Rozdział 26
Tak miało być
Layne wyszedł ze swojego
pokoju, przeszedł przez siłownię, okrążył balustradę, by wejść na schody i
zatrzymał się jak wryty, gdy spojrzał w dół i zobaczył Verę i Devina siedzących
razem trzy stopnie od szczytu.
Kiedy Vera go wyczuła,
skręciła szyję, cofnęła głowę i przyłożyła palec do ust.
- Masz zdjęcia? - Layne
usłyszał, jak Tripp pyta z dołu i uwaga Layne’a skupiła się na słuchaniu.
– Tak, Tripp – odpowiedziała
Rocky.
Był niedzielny poranek, było po
naleśnikach Very, ale telewizor nie był włączony.
Layne nie mógł być pewien,
ale domyślał się, że Tripp i Rocky siedzieli na ogromnym, wyściełanym
segmencie, który rozłożony był kwadratem, który częściowo wyglądał na łóżko,
częściowo na kanapę i wszystko było wygodne, a teraz stał w kącie przy frontowym
oknie, zajmując prawie całość przedniej przestrzeni.
– Czy była ładna, jak ty? –
zapytał Tripp, a Layne wciągnął powietrze i napiął mięśnie karku.
Tripp pytał o jej matkę.
Devin też odwrócił głowę i
potrząsnął nią w stronę Layne’a.
– Nie – odparła Rocky - Była
piękna.
– A więc – wtrącił Jasper –
jak ty.
Layne zamknął oczy i jego
ręka powędrowała na szczyt słupka na schodach, jego palce zacisnęły się wokół
niego, trzymając się.
– To słodkie, Jas – cicho odrzekła
Rocky.
– Tak, jestem słodki. Keirry
tak mówi – odparł arogancko Jasper, a Layne otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Jesteś też pełen tego -
powiedział Tripp.
- Patrz i ucz się, Trippo-mantyk,
a zahaczysz o Giselle głęboko – zauważył Jasper.
– Giselle już jest głęboko
uzależniona, stary. Całkowicie mnie lubi - odparł Tripp.
– To dlatego, że ty też
jesteś słodki – powiedziała Rocky.
- Tak? – zapytał Tripp,
brzmiąc jakby twierdząca odpowiedź oznaczała cały świat.
– Tak – odpowiedział cicho
Rocky, jednym, miękkim słowem, dając jemu synowi cały świat.
Zapadła cisza, a potem Tripp
zauważył - Mam czternaście lat.
– Wiem, Tripp – odparła
Rocky.
– W przyszłym miesiącu
skończę piętnaście – powiedział jej.
- Tak? Co chcesz na urodziny?
– zapytała Rocky.
– Ciasto Milky Way –
odpowiedział Tripp.
– Można to zaaranżować –
stwierdziła Rocky.
– Ty też miałaś czternaście
lat – zauważył Tripp, a Layne patrzył, jak ręka Very wystrzeliła i chwyciła
kolano Devina. Wiedziała, do czego zmierzał, wszyscy wiedzieli.
Ciało Layne’a stało się
czujne, gotowe do ruchu na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.
- Słucham, kochanie? –
zapytała Rocky.
- Kiedy to się stało… uh, z
twoją mamą - odpowiedział Tripp.
- Tripp - powiedział cicho
Jasper, ostrzegawczo.
– Wszystko w porządku –
wyszeptała Rocky – Tak, Tripp, miałam czternaście lat.
– Tata został postrzelony –
oznajmił Tripp i Layne zaczął się ruszać, ale głowa Devina znów się odwróciła.
Potrząsnął nią gwałtownie, obejmując Verę ramieniem.
– Wiem – powiedziała cicho
Rocky.
- Więc, umm… po prostu chcę,
żebyś wiedziała, hm… cóż, to nie było to samo, ale… wiem - stwierdził Tripp, a
Layne, schodząc dwa stopnie w dół, usiadł na podeście, głównie dlatego, że
pieprz go, nogi nie mogły go już utrzymać.
– Chyba tak – odparła Rocky.
- To nie to samo - Tripp
powiedział jej coś, o czym już wiedziała.
– Tak, to nie znaczy, że nie
było źle – odparła Rocky - Byłam tam i widziałam, że się martwiliście. Wiem,
jakie to uczucie. Mój tata też został postrzelony.
- Byłaś tam? – spytał Jasper
- Byłaś w szpitalu, kiedy tata został postrzelony?
- Nie widzieliście mnie, ale
tak, byłam tam.
- Łał, kompletnie to
przegapiłem – mruknął Tripp.
– Tata mówi, że jego postrzelenie
cię podkręciło – zauważył Jasper.
– Tak, Jas – potwierdziła
Rocky i Layne wiedział, że się uśmiechała - To mnie podkręciło.
- Bo bujałaś się nim,
chociaż, wiesz, zerwaliście – stwierdził Jasper.
– Tak, Jas, bujałam się nim –
potwierdziła Rocky.
– Przez te wszystkie lata,
prawda? - Jasper pchnął.
- Czy to sprawia, że czujesz
się dziwnie? – zapytała Rocky.
- Nie, jest fajnie. Jestem
kolesiem, ale dziewczyny mówią, że tata jest gorący – odpowiedział Jasper –
Więc rozumiem, że to sprawiło, że pozostałaś w zabujana.
- Tak, twój ojciec jest
gorący i częściowo dlatego zostałam w nim zabujana - Rocky brzmiała teraz tak,
jakby starała się nie śmiać - Chociaż, tylko do twojej wiadomości, Jas,
wyglądasz jak twój ojciec, jesteś bardzo przystojny, ale to nie jest powód, dla
którego Keira cię lubi.
- Nie jest? - zapytał Tripp.
- Nie – odpowiedziała Roc.
- Więc dlaczego? - zapytał
Tripp.
– Już o tym rozmawialiśmy –
odparła Rocky – Bo jest słodki.
- Nie, ona lubi mój
sześciopak - poinformował ich Jasper, a Layne zacisnął usta, a tym samym czasie
zobaczył, jak plecy jego matki wyprostowują się, a plecy Devina zaczynają drżeć
od cichego śmiechu.
- Jasperze Layne, nie chcę
się zastanawiać, dlaczego Keira Winters wie, że masz sześciopak – stwierdziła
surowo Rocky.
Jasper, jak zawsze szybki,
odpowiedział - Widziała mnie na imprezie przy basenie zeszłego lata.
To nie była prawda. O ile
Layne wiedział, Jasper nie brał udziału w imprezie przy basenie zeszłego lata.
– Mam nadzieję, że to to – mruknęła
Rocky.
– Nie rozumiem – zaczął
Tripp, najwyraźniej pomagając bratu zmienić temat - Gówno dzieje się z jakiegoś
powodu.
- Słucham? – zapytała Rocky.
- Cóż, ty i tata mieliście
coś, a on, na przykład, ma twoje zdjęcia. Pokazał nam jedno. I wiesz, jakby tak
miało być, wiesz? - powiedział Tripp.
– Tak sądzę – odparł Rocky z
wahaniem.
- Mówię, że tata został
postrzelony, co cię podkręciło, więc stało się to z jakiegoś powodu. To znaczy,
to nie było dobre, wiesz, że tata musiał zostać postrzelony, abyś ty została
podkręcona i tak dalej, ale ponieważ mieliście być, coś musiało się wydarzyć, żebyście się z powrotem do siebie wrócili
i myślę, że to musiało być duże - wyjaśnił Tripp.
Layne poczuł, że jego pierś
zaczyna płonąć i zauważył, że głowa jego matki opadła na ramię Devina, ale to
nie przeniknęło, gdy słuchał swojego syna i swojej kobiety.
– Tak, Słonko, teraz to widzę,
więc chyba masz rację – odparła Rocky.
- Więc, czego nie rozumiem… i
co naprawdę jest do bani… bo twoja mama zmarła bez powodu – kontynuował Tripp,
Vera podniosła głowę, ciało Layne’a i Devina tak samo wystrzeliły w górę.
Devin odwrócił się i potrząsnął
głową w stronę Layne’a, a Layne skrzywił się na niego, ale trzymał się w
ryzach.
– Czasami – powiedziała cicho
Rocky - Czasami, jak sądzę, rzeczy dzieją się bez powodu.
- Nasza mama potrafi być
surowa - oświadczył Tripp.
– Uch… okej – odparła Rocky.
– Ale to by było do kitu,
gdybyśmy ją stracili – dokończył Tripp.
- Jest dobrą mamą i kocha was
jak szalona – powiedziała mu Rocky.
- Tak, właśnie dlatego byłoby
do bani - stwierdził Tripp.
– Nie stracicie jej –
zapewniła go Rocky - Więc nie powinieneś o tym myśleć.
- Nie myślę o tym. Po prostu
myślę, że przykro mi, że straciłaś swoją – odparł Tripp.
Layne ponownie zamknął oczy.
– Też mi przykro, Tripp –
powiedziała Rocky.
– Mi też, Roc – wtrącił Jas –
Jesteś gównem, więc myślę, że twoja mama nauczyła cię być gównem, więc założę
się, że była fajna.
Layne otworzył oczy.
– Tak, Jas, była super-fajna
– odparła Rocky.
- Pokażesz nam jej zdjęcia? -
zapytał Tripp.
– Jasne, kochanie –
odpowiedziała Rocky.
– Super – mruknął Tripp.
Zapadła cisza i Layne zaczął
się ruszać, ale coś się stało, coś, czego nie mógł zobaczyć, ale było to coś
wielkiego i Layne zatrzymał się, gdy Tripp znów się odezwał.
- Muszę coś powiedzieć –
oznajmił.
- Co, Słonko? – zapytała
Rocky.
- Pomyślisz, że jestem
kretynem - powiedział jej Tripp.
- To niemożliwe, abyś był
kretynem. Jesteś synem Tannera Layne’a i jesteś taki sam jak on, więc nie
możesz być kretynem – zapewniła go Rocky.
– Myślisz, że jestem taki jak
tata? — zapytał Tripp intensywnym głosem.
- Jasne, może młodsza wersja,
ale tak.
- Nie wyglądam jak on -
zauważył Tripp.
- Więc? - podpowiedziała
Rocky.
- Jas wygląda - zauważył
Tripp.
- Tak, wygląda, ale to nie
znaczy, że Layne nie dał wam obu jego najlepszych części, a to nie ma nic wspólnego
z tym, jak gorący jest – stwierdziła Rocky.
Zapadła cisza, a potem Tripp
powiedział cicho – Właśnie dlatego muszę powiedzieć coś głupiego.
- No to powiedz, Tripp, Jezu
- ponaglił Jasper.
- Okej, Jas, ale to zabrzmi
głupio - Tripp wahał się.
- Po prostu to powiedz, stary
– naciskał Jasper.
– Okej, cóż… wczorajszy dzień
był do kitu i nie lubiłem patrzeć, jak przez to przechodziłaś, Rocky, i
myślałem o tym ostatniej nocy, i pomyślałem, że nie lubiłem tego oglądać. Ale to
nie dlatego, że to było do bani, że musiałaś przez to przejść, ale dlatego, że
cierpiałaś, a ja nie lubiłem patrzeć, jak cię boli, więc myślę, że to oznacza,
że cię kocham – oznajmił Tripp. To oparzenie w klatce piersiowej Layne’a
znacznie się pogłębiło, a Tripp kontynuował - Więc wiem, że to głupie, ale
twoja mama zmarła, a mój tata został postrzelony, więc myślę, że powinnaś
powiedzieć ludziom, jak się czujesz, aby wiedzieli - Przerwał - Więc widzisz,
to głupie.
Znowu zapadła cisza, zanim
Layne usłyszał odpowiedź Rocky – To nie głupie, kochanie, i dziękuję. To uczucie
jest wzajemne… dla was obu.
- Super - szepnął Tripp.
- Tak, super - powtórzył
Jasper, również szeptem.
Layne skończył, więc zszedł
po schodach, z głową zwróconą w prawo i dostrzegł ich w chwili, gdy klatka
schodowa się otworzyła.
Miał rację. Wszyscy byli na
dużej kanapie narożnej. Rocky z tyłu, blisko rogu, z nogami podwiniętymi do
góry, twarzą do Trippa, który siedział z plecami opartymi na poduszce, z nogami
wyciągniętymi przed sobą, ze stopami skrzyżowanymi w kostkach. Jasper leżał na
plecach blisko stóp kanapy z Blondie wyciągniętą obok niego, na grzbiecie, z
wszystkimi czterema łapami zwisającymi w powietrzu.
Wszyscy spojrzeli na niego, w
tym Blondie, z wyjątkiem Jaspera.
– Hej, tato – zawołał Tripp.
– Kolego – odparł Layne.
- Yo, tato - powiedział
Jasper. Przy twarzy trzymał grę wideo i nawet nie spojrzał na swojego
staruszka.
– Yo – powtórzył Layne, jego
oczy przeniosły się na Rocky, która obserwowała, jak się porusza i się
uśmiechała, dając mu dołeczek. Layne zatrzymał się z boku kanapy, położył ręce
na biodrach, a Blondie szarpnęła się, przekręciła na brzuch i wykręciła szyję
tak, że mogła patrzeć na Layne’a, jej psie oczy pokazywały, że próbuje
zrozumieć jego zamiary. Czy jego obecność oznaczała, że zamierzał ją pogłaskać,
wypuścić na zewnątrz i pójść z nią, aby rzucić jej piłkę, czy też był tam, aby
dać jej psie smakołyki?
- Dobry wybór, pączuszku, ta
kanapa - pochylił głowę w stronę kanapy.
– Jest wygodna – odparła
Rocky.
- Jest, tato, całkowicie
wygodne – zgodził się Tripp - To gówno. Giselle i ja będziemy się tutaj uczyć.
- Nie, nie będziecie, ja i
Keirry będziemy – odpowiedział Jasper, a Layne wiedział, że poważnie podchodzi
do tego zawłaszczenia, bo odsunął grę wideo od swojej twarzy, by przebić brata
spojrzeniem.
- Ja to zaklepałem! -
krzyknął Tripp.
- Więc? Jestem starszy od
ciebie – odpalił Jasper.
- Więc? - Tripp odpowiedział
- To nic nie znaczy.
Layne przesunął się na drugi
koniec, ponad głowę Jaspera, a on przesunął swoje ciało na kanapę. Zawłaszczając
Rocky, usadowił się w kącie, a ona zwinęła się w jego ciało i jego ramiona, gdy
Blondie wstała, podeszła do Jaspera, zbliżyła się i podrzuciła ręką Layne’a. W
chwili, gdy zaczął drapać ją po głowie, opadła na brzuch i oparła pysk na jego
brzuchu tuż nad przedramieniem Rocky.
Tak, kanapa była wygodna. Raj
na ziemi.
- To znaczy wszystko - odparł
Jasper do Trippa.
– Chłopaki – wtrąciła Rocky –
nie wiem, czy to zauważyliście, ale na tej kanapie są cztery osoby i pies i
nikt z nas się nie dotyka, z wyjątkiem, oczywiście, mnie, waszego taty i psa.
Myślę, że wy i wasze małe możecie się tu zmieścić.
- Racja - Tripp uśmiechnął
się do niej, patrząc na Roc zwiniętą w jego staruszka i wizualizując coś
zupełnie innego.
Pieprzone piekło.
- Jak zechcę prywatności z
moją małą, Trippo-mantyk – zaczął Jasper - Ty i twoja mała startujecie.
Gówno.
- To samo tutaj - odpalił
Tripp.
– Jezu – wymamrotał Layne.
Myśląc o swoich dwóch nastoletnich chłopcach z burzą hormonów, spojrzał na Roc
– Może ta kanapa nie była dobrym pomysłem.
– Przywykną do tego – mruknęła
Rocky.
Właśnie tego się bał.
- W porządku! - krzyknęła
Vera, udając, że swobodnie schodzi po schodach.
- Mecz Coltów zaczyna się o
pierwszej i zamierzam zrobić meksykańską sałatkę warstwową. Muszę iść do
sklepu. Czy ktoś czegoś chce?
- Meksykańska sałatka
warstwową brzmi niesamowicie! - Tripp
płakał, mimo że pół godziny wcześniej zjadł pięć pancakes’ów.
- Ja dziękuję, babciu –
odpowiedział Jasper.
Vera zniknęła w kuchni, wołając
- Rocky, Słonko?
– Niczego nie potrzebuję,
dzięki, Vera – odpowiedziała Rocky.
- Tanner? - krzyknęła jego
matka.
– Nic, mamo – odpowiedział
Layne i po schodach zszedł Devin.
Kiedy to zrobił, zarówno Jas,
jak i Tripp znieruchomieli i wpatrywali w Devina. Najwyraźniej przegapiwszy jego
wejście na górę, od razu zwrócili uwagę na fakt, że byli tam zarówno Vera, jak
i Devin, co było niezwykłe, i byli tam razem z nieznanych, a zatem podejrzanych
powodów.
Devin pogorszył sprawę, kiedy
zwrócił się do załogi na kanapie i oznajmił - Jadę z Verą.
Vera skręciła za róg, wrzucając
torebkę na ramię, a wzrok skierowała na kanapę - Wrócimy wkrótce - oznajmiła z
szerokim uśmiechem, a po ułożeniu paska od torebki pomachała im palcem.
Wzrok wszystkich na kanapie,
z wyjątkiem Blondie, podążał za tym, jak Vera i Dev podchodzili do drzwi, wyszli
z nie, a potem wszyscy wyglądali przez okno, Jasper nawet zwinął się do siadu i
przesunął się, aby zobaczyć to, jak Devin pomógł Verze wejść do Calais, a potem
okrążył go, wsiadł i odjechali.
Rocky i Layne usadowili się z
powrotem, ale Jasper i Tripp nie spuszczali oczu z okna, nawet gdy Vera i Dev
byli poza zasięgiem wzroku.
Wtedy zwróciły się do niego
oczy jego chłopców.
- Co to było? - Tripp odetchnął, a Rocky zachichotała.
- Tak, nawet nie sądziłem, że
Dev lubi babcię, a on, tak jakby, przytrzymał dla niej drzwi - szepnął Jasper.
– To dżentelmeńska rzecz,
Jasper – poradziła mu Rocky i Jasper spojrzał na nią.
– Dev nie jest dżentelmenem.
Rocky znów zachichotała.
- A może pozwolimy, żeby to
się rozegrało - rozkazał Layne jako sugestię.
- Co ma się rozegrać? - Tripp wciąż mówił na oddech.
Rocky znów zachichotała.
– Nieważne – mruknął Layne,
skonfrontowany z możliwością, że Devin i Vera będą żyli jako para, nie wiedząc,
jak się z tym czuł i zadecydował, że po prostu w ogóle o tym nie będzie myślał.
Jednak Layne’owi nie było to dane,
ponieważ Roc postanowiła edukować mężczyzn Layne.
- Kobieta nie przestaje być
kobietą tylko dlatego, że zostaje babcią.
- Roc – powiedział cicho
Layne, gdy trzy pary męskich oczu skupiły się na niej.
– To prawda – odparła Rocky i
dodała – Myślę, że są uroczy.
- Fuj - wymamrotał Tripp, po
czym Jasper i Tripp spojrzeli na nią z identycznymi wyrazami twarzy, które
wyraźnie stwierdzały, obrzydliwe.
- Przestańmy o tym mówić –
rozkazał Layne.
- Czemu? - spytała Roc z
pozorną niewinnością.
- Ponieważ ona jest moją
matką, a on jest najlepszym mężczyzną, jakiego znam i chcę, żeby oboje byli
szczęśliwi. Ale nadal nie wiem, czy klepnąć go po plecach, grozić mu, bić go, czy
zwymiotować w jego buty – odpowiedział Layne.
Ciało Rocky zaczęło się
trząść, ale udało jej się wydobyć z siebie zduszone - Okej, skarbie,
przestaniemy o tym rozmawiać.
– Zobowiązany – mruknął
Layne.
- Tato – powiedział Jasper
cichym, ostrożnym głosem.
Oczy Layne’a powędrowały do
jego chłopca, aby zobaczyć, że wzrok Jasper’a był skierowany na okno. Layne
spojrzał przez ramię Rocky i zobaczył, że samochody Dave’a i Merry’ego
zatrzymały się przy krawężniku.
Gówno.
– Super, tata i Merry są
tutaj – zauważyła Rocky, a Layne odwrócił ją twarzą do siebie.
– Roc, zajmie mi to dwie
sekundy, ale pójdę tam, zamienię słowo z twoim tatą i bratem i, bez względu na
to, co zobaczysz, chcę, żebyś obiecała, że zostaniesz tutaj z moimi chłopcami.
Tak?
Jej oczy rozszerzyły się i
wpatrywała się w niego, pytając - Dlaczego?
- Po prostu obiecaj i zaufaj
mi, tak?
– Layne – szepnęła.
– Minęły dwie sekundy, pączuszku.
Czy mam twoją obietnicę? - zawahała się, więc poprosił - Kochanie?
– Obiecuję – szepnęła.
Dotknął ustami jej ust i szybko
przesunął się z kanapy do drzwi, posyłając obu swoim chłopcom spojrzenie pełne
znaczenia, zanim wyszedł za drzwi.
Spotkał ich obu na podwórku i
Dave natychmiast się odezwał – Nie zatrzymasz mnie z dala od mojej dziewczyny.
– Nie, nie zatrzymam – odpowiedział
Layne, a ciało Dave’a zakołysało się do tyłu.
– Nie zatrzymasz? – zapytał
Merry.
– Nie – odpowiedział Layne - To
nie znaczy, że nie musimy wyjaśnić kilku rzeczy.
Obaj mężczyźni napięli się.
Layne przemówił - Byłem dla
was obu twardy ostatniego wieczoru. Miałem powód, myślę, że to rozumiecie.
– Rozumiemy – powiedział
cicho Merry.
– Przekroczyłeś granicę –
powiedział Dave antagonistycznie.
Layne spojrzał na Dave’a - Nie,
Dave, nie przekroczyłem i dobrze o tym wiesz.
– Rzuciłeś mi w twarz kupę
gówna, Tanner, i wyrzuciłeś mnie z domu, nie pozwalając mi zobaczyć mojej córki
– przypomniał mu Dave.
– Tak, Dave, to było zeszłej
nocy, pamiętam. Pamiętam też, jak oglądałem Rocky, kiedy miała swoją fazę i
pamiętam to w sposób, w jaki wiem, że nigdy nie zapomnę, więc przypuszczam, że
chociaż to było osiemnaście lat temu, twoje przejście z Rocky trwało dwa dni i
cię to przeraziło, więc wiesz dokładnie, jak czułem się wczoraj.
Dave zacisnął usta.
Głos Layne’a stracił wrogość
i powiedział cicho – Nie postąpiliście dobrze z Rocky i nie postąpiliście
dobrze ze mną, wtedy i teraz.
– Zamierzamy stać na twoim
podwórku na zimnie i omawiać zajścia zeszłego wieczoru, Tanner, czy pozwolisz
mi zobaczyć moją dziewczynę? – spytał zwięźle Dave.
– Jeszcze nie skończyłem –
odparł Layne.
– W takim razie przejdź do
tego – rozkazał Dave.
Layne wciągnął powietrze
przez nos, a potem je wypuścił.
- Okej, Dave, zajmę się tym.
To powiedziawszy, stało się. Teraz jest teraz. Ruszamy do przodu. Roc i ja.
Roc, Jasper, Tripp i ja. A wy jesteście rodziną, więc idziecie z nami do
przodu.
– Brzmi nieźle – stwierdził
ostrożnie Merry.
– Pod pewnymi warunkami –
kontynuował Layne.
– Cholera – mruknął Dave.
– Cecilia istniała –
powiedział Layne do starca, a Dave skrzywił się, po czym oczyścił wyraz twarzy
i patrzył na Layne’a - I umarła straszną śmiercią. Tego gówna zamiatamy już pod
dywan. Rocky potrzebuje matki, a jedyne, co jej pozostało, to wspomnienia, więc
będzie mogła je mieć.
– Ja… – zaczął Dave.
– Odwiedza jej grób –
przerwał mu Layne, a usta Dave’a rozchyliły się, gdy ciało Merry’ego wyraźnie
znieruchomiało - Kiedy jej potrzebuje, idzie do niej. Z waszej reakcji domyślam
się, że tego nie wiedzieliście.
– Nie – szepnął Merry.
– No cóż – odparł Layne,
spoglądając na Dave’a, a jego głos przycichł - Pamiętam ją, Dave. Pamiętam, że
zawsze się uśmiechała.
Dave zamknął oczy. Layne
zignorował to i mówił dalej.
- Umarła i to było tragiczne,
jej strata życia, to, że ty ją straciłeś, jej dzieci straciły mamę. Ale zabił
ją Carson Fisher, Dave - Dave otworzył oczy i spojrzał na Layne’a - Ty tego nie
zrobiłeś, po prostu wykonywałeś swoją pracę. Rocky nie zrobiła tego, nie
narażając się na niebezpieczeństwo, aby pomóc mamie. Zrobiła to, czego
potrzebowała od niej matka i pozostała bezpieczna i żywa. Carson Fisher ponosi
wyłączną odpowiedzialność za to, co stało się z waszą rodziną. Wszyscy musicie
się nauczyć, jak przestać się obwiniać, mieć poczucie winy, co oznaczało, że
wycinaliście wspomnienia o Cecylii i powiązania z ludźmi, na których wam zależy
- Jego oczy przeniosły się na Merry’ego - Zacznijcie żyć na nowo i sprowadźcie
Cecilię z powrotem tam, gdzie jest jej cholerne miejsce.
- Dlaczego nie skoncentrujemy
się na tej sprawie, a ty nie będziesz włączał do tego Mii? - zasugerował Merry
wrogim tonem.
- Co sprawiło, że doszedłeś
do wniosku, że mówiłem o Mii, Merry? – zapytał Layne, a szczęka Merry’ego
zacisnęła się - W porządku, żeby potwierdzić, ta reakcja oznacza, że mówię o
Mii, bracie.
– Jezu – uciął Merry.
– Wyleczysz wszystkie rany
mojej rodziny na trawniku przed domem, chłopcze? – zapytał Dave.
Layne spojrzał na niego –
Nie, ale powiem ci, że kiedy Merry powiedział mi, że Rocky zamierza wystawić
się na spotkanie z Harrym Rutledge, a ja poszedłem z nią porozmawiać, mówiła o
tobie i swojej mamie. Zrobiła to z zaciekłą dumą, Dave, i to była duma
zaszczepiona jej przez matkę. Cecilia była dumna z tego, kim byłeś, co robiłeś
i za czym opowiadałeś się, i nauczyła córkę czuć to samo. Nosiłeś biały
kapelusz, Dave. Twój syn to teraz robi. Twoja córka jest z tego dumna jak
diabli. Nie wiem, nie jestem tobą, ale wiem, że moi chłopcy są ze mnie dumni i
wiem, jak to było, kiedy Jasper powiedział mi to wprost. Więc rozumiem, że ta
rana jest głęboka, nigdy się nie zagoi, ale nie mogę sobie wyobrazić, że skoro twoja
żona tak czuła, a córka nadal to czuje, to nie pomaga, nawet trochę.
Ani Merry, ani Dave nie
odzywali się, a Layne czekał, ale nadal się nie odzywali.
Więc on to zrobił - Vera
wyszła z Dev’em po rzeczy do meksykańskiej sałatki warstwowej, szykujemy się na
mecz Coltów, więc nie ma południa, ale ja biorę pieprzone piwo. Możecie wejść,
jeśli chcecie i możecie zostać tak długo, jak chcecie. Tylko zrozumcie, że, kiedy
Vera i Devin wrócą, nie będę dyskutować o możliwości, że staną się parą,
ponieważ to mnie przeraża jak cholera.
Usta zarówno Merry’ego, jak i
Dave’a się otworzyły.
Layne dokończył - Możecie iść
za mną i pobyć. Możecie wejść i zobaczyć, czy Roc jest w porządku, odejść i
zaplanować moją śmierć. Możecie robić, co chcecie. Ale ja biorę piwo.
Po tych słowach Layne
odwrócił się i wszedł do domu.
Drzwi nawet nie zaczęły się
zamykać na jego plecach, ponieważ Merry trzymał je ręką, a on i jego ojciec
wprowadzali się do środka zaraz po Layne.
- Hej, wujku Dave! - krzyknął
Tripp - Merry!
Merry i Dave poszli do kanapy.
Layne podszedł do lodówki.
*****
To była połowa meczu Coltów,
meksykańska sałatka warstwowa została zdziesiątkowana, więc przeszli do
krakersów i sera wyciskanego z puszki, a Vera przygotowała awaryjną porcję dipu
z kwaśnej śmietany na chipsy. Z większą nadzieją niż realizmem podała kilka
marchewek z chipsami. Blondie ukradła marchewkę i wypluła ją na podłogę przy
kanapie. Nikt inny ich nie tknął.
Merry, Devin, Dave, Blondie i
Layne byli na zewnątrz.
Merry siedział i palił.
Dave stał i rzucał piłkę do Blondie.
Devin siedział i chmurzył się
na Dave’a i psa.
Layne siedział, pił piwo i
zaglądał przez ramię do salonu.
Zostawił kanapę, na której
leżała Rocky z głową na jego udzie, ze stopami na kolanach ojca. Teraz
siedziała między Tripp’em, który był odwrócony do niej, poruszając ustami, a
Jasperem, który miał głowę pochyloną na komórkę w dłoniach. Jego chłopcy
przenieśli się z podłogi do niej, zanim tyłki jego i Dave’a wyszły z kanapy.
Vera była w kuchni,
prawdopodobnie oceniając składniki potrzebne do przygotowania kolacji, która po
całym tym śmieciowym jedzeniu utkwiłby mu w brzuchu jak ołowiany ciężarek, ale
który jego synowie spaliliby w ciągu około dwunastu minut.
- Rozgrywka jest w trakcie,
bracie - mruknął Merry i Layne przeniósł wzrok na niego.
- Straciliśmy Towers –
domyślił się i poczuł, że uwaga Devina i Dave’a przeniosła się na nich.
– Tak, uciekła. Zgubiła ogon
i zniknęła. Nawet jej armia słabnie. Pojawiła się plotka, że zostali rozpoznani
i są poza siecią – potwierdził Merry.
– Kurwa – szepnął Layne.
– Goulding? – zapytał Devin.
– Zgarnęliśmy go.
Oskarżyliśmy go o kradzież tożsamości dwa razy, Gaines i Aubry. Powiadomiliśmy
władze w Tennessee, że go mamy. Rozpatrzymy jego sprawę, ale tam dostanie
pierwszy wyrok, aby odpowiedzieć na te zarzuty. Nie spodziewam się, żebyśmy
przez jakiś czas zobaczyli go w Indianie – odpowiedział Merry.
Nie było to dużo, ale to było
coś.
Layne spojrzał na Devina, a
Devin skinął głową. Layne musiał powiedzieć swojemu mężczyźnie w LA. Marissa
nie musiała tego wiedzieć, było mało prawdopodobne, aby cokolwiek z tego gówna
wybuchło na zachód, ale jego człowiek potrzebował być uprzedzony na wszelki
wypadek.
- Colt, Sully i ja poszliśmy
wczoraj do kapitana z tym, co mamy na Rutledge. Nakazał śledztwo – ciągnął
Merry.
- Tak po prostu? – zapytał
Layne.
– Niezupełnie. Kapitan nie
był wielkim fanem tego, że trzymaliśmy to w sekrecie, ale miał własne
podejrzenia. Powiedział, że nie chciał myśleć tak o gliniarzu ze swojego
wydziału, dlatego sam się tym nie zajął. Naprawdę chodziło o to, że był zbyt
cholernie leniwy, nie wspominając już o tym, że martwił się, co by o nim mówiło
to, że gliniarz zabrudził się na jego zmianie – odpowiedział Merry.
– Zgarnięto Rutledge’a? –
zapytał Layne.
– Tak, wczoraj późnym
popołudniem. Wciąż z nim rozmawiali po tym, jak wczoraj wróciłem stąd do domu –
odpowiedział Merry.
- Czy on się przewrócił?” –
zapytał Layne.
– Dochodzenie jest
niedostępne dla tych funkcjonariuszy, którzy nie są do niego przydzieleni, ale
ponieważ wczoraj wrócił do domu, przypuszczam, że nie – odpowiedział Merry.
– Wyrwał się? – zapytał
Layne.
- Jeszcze nie, mam człowieka
siedzącego w Brendel – odpowiedział Merry.
– Ucieknie – stwierdził
Layne.
- Wiem, ciekawe będzie, dokąd
on się wyrywa? - odparł Merry i Layne spojrzał na jego – Goulding jest głupi,
ale Rutledge to cwany zasraniec. Nie będzie chciał zejść na gówno innych ludzi.
– Myślisz, że mogą go zmusić
do informowania? – zapytał Layne.
- Nie, myślę, żeby szukał
pomocy w tym trudnym miejscu - Merry odpowiedział.
- Chce zachować pracę?
- Nie ma mowy, chce leżaka z
dożywotnią gwarancją w Brazylii lub gdziekolwiek, do cholery, zamierza się udać.
– Szantaż – mruknął Layne.
- Tak się domyślam -
odpowiedział Merry - Nie trzyma na swoich kontach pieniędzy, które od niej dostał,
wiemy o tym. Prawdopodobnie są w jego materacu. Ale mieszka w Brendel. Roc mówi
mi, że jego ubrania są ładne. Jeździ topowym Hyundaiem Genesis Coupe. Ma
standard życia. Jest typem mężczyzny, który chce go zatrzymać. Nie jest głupi,
ale jest po prostu na tyle głupi, by zagrać tę grę.
– Czyli myślisz, że jeszcze
nie skończyliśmy? – zapytał Layne.
– Nie – odpowiedział Merry.
Oczy Layne’a powędrowały do
Devina - Pluskwy.
- Mogę dokończyć mecz Coltów?
– zapytał Devin.
Merry wyciągnął telefon – Sprawdźmy,
gdzie jest Rutledge. Może też ogląda Coltów. Oczywiście, nic nie wiem o
nielegalnych urządzeniach podsłuchowych podrzucanych w domu funkcjonariusza
prawa. Ale być może uda mi się ustalić, kiedy Rutledge opuści swoje mieszkanie,
dokąd się udaje, żeby było to bezpieczne, powiedzmy teoretycznie, dla kogoś,
kto podłożyłby nielegalne urządzenia podsłuchowe i być może uda mi się
zaaranżować, aby ta osoba wiedziała, kiedy Rutledge będzie w drodze powrotnej.
Layne odwrócił się od Merry’ego
i uśmiechnął się do swojego piwa.
Potem wziął łyka.
Merry upewnił się, że
Rutledge jest w domu i poprosił o aktualne informacje na temat jego
działalności. Devin i Dave weszli do środka, zabierając Blondie ze sobą.
Merry wytrząsnął kolejnego
papierosa z paczki.
– Możesz nie chcieć tego
zapalać, bracie, ponieważ zamierzam z tobą porozmawiać o Mii – powiedział mu
Layne i Merry spojrzał na Layne’a.
– Nie idź tam – ostrzegł.
- Przepraszam, zamierzam –
odpowiedział Layne.
– To nie twoja sprawa,
Tanner.
– Zdradziła cię? – zapytał
Layne.
– Tanner…
To oznaczało nie.
- Rozwaliła ci jaja? - Layne
mu przerwał.
Merry odwrócił wzrok i
zapalił papierosa.
- Była gówniana w łóżku?
Merry wypuścił powietrze i
zacisnął szczękę.
To też oznaczało „nie”.
Wielkie nie.
– Myślisz o niej, kiedy
pieprzysz inne kobiety? - Layne pchnął i oczy Merry’ego przesunęły się po nim.
– Zamknij się, Tanner.
– Myślisz – mruknął Layne.
– Odpieprz się – uciął Merry.
– Nie wyświadczasz przysługi
żadnej z tych innych kobiet, kiedy je pieprzysz zamykając oczy i myśląc o Mii –
zauważył Layne.
Merry milczał.
- Możesz pieprzyć swoją drogę
przez miasto, ale jak zależy ci na niej i nie możesz wyrzucić jej z głowy,
nigdy więcej tego nie znajdziesz - powiedział mu Layne.
– Roc miała ciężki weekend,
bracie, nie sądzę, żeby chciała wybiec na twoje podwórko i przedzierać się podczas
walki na pięści między jej bratem a jej mężczyzną – zagroził Merry.
Layne zignorował go i
poradził - Wracaj tam.
Merry nie odpowiedział.
- Rozejrzyj się i ucz,
Garrett, nie marnuj czasu.
Merry zaciągnął się
papierosem.
– Wyświadczyłeś mi przysługę,
bracie. Zaryzykowałeś i zmusiłeś mnie do podjęcia właściwej decyzji. Teraz
oddaję tę przysługę – stwierdził Layne.
Merry owinął trzy palce wokół
swojej butelki piwa, uniósł ją i pociągnął.
- To jest wszędzie wokół
ciebie, Garrett, obudź się, do cholery - wyszeptał Layne, a Merry nie odwrócił
głowy, ale spojrzał na Layne’a.
- Co? – zapytał krótko.
- Colt i Feb, Cal i Vi, Roc i
ja. Jezu, spójrz tylko na Cala. Kurwa, co się z nim stało? Teraz widzę, jak się
śmieje - Kiedy Merry nic nie skomentował, Layne kontynuował - Pamiętam, że Mia
miała zabawnie pokręcone poczucie humoru.
Merry odwrócił wzrok.
– Oto, co wiem – zaczął Layne
- Życie było dla mnie tym, czym było życie, a po Rocky nigdy nie było
wspaniałe. Bardziej do bani jest wiedza, że Rocky prowadziła życie, które
również nie było wspaniałe. To jest bardziej do bani, Merry - Layne wstał i
spojrzał w dół na Merry’ego, który nie spuszczał wzroku z podwórka Layne’a i oddał
swój strzał na pożegnanie - Jeśli Mia czuje się tak, jak ty, nie chcesz tego
zakończyć?
Merry zamknął oczy i
przełknął.
Layne odwrócił się i wszedł
do domu.
*****
Layne przeniósł wzrok na
Devina, który siedział w fotelu i kiwał głową. Potrzebował kanapy.
- Dev – zawołał i Devin odwrócił
do niego głowę - Wypróbuj kanapę – poradził Layne.
– Zrobię to, jeśli zabierzesz
swoją kobietę na górę – odparł Dev.
Layne spojrzał w dół na
Rocky, która leżała z nim na kanapie, w połowie na nim, w połowie poza nim.
Podniósł się, zabierając ją
ze sobą. Podniosła głowę, rozejrzała się, odgarniając włosy z twarzy.
Jej oczy były częściowo
skupione na Devinie.
– Przepraszam – szepnęła - Zasnęłam.
– Nie ma problemu, dziewczyno
– odszepnął Devin.
Spojrzała na Layne’a, po czym
wspięła się na niego, wstała i Layne stoczył się z kanapy tuż za nią. Skręciła
w stronę schodów.
Layne zbliżył się i położył
ręce na jej biodrach, prowadząc ją, wołając za siebie - Noc, Dev.
- Noc, chłopcze.
Dotarli do schodów, Rocky zgięła
się wpół, głównie czołgając się po nich na rękach i nogach, podczas gdy Layne
próbował się nie śmiać. Podniosła się na górze i zataczająco weszła do
sypialni. Puścił ją, zamknął drzwi i odwrócił się, by zobaczyć, że jest po
swojej stronie łóżka, sięgając pod poduszkę. Patrzył, jak ściągnęła z siebie
ubranie, włożyła jego koszulkę, odrzuciła kołdrę i ułożyła się na twarzy w
łóżku.
Layne przebrał się, dołączył
do niej i zgasił światło.
Rocky nasunęła się na niego.
- Noc, kochanie - wymamrotała
w jego klatkę piersiową.
- Noc, pączuszku.
Jej ramię zacisnęło się na
pół sekundy wokół jego brzucha, a potem odleciała.
Layne wpatrywał się w ciemny
sufit, podczas gdy jego ręka poruszała się, przesiewając jej włosy. Zdjął je z
jej twarzy, z ramienia i szyi, więc wszystkie spadły na łóżko i na jego ramię.
Kiedy tam leżał, przyszło mu
do głowy, że teraz życie jest tylko życiem.
Dlatego Tanner Layne
uśmiechnął się, zanim zamknął oczy i zasnął z uniesionymi kącikami ust.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńAle cię męczę z tymi korektami.
"że pozostałaś w zabujana." chyba ma być w nim zabujana.
Wiem, że po polsku to brzmi okropnie, ale sens był taki, że kochała się w nim przez cały czas. Może poprawię 😋
Usuń