Rozdział 6
Nepotyzm (cz.1)
Layne przeszukiwał szafę,
wyciągając sweter, by naciągnąć go na koszulkę i założyć go na mecz.
W ciągu ostatnich kilku
tygodni mieli cieple babie lato.
Odkrył, że tego ranka temperatura
spadła i zrobiła to ostro.
Tego ranka obudził go też
list od Rocky skierowany do niego i jego chłopców, dziękujący im za kolację z
dopiskiem do Layne’a, że zobaczy się z nim tego wieczora. To było wszystko, co po
niej zostało, z wyjątkiem niewyraźnego zapachu jej perfum w jego sypialni i
jego koszulki złożonej na łóżku, które pościeliła, koszulki, która zawierała
nie tak niewyraźną nutę jej perfum.
Nie był szczęśliwy, że tak
odeszła, ale dał jej to. To, co robili, nie było dla niego łatwe i uznał, że
było to równie trudne dla niej.
Tripp, jak zwykle, zszedł na
dół pierwszy, a Layne skorzystał z okazji, że nie było w pobliżu Jasper’a, by
dać kilka wskazówek swojemu młodszemu synowi, że jak być spoko, ze względu na
niego, ale przede wszystkim ze względu na brata. Wyjaśnił, że Keira Winters nie
była tylko jedną z „małych” Jasa i że Tripp wyświadczyłby swojemu bratu
przysługę, gdyby trzymał język za zębami i po prostu pozwolił swojemu bratu
wykonywać jego ruchy z cichym
wsparciem.
Tripp to zrozumiał, obiecał,
że będzie spoko, a Layne wiedział, że tak będzie. Jasper przez większość czasu
trzymał swoje myśli i uczucia dla siebie, ale Tripp miał swoje serce na dłoni.
Czuł się jak gówno, że wkurzył swojego brata poprzedniej nocy i nie zrobiłby
tego ponownie, niewinnie, kiedy próbował mu pomóc lub nie.
Chłopcy poszli do szkoły, a
Layne poszedł do biura, sprawdził swoją pocztę e-mail i pocztę głosową, odpowiedział
na nie, sprawdził pocztę i żałował, że nie miał recepcjonistki, bo nie lubił
być w biurze i odpowiadać na e-maile i pocztę głosową.
Lubił przebywać w terenie.
Jeśli musiał być w biurze, wolał prowadzić śledztwa komputerowe, ale nawet to
nie było jego ulubionym zajęciem. Na szczęście dostał list, który zawierał
opłaconą fakturę, ze stosunkowo wysokim czekiem, za pracę, którą Layne wykonał
przed postrzeleniem.
Nie wykluczał zatrudnienia recepcjonistki
sześć tygodni temu. Teraz musiał. Miał do zapłacenia jeszcze kilka solidnych
faktur, zanim ogłoszenie w gazecie znalazłoby się na szczycie jego listy rzeczy
do zrobienia.
Umówił się na spotkanie z
potencjalnym klientem i miał spotkanie z klientem, do którego dzwonił dzień
wcześniej, aby powiedzieć mu, że praca została wykonana. Facet nie był zachwycony
wynikami śledztwa Layne’a, ale żaden mężczyzna, którego ślub był zaplanowany na
za trzy tygodnie, nie lubiłby oglądać wideo swojej przyszłej panny młodej na
haju, posuwanej od tyłu, podczas gdy ona obciągała komuś z przodu.
Z drugiej strony, jego
klientem był rozpieszczony bogaty dzieciak, który zakochał się w niewątpliwie
wspaniałej imprezowej dziewczynie i pomyślał, że ona rzuci się na niego, gdy
zaoferuje jej życie pełne szampańskich koktajli i przyjęć charytatywnych z
wakacjami w szwajcarskich Alpach. Najwyraźniej w wieku dwudziestu jeden lat nie
skończyła imprezować we wszystkich możliwych formach.
Zepsuty bogaty dzieciak czy
nie, Layne współczuł mu, kiedy odprowadzał go do drzwi swojego biura. Kochał
ją, to było widać. Przyszłość, którą uważał za jasną, nagle przestała być taka
jasna, a Layne dokładnie wiedział, jak chłopak się czuł.
Po wyjściu klienta zamykał biuro
i próbował zdecydować, czy powinien odwiedzić Stew w pracy, czy jechać do Indy
i podążać za mężem kobiety, która była przekonana, że zdradzał ją podczas
przerwy na lunch (mimo że Layne chodził za facetem do różnych restauracji przy
różnych okazjach, nie wspominając o tym, że na wszelki wypadek chodził za nim
do domu przez co najmniej tydzień na miesiąc przed postrzeleniem, a facet nie
nawet patrzył zbyt długo na kelnerki), kiedy warknęła jego komórka.
Zdjął ją z biurka, otworzył i
przyłożył do ucha.
- Layne.
- Hej, stary, będę w Mimi’s
za pięć minut. Czy mógłbyś napić się kawy? – zapytał Merry do jego ucha.
– Do zobaczenia za pięć minut
– odparł Layne.
Pięć minut później Layne miał
swoje americano i cappuccino dla Merry’ego i siedział przy stole w Mimi’s, na
którym wyryto napis „miejsce Feb, usiądź tutaj a umrzesz”. Layne dowiedział się
od Mimi kilka miesięcy temu, że żona Colta, February, często siedziała przy tym
stole, zanim ponownie się z nim połączyła, a dzieci Mimi uważały, że jej
klienci powinni być świadomi faktu, że jeśli Feb tam była, miała zarezerwowane
miejsce.
W międzyczasie spotkał też
dzieci Mimi i odkrył, że Mimi miała szczęście, że tylko wyrzeźbili słowa na
stole, zamiast używać miotacza ognia do zaznaczenia całej ściany wokół niego.
Merry wszedł, spojrzał na
Layne’a i ruszył prosto do niego.
– Hej, Merry – zawołała Mimi
zza lady.
– Hej, Meems – odkrzyknął
Merry, gdy podszedł do stołu i spojrzał na swój kubek - Tanner, kolego, bez
ciastka?
- Chcesz mieć zdobycze,
Garrett, nie możesz dostać brzuszka. To cappuccino jest chude. Po prostu o
ciebie dbam, człowieku.
Merry uśmiechnął się do niego
i poklepał jego płaski brzuch, zanim usiadł, mrucząc - Dobrych przyjaciół
takich jak ty, trudno znaleźć.
Miał na myśli to na więcej
niż jeden sposób i Layne przyglądał mu się uważnie.
Merry nie kazał mu na to
czekać - Słychać, że Rocky ma nowego kawalera.
- Merry - mruknął Layne.
Merry pochylił się do przodu
i szepnął - Lotem błyskawicy, stary. Rozeszło się w całym mieście, że jej Merc
nie opuścił twojego podjazdu zeszłej nocy.
Jezu, była ledwie jedenasta.
Cholera, ale Natalie Ulrich była gadułą.
- Chciałbym wiedzieć, jak w
mniej niż dwadzieścia cztery godziny wy dwoje przeszliście od nieuznawania
siebie nawzajem do Roc spędzającej noc w twoim domu?
– To było bardziej jak
trzydzieści cztery godziny – poprawił go Layne.
– Nieważne, Tanner, jak…?
Layne mu przerwał - Byłem na komisariacie,
kiedy zagrała swoją pierwszą część z Rutledge’m.
Zaświtało i Merry usiadł z
uśmiechem - Nieodpowiedni moment.
- Nie - zgodził się Layne.
- Więc widziałeś to i
postanowiłeś ją zawrócić, klepiąc Raquel Astley w tyłek na środku sali
komisariatu w czwartkowe popołudnie? – zapytał Merry.
– Wydawało się, że to dobry sposób
– odpowiedział Layne, a uśmiech Merry stał się większy.
Potem zapytał - Teraz chcesz
mi powiedzieć, jak to prowadzi do jej samochodu przy twoim domu?
- Rozmawialiśmy. Wyjaśniłem
błędy w jej planie. Zrozumiała moją logikę. Postanowiliśmy zagrać z Rutledge’m
w inny sposób.
– Wprowadzisz mnie w to?
– Tak – powiedział Layne i
nie kazał mu czekać. Pochylił się i jego głos się zniżył, a potem wyjaśnił - Ona
i ja udajemy pogodzenie… - zaczął, po czym opowiedział Merry’emu cały plan,
podczas gdy Merry słuchał bez słowa.
Kiedy Layne skończył, Merry
stwierdził - Muszę powiedzieć, że wcale nie jestem szczęśliwy, że jest
zamieszana w to gówno, ale przynajmniej podoba mi się to bardziej niż plan Roc.
– Ja też. Dodatkową korzyścią
jest to, że zrobię to tak, że Astley słyszy i zobaczy, jeśli dam radę, dużo
gówna, które mu się nie spodoba. On wepchnął swój kawałek w gardło Rocky. Ja
zadławię jego.
Uśmiech Merry stał się
okrutny. Był to uśmiech, który Layne widział już wcześniej, niezbyt często, ale
widział go. Merry był gliną i dlatego jego poczucie sprawiedliwości było bardzo
wysoko dostrojone. Ale Merry był Merry’m, a jego osobiste poczucie
sprawiedliwości, zwłaszcza jeśli chodziło o siostrę, to zupełnie inna sprawa.
Poprzez swój uśmiech Merry
wyszeptał - Jestem z tobą, bracie.
- Dobrze – wrócił Layne – W
takim razie musisz zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, poinformuj Dave’a o tym
gównie, a po drugie, daj mi informacje, jak mogę najmocniej uderzyć Astley’a.
- Wy dwaj nie poruszacie się
w tych samych kręgach towarzyskich, Layne.
– Nie oznacza to, że nie
potrafię znaleźć sposobu, aby mógł zobaczyć mnie i zobaczyć mnie z Rocky.
Merry uniósł brodę – Złożę
to, co wiem, prześlę do ciebie e-mailem.
Layne usiadł i skinął głową.
Potem zmienił temat – Masz
coś na Stew?
Merry potrząsnął głową -
Zero. Słyszałem, że rozmawiałeś z Coltem i Sully’m.
– Wczoraj, po tym, jak
rozprawiłem się z Rocky. Okazało się, że szczególnie Colt nie jest wielkim
fanem Stew, a nie tylko ogólnie myśli, że jest skurwielem, jak wszyscy inni.
Chętnie się rozglądają - Podniósł kubek i pociągnął łyk, zanim mruknął - Mimo
to wygląda na to, że będę musiał poświęcić ten czas.
A nadszedł czas, kiedy go nie
miał i nie mógł sobie pozwolić.
- Albo możesz pozwolić
Gabrielle spać tak, jak sama sobie pościeliła – zasugerował Merry, a Layne
spojrzał na niego.
- Ona jest matką moich dzieci.
- Łapię to, bracie, ale...
– Ona jest matką moich
dzieci, Garrett.
Merry zamknął usta i skinął
głową.
Potem je otworzył i cicho
zapytał - Ty i Roc będziecie w stanie…?
Layne mu przerwał - Damy
radę.
- Stary...
- Damy radę, Merry –
powtórzył stanowczo Layne.
Merry zamknął usta i ponownie
skinął głową, ale nie ukrywał, że daleko mu do przekonania.
Potem jednym haustem wciągnął
cappuccino i trzasnął kubkiem o stół.
- Zabezpieczam twoje tyły,
kiedy tylko tego potrzebujesz – powiedział, wstając i wycierając pianę z ust.
- Wiem – odpowiedział Layne.
- Później – Merry powiedział
niskim, krótkim machnięciem ręki, odwrócił się, uniósł brodę do Mimi i wyszedł
za drzwi.
Potem Layne podjął decyzję,
że chociaż chciał odwiedzić Stew w pracy i spróbować bezpośredniego podejścia
to, jeśli chciał trzymać swoich synów na płatkach owsianych, musiał nadrobić
płatne godziny. I nic tak nie zawalało go godzinami jak kobieta, która miała
pieniądze do wydania i trochę wolnego czasu i wykorzystała ten czas, aby
przekonać samą siebie, że jej wierny mąż jest niewierny, a bez względu na to,
co Layne powiedział jej, by ją zapewnić, ona by mu w to nie uwierzyła.
Więc Layne udał się do Indy,
aby zobaczyć, że mężczyzna je kanapkę w klubie sam podczas czytania gazety.
Złamał nudę tylko nieznacznie, by zrobić zdjęcia temu mężczyźnie jedzącemu
kanapkę w klubie i czytającemu gazetę. Następnie udał się z powrotem do biura,
aby sporządzić kilka faktur i wydrukować z cyfrowego aparatu zdjęcia, które
zrobił, aby dodać je do i tak już grubych akt, jednocześnie żałując, że nie ma
recepcjonistki.
Teraz poruszał się po swojej
sypialni, ponieważ nadszedł czas, aby zabrać Rocky na mecz.
Szedł przez otwarty pokój na
szczycie schodów, kiedy zadzwoniła jego komórka. Wyciągnął go z tylnej kieszeni
i spojrzał na wyświetlacz z napisem „Raquel Dzwoni”. Wymienili się numerami i zaplanowali
dzień wcześniej w Mimi’s.
Odebrał telefon i przyłożył
telefon do ucha - Layne.
– Hej – odparł Rocky.
– Hej – powtórzył Layne,
schodząc po schodach.
- Słuchaj, mam sytuację – powiedziała
mu.
Zatrzymał się przy lodówce i
poświęcił jej całą swoją uwagę.
- Jaka sytuacja?
- Widzisz… - zawahała się - dziś
dzień nie był najwspanialszy. Nie wiem, czy uda mi się dotrzeć na mecz.
Gówno. Wycofywała się. To
mogło oznaczać cykora, a oni minęli punkt, w którym mogła mieć cykora.
– Roc…
Przerwała mu, wyjaśniając
szybko - Okej, więc musiałam wcześnie opuścić twój dom, bo przed szkołą
musiałam zawieźć samochód do mechaników. Nic z nim nie jest, po prostu
potrzebował serwisu i Jarrod zwykle się tym zajmuje, a on… cóż, my… w każdym
razie minęło zbyt dużo czasu. Minęły już cztery miesiące, więc musiałam to
zrobić.
Wzięła oddech i ciągnęła
dalej.
- Będzie gotowy dopiero
jutro, więc dali mi zastępczy, co było fajne, ale się zepsuł, jeśli możesz w to
uwierzyć. Zastępczy od mechanika, który się psuje.
Wzięła kolejny oddech i
kontynuowała.
- W każdym razie tata musiał
po mnie przyjechać, co zrobił, a potem miałam kilka spraw do załatwienia, do
których zabrał mnie tata. Ale znasz tatę, żyje dla piłki nożnej i jest
największym fanem Bulldogów przez ostatnie cztery dekady. Kibicują dziś
wieczorem z Ernie’m i Spike’em, a ja dostałam telefon od Brendela. Jestem na
ich liście oczekujących i ktoś się wyprowadził i zostałam przeniesiona na górę
listy, więc mam teraz oglądanie mieszkania. Tata mnie podrzucił, a dziewczyna,
która pokazuje mi mieszkanie, powiedziała, że zabierze mnie z powrotem do Merry’ego.
Ale właśnie zadzwoniła i powiedziała, że się spóźni a ja nie mogę przegapić
tego oglądania, bo jeśli to zrobię, ktoś inny może porwać mieszkanie…
- Rocky…
- I muszę wyjść…
– Roc…
- Kanapa Merry’ego albo moje
plecy będą...
- Pączuszku, zamknij się na
sekundę - wtrącił. Zamilkła, prawdopodobnie dlatego, jak pomyślał, że nadal nie
była wielką fanką tego, jak nazywał ją pączuszkiem i dlaczego to zrobił - Przyjadę
po ciebie.
– Ale powinna tu być lada
chwila, a jej jeszcze nie ma, a jeśli tego chcę, muszę zająć się podaniem i…
- Rocky, przyjadę po ciebie.
– Layne, jeśli to zrobisz,
możesz przegapić rozgrzewki, a ja jeszcze nie jadłam kolacji.
- W takim razie kupię ci hot
doga na meczu.
Zamilkła, a on przeszedł
przez kuchnię, wyrywając klucze z blatu i kierując się w stronę garażu.
– Masz kod do bramy?
– Trzy, dwa, trzy, siedem –
odpowiedziała.
- Jednostka?
- Jednostka E, mieszkanie
trzy.
– Do zobaczenia za pięć –
powiedział, przechodząc przez pomieszczenie gospodarcze i wchodząc do garażu.
Już miał wyjąć telefon z
ucha, kiedy usłyszał jej telefon – Layne?
- Tak?
- Dzięki – szepnęła i wtedy
usłyszał rozłączenie.
Wsadził telefon do kieszeni,
myśląc, że lubi słyszeć cichy głos Rocky, mówiący „dzięki”.
Wsiadł do swojego Suburban’a[1], myśląc,
że cieszy się, że wyszła wcześnie rano, bo musiała coś zrobić, a nie dlatego,
że uciekała.
Wyjechał z garażu, jechał
podjazdem i skierował się w stronę Brendela, myśląc o Brendelu.
Brendel był kompleksem
mieszkalnym po drugiej stronie obwodnicy i w dół ulicy od osiedla Layne’a. Mógł
tam dotrzeć pieszo prawie tak szybko, jak mógł tam dojechać.
W przeciwieństwie do
otaczających go domów z klasy średniej i wyższej średniej, był to luksusowy
kompleks apartamentowy. Czynsze były wysokie, ponieważ mieszkania były słodkie.
Tak słodkie, że Layne widział je w Internecie, kiedy szukał miejsca przed
przeprowadzką do domu i rozważał to. Ale lista oczekujących oznaczała od
siedmiu do dwunastu miesięcy, biorąc pod uwagę, kiedy lokatorzy się
wyprowadzali, co nie zdarzało się często, a on nie mógł czekać tak długo.
Łatwiej było znaleźć i kupić dom niż dostać się do Brendela.
Nie licząc dwupoziomowych bliźniaków
z trzema sypialniami, każda jednostka i każde z trzech mieszkań w jednostkach
były inne, a wszystkie układy nietypowe, zbudowane z dbałością o jakość i styl.
Zostały wyposażone we wszystko z najwyższej półki: sprzęt AGD, wykładzinę,
pralko-suszarki, armaturę łazienkową. Na miejscu była pełna siłownia z klubem i
odkrytym basenem, który miał rozległy fajny taras i mnóstwo leżaków.
Architektura krajobrazu była bogata i kolorowa. Kompleks był ogrodzony, mieli
całodobową ochronę na miejscu, a każde mieszkanie miało osobne wejście i alarm.
Czynsze za mieszkanie z dwiema sypialniami były dwukrotnie wyższe od
najwyższych czynszów, jakie można znaleźć w innych częściach miasteczka.
Brendel był popularnym
miejscem zamieszkania dla modnych, dobrze zarabiających dwudziesto-,
trzydziestolatków i par z podwójnym dochodem nie posiadających dzieci.
Tam też mieszkał Harrison
Rutledge. Harrison Rutledge, który miał pensję policjanta, byłą żonę, dziecko i
alimenty, które oznaczały, że jego żona zdobyła sobie bardzo dobrego adwokata,
kiedy rzuciła jego tyłek. Dlatego samo jego mieszkanie oznaczyło go jako
brudnego gliniarza, co było głupim błędem, czymś, co Layne odkrył, że Rutledge
nie miał nic przeciwko popełnieniu. I to było coś, co sprawiło, że Layne wszedł
zbyt szybko, zbyt mocno i wpadł w zasadzkę, robiąc to. Myślał, że Rutledge był
głupcem, stał się zarozumiały i zapłacił za ten błąd przewierceniem trzema
kulami.
Zatrzymał się przy bramie i
wstukał kod, a jego umysł zaczął się zastanawiać, w jaki sposób Rocky ominęła
listę oczekujących. Prawdopodobnie nasmarowała kilka dłoni. Oglądanie
mieszkania w Brendel po dwóch miesiącach lub krócej na liście oczekujących było
drobnym cudem.
Z pomocą dobrze
zlokalizowanego i atrakcyjnego oznakowania, Layne znalazł jednostkę E i
zobaczył sportowe BMW zaparkowane na trzech krytych miejscach parkingowych
przydzielonych do mieszkania trzeciego, które znajdowało się po schodach za
rogiem od wejścia na parterze do mieszkania drugiego.
Zaparkował, wysiadł,
zatrzasnął drzwi, zapiszczał w zamki, podszedł do jednostki i wszedł po
schodach.
Ledwo zapukał, a już drzwi
się otworzyły i w drzwiach stanęła kobieta o gładkich blond włosach i makijażu nałożonym
lepiej niż Rocky, ubrana w stylową i, oczywiście, drogą biznesową sukienkę. Jej
głowa szarpnęła się, gdy zobaczyła Layne’a, potem zrobiła mu przegląd od stóp
do głów i jej twarz się zmieniła.
- Cześć, musi być pan przyjacielem
pani Astley – przywitała się, kładąc lekki nacisk na słowo „pani”, pochylając
się, kładąc znacznie większy nacisk – tym jednym ruchem i po jednym spojrzeniu
na niego, a nie mając pojęcia, kim był - na fakt, że leciała na niego.
– Tak – odpowiedział Layne,
nachodząc na nią, zanim zeszła mu z drogi, skutecznie spychając ją.
Wszedł do mieszkania, nie
mówiąc ani słowa i dając jasno do zrozumienia, że był tam dla Rocky.
Zrobił to, ponieważ była dla
niego za młoda, a Layne przekroczył moment, w którym tracił czas na szkolenie
kobiet, które brał do łóżka. Zrobił to również, ponieważ wydawała się mieć
mniej tkanki tłuszczowej niż on, a on lubił kobiety, które brał do łóżka, aby
były kobietami o kobiecych ciałach. Nie pieprzył worków z kośćmi. Twarde i spiczaste
nie były dobre.
Miękkie i okrągłe było o
wiele lepsze. Znał mężczyzn, którzy to lubili, po prostu do nich nie należał.
Zrobił to również, ponieważ
nie lubił agresywnych kobiet. Były sposoby, by kobieta mogła powiedzieć ci, że
jest zainteresowana, bez robienia pierwszego kroku. Dla Layne’a kobieta, która
wykonała pierwszy ruch, była natychmiast skreślona, nawet jeśli go pociągała.
On wykonywał ruchy.
I na koniec zrobił to,
ponieważ jej lekkie podkreślenie słowa „pani” było obraźliwe. Znając Rocky
przez całe pięć minut, a jego przez całą sekundę, zdążyła przypomnieć mu o jej
stanie cywilnym.
Zatrzymał się i rozejrzał,
myśląc od razu, że mieszkanie to gówno.
Białe ściany, dwupoziomowe
sufity i okna od podłogi do sufitu w kompaktowym, ale zachęcającym salonie, w
którym znajdował się również klasyczny kominek gazowy. Widział swoje sąsiedztwo
z okien, a przez całą długość salonu znajdował się balkon, do którego można
było dostać się przez podwójne drzwi z doskonale zaprojektowanymi, lśniącymi
srebrnymi klamkami, drzwiami, które były bezproblemowo osadzone w oknach.
Schody z balustradą zamkniętą sztukaterią w kolorze białym. Głęboka, długa, nowoczesna
kuchnia schowana pod najwyższym poziomem, urządzenia ze stali nierdzewnej,
błyszczące czarne granitowe blaty i fajne jak gówno oświetlenie. Kącik
śniadaniowy za rogiem przy kuchni ustawiony w półokręgu okien wychodzących z
mieszkania jak zamknięty balkon, nad którym znajdował się skomplikowany,
nowoczesny, wielożarówkowy żyrandol.
- Podoba ci się? - zapytał
blondynka z bliska, ale zauważył ruch na szczycie schodów. Spojrzał w górę i
zobaczył, jak Rocky schodziła w dół.
Nie odpowiedział blondynce,
ale uśmiechnął się do Rocky - Hej, pączuszku.
Spojrzała na swoje stopy z lekkim
uśmiechem na twarzy i potrząsnęła głową, odpowiadając - Hej, Layne.
- Góra przeszła inspekcję? -
zapytał, podchodząc do podnóża schodów, gdzie się zatrzymał, podobnie jak ona.
Odchyliła głowę do tyłu, jej
oczy przesunęły się za jego ramię, aby określić położenie blondynki, a
następnie z powrotem do niego, gdzie pochyliła się i szepnęła nisko - Podoba mi
się.
On też się pochylił i
odszepnął - Więc weź to.
Jej oczy przesunęły się z
powrotem na jego ramię, ale nie po to, by zlokalizować blondynkę w pokoju.
Myślała.
– Nie wiem – powiedziała.
Jak mogła nie wiedzieć? To
miejsce było gównem.
Z drugiej strony, nie była to
rezydencja z sześcioma sypialniami, w pobliżu sztucznego jeziora.
Odwrócił się do blondynki -
Czy możesz nam dać minutę?
- Oczywiście - uśmiechnęła
się i ruszyła w kierunku kuchni, gdzie nadal mogła słyszeć. To miejsce było fajne
jak gówno, ale nie było zbyt duże.
- Nie - Zatrzymał ją jednym
słowem i odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć. Skinął głową w stronę drzwi -
Minutę.
Spojrzała na drzwi, a potem
na niego, a jej twarz ułożyła się w sposób, który uczynił ją mniej atrakcyjną,
niż najwyraźniej myślała, że jest. Ale skinęła głową i skierowała się do drzwi.
Layne odczekał, aż wyjdzie z
tego, i odwróci się z powrotem do Rocky.
- O czym myślisz?
Popatrzyła na niego i
przygryzła wargę. Nadal myślała, widział to w jej oczach, ale myślała o czymś
innym.
- Roc…
Przerwała mu - Layne, czy
wiesz, jaki jest czynsz za te miejsca?
- Tak. Zbadałem je, kiedy się
tu przeprowadzałem. Czemu?
Pokręciła głową i usiadła na
schodku, mówiąc - Nie wiem, czy dam radę to opłacić.
Patrzył na nią. Miała na
sobie buty na wysokim obcasie, dżinsy i inny, cieplejszy, ale nie mniej
kosztowny, fantazyjny sweter, tym razem z dopasowanym wełnianym szalikiem
owiniętym wokół szyi. Jeździła Mercedesem. Ogromna zamszowa torebka, którą
opadała obok niej na schodkach, prawdopodobnie kosztowała więcej niż jego
lodówka.
- Rocky…
- Jestem nauczycielką, Layne
- poinformowała go o czymś, co już wiedział.
- Tak, nauczycielką, której wkrótce-były
jest chirurgiem, który zarabia sześć cyfr.
- Jarrod zarabia sześć cyfr. Ja
nie zarobię sześciu cyfr.
Layne przykucnął przed nią -
Rocky, zdradzał cię dookoła. Mieszka teraz z inną kobietą. Myślisz, że ten
rozwód nie pójdzie ci dobrze?
Na jego słowa odsunęła się i
spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
Potem odetchnęła – Nie wezmę
jego pieniędzy.
Poczuł, jak unoszą mu się
brwi - Co?
- Nie wezmę jego pieniędzy.
- Rocky…
Potrząsnęła głową - Nie, nie
ma mowy.
– Roc…
Nachyliła się gwałtownie, jej
wyraz twarzy stał się ostry - Pieprzyć to.
Złapał ją za rękę i trzymał
mocno, zanim nią potrząsnął - Mała, oszalałaś?
– Nie – warknęła, ściskając
dłoń w jego dłoni, ale on trzymał ją mocniej.
- Pączuszku, jak taki facet
robi to, co on zrobił, kobiecie takiej jak ty, cóż, ja nie jestem członkiem
klubu, ale jestem prawie pewien, że wyczyszczenie go do zera jest wymogiem
laski.
– Layne…
- Jak nie robisz tego, inne
laski mogą głosować za wyrzuceniem cię z klubu.
Wyraz jej twarzy zmienił się
i uśmiechnęła się, wyszedł jej dołeczek i widząc to, Layne żałował, że nie utrzymał
języka za zębami, a jednocześnie czuł, jakby zdobył przyłożenie, aby wygrać
mecz w ostatnich sekundach Super Bowl.
- Cóż, nie chciałabym zostać
wyrzucona z… - uniosła jedyną dostępną jej rękę i zrobiła cudzysłów w powietrzu
- klubu lasek.
– Zuch dziewczyna –
wyszeptał, uśmiechając się, ale jej twarz znów spoważniała i ręka opadła.
– Rozumiem, co mówisz, Layne.
Ale poważnie, nie wiesz… to nie było… — Spojrzała mu przez ramię, a potem z
powrotem na niego - Niczego od niego nie chcę.
Nie podobało mu się to, co
mówiły jej słowa. Nie podobało mu się, jak się w nim czuł. Ale podobało mu się
jeszcze mniej, że miała powód, by je powiedzieć.
Zignorował to, zdecydował się
na inną strategię i poradził - Rocky, nasmarowałaś kilka dłoni, żeby awansować
na liście oczekujących na to miejsce. Nie powinieneś marnować tej inwestycji.
Jej dłoń zacisnęła się na
jego spazmatycznie, a jej oczy zmrużyły się w zmieszaniu.
- Nie smarowałam dłoni, żeby być
wyżej na liście.
Spojrzał na nią, a potem
powiedział - Nie jestem pewien, czy to niezgodne z prawem, pączuszku, ale nawet
gdyby tak było, nie wydałbym cię.
- Myślę, że tak nie jest, ale
nadal tego nie zrobiłam.
- Roc, kiedy interesowałem
się tym miejscem, długość oczekiwania wynosiła minimum siedem miesięcy.
Skinęła głową - Nadal jest. Byłam
na niej od dziewięciu.
Puścił jej rękę i wstał,
obserwując, jak jej głowa odchylała się, by patrzeć na niego, gdy się ruszał.
Potem zapytał - Co?
Ona też wstała, zbliżając
swoje ciało do jego - Jestem na liście oczekujących od dziewięciu miesięcy.
Oznaczało to, że zamierzała
opuścić męża już dziewięć miesięcy temu.
– Wiedziałaś, że cię zdradzał?
– zapytał Layne.
Potrząsnęła głową.
– Ale planowałaś go zostawić
jakiś czas temu.
Skinęła głową.
- Czemu? - zapytał.
- Czemu? - powtórzyła.
- Tak. Czemu?
- Layne, nie jestem pewna,
czy powinniśmy...
- Czemu?
- Naprawdę nie chcę rozmawiać
o...
- Czemu?
- Layne!
Pochylił się, żeby zbliżyć
swoją twarz do jej - Dlaczego? - powtórzył.
- Dlaczego chcesz wiedzieć? -
odpaliła, rozbawiona Rocky zniknęła, a jej miejsc zajęła zirytowana Rocky.
- Bo chcę – odpowiedział.
- Cóż, to naprawdę nie twoja
sprawa.
- Przepraszam, pączuszku, ale
przed nami długa droga. Nie natknę się na wystarczająco dużo dowodów, by zabrać
Rutledge'a i tego, kto pociąga za sznurki, związane i owinięta w błyszczący
papier, leżące na mojej wyspie, kiedy jutro zejdę na dół, żeby zrobić kawę.
Oznacza to dzielenie się czasem, dzieleniem przestrzeni i dzieleniem naszego
życia, a to oznacza robienie tego przez jakiś czas. Kiedy to będziemy robili,
tak naprawdę musimy żyć tym życiem, a
twoje życie będzie łączyło się ze
mną, udającym twojego mężczyznę, podczas gdy rozwodzisz się z innym. Zrobił z
ciebie durnia. Nie rób takiego ze mnie, nawet jeśli to, co mamy, jest fikcją.
Głowa jej podskoczyła i
weszła jeden stopień na górę.
Potem powiedziała cicho - Nie
robię z ciebie durnia.
- Jak nie podzielisz się, zrobisz.
Od jakiegoś czasu nie byłem w twoim życiu, Roc, ale mieszkasz w tym mieście od
dawna i ludzie wiedzą gówno. Dla przykładu, przypuszczam, że połowa miasta,
które są w wieku alkoholowym, wie, że twój samochód był na moim podjeździe
przez całą noc i mogę zagwarantować, ponieważ Tripp myśli, że jesteś o krok niżej
od gwiazdy rocka, że każdy dzieciak w twojej szkole wie, że są chwile, kiedy on
może nazywać cię Rocky. Ale przez ostatni rok nie byłem głównym odbiorcą plotek
na temat Raquel Astley, więc będziesz musiała mnie wtajemniczyć.
Zauważył, że zaczęła się
wkurzać, kiedy mówił, a kiedy skończył, nie wahała się wyjaśnić dlaczego.
- Wiesz, co jest do bani? -
warknęła.
- Znam wiele rzeczy, które są
do bani - odpowiedział.
- Cóż, teraz najbardziej do
bani jest dla mnie to, że kiedy mówisz, brzmisz z sensem. To jest do bani.
Nie mógł się powstrzymać.
Była tak cholernie przezabawna, że odrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się.
To, co powstrzymał, to
szarpnięcie jej w ramiona i śmiech w jej szyi.
Kiedy przestał się śmiać,
skupił się na niej, by zobaczyć, że wciąż się gapi.
- Będziesz się dzielić? -
podpowiedział.
– Tak – warknęła - Ale nie
teraz. Mamy mecz piłki nożnej, na który musimy się dostać.
– Weźmiesz to mieszkanie?
– Nie wiem – odparła z
irytacją.
- Pączuszku, weź to mieszkanie.
– Layne…
– Zrób to – polecił.
- Layne!
- Jak twoi adwokaci powiedzą ci,
że to, co masz, nie pozwala ci wypieprzyć go tak mocno, że ponownie rozważy zaczęcie
każdego nowego związku, powiedz to mi, mała. Znajdę na nim dość gówna, żeby musiał
przenieść się do innego stanu.
Nie mówiła. Po prostu
patrzyła na niego z rozchylonymi ustami.
Kiedy to trwało chwilę, powtórzył
- Weź to mieszkanie.
Milczała.
Więc Layne podjął decyzję.
Zostawił ją na schodach i
podszedł do drzwi.
Otworzył je i blondynka była
na zewnątrz ze swoją komórką.
Odwróciła się twarzą do
niego, a Layne oświadczył - Ona to bierze.
*****
– Nie mogę tego zjeść –
oznajmiła cicho Rocky, a Layne spojrzał na nią.
Stali trzy kroki od stoiska jedzeniem,
a on właśnie podał jej hot-doga i napój, a ona wyglądała, jakby miała się pochorować
lub uciec.
Wiedział, dlaczego straciła
apetyt.
Właśnie przeszli całą długość
boiska od wejścia do stoiska z jedzeniem. Mecz trwał cztery minuty i hot dogi
były już sprzedawane. A jednak Rocky i Layne, którzy wkroczyli na mecz,
obejmując się ramionami, odwrócili uwagę ogromnej większości oczu na trybunach
i ludzi stojących przy płocie otaczającym boisko. Rodzice patrzyli i dzieci
patrzyły i nie ukrywali tego.
Otrzymali także różne
pozdrowienia: od chichoczących dziewcząt, które zebrały się na odwagę, by w
ostatniej chwili powiedzieć „Hej, pani Astley”, po dorosłych mężczyzn,
niektórzy z nich byli żonatymi ojcami, żonatymi ojcami dzieci, które
prawdopodobnie siedziały w klasie Rocky, rzucając Rocky spojrzenie i mówiąc do
Layne’a „Tanner” w sposób, który można łatwo odczytać jako: dobra robota, stary.
Jakby tego było mało, Gabby,
która zawsze przychodziła wcześnie, żeby usiąść w pierwszym rzędzie, na pięćdziesiątym
metrze i zrobiła to przy Stew. Oznaczało to, że Rocky i Layne musieli przejść
tuż przed nią, podczas gdy ona patrzyła na nich ogniem z twarzą tak twardą, że
Layne nie byłby zaskoczony, gdyby się roztrzaskała.
Niemniej jednak przechylił
głowę do nich obojga, trzymając ramię mocno wokół sztywnych ramion Rocky, gdy
jej palce wbiły się w jego talię, a on przywitał - Gabby, Stew - Pozdrowienie,
którego żadne z nich nie odwzajemniło. Następnie poprowadził Rocky tuż obok.
– Jest w porządku – zapewnił
ją Layne.
– Nie jest w porządku –
pochyliła się i syknęła – Widziałeś Josie?
Layne poczuł, że zmarszczy mu
się brwi. – Josie?
– Josie, Layne. Josie Brand,
teraz Josie Judd!
– Żona Chipa? – zapytał
Layne.
– Tak – warknęła - Żona Chipa
i moja najlepsza przyjaciółka. Moja najlepsza przyjaciółka, do której nie zadzwoniłam, żeby poinformować, że
spotkam się z moim dawnym chłopakiem!
Jezu, to było wszystko?
Layne uśmiechnął się –
Przejdzie jej to.
Uniosła ręce i prawie zgubiła
wieczko kubka oraz kiełbaskę z bułki – Najwyraźniej nie znasz Josie.
O, tak. Znał Josie Brand, ale
z tego, co wiedział, nie widział jej od ponad dwunastu lat.
- Pączuszku, uspokój się.
Pochyliła się bliżej - Jeśli
nazwiesz mnie pączuszkiem w obecności jednego z uczniów…
Tak jak poprzedniego dnia na komisariacie,
zaczepił ją za szyję i przyciągnął do swojego ciała. Obie jej ręce wystrzeliły
na boki, aby uniknąć zmiażdżenia jej niezbyt ekscytującej kolacji. Tym razem,
zamiast być do jego boku, była całkiem frontem i tak było lepiej. Dużo lepiej.
Zbliżył twarz do jej twarzy -
Mała, nie będę cię nazywać pączuszkiem przed uczniami.
– Również mnie nie całuj –
zażądała - Od jakiegoś czasu nie czytałam mojej umowy, ale myślę, że zawiera
ona wyraźną klauzulę, której nie mogę obściskiwać się z naprawdę gorącym
prywatnym detektywem podczas meczów piłki nożnej lub innych zajęć w szkole.
Jego ciało znieruchomiało,
gdy jego umysł próbował i nie potrafił zrozumieć, jak cholernie wspaniale się
czuł, że nazywała go „poważnie gorącym prywatnym detektywem”, a jednocześnie
chciał, z niemałą dozą desperacji, śmiać się głośno długi pieprzony czas.
Zamiast tego zażartował - Dobrze,
że byli na tyle przewidujący, by uwzględnić to w twoim kontrakcie.
– To nie jest zabawne, Layne
– ostrzegła.
– Mylisz się, Raquel –
odpowiedział.
Po jego słowach spojrzała w
dół, co, na nieszczęście dla niej, Layne uznał za urocze.
Dlatego zapytał - Twoja umowa
mówi, że nie możesz się całować, ale czy to oznacza, że nie mogę pocałować cię
w szyję?
– Tak – syknęła.
- Twoje czoło? - szedł dalej.
- Tak! - Jej głos podniósł
się.
- Twój nos?
- Layne, to nie jest zabawne.
Uśmiechnął się – Znowu się
mylisz, pączuszku.
- Dwie sekundy i będziesz
miał lodowaty napój na głowie – zagroziła.
Tego by nie zrobiła. Kiedyś
groziła wszelkimi rodzajami dzikiej zemsty, ale nigdy tego nie zrobiła. Ich
walki mogły czasami przybrać formę fizyczną, ale tylko w dobry sposób. Kiedyś
przypadkowo spryskała jego koszulkę keczupem, ale tylko dlatego, że krzyczała,
trzymając butelkę ketchupu i w tym samym czasie gestykulując. Przezabawny wyraz
jej twarzy po tym, jak to zrobiła, sprawił, że zaśmiał się tak bardzo, że
prawie pękł mu brzuch. Rocky robiła to samo, a wkrótce potem pieprzyli się na
kuchennym stole, podczas gdy przeniósł keczup na jej koszulkę.
To wspomnienie, kiedy była
przyciśnięta do jego przodu, posłużyło mu do otrzeźwienia, więc przysunął twarz
jeszcze bliżej i wyszeptał – Wszystko będzie dobrze, Roc, przysięgam.
Przez kilka długich chwil
wpatrywała się w jego oczy, po czym skinęła głową.
Puścił ją z przodu, ale
trzymał ją za szyję i poprowadził do chłopców. To znaczy do Colta. Najlepszego
przyjaciela Colta, Morrie’go, który był współwłaścicielem lokalnego baru
J&J’s Saloon, wraz z żoną Colta, Feb. Loren Smithfield, lokalnym kobieciarzem,
który pozostał kobieciarzem, nawet gdy był prawnie związany tylko z jedną kobietą
(i w ten sposób był trzy razy) - przyzwoity facet na powierzchni, ale pod
czystym dupkiem. Ricky Silvestri, który był właścicielem większości salonów
samochodowych w hrabstwie i który pokazowo zdradzał dookoła swoją żonę, więc
rozwiodła się z jego tyłkiem. Równie pokazowo był w niej zakochany, próbował ją
odzyskać i spektakularnie mu się to nie udało. Prawdę powiedziawszy, Layne
uważał, że jest przyzwoitym facetem, który płacił należną pokutę za bardzo
poważny błąd. I na koniec, Joe Callahan, sąsiad Colta z przeciwnej strony
ulicy, dobrze znany, szanowany specjalista ds. bezpieczeństwa, poważny
twardziel i człowiek, którego Layne miał nadzieję, że Jasper nie wkurzy, kiedy
w końcu zacznie spotykać się z pasierbicą Cala.
Zbliżyli się, chłopcy
uśmiechali się do Rocky, wszyscy byli przyjaźni, z wyjątkiem Smithfielda, który
był jawnie flirciarski i sprawił, że Layne starał się powstrzymać przed wbiciem
Smithfieldowi zębów w gardło, a potem usiedli przy barierce. Rocky zaczęła jeść
swojego hot doga, a jego oczy powędrowały na boisko.
Jasper był starterem i był
nim od połowy pierwszej klasy. Było niezwykłym wyjątkiem, by dzieciak z tego
miasteczka – raju dla wszystkich sportów, a zwłaszcza futbolu, skoro drużyna w
ciągu ostatnich dwóch dekad dziewięć razy udała się lub wygrała rozgrywki
stanowe – w pierwszej klasie dostał się do drużyny uniwersyteckiej. Jasper
zrobił to grając w ofensywie. Teraz grał tam, był szarżującym. Był obserwowany
i Layne miał cholerną nadzieję, że ktoś wciągnie jego chłopca nawet na
częściową przejażdżkę, ponieważ jego oceny z pewnością nie dałyby mu szansy na college.
Tripp zaskoczył go, idąc w
ślady brata. Też wszedł do reprezentacji, chociaż był w pierwszej klasie. Layne
wiedział, że jego syn był dobry, widział go grającego w gimnazjum i wcześniej.
Zawsze świecił tak jasno, że inni gracze nie istnieli na boisku. Ale to zawsze
była zabawa z dzieciakami w jego wieku. Dlatego Layne myślał, że chłopcy z
liceum go przeżują.
Tak się nie stało. Tripp stał się wszystkim, tylko
nie Tripp’em na boisku. Jeszcze nie był tak wysoki jak jego brat, ale szybszy,
zwinniejszy i zimny jak lód. Grał na boisku, a kiedy był na boisku, skupiał się
tak intensywnie, że było jasne, że świat poza tymi stu jardami przestał
istnieć.
Gdyby Tripp się rozszerzył,
co prawdopodobnie zrobi w przyszłym roku, musiałby znaleźć inne stanowisko. Na
razie tam właśnie był, co było niefortunne.
Syn trenera Adriana Cosgrove
był seniorem, szerokim odbierającym i to niezbyt dobrym. Tripp nie grał zbyt
wiele, ponieważ Cosgrove chciał, żeby jacyś zwiadowcy przyjrzeli się jego
chłopcu.
Layne podejrzewał, że byłoby
to niepopularne, ponieważ za każdym razem, gdy Tripp grał, było jasne, że może biegać
wkoło wokół dzieciaka Cosgrove’a. Wściekli fani Bulldogs, którzy żyli i
oddychali futbolem w szkole średniej, nie dbali o dzieciaka Cosgrove’a.
Zależało im na wygranej i nie znosiliby długo nepotyzmu.
Cosgrove również był lubiany,
bo odkąd trzy lata temu przeniósł się z asystenta trenera, aby przejąć pracę ukochanego,
długoletniego trenera, Bulldogs nie wyszły poza regionalne. Czuł gorąco i
rozchodziły się nieprzyjemne plotki o temperamencie Cosgrove’a. Layne nie
wiedział, czy to prawda, a ani Jasper, ani Tripp nie podzielili się tym, co
Layne uznał za kolejny punkt przyszłego planu rozmowy przy śniadaniu.
Niestety, wszystko to stało
się oczywiste w drugiej kwarcie, kiedy syn Cosgrove zszedł z boiska do gry,
Cosgrove wysłał Trippa, a następnie zapowiedział grę podającą. Jeśli chciał,
żeby jego chłopak błyszczał, była to głupia decyzja, ponieważ Tripp był
cholernie dobry, ale kiedy nie było go na boisku, ich gra była śmieciowa. Nawet
jeśli inny odbierający był otwarty, każde długie podanie było rzucane do syna
Cosgrove’a, który nie złapał ani jednego rzutu, a nawet został dwukrotnie
przechwycony. Jedynymi złapanymi podaniami były krótkie strzały, złapane i
prowadzone przez Jaspera.
Dlatego też, gdy piłka
została wprowadzona do gry, Tripp wystrzelił do przodu, otworzył się w ciągu
kilku sekund, a rozgrywający pod taką pewną presją odpuścił. Piłka została
wyrzucona wysoko, ale Tripp podskoczył na co najmniej metr w górę, wyciągając
rękę do maksimum, przechwycił podanie, pociągając pieprzoną rzecz w dół
opuszkami palców. Trzymał piłkę blisko siebie, schylił głowę, odbił dwa wślizgi
i przebiegł czterdzieści trzy jardy, aby przyłożyć.
Tłum wpadł w szał, szalał każdy
po purpurowej i białej stronie, w tym Rocky stojąca przed nim. Z rękami
wyprostowanymi w powietrze podskakiwała w górę i w dół na swoich wymyślnych
butach, jej koński ogon machał dziko prosto w jego twarz. Krzyczała bez
najmniejszego choćby śladu przyzwoitości, jaką nauczycielka literatury
angielskiej w liceum powinna pokazywać na zajęciach w szkole.
- To jest to, Tripp! –
krzyknęła, gdy Tripp zbiegł z pola tuż przed nimi, szarpiąc paski ochraniacza
podbródka. Usłyszał ją i jego wzrok powędrował do ogrodzenia - Rządzisz! - wrzasnęła, wskazując na
niego.
Takie było jego uwielbienie
Rocky, że tym razem intensywność Trippa omsknęła się. Uśmiechnął się do niej
przez ochraniacz na twarzy, a potem został brutalnie przypięty do góry hełmem,
który wyszedł spod dłoni trenera Cosgrove’a, powodując, że głowa Trippa
szarpnęła się nienaturalnie w kierunku poduszki naramiennej. Tak mocno, że kask
Trippa został zerwany z głowy.
Następnie Cosgrove raz, dwa,
trzy razy pchnął poduszkę Trippa, aż w końcu Tripp zaczął się cofać, nie mogąc
wytrzymać wyraźnej przemocy ciosów, kiedy Cosgrove przeszedł przez czwarte,
piąte i szóste uderzenie, a potem się zatrzymał.
- Myśl o grze, Layne! - Cosgrove ryknął głosem, który się poniósł.
Tłum, widząc to, ucichł i
Rocky znieruchomiała przed Layne’em, ale Layne tak naprawdę tego nie zauważył.
Jego wzrok zamglił się, jego ciało było usztywnione, jego pięści zacisnęły się,
a usta wyschły.
– Tanner – mruknął Colt i
Layne poczuł, że jest blisko.
Kiedy Rocky usłyszała Colta,
poruszyła się, ocierając się ramieniem o jego klatkę piersiową, gdy odwróciła
się do niego, ale jego oczy były utkwione w synu stojącym z boku. Tripp patrzył
na swoje korki, podczas gdy Cosgrove stał blisko, z ustami przy uchu Trippa,
ślina wydobywała się z jego ust z siłą jego nieustannej tyrady, którą wykrzykiwał
o pięć centymetrów od ucha chłopca.
- Zwracasz uwagę na mnie i na to, co dzieje się na tym boisku! Nie obchodzi mnie, czy
pojawi się Najświętsza Maryja Panna i
krzyczy na ciebie. Trzymaj swoją pieprzoną głowę
w grze!
- Przestań, trenerze!
Layne usłyszał to i wiedział,
że to pochodziło od Gabby, ale nie poruszył mięśniem.
– Layne – szepnęła Rocky i
poczuł jej dłonie na swoim brzuchu.
- Słyszysz mnie? - ryknął Cosgrove.
- Słyszę, trenerze - Layne
usłyszał odpowiedź Trippa.
- Dobrze. Ławka. - Cosgrove
wskazał ręką ławkę, a Tripp nie wahał się usiąść. Pochylił się, żeby podnieść
hełm, z pochyloną głową. Nie odrywając oczu od korków, jak najszybciej odwrócił
się plecami do trybun i posadził tyłek.
– Layne, kochanie – szepnęła
Rocky i spojrzał na nią, by zobaczyć, jak jej głowa jest zwrócona w stronę
Trippa. Musiała wyczuć jego spojrzenie, ponieważ szybko odwróciła się do niego.
Patrzył jej w oczy i próbował
znaleźć powód, by nie przeskoczyć przez ogrodzenie i nie oderwać głowy
Cosgrove’a.
- Layne, stary, jesteś okej?
- Morrie też był blisko i położył dłoń na ramieniu Layne’a.
– Nie dotykałbym mnie teraz –
powiedział cicho Layne, a ręka Morrie’go natychmiast zniknęła z jego ramienia.
– Morrie zapytał, czy jesteś okej,
Tanner – powiedział cicho Colt.
– Tak – skłamał Layne.
Jego przyjaciele trzymali się
blisko, podobnie jak Rocky, Rocky robiła to, przechodząc do jego boku, owijając
go ramionami i kładąc głowę na jego ramieniu.
To było dobre. To było bardzo
dobre. Ale nie oderwało ani jednej warstwy grubej ściany furii, która go
otaczała, a on pozostał nieruchomo, nie poruszając mięśniem aż do przerwy,
kiedy Rocky przyciągnęła jego uwagę, naciskając na niego.
Spojrzał na nią dopiero po
tym, jak stracił z oczu obu swoich chłopców, kiedy weszli do szatni.
- Chcesz napoju? - zapytała
cicho.
– Nie – odpowiedział.
- Kawy?
- Nie.
- Kakao?
- Nie.
- Wszystko okej? - zapytała.
- Nie.
- O, rany - wyszeptała, a
potem poczuł, jak jej ciało podskakuje w jego ramionach, jej ramiona poluzowały
się i odsunęła się.
Zobaczył, że rozgląda się
wokół niego i usłyszał, jak Silvestri mamrocze - O kurwa - a kiedy odwrócił się
i zobaczył Gabby, Stew ciągnącego się za nią, trzymającego się nisko.
- Przestaniesz przytulać się
do swojej dziewczyny na wystarczająco
długo, by coś z tym zrobić - dźgnęła
palcem na boisko - Tanner? - Pochyliła się do niego antagonistycznie - Hmmm?
– Nie teraz, Gabby – mruknął
Layne.
- Tripp jest tak cholernie
podekscytowany, że jego tata wali Wyniosłą i Wielką Raquel Astley, on nie ma
swojej jebanej głowy w grze! -
pisnęła.
Zanim Layne zdążył coś
powiedzieć lub znaleźć powód, dla którego nie powinien oderwać głowy mamie
swoich dzieci, odezwała się Rocky.
- Przepraszam - powiedziała
natychmiast - Nie powinnam…
- Nie, nie powinnaś! - Gabby wrzasnęła.
– Myślę, że musisz się
uspokoić, kobieto – zasugerował Joe Callahan w sposób, który brzmiał bardziej
jak ostrzeżenie.
- Jest okej. To była moja
wina – stwierdziła Rocky.
- Cholerna racja, tak było -
warknęła Gabby.
- Nie, nie było - powiedział
Layne głosem przypominającym dudnienie, a jego oczy skierowały się na Gabby -
Zajmę się Cosgrove.
- O tak? Jak? - Gabby
odpaliła.
- Nie martw się tym i… - zawahał
się, szukając kontroli - nigdy… - zawahał się ponownie, tracąc kontrolę, którą
znalazł i szukając jej ponownie – … więcej nie mów do Rocky lub o niej w ten
sposób. Słyszysz mnie?
- Musisz żartować! - krzyknęła Gabby - Ona jest poza domem męża od
miesiąca, a ty jesteś w jej majtkach!
Layne zrobił krok w jej
stronę. Gabby cofnęła się o krok. Stew, jak Layne zauważył z niesmakiem, cofnął
się o dwa pieprzone kroki, pozostawiając Gabby na pożarcie. A Colt i Cal
stanęli po jego bokach.
- Twoja sytuacja jest
niepewna, Gabby - poinformował ją niskim głosem.
Miał świadomość, że mają
publiczność i że publiczność słucha - Nie popychaj mnie. Rozumiesz?
- Idź do diabła, Tanner! -
krzyknęła.
Odwrócił się od niej i wrócił
do Rocky. Potem objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Poczuł, jak
napięcie opada z otaczających go chłopców i wiedział, że Gabby i Stew się
wycofali, a dopiero wtedy pochylił głowę i zobaczył, że wpatrywała się w szczyt
ogrodzenia i przygryzała wargę.
- Pączuszku - zawołał cicho i
patrzył, jak jej głowa odchyliła się do tyłu.
Kiedy spojrzał jej w oczy,
zauważył - Jeden ex za nami, jeden do podejścia. Jesteśmy w połowie drogi.
Patrzyła na niego przez
chwilę.
Potem pokazała mu dołeczek.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńbiegać wkoło wokół dzieciaka Cosgrove’a - do korekty :)
OdpowiedzUsuńi dziekuje za zabawny rozdział