owi, że kazałaś mnie usunąć
przez ochronę i mogą już nie lubić Świętej Rocky tak cholernie bardzo.
– Mogą. Z drugiej strony mogą
się zastanawiać, dlaczego jesteś na moim progu przed siódmą, zmuszając do
konfrontacji – odpaliła Rocky, a usta Layne’a drgnęły, ponieważ jego chłopcy
kochali swoją matkę, ale też ją znali. Gabby to wiedziała, dlatego Rocky miała w
tym Gabby.
- Uważasz, że to zabawne? - Gabby pisnęła, robiąc pięć szybkich kroków do środka,
a Rocky zamknęła za nią drzwi. Patrzył na Roc. Przegapił wzrok Gabrieli, którym
go obrzuciła.
– Tak – odparł Layne.
- To nie jest śmieszne - Głos
Gabby podniósł się, co oznaczało, że straciła tę niewielką kontrolę nad sobą, a
to nigdy nie było ładne. Oznaczało to, że Layne skończył cieszyć się pokazem -
Dlaczego tu jesteś?
– Mój syn wrócił do domu po
drugiej w nocy – odpowiedziała bez wahania Gabby – Godzinę temu wyciągnęłam
jego tyłek z łóżka i opowiedział mi, co się stało zeszłej nocy. Nie zadzwonił i
nie powiedział, że spóźni się na godzinę policyjną. Nie dzwonił do mnie, kiedy
miał kłopoty. Wrócił do domu i położył się do łóżka, jakby mieszkał w
pieprzonym hotelu, a jego matka nie rzucała się i nie odwracała, nie czekała na
niego i nie przejmowała się.
– Mówisz mi to, ponieważ… –
podpowiedział Layne.
- Mówię ci to, ponieważ ty powinieneś był mi powiedzieć, co się
działo, a jeśli tego nie zrobiłeś, skoro ty
byłeś z Jas’em zeszłej nocy, ty powinieneś
doradzić mu, aby podzielił się w chwili,
w której wrócił do domu – odpowiedziała Gabrielle.
– Zajęliśmy się tym – odparł
Layne.
- Jestem jego matką! -
krzyknęła Gabby.
– Jezu, Gabby, trzymaj się –
rozkazał Layne.
– Pieprz się – odpaliła.
Layne rozłożył ramiona i
położył ręce na biodrach – W porządku, kobieto, jesteś jego matką, a on
spieprzył zeszłej nocy. Wypił kilka piw. Pozwolił swojej dziewczynie wypić
kilka piw. Ma siedemnaście lat, to gówno się zdarza. Ja to zrobiłem. Ty to robiłaś.
Każdy to robi. To nie było w porządku, ale był sprytny, nie upił się, bo
prowadził. Ale jego dziewczynie wrzucili prochy i to go przeraziło. Troszczy
się o nią. Nie wiedział, co robić. Więc jeśli ja mu tego nie poradziłem, a on
sam nie zdecydował się wpuścić ciebie w to gówno, to jego wybór. Miał
wystarczająco dużo do czynienia z faktem, że jego dziewczyna została odurzona
narkotykami wbrew swojej woli na jego zmianie, a jej ojczym był cholernie
niezadowolony. Jeśli po tym nie miał ochoty znosić twojego gówna, nie mam do
niego pretensji.
- Nie ma decydować, czy zniesie moje gówno, Tanner – wróciła Gabby –
jestem jego matką, on ma siedemnaście lat. Traktujesz go, jakby miał
trzydzieści pięć lat.
– To mądry dzieciak – odparł
Layne.
– Tak, jest, jest mądry, ale
wciąż ma siedemnaście lat. Jest jeszcze dzieckiem. Wyrzuciła ręce, a jej oczy
zapłonęły – Pozwoliłeś im przeklinać, obydwóm, a Tripp ma tylko czternaście
lat. Myślisz, że to gówno nie wycieka do mojego domu? Tripp powiedział mi wprost,
że pozwalasz im przeklinać!
Cholera, ale Tripp był czasem
gadułą.
Gabby kontynuowała - A ta
sprawa z Grupą Młodzieży, nie wiem, co się z nią dzieje. Wiem tylko, że żaden z
moich synów nie znalazł Jezusa. To nie tak, że nie słyszałem, jak ludzie o tym mówią,
więc myślę, że powinnam wiedzieć, co
tam robią, ponieważ domyślam się, że jesteś w jakiś sposób zaangażowany. To
niebezpieczne i żaden siedemnasto- i czternastoletni chłopiec nie powinien brać
udziału w jednej z twoich operacji.
Omijał Grupę Młodzieżową,
temat, który mógłby sprawić, że Gabby eksploduje głowa i musiał to przyznać,
słusznie, i skupił się na czymś, co mogło nie sprawić tego - Gabrielle,
przeklinają w szkole, przeklinają ze swoimi przyjaciółmi. Kogo to obchodzi,
jeśli przeklinają?
- Mnie obchodzi! - krzyknęła.
– To śmieszne – odparł Layne.
– To bycie dobrym rodzicem,
Tanner – odwarknęła.
– Nie idź tam, Gabby –
ostrzegł Layne - Jestem dobrym ojcem.
Skinęła głową i skrzyżowała
ręce na piersi - O tak. Tak, jesteś. Najlepszy tata na świecie. Najfajniejszy tata na świecie. Nowina,
Tanner, nie wiedziałeś, więc pozwól, że cię pouczę - oznajmiła zgryźliwie - Bycie
dobrym ojcem nie oznacza bycia fajnym
ojcem. To znaczy być tatą.
Layne zrobił dwa kroki w jej
stronę, a kiedy to zrobił, patrzył, jak się przygotowała, co uznał za dobry
wybór z jej strony, biorąc pod uwagę, że stracił cierpliwość i nie ukrywał
tego.
- Znam moich chłopców, wiem
do czego są zdolni i komunikujemy się. Obaj są prawie mężczyznami i muszą
nauczyć się, jak być dobrymi – powiedział jej Layne niskim, dudniącym głosem.
Był wkurzony - Od samego początku, jeszcze przed naszym rozwodem, jasno dałaś
do zrozumienia, że oboje byliśmy sami w tej sprawie z rodzicami. Nigdy się nie
zgodziliśmy. Nigdy nie poszłaś na kompromis. Więc rób to po swojemu, ja zrobię
to po swojemu, ale odkąd podjęłaś tę decyzję, nie możesz naskakiwać na mnie i mówić
mi, żebym robił to po twojemu. Wychowuję moich chłopców tak, jak uznam za
stosowne.
- Racja, więc jest w
porządku, że przeklinają: pieprzyć to i gówno tamto. I dobrze, że twój
czternastoletni syn już się umawia na randki, a nawet nie może prowadzić. I to w porządku, że twój
siedemnastoletni syn pieprzy się w pięciu różnych szkołach średnich. Wszystko w
porządku, ponieważ - cofnęła się i machnęła ręką w kierunku Rocky - takim
właśnie jesteś mężczyzną i tak właśnie ich uczysz.
- Co to znaczy? - Rocky z
sykiem włączyła się do rozmowy.
Gabby odwróciła się do niej -
Nie masz dzieci, Święta Rocky, więc tego nie zrozumiesz, ale to nie jest w
porządku i nie daje dobrych lekcji, gdy tata pieprzy nauczycielkę angielskiego
z liceum prosto pod ich nosem.
Zanim Layne zdążył się
odezwać, Rocky to zrobiła
– Wiesz, że to nie w porządku
– szepnęła, ale szeptała, żeby nie krzyczeć.
- Wiem? - Gabby odskoczyła.
– Wiesz, że to nie w porządku
– powtórzyła Rocky.
- Wiesz, co jest nie tak?
Ktoś taki jak ty, kto ma wszystko, kto zawsze miał wszystko, bierze więcej. Bierzesz
coraz więcej i więcej - warknęła Gabby, podchodząc do Rocky, a Layne poruszał
się jednocześnie z nią, tak że znalazł się za Rocky. Gabby nawet na niego nie
spojrzała, kiedy zatrzymała się dwa kroki od Roc - Nie masz dość ubrań,
samochodu i rezydencji, potrzebujesz też moich dzieci?
– Nie dbasz o swoje dzieci,
Gabrielle – powiedziała cicho Rocky - Zależy ci na Layne.
Tułów Gabrielle odskoczył, a
ona wypuściła powietrze - Proszę.
- Chcesz go, zawsze go
chciałaś - odparła Rocky.
– Miałam go – stwierdziła
Gabby z szyderczymi ustami, nie patrząc na Layne’a - Pozbyłam się go.
Layne przewrócił oczami do
sufitu, ale Rocky roześmiała się i był to śmiech pozbawiony humoru, więc
spojrzał z powrotem na swoją kobietę.
– Jesteś taka pełna gówna,
Gabrielle – powiedziała cicho Rocky.
- Zaufaj mi, kochanie, kiedy
zostaniesz w pobliżu na tyle długo, by włożyć jego obrączkę na palec, też go
odrzucisz – stwierdziła Gabby.
Layne znieruchomiał, ale
Rocky skamieniała.
To nie znaczyło, że Rocky się
nie odzywała. Zrobiła to, by powiedzieć - Tak, więc, aby włożyć jego obrączkę
na mój palec, jaka jest twoja rada, Gabrielle? Czy powinnam przestać brać
antykoncepcję i go upić?
- Suka - syknęła Gabby,
pochylając się do przodu.
– Och, czekaj – rzuciła Rocky
- Ja nie muszę go upijać, żeby chciał mnie
przelecieć.
Pieprzone piekło.
– Kobiety – warknął Layne.
Obie go zignorowały.
- Idź do diabła - warknęła
Gabby.
- Widzisz, pełna gówna -
Rocky wróciła do swojego wcześniejszego tematu.
- To, co jest pełne gówna, to
to, że jesteś przewodnikiem Trippa po wszystkim, dziewczyno, i bawisz się w
swatkę, aby pomóc Jasowi uzyskać to, czego chce. Tak, wiem. Słyszę od Trippa
przez telefon. Widziałam cię z Keirą Winters na meczu. Potem, puf – jej ręka
wystrzeliła – Jasper spotyka się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Cholera,
tak daleko wczołgałeś się im w tyłki, to cud, że mogą chodzić! - Skończyła na
krzyku.
– Uspokój się, Gabby –
ostrzegł Layne, ale Rocky przemówiła razem z nim.
– Um… pozwól, że cię nauczę,
Gabrielle – powiedziała - Jestem nauczycielką. Widzę to rok po roku, najpopularniejsza
dziewczyna Keira i najpopularniejszy chłopak Jasper. Takie gówno się zdarza,
najpopularniejszy chłopak i najpopularniejsza dziewczyna. Miało się to wydarzyć
w taki czy inny sposób. Ale żeby wiedzieć, ja nie pracowałam z Keirą, Keira
pracowała nad Jasem.
– Racja, Keira nie była w
moim domu na kolacji – odparła Gabrielle.
– W takim razie zaproś ją –
odpaliła Rocky.
– To prowadzi donikąd –
wtrącił Layne i spojrzał na Gabby.
- I to nie jest fajne.
Powiedziałaś swój kawałek i jak zwykle się nie zgadzamy. Teraz ruszamy dalej.
– O nie, nie, nie ruszamy –
powiedziała Gabby, jej oczy wciąż płonęły i wiedział z doświadczenia, po
wyrazie jej twarzy, że miała zamiar przekroczyć granicę.
I tak zrobiła.
- Chcesz wiedzieć, co nie
jest fajne? Co nie jest fajne, to wy dwoje łączycie się, żeby zabrać jedyne
rzeczy, które mi zostały, moich chłopców. A to, co też nie jest fajne, to ty -
wskazała palcem Layne’a - pozwalający im robić to, co cholernie chcą robić,
kiedy tylko chcą. Wyjdę stąd tylko wtedy, gdy będziemy mieli umowę i to będzie
tak, że ona - dźgnęła palcem w Rocky
- nie zostaje w twoim domu, kiedy są tam chłopcy, a ty - znowu dźgnęła palcem w Layne’a - nauczysz się to wysysać i być
przyzwoitym ojcem!
Layne zacisnął zęby i zaczął
liczyć do dziesięciu, chociaż wiedział, że to nie działa. Musiał czegoś
spróbować, żeby nie położyć rąk na matce swoich dzieci.
Rocky nie policzyła do
dziesięciu.
Pomaszerowała do drzwi,
otworzyła je i rozkazała - Wynoś się.
- Nie ma mowy, Święta Rocky,
chciałaś mnie tu, dramat dzieje się tutaj - Gabrielle odparła, wskazując na
podłogę u jej stóp.
– Wynoś się – powtórzyła
Rocky.
– Wykorzystałaś tę dyskusję, masz
to – odparła Gabby.
- Nie wykorzystałam niczego, Gabrielle, to jest mój salon! - Głos Rocky
był bliski krzyku.
– Dość – uciął Layne i wzrok
obu kobiet skierował się na niego, ale jego był skierowany na Gabrielle - Znoszę
twoje gówno przez długi czas, jako pokutę za spieprzenie z moimi chłopcami, ale
to już skończone. Ostrzegam cię w tej chwili, Gabby, skończone. Spieprzyłaś, a
ja wyprostowałem twoje gówno. Przypomnę ci coś, o czym zapomniałaś i jest do
bani. Muszę rzucić ci to w twarz, chciałem tego uniknąć, ale zmusiłaś mnie. Ale
kobieto, nie masz już czym grać. Najwyraźniej nie zwróciłaś na mnie uwagi,
kiedy ostatnio rozmawialiśmy, więc ponownie dokonałaś wyboru. Niewłaściwego,
ale to twój wybór.
Wszedł do jej przestrzeni,
spojrzał na nią i zniżył głos.
- Nie mówisz mi, jak
wychowywać moich chłopców. Nie mów mi, kiedy moja kobieta może spać w moim
łóżku. Nie sprowadzasz dramatu na wyciągnięcie ręki do mojego domu lub na próg
jej domu o szóstej czterdzieści pięć rano ani kiedykolwiek. Otrzymujesz alimenty i my dzielimy się synami.
Istniejesz dla mnie tylko jako ich matka i tyle. Most tlił się od dawna,
kobieto, ale właśnie go spaliłaś. Skończyliśmy.
– To nie zadziała – odpaliła,
pochylając się i wspinając się na palcach, by dostać się do jego twarzy - Wiem,
że tego nienawidzisz, Tanner, ale jestem ich matką i nie masz innego wyboru,
jak tylko zająć się mną.
- Jas będzie w college’u w
przyszłym roku, Tripp jest młodszy o trzy lata. Prawie odeszli, Gabby. To
zadziała, bo sprawię, że to zadziała.
- Wtedy zobaczymy, co sąd ma
do powiedzenia o tobie pieprzeniu Świętej Rocky z chłopcami w domu –
odpowiedziała.
– Tak, prawdopodobnie im się
to nie spodoba, wiesz, że samotny mężczyzna ma dziewczynę. Prawdopodobnie nigdy
o tym nie słyszeli.
Jej twarz zbladła. Zrobiła
błędną zagrywkę, właśnie to zauważyła. Wiedział, że ją ma, ale Gabby, będąc
Gabby, nie dała mu tego. Zaczęła wgapiać się w niego. Nie była w tym tak dobra
jak Rocky, głównie dlatego, że robiła to z twarzą wykrzywioną i zgorzkniałą,
zamiast pełnej uroczej postawy. Nie było to miłe dla oka i wcale nie było
zabawne.
Layne cofnął się, był gotów
ruszyć dalej, ale Rocky przemówiła i zrobiła to cicho.
– To prawie smutne –
powiedziała, a Gabby odwróciła się do niej cała i spojrzała na nią - Jak bardzo
go pragniesz i do czego się starała posunąć, aby zwrócić jego uwagę.
A Rocky brzmiał smutno. Tak
też wyglądała. Jej oczy już nie błyszczały, były pełne zrozumienia.
Ale Layne nie przetworzył
tego głównie dlatego, że ścisnął mu się brzuch, a jego oczy przeniosły się na
Gabby, której twarz straciła cały kolor i wyglądała, jakby została uderzona.
Jasper to powiedział, ale
Layne tak naprawdę tego nie usłyszał.
Widzę, jak na ciebie patrzy. Tak mama zawsze na
ciebie patrzy, kiedy nie wiesz, że patrzy, ale to coś więcej.
Jezu pieprzony Chryste. To
był Jarrod Astley w stylu Gabby.
– Gabby – wymamrotał, a jej
spojrzenie powędrowało do niego, a potem ponad jego ramię.
– Pieprz się – szepnęła mu w
ramię, po czym zwróciła się do Rocky.
- Ty też się pieprz -
Podeszła do drzwi, zatrzymała się, odwróciła i omiotła ich oboje spojrzeniem,
które tak naprawdę nie połączyło się z żadnym z nich - Masz wszystko, rób co
chcesz, zawsze miałeś wszystko i robiłeś to, co chciałeś. Powinnam była
wiedzieć, że to się nigdy nie zmieni.
– Myślę, Gabby, że nie
zwracałaś uwagi – powiedział cicho Layne, stając za Rocky.
Gabby spojrzała na niego. Jej
spojrzenie przesunęło się na Rocky, potem w dół ich obojga i z powrotem do
Layne’a.
– Pieprzcie się – powtórzyła,
odwróciła się, wyszła za drzwi i zniknęła na schodach.
Rocky zatrzasnęła drzwi i odwrócił
się, by spojrzeć na Layne’a.
- Ostatnia niedziela zaczęła
się znacznie lepiej – zauważyła.
Layne spojrzał jej w oczy przez
chwilę, a potem nieco dłużej.
Potem wybuchnął śmiechem.
Rocky przycisnęła się do
niego, zakryła dłonią jego usta, sycząc - Layne, ona może cię usłyszeć!
– Nie przejmuję się –
powiedział Layne spod jej ręki.
- Ja przejmuję. To niegrzeczne!
Layne jednym z ramion objął
jej talię, a drugą ręką powędrował do jej nadgarstka i odciągnął ją od ust, a
następnie przycisnął do swojej piersi.
- Kto mieczem wojuje, od
miecza umiera - mruknął.
- Ona jest matką twoich synów.
– Jest suką.
- Layne!
- Co?
Spojrzała na niego, po czym
pokręciła głową, ale nie odpowiedziała.
Znowu nadszedł czas, aby
ruszyć dalej.
– W porządku, pączuszku,
domyślam się, że mamy jakieś dziesięć minut do następnej traumy. Możemy umyć
zęby, zrobić kawę i zabarykadować drzwi twoją kanapą lub wrócić do łóżka. Twój
wybór.
- Mogę zaproponować
alternatywny scenariusz, w którym zabarykadujemy drzwi, nastawimy kawę, wrócimy
do łóżka, a potem umyjemy zęby i napijemy się jej?
– To zajmie więcej niż
dziesięć minut.
Uniosła brwi, jej ciało
przycisnęło się bliżej, a jej ramię owinęło się wokół jego talii - Chcesz
powiedzieć, że nie jesteś gotowy na wyzwanie?
Spuścił głowę tak, że jego
twarz była blisko jej twarzy i wyszeptał - Nie, mówię, że jestem głodny i nie
lubię być poganiany, kiedy jem.
Jej ciało całkowicie wtopiło
się w jego, ale zrobiło to, gdy drżała.
- W takim razie łóżko -
odszepnęła.
Layne uśmiechnął się.
*****
– Uch… Layne? - Rocky zawołała
z wahaniem. Siedziała obok niego, gdy prowadził jej mercedesa, co, mimo że
Astley ją dla niej dostał, Layne musiał przyznać, że było słodką bryczką.
– Tak, pączuszku – odpowiedział
Layne.
Następna trauma się nie
wydarzyła. W rzeczywistości, on zadowalał się Rocky, Rocky zadowalała się nim.
Potem zeszła na dół, żeby zacząć kawę, wróciła na górę i dołączyła do niego pod
prysznicem. Tam oboje zadowalali się, a potem usiadł przy blacie w jej kuchni,
podczas gdy ona przygotowywała jajka w koszulce na tostach i hash browns.
Siedział tam obok Rocky, kiedy jedli jajka w koszulce na tostach i hash browns.
Potem Rocky potrzebowała około pół roku, żeby ułożyć włosy i nałożyć makijaż,
podczas gdy Layne dzwonił do różnych osób, żeby sprawdzić różne rzeczy. Po
wszystkim udali się do jego biura.
Nie był w stanie wyposażyć
jej w przycisk paniki poprzedniego dnia i dowiedział się od Dave’a, że Ernie
jest na służbie, słuchając podsłuchu. Pomyślał, że powinien zająć swoją kolejkę,
chociaż chciał to zrobić tak samo, jak chciał znosić tortury w wodzie, ale
równie dobrze mógłby to robić z Rocky siedzącą z nim przez pewien czas.
Wybierała się na zakupy spożywcze i miała kilka miejsc, w których mogła kupić
przedmioty na cichych aukcjach charytatywnych, ale w międzyczasie miała zamiar
trafić do biura. Byłaby w stanie załatwić mu Mimi’s i lunch, a on był prawie
pewien, że mógłby się z nią obściskiwać na swojej kanapie i nadal zwracać
wystarczającą uwagę na podsłuch, by usłyszeć, czy coś się dzieje.
Chociaż, co do ostatniej
części, był prawie pewien.
– Um… nie jestem do końca
pewna, jak to powiedzieć – przerwała jego myśli, wciąż mówiąc z wahaniem - Ale
myślę, że w końcu doszlibyśmy do tego punktu, ponieważ masz dwóch synów i
wydaje się, że będę w twoim życiu przez jakiś czas.
Layne nie wiedział, dokąd z
tym zmierzała, ale wciąż uśmiechał się do przedniej szyby i mruknął - Tak,
kochanie, przez jakiś czas będziesz w moim życiu.
Milczała przez chwilę, po
czym powiedziała - Dobrze, no cóż, umm… mogła wybrać bardziej dyplomatyczny
sposób, aby przedstawić swoją rację, ale jej racja była słuszna.
Layne był zdezorientowany,
dlatego zapytał - Powtórz?
- Gabrielle.
O cholera.
- Rocky…
– Okej – powiedziała szybko,
a on wiedział, że odwróciła się twarzą do niego, a spojrzenie w jej kierunku
dowiodło, że była to prawda - Jestem w twoim życiu, a oni są twoimi synami,
więc są w moim życiu, ale prawdę mówiąc,
przez większość czasu, obiecuję, kochanie, nie włączę się, chyba że tego zechcesz.
Tym razem, to znaczy, przez lata widywałam Gabrielle z chłopcami i wydaje mi
się, że jest dobrą mamą. Będąc dobrą mamą, bez względu na to, czy Jasper jest
chłopcem, czy nie, prawdopodobnie martwiła się o niego zeszłej nocy tak samo
jak Vi i Cal o Keirę. Wiem, że jesteś mężczyzną, a on jest twoim synem, jest
chłopcem i wiesz jacy są chłopcy, więc tego nie rozumiesz, ale wiem, że się
martwiła i – wciągnęła słyszalny oddech – powinieneś był do niej zadzwonić żeby
wiedziała, że wszystko z nim w porządku.
- Przepraszam, nie było cię
tam kilka godzin temu? – zapytał Layne.
- Byłam, ale…
Layne mówił jednocześnie z
nią - Staram się unikać kontaktów z Gabrielle.
- Cóż, ja też to rozumiem,
ale…
- Ona jest suką.
– Um… tak, ale…
Layne skręcił w Main i wyszło
mu, że w mercedesie Rocky, z wolnym podwójnym miejscem przed biurem, mógł po
prostu wjechać w nie, zamiast poświęcać całą uwagę, jak na kierowanie olbrzymim
Suburban’em.
Dzięki temu mógł dalej
rozmawiać z Rocky podczas parkowania - Nie jest suką dla chłopców, ale jest
twardą mamą. Jest surowa. Wtrąca się w ich sprawy. Nie zgadzam się z tym -
Przestawił samochód na neutralny, zaciągnął hamulec postojowy, wyłączył zapłon
i odwrócił się twarzą do Rocky - To jej wybór. Rozmawialiśmy o tym, kiedy byli
młodsi, rozmawialiśmy o tym przez cały czas mojej nieobecności i rozmawialiśmy
o tym, kiedy wróciłem. To nie była pierwsza taka rozmowa, jaką z nią odbyłem,
Roc, ale była to ostatnia.
Rocky spojrzała mu prosto w
oczy, ale mówiła cicho, gdy zapytała - Czy przynajmniej widzisz, jak ja to
czuję?
- Tak, widzę, jak ty to
czujesz. Jesteś kobietą, która wstała bez słowa, bez osądu, wsiadła do
samochodu i pojechała ze mną zaopiekować się moim chłopcem. Jesteś kobietą,
która wczoraj wieczorem widziałem, jak chwyciła Jasa za rękę, kiedy był
przerażony i wkurzony, jego dziewczyna zemdlała w samochodzie, a on szykował
się, by stawić czoła Joe Callahan’owi. Myślisz, że Gabby zrobiłaby cokolwiek z
tego gówna?
- Um…
– Nie, nie zrobiłaby tego.
Straciłaby opanowanie. Dlatego Jas zadzwonił do mnie. Dlatego też uniknął jej
ostatniej nocy i poszedł spać.
- Ale Layne, on nie powinien
pić alkoholu jako nieletni.
– Ty tak robiłaś – odparł
Layne i wiedział, że tak. Nie zrobiła tego z nim, ale zadzwoniła do niego dwa
razy, kiedy była z przyjaciółmi i była narąbana. Przyjechał po nią i jej
dziewczyny, żeby zabrać je do domu.
- To nie było w porządku,
kiedy ja to zrobiłam - odpowiedziała miękko.
- Więc, jeśli teraz
naskoczyłbym na niego, następnym razem, gdy spierdoli, a będzie następny raz,
Roc, a nie podobałyby mu się konsekwencje tego, że zajął się tym i zadzwonił do
mnie, pójdzie w to sam. Jak powiedziała Gabby, ma siedemnaście lat. Nie
wiedział, co robić zeszłej nocy. Co się stanie, gdy nie wie, co robić, ale
czuje się zmuszony do zrobienia tego sam, ponieważ nie chce godzić się z żalem,
jaki dostanie, jeśli wystąpi i będzie szczery?
Kiedy mówił, twarz Rocky
zmieniła się, a kiedy skończył, wyszeptała - Nie myślałam o tym w ten sposób.
Layne wyciągnął rękę i owinął
ją wokół jej szyi, pochylając się do przodu, gdy przyciągnął ją do siebie.
Kiedy byli blisko, powiedział
łagodnie - Próbowałem dawać wykład Jasowi, to się nie skończyło, to znaczy
wcale się nie skończyło. Jest typem dziecka uczącego się przez działanie i
popełnia błędy. Moją jedyną nadzieją było to, że spieprzy się po królewsku,
wezwie mnie po poradę. Zeszłej nocy spieprzył, nie po królewsku, ale wezwał
mnie po poradę. To była słuszna decyzja.
Skinęła głową, a on ścisnął
jej kark - A Gabby zasłużyła na to, co dostała zeszłej nocy. Jak takim rodzicem
chciała być, to właśnie dostaje. Jest dla nich zbyt surowa. To jest moja
opinia. Nie mogę powiedzieć, że to nie zadziałało, bo to dobre dzieciaki. Mogę
powiedzieć, że nie zgadzam się ze wszystkimi jej sposobami. Nigdy nie
znaleźliśmy kompromisu. Chciałem to dać, ona nie. Oto, co z tego zostało.
– Dobrze – szepnęła Rocky.
– Coś jeszcze, pączuszku –
ciągnął Layne.
- Co? - Nadal szeptała.
- Jesteś w moim życiu, ja w
twoim. Przychodzę z nimi. Jak chcesz ze mną porozmawiać o nich, o moich decyzjach
dotyczących moich chłopców, o czymkolwiek, nie wahaj się. Masz im coś do
powiedzenia, mówisz to. Jeśli się nie zgodzę, porozmawiamy o tym później. Ale
to jest teraz twoje życie i myślę, że wiesz, będąc nauczycielką, że jeśli
chodzi o dzieci, nie możesz się wahać.
Jej oczy stały się
intensywne, gdy jej powieki opadły, usta zmiękły i pochyliła się. Odwróciła się
w bok i pocałowała go w szczękę.
Potem przesunęła usta do jego
ucha i powiedziała - W porządku, kochanie.
Jego ręka zacisnęła się na
jej szyi, a następnie wślizgnęła się w jej włosy.
– Słodki pocałunek, kochanie,
ale to nie wystarczy – mruknął.
Poruszyła ustami i pocałowała
go w policzek.
- Wystarczy? - zapytała o to,
poruszając ustami na jego skórze.
- Nie.
Znowu się poruszyła i jej
usta musnęły jego, patrząc w jego oczy, powtórzyła - Wystarczy?
– Przestań się opieprzać, Roc
– rozkazał.
Patrzył z bliska, jak jej
oczy się uśmiechały.
Potem się zamknęły.
Przekrzywiła głowę.
I dała mu więcej niż
wystarczająco.
*****
Layne trzymał stopy na
biurku. Jadł kanapkę Reuben, którą kupiła mu Rocky, z ustami nad kwadratowym
styropianowym pojemnikiem sięgającym prawie do brody.
Rocky siedziała na jego
biurku, zanurzając karbowaną frytkę w keczupie obok niedojedzonego francuskiego
dipu. Nic nie słyszeli, ale Layne nie słuchał tylko ciszy. Layne wcześniej słyszał
starcie między Towers i Jeremy’m. Jeremy wygrał, przekonując Towers, zyskując
jeszcze kilka dni na wymachiwanie Giselle. Najwyraźniej dzień wcześniej
odpowiednio go zmotywowali. Pokonał ją jak profesjonalista. Potem oboje wyszli,
a teraz była cisza.
Rocky wchodziła i wracała dwa
razy. Po tym, jak zmienił Ernie’go, poszła kupić mu Mimi’s, posiedziała z nim
chwilę, a potem udała się do sklepu jubilerskiego na Main po darowiznę (i kupiła
sobie złotą bransoletkę a ametystami, która może być nie pasowała do królowej,
ale też nie była nędzna). Potem poszła na zakupy spożywcze, zabrała je z
powrotem do swojego mieszkania i wróciła z lunchem.
- Kiedy Spike przyjdzie, żeby
cię zastąpić? - zapytała, wkładając frytkę do ust.
– Trzecia – odpowiedział
Layne.
Przeniosła styropianowy
pojemnik z jednej ręki do drugiej i spojrzała na zegarek. Potem zmarszczyła
nos.
– To prawie dwie godziny –
mruknęła, podnosząc swoją kanapkę i wrzucając ją do małego plastikowego
pojemnika z au jus - Nigdy tego nie robiłam, ale jestem pewna, że bardziej
interesujące jest oglądanie wysychania farby. Przynajmniej zmienia kolory. Więc
może po prostu przyciemnia odcień, ale to już coś.
Layne uśmiechnął się do
swojego Reubena.
– Powiedziałem ci, że to
gówno śledcze jest w większości nudne – mruknął Layne, jej wzrok przesunął się
na niego, a on ugryzł ogromny kęs jednej z wielu fantastycznych kanapek z Restauracji
Franka i patrzył, jak jego kobieta się uśmiecha.
Zadzwonił telefon Layne’a, spojrzała
na jego biurko, a potem zmrużyła oczy.
– Cal – szepnęła, gdy Layne
zdjął nogi z biurka i sięgnął po telefon.
Odebrał telefon i przyłożył
telefon do ucha - Hej, Cal.
- Jesteś w miejscu, z którego
możesz się szybko ruszyć?
Layne wyprostował plecy.
- Może, dlaczego?
- Bo Keira właśnie wyszła ze
swojej sypialni. Mimo że ma szlaban i Vi na tydzień zakazała jej telefonowania czy
SMS-ów, znalazła sposób na odebranie jednego od Jaspera. Najwyraźniej był
dzisiaj na misji. Dowiedział się, co się stało zeszłej nocy i ma zamiar coś z
tym zrobić.
O, kurwa.
Layne odłożył lunch i wstał,
sięgając po kurtkę – Powiedziała ci, czego się dowiedział?
- Tak. Słyszał od kogoś, kto
był tego świadkiem, że Keirry dostała drinka od dzieciaka o imieniu Tyler
Berger. Keira mówi, że tego nie pamięta, ale jeśli to zrobiła, był to jedyny
napój, jaki miała, którego nie podał jej sam Jasper. Jasper dowiedział się, że
wzięła go po skorzystaniu z łazienki, tuż przed wyjściem, więc czas pasuje.
Według Keiry, Jasper nie jest wielkim fanem Tylera Bergera, głównie dlatego, że
kiedy on grał spoko i pisał do niej, Tyler zaprosił Keirę na randkę. Nie
poszła, ale to sprawiło, że Jasper cholernie nie lubił Tylera. Jasper
powiedział Keirry, że uważa, że ten dzieciak podał jej narkotyk i swędzi go, by
mu odpłacić za zeszłą noc i za to, że próbował wejść na jego terytorium. To
powiedziawszy, Keira mówi, że Tyler jest szumowiną i ona sądzi, że to gówno
jest do niego podobne. Mówi, że jego rodzice są poza miastem i to było jego
przyjęcie, na którym byli ostatniej nocy. Jasper zmierza w tym kierunku i ja
też.
Miał na sobie kurtkę i
przylepił oczy do Rocky - Gdzie to jest?
– Heritage. Nie mam numeru
domu, ale Keira mówi, że to drugi dom po lewej stronie osiedla, na końcu ulicy.
Myślę, że zobaczę Chargera Jaspera zaparkowanego przed domem.
– Będę tam za dziesięć –
stwierdził Layne.
- Dobrze. Będę tam za pięć
minut, zajmę się tym, co znajdę, a ty go stamtąd wyciągniesz – odparł Cal.
– Był wkurzony, Cal, i jest nadopiekuńczy.
To, co znajdziesz, może być bałaganem - ostrzegł Layne.
– Tak, jak myślałeś, dlaczego
wczoraj wieczorem potraktowałem go łagodnie? Był bardziej rozdrażniony tym, co
stało się z Keirry, niż ja i Vi, a, człowieku, muszę ci powiedzieć, że jak twoja
dziewczyna dostaje narkotyk gwałtu na randce, to cię rozdziera. Ale Keira ma
misję, aby przeżyć swoje lata licealne pełnią życia i zdecydowanie nie jest
odporna na pieprzenie, na przykład na oddanie strzału do znanej szumowiny i odrzucenie
go.
Nie było wątpliwości. Rodzina
Layne dowiedziała się, że Keira jest wariatką, co wskazywało na to, że jego syn
był taki sam jak jego staruszek.
- Słyszę cię, bracie, ale mam
dyżur w biurze. Muszę wprowadzić Roc zanim wyjdę, żeby mogła przejąć. Muszę iść
- odparł Layne.
– Rozumiem, do zobaczenia za
dziesięć – powiedział Cal, a Layne usłyszał sygnał rozłączenia.
Jego oczy wciąż były
skierowane na Rocky, więc powiedział do niej - Jasper dowiedział się, kto podał
Keirze narkotyk. Teraz na niego naciska. Cal jest tam za pięć minut, muszę
dostać się do mojego chłopca.
– Idź, kochanie – szepnęła.
- Robisz notatki, jak słyszysz
coś ważnego, widzisz liczby na ekranie? - zapytał. Spojrzała na ekran i skinęła
głową - Zapisz czas. Mogę przewijać wstecz i słuchać. Słyszysz coś wielkiego,
coś, co cię przeraża, zwracasz uwagę na czas i dzwonisz do Merry’ego, a potem
dzwonisz do mnie. Tak?
- Tak - skinęła głową - Idź.
Pochylił się szybko, by
pocałować ją w czoło, które mu pomocnie podsunęła i wystartował.
*****
Charger Jaspera i pickup Cala
znajdowały się przed ogromnym domem, który zajmował całą ustronną ślepą uliczkę
na końcu okolicy Heritage. Dom był odsunięty od drogi i otoczony drzewami. Jego
podwórko było zaśmiecone puszkami, butelkami, workami na wióry i zużytymi
plastikowymi kubkami.
Layne zaparkował za pickupem
Cala i podbiegł do drzwi wejściowych, które były lekko uchylone. Prześlizgnął
się i zobaczył, że dom wygląda jak podwórko, tyle że dużo gorzej. To miejsce
było bałaganem, pachniało wymiocinami i stęchłym piwem. A w szerokim hallu nie
było jednej beczki, ale były trzy.
Słyszał głosy z góry: Jaspera
wkurzony, Cal mruczący, a inny chłopak brzmiał na przestraszonego.
Layne wszedł po dwa stopnie
na raz, przeszedł korytarzem i wszedł do sypialni, w której panował bałagan,
nie spowodowany imprezą, ale przez mieszkającego w niej nastoletniego
dzieciaka. I była ogromna. Miał łóżko typu queen size, ciężkie, drogie meble i
był wypchany wszystkim, czego może zapragnąć dziecko. Najnowocześniejszy sprzęt
stereo, komputer, telewizor, PlayStation, półki pełne płyt DVD, CD i gier,
podręczne gry wideo, cyfrowe ramki do zdjęć, drogi telefon komórkowy i
odtwarzacz MP3 rozsypujące się po powierzchni biurka i komody. Wszędzie
plątaniny ubrań.
Wszystkie trzy pary oczu
zwróciły się do niego, kiedy wszedł do pokoju i Layne zobaczył, że Cal trzyma
Jaspera z ręką na klatce piersiowej. Jasper trzymał to w ryzach, ale to nie
znaczyło, że się nie męczył.
Inny chłopak, dziesięć
centymetrów niższy i zdecydowanie drobniejszy niż jego syn z włosami jak
piaskowo-blond mop na głowie, prosto z łóżka, Layne nie miał wątpliwości, że, kiedy
to ułożył, było stylizacją, która wykraczała poza starania Trippa, był przywarty
do ściany. Miał przekrwione oczy i szarą skórę, bo miał kaca. Jego dolna warga
już spuchła, a z nosa sączyła się strużka krwi, bo Jasper zdążył dać mu kilka,
zanim Cal przybył.
Oczy Layne’a powędrowały do
syna - Jesteś spokojny?
- Nie – warknął Jasper, nie
spuszczając wzroku z drugiego dzieciaka.
Layne spojrzał na Cala, a Cal
pokręcił głową.
Layne spojrzał z powrotem na
Jas’a – Uspokój się – powiedział cicho.
- Wsunął jej to, tato -
warknął Jasper, jego wzrok przeszył drugiego chłopca.
– Uspokój się – powtórzył
Layne.
– Odurzył ją, odurzył moją małą,
sprawił, że straciła przytomność. Nie było mnie tam…
Layne zbliżył się do syna,
gdy Jasper mówił i zażądał cicho:
- Jasper, ostudź to.
Jasper skrzywił się na Tylera
Bergera i robił to przez chwilę, gdy wszyscy czekali w napięciu. Potem cofnął
się o krok z ręki Cala, a Layne patrzył, jak zmusza swoje ciało do
rozluźnienia.
Cal przyjrzał się Jasperowi,
po czym opuścił rękę i spojrzał na Tylera - Ty to zrobiłeś?
Przestraszone oczy Tylera
przeniosły się z Jaspera na Cala. Potem zdał sobie sprawę, że z dwoma dorosłymi
osobami w pokoju, wszystko się zmieniło. Jedno spojrzenie na jego pokój i Layne
wiedział, że Tyler Berger pogrywał dorosłymi w swoim życiu i był w tym naprawdę
dobry.
Okazało się to prawdą, kiedy
wysunął opuchniętą wargę i mruknął - Nie.
- Zrobiłeś to – powiedział
cicho Jasper.
- Widziałeś, jak to robiłem?
- Tyler odpalił.
- Nie, ale Justin to widział
– odpowiedział Jasper.
– Justin jest dupkiem –
odparł Tyler.
- Justin nie ma powodu, by
kłamać – odparł Jasper.
- Może on to zrobił - zasugerował Tyler.
- Tak, zgadza się, on to
zrobił – powiedział sarkastycznie Jasper - Jest partnerem laboratoryjnym Keirry
na biologii, są przyjaciółmi. I spotyka się z Heather i myśli, że się tam
dostanie. Myślisz, że to by spieprzył, odurzając najlepszą przyjaciółkę
Heather?
Tyler wzruszył ramionami.
Layne włączył się do rozmowy
- Radzę, żebyś się oczyścił, chłopcze.
Oczy Tylera spoczęły na jego
i były wojownicze - Nic nie zrobiłem.
- Więc lepiej bądź o wiele
bardziej przekonujący niż jesteś teraz - powiedział mu Layne - Ponieważ Cal i
ja możemy kontrolować to, co dzieje się w tym pokoju. Nie możemy kontrolować
tego, co dzieje się w szkole. Łapiesz mnie?
Tyler wyprostował się i
stwierdził - Nie. Nie łapię cię. Łapię
to, że powiem rodzicom, że ty, on i twoje dziecko włamaliście się do mojego
domu i on mnie uderzył. Zadzwonią do swoich prawników i zobaczymy, czy Wielki
Jasper Layne zagra w piłkę dla Purdue po tym, jak prawnicy moich rodziców z nim
skończą.
Layne zacisnął zęby.
- Moja przyszłość nie
ogranicza się do pełnej jazdy – zauważył Cal i wszystkie oczy skierowały się na
niego.
- Co? – zapytał Tyler, kiedy
nikt się nie odezwał.
– Wczoraj zaniosłem moją
dziewczynkę do łóżka. Jej chłopak mówi, że wypiła trzy lub cztery piwa i była
nieprzytomna. Prawdopodobnie ma słabą głowę, ale była nieprzytomna. Jesteś młody. Nie wiesz, jak czuje się mężczyzna, gdy
życie udowadnia mu, jak bezbronna jest jego dziewczynka, gdy nie jest pod jego
strażą. Nie jest to dobre uczucie, chłopcze – powiedział Cal.
– Tak mi przykro – zadrwił
Tyler.
- Myślę, że lepiej cholernie
szybko stań się mądry, albo sprawię, że będzie ci o wiele bardziej przykro –
wyszeptał Cal, a oczy Tylera rozszerzyły się, zanim szybko naciągnął swojego
nastoletniego dupka z powrotem na miejsce.
– Moi rodzice to też usłyszą
– warknął – Grozisz mi.
– Nie będą w stanie zrobić
gówna – odparł Cal – Jak nie zagrasz teraz tak mądrze, kurwa, teraz, mogę
zagwarantować, że Jasper sprawi, że twoje dni będą piekłem, a sprawię, by moją
misją było uczynienie reszty twojego życia piekłem. Teraz łapiesz mnie?
- Nie możesz mi grozić - Głos
Tylera podniósł się.
– Jasne, że mogę – odparł od
niechcenia Cal - Mogę też się z tobą pieprzyć, a jak nie załapiesz tego, co zrobiłeś,
zrobię to. To obietnica.
Tyler spojrzał na podłogę,
mamrocząc - To bzdura.
- Widzę, że nie masz ochoty
na mądrość, więc już skończyliśmy - stwierdził Cal, podchodząc do Jaspera,
kładąc rękę na jego plecach i kierując ich oboje w stronę drzwi, dokończył
mówiąc - Zaczynamy.
Cal i Jasper poruszali się
dalej, ale Layne nie spuszczał wzroku z Tylera, gdy Tyler zmrużył oczy na Cala.
Miotał się. Wiedział, że jest wypieprzony, po prostu nie mógł znaleźć drogi wyjścia.
Więc wybrał jedyne wyjście,
jakie znał.
- On nie może tu wejść i mnie
uderzyć, a ty nie możesz tu przyjść i mi grozić! - Tyler zaczął krzyczeć - I
nie możesz się ze mną pieprzyć! Mój tata jest Dyrektorem Generalnym w Wyler
Pharmaceuticals.
Cal zatrzymał się, odwrócił i
spojrzał na niego, unosząc brwi - Jest? Cóż, pieprz mnie, to imponujące - Cal
położył ręce na biodrach i kontynuował - To imponujące, ale to, czym nie jest, to
przerażające. Co on zrobi, przyjdzie do mojego domu i rzuci we mnie pigułkami?
- Zamknij się - szepnął
Tyler.
– Wciąż nie jesteś mądry –
mruknął Cal, kręcąc głową.
- Tyler - zawołał Layne i
gniewne oczy Tylera spoczęły na Layne - Wiesz co ja robię?
Tyler wpatrywał się w niego
przez chwilę, po czym kiwnął brodą na potwierdzenie.
- Więc wiesz, że jak pójdę
tropem, znajdę dowody, że miałeś narkotyk – stwierdził Layne i twarz Tylera
zaczęła blednąć - Więc możesz spędzić resztę dnia na sprzątaniu tego domu, ale
coś ci umknie. Albo, z tego, co widziałem na dole, coś prawdopodobnie zostało
uszkodzone lub będzie brakowało, a domyślam się, że brakuje zawartości barku
twoich rodziców. Twoi rodzice będą wiedzieć, że urządziłeś przyjęcie i
prawdopodobnie nie będą z tego zadowoleni. Ale prawdopodobnie pozwolą, żeby to
się prześlizgnęło, bo myślę, że wiele ci się ślizga, biorąc pod uwagę, że
jesteś punkiem, a chłopak nie rodzi się punkiem, on zostaje nim zrobiony.
- Idź do diabła - szepnął
Tyler, jego policzki zrobiły się czerwone.
Layne mówił dalej – Domyślam
się też, że nie pozwolą, by to się ześlizgnęło, kiedy udowodnię, że odurzyłeś
Keirę Winters. Nie pozwolą, żeby się ześlizgnęło, bo Cal na to nie pozwoli. Ja
będę miał dowody, oni wniosą oskarżenia i uwierz mi, dla takiego punka jak ty, poprawczak
nie będzie cholernie zabawny.
Czerwień zbladła z twarzy
Tylera, zrobiła się biała, a usta lekko otworzyły się.
Layne trzymał go - Mogą mieć
dużo pieniędzy, zatrudniać świetnych prawników, ale zwiążę cię tak mocno z tym
gównem, że nie będziesz mógł się uwolnić. A Keira Winters jest sławna w tym
mieście. Nie sądzę, że znajdziesz sędziego, który spojrzy życzliwie na ciebie, narkotyzującego
dziewczynę, której ojciec i wujek zostali zamordowani, a matka była
prześladowana i porwana. Sądzę, że sędzia pomyśli, że Keira Winters wystarczająco
wycierpiała w swoim krótkim życiu, jej matka też i sądzę, że sędzia przyjrzy
się drogim prawnikom twoich rodziców, zauważy twoją punkową postawę i będzie
wiedział, że potrzebujesz lekcji. Myślę też, że się uśmiechnie, kiedy złapie,
że będzie tym, który ci ją da.
Tyler przełknął ślinę.
Layne kontynuował - Więc
teraz masz wybór, czy chcesz pozostać punkiem czy facetem, do cholery. Przyznaj
się do tego, co zrobiłeś, wyjaśnij, dlaczego to zrobiłeś, przeproś Cala i
Jaspera, a wszyscy pójdziemy dalej. To twój wybór. Masz sekundę, żeby zdążyć,
zanim się wyprowadzimy.
- Ja… - zaczął Tyler.
– Nie żartuję, Tyler, sekundę
– ostrzegł Layne.
- Dał mi go trener Cosgrove!
– wypalił Tyler i przez cały pokój przeszło napięcie.
Wszyscy milczeli przez
długie, napięte chwile, dopóki Layne nie przerwał, pytając - Co takiego?
- Dał mi sto dolców, kazał mi
wrzucić to Keirze i trzymać ją z dala od Jaspera – powiedział im Tyler, jego wzrok
wędrował między trzema mężczyznami w pokoju, a Layne wiedział, że daje im to
wprost, ale czegoś tam brakowało - Tak naprawdę to nawet nie byłem ja. Po
prostu włożyłem go do drinka i dałem jej. To był trener Cosgrove.
Layne był zamrożony, więc
kiedy Jasper się poruszył, Layne nie mógł nic z tym zrobić, ale Cal złapał go i
odepchnął.
- Zachowaj spokój – warknął
Cal do Jaspera, a Jasper musiał się opanować, ponieważ Cal odwrócił się do
Tylera - Bez gówna?
- Bez gówna. Przestraszył
mnie, bo pojawił się na imprezie jakieś pięć minut po tym, jak oni się pojawili – wskazał na Jaspera.
- Powiedz mi dokładnie, co
powiedział - zażądał Layne, a Tyler spojrzał na niego, jego ciało było czujne,
a jego umysł wciąż wirował.
- Nie powiedział wiele.
Powiedział tylko, że mam dać jej lek, trzymać ją z dala od Jaspera i pozwolić temu
się rozegrać tak, jak się to potoczyło. Problem polegał na tym, że była z
Jasperem całą noc i nie mogłem się do niej dostać. Nie wiedziałem, że wychodzą,
kiedy jej to dałem. Nikt nie ma godziny policyjnej o północy, to szaleństwo –
odpowiedział Tyler.
Layne poczuł na sobie wzrok
Cala, ale nie oderwał swojego od Tylera - Więc mówisz mi, że trener drużyny
piłkarskiej wystawił Keirę Winters, aby została zraniona.
- Nie wiem, czego chciał. Po
prostu wiem, co powiedział - odpowiedział Tyler, po czym kontynuował - Przykleiła
się do niego jak rzep - Jego wzrok przesunął się na Jaspera i nie mógł ukryć
zazdrości, była ona wyraźna na jego twarzy. Potem przesunął się z powrotem do
Layne’a - Nie mogłem jej powstrzymać po tym, jak wypiła drinka, więc była dziwna,
gdy była z nim - Ta zazdrość ogarnęła go, a jego głos nabrał wątku skomlenia,
kiedy kontynuował - Potem podniósł ją, jakby był w jakimś głupim filmie
romantycznym, zaniósł ją do swojego samochodu, podczas gdy wszystkie dziewczyny
patrzyły, jakby był jakąś pieprzoną gwiazdą filmową, a potem zniknęli. Nic nie
mogłem zrobić.
- Cosgrove wrócił? – zapytał
Layne.
– Nie – odpowiedział Tyler.
– W ogóle go nie widziałeś? –
naciskał Layne.
- Nie, wcale - odparł Tyler.
– Dzwonił do ciebie? -
naciskał Layne.
- Nie, nic. W ogóle go nie
widziałem ani nie słyszałem – powiedział Tyler.
– To nie ma sensu, Tyler –
zauważył Layne. Dzieciak coś ukrywał.
Tyler wysunął brodę, kopiąc
głębiej – Cóż, tak było.
Layne przyjrzał mu się przez
chwilę, a potem zapytał - Ile masz lat?
– Siedemnaście – odpowiedział
Tyler.
Cholera, jak podejrzewał
Layne, był nieletni.
- Kiedy twoi rodzice wracają
do domu? - Layne kontynuował.
– Dziś wieczorem – odparł
Tyler.
- Gdzie są?
- Chicago. Zakupy dla mamy.
Tata ma jakąś konferencję – powiedział mu Tyler.
– Dzwoń – rozkazał Layne, podchodząc
do biurka dzieciaka i łapiąc jego komórkę – Powiedz im, że muszą wrócić teraz do
domu - Odwrócił się i rzucił telefon Tylerowi, który się zatrzepał i upuścił go.
Tyler przykucnął przy
telefonie, ale jego głowa była przechylona, żeby na niego spojrzeć.
- Co? Czemu? - Jego głos był
piskliwy.
- Ponieważ dzwonię na
policję, a oni nie mogą z tobą rozmawiać, chyba że obecny będzie rodzic lub
opiekun – wyjaśnił Layne – I sądzę, że lepiej będzie, jeśli zadzwonisz do nich
teraz, niż zaczekasz, aż zadzwonią do nich gliniarze i powiedzą, że mają cię na
posterunku.
Tyler chwycił swój telefon i
wyprostował się jak strzał - Ale powiedziałeś…
– Myślałem, że kręcisz. Nie
wiedziałem, że Cosgrove był w to zamieszany.
- Ale nie mogę… - spróbował
Tyler.
– Możesz i zrobisz to –
zażądał Layne.
- Nie mogę! Wszyscy będą
wiedzieć! Trener Cosgrove będzie wkurzony! - Był cholernie przerażony.
Zdecydowanie coś ukrywał.
- W porządku, to ci umknęło,
ale tu nie chodzi już o ciebie. Chodzi o Cosgrove’a. Przyznałeś się do tego,
stałeś się sprytny i byłeś uczciwy. Spieprzyłeś. Wziąłeś kilka ciosów i
wydoroślałeś. Teraz, jeśli będziesz trzymać swoje gówno razem i współpracować,
będzie to dla ciebie dobrze wyglądać. Jak wrócisz do bycia punkiem, tym razem
maminsynkiem punkiem, to nie będzie to wyglądało tak dobrze i jesteś w tej
dziurze, w której byłeś pięć minut temu z Jasem i Calem, obydwoma szczęśliwymi
mogąc ujeżdżać twój tyłek, aż będziesz błagać o litość a ja popracuję ze wszystkim,
co mam, żebyś zapłacił za to, co zrobiłeś Keirze. Znowu, dzieciaku, masz wybór.
Zrób to, ale zrób to teraz - rozkazał Layne.
Tyler wpatrywał się w niego.
Potem zapytał - Nie wpadnę w
kłopoty?
– Nie mogę przewidzieć
przyszłości – odparł Layne – Twoi rodzice prawdopodobnie będą wkurzeni. Jak dziewczyny
i ich rodzice dowiedzą się, że nie boisz się podawania pigułki gwałtu na
randce, nie dostaniesz randki, dopóki nie pójdziesz do college’u. Jeśli chodzi
o gliny, jak współpracujesz, mogą czuć się wspaniałomyślni.
Tyler zawahał się, więc Cal
włączył się do rozmowy.
– To najlepsza oferta, jaką
dostaniesz, chłopcze – warknął.
- Boże! - Tyler, zepchnięty do
rogu, po raz pierwszy w życiu bez pieniędzy swojego tatusia lub postawą bezczelnego
szefa, aby się schować za nim, aby zapewnić mu bezpieczeństwo, wykrzyknął - To
jest powalone!
- Tak, jest - powiedział
Jasper - To totalnie powalone, Tyler. Więc może poświęć chwilę, żeby pomyśleć o
tym gównie i zrobić dobrze, pieprzony kretynie.
Cal spojrzał na Layne’a, a
Layne patrzył, jak usta jego przyjaciela drgają, gdy on zacisnął swoje.
Potem Layne spojrzał na
Tylera - To co będzie?
Tyler spojrzał na niego
ponownie, zanim rzucił okiem na Cala i Jaspera.
Potem spojrzał na swój
telefon, nacisnął kilka przycisków, przyłożył go do ucha i po kilku chwilach
powiedział - Mamo?
*****
Colt i Sully opuścili pokój
przesłuchań z zaciśniętymi szczękami i twardymi twarzami.
Zostawili Tylera Bergera i
jego ojca, Travisa.
Travis Berger był
prawdopodobnie o pięć centymetrów niższy od Layne’a, ale nie mniej sprawny.
Ale gdy Layne pracował nad byciem
szczupłym i silnym, Travis Berger pracował nad masą i zastraszaniem. Mężczyzna
był brutalem w garniturze, a jego syn był zdecydowanie synem mamy. Layne
uważał, że Tyler musiał być punkiem, bo tata pracował przez długie godziny,
mama była popychadłem, a tata nie był aż tak zachwycony skutkami swojej
nieuwagi, ale jego priorytety były popieprzone.
Po jednym spojrzeniu na tę
dwójkę, widać było, że kariera jest zdecydowanie ważniejsza niż rodzina.
Obserwowanie ich przez pół godziny było nie tylko oczywiste, ale zdecydowane.
Travis Berger ledwo znał swojego chłopca, a to, co wiedział, nie bardzo mu się
podobało.
Cal i Layne byli obaj w
pokoju obserwacyjnym, a powietrze było gęste i zapalne. Obserwowali, jak Colt i
Sully pracowali z dzieckiem i zrobili to w milczeniu. Cisza była spowodowana
tym, że nawet słowo mogło zapalić niewidzialny lont w pokoju, a kiedy to się
stało, lont był krótki i po zapaleniu pokój eksplodował.
Travis pozwolił Coltowi i
Sully’mu zaatakować swojego chłopca, ani razu nie interweniował. Stał teraz w
kącie, wpatrując się w syna, z szeroko rozstawionymi nogami, rękami
skrzyżowanymi na baryłkowej klatce piersiowej, w masce cholernie wkurzonego na twarzy.
Drzwi ledwo zamknęły się za
Sully’m, kiedy przemówił Travis - Co ja powiedziałem?
Layne patrzył, jak Tyler
wpatrywał się w stół przed nim, ale szepnął – Tato…
– Trzy ostrzeżenia – przerwał
mu Travis - Mówiłem ci po tym, jak spieprzyłeś i mnie nie słuchałeś, że zostały
ci trzy ostrzeżenia. Jednym z nich było to zioło, które znalazłem w twoim
pokoju dwa tygodnie temu. Drugim była ta pieprzona impreza i widziałem, jak zniknął
Royal Doulton twojej mamy, Ty. Drugie ostrzeżenie. Ona kocha to gówno. Bóg
jeden wie, jakie inne szkody wyrządzono. Ciężko pracuję, Ty, cholernie ciężko
pracuję, żeby dać tobie i twojej mamie miłe rzeczy. Wychodzę do pracy, wracam
do domu i co dostaję? - Wciągnął powietrze, jego twarz wykrzywiła wściekłość,
szykując się na najgorszą część i kontynuował – I trzecie, odurzasz córkę Joe pieprzonego Callahana, żeby dostać się do jej majtek.
Layne miał rację. Tyler coś
ukrywał, a ukrywał to, że Cosgrove dał mu lek, by wrobić Jaspera. Miał dać to
Keirze, wyprowadzić ją, umieścić w kompromitującej sytuacji, „znaleźć” i
powiedzieć wszystkim, łącznie z glinami, że widział, jak zrobił to Jas. Biorąc
pod uwagę, że dał jej Rohypnol, nawet Keira nie wiedziałaby, kto podał jej lek
ani co się z nią stało, ponieważ nie pamiętałaby. Jasper byłby wypieprzony,
jego przyszłość zrujnowana, jego reputacja zniszczona i straciłby swoją
dziewczynę.
Cosgrove nie posunął się tak
daleko, by powiedzieć Tylerowi, żeby skompromitował Keirę, tylko tyle, by zdjął
jej koszulkę i rozpiął dżinsy. Pod niezbyt delikatną presją Colta i Sully’ego
jesteśmy-wszyscy-ludźmi-rozumiemy to, Tyler poddał się i przyznał do
przekonania, że to była wspaniała okazja, której nie zamierzał przepuścić. Jego
zamiarem było skorzystanie z Keiry, która, jak zasugerował – kiepsko i w żaden
sposób nie przekonując nikogo w tym pokoju – miała coś do niego.
To, czego nie planował, było
to, że Jasper i Keira byli tak blisko siebie, jak byli, a Keira nie miała
ochoty opuszczać swojego chłopaka, więc nie zrobiła tego, z wyjątkiem pójścia
do łazienki i w drodze powrotnej błędnie przyjęła drinka, po którym nie traciła
czasu na powrót do swojego chłopaka. Nie planował również, aby Jasper odwrócił
losy i poprawił swoją reputację poprzez publiczne zaopiekowanie się swoją
dziewczyną.
Drzwi się otworzyły i weszli
Sully i Colt, ale Cal i Layne się nie ruszyli. Cal prawdopodobnie nie mógł się
ruszyć z obawy, że popełniłby morderstwo.
Tyler podniósł głowę - Ale
tato…
Travis Berger pochylił się do
przodu i ryknął - Zamknij się, kurwa!
Jezu Chryste, czyim dzieckiem jesteś? - Tyler zbladł, a Travis rozłożył ręce i
zacisnął je w pięści – Odurzyłeś
dziewczynę, do cholery! Kto tak robi?
– Tato, trener Cosgrove
powiedział…
– Nie obchodzi mnie, co
powiedział ta ciota. Jezu, Ty, Jezu. Mężczyzna bije żonę i dziecko. Jezu. Jak widzisz
takiego faceta, który podaje ci nielegalną substancję, dzwonisz do pieprzonych
gliniarzy. Nie bierzesz od niego wytycznych!
Pierdolone gówno - Travis potrząsnął głową, ale jego oczy nie opuściły syna -
Jezu, pierdolone gówno. Co ja w ogóle mam z tobą zrobić? Muszę się z tobą
uporać i nawet nie chcę na ciebie patrzeć.
Twarz Tylera zmarszczyła się
i Layne wiedział, że będzie płakał. Nie musiał widzieć tego gówna, więc zmusił
się do odwrócenia wzroku, wyciągnął rękę, by wyłączyć dźwięk i spojrzał na
Colta.
- Myślisz o tym, co ja myślę?
– zapytał, a Colt skinął głową.
- Tak, stary, ale nie wiesz
tego, co ja wiem – odpowiedział Colt i Layne poczuł, że Cal ustawia się u jego
boku.
- Co wiesz? - warknął Cal, a
Colt i Sully spojrzeli na niego.
- Szpital Hrabstwa Hendrick
miał siedem przyjęć zeszłej nocy, sześć kobiet, jeden mężczyzna. Wszyscy nieprzytomni
lub niespójni przy przyjęciu z nieznanych przyczyn, dopóki nie pojawiły się
wyniki badań i wszyscy byli odurzeni. Na koniec, wszyscy pili w J&J’s
Saloon – odpowiedział Sully.
Layne pokręcił głową. Cal
położył pięści na biodrach.
- Czy Cosgrove’a widziano w
J&J’s? – zapytał Cal.
– Tak, Cheryl zarejestrowała
go, wskazała Darrylowi, a Darryl pokazał mu drzwi. To powiedziawszy, była
sobota, jak zwykle był to dom wariatów, a Cheryl, Morrie, który również był zajęty,
ani Darryl nie wiedzą, jak długo tam był, zanim Darryl wyrzucił jego tyłek –
odpowiedział Colt.
- Więc Cosgrove się mści. Ja
się z nim skonfrontowałem, Cal zapewnia bezpieczną przystań dla żony i dziecka,
a obaj siedzicie na warcie, to taka sztuka? – zapytał Layne, ale wiedział, ten
pieprzony kutas, wiedział.
– Takie są moje
przypuszczenia – odparł Colt.
– Nie trzeba mówić, że chcę
jego tyłek w celi – warknął Cal.
– To oczywiste – zgodził się
Colt.
– Nie trzeba też mówić, że
chcę, żeby ten punkowy gówniany gówniarz w tym pokoju musiał stawić czoła
poważnym konsekwencjom – ciągnął Cal, wskazując palcem na okienko obserwacyjne.
– To oczywiste – powtórzył
Colt.
- Dobra wiadomość jest taka, że
jego tata czuje się tak samo – mruknął Sully.
– Nie, Sully, nie czuje. On
nie czuje tego samego, co ja czuję się właśnie… kurwa… teraz - Głos Cala był
przerażającym szeptem.
- Rozumiem, stary - odszepnął
Sully, ale jego szept był pojednawczy - Mówię tylko, że nie będziesz miał bitwy
do stoczenia na szczycie tego całego gówna. On nie będzie walczył po stronie swojego
syna, bo wie, że jego syn nie ma strony. Nie wkroczył ani razu, kiedy go
przesłuchiwaliśmy. Pozwolił temu chłopcu się bujać.
Cal milczał, podobnie jak
reszta pokoju, wszyscy utknęli w cholernie nieszczęśliwych myślach.
Sully przerwał ciszę - Mam gówno
do zrobienia. Biuletyn do wydania. Bywalcy baru na wywiad. Takie gówno. Czy
będę w stanie się do tego zabrać, czy dostanę pękniętą wargę i rozcięte
kłykcie, przegrywając walkę o zablokowanie was trzech twardzieli?
Layne i Colt natychmiast się
odprężyli. Usta Colta ułożyły się nawet w mały uśmiech.
Cal nie uważał, żeby coś było
śmieszne. Z drugiej strony pasierbica Cala omal nie została zgwałcona
poprzedniej nocy. Minie trochę czasu, zanim Joe Callahan się uśmiechnie.
– Mamy się dobrze, Sul, rób
swoją robotę – mruknął Colt.
Sully przyjrzał się Calowi,
musiał przeczytać to, co chciał przeczytać, skinął głową i wyszedł.
Cal odwrócił się do Layne’a -
Jesteś szczery ze swoim dzieckiem?
– Tak – odpowiedział Layne.
- Zamierzasz podzielić się
tym gównem? - wskazał kciukiem na okienko obserwacyjne.
– Nie jestem tego pewien –
odparł Layne, ponieważ nie był pewien. Gdyby podzielił się tym, co planowali
Tyler Berger i Adrian Cosgrove, Jasper byłby niekontrolowalny. Wiedział o tym,
ponieważ gdyby to gówno przydarzyło się Layne’owi, był niekontrolowalny.
Cal skinął głową –
Porozmawiam z Vi. Keira nie tylko nie powinna mieć telefonu, ale też ma szlaban
do następnego poniedziałku, żadnej nauki w domu Jaspera, żadnych wizyt Jaspera,
żadnych randek. Myślę, że po tym, co wydarzyło się zeszłej nocy, nie byłoby
dobrze trzymać ją z dala od Jaspera lub Jaspera z dala od niej. Namówię Violet,
żeby pozwoliła Jasperowi przyjść.
Tłumaczenie: Przypomniano mi,
że moja dziewczyna jest bezbronna i udowodniono, że twój chłopak ją chroni, więc
właśnie został zwerbowany, by z powrotem chronił ją przez nieskończoność.
– Będzie docenione – mruknął
Layne.
Cal skinął głową i podszedł
do drzwi. Zanim go otworzył, odwrócił się.
- Większość chłopców
postąpiłoby inaczej, jakby mieli gorącą, nieprzytomną laskę w samochodzie.
Większość chłopców nawet nie zadałoby sobie trudu, żeby zabrać ją do samochodu,
a tym bardziej nie upewniłoby się, że jest bezpieczna.
– Jasper nie jest jak większość
chłopców – odparł Layne.
Cal spojrzał Layne’owi w
oczy. Potem skinął głową. Potem odszedł.
- Musisz być bardzo głupi,
żeby pieprzyć się z Joe Callahan’em - Layne usłyszał pomruk Colta i spojrzał na
niego, aby zobaczyć, jak Colt wpatruje się w pokój przesłuchań.
- Ma siedemnaście lat, Colt,
jego mózg jest w jego kutasie, a ty widziałeś Keirę. Ten dzieciak nie miał
szansy, a nie jest przyzwyczajony do tego, że nie ma tego, czego chce i nie ma
skrupułów, by zrobić to, na co ma ochotę, żeby dostać to, czego chce. Cosgrove
znał tego dzieciaka. Cosgrove dokładnie wiedział, co robi. A Cosgrove przekonał
sam siebie po latach zastraszania swojej żony i syna, że jego jaja są
wystarczająco duże, by mógł zmierzyć się z takim twardzielem jak Joe Callahan.
Pech, że Tyler urządził przyjęcie, a Jasper i Keira dali mu szansę.
Colt zwrócił się do Layne’a -
Musisz być wszelkiego rodzaju głupcem, żeby pieprzyć się z Calem, ale zemsta
Cala byłaby szybka i bolesna. Twoja, człowieku, powolna i trwała - Kiedy wzrok
Layne’a spotkał się ze wzrokiem jego przyjaciela, Colt dokończył - Mówię, że skoro
tu stoisz, zgaduję, że przyjmujesz to o wiele lepiej, niż się spodziewałem.
- Zacząłem dzień z naskakującą
na mnie Gabby, większość czasu spędziłem słuchając mózgów stojących za kręgiem
dziecięcej prostytucji, prowadząc dwudziestominutową rozmowę, a potem dużo
niczego. Mam dobrego dzieciaka, który wczoraj wieczorem podjął właściwe
decyzje, co oznacza, że teraz mamy do czynienia ze sprawiedliwością, a nie
tragedią. Czuję się z tym całkiem nieźle i muszę się trzymać dobrego, bo cholera
wie, co będzie dalej.
Colt uśmiechnął się - Dalej
to wszystko w końcu znika, a ty codziennie budzisz się obok Raquel Merrick i co
noc idziesz spać obok niej.
Layne odwzajemnił uśmiech. –
Tak, taki jest plan, z wyjątkiem tego, że była tam, kiedy Gabby przyszła rano,
żeby rzucić charakterkiem, a Rocky nie była z tego powodu zachwycona. Pierwszy
raz od dwóch dekad, bracie, poświęciłem chwilę na zastanowienie się, jak by to
było, gdyby nieśmiała, wycofana kobieta dzieliła moje łóżko.
- Jak długo trwała ta chwila?
– zapytał Colt.
– Około nanosekundy –
odpowiedział Layne.
Uśmiech Colta poszerzył się,
gdy zaśmiał się cicho.
Potem Colt przestał się
śmiać, a jego twarz spoważniała - Byłem z nieśmiałą i wycofaną. Zaufaj mi,
bracie, to nie wszystko, czym się wydaje.
Layne’a nie było w pobliżu,
gdy Colt był żonaty z Melanie Seivers, która była do bólu nieśmiała i wycofana,
ale jego matka była, a tragiczna, utracona miłość Alexandra Coltona i Feb Owens
była legendą miejską. Oznaczało to, że Vera Layne i jej kumple spędzili dużo
czasu, przeżuwając fakt, że Alec Colton i Melanie Seivers nie pasują do siebie.
Layne wiedział o tym, ponieważ Vera wiedziała, że Colt był przyjacielem i
wielokrotnie dzieliła się wnioskami swoich kumpli. Nikogo nie zdziwił rozwód
Colta i Melanie. I nikogo nie zdziwiło, gdy Colt połączył się ponownie z
February, kobietą, która nie była nieśmiała i nie wycofywała się z żadnej
części wyobraźni.
- Więc masz swoje, ja mam
swoje, po co, do cholery, stoimy w małym pokoiku? – zapytał Layne.
Uśmiech Colta powrócił -
Pieprz mnie, jeśli wiem.
– Masz mi coś do powiedzenia
o tym innym gównie? – zapytał Layne, podchodząc do drzwi.
– Nie – odpowiedział Colt,
idąc za nim i zatrzymali się - Tak samo jak dziś rano. Rozmawialiśmy z
Departamentem Policji Indianapolis i oni wiedzą wszystko o Nicolette Towers.
Nie wiedzą natomiast, gdzie trzyma swoją stajnię. Cały czas mamy chłopców, którzy
ją śledzą, a ona trzyma się z daleka od tego miejsca, a Rutledge trzyma się z
daleka od niej. Nie opuszcza miasta i nie ma go w pobliżu. Namierzyliśmy trochę
jej mięśniaków, więc przypisujemy imiona i twarze jej załodze, ale ona nie
prowadzi nas do dziewczyn, a oni też nie.
– Ona wie, że została rozpracowana?
– spytał Layne, chociaż ona nie dała tego po sobie poznać podczas rozmowy z
Jeremym tego dnia.
– Nie – Colt potrząsnął głową
- Rutledge też nie bierze pod uwagę, skoro odwiedził wczoraj znaną prostytutkę,
wziął sobie dwadzieścia minut, by zrobiła mu loda i poszedł.
- Mam źródło, które mówi, że ona
poświęca temu dużo czasu - powiedział mu Layne.
– Nie wiem, co powiedzieć,
Tanner. Możemy wciągnąć ją w kradzież tożsamości i zatrzymać Jeremy’ego
Gouldinga za to, ale ona się wykręci, jak zrobimy to, a z tego, co przeczytałem
i co wie o niej Departament Policji Indianapolis, ta suka jest ze stali. Nie
złamiemy jej. Potrzebujemy dowodów. Mówiłeś, że twój mężczyzna nie znalazł
zdjęć z sesji zdjęciowej w jej mieszkaniu?
– Dev nic nie znalazł. Miał
dużo czasu na obejrzenie i było czyste, więc założył pluskwy i wyszedł.
- Nawet gdyby je znalazł,
robienie zdjęć nastoletnim dziewczynom nie jest sprzeczne z prawem. Nie jest
fajne, ale nie mamy nic, żeby się do niej przyczepić.
- Jeremy kupił nam jeszcze
kilka dni - powiedział mu Layne - Słyszałem to, kiedy słuchałem tego ranka”.
– No cóż, miejmy nadzieję, że
ona spieprzy, zanim on pęknie. Przeczytałem też o nim. Mały oszust, niezbyt
bystry, głupi rekrut dla niej, ale może nie, ponieważ uczyniła go prawie jedyną
twarzą tego gówna, więc jest także idealnym facetem do upadku. To cud, że do
tej pory się nie rozpadł.
Właśnie o to martwił się
Layne.
Głos Colta zniżył się - Jak
to gówno ruszy się o wiele szybciej, twoje źródło wyjdzie na jaw.
- Mówiłem ci, powiedziałem
Merry’emu, że to nie może się zdarzyć - odpowiedział równie cicho Layne.
– Tanner…
- Wciąż nie mamy dowodów. Nie
znamy lokalizacji jej stajni. Nie mamy blokady na jej armię. I nie mamy nic, co
łączyłoby ją z Rutledge’m, z wyjątkiem informacji o małym oszustwie i
czymkolwiek, do cholery, jest Ryker, a Ryker widział Rutledge’a tylko raz, jak
odwiedzał mieszkanie. Moja dziewczyna będzie kołysała się na wietrze i uwierz
mi, bracie, nigdy nie miałbyś Towers za słowo mojego źródła, a bez żadnych
dowodów nie poszłaby nawet na rozprawę. Potrzebujemy cierpliwości.
- Nie potrzebujemy
cierpliwości, Tanner, potrzebujemy czasu i myślę, że kilka dni nie załatwi nam
gówna. Goulding się zawali i ucieknie.
- Masz jakieś błyskotliwe
pomysły? – zapytał Layne.
- Jedyny jaki mam, nie jest
jasny, bolą mnie zęby i pozostawia nieprzyjemny posmak w ustach – odpowiedział
Colt.
– Ustaw jedną z dziewczyn –
mruknął Layne.
– To się nie wydarzy –
mruknął Colt.
Dzielili nieszczęśliwą ciszę,
dopóki Layne jej nie przerwał - Cierpliwość.
– Modlitwa – odpowiedział
Colt - Użyli Boga. Miejmy nadzieję, że poczuje się zmotywowany, by nam pomóc.
– Posadzę na tym Verę –
zaproponował Layne.
– Tak – odparł Colt, unosząc
jeden kącik ust w półuśmiechu.
Layne otworzył drzwi i
wyszedł.
Colt poszedł za nim.
Layne kiwnął głową ludziom,
których znał, gdy przechodził przez salę główną w drodze do tylnych schodów.
Wyciągnął komórkę, biegnąc po schodach i był już za drzwiami, zbliżając się do
mercedesa, kiedy Rocky odebrała jego telefon.
– Hej, skarbie – odpowiedziała.
- Hej, mała. Gdzie jesteś?
Zadzwoniła i powiedziała mu,
że Spike ją zwolnił, poszła do Mimi’s, wpadła na Feb, a ponieważ nie miała czym
jeździć, a Layne był zajęty, ona i Feb miały pobyć razem.
- U Vi. Gdzie jesteś?
– W drodze do Vi –
odpowiedział, wsiadając do jej samochodu.
Usłyszał jej cichy śmiech, a
potem zniknął, a ona zapytała - Wszystko w porządku?
- Będzie.
Pauza, a potem - To nie jest
najlepsza odpowiedź, Layne.
– Najlepsze, co mogę na razie
zrobić, pączuszku. Poinformuję cię, kiedy wrócimy do domu. Czy dziś wieczorem
to twój dom, czy mój?
- Mój - odpowiedziała
natychmiast.
– Nie podoba ci się szczoteczka
do zębów, którą kupił ci Jas?
Wybuchła śmiechem, a Layne
słuchał tego, myśląc, że śmiech Rocky sprawił, że dzień dobrych i złych rzeczy
przemienił się w ponownie głównie dobry.
Kiedy udało jej się to
opanować, odpowiedziała - Nie. W moim domu nie ma Devina i Very.
O cholera.
- Myślałem, że ty i mama
jesteście okej.
Nie było nic przez kilka sekund,
a potem wiedział, dlaczego, kiedy mówiła cicho. Szukała prywatności.
- Vera i ja jesteśmy okej. Ale nie tak okej, że,
podejrzewam, byłaby szczęśliwa, słysząc, jak jej syn sprawia, że jęczę, a ja cieszę
się tobą, kochanie, ale nie chcę się dusić za każdym razem, gdy będziemy
uprawiać seks.
To oznaczało, że Layne
zamierzał trochę tego wieczoru dostać sobie czegoś. Nie było to zaskakujące.
Osiemnaście lat nie zdołało odciąć nawet warstwy apetytu seksualnego Roc lub
Layne’a. Ale to nie znaczyło, że obietnica tego nie była cholernie wspaniała.
Cholera, to już prawie
koniec, ale dzień był coraz lepszy.
– Dobry wybór – mruknął Layne
i przekręcił kluczyk w stacyjce.
– Do zobaczenia wkrótce –
odpowiedziała.
- Absolutnie.
Layne rozłączył się, wrzucił
bieg i wycofał z miejsca parkingowego.
Potem ponownie włączył
telefon, przewinął do numeru Jaspera i powiedział synowi tyle, by jego syn mógł
spać spokojnie tej nocy.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń