niedziela, 29 maja 2022

6 - Nepotyzm cz.1

 

Rozdział 6

Nepotyzm (cz.1)

 

 

 

Layne przeszukiwał szafę, wyciągając sweter, by naciągnąć go na koszulkę i założyć go na mecz.

W ciągu ostatnich kilku tygodni mieli cieple babie lato.

Odkrył, że tego ranka temperatura spadła i zrobiła to ostro.

Tego ranka obudził go też list od Rocky skierowany do niego i jego chłopców, dziękujący im za kolację z dopiskiem do Layne’a, że zobaczy się z nim tego wieczora. To było wszystko, co po niej zostało, z wyjątkiem niewyraźnego zapachu jej perfum w jego sypialni i jego koszulki złożonej na łóżku, które pościeliła, koszulki, która zawierała nie tak niewyraźną nutę jej perfum.

Nie był szczęśliwy, że tak odeszła, ale dał jej to. To, co robili, nie było dla niego łatwe i uznał, że było to równie trudne dla niej.

Tripp, jak zwykle, zszedł na dół pierwszy, a Layne skorzystał z okazji, że nie było w pobliżu Jasper’a, by dać kilka wskazówek swojemu młodszemu synowi, że jak być spoko, ze względu na niego, ale przede wszystkim ze względu na brata. Wyjaśnił, że Keira Winters nie była tylko jedną z „małych” Jasa i że Tripp wyświadczyłby swojemu bratu przysługę, gdyby trzymał język za zębami i po prostu pozwolił swojemu bratu wykonywać jego ruchy z cichym wsparciem.

Tripp to zrozumiał, obiecał, że będzie spoko, a Layne wiedział, że tak będzie. Jasper przez większość czasu trzymał swoje myśli i uczucia dla siebie, ale Tripp miał swoje serce na dłoni. Czuł się jak gówno, że wkurzył swojego brata poprzedniej nocy i nie zrobiłby tego ponownie, niewinnie, kiedy próbował mu pomóc lub nie.

Chłopcy poszli do szkoły, a Layne poszedł do biura, sprawdził swoją pocztę e-mail i pocztę głosową, odpowiedział na nie, sprawdził pocztę i żałował, że nie miał recepcjonistki, bo nie lubił być w biurze i odpowiadać na e-maile i pocztę głosową.

Lubił przebywać w terenie. Jeśli musiał być w biurze, wolał prowadzić śledztwa komputerowe, ale nawet to nie było jego ulubionym zajęciem. Na szczęście dostał list, który zawierał opłaconą fakturę, ze stosunkowo wysokim czekiem, za pracę, którą Layne wykonał przed postrzeleniem.

Nie wykluczał zatrudnienia recepcjonistki sześć tygodni temu. Teraz musiał. Miał do zapłacenia jeszcze kilka solidnych faktur, zanim ogłoszenie w gazecie znalazłoby się na szczycie jego listy rzeczy do zrobienia.

Umówił się na spotkanie z potencjalnym klientem i miał spotkanie z klientem, do którego dzwonił dzień wcześniej, aby powiedzieć mu, że praca została wykonana. Facet nie był zachwycony wynikami śledztwa Layne’a, ale żaden mężczyzna, którego ślub był zaplanowany na za trzy tygodnie, nie lubiłby oglądać wideo swojej przyszłej panny młodej na haju, posuwanej od tyłu, podczas gdy ona obciągała komuś z przodu.

Z drugiej strony, jego klientem był rozpieszczony bogaty dzieciak, który zakochał się w niewątpliwie wspaniałej imprezowej dziewczynie i pomyślał, że ona rzuci się na niego, gdy zaoferuje jej życie pełne szampańskich koktajli i przyjęć charytatywnych z wakacjami w szwajcarskich Alpach. Najwyraźniej w wieku dwudziestu jeden lat nie skończyła imprezować we wszystkich możliwych formach.

Zepsuty bogaty dzieciak czy nie, Layne współczuł mu, kiedy odprowadzał go do drzwi swojego biura. Kochał ją, to było widać. Przyszłość, którą uważał za jasną, nagle przestała być taka jasna, a Layne dokładnie wiedział, jak chłopak się czuł.

Po wyjściu klienta zamykał biuro i próbował zdecydować, czy powinien odwiedzić Stew w pracy, czy jechać do Indy i podążać za mężem kobiety, która była przekonana, że zdradzał ją podczas przerwy na lunch (mimo że Layne chodził za facetem do różnych restauracji przy różnych okazjach, nie wspominając o tym, że na wszelki wypadek chodził za nim do domu przez co najmniej tydzień na miesiąc przed postrzeleniem, a facet nie nawet patrzył zbyt długo na kelnerki), kiedy warknęła jego komórka.

Zdjął ją z biurka, otworzył i przyłożył do ucha.

- Layne.

- Hej, stary, będę w Mimi’s za pięć minut. Czy mógłbyś napić się kawy? – zapytał Merry do jego ucha.

– Do zobaczenia za pięć minut – odparł Layne.

Pięć minut później Layne miał swoje americano i cappuccino dla Merry’ego i siedział przy stole w Mimi’s, na którym wyryto napis „miejsce Feb, usiądź tutaj a umrzesz”. Layne dowiedział się od Mimi kilka miesięcy temu, że żona Colta, February, często siedziała przy tym stole, zanim ponownie się z nim połączyła, a dzieci Mimi uważały, że jej klienci powinni być świadomi faktu, że jeśli Feb tam była, miała zarezerwowane miejsce.

W międzyczasie spotkał też dzieci Mimi i odkrył, że Mimi miała szczęście, że tylko wyrzeźbili słowa na stole, zamiast używać miotacza ognia do zaznaczenia całej ściany wokół niego.

Merry wszedł, spojrzał na Layne’a i ruszył prosto do niego.

– Hej, Merry – zawołała Mimi zza lady.

– Hej, Meems – odkrzyknął Merry, gdy podszedł do stołu i spojrzał na swój kubek - Tanner, kolego, bez ciastka?

- Chcesz mieć zdobycze, Garrett, nie możesz dostać brzuszka. To cappuccino jest chude. Po prostu o ciebie dbam, człowieku.

Merry uśmiechnął się do niego i poklepał jego płaski brzuch, zanim usiadł, mrucząc - Dobrych przyjaciół takich jak ty, trudno znaleźć.

Miał na myśli to na więcej niż jeden sposób i Layne przyglądał mu się uważnie.

Merry nie kazał mu na to czekać - Słychać, że Rocky ma nowego kawalera.

- Merry - mruknął Layne.

Merry pochylił się do przodu i szepnął - Lotem błyskawicy, stary. Rozeszło się w całym mieście, że jej Merc nie opuścił twojego podjazdu zeszłej nocy.

Jezu, była ledwie jedenasta. Cholera, ale Natalie Ulrich była gadułą.

- Chciałbym wiedzieć, jak w mniej niż dwadzieścia cztery godziny wy dwoje przeszliście od nieuznawania siebie nawzajem do Roc spędzającej noc w twoim domu?

– To było bardziej jak trzydzieści cztery godziny – poprawił go Layne.

– Nieważne, Tanner, jak…?

Layne mu przerwał - Byłem na komisariacie, kiedy zagrała swoją pierwszą część z Rutledge’m.

Zaświtało i Merry usiadł z uśmiechem - Nieodpowiedni moment.

- Nie - zgodził się Layne.

- Więc widziałeś to i postanowiłeś ją zawrócić, klepiąc Raquel Astley w tyłek na środku sali komisariatu w czwartkowe popołudnie? – zapytał Merry.

– Wydawało się, że to dobry sposób – odpowiedział Layne, a uśmiech Merry stał się większy.

Potem zapytał - Teraz chcesz mi powiedzieć, jak to prowadzi do jej samochodu przy twoim domu?

- Rozmawialiśmy. Wyjaśniłem błędy w jej planie. Zrozumiała moją logikę. Postanowiliśmy zagrać z Rutledge’m w inny sposób.

– Wprowadzisz mnie w to?

– Tak – powiedział Layne i nie kazał mu czekać. Pochylił się i jego głos się zniżył, a potem wyjaśnił - Ona i ja udajemy pogodzenie… - zaczął, po czym opowiedział Merry’emu cały plan, podczas gdy Merry słuchał bez słowa.

Kiedy Layne skończył, Merry stwierdził - Muszę powiedzieć, że wcale nie jestem szczęśliwy, że jest zamieszana w to gówno, ale przynajmniej podoba mi się to bardziej niż plan Roc.

– Ja też. Dodatkową korzyścią jest to, że zrobię to tak, że Astley słyszy i zobaczy, jeśli dam radę, dużo gówna, które mu się nie spodoba. On wepchnął swój kawałek w gardło Rocky. Ja zadławię jego.

Uśmiech Merry stał się okrutny. Był to uśmiech, który Layne widział już wcześniej, niezbyt często, ale widział go. Merry był gliną i dlatego jego poczucie sprawiedliwości było bardzo wysoko dostrojone. Ale Merry był Merry’m, a jego osobiste poczucie sprawiedliwości, zwłaszcza jeśli chodziło o siostrę, to zupełnie inna sprawa.

Poprzez swój uśmiech Merry wyszeptał - Jestem z tobą, bracie.

- Dobrze – wrócił Layne – W takim razie musisz zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, poinformuj Dave’a o tym gównie, a po drugie, daj mi informacje, jak mogę najmocniej uderzyć Astley’a.

- Wy dwaj nie poruszacie się w tych samych kręgach towarzyskich, Layne.

– Nie oznacza to, że nie potrafię znaleźć sposobu, aby mógł zobaczyć mnie i zobaczyć mnie z Rocky.

Merry uniósł brodę – Złożę to, co wiem, prześlę do ciebie e-mailem.

Layne usiadł i skinął głową.

Potem zmienił temat – Masz coś na Stew?

Merry potrząsnął głową - Zero. Słyszałem, że rozmawiałeś z Coltem i Sully’m.

– Wczoraj, po tym, jak rozprawiłem się z Rocky. Okazało się, że szczególnie Colt nie jest wielkim fanem Stew, a nie tylko ogólnie myśli, że jest skurwielem, jak wszyscy inni. Chętnie się rozglądają - Podniósł kubek i pociągnął łyk, zanim mruknął - Mimo to wygląda na to, że będę musiał poświęcić ten czas.

A nadszedł czas, kiedy go nie miał i nie mógł sobie pozwolić.

- Albo możesz pozwolić Gabrielle spać tak, jak sama sobie pościeliła – zasugerował Merry, a Layne spojrzał na niego.

- Ona jest matką moich dzieci.

- Łapię to, bracie, ale...

– Ona jest matką moich dzieci, Garrett.

Merry zamknął usta i skinął głową.

Potem je otworzył i cicho zapytał - Ty i Roc będziecie w stanie…?

Layne mu przerwał - Damy radę.

- Stary...

- Damy radę, Merry – powtórzył stanowczo Layne.

Merry zamknął usta i ponownie skinął głową, ale nie ukrywał, że daleko mu do przekonania.

Potem jednym haustem wciągnął cappuccino i trzasnął kubkiem o stół.

- Zabezpieczam twoje tyły, kiedy tylko tego potrzebujesz – powiedział, wstając i wycierając pianę z ust.

- Wiem – odpowiedział Layne.

- Później – Merry powiedział niskim, krótkim machnięciem ręki, odwrócił się, uniósł brodę do Mimi i wyszedł za drzwi.

Potem Layne podjął decyzję, że chociaż chciał odwiedzić Stew w pracy i spróbować bezpośredniego podejścia to, jeśli chciał trzymać swoich synów na płatkach owsianych, musiał nadrobić płatne godziny. I nic tak nie zawalało go godzinami jak kobieta, która miała pieniądze do wydania i trochę wolnego czasu i wykorzystała ten czas, aby przekonać samą siebie, że jej wierny mąż jest niewierny, a bez względu na to, co Layne powiedział jej, by ją zapewnić, ona by mu w to nie uwierzyła.

Więc Layne udał się do Indy, aby zobaczyć, że mężczyzna je kanapkę w klubie sam podczas czytania gazety. Złamał nudę tylko nieznacznie, by zrobić zdjęcia temu mężczyźnie jedzącemu kanapkę w klubie i czytającemu gazetę. Następnie udał się z powrotem do biura, aby sporządzić kilka faktur i wydrukować z cyfrowego aparatu zdjęcia, które zrobił, aby dodać je do i tak już grubych akt, jednocześnie żałując, że nie ma recepcjonistki.

Teraz poruszał się po swojej sypialni, ponieważ nadszedł czas, aby zabrać Rocky na mecz.

Szedł przez otwarty pokój na szczycie schodów, kiedy zadzwoniła jego komórka. Wyciągnął go z tylnej kieszeni i spojrzał na wyświetlacz z napisem „Raquel Dzwoni”. Wymienili się numerami i zaplanowali dzień wcześniej w Mimi’s.

Odebrał telefon i przyłożył telefon do ucha - Layne.

– Hej – odparł Rocky.

– Hej – powtórzył Layne, schodząc po schodach.

- Słuchaj, mam sytuację – powiedziała mu.

Zatrzymał się przy lodówce i poświęcił jej całą swoją uwagę.

- Jaka sytuacja?

- Widzisz… - zawahała się - dziś dzień nie był najwspanialszy. Nie wiem, czy uda mi się dotrzeć na mecz.

Gówno. Wycofywała się. To mogło oznaczać cykora, a oni minęli punkt, w którym mogła mieć cykora.

– Roc…

Przerwała mu, wyjaśniając szybko - Okej, więc musiałam wcześnie opuścić twój dom, bo przed szkołą musiałam zawieźć samochód do mechaników. Nic z nim nie jest, po prostu potrzebował serwisu i Jarrod zwykle się tym zajmuje, a on… cóż, my… w każdym razie minęło zbyt dużo czasu. Minęły już cztery miesiące, więc musiałam to zrobić.

Wzięła oddech i ciągnęła dalej.

- Będzie gotowy dopiero jutro, więc dali mi zastępczy, co było fajne, ale się zepsuł, jeśli możesz w to uwierzyć. Zastępczy od mechanika, który się psuje.

Wzięła kolejny oddech i kontynuowała.

- W każdym razie tata musiał po mnie przyjechać, co zrobił, a potem miałam kilka spraw do załatwienia, do których zabrał mnie tata. Ale znasz tatę, żyje dla piłki nożnej i jest największym fanem Bulldogów przez ostatnie cztery dekady. Kibicują dziś wieczorem z Ernie’m i Spike’em, a ja dostałam telefon od Brendela. Jestem na ich liście oczekujących i ktoś się wyprowadził i zostałam przeniesiona na górę listy, więc mam teraz oglądanie mieszkania. Tata mnie podrzucił, a dziewczyna, która pokazuje mi mieszkanie, powiedziała, że zabierze mnie z powrotem do Merry’ego. Ale właśnie zadzwoniła i powiedziała, że się spóźni a ja nie mogę przegapić tego oglądania, bo jeśli to zrobię, ktoś inny może porwać mieszkanie…

- Rocky…

- I muszę wyjść…

– Roc…

- Kanapa Merry’ego albo moje plecy będą...

- Pączuszku, zamknij się na sekundę - wtrącił. Zamilkła, prawdopodobnie dlatego, jak pomyślał, że nadal nie była wielką fanką tego, jak nazywał ją pączuszkiem i dlaczego to zrobił - Przyjadę po ciebie.

– Ale powinna tu być lada chwila, a jej jeszcze nie ma, a jeśli tego chcę, muszę zająć się podaniem i…

- Rocky, przyjadę po ciebie.

– Layne, jeśli to zrobisz, możesz przegapić rozgrzewki, a ja jeszcze nie jadłam kolacji.

- W takim razie kupię ci hot doga na meczu.

Zamilkła, a on przeszedł przez kuchnię, wyrywając klucze z blatu i kierując się w stronę garażu.

– Masz kod do bramy?

– Trzy, dwa, trzy, siedem – odpowiedziała.

- Jednostka?

- Jednostka E, mieszkanie trzy.

– Do zobaczenia za pięć – powiedział, przechodząc przez pomieszczenie gospodarcze i wchodząc do garażu.

Już miał wyjąć telefon z ucha, kiedy usłyszał jej telefon – Layne?

- Tak?

- Dzięki – szepnęła i wtedy usłyszał rozłączenie.

Wsadził telefon do kieszeni, myśląc, że lubi słyszeć cichy głos Rocky, mówiący „dzięki”.

Wsiadł do swojego Suburban’a[1], myśląc, że cieszy się, że wyszła wcześnie rano, bo musiała coś zrobić, a nie dlatego, że uciekała.

Wyjechał z garażu, jechał podjazdem i skierował się w stronę Brendela, myśląc o Brendelu.

Brendel był kompleksem mieszkalnym po drugiej stronie obwodnicy i w dół ulicy od osiedla Layne’a. Mógł tam dotrzeć pieszo prawie tak szybko, jak mógł tam dojechać.

W przeciwieństwie do otaczających go domów z klasy średniej i wyższej średniej, był to luksusowy kompleks apartamentowy. Czynsze były wysokie, ponieważ mieszkania były słodkie. Tak słodkie, że Layne widział je w Internecie, kiedy szukał miejsca przed przeprowadzką do domu i rozważał to. Ale lista oczekujących oznaczała od siedmiu do dwunastu miesięcy, biorąc pod uwagę, kiedy lokatorzy się wyprowadzali, co nie zdarzało się często, a on nie mógł czekać tak długo. Łatwiej było znaleźć i kupić dom niż dostać się do Brendela.

Nie licząc dwupoziomowych bliźniaków z trzema sypialniami, każda jednostka i każde z trzech mieszkań w jednostkach były inne, a wszystkie układy nietypowe, zbudowane z dbałością o jakość i styl. Zostały wyposażone we wszystko z najwyższej półki: sprzęt AGD, wykładzinę, pralko-suszarki, armaturę łazienkową. Na miejscu była pełna siłownia z klubem i odkrytym basenem, który miał rozległy fajny taras i mnóstwo leżaków. Architektura krajobrazu była bogata i kolorowa. Kompleks był ogrodzony, mieli całodobową ochronę na miejscu, a każde mieszkanie miało osobne wejście i alarm. Czynsze za mieszkanie z dwiema sypialniami były dwukrotnie wyższe od najwyższych czynszów, jakie można znaleźć w innych częściach miasteczka.

Brendel był popularnym miejscem zamieszkania dla modnych, dobrze zarabiających dwudziesto-, trzydziestolatków i par z podwójnym dochodem nie posiadających dzieci.

Tam też mieszkał Harrison Rutledge. Harrison Rutledge, który miał pensję policjanta, byłą żonę, dziecko i alimenty, które oznaczały, że jego żona zdobyła sobie bardzo dobrego adwokata, kiedy rzuciła jego tyłek. Dlatego samo jego mieszkanie oznaczyło go jako brudnego gliniarza, co było głupim błędem, czymś, co Layne odkrył, że Rutledge nie miał nic przeciwko popełnieniu. I to było coś, co sprawiło, że Layne wszedł zbyt szybko, zbyt mocno i wpadł w zasadzkę, robiąc to. Myślał, że Rutledge był głupcem, stał się zarozumiały i zapłacił za ten błąd przewierceniem trzema kulami.

Zatrzymał się przy bramie i wstukał kod, a jego umysł zaczął się zastanawiać, w jaki sposób Rocky ominęła listę oczekujących. Prawdopodobnie nasmarowała kilka dłoni. Oglądanie mieszkania w Brendel po dwóch miesiącach lub krócej na liście oczekujących było drobnym cudem.

Z pomocą dobrze zlokalizowanego i atrakcyjnego oznakowania, Layne znalazł jednostkę E i zobaczył sportowe BMW zaparkowane na trzech krytych miejscach parkingowych przydzielonych do mieszkania trzeciego, które znajdowało się po schodach za rogiem od wejścia na parterze do mieszkania drugiego.

Zaparkował, wysiadł, zatrzasnął drzwi, zapiszczał w zamki, podszedł do jednostki i wszedł po schodach.

Ledwo zapukał, a już drzwi się otworzyły i w drzwiach stanęła kobieta o gładkich blond włosach i makijażu nałożonym lepiej niż Rocky, ubrana w stylową i, oczywiście, drogą biznesową sukienkę. Jej głowa szarpnęła się, gdy zobaczyła Layne’a, potem zrobiła mu przegląd od stóp do głów i jej twarz się zmieniła.

- Cześć, musi być pan przyjacielem pani Astley – przywitała się, kładąc lekki nacisk na słowo „pani”, pochylając się, kładąc znacznie większy nacisk – tym jednym ruchem i po jednym spojrzeniu na niego, a nie mając pojęcia, kim był - na fakt, że leciała na niego.

– Tak – odpowiedział Layne, nachodząc na nią, zanim zeszła mu z drogi, skutecznie spychając ją.

Wszedł do mieszkania, nie mówiąc ani słowa i dając jasno do zrozumienia, że był tam dla Rocky.

Zrobił to, ponieważ była dla niego za młoda, a Layne przekroczył moment, w którym tracił czas na szkolenie kobiet, które brał do łóżka. Zrobił to również, ponieważ wydawała się mieć mniej tkanki tłuszczowej niż on, a on lubił kobiety, które brał do łóżka, aby były kobietami o kobiecych ciałach. Nie pieprzył worków z kośćmi. Twarde i spiczaste nie były dobre.

Miękkie i okrągłe było o wiele lepsze. Znał mężczyzn, którzy to lubili, po prostu do nich nie należał.

Zrobił to również, ponieważ nie lubił agresywnych kobiet. Były sposoby, by kobieta mogła powiedzieć ci, że jest zainteresowana, bez robienia pierwszego kroku. Dla Layne’a kobieta, która wykonała pierwszy ruch, była natychmiast skreślona, nawet jeśli go pociągała. On wykonywał ruchy.

I na koniec zrobił to, ponieważ jej lekkie podkreślenie słowa „pani” było obraźliwe. Znając Rocky przez całe pięć minut, a jego przez całą sekundę, zdążyła przypomnieć mu o jej stanie cywilnym.

Zatrzymał się i rozejrzał, myśląc od razu, że mieszkanie to gówno.

Białe ściany, dwupoziomowe sufity i okna od podłogi do sufitu w kompaktowym, ale zachęcającym salonie, w którym znajdował się również klasyczny kominek gazowy. Widział swoje sąsiedztwo z okien, a przez całą długość salonu znajdował się balkon, do którego można było dostać się przez podwójne drzwi z doskonale zaprojektowanymi, lśniącymi srebrnymi klamkami, drzwiami, które były bezproblemowo osadzone w oknach. Schody z balustradą zamkniętą sztukaterią w kolorze białym. Głęboka, długa, nowoczesna kuchnia schowana pod najwyższym poziomem, urządzenia ze stali nierdzewnej, błyszczące czarne granitowe blaty i fajne jak gówno oświetlenie. Kącik śniadaniowy za rogiem przy kuchni ustawiony w półokręgu okien wychodzących z mieszkania jak zamknięty balkon, nad którym znajdował się skomplikowany, nowoczesny, wielożarówkowy żyrandol.

- Podoba ci się? - zapytał blondynka z bliska, ale zauważył ruch na szczycie schodów. Spojrzał w górę i zobaczył, jak Rocky schodziła w dół.

Nie odpowiedział blondynce, ale uśmiechnął się do Rocky - Hej, pączuszku.

Spojrzała na swoje stopy z lekkim uśmiechem na twarzy i potrząsnęła głową, odpowiadając - Hej, Layne.

- Góra przeszła inspekcję? - zapytał, podchodząc do podnóża schodów, gdzie się zatrzymał, podobnie jak ona.

Odchyliła głowę do tyłu, jej oczy przesunęły się za jego ramię, aby określić położenie blondynki, a następnie z powrotem do niego, gdzie pochyliła się i szepnęła nisko - Podoba mi się.

On też się pochylił i odszepnął - Więc weź to.

Jej oczy przesunęły się z powrotem na jego ramię, ale nie po to, by zlokalizować blondynkę w pokoju. Myślała.

– Nie wiem – powiedziała.

Jak mogła nie wiedzieć? To miejsce było gównem.

Z drugiej strony, nie była to rezydencja z sześcioma sypialniami, w pobliżu sztucznego jeziora.

Odwrócił się do blondynki - Czy możesz nam dać minutę?

- Oczywiście - uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku kuchni, gdzie nadal mogła słyszeć. To miejsce było fajne jak gówno, ale nie było zbyt duże.

- Nie - Zatrzymał ją jednym słowem i odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć. Skinął głową w stronę drzwi - Minutę.

Spojrzała na drzwi, a potem na niego, a jej twarz ułożyła się w sposób, który uczynił ją mniej atrakcyjną, niż najwyraźniej myślała, że jest. Ale skinęła głową i skierowała się do drzwi.

Layne odczekał, aż wyjdzie z tego, i odwróci się z powrotem do Rocky.

- O czym myślisz?

Popatrzyła na niego i przygryzła wargę. Nadal myślała, widział to w jej oczach, ale myślała o czymś innym.

- Roc…

Przerwała mu - Layne, czy wiesz, jaki jest czynsz za te miejsca?

- Tak. Zbadałem je, kiedy się tu przeprowadzałem. Czemu?

Pokręciła głową i usiadła na schodku, mówiąc - Nie wiem, czy dam radę to opłacić.

Patrzył na nią. Miała na sobie buty na wysokim obcasie, dżinsy i inny, cieplejszy, ale nie mniej kosztowny, fantazyjny sweter, tym razem z dopasowanym wełnianym szalikiem owiniętym wokół szyi. Jeździła Mercedesem. Ogromna zamszowa torebka, którą opadała obok niej na schodkach, prawdopodobnie kosztowała więcej niż jego lodówka.

- Rocky…

- Jestem nauczycielką, Layne - poinformowała go o czymś, co już wiedział.

- Tak, nauczycielką, której wkrótce-były jest chirurgiem, który zarabia sześć cyfr.

- Jarrod zarabia sześć cyfr. Ja nie zarobię sześciu cyfr.

Layne przykucnął przed nią - Rocky, zdradzał cię dookoła. Mieszka teraz z inną kobietą. Myślisz, że ten rozwód nie pójdzie ci dobrze?

Na jego słowa odsunęła się i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.

Potem odetchnęła – Nie wezmę jego pieniędzy.

Poczuł, jak unoszą mu się brwi - Co?

- Nie wezmę jego pieniędzy.

- Rocky…

Potrząsnęła głową - Nie, nie ma mowy.

– Roc…

Nachyliła się gwałtownie, jej wyraz twarzy stał się ostry - Pieprzyć to.

Złapał ją za rękę i trzymał mocno, zanim nią potrząsnął - Mała, oszalałaś?

– Nie – warknęła, ściskając dłoń w jego dłoni, ale on trzymał ją mocniej.

- Pączuszku, jak taki facet robi to, co on zrobił, kobiecie takiej jak ty, cóż, ja nie jestem członkiem klubu, ale jestem prawie pewien, że wyczyszczenie go do zera jest wymogiem laski.

– Layne…

- Jak nie robisz tego, inne laski mogą głosować za wyrzuceniem cię z klubu.

Wyraz jej twarzy zmienił się i uśmiechnęła się, wyszedł jej dołeczek i widząc to, Layne żałował, że nie utrzymał języka za zębami, a jednocześnie czuł, jakby zdobył przyłożenie, aby wygrać mecz w ostatnich sekundach Super Bowl.

- Cóż, nie chciałabym zostać wyrzucona z… - uniosła jedyną dostępną jej rękę i zrobiła cudzysłów w powietrzu - klubu lasek.

– Zuch dziewczyna – wyszeptał, uśmiechając się, ale jej twarz znów spoważniała i ręka opadła.

– Rozumiem, co mówisz, Layne. Ale poważnie, nie wiesz… to nie było… — Spojrzała mu przez ramię, a potem z powrotem na niego - Niczego od niego nie chcę.

Nie podobało mu się to, co mówiły jej słowa. Nie podobało mu się, jak się w nim czuł. Ale podobało mu się jeszcze mniej, że miała powód, by je powiedzieć.

Zignorował to, zdecydował się na inną strategię i poradził - Rocky, nasmarowałaś kilka dłoni, żeby awansować na liście oczekujących na to miejsce. Nie powinieneś marnować tej inwestycji.

Jej dłoń zacisnęła się na jego spazmatycznie, a jej oczy zmrużyły się w zmieszaniu.

- Nie smarowałam dłoni, żeby być wyżej na liście.

Spojrzał na nią, a potem powiedział - Nie jestem pewien, czy to niezgodne z prawem, pączuszku, ale nawet gdyby tak było, nie wydałbym cię.

- Myślę, że tak nie jest, ale nadal tego nie zrobiłam.

- Roc, kiedy interesowałem się tym miejscem, długość oczekiwania wynosiła minimum siedem miesięcy.

Skinęła głową - Nadal jest. Byłam na niej od dziewięciu.

Puścił jej rękę i wstał, obserwując, jak jej głowa odchylała się, by patrzeć na niego, gdy się ruszał.

Potem zapytał - Co?

Ona też wstała, zbliżając swoje ciało do jego - Jestem na liście oczekujących od dziewięciu miesięcy.

Oznaczało to, że zamierzała opuścić męża już dziewięć miesięcy temu.

– Wiedziałaś, że cię zdradzał? – zapytał Layne.

Potrząsnęła głową.

– Ale planowałaś go zostawić jakiś czas temu.

Skinęła głową.

- Czemu? - zapytał.

- Czemu? - powtórzyła.

- Tak. Czemu?

- Layne, nie jestem pewna, czy powinniśmy...

- Czemu?

- Naprawdę nie chcę rozmawiać o...

- Czemu?

- Layne!

Pochylił się, żeby zbliżyć swoją twarz do jej - Dlaczego? - powtórzył.

- Dlaczego chcesz wiedzieć? - odpaliła, rozbawiona Rocky zniknęła, a jej miejsc zajęła zirytowana Rocky.

- Bo chcę – odpowiedział.

- Cóż, to naprawdę nie twoja sprawa.

- Przepraszam, pączuszku, ale przed nami długa droga. Nie natknę się na wystarczająco dużo dowodów, by zabrać Rutledge'a i tego, kto pociąga za sznurki, związane i owinięta w błyszczący papier, leżące na mojej wyspie, kiedy jutro zejdę na dół, żeby zrobić kawę. Oznacza to dzielenie się czasem, dzieleniem przestrzeni i dzieleniem naszego życia, a to oznacza robienie tego przez jakiś czas. Kiedy to będziemy robili, tak naprawdę musimy żyć tym życiem, a twoje życie będzie łączyło się ze mną, udającym twojego mężczyznę, podczas gdy rozwodzisz się z innym. Zrobił z ciebie durnia. Nie rób takiego ze mnie, nawet jeśli to, co mamy, jest fikcją.

Głowa jej podskoczyła i weszła jeden stopień na górę.

Potem powiedziała cicho - Nie robię z ciebie durnia.

- Jak nie podzielisz się, zrobisz. Od jakiegoś czasu nie byłem w twoim życiu, Roc, ale mieszkasz w tym mieście od dawna i ludzie wiedzą gówno. Dla przykładu, przypuszczam, że połowa miasta, które są w wieku alkoholowym, wie, że twój samochód był na moim podjeździe przez całą noc i mogę zagwarantować, ponieważ Tripp myśli, że jesteś o krok niżej od gwiazdy rocka, że każdy dzieciak w twojej szkole wie, że są chwile, kiedy on może nazywać cię Rocky. Ale przez ostatni rok nie byłem głównym odbiorcą plotek na temat Raquel Astley, więc będziesz musiała mnie wtajemniczyć.

Zauważył, że zaczęła się wkurzać, kiedy mówił, a kiedy skończył, nie wahała się wyjaśnić dlaczego.

- Wiesz, co jest do bani? - warknęła.

- Znam wiele rzeczy, które są do bani - odpowiedział.

- Cóż, teraz najbardziej do bani jest dla mnie to, że kiedy mówisz, brzmisz z sensem. To jest do bani.

Nie mógł się powstrzymać. Była tak cholernie przezabawna, że odrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się.

To, co powstrzymał, to szarpnięcie jej w ramiona i śmiech w jej szyi.

Kiedy przestał się śmiać, skupił się na niej, by zobaczyć, że wciąż się gapi.

- Będziesz się dzielić? - podpowiedział.

– Tak – warknęła - Ale nie teraz. Mamy mecz piłki nożnej, na który musimy się dostać.

– Weźmiesz to mieszkanie?

– Nie wiem – odparła z irytacją.

- Pączuszku, weź to mieszkanie.

– Layne…

– Zrób to – polecił.

- Layne!

- Jak twoi adwokaci powiedzą ci, że to, co masz, nie pozwala ci wypieprzyć go tak mocno, że ponownie rozważy zaczęcie każdego nowego związku, powiedz to mi, mała. Znajdę na nim dość gówna, żeby musiał przenieść się do innego stanu.

Nie mówiła. Po prostu patrzyła na niego z rozchylonymi ustami.

Kiedy to trwało chwilę, powtórzył - Weź to mieszkanie.

Milczała.

Więc Layne podjął decyzję.

Zostawił ją na schodach i podszedł do drzwi.

Otworzył je i blondynka była na zewnątrz ze swoją komórką.

Odwróciła się twarzą do niego, a Layne oświadczył - Ona to bierze.

*****

– Nie mogę tego zjeść – oznajmiła cicho Rocky, a Layne spojrzał na nią.

Stali trzy kroki od stoiska jedzeniem, a on właśnie podał jej hot-doga i napój, a ona wyglądała, jakby miała się pochorować lub uciec.

Wiedział, dlaczego straciła apetyt.

Właśnie przeszli całą długość boiska od wejścia do stoiska z jedzeniem. Mecz trwał cztery minuty i hot dogi były już sprzedawane. A jednak Rocky i Layne, którzy wkroczyli na mecz, obejmując się ramionami, odwrócili uwagę ogromnej większości oczu na trybunach i ludzi stojących przy płocie otaczającym boisko. Rodzice patrzyli i dzieci patrzyły i nie ukrywali tego.

Otrzymali także różne pozdrowienia: od chichoczących dziewcząt, które zebrały się na odwagę, by w ostatniej chwili powiedzieć „Hej, pani Astley”, po dorosłych mężczyzn, niektórzy z nich byli żonatymi ojcami, żonatymi ojcami dzieci, które prawdopodobnie siedziały w klasie Rocky, rzucając Rocky spojrzenie i mówiąc do Layne’a „Tanner” w sposób, który można łatwo odczytać jako: dobra robota, stary.

Jakby tego było mało, Gabby, która zawsze przychodziła wcześnie, żeby usiąść w pierwszym rzędzie, na pięćdziesiątym metrze i zrobiła to przy Stew. Oznaczało to, że Rocky i Layne musieli przejść tuż przed nią, podczas gdy ona patrzyła na nich ogniem z twarzą tak twardą, że Layne nie byłby zaskoczony, gdyby się roztrzaskała.

Niemniej jednak przechylił głowę do nich obojga, trzymając ramię mocno wokół sztywnych ramion Rocky, gdy jej palce wbiły się w jego talię, a on przywitał - Gabby, Stew - Pozdrowienie, którego żadne z nich nie odwzajemniło. Następnie poprowadził Rocky tuż obok.

– Jest w porządku – zapewnił ją Layne.

– Nie jest w porządku – pochyliła się i syknęła – Widziałeś Josie?

Layne poczuł, że zmarszczy mu się brwi. – Josie?

– Josie, Layne. Josie Brand, teraz Josie Judd!

– Żona Chipa? – zapytał Layne.

– Tak – warknęła - Żona Chipa i moja najlepsza przyjaciółka. Moja najlepsza przyjaciółka, do której nie zadzwoniłam, żeby poinformować, że spotkam się z moim dawnym chłopakiem!

Jezu, to było wszystko?

Layne uśmiechnął się – Przejdzie jej to.

Uniosła ręce i prawie zgubiła wieczko kubka oraz kiełbaskę z bułki – Najwyraźniej nie znasz Josie.

O, tak. Znał Josie Brand, ale z tego, co wiedział, nie widział jej od ponad dwunastu lat.

- Pączuszku, uspokój się.

Pochyliła się bliżej - Jeśli nazwiesz mnie pączuszkiem w obecności jednego z uczniów…

Tak jak poprzedniego dnia na komisariacie, zaczepił ją za szyję i przyciągnął do swojego ciała. Obie jej ręce wystrzeliły na boki, aby uniknąć zmiażdżenia jej niezbyt ekscytującej kolacji. Tym razem, zamiast być do jego boku, była całkiem frontem i tak było lepiej. Dużo lepiej.

Zbliżył twarz do jej twarzy - Mała, nie będę cię nazywać pączuszkiem przed uczniami.

– Również mnie nie całuj – zażądała - Od jakiegoś czasu nie czytałam mojej umowy, ale myślę, że zawiera ona wyraźną klauzulę, której nie mogę obściskiwać się z naprawdę gorącym prywatnym detektywem podczas meczów piłki nożnej lub innych zajęć w szkole.

Jego ciało znieruchomiało, gdy jego umysł próbował i nie potrafił zrozumieć, jak cholernie wspaniale się czuł, że nazywała go „poważnie gorącym prywatnym detektywem”, a jednocześnie chciał, z niemałą dozą desperacji, śmiać się głośno długi pieprzony czas.

Zamiast tego zażartował - Dobrze, że byli na tyle przewidujący, by uwzględnić to w twoim kontrakcie.

– To nie jest zabawne, Layne – ostrzegła.

– Mylisz się, Raquel – odpowiedział.

Po jego słowach spojrzała w dół, co, na nieszczęście dla niej, Layne uznał za urocze.

Dlatego zapytał - Twoja umowa mówi, że nie możesz się całować, ale czy to oznacza, że nie mogę pocałować cię w szyję?

– Tak – syknęła.

- Twoje czoło? - szedł dalej.

- Tak! - Jej głos podniósł się.

- Twój nos?

- Layne, to nie jest zabawne.

Uśmiechnął się – Znowu się mylisz, pączuszku.

- Dwie sekundy i będziesz miał lodowaty napój na głowie – zagroziła.

Tego by nie zrobiła. Kiedyś groziła wszelkimi rodzajami dzikiej zemsty, ale nigdy tego nie zrobiła. Ich walki mogły czasami przybrać formę fizyczną, ale tylko w dobry sposób. Kiedyś przypadkowo spryskała jego koszulkę keczupem, ale tylko dlatego, że krzyczała, trzymając butelkę ketchupu i w tym samym czasie gestykulując. Przezabawny wyraz jej twarzy po tym, jak to zrobiła, sprawił, że zaśmiał się tak bardzo, że prawie pękł mu brzuch. Rocky robiła to samo, a wkrótce potem pieprzyli się na kuchennym stole, podczas gdy przeniósł keczup na jej koszulkę.

To wspomnienie, kiedy była przyciśnięta do jego przodu, posłużyło mu do otrzeźwienia, więc przysunął twarz jeszcze bliżej i wyszeptał – Wszystko będzie dobrze, Roc, przysięgam.

Przez kilka długich chwil wpatrywała się w jego oczy, po czym skinęła głową.

Puścił ją z przodu, ale trzymał ją za szyję i poprowadził do chłopców. To znaczy do Colta. Najlepszego przyjaciela Colta, Morrie’go, który był współwłaścicielem lokalnego baru J&J’s Saloon, wraz z żoną Colta, Feb. Loren Smithfield, lokalnym kobieciarzem, który pozostał kobieciarzem, nawet gdy był prawnie związany tylko z jedną kobietą (i w ten sposób był trzy razy) - przyzwoity facet na powierzchni, ale pod czystym dupkiem. Ricky Silvestri, który był właścicielem większości salonów samochodowych w hrabstwie i który pokazowo zdradzał dookoła swoją żonę, więc rozwiodła się z jego tyłkiem. Równie pokazowo był w niej zakochany, próbował ją odzyskać i spektakularnie mu się to nie udało. Prawdę powiedziawszy, Layne uważał, że jest przyzwoitym facetem, który płacił należną pokutę za bardzo poważny błąd. I na koniec, Joe Callahan, sąsiad Colta z przeciwnej strony ulicy, dobrze znany, szanowany specjalista ds. bezpieczeństwa, poważny twardziel i człowiek, którego Layne miał nadzieję, że Jasper nie wkurzy, kiedy w końcu zacznie spotykać się z pasierbicą Cala.

Zbliżyli się, chłopcy uśmiechali się do Rocky, wszyscy byli przyjaźni, z wyjątkiem Smithfielda, który był jawnie flirciarski i sprawił, że Layne starał się powstrzymać przed wbiciem Smithfieldowi zębów w gardło, a potem usiedli przy barierce. Rocky zaczęła jeść swojego hot doga, a jego oczy powędrowały na boisko.

Jasper był starterem i był nim od połowy pierwszej klasy. Było niezwykłym wyjątkiem, by dzieciak z tego miasteczka – raju dla wszystkich sportów, a zwłaszcza futbolu, skoro drużyna w ciągu ostatnich dwóch dekad dziewięć razy udała się lub wygrała rozgrywki stanowe – w pierwszej klasie dostał się do drużyny uniwersyteckiej. Jasper zrobił to grając w ofensywie. Teraz grał tam, był szarżującym. Był obserwowany i Layne miał cholerną nadzieję, że ktoś wciągnie jego chłopca nawet na częściową przejażdżkę, ponieważ jego oceny z pewnością nie dałyby mu szansy na college.

Tripp zaskoczył go, idąc w ślady brata. Też wszedł do reprezentacji, chociaż był w pierwszej klasie. Layne wiedział, że jego syn był dobry, widział go grającego w gimnazjum i wcześniej. Zawsze świecił tak jasno, że inni gracze nie istnieli na boisku. Ale to zawsze była zabawa z dzieciakami w jego wieku. Dlatego Layne myślał, że chłopcy z liceum go przeżują.

Tak się nie stało. Tripp stał się wszystkim, tylko nie Tripp’em na boisku. Jeszcze nie był tak wysoki jak jego brat, ale szybszy, zwinniejszy i zimny jak lód. Grał na boisku, a kiedy był na boisku, skupiał się tak intensywnie, że było jasne, że świat poza tymi stu jardami przestał istnieć.

Gdyby Tripp się rozszerzył, co prawdopodobnie zrobi w przyszłym roku, musiałby znaleźć inne stanowisko. Na razie tam właśnie był, co było niefortunne.

Syn trenera Adriana Cosgrove był seniorem, szerokim odbierającym i to niezbyt dobrym. Tripp nie grał zbyt wiele, ponieważ Cosgrove chciał, żeby jacyś zwiadowcy przyjrzeli się jego chłopcu.

Layne podejrzewał, że byłoby to niepopularne, ponieważ za każdym razem, gdy Tripp grał, było jasne, że może biegać wkoło wokół dzieciaka Cosgrove’a. Wściekli fani Bulldogs, którzy żyli i oddychali futbolem w szkole średniej, nie dbali o dzieciaka Cosgrove’a. Zależało im na wygranej i nie znosiliby długo nepotyzmu.

Cosgrove również był lubiany, bo odkąd trzy lata temu przeniósł się z asystenta trenera, aby przejąć pracę ukochanego, długoletniego trenera, Bulldogs nie wyszły poza regionalne. Czuł gorąco i rozchodziły się nieprzyjemne plotki o temperamencie Cosgrove’a. Layne nie wiedział, czy to prawda, a ani Jasper, ani Tripp nie podzielili się tym, co Layne uznał za kolejny punkt przyszłego planu rozmowy przy śniadaniu.

Niestety, wszystko to stało się oczywiste w drugiej kwarcie, kiedy syn Cosgrove zszedł z boiska do gry, Cosgrove wysłał Trippa, a następnie zapowiedział grę podającą. Jeśli chciał, żeby jego chłopak błyszczał, była to głupia decyzja, ponieważ Tripp był cholernie dobry, ale kiedy nie było go na boisku, ich gra była śmieciowa. Nawet jeśli inny odbierający był otwarty, każde długie podanie było rzucane do syna Cosgrove’a, który nie złapał ani jednego rzutu, a nawet został dwukrotnie przechwycony. Jedynymi złapanymi podaniami były krótkie strzały, złapane i prowadzone przez Jaspera.

Dlatego też, gdy piłka została wprowadzona do gry, Tripp wystrzelił do przodu, otworzył się w ciągu kilku sekund, a rozgrywający pod taką pewną presją odpuścił. Piłka została wyrzucona wysoko, ale Tripp podskoczył na co najmniej metr w górę, wyciągając rękę do maksimum, przechwycił podanie, pociągając pieprzoną rzecz w dół opuszkami palców. Trzymał piłkę blisko siebie, schylił głowę, odbił dwa wślizgi i przebiegł czterdzieści trzy jardy, aby przyłożyć.

Tłum wpadł w szał, szalał każdy po purpurowej i białej stronie, w tym Rocky stojąca przed nim. Z rękami wyprostowanymi w powietrze podskakiwała w górę i w dół na swoich wymyślnych butach, jej koński ogon machał dziko prosto w jego twarz. Krzyczała bez najmniejszego choćby śladu przyzwoitości, jaką nauczycielka literatury angielskiej w liceum powinna pokazywać na zajęciach w szkole.

- To jest to, Tripp! – krzyknęła, gdy Tripp zbiegł z pola tuż przed nimi, szarpiąc paski ochraniacza podbródka. Usłyszał ją i jego wzrok powędrował do ogrodzenia - Rządzisz! - wrzasnęła, wskazując na niego.

Takie było jego uwielbienie Rocky, że tym razem intensywność Trippa omsknęła się. Uśmiechnął się do niej przez ochraniacz na twarzy, a potem został brutalnie przypięty do góry hełmem, który wyszedł spod dłoni trenera Cosgrove’a, powodując, że głowa Trippa szarpnęła się nienaturalnie w kierunku poduszki naramiennej. Tak mocno, że kask Trippa został zerwany z głowy.

Następnie Cosgrove raz, dwa, trzy razy pchnął poduszkę Trippa, aż w końcu Tripp zaczął się cofać, nie mogąc wytrzymać wyraźnej przemocy ciosów, kiedy Cosgrove przeszedł przez czwarte, piąte i szóste uderzenie, a potem się zatrzymał.

- Myśl o grze, Layne! - Cosgrove ryknął głosem, który się poniósł.

Tłum, widząc to, ucichł i Rocky znieruchomiała przed Layne’em, ale Layne tak naprawdę tego nie zauważył. Jego wzrok zamglił się, jego ciało było usztywnione, jego pięści zacisnęły się, a usta wyschły.

– Tanner – mruknął Colt i Layne poczuł, że jest blisko.

Kiedy Rocky usłyszała Colta, poruszyła się, ocierając się ramieniem o jego klatkę piersiową, gdy odwróciła się do niego, ale jego oczy były utkwione w synu stojącym z boku. Tripp patrzył na swoje korki, podczas gdy Cosgrove stał blisko, z ustami przy uchu Trippa, ślina wydobywała się z jego ust z siłą jego nieustannej tyrady, którą wykrzykiwał o pięć centymetrów od ucha chłopca.

- Zwracasz uwagę na mnie i na to, co dzieje się na tym boisku! Nie obchodzi mnie, czy pojawi się Najświętsza Maryja Panna i krzyczy na ciebie. Trzymaj swoją pieprzoną głowę w grze!

- Przestań, trenerze!

Layne usłyszał to i wiedział, że to pochodziło od Gabby, ale nie poruszył mięśniem.

– Layne – szepnęła Rocky i poczuł jej dłonie na swoim brzuchu.

- Słyszysz mnie? - ryknął Cosgrove.

- Słyszę, trenerze - Layne usłyszał odpowiedź Trippa.

- Dobrze. Ławka. - Cosgrove wskazał ręką ławkę, a Tripp nie wahał się usiąść. Pochylił się, żeby podnieść hełm, z pochyloną głową. Nie odrywając oczu od korków, jak najszybciej odwrócił się plecami do trybun i posadził tyłek.

– Layne, kochanie – szepnęła Rocky i spojrzał na nią, by zobaczyć, jak jej głowa jest zwrócona w stronę Trippa. Musiała wyczuć jego spojrzenie, ponieważ szybko odwróciła się do niego.

Patrzył jej w oczy i próbował znaleźć powód, by nie przeskoczyć przez ogrodzenie i nie oderwać głowy Cosgrove’a.

- Layne, stary, jesteś okej? - Morrie też był blisko i położył dłoń na ramieniu Layne’a.

– Nie dotykałbym mnie teraz – powiedział cicho Layne, a ręka Morrie’go natychmiast zniknęła z jego ramienia.

– Morrie zapytał, czy jesteś okej, Tanner – powiedział cicho Colt.

– Tak – skłamał Layne.

Jego przyjaciele trzymali się blisko, podobnie jak Rocky, Rocky robiła to, przechodząc do jego boku, owijając go ramionami i kładąc głowę na jego ramieniu.

To było dobre. To było bardzo dobre. Ale nie oderwało ani jednej warstwy grubej ściany furii, która go otaczała, a on pozostał nieruchomo, nie poruszając mięśniem aż do przerwy, kiedy Rocky przyciągnęła jego uwagę, naciskając na niego.

Spojrzał na nią dopiero po tym, jak stracił z oczu obu swoich chłopców, kiedy weszli do szatni.

- Chcesz napoju? - zapytała cicho.

– Nie – odpowiedział.

- Kawy?

- Nie.

- Kakao?

- Nie.

- Wszystko okej? - zapytała.

- Nie.

- O, rany - wyszeptała, a potem poczuł, jak jej ciało podskakuje w jego ramionach, jej ramiona poluzowały się i odsunęła się.

Zobaczył, że rozgląda się wokół niego i usłyszał, jak Silvestri mamrocze - O kurwa - a kiedy odwrócił się i zobaczył Gabby, Stew ciągnącego się za nią, trzymającego się nisko.

- Przestaniesz przytulać się do swojej dziewczyny na wystarczająco długo, by coś z tym zrobić - dźgnęła palcem na boisko - Tanner? - Pochyliła się do niego antagonistycznie - Hmmm?

– Nie teraz, Gabby – mruknął Layne.

- Tripp jest tak cholernie podekscytowany, że jego tata wali Wyniosłą i Wielką Raquel Astley, on nie ma swojej jebanej głowy w grze! - pisnęła.

Zanim Layne zdążył coś powiedzieć lub znaleźć powód, dla którego nie powinien oderwać głowy mamie swoich dzieci, odezwała się Rocky.

- Przepraszam - powiedziała natychmiast - Nie powinnam…

- Nie, nie powinnaś! - Gabby wrzasnęła.

– Myślę, że musisz się uspokoić, kobieto – zasugerował Joe Callahan w sposób, który brzmiał bardziej jak ostrzeżenie.

- Jest okej. To była moja wina – stwierdziła Rocky.

- Cholerna racja, tak było - warknęła Gabby.

- Nie, nie było - powiedział Layne głosem przypominającym dudnienie, a jego oczy skierowały się na Gabby - Zajmę się Cosgrove.

- O tak? Jak? - Gabby odpaliła.

- Nie martw się tym i… - zawahał się, szukając kontroli - nigdy… - zawahał się ponownie, tracąc kontrolę, którą znalazł i szukając jej ponownie – … więcej nie mów do Rocky lub o niej w ten sposób. Słyszysz mnie?

- Musisz żartować! - krzyknęła Gabby - Ona jest poza domem męża od miesiąca, a ty jesteś w jej majtkach!

Layne zrobił krok w jej stronę. Gabby cofnęła się o krok. Stew, jak Layne zauważył z niesmakiem, cofnął się o dwa pieprzone kroki, pozostawiając Gabby na pożarcie. A Colt i Cal stanęli po jego bokach.

- Twoja sytuacja jest niepewna, Gabby - poinformował ją niskim głosem.

Miał świadomość, że mają publiczność i że publiczność słucha - Nie popychaj mnie. Rozumiesz?

- Idź do diabła, Tanner! - krzyknęła.

Odwrócił się od niej i wrócił do Rocky. Potem objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Poczuł, jak napięcie opada z otaczających go chłopców i wiedział, że Gabby i Stew się wycofali, a dopiero wtedy pochylił głowę i zobaczył, że wpatrywała się w szczyt ogrodzenia i przygryzała wargę.

- Pączuszku - zawołał cicho i patrzył, jak jej głowa odchyliła się do tyłu.

Kiedy spojrzał jej w oczy, zauważył - Jeden ex za nami, jeden do podejścia. Jesteśmy w połowie drogi.

Patrzyła na niego przez chwilę.

Potem pokazała mu dołeczek.

*****



[1] Chevrolet Suburban, duży SUV

4 komentarze: