niedziela, 12 czerwca 2022

14 - Boisz się ciemności

 

Rozdział 14

Boisz się ciemności

 

 

 

Layne wpuścił Rocky do domu i w tym samym czasie Blondie zaatakowała ich oboje.

Rocky przejęła kontrolę i wepchnęła psa do kuchni rękami i nogami, drapiąc przy tym Blondie za uszami.

Layne zobaczył notatkę na wyspie i nie podniósł jej, by przeczytać, ponieważ wielkie czarne bazgroły można było odczytać z drugiego końca pokoju.

- Wyszedłem - to było wszystko, co napisał Devin.

Layne uśmiechnął się na wiadomość, gdy podszedł do przesuwanych szklanych drzwi, rozbroił alarm, który zawsze był ustawiony na drzwi i okna, ponieważ pies by go uruchomił, gdyby użył czujników w domu. Wyciągnął stalowy pręt przy drzwiach i otworzył je. Blondie natychmiast straciła zainteresowanie Rocky i wybiegła za drzwi.

- Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego, kiedy pracujesz, nie powinnam po prostu spać w mieszkaniu? - Layne usłyszał pytanie Rocky.

Layne zasunął drzwi i odwrócił się do niej.

Odbyli tę rozmowę w samochodzie. Myślał, że ją przekonał. Najwyraźniej Rocky pozostała nieprzekonana.

– Ponieważ wystarczająco dużo ludzi w mieście widziało, co się dziś wydarzyło, co oznacza, że większość mieszkańców miasta usłyszy o tym przed wschodem słońca. Po tym, jak to gówno poszło ze mną i Jasperem, spodziewaliby się, że moja kobieta okaże wsparcie, a nie będzie spać we własnym łóżku – Layne powtórzył kwestię, którą przedstawił w drodze do domu.

Znowu, wiedział, że to kiepskie.

I znowu wydawało się, że to kupuje, choć z wahaniem.

Przygryzła wargę, odpuściła i zauważyła - Ale mój samochód jest w moim domu, nie będą wiedzieli.

Layne pomyślał o Natalie, a potem pomyślał o gadulstwie Natalie.

– Będą wiedzieli – odpowiedział.

Wyraźnie się zdenerwowała i zawołała - Layne! Nie obserwują tego uważnie!

Potrząsnął głową – Mylisz się, mała.

Patrzyła na niego. Wytrzymał jej spojrzenie.

Potem powiedział cicho – Szykuj się do łóżka, Roc.

– Layne…

- Łóżko, pączuszku, muszę już iść.

Wpatrywała się w niego trochę dłużej. Potem to kupiła i Layne wiedział o tym, ponieważ westchnęła głośno i ciężko, pomaszerowała do schodów i wspięła się po nich.

Layne patrzył, aż okrążyła szczyt i zniknęła. Potem poszedł za nią.

Zanim wszedł po schodach, Rocky zniknęła w jego pokoju.

Layne zapalił światło nad biurkiem i wyjął z szuflady aparat cyfrowy. Sprawdził baterie i kartę pamięci, po czym złapał zapasowe z obu.

Otworzył szufladę kluczem przyklejonym do jednej z szafek w szafce do spodu, wyszarpnął go, otworzył szafkę i zdjął skórzaną kurtkę, zarzucając ją na oparcie krzesła. Wyciągnął kaburę naramienną z wysuniętą dwudziestką dwójką, sprawdził jej magazynek i zawiesił ją sobie na ramionach. Potem wyciągnął kaburę z kalibrem 38 i przypiął ją do paska. Devin nauczył go, że nigdy nie można być zbyt ostrożnym, a jedna część tego dotyczyła siły ognia. Odkąd Devin go tego nauczył, Layne dowiedział się, że Devin miał rację, a życie dowiodło, że Layne miał szczęście, że nauczył się tego przed nauczeniem się tego na własnej skórze.

Layne zamknął szafkę, schował klucz, włożył płaszcz, wrzucił baterię i kartę pamięci do kieszeni i poszedł do sypialni.

Rocky wychodziła z łazienki w jego koszulce.

Layne nie wahał się. To był czas zapowiedzi. Przywracała sobie tarczę, a jego zadaniem było zburzenie jej od razu.

Podszedł blisko, owinął ramieniem jej talię i przyciągnął ją do swojego ciała.

Odchyliła głowę do tyłu i położyła ręce na jego klatce piersiowej - Layne.

Jego druga ręka złapała jej kucyk. Złapał gumkę, zsunął ją i rzucił przez pokój w kierunku swojej komody, gdzie ślizgała się po górze, by zniknąć, prawdopodobnie na zawsze, albo do chwili, gdy ruszyłby komodę.

Dobre miejsce na to.

- Layne! - Rocky warknęła i popchnęła jego ramiona.

Spojrzał na nią, jej włosy były rozsypane wokół twarzy i ramion, jej oczy zapłonęły. Potem zgarnął jej włosy w dłonie, chwycił tył jej głowy, przechylił go na bok i jego usta opadły na jej.

Otworzyła je, prawdopodobnie po to, by ponownie przywołać jego imię, co nie było dobrym posunięciem.

Layne wykorzystał to, wsunął język prosto do jej słodkich ust i pocałował ją, głęboko, mokro, mocno i przez bardzo długi czas. Minęło kilka dni, potrzebował swojej poprawki. Więc wziął go i pocałował ją na tyle długo, że tracił motywację do tej misji. Wystarczająco długo, by jej palce zacisnęły się wokół krawędzi jego kurtki, a ona trzymała go i przyciągała do siebie.

Pomyślał, że to powinno wystarczyć. Na razie.

Uniósł głowę i zobaczył, że jej oczy są rozkojarzone, kiedy wpatrywała się w niego.

Była wytrącona z równowagi, tarcza opuszczona, idealnie.

Podniósł rękę, by objąć jej szczękę i przesunął kciukiem po jej kości policzkowej, gdy szepnął - Śpij dobrze, pączuszku.

Jego kciuk przesunął się do jej ust, więc zarówno poczuł, jak i usłyszał jej oddech - Okej.

Uśmiechnął się do niej, odwrócił i wyszedł z pokoju, chwytając aparat, zanim zszedł po schodach. Wpuścił Blondie, zabezpieczył drzwi, nastawił alarm i wyszedł z domu.

Kiedy Layne przybył do baru, zobaczył, że Ryker nie był w nastroju na drinka i spotkania towarzyskie. Stał przed frontowymi drzwiami, ramiona i podeszwa jednego buta przylegały do ściany, motocyklowa była kurtka rozpięta i Layne miał rację, kolejny czarny podkoszulek był rozciągnięty na jego masywnej klatce piersiowej. Cieszył się papierosem, ale rzucił go szerokim łukiem, gdy zobaczył, jak Suburban wjeżdżał na parking. Odepchnął się od ściany, a Layne zatrzymał SUV’a przed drzwiami.

Layne spojrzał na zegar na desce rozdzielczej, gdy Ryker złożył swoje ogromne cielsko na siedzeniu pasażera. Była jedenasta siedem.

Ryker zatrzasnął drzwi i natychmiast sięgnął między nogi, by odsunąć siedzenie o dwa centymetry, które musiało ustąpić, a potem wyregulował oparcie tak, by było prawie całkowicie rozłożone, jakby przygotowywał się do rejsu ze swoimi ziomkami.

– Spóźniłeś się – zauważył Ryker, stękając, gdy już się usadowił, a Layne przyspieszył, żeby zawrócić dookoła parkingu.

– Potrzebowałem czasu, żeby powiedzieć dobranoc mojej kobiecie – odparł Layne.

– Przyjmę tę wymówkę – wymamrotał Ryker.

To było szalone, ale Layne nie mógł na to poradzić. Zaczynał lubić tego faceta.

Gdy Layne prowadził, Ryker udzielił mu wskazówek, a także przekazał mu informacje. Jechali do magazynów na Speedway i Layne od razu wiedział, dlaczego był to punkt płatniczy. Łatwy dojazd, a jednocześnie na uboczu. Sąsiedztwo nie było blisko, nie było też świetne, a oświetlenie było gówniane, co oznaczało, że czynsz za mieszkania był albo niski, albo ludzie, którzy tam wynajmowali, byli głupi. Nikt w pobliżu nic nie słyszał ani nie widział, a światło było tak słabe, jeśli ktoś był w pobliżu, nie mogli być pewni, co widzą.

Layne wyłączył światła, zaparkował za jednostką, wysiedli, a Ryker poprowadził ich na ich pozycję.

Kiedy Ryker wyszedł ze swojego SUV-a, Layne zauważył, że miał czterdziestkę piątkę wsuniętą z tyłu dżinsów i nie chował wielkiego noża przypiętego do paska. Może zaczynał lubić Ryker’a, ale nadal mu nie ufał, więc trzymał się za nim.

Ryker nie wydawał się mieć nic przeciwko.

Temperatura spadła, a przenikliwy wiatr nie ucichł. Było cholernie mroźno, był na Speedway, w ciemności, z mężczyzną, któremu nie ufał, który był trochę wariatem, przykucnięty obok wielkiego pojemnika na śmieci, a miękkie, ciepłe ciało Rocky było w domu, w jego koszulce, w jego łóżku.

Zdecydowanie potrzebował nowej pracy.

Czekali dwadzieścia minut, a rozmowa była rzadka, jakby nie istniała, co oznaczało, że było to długie dwadzieścia minut. Wtedy podszedł facet.

Metr sześćdziesiąt siedem, może siedemdziesiąt, szczupły, miał pół czupryny, a jej czubek był tak łysy, że świecił w słabym świetle oświetlającym magazyn. Nosił granatową wiatrówkę, która prawdopodobnie nie robiła gówna, by zatrzymać wiatr.

Na piersi logo firmy. Chinosy. Widocznie nerwowy. Layne określił go jako informatyka lub księgowego. Prawdopodobnie informatyk.

Patrząc na faceta, Layne miał nadzieję, że miał pieniądze. Potrzebował odstawić Stew od życia synów i Gabby, ale nie chciał patrzeć, jak Stew pracuje nad tym facetem. Niespecjalnie chciał patrzeć, jak Stew pracuje nad kimkolwiek, ale szczególnie nie nad tym facetem.

Stew i jego trzyosobowa załoga przybyli dziesięć minut później. Facet był już zdenerwowany, zanim tam dotarli, a gdy tylko ich zobaczył, stał się roztrzęsiony.

Cholera, nie miał pieniędzy.

Layne ocenił scenę. Stew nie potrzebował ekipy, żeby poradzić sobie z tym facetem. Zwłaszcza tej ekipy bandytów. Przyprowadził ich, bo był dupkiem.

Layne podniósł aparat, szybko i fachowo wyregulował teleobiektyw i zaczął fotografować.

Gdy tylko Stew dotarł do niego, facet wręczył mu kopertę.

Stew wziął go, pochylił nad nim głowę, przejrzał to, co było w środku, wręczył pomagierowi za plecami, a potem odwrócił się i walnął faceta pięścią w kość policzkową.

To było. Koperta była lekka.

Layne odepchnął instynkt i dalej strzelał fotki, gdy Stew uderzał pięściami w informatyka, dopóki ten nie upadł, a potem cztery razy kopnął go w żebra.

Facet zwinął się w kłębek na chodniku, jęcząc głośno i przeraźliwie - To wszystko, co mam! - kiedy Stew zatrzymał się, pochylił, powiedział do faceta coś, czego Layne nie mógł usłyszeć, z palcem skierowanym ku jego twarzy. Podniósł się, kopnął go jeszcze raz, a potem stanął nad facetem, patrząc w dół.

W tym momencie Layne zrozumiał, dlaczego Ryker powiedział, że Stew ma szczególny talent.

Facet był powalony, zastraszony i pobity, krwawił z twarzy i prawdopodobnie miał jedno lub więcej złamanych żeber. Wiadomość została dostarczona i, patrząc na niego, można było powiedzieć, że facet namówi swoją babcię do sprzedaży osocza, aby następna płatność nie była lekka.

Stew wciąż wyciągnął pistolet z dżinsów i wiercił kulę w udo leżącego mężczyzny. Facet krzyknął w agonii i zwinął się głębiej, tuląc swoje udo.

Rana na ciele krwawiła jak sukinsyn i bolała gorzej, ale to było zdecydowanie przesadzone.

Potem Stew kopnął go ponownie, tym razem w kręgosłup, odwrócił się, szarpnął głową na swoją załogę i wszyscy zniknęli.

Layne spiął się, by ruszyć w stronę faceta, ale Ryker zacisnął mięsistą dłoń na jego ramieniu.

– Skup się, bracie – szepnął - Dzisiaj jesteś bohaterem dla swoich chłopców, nie dla tego faceta. Chodźmy. Baranski jeszcze nie skończył.

Layne zacisnął zęby, wiedząc, że Ryker ma rację. Byłoby to właściwe, ale bycie widzianym naraziłoby na szwank misję. Ludzie mówili, nawet jeśli kazałeś im trzymać japy zamknięte. Nie potrzebował ujawnienia obecności jego i Ryker’a na tej imprezie.

Chociaż Ryker miał rację, a Layne był tym wkurzony, nadal poruszał się w cieniu za Ryker’em do przedmieścia. Kiedy znaleźli się w kabinie, wciąż patrzyli na tego faceta, a Layne czekał z Ryker’em, obaj milczący, aż facet podniósł się na nogi, z ramieniem owiniętym wokół żeber, zgięty prawie wpół z drugą ręką na udzie. Krew sączyła się między jego palcami i umknął w noc, ciągnąc swoją ranną nogę.

Kiedy stracili go z oczu, Ryker mruknął - Założę się, że ten gnojek stracił ochotę, by odwiedzić tor w najbliższym czasie.

Layne zwrócił się do Ryker’a, nie w nastroju do pojednania - Stew ma inną zbiórkę?

Ryker potrząsnął głową. Layne czuł w ciemności jego wzrok na sobie i nie miał dobrego przeczucia, gdy zobaczył biel uśmiechu Ryker’a.

- Nie. Po wykonaniu pracy robi się napalony.

- Powtórz? – zapytał Layne.

- Twojej byłej nie spodobają się te zdjęcia, które właśnie zrobiłeś, ale wciągnął ją głęboko i on o tym wie. Jak chcesz mieć pewność, że kobieta odstawi mężczyznę, pokazujesz jej zdjęcia tego mężczyzny, który kręci inną kobietę. Nawet Baranski nie jest na tyle głupi, że jakbyś pokazywał mu tego rodzaju zdjęcia, to on nie wiedziałby, że jego czas w Domu Wolnej Przejażdżki Dużej Mamy dobiegł końca.

To się tylko pogarszało bardziej i bardziej.

Jezu.

– Wiesz, gdzie będzie? – zapytał Layne, ale wiedział, że Ryker wie.

– Tak – Ryker brzmiał, jakby się śmiał - Przepraszam, bracie, zaraz pokażę ci jedyną rzecz, która może zniechęcić cię do tego, co czeka na ciebie w domu.

– Świetnie – mruknął Layne i, z chichotem Ryker’a, uruchomił SUV-a.

Ryker zaprowadził go do przyczepy kempingowej tuż za miasteczkiem. Po przemyśleniu tego, Layne wiedział, że druga kobieta Stew mogła nie nosić dodatkowych kilogramów, jak Gabby, na swoim ciele i nie posiadać dwóch chłopców spłodzonych przez innego mężczyznę, ale nie musiała być też supermodelką.

Layne wyłączył światła, gdy Ryker powiedział mu, że podjeżdżają bliżej, zaparkowali zgodnie z instrukcjami Ryker’a i obaj przeszli przez zimną, cichą ciemność parkingu przyczep. Kiedy dotarli do przyczepy wskazanej przez Ryker’a, jeden koniec był oświetlony, a zasłony rozsunięte. Ryker trzymał się z dala i obserwował, jak Layne zbliżał się do przyczepy.

Kiedy Layne tam dotarł, zobaczył, że Stew już świętuje, a informacje Ryker’a, które już okazały się prawdziwe, stały się jeszcze bardziej. Była naga, na rękach i kolanach, absolutnie nie była supermodelką, Stew był za nią nagi i brał ją przez tylne drzwi. Nie ładne.

Usta Layne’a napełniły się śliną, którą połknął.

Jezu.

Zdecydowanie potrzebował nowej pracy.

Nie marnował czasu i nie próbował się ukrywać. Robił to wystarczająco często. Nawet gdy stał tuż przy oknie, nie zauważyliby go. Oboje koncentrowali się na innych rzeczach. Layne zrobił swoje zdjęcia, odsunął się od okna, przykucnął plecami do przyczepy i przewinął to, co widział na ekranie z tyłu aparatu. Uznał, że ma już dość, a jednocześnie zdecydował, że po wydrukowaniu tych zdjęć zniszczy kartę pamięci i aparat.

Jego oczy powędrowały do Ryker’a i skinął głową. Ryker skinął głową i podeszli do SUV’a.

Kiedy byli w drodze, Ryker powiedział - Podrzuć mnie do mojej dziecinki.

- Masz to.

Ryker skierował go do dzielnicy w miasteczku. Niższa klasa średnia, schludne, ale malutkie domki, którymi ludzie się opiekowali. Layne wjechał na wskazany przez Ryker’a podjazd i gdy tylko się zatrzymał, zapaliło się zewnętrzne światło. Przy drzwiach wisiała czarna flaga z pomarańczową dynią, a przy frontowych schodach trzy rzeźbione latarnie w kształcie dyni.

Layne był lekko zaskoczony, że Ryker posuwał dziecinkę, która mieszkała w zadbanej dzielnicy, przed jej drzwiami powiewała flaga z dynią, a na schodach były dyniowe latarnie.

Bardziej się zdziwił, gdy otworzyły się frontowe drzwi, w których stanęła długonoga kobieta z masą kręconych rudych włosów, jej cienki, krótki szlafrok nie zakrywał wiele z jej fenomenalnej sylwetki, ale też jej nie eksponował. Wpatrywała się w SUV’a, rozbudzona, ale gotowa do spania i do tego, co się tam mogło wydarzyć. Czekała na swojego mężczyznę.

Layne spojrzał na Ryker’a i zauważył - Nieźle.

Na słowa Layne’a Ryker zwrócił się do niego i powiedział - Piecze chleb dyniowy, który powinien zdobywać nagrody i to samo można powiedzieć o sposobie, w jaki robi laskę. Poważnie, bracie, za każdym razem, gdy na mnie schodzi, przysięgam, za każdym razem, mój kutas eksploduje. Jest taka dobra.

Layne pokręcił głową - Już mam wypalone w moim mózgu, jak Stew robił jego kawałek, Ryker, teraz jesteś po prostu okrutny.

Ryker posłał mu swój brzydki uśmiech, otworzył drzwi i wysiadł z taksówki. Layne cofnął SUV’a, wyjechał, ale dostrzegł Ryker’a wchodzącego do domu, jego ogromne ciało zasłaniało kobietę, ale obejmował ją ramieniem, pochylił szyję, by na nią spojrzeć, szurając jej plecy. Ryker kopnięciem zamknął drzwi, a oczy Layne’a wróciły na drogę.

Pojechał do domu i nie zauważył żadnego Calais przy krawężniku ani na podjeździe, a kiedy drzwi garażu podniosły się, żadnego Chargera. Seth najwyraźniej postanowił stawić czoła ojcu i Layne miał nadzieję, że nie podjął złej decyzji.

Layne wszedł do domu, a Blondie podeszła do niego, przygotowana do powitania, ale schyliła głowę. Szybko ją potarł, po czym ruszył w górę po schodach, Blondie podążała za nim i rozdzielili się na górze, bo Blondie zmierzała do otwartych drzwi Jaspera. Zrzucił kurtkę i zarzucił ją na oparcie krzesła przy biurku. Potem zamknął broń i aparat w zamykanej na klucz szafce i wszedł do swojego pokoju.

Zatrzymał się po swojej stronie łóżka. Światło księżyca wpadało przez wszystkie trzy okna, zasłony były rozsunięte, Rocky po jej stronie łóżka zwinęła się ciasno w kłębek. Sięgnął pod poduszki, wziął piżamę i nie zawracał sobie głowy chodzeniem do garderoby, żeby się przebrać, zrobił to właśnie tam.

Następnie podszedł do okien i zaczął zasuwać zasłony. Był przy trzecim oknie, kiedy usłyszał Rocky.

- Co robisz?

Odwrócił się do niej i cicho odpowiedział - Zamykam nas, mała.

Patrzył, a światło księżyca z zewnątrz okna, którego nie zasłonił, oświetlało ją, gdy odrzuciła kołdrę i wstała z łóżka.

Podeszła do jednego z okien, które zrobił i odsunęła zasłony.

Co do cholery?

– Roc…

Odwróciła się do niego i szepnęła - Jest za ciemno.

Okej, znowu… co do cholery?

Nigdy nie bała się ciemności.

- Rocky, musimy zaciągnąć zasłony.

Pokręciła głową i podeszła do okna obok tego, przy którym był - Nie.

Podszedł do niej, gdy odsunęła jedną stronę zasłony i zapytał o to, co miał na myśli - Mała, co do cholery?

– Jest za ciemno – powtórzyła.

- Nie potrzebujemy, żeby ludzie nas widzieli, Roc, a są ludzie, którzy będą patrzeć.

– Jest za ciemno – powtórzyła.

Przesunęła się, żeby go minąć, by dostać się na drugą stronę zasłon, a on złapał ją, obejmując ramieniem jej brzuch. Zatrzymała się i spojrzała na niego.

- Rocky…

– Potrzebuję, by były odsłonięte, Layne - Próbowała się od niego oderwać, ale zacisnął ramię, owijając je wokół niej, by przyciągnąć ją do swojego przodu.

– Nie możemy spać z nimi otwartymi, Roc, zbyt duża ekspozycja.

– Potrzebuję ich otwartych – powtórzyła.

- Przykro mi, pączuszku, to się nie stanie – powiedział jej, czując, jak jej ciało twardnieje, nie ze złości, na coś innego. Coś, co zaczęło przesączać się do pokoju. Coś niedobrego i nie właściwego.

– Potrzebuję ich zasłoniętych – szepnęła z nagle drżącym głosem.

Layne poczuł to i podszedł ostrożnie, kiedy przypomniał jej - Mała, spałaś z zasłoniętymi przez ostatnie trzy noce.

– Tak – wciąż szeptała – ale byłeś tutaj.

Ciało Layne’a stwardniało na jej słowa i wszystko, co pochodziło od Rocky, zaczęło wypełniać pokój, wciskając się w nich. Wyczuwał, że cokolwiek to było, nie miała w sobie siły, by to odeprzeć. Cokolwiek to było, on musiał to odeprzeć dla niej.

- Boisz się ciemności? - zapytał delikatnie.

Nie odpowiedziała. Zamiast tego powiedziała - Potrzebuję światła.

– Boisz się ciemności, Rocky?

– Potrzebuję światła – powtórzyła, teraz jej ciało drżało.

– Nie bałaś się ciemności dwadzieścia lat temu, Słonko.

– Nie, nie bałam – szepnęła ponownie – Bo tam byłeś.

Pieprzone piekło.

Jego ręce powędrowały do boków jej głowy i odwrócił ją, przesuwając ją do tyłu w kierunku łóżka.

- Co cię przeraża? – zapytał. Nie odpowiedziała, poza potrząsaniem głową w jego dłoniach - Co cię przeraża, mała? - Brak odpowiedzi, jej nogi uderzyły w łóżko, a on zatrzymał się, myśląc, że wie, więc wyjaśnił - Dzisiejsza noc nie była niebezpieczna, Rocky.

Próbowała odwrócić wzrok, ale trzymał jej głowę pochyloną w jego stronę, a jego twarz zbliżyła się do jej twarzy - To nie było niebezpieczne i miałem wsparcie.

Uniosła ręce i owinęła je wokół jego nadgarstków, szepcząc - Layne.

- Jestem dobry w tym, co robię – powiedział jej, a ona ponownie potrząsnęła głową w jego dłoniach, więc delikatnie ją uścisnął i przysunął się jeszcze bliżej.

- Przysięgam, jestem dobry w tym, co robię.

Spojrzała mu w oczy przez ciemność i nagle uniosła się na palcach o dwa centymetry i jej usta były na jego.

Layne nie wiedział, co się z nią działo i to go bardziej niż martwiło, ale mimo to nie zawahał się. Przyjął jej zaproszenie, przechylając głowę na bok, jego ręce przeniosły się od jej głowy do jej talii, owijając się wokół jej pleców, chwytając ją w ramiona i pocałował ją.

Po tych wszystkich snach Layne był gotowy na to, co miało się wydarzyć, i był gotowy przez długi pieprzony czas, a Rocky pokazała mu, że czuła to samo. Dawała ustami i brała rękami. Chciwa, głodna powiesiła się na nim, wciskając się w niego, komunikując potrzebę.

Rozumiał jej potrzebę. Jej potrzeba była w jego krwi, krwi, która teraz krążyła przez jego ciało i sprawiała, że jego kutas był twardy.

Włożył ręce pod jej pośladki i podniósł ją wysoko. Odrywając usta od jej ust, warknął - Kolana - a ona wiedziała, co powiedział. Kopnęła łydki do tyłu, a on ustawił ją na kolanach na łóżku.

Jego ręce powędrowały do rąbka koszulki, którą miała na sobie i znów prawie warknął, kiedy bez zwłoki jej ramiona uniosły się, by mu pomóc. Zerwał koszulkę, odrzucił ją na bok i jedną ręką powędrował na środek jej pleców, pchając ją i podnosząc, wyginając jej plecy. Pochylił się i drugą ręką uniósł jej pierś, ujął ją ustami i głęboko ssał.

Jej palce wsunęły się w jego włosy i jęknęła, wyginając plecy jeszcze bardziej, trzymając go mocno. Pociągnął mocno, a następnie zakręcił językiem, pociągnął ponownie mocno, a potem przesunął się na drugi, aby zrobić to samo. Kiedy skończył, zaciskała jego włosy w pięści i podciągnęła jego usta do swoich, a on wziął to, pocałunek głębszy, dzikszy, poza kontrolą, gdy mocno przycisnęła obnażone cycki do jego klatki piersiowej i jedna z jej dłoni wsunęła się w jego piżamę, by zwinąć się w jego tyłek. Druga weszła z przodu, aby owinąć się wokół swojego twardego kutasa i przyciągnęła go do siebie.

Chryste, była już gotowa.

Oderwał swoje usta od jej ust, a ona pogłaskała jego kutasa, po czym delikatnie przyciągnęła go do siebie, ale potrząsnął głową - M-m, mała. Jestem głodny.

Słuchał, jak złapała oddech i wiedział, że pamiętała. Mówił jej to, kiedy chciał zejść na nią, kiedykolwiek chciał na nią zejść. Podchodził za nią, kiedy zmywała naczynia. Szepnął jej to do ucha, kiedy była zwinięta do niego na kanapie. Kiedy budził ją w środku nocy lub kiedy budził się rano, chcąc jej posmakować. Doszło do tego, że jak powiedział to, ponieważ był głodny na jedzenie, a jej oczy przymrużały się, jej usta łagodniały, wiedział, o czym myślała i musiał walczyć przeciwko twardnieniu.

I wiedziała to teraz. Wiedział, że wiedziała, ponieważ odsunęła się i przewróciła na plecy. Wszedł na łóżko. Wsunął palce w jej majtki, szarpnął je szorstko w dół jej nóg i odrzucił na bok. Podciągnęła się na łóżku i rozchyliła nogi, zanim wbił kolano w materac.

Chciała tego, jego Rocky, kurwa, była wspaniała.

Przesunął ręce do miękkiej skóry wewnętrznej strony jej ud, rozłożył ją szerzej i przyłożył do niej usta. Jej biodra drgnęły i wydała kolejne miauknięcie. To w połączeniu z jej smakiem, odzyskaniu jej po tak długim czasie, oznaczało, że nie posuwał się powoli. Nie robił tego delikatnie. Po prostu wziął to. Jej stopy położyły się na łóżku i uniosła biodra, aby zaoferować więcej, sama ocierając się o niego.

Chryste, niesamowita.

Wziął, a ona dała i słuchał, jak jej podniecenie rosło, stawało się gorączkowe, jego kutas był tak twardy, że bolał go, gdy jej ręce wsunęły się w jego włosy, jej biodra uniosły się, krzyknęła, a on usłyszał i poczuł, jak dochodziła.

Zostawił ją nadal jęczącą, podchodząc w górę niej i zahaczając jej kolano jedną ręką, aby go podciągnąć, gdy wyciągnął swojego penisa z piżamy, poprowadził czubek do jej śliskiej cipki i wjechał.

Nie, mylił się. To było niesamowite.

– Layne – wydyszała, jej cipka wciąż drżała od orgazmu.

– Weź mnie, kochanie – burknął, wjeżdżając, mocno, głęboko, szybko.

– Tak – wyszeptała, unosząc drugie kolano, trzymając go mocno po bokach swoimi udami, obejmując ramionami jego ramiona.

Ukrył twarz w jej szyi i prowadził dalej - Chryste, pięknie cię czuć.

– Kochanie – sapnęła, a on to usłyszał. Kurwa, słyszał to.

Miała znowu dojść.

- O, tak - Ciągle pchał, jej ramiona zaciskały się wokół niego, pchał głębiej.

- O mój Boże.

Cholera, był blisko. Brzmiała na będącą tak blisko i miał nadzieję w Bogu, że była blisko.

Poruszył ustami w górę jej gardła, aby wziąć jej usta w pocałunku, gdy brała jego wjeżdżającego kutasa i dyszała przez jego pocałunek, a następnie głęboko ssała jego język podczas orgazmu.

Kiedy to zrobiła, Layne odpuścił i dołączył do niej, jęcząc w jej usta, gdy zakopał się do korzenia, a jego świat został wymazany ze wszystkiego oprócz jego kutasa, Raquel i piękna, które tylko ona mogła mu dać.

Kiedy skończył, pozostał zakorzeniony, ale przeniósł twarz na jej szyję i słuchał jej ciężkiego oddechu, walcząc o kontrolę nad własnym. Pozwolił minąć minutom, zanim, jedna po drugiej, przesunął jej nogi tak, że jej łydki zostały wciągnięte, a ona była owinięta wokół niego.

Odwróciła głowę tak, że jej usta znalazły się przy jego uchu - Myślę, że to jest tak prawdziwe, jak to tylko możliwe – szepnęła.

O tak, to było tak prawdziwe, jak to tylko możliwe i mniej więcej tak dobre.

Uniósł głowę i uśmiechnął się do niej w cieniu – Masz rację, pączuszku.

Poczuł, jak jej ciało twardnieje wokół niego, nawet gdy poruszała ręką, by położyć ją na jego szczęce.

- Layne… - zaczęła.

O nie. Kurwa nie.

Wyciągnął się z niej, poprawił piżamę, a następnie zsunął się z niej i wstał. Zabrał ją ze sobą i postawił na nogach obok łóżka. Znalazł koszulkę, a ona stała tam, nieruchomo, gdy naciągnął jej dekolt przez głowę, a ona wsunęła ręce.

Przyłożył usta do jej ust i szepnął - Umyj się, mała.

Pozostała nieruchoma, z głową odchyloną do tyłu, żeby na niego spojrzeć, ale szepnęła tak cicho, że trudno było usłyszeć - Pamiętałeś.

Pamiętał.

Pamiętał, że nie lubiła spać nago. Mogła zasnąć w ten sposób, ale zawsze wstawała i coś wkładała. Lubiła też myć się, kiedy kończyli. Nawet gdyby ruszali na drugą lub trzecią rundę, ona myła się po każdej. Czasami on robił to dla niej.

Tak, pamiętał. Pamiętał wszystko.

I powinna o tym wiedzieć.

Jego palce zacisnęły się wokół jej szyi i przyłożył czoło do jej, zanim powiedział - Pamiętam, Rocky. Pamiętam wszystko. Pamiętam każdą… pieprzoną… rzecz.

Jej palce zacisnęły się na jego szyi i szepnęła - Layne…

Przerwał jej rozkazując - Umyj się i wróć do mnie.

- Skarbie…

- Idź, mała, i wróć do mnie.

Zawahała się chwilę, po czym skinęła głową. Puścił ją, a ona odeszła. Zasunął zasłony i wszedł do łóżka po jej stronie. Czekał na nią pośrodku, kiedy wróciła i wśliznęła się do łóżka, a następnie natychmiast się do niego przysunęła.

- Chcesz majtki? – zapytał.

- Czy wiesz, gdzie są? - zapytała w odpowiedzi.

- Nie ma pieprzonego pojęcia - odpowiedział i usłyszał jej cichy chichot, spodobało mu się to, więc przesunął jedną rękę w dół jej pleców, podciągnął koszulkę, a następnie chwycił jej miękki, hojny pośladek.

– Nie – powiedziała cicho, gdy jego palce zacisnęły się na niej - Myślę, że nie chcę majtek.

– Dobrze – wyszeptał i wciągnął ją głębiej w swoje ciało, gdy jej ramię wślizgnęło się pod jego i wokół jego talii.

Zamilkł, tak samo jak Rocky, dopóki nie zawołała niepewnie - Layne.

Po jej tonie wiedział, dokąd zmierza.

– Nie, Roc – odpowiedział.

– Kochanie – szepnęła - To był błąd.

Jego ręka zacisnęła się na jej tyłku, jego ramię zacisnęło się wokół jej pleców, a jego głos zadudnił, kiedy odparł - Popełniłem wiele błędów w moim życiu, dopiero później wiedziałem o tym, że były błędami. Mówiąc to, pączuszku, w głębi duszy wiem, że to nie był błąd.

- Ale…

– Nie był, Rocky.

- Myślę…

Jego ręka i ramię ścisnęły ją i przestała mówić.

– Porozmawiamy jutro – powiedział jej.

- Ale Layne…

Przerwał jej - Jest ciemno.

Zatrzymała się, zanim zapytała - Co?

- Jest ciemno, mała. Boisz się?

Cisza, a potem ciche - Nie.

Nawet nie zauważyła, że zaciągnął zasłony.

Więc wskazał jej to, powtarzając - To nie był błąd.

– Okej – szepnęła.

Trzymał ją w ciemności. Było późno, a on właśnie pieprzył Rocky po raz pierwszy od osiemnastu lat. Doszedł mocno, po miesiącach marzeń o niej, każdy sen był gorący, ale to, że ją miał było znacznie, znacznie gorętsze.

Był syty, zrelaksowany, zmęczony i bliski snu, kiedy szepnęła:

– Layne?

– Tak, mała.

Usłyszał, jak jej włosy poruszają się na poduszce, zanim przytuliła się bliżej i, wciąż szepcząc, powiedziała - Jestem głodna.

Layne nagle przestał być zmęczony. Przewrócił się na plecy, przyciągając ją do siebie i znalazł jej usta swoimi.

- Zapraszam do brania, ile chcesz – zaprosił, mrucząc w jej usta, poczuł, jak się uśmiechnęła, a potem powoli schodziła w dół jego ciała i wzięła tyle, ile chciała.

Potem Layne wziął tyle, ile chciał.

Potem Rocky wstała. Włożyła z powrotem koszulkę, posprzątała, wróciła i przyszpiliła go do łóżka.

 

3 komentarze: