środa, 29 czerwca 2022

26 - Tak miało być

 

Rozdział 26

Tak miało być

 

 

 

Layne wyszedł ze swojego pokoju, przeszedł przez siłownię, okrążył balustradę, by wejść na schody i zatrzymał się jak wryty, gdy spojrzał w dół i zobaczył Verę i Devina siedzących razem trzy stopnie od szczytu.

Kiedy Vera go wyczuła, skręciła szyję, cofnęła głowę i przyłożyła palec do ust.

- Masz zdjęcia? - Layne usłyszał, jak Tripp pyta z dołu i uwaga Layne’a skupiła się na słuchaniu.

– Tak, Tripp – odpowiedziała Rocky.

Był niedzielny poranek, było po naleśnikach Very, ale telewizor nie był włączony.

Layne nie mógł być pewien, ale domyślał się, że Tripp i Rocky siedzieli na ogromnym, wyściełanym segmencie, który rozłożony był kwadratem, który częściowo wyglądał na łóżko, częściowo na kanapę i wszystko było wygodne, a teraz stał w kącie przy frontowym oknie, zajmując prawie całość przedniej przestrzeni.

– Czy była ładna, jak ty? – zapytał Tripp, a Layne wciągnął powietrze i napiął mięśnie karku.

Tripp pytał o jej matkę.

Devin też odwrócił głowę i potrząsnął nią w stronę Layne’a.

– Nie – odparła Rocky - Była piękna.

– A więc – wtrącił Jasper – jak ty.

Layne zamknął oczy i jego ręka powędrowała na szczyt słupka na schodach, jego palce zacisnęły się wokół niego, trzymając się.

– To słodkie, Jas – cicho odrzekła Rocky.

– Tak, jestem słodki. Keirry tak mówi – odparł arogancko Jasper, a Layne otworzył oczy i uśmiechnął się.

- Jesteś też pełen tego - powiedział Tripp.

- Patrz i ucz się, Trippo-mantyk, a zahaczysz o Giselle głęboko – zauważył Jasper.

– Giselle już jest głęboko uzależniona, stary. Całkowicie mnie lubi - odparł Tripp.

– To dlatego, że ty też jesteś słodki – powiedziała Rocky.

- Tak? – zapytał Tripp, brzmiąc jakby twierdząca odpowiedź oznaczała cały świat.

– Tak – odpowiedział cicho Rocky, jednym, miękkim słowem, dając jemu synowi cały świat.

Zapadła cisza, a potem Tripp zauważył - Mam czternaście lat.

– Wiem, Tripp – odparła Rocky.

– W przyszłym miesiącu skończę piętnaście – powiedział jej.

- Tak? Co chcesz na urodziny? – zapytała Rocky.

– Ciasto Milky Way – odpowiedział Tripp.

– Można to zaaranżować – stwierdziła Rocky.

– Ty też miałaś czternaście lat – zauważył Tripp, a Layne patrzył, jak ręka Very wystrzeliła i chwyciła kolano Devina. Wiedziała, do czego zmierzał, wszyscy wiedzieli.

Ciało Layne’a stało się czujne, gotowe do ruchu na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.

- Słucham, kochanie? – zapytała Rocky.

- Kiedy to się stało… uh, z twoją mamą - odpowiedział Tripp.

- Tripp - powiedział cicho Jasper, ostrzegawczo.

– Wszystko w porządku – wyszeptała Rocky – Tak, Tripp, miałam czternaście lat.

– Tata został postrzelony – oznajmił Tripp i Layne zaczął się ruszać, ale głowa Devina znów się odwróciła. Potrząsnął nią gwałtownie, obejmując Verę ramieniem.

– Wiem – powiedziała cicho Rocky.

- Więc, umm… po prostu chcę, żebyś wiedziała, hm… cóż, to nie było to samo, ale… wiem - stwierdził Tripp, a Layne, schodząc dwa stopnie w dół, usiadł na podeście, głównie dlatego, że pieprz go, nogi nie mogły go już utrzymać.

– Chyba tak – odparła Rocky.

- To nie to samo - Tripp powiedział jej coś, o czym już wiedziała.

– Tak, to nie znaczy, że nie było źle – odparła Rocky - Byłam tam i widziałam, że się martwiliście. Wiem, jakie to uczucie. Mój tata też został postrzelony.

- Byłaś tam? – spytał Jasper - Byłaś w szpitalu, kiedy tata został postrzelony?

- Nie widzieliście mnie, ale tak, byłam tam.

- Łał, kompletnie to przegapiłem – mruknął Tripp.

– Tata mówi, że jego postrzelenie cię podkręciło – zauważył Jasper.

– Tak, Jas – potwierdziła Rocky i Layne wiedział, że się uśmiechała - To mnie podkręciło.

- Bo bujałaś się nim, chociaż, wiesz, zerwaliście – stwierdził Jasper.

– Tak, Jas, bujałam się nim – potwierdziła Rocky.

– Przez te wszystkie lata, prawda? - Jasper pchnął.

- Czy to sprawia, że czujesz się dziwnie? – zapytała Rocky.

- Nie, jest fajnie. Jestem kolesiem, ale dziewczyny mówią, że tata jest gorący – odpowiedział Jasper – Więc rozumiem, że to sprawiło, że pozostałaś w zabujana.

- Tak, twój ojciec jest gorący i częściowo dlatego zostałam w nim zabujana - Rocky brzmiała teraz tak, jakby starała się nie śmiać - Chociaż, tylko do twojej wiadomości, Jas, wyglądasz jak twój ojciec, jesteś bardzo przystojny, ale to nie jest powód, dla którego Keira cię lubi.

- Nie jest? - zapytał Tripp.

- Nie – odpowiedziała Roc.

- Więc dlaczego? - zapytał Tripp.

– Już o tym rozmawialiśmy – odparła Rocky – Bo jest słodki.

- Nie, ona lubi mój sześciopak - poinformował ich Jasper, a Layne zacisnął usta, a tym samym czasie zobaczył, jak plecy jego matki wyprostowują się, a plecy Devina zaczynają drżeć od cichego śmiechu.

- Jasperze Layne, nie chcę się zastanawiać, dlaczego Keira Winters wie, że masz sześciopak – stwierdziła surowo Rocky.

Jasper, jak zawsze szybki, odpowiedział - Widziała mnie na imprezie przy basenie zeszłego lata.

To nie była prawda. O ile Layne wiedział, Jasper nie brał udziału w imprezie przy basenie zeszłego lata.

– Mam nadzieję, że to to – mruknęła Rocky.

– Nie rozumiem – zaczął Tripp, najwyraźniej pomagając bratu zmienić temat - Gówno dzieje się z jakiegoś powodu.

- Słucham? – zapytała Rocky.

- Cóż, ty i tata mieliście coś, a on, na przykład, ma twoje zdjęcia. Pokazał nam jedno. I wiesz, jakby tak miało być, wiesz? - powiedział Tripp.

– Tak sądzę – odparł Rocky z wahaniem.

- Mówię, że tata został postrzelony, co cię podkręciło, więc stało się to z jakiegoś powodu. To znaczy, to nie było dobre, wiesz, że tata musiał zostać postrzelony, abyś ty została podkręcona i tak dalej, ale ponieważ mieliście być, coś musiało się wydarzyć, żebyście się z powrotem do siebie wrócili i myślę, że to musiało być duże - wyjaśnił Tripp.

Layne poczuł, że jego pierś zaczyna płonąć i zauważył, że głowa jego matki opadła na ramię Devina, ale to nie przeniknęło, gdy słuchał swojego syna i swojej kobiety.

– Tak, Słonko, teraz to widzę, więc chyba masz rację – odparła Rocky.

- Więc, czego nie rozumiem… i co naprawdę jest do bani… bo twoja mama zmarła bez powodu – kontynuował Tripp, Vera podniosła głowę, ciało Layne’a i Devina tak samo wystrzeliły w górę.

Devin odwrócił się i potrząsnął głową w stronę Layne’a, a Layne skrzywił się na niego, ale trzymał się w ryzach.

– Czasami – powiedziała cicho Rocky - Czasami, jak sądzę, rzeczy dzieją się bez powodu.

- Nasza mama potrafi być surowa - oświadczył Tripp.

– Uch… okej – odparła Rocky.

– Ale to by było do kitu, gdybyśmy ją stracili – dokończył Tripp.

- Jest dobrą mamą i kocha was jak szalona – powiedziała mu Rocky.

- Tak, właśnie dlatego byłoby do bani - stwierdził Tripp.

– Nie stracicie jej – zapewniła go Rocky - Więc nie powinieneś o tym myśleć.

- Nie myślę o tym. Po prostu myślę, że przykro mi, że straciłaś swoją – odparł Tripp.

Layne ponownie zamknął oczy.

– Też mi przykro, Tripp – powiedziała Rocky.

– Mi też, Roc – wtrącił Jas – Jesteś gównem, więc myślę, że twoja mama nauczyła cię być gównem, więc założę się, że była fajna.

Layne otworzył oczy.

– Tak, Jas, była super-fajna – odparła Rocky.

- Pokażesz nam jej zdjęcia? - zapytał Tripp.

– Jasne, kochanie – odpowiedziała Rocky.

– Super – mruknął Tripp.

Zapadła cisza i Layne zaczął się ruszać, ale coś się stało, coś, czego nie mógł zobaczyć, ale było to coś wielkiego i Layne zatrzymał się, gdy Tripp znów się odezwał.

- Muszę coś powiedzieć – oznajmił.

- Co, Słonko? – zapytała Rocky.

- Pomyślisz, że jestem kretynem - powiedział jej Tripp.

- To niemożliwe, abyś był kretynem. Jesteś synem Tannera Layne’a i jesteś taki sam jak on, więc nie możesz być kretynem – zapewniła go Rocky.

– Myślisz, że jestem taki jak tata? — zapytał Tripp intensywnym głosem.

- Jasne, może młodsza wersja, ale tak.

- Nie wyglądam jak on - zauważył Tripp.

- Więc? - podpowiedziała Rocky.

- Jas wygląda - zauważył Tripp.

- Tak, wygląda, ale to nie znaczy, że Layne nie dał wam obu jego najlepszych części, a to nie ma nic wspólnego z tym, jak gorący jest – stwierdziła Rocky.

Zapadła cisza, a potem Tripp powiedział cicho – Właśnie dlatego muszę powiedzieć coś głupiego.

- No to powiedz, Tripp, Jezu - ponaglił Jasper.

- Okej, Jas, ale to zabrzmi głupio - Tripp wahał się.

- Po prostu to powiedz, stary – naciskał Jasper.

– Okej, cóż… wczorajszy dzień był do kitu i nie lubiłem patrzeć, jak przez to przechodziłaś, Rocky, i myślałem o tym ostatniej nocy, i pomyślałem, że nie lubiłem tego oglądać. Ale to nie dlatego, że to było do bani, że musiałaś przez to przejść, ale dlatego, że cierpiałaś, a ja nie lubiłem patrzeć, jak cię boli, więc myślę, że to oznacza, że cię kocham – oznajmił Tripp. To oparzenie w klatce piersiowej Layne’a znacznie się pogłębiło, a Tripp kontynuował - Więc wiem, że to głupie, ale twoja mama zmarła, a mój tata został postrzelony, więc myślę, że powinnaś powiedzieć ludziom, jak się czujesz, aby wiedzieli - Przerwał - Więc widzisz, to głupie.

Znowu zapadła cisza, zanim Layne usłyszał odpowiedź Rocky – To nie głupie, kochanie, i dziękuję. To uczucie jest wzajemne… dla was obu.

- Super - szepnął Tripp.

- Tak, super - powtórzył Jasper, również szeptem.

Layne skończył, więc zszedł po schodach, z głową zwróconą w prawo i dostrzegł ich w chwili, gdy klatka schodowa się otworzyła.

Miał rację. Wszyscy byli na dużej kanapie narożnej. Rocky z tyłu, blisko rogu, z nogami podwiniętymi do góry, twarzą do Trippa, który siedział z plecami opartymi na poduszce, z nogami wyciągniętymi przed sobą, ze stopami skrzyżowanymi w kostkach. Jasper leżał na plecach blisko stóp kanapy z Blondie wyciągniętą obok niego, na grzbiecie, z wszystkimi czterema łapami zwisającymi w powietrzu.

Wszyscy spojrzeli na niego, w tym Blondie, z wyjątkiem Jaspera.

– Hej, tato – zawołał Tripp.

– Kolego – odparł Layne.

- Yo, tato - powiedział Jasper. Przy twarzy trzymał grę wideo i nawet nie spojrzał na swojego staruszka.

– Yo – powtórzył Layne, jego oczy przeniosły się na Rocky, która obserwowała, jak się porusza i się uśmiechała, dając mu dołeczek. Layne zatrzymał się z boku kanapy, położył ręce na biodrach, a Blondie szarpnęła się, przekręciła na brzuch i wykręciła szyję tak, że mogła patrzeć na Layne’a, jej psie oczy pokazywały, że próbuje zrozumieć jego zamiary. Czy jego obecność oznaczała, że zamierzał ją pogłaskać, wypuścić na zewnątrz i pójść z nią, aby rzucić jej piłkę, czy też był tam, aby dać jej psie smakołyki?

- Dobry wybór, pączuszku, ta kanapa - pochylił głowę w stronę kanapy.

– Jest wygodna – odparła Rocky.

- Jest, tato, całkowicie wygodne – zgodził się Tripp - To gówno. Giselle i ja będziemy się tutaj uczyć.

- Nie, nie będziecie, ja i Keirry będziemy – odpowiedział Jasper, a Layne wiedział, że poważnie podchodzi do tego zawłaszczenia, bo odsunął grę wideo od swojej twarzy, by przebić brata spojrzeniem.

- Ja to zaklepałem! - krzyknął Tripp.

- Więc? Jestem starszy od ciebie – odpalił Jasper.

- Więc? - Tripp odpowiedział - To nic nie znaczy.

Layne przesunął się na drugi koniec, ponad głowę Jaspera, a on przesunął swoje ciało na kanapę. Zawłaszczając Rocky, usadowił się w kącie, a ona zwinęła się w jego ciało i jego ramiona, gdy Blondie wstała, podeszła do Jaspera, zbliżyła się i podrzuciła ręką Layne’a. W chwili, gdy zaczął drapać ją po głowie, opadła na brzuch i oparła pysk na jego brzuchu tuż nad przedramieniem Rocky.

Tak, kanapa była wygodna. Raj na ziemi.

- To znaczy wszystko - odparł Jasper do Trippa.

– Chłopaki – wtrąciła Rocky – nie wiem, czy to zauważyliście, ale na tej kanapie są cztery osoby i pies i nikt z nas się nie dotyka, z wyjątkiem, oczywiście, mnie, waszego taty i psa. Myślę, że wy i wasze małe możecie się tu zmieścić.

- Racja - Tripp uśmiechnął się do niej, patrząc na Roc zwiniętą w jego staruszka i wizualizując coś zupełnie innego.

Pieprzone piekło.

- Jak zechcę prywatności z moją małą, Trippo-mantyk – zaczął Jasper - Ty i twoja mała startujecie.

Gówno.

- To samo tutaj - odpalił Tripp.

– Jezu – wymamrotał Layne. Myśląc o swoich dwóch nastoletnich chłopcach z burzą hormonów, spojrzał na Roc – Może ta kanapa nie była dobrym pomysłem.

– Przywykną do tego – mruknęła Rocky.

Właśnie tego się bał.

- W porządku! - krzyknęła Vera, udając, że swobodnie schodzi po schodach.

- Mecz Coltów zaczyna się o pierwszej i zamierzam zrobić meksykańską sałatkę warstwową. Muszę iść do sklepu. Czy ktoś czegoś chce?

- Meksykańska sałatka warstwową brzmi niesamowicie! - Tripp płakał, mimo że pół godziny wcześniej zjadł pięć pancakes’ów.

- Ja dziękuję, babciu – odpowiedział Jasper.

Vera zniknęła w kuchni, wołając - Rocky, Słonko?

– Niczego nie potrzebuję, dzięki, Vera – odpowiedziała Rocky.

- Tanner? - krzyknęła jego matka.

– Nic, mamo – odpowiedział Layne i po schodach zszedł Devin.

Kiedy to zrobił, zarówno Jas, jak i Tripp znieruchomieli i wpatrywali w Devina. Najwyraźniej przegapiwszy jego wejście na górę, od razu zwrócili uwagę na fakt, że byli tam zarówno Vera, jak i Devin, co było niezwykłe, i byli tam razem z nieznanych, a zatem podejrzanych powodów.

Devin pogorszył sprawę, kiedy zwrócił się do załogi na kanapie i oznajmił - Jadę z Verą.

Vera skręciła za róg, wrzucając torebkę na ramię, a wzrok skierowała na kanapę - Wrócimy wkrótce - oznajmiła z szerokim uśmiechem, a po ułożeniu paska od torebki pomachała im palcem.

Wzrok wszystkich na kanapie, z wyjątkiem Blondie, podążał za tym, jak Vera i Dev podchodzili do drzwi, wyszli z nie, a potem wszyscy wyglądali przez okno, Jasper nawet zwinął się do siadu i przesunął się, aby zobaczyć to, jak Devin pomógł Verze wejść do Calais, a potem okrążył go, wsiadł i odjechali.

Rocky i Layne usadowili się z powrotem, ale Jasper i Tripp nie spuszczali oczu z okna, nawet gdy Vera i Dev byli poza zasięgiem wzroku.

Wtedy zwróciły się do niego oczy jego chłopców.

- Co to było? - Tripp odetchnął, a Rocky zachichotała.

- Tak, nawet nie sądziłem, że Dev lubi babcię, a on, tak jakby, przytrzymał dla niej drzwi - szepnął Jasper.

– To dżentelmeńska rzecz, Jasper – poradziła mu Rocky i Jasper spojrzał na nią.

– Dev nie jest dżentelmenem.

Rocky znów zachichotała.

- A może pozwolimy, żeby to się rozegrało - rozkazał Layne jako sugestię.

- Co ma się rozegrać? - Tripp wciąż mówił na oddech.

Rocky znów zachichotała.

– Nieważne – mruknął Layne, skonfrontowany z możliwością, że Devin i Vera będą żyli jako para, nie wiedząc, jak się z tym czuł i zadecydował, że po prostu w ogóle o tym nie będzie myślał.

Jednak Layne’owi nie było to dane, ponieważ Roc postanowiła edukować mężczyzn Layne.

- Kobieta nie przestaje być kobietą tylko dlatego, że zostaje babcią.

- Roc – powiedział cicho Layne, gdy trzy pary męskich oczu skupiły się na niej.

– To prawda – odparła Rocky i dodała – Myślę, że są uroczy.

- Fuj - wymamrotał Tripp, po czym Jasper i Tripp spojrzeli na nią z identycznymi wyrazami twarzy, które wyraźnie stwierdzały, obrzydliwe.

- Przestańmy o tym mówić – rozkazał Layne.

- Czemu? - spytała Roc z pozorną niewinnością.

- Ponieważ ona jest moją matką, a on jest najlepszym mężczyzną, jakiego znam i chcę, żeby oboje byli szczęśliwi. Ale nadal nie wiem, czy klepnąć go po plecach, grozić mu, bić go, czy zwymiotować w jego buty – odpowiedział Layne.

Ciało Rocky zaczęło się trząść, ale udało jej się wydobyć z siebie zduszone - Okej, skarbie, przestaniemy o tym rozmawiać.

– Zobowiązany – mruknął Layne.

- Tato – powiedział Jasper cichym, ostrożnym głosem.

Oczy Layne’a powędrowały do jego chłopca, aby zobaczyć, że wzrok Jasper’a był skierowany na okno. Layne spojrzał przez ramię Rocky i zobaczył, że samochody Dave’a i Merry’ego zatrzymały się przy krawężniku.

Gówno.

– Super, tata i Merry są tutaj – zauważyła Rocky, a Layne odwrócił ją twarzą do siebie.

– Roc, zajmie mi to dwie sekundy, ale pójdę tam, zamienię słowo z twoim tatą i bratem i, bez względu na to, co zobaczysz, chcę, żebyś obiecała, że zostaniesz tutaj z moimi chłopcami. Tak?

Jej oczy rozszerzyły się i wpatrywała się w niego, pytając - Dlaczego?

- Po prostu obiecaj i zaufaj mi, tak?

– Layne – szepnęła.

– Minęły dwie sekundy, pączuszku. Czy mam twoją obietnicę? - zawahała się, więc poprosił - Kochanie?

– Obiecuję – szepnęła.

Dotknął ustami jej ust i szybko przesunął się z kanapy do drzwi, posyłając obu swoim chłopcom spojrzenie pełne znaczenia, zanim wyszedł za drzwi.

Spotkał ich obu na podwórku i Dave natychmiast się odezwał – Nie zatrzymasz mnie z dala od mojej dziewczyny.

– Nie, nie zatrzymam – odpowiedział Layne, a ciało Dave’a zakołysało się do tyłu.

– Nie zatrzymasz? – zapytał Merry.

– Nie – odpowiedział Layne - To nie znaczy, że nie musimy wyjaśnić kilku rzeczy.

Obaj mężczyźni napięli się.

Layne przemówił - Byłem dla was obu twardy ostatniego wieczoru. Miałem powód, myślę, że to rozumiecie.

– Rozumiemy – powiedział cicho Merry.

– Przekroczyłeś granicę – powiedział Dave antagonistycznie.

Layne spojrzał na Dave’a - Nie, Dave, nie przekroczyłem i dobrze o tym wiesz.

– Rzuciłeś mi w twarz kupę gówna, Tanner, i wyrzuciłeś mnie z domu, nie pozwalając mi zobaczyć mojej córki – przypomniał mu Dave.

– Tak, Dave, to było zeszłej nocy, pamiętam. Pamiętam też, jak oglądałem Rocky, kiedy miała swoją fazę i pamiętam to w sposób, w jaki wiem, że nigdy nie zapomnę, więc przypuszczam, że chociaż to było osiemnaście lat temu, twoje przejście z Rocky trwało dwa dni i cię to przeraziło, więc wiesz dokładnie, jak czułem się wczoraj.

Dave zacisnął usta.

Głos Layne’a stracił wrogość i powiedział cicho – Nie postąpiliście dobrze z Rocky i nie postąpiliście dobrze ze mną, wtedy i teraz.

– Zamierzamy stać na twoim podwórku na zimnie i omawiać zajścia zeszłego wieczoru, Tanner, czy pozwolisz mi zobaczyć moją dziewczynę? – spytał zwięźle Dave.

– Jeszcze nie skończyłem – odparł Layne.

– W takim razie przejdź do tego – rozkazał Dave.

Layne wciągnął powietrze przez nos, a potem je wypuścił.

- Okej, Dave, zajmę się tym. To powiedziawszy, stało się. Teraz jest teraz. Ruszamy do przodu. Roc i ja. Roc, Jasper, Tripp i ja. A wy jesteście rodziną, więc idziecie z nami do przodu.

– Brzmi nieźle – stwierdził ostrożnie Merry.

– Pod pewnymi warunkami – kontynuował Layne.

– Cholera – mruknął Dave.

– Cecilia istniała – powiedział Layne do starca, a Dave skrzywił się, po czym oczyścił wyraz twarzy i patrzył na Layne’a - I umarła straszną śmiercią. Tego gówna zamiatamy już pod dywan. Rocky potrzebuje matki, a jedyne, co jej pozostało, to wspomnienia, więc będzie mogła je mieć.

– Ja… – zaczął Dave.

– Odwiedza jej grób – przerwał mu Layne, a usta Dave’a rozchyliły się, gdy ciało Merry’ego wyraźnie znieruchomiało - Kiedy jej potrzebuje, idzie do niej. Z waszej reakcji domyślam się, że tego nie wiedzieliście.

– Nie – szepnął Merry.

– No cóż – odparł Layne, spoglądając na Dave’a, a jego głos przycichł - Pamiętam ją, Dave. Pamiętam, że zawsze się uśmiechała.

Dave zamknął oczy. Layne zignorował to i mówił dalej.

- Umarła i to było tragiczne, jej strata życia, to, że ty ją straciłeś, jej dzieci straciły mamę. Ale zabił ją Carson Fisher, Dave - Dave otworzył oczy i spojrzał na Layne’a - Ty tego nie zrobiłeś, po prostu wykonywałeś swoją pracę. Rocky nie zrobiła tego, nie narażając się na niebezpieczeństwo, aby pomóc mamie. Zrobiła to, czego potrzebowała od niej matka i pozostała bezpieczna i żywa. Carson Fisher ponosi wyłączną odpowiedzialność za to, co stało się z waszą rodziną. Wszyscy musicie się nauczyć, jak przestać się obwiniać, mieć poczucie winy, co oznaczało, że wycinaliście wspomnienia o Cecylii i powiązania z ludźmi, na których wam zależy - Jego oczy przeniosły się na Merry’ego - Zacznijcie żyć na nowo i sprowadźcie Cecilię z powrotem tam, gdzie jest jej cholerne miejsce.

- Dlaczego nie skoncentrujemy się na tej sprawie, a ty nie będziesz włączał do tego Mii? - zasugerował Merry wrogim tonem.

- Co sprawiło, że doszedłeś do wniosku, że mówiłem o Mii, Merry? – zapytał Layne, a szczęka Merry’ego zacisnęła się - W porządku, żeby potwierdzić, ta reakcja oznacza, że mówię o Mii, bracie.

– Jezu – uciął Merry.

– Wyleczysz wszystkie rany mojej rodziny na trawniku przed domem, chłopcze? – zapytał Dave.

Layne spojrzał na niego – Nie, ale powiem ci, że kiedy Merry powiedział mi, że Rocky zamierza wystawić się na spotkanie z Harrym Rutledge, a ja poszedłem z nią porozmawiać, mówiła o tobie i swojej mamie. Zrobiła to z zaciekłą dumą, Dave, i to była duma zaszczepiona jej przez matkę. Cecilia była dumna z tego, kim byłeś, co robiłeś i za czym opowiadałeś się, i nauczyła córkę czuć to samo. Nosiłeś biały kapelusz, Dave. Twój syn to teraz robi. Twoja córka jest z tego dumna jak diabli. Nie wiem, nie jestem tobą, ale wiem, że moi chłopcy są ze mnie dumni i wiem, jak to było, kiedy Jasper powiedział mi to wprost. Więc rozumiem, że ta rana jest głęboka, nigdy się nie zagoi, ale nie mogę sobie wyobrazić, że skoro twoja żona tak czuła, a córka nadal to czuje, to nie pomaga, nawet trochę.

Ani Merry, ani Dave nie odzywali się, a Layne czekał, ale nadal się nie odzywali.

Więc on to zrobił - Vera wyszła z Dev’em po rzeczy do meksykańskiej sałatki warstwowej, szykujemy się na mecz Coltów, więc nie ma południa, ale ja biorę pieprzone piwo. Możecie wejść, jeśli chcecie i możecie zostać tak długo, jak chcecie. Tylko zrozumcie, że, kiedy Vera i Devin wrócą, nie będę dyskutować o możliwości, że staną się parą, ponieważ to mnie przeraża jak cholera.

Usta zarówno Merry’ego, jak i Dave’a się otworzyły.

Layne dokończył - Możecie iść za mną i pobyć. Możecie wejść i zobaczyć, czy Roc jest w porządku, odejść i zaplanować moją śmierć. Możecie robić, co chcecie. Ale ja biorę piwo.

Po tych słowach Layne odwrócił się i wszedł do domu.

Drzwi nawet nie zaczęły się zamykać na jego plecach, ponieważ Merry trzymał je ręką, a on i jego ojciec wprowadzali się do środka zaraz po Layne.

- Hej, wujku Dave! - krzyknął Tripp - Merry!

Merry i Dave poszli do kanapy.

Layne podszedł do lodówki.

*****

To była połowa meczu Coltów, meksykańska sałatka warstwowa została zdziesiątkowana, więc przeszli do krakersów i sera wyciskanego z puszki, a Vera przygotowała awaryjną porcję dipu z kwaśnej śmietany na chipsy. Z większą nadzieją niż realizmem podała kilka marchewek z chipsami. Blondie ukradła marchewkę i wypluła ją na podłogę przy kanapie. Nikt inny ich nie tknął.

Merry, Devin, Dave, Blondie i Layne byli na zewnątrz.

Merry siedział i palił.

Dave stał i rzucał piłkę do Blondie.

Devin siedział i chmurzył się na Dave’a i psa.

Layne siedział, pił piwo i zaglądał przez ramię do salonu.

Zostawił kanapę, na której leżała Rocky z głową na jego udzie, ze stopami na kolanach ojca. Teraz siedziała między Tripp’em, który był odwrócony do niej, poruszając ustami, a Jasperem, który miał głowę pochyloną na komórkę w dłoniach. Jego chłopcy przenieśli się z podłogi do niej, zanim tyłki jego i Dave’a wyszły z kanapy.

Vera była w kuchni, prawdopodobnie oceniając składniki potrzebne do przygotowania kolacji, która po całym tym śmieciowym jedzeniu utkwiłby mu w brzuchu jak ołowiany ciężarek, ale który jego synowie spaliliby w ciągu około dwunastu minut.

- Rozgrywka jest w trakcie, bracie - mruknął Merry i Layne przeniósł wzrok na niego.

- Straciliśmy Towers – domyślił się i poczuł, że uwaga Devina i Dave’a przeniosła się na nich.

– Tak, uciekła. Zgubiła ogon i zniknęła. Nawet jej armia słabnie. Pojawiła się plotka, że zostali rozpoznani i są poza siecią – potwierdził Merry.

– Kurwa – szepnął Layne.

– Goulding? – zapytał Devin.

– Zgarnęliśmy go. Oskarżyliśmy go o kradzież tożsamości dwa razy, Gaines i Aubry. Powiadomiliśmy władze w Tennessee, że go mamy. Rozpatrzymy jego sprawę, ale tam dostanie pierwszy wyrok, aby odpowiedzieć na te zarzuty. Nie spodziewam się, żebyśmy przez jakiś czas zobaczyli go w Indianie – odpowiedział Merry.

Nie było to dużo, ale to było coś.

Layne spojrzał na Devina, a Devin skinął głową. Layne musiał powiedzieć swojemu mężczyźnie w LA. Marissa nie musiała tego wiedzieć, było mało prawdopodobne, aby cokolwiek z tego gówna wybuchło na zachód, ale jego człowiek potrzebował być uprzedzony na wszelki wypadek.

- Colt, Sully i ja poszliśmy wczoraj do kapitana z tym, co mamy na Rutledge. Nakazał śledztwo – ciągnął Merry.

- Tak po prostu? – zapytał Layne.

– Niezupełnie. Kapitan nie był wielkim fanem tego, że trzymaliśmy to w sekrecie, ale miał własne podejrzenia. Powiedział, że nie chciał myśleć tak o gliniarzu ze swojego wydziału, dlatego sam się tym nie zajął. Naprawdę chodziło o to, że był zbyt cholernie leniwy, nie wspominając już o tym, że martwił się, co by o nim mówiło to, że gliniarz zabrudził się na jego zmianie – odpowiedział Merry.

– Zgarnięto Rutledge’a? – zapytał Layne.

– Tak, wczoraj późnym popołudniem. Wciąż z nim rozmawiali po tym, jak wczoraj wróciłem stąd do domu – odpowiedział Merry.

- Czy on się przewrócił?” – zapytał Layne.

– Dochodzenie jest niedostępne dla tych funkcjonariuszy, którzy nie są do niego przydzieleni, ale ponieważ wczoraj wrócił do domu, przypuszczam, że nie – odpowiedział Merry.

– Wyrwał się? – zapytał Layne.

- Jeszcze nie, mam człowieka siedzącego w Brendel – odpowiedział Merry.

– Ucieknie – stwierdził Layne.

- Wiem, ciekawe będzie, dokąd on się wyrywa? - odparł Merry i Layne spojrzał na jego – Goulding jest głupi, ale Rutledge to cwany zasraniec. Nie będzie chciał zejść na gówno innych ludzi.

– Myślisz, że mogą go zmusić do informowania? – zapytał Layne.

- Nie, myślę, żeby szukał pomocy w tym trudnym miejscu - Merry odpowiedział.

- Chce zachować pracę?

- Nie ma mowy, chce leżaka z dożywotnią gwarancją w Brazylii lub gdziekolwiek, do cholery, zamierza się udać.

– Szantaż – mruknął Layne.

- Tak się domyślam - odpowiedział Merry - Nie trzyma na swoich kontach pieniędzy, które od niej dostał, wiemy o tym. Prawdopodobnie są w jego materacu. Ale mieszka w Brendel. Roc mówi mi, że jego ubrania są ładne. Jeździ topowym Hyundaiem Genesis Coupe. Ma standard życia. Jest typem mężczyzny, który chce go zatrzymać. Nie jest głupi, ale jest po prostu na tyle głupi, by zagrać tę grę.

– Czyli myślisz, że jeszcze nie skończyliśmy? – zapytał Layne.

– Nie – odpowiedział Merry.

Oczy Layne’a powędrowały do Devina - Pluskwy.

- Mogę dokończyć mecz Coltów? – zapytał Devin.

Merry wyciągnął telefon – Sprawdźmy, gdzie jest Rutledge. Może też ogląda Coltów. Oczywiście, nic nie wiem o nielegalnych urządzeniach podsłuchowych podrzucanych w domu funkcjonariusza prawa. Ale być może uda mi się ustalić, kiedy Rutledge opuści swoje mieszkanie, dokąd się udaje, żeby było to bezpieczne, powiedzmy teoretycznie, dla kogoś, kto podłożyłby nielegalne urządzenia podsłuchowe i być może uda mi się zaaranżować, aby ta osoba wiedziała, kiedy Rutledge będzie w drodze powrotnej.

Layne odwrócił się od Merry’ego i uśmiechnął się do swojego piwa.

Potem wziął łyka.

Merry upewnił się, że Rutledge jest w domu i poprosił o aktualne informacje na temat jego działalności. Devin i Dave weszli do środka, zabierając Blondie ze sobą.

Merry wytrząsnął kolejnego papierosa z paczki.

– Możesz nie chcieć tego zapalać, bracie, ponieważ zamierzam z tobą porozmawiać o Mii – powiedział mu Layne i Merry spojrzał na Layne’a.

– Nie idź tam – ostrzegł.

- Przepraszam, zamierzam – odpowiedział Layne.

– To nie twoja sprawa, Tanner.

– Zdradziła cię? – zapytał Layne.

– Tanner…

To oznaczało nie.

- Rozwaliła ci jaja? - Layne mu przerwał.

Merry odwrócił wzrok i zapalił papierosa.

- Była gówniana w łóżku?

Merry wypuścił powietrze i zacisnął szczękę.

To też oznaczało „nie”. Wielkie nie.

– Myślisz o niej, kiedy pieprzysz inne kobiety? - Layne pchnął i oczy Merry’ego przesunęły się po nim.

– Zamknij się, Tanner.

– Myślisz – mruknął Layne.

– Odpieprz się – uciął Merry.

– Nie wyświadczasz przysługi żadnej z tych innych kobiet, kiedy je pieprzysz zamykając oczy i myśląc o Mii – zauważył Layne.

Merry milczał.

- Możesz pieprzyć swoją drogę przez miasto, ale jak zależy ci na niej i nie możesz wyrzucić jej z głowy, nigdy więcej tego nie znajdziesz - powiedział mu Layne.

– Roc miała ciężki weekend, bracie, nie sądzę, żeby chciała wybiec na twoje podwórko i przedzierać się podczas walki na pięści między jej bratem a jej mężczyzną – zagroził Merry.

Layne zignorował go i poradził - Wracaj tam.

Merry nie odpowiedział.

- Rozejrzyj się i ucz, Garrett, nie marnuj czasu.

Merry zaciągnął się papierosem.

– Wyświadczyłeś mi przysługę, bracie. Zaryzykowałeś i zmusiłeś mnie do podjęcia właściwej decyzji. Teraz oddaję tę przysługę – stwierdził Layne.

Merry owinął trzy palce wokół swojej butelki piwa, uniósł ją i pociągnął.

- To jest wszędzie wokół ciebie, Garrett, obudź się, do cholery - wyszeptał Layne, a Merry nie odwrócił głowy, ale spojrzał na Layne’a.

- Co? – zapytał krótko.

- Colt i Feb, Cal i Vi, Roc i ja. Jezu, spójrz tylko na Cala. Kurwa, co się z nim stało? Teraz widzę, jak się śmieje - Kiedy Merry nic nie skomentował, Layne kontynuował - Pamiętam, że Mia miała zabawnie pokręcone poczucie humoru.

Merry odwrócił wzrok.

– Oto, co wiem – zaczął Layne - Życie było dla mnie tym, czym było życie, a po Rocky nigdy nie było wspaniałe. Bardziej do bani jest wiedza, że Rocky prowadziła życie, które również nie było wspaniałe. To jest bardziej do bani, Merry - Layne wstał i spojrzał w dół na Merry’ego, który nie spuszczał wzroku z podwórka Layne’a i oddał swój strzał na pożegnanie - Jeśli Mia czuje się tak, jak ty, nie chcesz tego zakończyć?

Merry zamknął oczy i przełknął.

Layne odwrócił się i wszedł do domu.

*****

Layne przeniósł wzrok na Devina, który siedział w fotelu i kiwał głową. Potrzebował kanapy.

- Dev – zawołał i Devin odwrócił do niego głowę - Wypróbuj kanapę – poradził Layne.

– Zrobię to, jeśli zabierzesz swoją kobietę na górę – odparł Dev.

Layne spojrzał w dół na Rocky, która leżała z nim na kanapie, w połowie na nim, w połowie poza nim.

Podniósł się, zabierając ją ze sobą. Podniosła głowę, rozejrzała się, odgarniając włosy z twarzy.

Jej oczy były częściowo skupione na Devinie.

– Przepraszam – szepnęła - Zasnęłam.

– Nie ma problemu, dziewczyno – odszepnął Devin.

Spojrzała na Layne’a, po czym wspięła się na niego, wstała i Layne stoczył się z kanapy tuż za nią. Skręciła w stronę schodów.

Layne zbliżył się i położył ręce na jej biodrach, prowadząc ją, wołając za siebie - Noc, Dev.

- Noc, chłopcze.

Dotarli do schodów, Rocky zgięła się wpół, głównie czołgając się po nich na rękach i nogach, podczas gdy Layne próbował się nie śmiać. Podniosła się na górze i zataczająco weszła do sypialni. Puścił ją, zamknął drzwi i odwrócił się, by zobaczyć, że jest po swojej stronie łóżka, sięgając pod poduszkę. Patrzył, jak ściągnęła z siebie ubranie, włożyła jego koszulkę, odrzuciła kołdrę i ułożyła się na twarzy w łóżku.

Layne przebrał się, dołączył do niej i zgasił światło.

Rocky nasunęła się na niego.

- Noc, kochanie - wymamrotała w jego klatkę piersiową.

- Noc, pączuszku.

Jej ramię zacisnęło się na pół sekundy wokół jego brzucha, a potem odleciała.

Layne wpatrywał się w ciemny sufit, podczas gdy jego ręka poruszała się, przesiewając jej włosy. Zdjął je z jej twarzy, z ramienia i szyi, więc wszystkie spadły na łóżko i na jego ramię.

Kiedy tam leżał, przyszło mu do głowy, że teraz życie jest tylko życiem.

Dlatego Tanner Layne uśmiechnął się, zanim zamknął oczy i zasnął z uniesionymi kącikami ust.

 


 

3 komentarze:

  1. Dziękuję za rozdział :)
    Ale cię męczę z tymi korektami.
    "że pozostałaś w zabujana." chyba ma być w nim zabujana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że po polsku to brzmi okropnie, ale sens był taki, że kochała się w nim przez cały czas. Może poprawię 😋

      Usuń