Rozdział 4
Robin Hood
– Layne – błagała.
Layne wciągnął mocno jej
sutek do ust.
– Layne – powtórzyła z
jękiem.
Uniósł głowę i spojrzał w
stronę jej głowy. Była wciśnięta tyłem w poduszki, jej szyja była wygięta.
– Obiecałaś – mruknął.
Podniosła głowę i spojrzała
na niego półprzytomnie. Chryste, była podniecona. To było wypisane na jej
twarzy.
Poczuł, jak boli go twardy
jak skała kutas.
Potem przyłożył do niej usta,
przesuwając je w dół jej brzucha. Zatrzymał się i pocałował ją tuż nad ciemnym
trójkątem włosów między jej nogami.
Uniosła kolana i opuściła je
na boki, ofiarowując mu się.
Kurwa, ale on ją kochał.
Usiadł między jej nogami i
przesunął lekko palcem po jej wilgoci.
Jej biodra drgnęły, a potem
jej ciało poruszyło się z podniecenia.
– Layne – powtórzyła.
Spojrzał na nią, a ona
wpatrywała się w niego z surową potrzebą na twarzy.
Jej dłonie zaciskały się na
listwach w zagłówku, co obiecała. Layne miał ją dotykać, smakować, lizać, ssać,
a ona trzymała się wezgłowia – bez względu na wszystko.
– Obiecałaś, mała –
przypomniał jej ponownie, używając palca, by prześledzić jej ścieżkę.
Niski dźwięk wydobył się z
jej gardła i głowa opadła do tyłu.
Layne uśmiechnął się.
Potem spojrzał na nią,
otworzył ją palcami i językiem zrobił to samo, co robił palcem.
Jej biodra podskoczyły. Jego
usta zamknęły się na niej, pociągnął głęboko, a potem warknął z satysfakcją na
nią, kiedy usłyszał i poczuł, jak dochodziła.
*****
Layne otworzył oczy.
Był na brzuchu, a jego kutas
był twardy. Ponownie. I obolały. Ponownie.
Przewrócił się na plecy,
mrucząc - Chryste.
Wpatrywał się w sufit. Miał
wrażenie, że spał dwie minuty, czyli mniej więcej tyle, ile w rzeczywistości
spał, skoro spędził większość nocy myśląc o Rocky, część kłócąc się z nią, a
reszta będąc wkurzony na ją.
Mimo to wciąż miał sen.
Wszystkie były inne, jedne gorętsze od innych, ale tylko w odcieniach i
stopniach.
Ten jednak był jak dotąd
najlepszy.
Wyrzucił sen z głowy, kiedy
usłyszał, że chłopcy byli pod prysznicem. Odwrócił się i spojrzał na zegar. Szósta
dwadzieścia siedem i wstali z własnej woli, a przynajmniej jeden z nich. Cud.
Dał sobie minutę na
opanowanie swojego ciała, potem wstał, poszedł do łazienki, zrobił swoje,
podszedł do swojej komody, złapał koszulkę, naciągnął ją i wyszedł z pokoju.
Najpierw sprawdził pokój Trippa. Światło włączone, łóżko niepościelone, ubrania
i gówno wszędzie, Trippa nie było. Prysznic wciąż był włączony, więc poszedł
korytarzem do pokoju Jaspera i zastał go tak samo jak Trippa. Świeciło się
światło, w pokoju był bałagan, Jaspera tam nie było.
Zszedł po schodach i w ich połowie
ujrzał Blondie na zewnątrz, dyszącą na szybę, kołyszącą się na boki i machającą
ogonem. Podszedł prosto do przesuwanych szklanych drzwi, ale odwrócił się i
zobaczył, że Tripp opróżnia zmywarkę. Kolejny cud.
– Hej, kolego – przywitał się
Layne.
Tripp spojrzał na niego i
uśmiechnął się - Cześć tato.
- Czy to Tripp? – zapytał
Layne, rozsuwając drzwi. Blondie wpadła do środka i natychmiast zaczęła tańczyć
wokół niego. Gdy pies był uwolnił drzwi, zasunął Layne je.
- Co? – zapytał Tripp, gdy
Layne podszedł do dzbanka z kawą.
- Jesteś Tripp? - powtórzył
Layne.
- No cóż… - Tripp wpatrywał
się w niego z dziwnym wyrazem twarzy - Tak.
Layne wyciągnął filtr z
ekspresu - Jesteś pewien? Widzisz, prawdziwy Tripp nie rozładowuje zmywarki,
chyba że prosiłem go dziesięć razy. Pamiętam, że prosiłem cię o to zeszłego wieczoru,
ale tylko raz. Mam jeszcze dziewięć.
Na komicznie zdezorientowanej
twarzy Trippa pojawił się uśmiech i wymamrotał - Zamknij się, tato - zanim
wrócił do zmywarki.
– Karmiłeś Blondie? – zapytał
Layne, ale wiedział, że Tripp tego nie zrobił, ponieważ Blondie tańczyła między
nim a jego synem, niepewna, który z nich szybciej zakończy jej wymuszanie.
Gdyby już była nakarmiona, wybrałaby jednego lub drugiego do drapania.
- Jeszcze nie. Właśnie
zszedłem na dół. Nie było jej zaledwie kilka minut – odpowiedział Tripp.
- Zajmę się nią, jak zrobię
kawę. Po tym, jak skończysz, zjedz śniadanie.
- Okej - zgodził się Tripp i
wsunął kilka talerzy do szafki.
Layne nastawił kawę i zaczął
karmić Blondie, ale przerwał, gdy miał już wrzucić jedzenie do brudnej miski.
Przez sekundę wpatrywał się w miskę, po czym ją wyczyścił, zanim nakarmił psa
swojego syna. Zanim odstawił miskę na podłogę, Blondie całkiem już świrowała, a
Layne dodał do swojego planu dnia wycieczkę do centrum ogrodniczego, żeby kupić
jej więcej misek, żeby mogli je wkładać do zmywarki i żeby śniadanie psa nie
było opóźnione.
Layne trzymał w dłoni kubek
kawy, jego biodra opierały się o blat przy zlewie, a Tripp siedział na wyspie,
nakładając płatki zbożowe, kiedy pojawił się Jasper. Pozwolił swojemu
najstarszemu synowi wziąć płatki i usiąść obok brata, zanim przeniósł się, by
stanąć przed nimi na wyspie.
- Wczoraj rozmawiałem z waszą
mamą. Chce, żebyście zostali ze mną w przyszłym tygodniu.
Tripp patrzył na niego, gdy
mówił, a kiedy skończył, opuścił głowę, by patrzeć na mleko w jego misce.
Jasper też na niego patrzył, ale jego głowa nie opadła. Layne patrzył, jak
gniew przemknął przez jego rysy, zanim odwrócił wzrok i Layne zobaczył skurcz
mięśnia na jego policzku.
To był kolejny powód, dla
którego wiedział, że to jego chłopcy. Poznali Stew, zanim Layne w ogóle
przeprowadził się do domu. Nie lubili go i nie lubili spędzać z nim czasu. Ale
co więcej, nie lubili go z ich mamą.
Gabby mogła być suką dla
Layne, ale kochała swoje dzieci, a one kochały ją. Layne wiedział, że z tego
powodu byli rozdarci. Po spędzeniu czasu z nią i Stew, kiedy ich odzyskiwał, obaj
byli spięci do granic możliwości i zajmowało im kilka dni, zanim się zaaklimatyzowali.
Jasper nawet nie lubił Layne’a, ale najwyraźniej lubił go bardziej niż Stew,
ponieważ odprężał się, kiedy był w domu Layne’a. Potem wracali i wszystko się
powtarzało.
Wywołało to zaniepokojenie
Layne’a, ale żaden z nich się nie podzielił i uważał, że ważne jest, aby radzili
sobie z tym tak, jak uznawali za stosowne. Potrzebowali go, potrzebowali zmężnieć
i umieć poprosić. Do tego czasu to do nich należało. Byli rozdarci, ponieważ
wiedział, że wolą być w domu Layne’a, ponieważ nie było tam Stew. Ale nie
chcieli być z dala od swojej mamy, ponieważ był tam Stew. Zastanawiał się, jak
by to czuli, gdyby nie było tam Stew. Tripp prawdopodobnie przyjąłby to ze
spokojem. Jasper prawdopodobnie byłby bardziej dupkiem.
- To dla was to spoko? –
zapytał Layne i obaj spojrzeli na niego.
- Tak - odpowiedział Tripp.
- Nieważne - mruknął Jasper.
To było najlepsze, co mógł
uzyskać od Jas’a i to przyjął.
Wtedy Jasper postanowił
wyładować swój gniew na nim i Layne wiedział o tym, bo Jasper stwierdził – Pani
Astley ma trzydzieści osiem lat.
To było dziwaczne
stwierdzenie, które prowadziło na nieznane terytorium, ale biorąc pod uwagę, że
w ogóle odnosił się do Raquel, Layne przygotował się.
– Tak – potwierdził Layne. –
Skąd o tym wiesz?
– Dzieciaki wiedzą o pani
Astley wszystko – odpowiedział Jasper.
Layne się założył, że tak.
– Miałeś dwadzieścia pięć
lat, kiedy mama mnie miała – ciągnął Jasper.
Layne przyjrzał się swojemu
synowi i podpowiedział - O co ci chodzi, Jas?
- Powiedziałeś, że mieszkałeś
z nią przed mamą – odpowiedział Jasper.
Layne nie spuszczał oczu z
chłopca.
Layne podjął decyzję, kiedy
przeprowadził się do domu, że będzie traktował swoich synów głównie jak
mężczyzn. Żaden z nich nie był już dzieckiem, niezupełnie, i obaj byli mądrzy.
Musieli skądś nauczyć się być mężczyznami, a Stew z pewnością nie nauczyłby
ich, jak być dobrymi. Więc Layne zamierzał to zrobić.
Dlatego był z nimi szczery
przez cały czas, za wszelką cenę. Musieli nauczyć się radzić sobie z tym, co
rzuciło im życie i nikt nie mógł ci powiedzieć, jak to zrobić. Trzeba było
uczyć się przez doświadczenie.
Żaden z nich nie zapytał, czemu
został postrzelony, jeszcze nie. Musiał pozwolić im posortować to, co musieli
posortować w ich głowach, a potem miał zamiar podzielić się więcej z nimi tym,
kim był i co robił. Ten czas dojrzewał, wiedział o tym.
Dlatego Layne skinął głową
Jasperowi - Mieszkałem.
Jasper zrozumiał to
spojrzenie w oczy, które przybrał, kiedy miał być bardziej nastoletnim dupkiem
niż zwykle i znów się uzbroił.
- Lubisz lolitki?
– Jas – mruknął Tripp. Nie
był też wielkim fanem występu brata, który był nastoletnim dupkiem.
Jasper zwrócił się do brata i
bronił się - Jest cztery lata młodsza od taty. Jak mieszkali razem przed mamą,
ona była nastolatką, stary.
Layne trzymał się swojej
cierpliwości i studiował swoich synów.
Potem podjął decyzję.
– Nie ruszajcie się, zaraz wrócę
– rozkazał Layne i wyszedł z kuchni, po schodach do swojego biurka. Wyciągnął
szufladę, pogrzebał w niej i znalazł dużą szarą kopertę. Otworzył ją, jego
palce przeglądały zdjęcia. Znalazł to, którego szukał, wyciągnął je i wrócił do
swoich synów.
Wrócił na swoje miejsce
naprzeciwko nich na wyspie i rzucił przed nich zdjęcie. Poślizgnęło się i ręka
Trippa wystrzeliła, by je zatrzymać. Otarł go palcem, kręcąc nim tak, by był właściwą
stroną do niego i Jaspera.
Było to zdjęcie Rocky. Miała
na sobie dżinsowe szorty, obcisłą różową koszulkę, włosy miała rozpuszczone
wokół ramion i siedziała na wysokiej, betonowej ścianie obok posągu lwa. Byli w
Purdue: ona, Dave i Layne. Miała siedemnaście lat i wybierała uniwersytety,
później została przyjęta do Purdue, a także do pięciu innych szkół. Chciała iść
do Purdue, ale związała się z Layne i podjęła decyzję, by pozostać bliżej domu,
więc wybrała Butler. Layne nie czuł się z tego powodu winny. Butler nie był kiepskim
drugim wyborem.
Layne zawsze kochał to zdjęcie.
Uśmiechała się na nim. To był mały uśmiech, ale dołek w jej prawym policzku był
widoczny. W wieku siedemnastu lat była o wiele bardziej niż ładna, siedziała
tam, w obcisłej różowej koszulce, z tym uśmiechem na twarzy, młoda, z obietnicą
dobrego życia przed nią. To było urzekające zarówno na żywo, jak i na zdjęciu.
Ten uśmiech, ta koszulka, jej długie nogi odsłonięte przez dżinsowe szorty,
skrzyżowane kostki, obietnica na jej twarzy, wszystko to określało, dlaczego
się w niej zakochał. Znał ją od trzech tygodni, a w tej chwili, kiedy zrobił to
zdjęcie, jak sobie przypominał, patrzył przez obiektyw i stracił serce, a nawet
więcej, oddał je jej.
- Zrobiono to około trzy
tygodnie po tym, jak zaczęliśmy ze sobą chodzić. Miała siedemnaście lat —
powiedział Layne swoim chłopcom.
- Łał. Jest ładna –
wymamrotał Tripp i podniósł głowę, by spojrzeć na swojego tatę – Ale teraz jest
ładniejsza.
Nie mylił się.
- Siedemnaście? – spytał
Jasper, gryzącym tonem – To chore, ty miałeś dwadzieścia jeden.
Jasper też się nie mylił.
Dwadzieścia i dwadzieścia cztery było w porządku. Dziewiętnaście i dwadzieścia
trzy nadal było dobre. Cokolwiek poniżej tego, facet po dwudziestce, dziewczyna
jako nastolatka, nie była mile widziane w tym mieście. Ale wtedy miał to w
dupie i teraz, myśląc o tym po raz pierwszy od ponad dekady, nadal ma to w
dupie.
- Spójrz na nią Jas – Layne
nalegał cicho, a Jasper patrzył w mu oczy wojowniczo. Potem spojrzał na
zdjęcie.
- Można śmiało powiedzieć, że
jej brat i tata nie byli podekscytowani tym, że wpadła mi w oko – kontynuował
Layne - Ona była w liceum. Ja ukończyłem Ball State i byłem w akademii. Przez
pierwsze sześć miesięcy, kiedy z nią byłem, podczas każdej randki, byliśmy w domu
jej taty. Nie pozwolił mi nawet wsadzić jej do samochodu. Poznał mnie i to się
zmieniło. Zamieszkaliśmy razem miesiąc po ukończeniu przez nią liceum i mieszkaliśmy
razem przez dwa lata.
Wiedział, że Jasper policzy
to, już to zrobił. Syn Layne’a nie był głupi.
Layne kontynuował – Poszła do
Butler. Codziennie jeździła do Indy na zajęcia, w weekendy pracowała u Franka
jako kelnerka. Ja pracowałem w policji w miasteczku.
Jasper przeniósł wzrok ze
zdjęcia na niego, a Layne kontynuował.
- Widzisz ją?
- Tak, widzę ją –
odpowiedział Jasper.
- Trzy tygodnie przed
zrobieniem tego zdjęcia zobaczyłem ją. Spojrzałem na nią i wiedziałem. Była tą
jedyną. Nie obchodziło mnie, czy miała siedemnaście lat. Była. Jak chcesz
czegoś wystarczająco mocno, wiesz, że to słuszne, to wiesz, że warto będzie
czekać. Więc czekałem i miałem rację. Rocky była tego warta. Dopóki wy dwaj nie
przybyliście, ona była najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła w całym moim
cholernym życiu.
Tripp wpatrywał się w niego z
otwartymi ustami. Jasper ukrywał swoją reakcję.
– Spójrz na to zdjęcie,
Jasper, i powiedz mi, że ta dziewczyna nie była warta czekania – powiedział
cicho Layne.
Jasper oblizał usta, a
następnie wciągnął je między zęby. Layne czekał.
Wtedy Jasper pokazał mu, że przeszedł
przez to.
- Wiem o tym, bo jest
najfajniejszą nauczycielką w szkole – poinformował go Jasper.
- Tak? – zapytał zaciekawiony
Layne, chociaż wmawiał sobie, że nie chciał wiedzieć.
– Tak – wtrącił Tripp – Jest
jak ten gość ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów, tylko że jest kobietą. Pokazuje
nawet ten film w swojej klasie. Dzieci zawsze słyszą, że ma kłopoty z
dyrektorem z powodu czegoś, co zrobiła. Przez połowę czasu nie są nawet w
klasie, ale robią różne rzeczy w całej szkole. Jak dostajesz się do jej klasy,
masz tyle wycieczek terenowych, że jest super. Mam nadzieję, że ją dostanę.
Pozwala nawet dzieciom czytać komiksy
na kredyt.
Tak, kolejny dowód na to, że
Rocky była wariatką.
– Uczyła cię? – zapytał
Jaspera Layne.
- Miałem ją na drugim roku i
była niesamowita, więc w przyszłym semestrze zapisałem się na zaawansowany kurs
angielskiego. Mam nadzieję, że ją dostanę, bo pan Halsey jest kretynem –
odpowiedział Jasper.
Layne miał nadzieję, że on
też dostanie Rocky. Jezu, Halsey był tam, kiedy Layne był w tej szkole. Musi mieć
ze sto lat.
Jasper wdarł się w jego myśli
– Jeśli była najlepszą rzeczą, jaka ci się przytrafiła, co poszło źle?
Layne odpowiedział bez
wahania - Zostawiła mnie. Nie powiedziała dlaczego. Pewnego dnia było dobrze,
naprawdę dobrze. Następnego dnia jej nie było. Wszystko, co należało do niej,
zniknęło i ona zniknęła. Nie rozmawiała ze mną, nie wyjaśniała. Nie
walczyliśmy. Nie było źle i wiesz, kiedy to się dzieje, nawet jeśli czasami nie
przyznajesz się do tego, kiedy to się dzieje. Ale tak nie było. Jednego dnia
było dobrze, a następnego już jej nie było. Myślę, że miała swoje powody, ale
słuszną rzeczą było ich udostępnienie. Nigdy tego nie zrobiła. Do dziś nie mam
pojęcia, dlaczego to się skończyło. Wiem tylko, że tak się stało. Cokolwiek się
wydarzyło, może nie byłbym w stanie naprawić, ale po tym, co mieliśmy, powinna
była okazać mi szacunek, mówiąc mi, co poszło nie tak.
- Pytałeś? – zapytał Jasper.
- Tak, jakieś sto razy, przez
telefon, kiedy odbierała, bo czasem tego nie robiła. Pojawiałem się w domu jej
taty, w jej szkole, u Franka. Odcięła mnie. W końcu musiałem oderwać się i
ruszyć dalej. Więc zrobiłem.
- Do mamy - domyślił się
Tripp.
– Do waszej mamy –
potwierdził Layne.
– Ale mama nie była najlepszą
rzeczą, jaka ci się przytrafiła – zauważył Jasper, patrząc na Layne’a, a Layne odpowiedział
szczerze.
– Nie, Jas, nie była. Jest
świetną mamą i dobrą kobietą, ale nie była dobrą żoną.
Jasper zaskoczył go jak
diabli, kiedy skinął głową.
Następnie, zawsze ostro,
Jasper zauważył - Plotka głosi, że pani Astley się rozwodzi.
– To się zgadza – potwierdził
Layne.
– Chce, żebyś wrócił? –
spytał Jasper, najwyraźniej od jakiegoś czasu zastanawiając się, dlaczego Rocky
była tam wczoraj rano.
– Nie – odpowiedział Layne.
– Więc dlaczego tu była? - Tripp
wtrącił, również wyraźnie myśląc o wizycie Rocky.
Kiedy Layne odpowiedział,
zrobił to uczciwie, ale nie zrobił tego w pełni.
- Jej brat jest dobrym
przyjacielem, podobnie jak jej tata. Ona i ja mamy powiązania. Staraliśmy się
unikać siebie nawzajem, ale moje postrzelenie sprawiło, że było to dla niej
trudniejsze. Wypracujemy to gówno.
- Pójdziesz na to? – zapytał
Jasper.
– Nie mogę przewidzieć
przyszłości, Jas. Gdybym mógł, mieszkalibyśmy w Rio, a każdy z was miałby swój
własny odrzutowiec – odpowiedział Layne, mając nadzieję, że wprowadzi humor do
dyskusji, która i tak już nie była najwygodniejsza, stawała się jeszcze słabsza,
a Tripp roześmiał się.
Usta Jaspera drgnęły i
potrząsnął głową.
- Powinieneś to zrobić –
zasugerował Tripp, a Layne skierował zdziwiony wzrok na młodszego syna.
- Tripp, nie rób tego,
kolego. Okej? Cokolwiek się zdarzy, zdarzy się. Ale Rocky i ja możemy to rozwiązać,
żeby była u swojego taty, kiedy Dave urządzi grilla, ale nie będzie prasować
twoich bokserek.
Tripp nie spuszczał wzroku ze
swojego staruszka, po czym skinął głową i wyszeptał – Racja – ale, pieprz go,
Layne wciąż widział w nim nadzieję.
Decydując, że rozmowa
dobiegła końca, Layne wskazał ich miski pochyleniem głowy - Weźcie je do
zmywarki, weźcie książki, idźcie do szkoły.
Tripp ruszył natychmiast.
Jasper został tam, gdzie był i przez chwilę studiował Layne’a, zanim poszedł za
swoim bratem.
Layne odmierzył czas, gdy
Tripp był w garażu idąc do Chargera Jaspera, a Jasper był prawie przy drzwiach
pomieszczenia gospodarczego.
- Jas, sekunda - zawołał
Layne. Jasper zatrzymał się, spojrzał na niego i Layne podszedł bliżej -
Zostajesz ze mną w przyszłym tygodniu, ale kiedy byś rozmawiał z mamą i kiedy
wrócisz do domu, chcę, żebyś miał oczy i uszy otwarte.
Ciało Jaspera napięło się,
podobnie jak jego twarz - Czemu?
- Nie wiem, jeszcze nie, ale
chcę, żebyś był moimi uszami przy swojej mamie.
Oczy Jaspera zwęziły się, nie
ze złości na Layne’a, ale ze zrozumienia.
- Stew?
Layne skinął głową i
przekazał synowi prawdę – To dupek. Nie lubię go z twoją mamą. Ona ma siostrę w
mieście, przyjaciół, a także ciebie, twojego brata i mnie. Spośród tych
wszystkich, jedynymi, którzy o nią naprawdę dbają, jesteśmy ty, twój brat i ja.
Musimy na nią uważać. Mam złe przeczucie i chcę, żebyś był czujny. Cokolwiek
słyszysz, a nawet czujesz, mówisz mi. Tak?
Jasper milczał i długo
wpatrywał się w Layne’a. Wtedy coś zabłysło w jego oczach. Coś, czego Layne nie
widział, odkąd Jasper był małym dzieckiem. Coś za czym Layne tęsknił, jakby
wdychał połowę ilości tlenu, jakiej potrzebuje inny człowiek, a druga połowa po
prostu wpadła mu do płuc.
Potem wymamrotał - Tak, okej,
tato.
Layne chciał go dotknąć.
Chryste, swędziała go ręka, żeby owinąć ją wokół szyi Jaspera, ale opanował to.
- Wyświadcz mi przysługę i
nie wprowadzaj Trippa w tę rozmowę. W tej chwili ty i ja pracujemy nad tym. Jak
byśmy potrzebowali Trippa, dam ci znać.
Jasper skinął głową.
Layne wskazał głową na drzwi
- Idź do szkoły.
*****
– Nie mogę tego zrobić, Drew.
Chciałbym móc, ale muszę skupić się na gównie, które się opłaca – powiedział
Layne do Drew Mangold’a.
Był na komisariacie, bo
chciał porozmawiać z Coltem, Sully’m i Mike’m o Stew.
Był na komisariacie kilka
razy, odkąd został wypisany ze szpitala, ale Rutledge nigdy tam nie było.
Rutledge tam był teraz. Layne
spojrzał na niego, gdy dziesięć minut temu szedł po schodach. Pogrzebał
oparzenie, które zapłonęło w nim na widok tego dupka. Potem uniósł brodę,
uniósł rękę i pstryknął dwoma palcami. Rutledge widocznie się spiął, gdy
zobaczył Layne’a, ale jego twarz rozluźniła się, gdy Layne powitał go, tak jak
zawsze robił, gdy był na komisariacie, a Layne wchodził po schodach.
Layne znał wielu ludzi z tego
departamentu. Większość z nich dobrze znał. Niektórzy z nich nosili mundur w
tym samym czasie co Layne. Rutledge nie był jednym z tych mężczyzn. Nie był tu
zbyt długo i Layne wiedział o nim głównie, że był brudny, więc nie chciał
wiedzieć więcej. Niestety, ponieważ był brudny, Layne musiał go zbadać, więc
wiedział o wiele więcej o nim, niż chciał, i nic z tego, co wiedział, nie było
dobre.
Layne nie mógł odgadnąć, co
działo się w umyśle Rutledge’a po tym, jak Layne zachowywał się normalnie. Mógł
pomyśleć, że to znak, że Layne nauczył się swojej lekcji i wycofał się. Mógł
się zastanawiać, czy nie pomylił się co do tego, co podejrzewał, że Layne robił,
zanim powiedział komuś, kto pociągał za sznurki, aby rozkazał postrzał,
zastanawiając się, czy działał pochopnie. Mógł rozważać jedno i drugie albo coś
innego. Layne miał nadzieję, że rozważa oba. Potrzebowali go wytrąconego z
równowagi i zgadywania nie tylko zakresu ich wiedzy i tego, kto ją posiadał,
ale także tego, co będą dalej robić.
Colta, Sully’ego i Mike’a nie
było, a Drew chciał mu opowiedzieć o jakimś dziwnym gównie, które działo się w
Kościele Chrześcijańskim. Drew się nie mylił. Nie brzmiało to dobrze, ale Layne
nie mógł się temu przyjrzeć.
Jakieś dwa dni po tym, jak
Layne wrócił do domu i założył biuro nad Mimi’s, Merry naraił mu sprawę. Coś, w
co gliniarze nie mogliby wbić nosa i coś, za co zainteresowana strona nie mogła
zapłacić prywatnemu detektywowi, zwłaszcza nie według stawek Layne’a.
Nie była to wielka sprawa,
przeszukanie danych, wydrukowanie historii kredytowej, zajęło mu to dziesięć
minut. Ale zrobił to, zrobił to za darmo, a nie powinien. Był to początek tego,
co Merry nazwał „Sprawą Robin Hooda” Layne’a. Merry regularnie zwracał uwagę na
ludzi, których znał i którzy potrzebowali pomocy – wszyscy nie byli w stanie za
to zapłacić – a Layne wziął ich na siebie i zajął się ich gównem. Problem
polegał na tym, że takie gówno się rozprzestrzenia, więc Sully i Sean rzucili
się na to. Potem Drew.
Jedynymi, którzy tego nie
zrobili, byli Harrison Rutledge, Alec Colton i Mike Haines.
Rutledge tego nie robił,
ponieważ nie znał Layne’a i nie obchodziło go, że ktoś ma kłopoty i potrzebuje
pomocy.
Layne pomyślał, że Colt i
Haines wiedzieli, że to się dzieje i nie wtrącali się, ale też nie
uczestniczyli. Layne nie wiedział, czy to dlatego, że się z tym nie zgadzali,
czy też nie chcieli wykorzystać przyjaźni.
Gabby nie kłamała, pobierał
najwyższą stawkę, ponieważ zapewniał szybką, wydajną i poufną obsługę w każdej
sprawie, do której mógłbyś potrzebować prywatnego detektywa. Dużo podróżował,
miał rozległy i zróżnicowany zestaw umiejętności, a ludzie w całym kraju
wiedzieli o nim lub z nim pracowali. Przyszedł gorąco polecany. Z tego powodu
jego reputacja wyprzedziła go i miał klientów, zanim jeszcze zlokalizował
powierzchnię biurową.
Większość jego klientów
pochodziła z Indianapolis, co oznaczało, że tam znajdowała się większość jego
pracy. Miał kilku klientów z miasteczka, ale mieszkali w osiedlach takich, jak
dawniej mieszkała Rocky.
Przy zdrowym saldzie bankowym
i przychodzących pieniądzach oznaczało to, że mógł udźwignąć Sprawy Robin Hooda.
Bez pracy przez pięć tygodni i z wyczerpanym buforem finansowym musiał się
skoncentrować na płatnych sprawach.
To było do dupy, zwłaszcza po
tym, co Drew powiedział mu o tym, co podejrzewał, że dzieje się w kościele.
- Poważnie, stary, myślę, że
to jest to, a mam złe przeczucie, że to jest… - Drew próbował go przekonać, ale
urwał, gdy jego wzrok przesunął się nad ramieniem Layne’a, a jego twarz stała
się rozproszona.
Layne odwrócił się, żeby
zobaczyć, co przykuło jego uwagę, ale zanim ją zobaczył, usłyszał jej obcasy na
podłodze.
Rocky szła przez pomieszczenie.
A właściwie, Rocky kroczyła dumnie przez salę w spódnicy
podobnej do wczorajszej, tym razem w kolorze żurawiny, tak samo obcisłej, ale z
przodu miała seksowne rozcięcie, dzięki czemu co drugi krok było widać ślad
wewnętrznej strony jej uda. Miała na sobie czarną bluzkę, tę prawie
prześwitującą, a pod nią czarną koszulkę i dopasowaną idealnie, zbyt idealnie,
jak wczorajsza bluzka. Miała też na sobie buty w kolorze jej spódnicy, z
błyszczącej skóra, na wysokich i cienkich obcasach, tym razem bez paska i były
to absolutna definicja butów do pieprzenia. Jej włosy były skręcone w
skomplikowany węzeł na karku i miała na krótkim pasku małą skórzaną torebkę,
która pasowała do jej butów, przewieszoną na przedramieniu.
Kroczyła dumnie przez salę,
uśmiechając się, machając lekko dłonią mężczyznom, których znała, a także nie
dając absolutnie żadnej wskazówki, że wie, że wszyscy mężczyźni ją obserwujący
– a każdy mężczyzna w tej sali obserwował ją – walczyli, by kontrolować to, jak
ich penisy stawały się twarde.
Okrążyła biurko Merry’ego, a
Layne patrzył z niemałą irytacją, jak stała tam i przez chwilę patrzyła na to,
jakby czegoś szukała. Potem go znalazła, sięgnęła po kartkę papieru i długopis,
pochyliła się, z tyłkiem w powietrzu, ciasno naciągniętym spódnicą – i biodrami i udami, nie pozostawiając niczego wyobraźni – i zaczęła bazgrać.
Layne oderwał wzrok od Rocky i
spojrzał za biurko obok Merry’ego, gdzie, oddzielony metrowym, przejściem
siedział Rutledge, z oczami przyklejonymi do tyłka Rocky.
Kurwa!
W sekundzie, w której się
pochyliła, zarzuciła sieć i, nawet mając Merry’ego jako jednego z głównych
podejrzanych o to, kto uznał Rutledge’a za brudnego i nasadził na niego Layne’a,
Rutledge nie walczył ani trochę z siecią.
Layne spojrzał na Raquel i zobaczył,
że odwróciła głowę w stronę Rutledge’a, a potem się wyprostowała. Uśmiechnęła
się do Rutledge’a i podeszła do niego.
W tej samej chwili Layne
podjął decyzję.
– Skończymy później –
powiedział Layne mamrocząc do Drew, po czym ruszył szybko i celowo prosto do
Rocky.
Stała do niego plecami i nie
słyszała, jak nadchodził, była skupiona na tym, co robi, lub zamierzała go
zignorować, nie mając pojęcia, co zamierza zrobić.
Usłyszał, jak mówiła - …nie
odbiera telefonu, więc byłoby bardzo pomocne, gdybyś mógł mu powiedzieć… -
kiedy podszedł bliżej. Bez wahania zamachnął się do tyłu, rozłożył dłoń, po
czym uderzył ją lekko prosto w tyłek, ale dźwięk rozniósł się.
Jej ciało podskoczyło i odwróciła
się, gdy powiedział głośno - Pączuszku.
Spojrzał w dół na jej oszołomioną
twarz, owinął ramię mocno wokół jej szyi i wciągnął ją prosto w swoje ciało.
Znowu bez wahania opuścił głowę, a jego usta mocno złapały jej usta, gdzie ją
pocałował, równie mocno. Potem podniósł głowę i próbował zignorować jej miękkie
ciało przyciśnięte do niego, jej cycki przygniecione do niego, zapach jej
perfum i fakt, że atmosfera w sali była naelektryzowana.
Próbował również zignorować
fakt, że jej twarz pokazywała, że otwarcie walczyła z oszołomieniem i byciem
naprawdę, bardzo wkurzoną.
- Co tu robisz, mała? –
zapytał, zanim zdążyła się odezwać.
Zamrugała.
Potem zapytała z powrotem - Co?
Jego ramię zacisnęło się
wokół jej szyi i była zmuszona przycisnąć bliżej.
Jego druga ręka złapała jej
talię i zsunęła się na jej krzyż, przyciągając ją jeszcze bliżej.
- Nie powiedziałaś mi, że
idziesz na posterunek – poinformował ją.
– Ja… – zaczęła, poniewczasie
walcząc, przyciskając szyję do jego ramienia.
Zanim zdążyła powiedzieć kolejne
słowo, spojrzał na Rutledge’a.
- Najlepsza rzecz, jaka mi
się przytrafiła, te postrzały, człowieku. Nie mogę ci powiedzieć - Uśmiechnął
się do Rutledge’a, gdy Rutledge otworzył usta, a ciało Rocky zamieniło się w
kamień, a potem spojrzał z powrotem na Rocky, która teraz wpatrywała się w
niego oczami pełnymi ognia – Połączyło to mnie z powrotem z Rocky – mruknął do
niej, po czym spojrzał z powrotem na Rutledge’a - Wziąłbym jeszcze trzy kule,
jeśli wiedziałbym, że to właśnie dostanę - Uśmiechał się dalej - Na szczęście
nie musiałem - Ponownie spojrzał na Rocky i zapytał cicho - Prawda, mała?
- Ty… - zaczęła, jej oczy
błyszczały, była bardziej niż wkurzona, a on ponownie pochylił głowę i musnął
jej usta ustami.
Uniósł głowę i zobaczył, że
ogień w jej oczach jest przytłumiony, a ona zamilkła.
Spojrzał z powrotem na
Rutledge’a - Nigdy nie wiadomo, co przyniesie życie. Leżałem tam, kiedy sączyła
się ze mnie krew, myśląc, że to koniec, a tygodnie później dowiaduję się, że to
właściwie początek. Rozumiesz, o co mi chodzi?
Rutledge wpatrywał się w
niego, jakby znieruchomiał, po czym jego oczy przeskakiwały tam i z powrotem
pomiędzy Rocky i Layne’em i skinął głową.
- Jasna cholera - Layne
usłyszał mruczenie i spojrzał poza Rutledge, by zobaczyć, jak Sully przybył,
wchodząc tylnymi schodami. Stał tuż za biurkiem Rutledge’a i patrzył na Rocky i
Layne’a.
- Yo, Sul - przywitał się
Layne i ciało Sully’ego drgnęło. Potem jego oczy przesunęły się pomiędzy Rocky
i Layne’em.
W końcu zatrzymały się,
opanował się i przywitał się - Layne, kolego, Rocky, umm… hej.
Rocky poruszyła się w jego
ramionach, jakby próbowała odwrócić się w stronę Sully’ego, ale jego ramiona
zacisnęły się mocniej i przerwała jej, gdy usłyszeli nadchodzącego Colta.
- Tak, Feb, kochanie, zrób mi
przysługę i… - Layne usłyszał, a jego wzrok przesunął się, by zobaczyć Colta
idącego w stronę Sully’ego z odwróconą uwagą. Rozmawiał przez telefon z żoną, February.
Colt odwrócił głowę,
dostrzegł Rocky i Layne’a i zatrzymał się tak nagle, że wyglądało, jakby
uderzył w ścianę.
Layne stłumił śmiech.
Ciało Rocky jeszcze mocniej stwardniało
w jego ramionach.
– Cholera, Feb, oddzwonię –
mruknął Colt do telefonu i natychmiast się rozłączył, nie spuszczając wzroku z
Rocky i Layne’a.
– Tanner, hej, co tam?
– Przyszedłem porozmawiać z
tobą i Sully’m, ale Roc się pokazała, więc teraz wezmę moją kobietę na kawę.
Wrócę. Będziesz w pobliżu? - odpowiedział Layne.
- Twoja kobieta? - Sully
szepnął, ale Colt się nie odzywał. Uniósł brwi i spojrzał na Rocky.
– Tak – odpowiedział Sully’mu
Layne, jak dzieciak powiedziałby, no ba
- Będziecie w pobliżu za godzinę?
- Uhm… jasne - odparł Sully.
– Świetnie, wrócę –
powiedział Layne, a potem skinął głową Coltowi, potem Rutledge i odwrócił Rocky
w stronę schodów.
Wyszarpnęła szyję z jego
uścisku na schodach, ale, co zaskakujące, nie wyrwała mu ręki, kiedy ją
chwycił. Pozostała sztywna, ale milcząca i nie stawiała oporu, kiedy wyszli z
komisariatu i przeszli dwie przecznice do Mimi’s Coffee Shop.
Wiedział, że była wkurzona,
ale nie znał intensywności tego, dopóki nie dotarli do Mimi’s i zaczął ich zatrzymywać,
ale szarpnęła go za rękę i szła dalej.
Layne chciał ją w Mimi’s.
Mimi’s było miejscem publicznym, w którym miałby możliwość trzymania jej pod
kontrolą.
Rocky jednak nie miała
zamiaru iść do Mimi i jeśli nie chciał jej tam wciągać, kopiącą i krzyczącą,
nie miał innego wyboru, jak tylko pójść za nią.
Nie zaszła daleko. Zatrzymała
się przed drzwiami do jego biura, obok mosiężnej tabliczki z napisem „Tanner
Layne Investigations”, wyrwała jej rękę z jego i podniosła drugą. Jej oczy
wpatrywały się w niego i paliły. Otworzyła dłoń, klepnęła drzwi, a potem
szarpnęła głową na klamkę.
Patrzył, jak myślała, że o
tym też zapomniał. Chociaż, widząc jej twarz, zastanawiał się, jak do cholery
to zrobił. Nie wkurzała się często, ale kiedy to robiła, wkurzała się. Czasem też się wkurzał, bo się kłócili. Ale jeśli on
nie był wkurzony, a ona była, niezmiennie ją bardziej wkurzał, ponieważ była urocza jak diabli, kiedy była zła, a
on nie wahał się poinformować jej o tym fakcie.
Jak teraz.
- Jezu, Roc, zapomniałem, jaka
słodka się robisz, kiedy jesteś wkurzona.
Jej oczy zwęziły się, a
ramiona drgnęły.
– Otwórz drzwi, Layne – warknęła.
Uśmiechnął się, odwrócił do
drzwi, wyciągnął klucze z kieszeni i odblokował je. Otworzył je, wsunął tułów i
wstukał kod do alarmu.
Nadal to robił, gdy się ruszyła.
Poczuł, jak nacisnęła drzwi i otworzyły się szerzej, poczuł, jak weszła za nim.
Potem usłyszał, jak jej obcasy stukały o stopnie. Wszedł do środka, drzwi
zamknęły się za nim i zatrzymał się na dole, żeby móc obserwować jej tyłek, gdy
wspinała się po schodach.
Kiedy dotarła na górę,
odwróciła się i spojrzała na niego, krzyżując ręce na piersi, pomyślał, że
prawdopodobnie lepiej byłoby jakby się poruszył.
Wbiegł po schodach, otworzył
drzwi, podszedł do panelu alarmowego i też wstukał ten kod. Weszła za nim i
znowu usłyszał jej obcasy na drewnianej podłodze. Usłyszał, jak zatrzymała się
i trzasnęła czymś na biurku w recepcji, za którym nie siedziała żadna
recepcjonistka, prawdopodobnie jej torebką i odwrócił się do niej.
Stała kilka kroków w głębi
pokoju, twarzą do niego, a on czuł gorąco jej oczu nawet z daleka.
– Roc… – zaczął, ale ona się
poruszyła.
Idąc prosto na niego, zrobiła
to mądrze, nie dając jasno do zrozumienia, aż do ostatniej sekundy, więc prawie
nie odbił ciosu, który zadała. Ale podniósł rękę. Jego przedramię uderzyło w
jej nadgarstek i odepchnął go.
Używając pędu jej ramienia i
swojej siły, obrócił ją tak, że plecami była zwrócona do jego przodu,
jednocześnie chwycił ją za ramię i owinął wokół jej brzucha.
Cofnęła drugi łokieć i uderzyła
go w żebra na tyle mocno, że stęknął z bólu w brzuchu, zanim złapał również ten
nadgarstek i owinął go drugą ręką.
Wtedy podniosła kolano i
wiedział, że albo będzie miał wysoki, cienki obcas na goleni, albo w stopie, a
nie pragnął żadnego z nich, więc pochylił się ostro do tyłu, podnosząc ją z
nóg.
Wydała zduszony, wściekły
krzyk i wykręciła się w jego ramionach, ale on ją trzymał, wyprostował się i
przerzucił jej dolną część ciała na bok, robiąc dwa kroki do swojej kanapy.
Siedział i wymanewrował nią
na swoich kolanach, kiedy nacisnęła do tyłu, jej biodra i nogi podskoczyły, by
wyrzucić moc z jego ramion, ale upadł z nią i przewrócił się na nią tak, że
leżała na plecach na kanapie, a on był na niej.
Oddał jej trochę swojego
ciężaru, splątał swoje nogi z jej nogami, aby je obezwładnić i złapał jej
nadgarstki, które były na jego klatce piersiowej, jej ręce popychały do góry, a
on wyciągnął je spomiędzy nich i wcisnął je w kanapę po bokach jej głowy. To
dało jej pełen jego ciężar. Wiedział, że jest ciężki, ale pokazał jej o co mu
chodziło.
Zrozumiała to, więc przeszła
na bitwę słowną – Zejdź ze mnie!
– Nie, dopóki się nie
uspokoisz.
Spojrzała mu w oczy, jej
plecy wygięły się w łuk i syknęła - Zejdź… ze
mnie!
– Uspokój się, Raquel.
- Pieprz się, Layne! - krzyczała.
Layne zamilkł. Rzadko słyszał
wiele z Mimi na dole, ale z drugiej strony ludzie zwykle nie krzyczeli z całych
sił podczas zamawiania kawy.
Ona też milczała przez pięć
bardzo długich sekund.
Potem oskarżyła - Miażdżysz
mnie.
- I będę to robił, pączuszku,
dopóki nie będę wiedział, że nie zrobisz na mnie kolejnego zamachu.
– Przestań nazywać mnie pączuszkiem
– syknęła.
Wtulił twarz w jej twarz i
szepnął - Rocky, masz dwa policzki. Jeden ma jeden dołeczek, drugi dwa i musisz
wiedzieć, że pamiętam, że oba były słodkie.
Chciał ją zaszokować lub
przynajmniej zbić ją z tropu.
Nie zrobił ani jednego, ani
drugiego.
- Nie wierzę w to!
- Rocky…
- Jesteś nie do uwierzenia! - powtórzyła z niewielką poprawką.
Jego dłonie zacisnęły się na
jej nadgarstkach - Posłuchaj mnie…
- Nie! - odcięła mu. – Nie ma
mowy, palancie. Spadaj!
- Słuchaj! - warknął jej w twarz, zamilkła i spojrzała na niego - Jak
zatrzymasz się i pomyślisz przez chwilę, to, co się właśnie wydarzyło, było
dobre.
- O, tak? Która część? Jak
zdeptałeś mój plan? Klepnąłeś mnie w
tyłek tam, gdzie pracuje mój brat?
Albo sprawiłeś, że Colta i Sully ześwirowali, co oznacza, że Merry i tata
usłyszą o tym, jeśli jeszcze tego nie zrobili?
- Żadne z tego. Ta część, w
której Rutledge, który myślał, że wie, co się stało, nie jest teraz tak
cholernie pewny.
To ją uciszyło na chwilę,
zanim zapytała - Co?
- Jak zamawiasz postrzelenie
człowieka, ten sześć tygodni później, nie powie ci, że jest zachwycony, że
dostał te kule i przyjąłby więcej.
To też ją uciszyło i tym
razem się nie odzywała. I nie mówiła wystarczająco długo, by Layne zdał sobie
sprawę, że to nie tylko dobre, to było bardzo dobre. Ponieważ teraz mieli zgadującego Rutledge’a i, zamiast tego,
by Merry, Dave i Layne byli osaczeni i zmuszeni do patrzenia, jak Rocky robiłaby
to, co do diabła zamierzała, Layne ją osaczył i musiała zrobić wszystko, co on jej
kazał.
To zapewniłoby jej
bezpieczeństwo. Mogłaby zaprzyjaźnić się z Rutledge, a on nigdy by nie
podejrzewał, że coś knuła i było mało prawdopodobne, że podzieliłby się
czymkolwiek, co naraziłoby Rocky na niebezpieczeństwo. I zapewniłoby to jemu bezpieczeństwo, ponieważ podczas
gdy Rutledge próbowałby się dowiedzieć, co, jeśli w ogóle, robili Layne lub
Merry, Rocky odwracałaby uwagę, aby Layne mógłby zrobić to, co musiał zrobić. I
wreszcie, oznaczałoby to, że Rocky poczułaby, że coś robi, podczas gdy w
rzeczywistości nie robiła nic poza niewinnym zapewnianiem osłony.
Więc podjął decyzję.
- Popracujemy nad tym –
poinformował ją.
- Co pracujemy?
– Ty, ja i Rutledge.
Jej oczy zrobiły się duże, a
usta rozchylone.
Pieprzyć to wszystko, to też
było urocze jak diabli.
Potem powtórzyła - Ty, ja i
Rutledge?
- Jedyną rzeczą mniej
prawdopodobną, niż mężczyzna mówiący mężczyźnie, który kazał go postrzelić o
nowo odkrytej radości z ponownego połączenia się ze swoją byłą, jest to, że kobieta
tego mężczyzny też to robi.
Jej szerokie oczy zwęziły się
- Nie łączymy się ponownie.
– Rutledge o tym nie wie.
- To jest…
- Przytulisz się do Rutledge’a
w inny sposób. Cały czas jestem na tym komisariacie. Merry tam pracuje. Ty zaczniesz
się tam kręcić, z Merry lub ze mną. Nawiążesz z nim przyjaźń. Zaczniesz mu się
zwierzać. Przekonasz go, że wiesz tylko, że jest gliną; jesteś córką i siostrą
policjanta. Przekonasz go, że dla ciebie jest jak rodzina. Zwierzysz mu się,
nie będzie myślał, że Merry to ten, który mu grozi. Do diabła, zacznie się
zastanawiać, czy ja byłem tak blisko, jak byłem. Badałem, kto do niego dotarł,
na czyjej liście pracuje. Powiem ci to, co będziesz mu mówiła, możemy odwrócić
jego myśli od tego, by myślał, że według nas był brudny, tylko że szukaliśmy jego
szefa i nie mieliśmy pojęcia, że miał z nim powiązania. Możesz też skierować
jego umysł na to, że już tego nie robię.
– Ale będziesz to robił –
domyśliła się.
- Tak, ale nie wejdę na ostro.
Wejdę delikatnie.
Patrzyła na niego, a on
wiedział, że jej nie przekonał.
Więc trzymał się tego – Ten
sam plan, Roc, z wyjątkiem tego, że nie musisz się tam wystawiać.
- Nie mam problemu z
wystawieniem się tam – odpowiedziała.
- Tak? Możesz pozwolić
brudnemu gliniarzowi wsadzić ci język w gardło? - Była całkiem wyluzowana, kiedy nie chciała mu
przywalić, ale widział, jak wzdrygnęła się, zanim jej oczy przesunęły się przez
jego ramię.
Dopóki nie zobaczył, jak się
wzdrygnęła, nie mógł być pewien, czy by tego nie zrobiła.
Teraz wiedział, że nie mogła
tego zrobić.
– Tak – powiedział cicho –
Podejrzewałem, że właśnie z tym twój plan pójdzie na południe.
Puścił jej nadgarstki, a jej
ręce powędrowały bezpośrednio do jego klatki piersiowej, gdzie wywierała
nacisk, ale niewielki.
- Zrobiłabym to -
oświadczyła, a on musiał jej to dać, że robiła to tylko z odrobiną oczywistego
pieprzenia.
- Wierzę ci - skłamał i dał
jasno do zrozumienia, że kłamie.
- To byłoby obrzydliwe, ale
zrobiłabym to – powtórzyła.
Layne uśmiechnął się - Rocky,
czułaś się chora, widząc krew na palcu, gdy przecinałaś go sobie papierem. Nie sądzę,
że zdołasz przekonać Rutledge’a, że masz na niego ochotę, gdybyś zwymiotowała
mu do ust, kiedy wsadziłby ci język w twoje.
– Nie zwymiotowałabym mu w
usta – warknęła.
- Okej, więc nie sądzę, że
przekonałabyś go, że masz na niego ochotę, gdybyś zwymiotowała na jego buty po
tym, jak wsadził ci język do ust.
Jej twarz zbladła i syknęła -
Przestań mówić o tym, jak wsadza mi język do ust.
Layne’owi zajęło dużo opanowania,
by stłumić śmiech, ale zrobił to, pytając - Pączuszku, jeśli nawet nie możesz o
tym rozmawiać, powiedz mi jeszcze raz, jak zamierzałaś zrealizować ten swój
wspaniały plan?
– Zamknij się, Layne –
szepnęła z irytacją, a on wiedział, że ją ma.
– Tylko mówię – odszepnął,
uśmiechając się do niej.
W końcu przypomniawszy sobie,
gdzie była, jej dłonie bardziej uciskały jego klatkę piersiową.
– Zejdź ze mnie – zażądała.
– Jasne – odpowiedział -
Kiedy się dowiem, że mamy umowę.
- Cóż, tak, teraz, kiedy
wskazałeś, jak obrzydliwe byłoby… cokolwiek, to oczywiście twój plan jest
lepszy niż mój, tak dobrze - warknęła ostatnie słowo - Mamy umowę.
- Dobrze, w takim razie
przyjdziesz dziś wieczorem na kolację.
Nie miał pojęcia, że zamierza
to powiedzieć, dopóki tego nie powiedział, ale kiedy to powiedział, spodobał mu
się ten pomysł. Może za bardzo.
- Co? - wyszeptała.
Layne spojrzał na nią i,
pieprzyć go, to tam było, więc musiał z tym iść.
- Przychodzisz dziś wieczorem
na kolację - powtórzył.
- Ale dlaczego?
- Bo mogą mnie śledzić,
obserwować mnie - To było kłamstwo. Nie śledzili. Wiedział by. Myśleli, że się
wycofał. Przyjęcie trzech kul było sposobem na zmuszenie do tego w przypadku
większości mężczyzn. Layne jednak nie należał do większości mężczyzn. Ale wyraz
jej twarzy sprawił, że wiedział, że to kupiła, nie podobało jej się to, a nawet
się tego bała, przez co czuł się winny, ale nie miał innego wyboru, jak tylko tego
użyć – I dlatego, że wiszę ci kolację.
– Wisisz mi kolację?
– Nakarmiłaś mnie i moich
chłopców zeszłego wieczora, Pączuszku.
- Ale…
- Chociaż nie dostaniesz
udźca jagnięcego. Prawdopodobnie Hamburger Helper[1].
- Hamburger Helper? - powtórzyła
na wydechu. Nie nadążała. W końcu ją zaskoczył i musiał z tego skorzystać.
Więc kontynuował - I idziesz
ze mną jutro na mecz.
Zamrugała i nadal używała
tego zadyszanego głosu – Idę z tobą jutro na mecz?
- Tak - odpowiedział - Chociaż,
Rocky, musisz wiedzieć, że spędzam czas z chłopcami i oglądam, jak moi synowie
grają w piłkę, więc ty też będziesz musiała spędzać czas z chłopcami -
Uśmiechnął się do niej – Muszę jednak powiedzieć, że myślę, że nie będą mieli
nic przeciwko.
– Ale… hm… wszyscy w mieście
chodzą na mecz.
– Tak – zgodził się.
- Więc to oznacza, że wszyscy
nas zobaczą – poinformowała go.
– Pączuszku, Sully nas widział.
Colt nas widział. Widziało nas pół tuzina innych osób, a Betsy była w recepcji,
kiedy wyszliśmy ręka w rękę. Prawdopodobnie rozmawiała przez telefon z jednym
ze swoich dzieci lub wnuków, zanim jeszcze drzwi się zamknęły. Nie sądzisz, że
to gówno już się rozleciało po tym miasteczku?
Jej twarz stała się jeszcze
bledsza, a oczy straciły ostrość w sposób, który nie podobał się Layne’owi.
Kiedy się nie odzywała, a jej
oczy pozostały odległe, zawołał - Roc?
Jej oczy skupiły się na jego
i wyszeptała jedno słowo.
- Jarrod.
Poczuł, że coś przez niego
przechodzi. Emocja, której nie do końca rozumiał, ale którą lubił, a
przepłynęła przez niego silna, pozostawiając złoty ślad.
– Bonus, mała – wyszeptał i
poczuł, jak jej ciało rozluźniło się pod nim.
– Wiesz – powiedziała cicho.
Miała na myśli nowy podbój
Astley’a.
– Wiem – potwierdził.
– Nawet jeśli ma… nawet z nią
tam, nie spodoba mu się to, Layne – poinformowała go.
- Dobrze - odpowiedział bez
wahania.
Zaczęła wyglądać nieswojo, a
jej ciało napięło się – Layne…
– Całe miasto się dowie.
Pomyślał, że by jej się podobało,
odzyskanie siły przeciwko swojemu dupkowi mężowi, rzucenie mu się w twarz
publicznie przejście do starej miłości po zaledwie dwóch miesiącach separacji.
- Ale…
– Skończyłaś z nim? – zapytał
Layne, a jej twarz nabrała ostrości.
- Oczywiście - Jej głos też
był ostry.
- Więc co cię to obchodzi?
Jej oczy się zwęziły – A co z
Jasperem, Tripp’em… Gabrielle?
Gówno.
Nie pomyślał o tym.
Spojrzał ponad głową.
– Layne – zawołała, a on spojrzał
na nią.
– Chłopcy się w to włączą.
Jej ciało stało się tak twarde,
że kiedy to zrobiło, szarpnęło – Nie mogą…
– Nie we wszystko, Roc, tylko
trochę. Będą spoko i będą trzymać gębę na kłódkę. To dobre dzieciaki.
– Nie sądzę…
- Będą spoko.
– A Gabrielle?
Patrzył na jej twarz i
uderzyło go, że coś ukrywała.
Przyglądając się bliżej,
zobaczył, że to ból.
Co do cholery?
– Rocky… – zaczął pytać.
- Ona nie będzie fajna - Jej głos zbliżał się do gniewu, używając go jako
tarczy dla bólu, którego nie potrafiła ukryć za oczami - Ona jest twoją żoną.
Zdecydowanie złość. Każde
słowo wyszło warknięte.
Ale to, co powiedziała,
również go rozzłościło, wystarczająco, by zapomnieć, co wyczytał w jej oczach.
– Od dawna nie jest, pączuszku
– odciął się.
- Ale…
– Nie martw się o Gabrielle.
– Layne, nie jestem pewna.
- Masz pięć sekund, żeby dać
mi lepszy pomysł.
Spojrzała na niego i
zobaczył, że jej umysł pracuje.
Policzył do pięciu.
Potem dał jej dziesięć.
Potem oświadczył - Nie? Więc mamy
umowę.
– Layne…
Podniósł się z niej szarpnięciem,
ale złapał ją za rękę i szarpnął na nogi przed sobą.
– Mimi’s – stwierdził - Kawa.
- Layne.
- Kawa, pączuszku.
Pociągnął ją za rękę i
zaciągnął ją do drzwi.
- Layne!
Odwrócił się i pociągnął ją
za rękę, więc wpadła w jego ciało.
Odchyliła głowę do tyłu i
spojrzała na niego.
- Kawa.
Zagapiła się na niego. Potem gapiła
się jeszcze trochę. Gapili się, a on trzymał to z zamiarem zrobienia tego tak
długo, ile by potrzebował.
Załapała to i poddała się
pierwsza.
– W porządku – warknęła - Kawa.
Ale potrzebuję mojej torebki.
Odwrócił się, żeby ukryć
uśmiech, otworzył drzwi, mruknął - Nie, pączuszku, ja płacę - i zabrał Rocky do
Mimi’s.
[1]
Hamburger Helper Pepper Jack Queso to danie instant w formie makaronu z serem w
proszku z dodatkiem sera pepperjack
Dziękuję
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że jak Layne wyjaśnia dlaczego nazwa ją sweetcheeks, to chodzi o to, że Rocky ma ,,dwa zestawy policzków", w tych górnych ma 1 dołeczek, a w tych dolnych 2 dołeczki :D
OdpowiedzUsuńTak, a po Polsku nie powiesz słodkie policzki, zresztą nie ma tych górnych, więc tłumaczę to jako "paczusiu", nawet jak niezbyt to lubię 😁. Ludzie różnie na siebie mówią
UsuńDziękuje za rozdział :) Oj chyba szybko Layne się nie podda i Rocky będzie jego :)
OdpowiedzUsuń