środa, 22 czerwca 2022

21 - Nie daj się zabić (cz.2)

 

Rozdział 21

Nie daj się zabić (cz.2)

*****

- Ty widziałeś tego pieprzonego faceta? – zapytał Devin prosto w jego ucho.

Layne stał przed Conesco Fieldhouse w Indianapolis, jego pies siedział obok niego ciężko dysząc, z wywieszonym językiem i nosem skierowanym w stronę każdego, kto przechodził obok. Opierał się o swojego SUV’a zaparkowanego o trzy samochody dalej od żółtej Corvette.

- Możesz mu zaufać – powiedział Layne Devin’owi, odnosząc się do Ryker’a.

Layne rozmawiał z Ryker’em i dał mu sprzęt. Potem zadzwonił do Devina i poinformował go o tym, co będzie robił tego dnia. Nie opowiadał jednak zbyt wiele o tym, z kim to robił.

- To delikatna operacja, a ten gość to pieprzony byk, tak duży jak byk i założę się, że tak też prycha. Nie ma pojęcia, co robi. I, powtarzam, to pieprzony byk. Wolałbym wejść sam, niż wejść z tym facetem jako wsparciem – odpowiedział Dev.

– Możesz mu zaufać – powtórzył Layne.

– On wszystko schrzani. To niemożliwe, żeby ten facet był niewidzialny.

- Brendel ma ochronę dwadzieścia cztery na siedem, patrolujących strażników, kamery i udało mu się obserwować to miejsce przez siedemnaście godzin bez wzniecania alarmu. Myślę, że jesteś dobry – zapewnił Layne.

- Pracuję sam - wrócił Devin.

– Ja też. Ale dwa razy mu zaufałem i dwa razy mnie nie zawiódł.

- Nie podoba mi się to – uciął Dev.

- Nie obchodzi mnie to. On jest twoim wsparciem.

- Chłopcze…

Layne wyciągnął ciężką artylerię - Córka jego kobiety jest faworytą Gainesa.

Devin milczał.

Layne szedł dalej - Chcę mieć tam podsłuch i chcę go mieć tam dzisiaj. Podłóż pluskwy, zdobądź mi cholerny odcisk od nich obojga, zdobądź wszystko, co możesz i wypierdalaj. Będzie cię krył, jakkolwiek będzie musiał to zrobić, ale uwierz mi, staruszku, zrobi to.

Nastąpiła wtedy chwila ciszy – Jak nie zrobi, ty ponosisz winę – Devin odparł i rozłączył się.

Layne pochylił się na bok, żeby pogłaskać Blondie po głowie, gdy wsunął telefon do kieszeni.

Czekał, aż Marissa Gibbon zakończy trening Pacemate. Powiedziała mu, żeby się tam z nią spotkał. Nie podobało mu się to, było zbytnio na widoku. Nie chciał, żeby ludzie zobaczyli ich razem dzień po tym, jak ludzie mogli zobaczyć, jak wychodziła z jego biura. Ale nie zamierzała przegapić treningu, a on nie miał czasu na czekanie, więc spotykał się z nią właśnie tam. Dziś wieczorem powie o niej Rocky. Chciał tego uniknąć, dla Roc i Marissy, ale teraz nie miał wyboru. Gdyby Astley nie odwołał psów, ten dupek użyłby wszystkiego, by wrócić do Roc, a Layne musiałby go odstraszyć.

Dziewczyny wyszły, wszystkie w różnym stopniu ubrane w obcisłe stroje treningowe, ale Marissa wyszła, szukając go. Zobaczyła go, powiedziała coś swoim dziewczynom, a potem przerwała, gdy reszta spojrzała na niego. Kiedy Blondie zobaczyła zbliżającą się Marissę, wstała na cztery i jej ciało ruszało się w pełnym machaniu.

- Słodki piesek - zauważyła Marissa, kiedy przybyła, pochylając się, by pomasować Blondie.

Layne nie odpowiedział. Nie spuszczał wzroku z jej dziewczyn, które szukały powodów, żeby powisieć, żeby móc patrzeć na Marissę, z kimś, kto, jak błędnie założyły, był następcą Astley’a.

– Niech odejdą – rozkazał Layne, a Marissa wyprostowała się.

- Co? - zapytała.

- Twoje przyjaciółki. Niech odejdą. Już.

– One w końcu… – zaczęła i Layne spojrzał na nią.

- Powiedziałem ci przez telefon, że gówno, o którym muszę z tobą porozmawiać, jest ważne. Ale to gówno, którego nie chcesz, żeby usłyszały. Każ im odejść.

– Wsiądziemy do twojego SUV’a – zasugerowała.

– Kobieto, twój tyłek nie będzie moim aucie – odparł Layne - Nigdy.

Przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się do niego. Flirtowanie. Kurwa.

Nie trzeba było wiele, by zmusić ją do zboczenia z wybranej ścieżki.

- Czemu? - zapytała.

– Nie igraj ze mną – wyszeptał swoje ostrzeżenie - Nie jestem człowiekiem, który lubi być ogrywany. Niech… one… odejdą.

Patrzyła na niego. Czytała go. Potem skinęła głową i zwróciła się do swoich dziewczyn - Do zobaczenia! - krzyknęła.

Kobiety zmieniły się z ciekawskich w zdezorientowane, ponieważ Marissa nie wsiadła do jego samochodu, nie dotknęła Layne’a i Layne nie dotknął jej, a ona zasugerowała, że powinny wystartować. Wszystkie były przyzwyczajone do większej uwagi, takiej, jakiej chciały i otrzymywania jej dokładnie wtedy, gdy tego chciały. To zamieszanie przerodziło się w niepokój i nie ruszyły się.

– Marissa – warknął Layne.

- To jest spoko! - krzyknęła natychmiast - To chłopak mojej kuzynki. Pilnuję jego psa, kiedy wyjeżdżają na wakacje!

Kobiety spojrzały na niego, a potem na siebie i jedna krzyknęła - Tak, Riss! Do zobaczenia!

- Do zobaczenia! – odkrzyknęła Marissa. Pomachały, więcej krzyczały i kobiety skierowały się do swoich samochodów.

Kiedy ostatnia zatrzasnęła drzwi, Layne odwrócił się do Marissy i się nie pieprzył.

- Potrzebuję informacji z twojego poprzedniego życia – oznajmił i patrzył, jak jej ciało napina się, więc kontynuował - Nie prosiłbym cię, gdyby to nie było ważne.

Jej twarz się zmieniła. Dzisiejsze flirtowanie minęło. Pamięć wczorajszej próby przyjaźni też. Była wkurzona.

- Rozumiem. Dowiadujesz się, że ssałam fiuta przed kamerami, masz to na mnie, teraz nie mam innego wyboru, jak tylko być twoim kretem – warknęła.

– To nie tak – powiedział jej Layne.

– Na to mi to wygląda, dupku – odpaliła.

Layne utrzymał swoją pozycję, tyłem do SUV’a i patrzył jej w oczy - Wyczułaś mnie wczoraj, dobrze mnie odczytałaś. Posłuchaj swojej intuicji, kobieto. Jak powiedziałem, to jest ważne.

- Tak, a za kilka tygodni znowu będzie to ważne, a miesiąc później znowu będzie ważne i będę żyć tym gównem w kółko, ponieważ kupiłeś sobie dostęp. Cóż, nie jestem kretem i to już nie jest moje życie, więc możesz się pieprzyć.

Odwróciła się do wyjścia, a Layne przemówił.

- Domyślam się, że w miasteczku jest nabór dla czternasto-, piętnastolatek, na modelki lub filmowanie - Zatrzymała się i odwróciła do niego - Albo dzieje się teraz, albo się wydarzy. Jedno wiem na pewno, że rekrutują przez kościół.

Marissa wpatrywała się w niego.

– Znasz kogoś w tym gównie? – zapytał Layne.

Marissa milczała.

Layne odepchnął się od auta, ale nie ruszył w jej stronę.

Jego głos zmiękł, kiedy powiedział - Marissa, nie widziałem twojej pracy, nie chcę tego, ale Dev mówi, że byłaś nieletnia. Kogo znasz, kto jest w tym gównie?

Odwróciła wzrok, ale nadal się nie odzywała.

– Kobieta – podpowiedział Layne - Kobieta, która prowadzi program.

Oczy Marissy wróciły do niego. Jej twarz całkowicie zbladła i Layne zrobił krok w jej stronę, aby dostać się do jej przestrzeni.

– Rekrutują je z Grupy Młodzieży, Marissa. Masz coś, musisz mi to dać.

– Nie mogę – szepnęła.

- Możesz, bo nie chcesz, żeby dziewczyny szły tą drogą, którą ty musiałaś iść – odpowiedział.

– Ona jest… – Marissa przełknęła ślinę i nachyliła się do niego  – To wstrętna facetka, Tanner. Posłuchaj mnie, nie idź w to.

- Niech te dziewczyny same sobie radzą? - Layne warknął, patrząc na nią.

- Nie - Potrząsnęła głową i zrobiła to mocno - Będzie miała twarz, faceta, prawdopodobnie niezbyt mądrego, zdecydowanie gorącego. On je ustawia, wciąga. Jeśli go zdejmiesz, ona pójdzie dalej.

– Nie za daleko, biorąc pod uwagę, że ją znasz – zauważył Layne – To znaczy, że przynajmniej pracowała w Indy, jak długo? Dziesięć lat?

- Jak chcesz, by twoje zejście się z ukochaną trwało dłużej niż kilka tygodni, trzymaj się z daleka i pozwól, aby następne miejsce, w które trafi, poradziło sobie z nią.

- Co o niej wiesz? – naciskał Layne.

– To wstrętna facetka – powtórzyła Marissa.

- Co wiesz? - Layne nacisnął.

- Wiem, że nie chcesz tam iść - Nic mu nie dawała.

– Do cholery, Marissa, co ty wiesz? - Layne odgryzł się.

- Wiem, że ma dwa cele, ale tylko o jeden naprawdę dobrze się troszczy. To są dziewczyny świeże i młode. Świeże i młode. Nie chciała mnie z tego powodu. Chciała mnie przez coś innego. Nie podobało mi się to, ale gówno z tym zrobiłam, bo wcześnie nauczyłam się, jak pozostać w jednym kawałku. Inna dziewczyna, która była ze mną w jej stajni, nie była taka mądra. Ta suka pocięła tę dziewczynę, Tanner, pocięła ją od środka. Pokroiła ją tak bardzo, że tam na dole nic już nie będzie dobrze. Nigdy. Nie w jej życiu. Zrobiła to sama. Nie skłoniła do tego żadnego ze swoich chłopców. Zrobiła to sama. Dziewczyna miała trzynaście lat i nawet po tym, jak ją pokroiła, została jej stręczycielką.

– Jezu – wyszeptał Layne.

- Nie chcesz tam iść - powtórzyła Marissa.

– Jak się wydostałaś? – zapytał Layne.

- Pracowała wtedy w rodzinie zastępczej. Przeprowadziła mnie przez to, a potem skończyłam szesnaście lat i byłam za stara na jej klientelę – odpowiedziała Marissa - Nie sprawiałam kłopotów. Wykonywałam swoją pracę. Nie narzekałam. Robiłam dobrze loda. Robiłam, co mi kazano, a ona wypuściła mnie, kiedy nie mogła mnie już używać. Wypuściła mnie czyli sprzedała, Tanner. Sprzedała mnie producentom, którzy pracowali ze mną do osiemnastego roku życia. A wyszłam z tego, bo robię dobrze loda. Mam dość praktyki i wielu mężczyzn głupieje, gdy dostają dobrze loda. Chciałam mieć zrobione cycki. Poprosiłam, zanim go zmusiłam, żeby doszedł, dostałam pieniądze na cycki. Kiedy chciałam iść dalej, poprosiłam, zanim mu kazałam dojść, więc poszłam dalej. Potem trochę schudłam, zmieniłam włosy, zrobiłam więcej loda, aby uzyskać nową tożsamość… wyszłam z Anity Dewmeyer, weszłam do Marissy Gibbon.

Layne spojrzał ponad jej głową i zrobił to, starając się jej nie dotykać. To nie była jego rola. Nie znał jej. To nie był czas, w którym ich relacja mogłaby się udać. Ale uznał, że nigdy nie była trzymywana w akcie dobroci, nigdy w jej życiu. A wiedząc o jej życiu o wiele więcej, niż kiedykolwiek chciał wiedzieć, nic dobrego, a wszystko to, co wiedział, było najgorsze, jakie mogło być, czuł się zmuszony do życzliwości.

Zwalczył pragnienie i spojrzał na nią.

– Przykro mi, Słonko – wyszeptał. Miał na myśli swoje słowa, a jej tułów szarpnął się, jakby ją uderzył pięścią w brzuch.

Nie, Marissa Gibbon nie doświadczyła zbyt wiele życzliwości.

Layne zignorował wyraz jej oczu, który sączył się na jej twarz, i kontynuował - Gdybyś dała mi nazwisko, czy twój tyłek byłby w tym?

Wciągnęła powietrze i cicho odpowiedziała - Jakby stwierdzili, że to ja, mój tyłek byłby w Białej Rzece.

– W takim razie wynoś się stąd, teraz – odpowiedział Layne równie cicho, a jej spojrzenie pogłębiło się.

- Co? - wyszeptała.

- Wyjedź już. I dajesz do zrozumienia komuś, kto gada, że wszystko, co ode mnie dostałaś, to trening pieprzenia się z Astley’em. I nie wiesz ni chuja o tym, co się dzieje w miasteczku.

- Ty… - Przerwała, wzięła kolejny oddech, po czym zapytała - Zamierzasz to tak zostawić?

- W tej chwili rozdzielam się na zbyt wiele. Nie mam środków, aby cię chronić, nie w perspektywie krótkofalowej ani długofalowej, gdyby coś spadło na ciebie i ktokolwiek inny w tym biznesie myślał, bo się z tobą pieprzyć. Więc tak, zostawię to tak.

Wytrzymała jego spojrzenie i robiła to zbyt długo.

- Wyjedź - rozkazał, po czym odwrócił się do swojego SUV’a.

– Nicolette Towers – zawołała, a Layne odwrócił się do niej.

Kurwa.

– Nic więcej, Marissa – ostrzegł.

– Będzie używać innego nazwiska. Jednak jej kartoteka będzie na Nicolette Towers.

– Idź – rozkazał.

– Lubi się bawić – ciągnęła Marissa, a Layne odwrócił się do niej, czując, jak ściskało mu żołądek.

– Idź – powtórzył.

– Tak ją dostaniesz. Pozwala swojemu chłopcu się zaciągnąć, ale jest trzyma na tym rękę, Tanner. Tak najdokładniej, jak tylko może.

– Słonko – szepnął Layne - Idź.

- Kupuje immunitet od miejscowych gliniarzy. Uszczęśliwia ich pieniędzmi, ale trzyma ich pod kontrolą, ponieważ lubią patrzeć, jak się bawi. Kiedy dostanie na nich to gówno, zrobią wszystko. Ale sprawia, że są grubi i bezczelni, umieszczając ich na liście płac i dając im tyle niezdrowej zabawy, ile mogą znieść. Tylko dlatego zrobiliby dla niej wszystko.

Layne przełknął ślinę, która wypełniła mu usta i warknął - Nic więcej, kobieto, idź.

- Ma mięśniaków i siłę ognia. Nawet jak pomyśli, że się zbliżasz, zada ci obrażenia, ale lubi pierwsze ostrzeżenie. Chodzi o władzę, kontrolę. Jak ktoś myśli, żeby się z nią pieprzyć, ona lubi wiedzieć, że ten ktoś żyje i wiedzieć, że ma z niego to, co najlepsze. Jak wróci po nią, zejdzie.

Jezu pieprzony Chryste.

- Skąd wiesz to gówno? – zapytał Layne.

- Wykonywałam swoją pracę. Nie narzekałam. Nie byłam świeża, ale byłam ulubienicą. Wiedziała, że jestem typem który chce przetrwać. Wiedziała, że nigdy nie zrobię tego, co teraz robię. Więc nie ukrywała przede mną swojej sprawy, kiedy chciała trzymać mnie blisko siebie. A będąc tą, która chce przetrwać nauczyłam się milczeć i słuchać. Więc to robiłam.

Layne wpatrywał się w nią.

Potem podjął decyzję.

– Jak bardzo jesteś związana z Indianapolis? – zapytał.

- Co? - zapytała w odpowiedzi.

- Co myślisz o Los Angeles?

Jej usta rozchyliły się i odwzajemniła spojrzenie.

– Dev ma dziś pracę – powiedział Layne - Wieczorem ma jeszcze jedną. Nawiąż z nim kontakt. Umów się na spotkanie. Jutro odbierzesz swoją nową tożsamość od Dev’a. Sprzedajesz ten pieprzony samochód i zabierasz dupę do LA. Mam tam przyjaciela, który pomoże ci się ustawić i będzie cię pilnował, dopóki nie będzie wiedział, że żadne gówno nie ucieknie na zachód. Nie dokonujesz nawiązania kontaktów bezpośrednio. Skontaktuj się z nim, on się ode mnie dowie.

- Mam tu szkołę – stwierdziła.

- Mają uniwersytety w Los Angeles - odpowiedział.

– Pacemate…

- Są wspomnieniem. Nie jesteś już widoczna. Nie odbiegasz od swojej ścieżki. Jak to gówno będzie skończone, znajdziesz porządnego faceta, dasz mu świetnie loda, uzależnisz go, osiedlisz się i ukrywasz przed nim to gówno. Przed chwilą postawiłaś dla mnie swój tyłek na linii strzału, więc w zamian dam ci to szczerze. Nie dziel się z nim, choćby był przyzwoity, o Anicie Dewmeyer czy Marissie Gibbon. Byłaś w systemie. Żyłaś gównianym życiem. Miałaś pracownika socjalnego, który wskazał ci drogę, ale poza tym nie chcesz o tym rozmawiać. nigdy. Chcesz patrzeć w przyszłość, nigdy w tył. Trzymaj go przodem do przodu, Marissa, sama tego nie rób i jemu nie pozwól nigdy oglądać się za siebie. Ale jak okaże się, że musisz o tym porozmawiać, załatwić sprawy po tym, jak to się skończy, skontaktuj się ze mną lub Dev’em. Nie nakładaj tego gówna na swojego mężczyznę. Tak?

– Jeśli zniknę, zwłaszcza z Pacemate, będą wiedzieć…

Layne przerwał jej - Mówiłem ci, mam faceta, który będzie cię pilnował.

– Ma dwanaście oczu? Ponieważ mogą nadejść ze wszystkich kierunków - odpowiedziała.

Wiedział o tym lepiej niż ona. Został trafiony trzema kulami, a każda z tych kul pochodziła z innej broni. Zasadzka. Jedyne, co dała mu Marissa, to wiedzę kto za tym stoi i dlaczego nie strzelili mu w głowę po tym, jak upadł.

- Zawierzyłaś mi, że zrobię właściwą rzecz z tym gównem, którym się właśnie podzieliłaś. Teraz zaufaj mi, że zrobię to, co należy - powiedział jej Layne.

- Zajmowałam się moim…

Wrócił do jej przestrzeni, a ona zacisnęła usta.

– Wiem, że to robiłaś, Marissa, więc wiem, że to nie będzie łatwe, ponieważ nikt nigdy się o ciebie nie troszczył. Ale ja nie jestem jak te śmieci, które kręciły się wokół ciebie przez całe twoje życie. Wiesz to. Ten facet wie, co robi i gdybym nie myślał, że to wie, to bym cię tam nie wysłał.

Zamknęła się w sobie. Widział to. Nie dawała mu nic i nie kupowała ani jednego słowa, które powiedział. Tak bardzo była przerażona tym, co właśnie zrobiła. A strach może sprawić, że zrobisz naprawdę głupie gówno.

Więc Layne naciskał - Twoje życie właśnie się zmieniło. Miałaś okazję odwrócić się plecami do grupy dziewczyn, których nie znasz, które albo przeżywają koszmary, albo miały przeżywać. Nie zrobiłaś tego. Postąpiłaś właściwie. Teraz zostawiasz za sobą niewłaściwe życie i patrzysz… w cholerną… w przyszłość, ku zupełnie nowemu doświadczeniu.

Spojrzała na niego i wiedział, że jest niezdecydowana.

Więc zdecydował się za nią.

– Jak Dev nie dostaje telefonu, każesz mi cię ścigać, co zrobię, Marissa, ani trochę cholernie nie żartuję, to mnie wkurzy. Ale mam zbyt wiele powodów do zmartwień, aby martwić się o ciebie i jeśli coś ci się stanie, nie będę żył z tym na sumieniu. Więc jak każesz mi znaleźć czas, żeby zabrać cię do LA i zapewnić ci bezpieczeństwo, tak jak powiedziałem, to mnie wkurzy. Nie chcesz mnie wkurzyć. Więc dziś wieczorem złap telefon i zadzwoń do Dev’a.

Nie wiedział, jak się do niej dostał, ale dotarł do niej i wiedział o tym, kiedy szepnęła - Zadzwonię do Dev’a.

- Oczy i uszy trzymaj otwarte, aż dotrzesz do LA. Nie wymieniaj tej Corvette, po prostu ją zostaw – naciskał Layne.

Skinęła głową.

- Dopóki nie będziesz z moim facetem, jakbyś miała złe przeczucia, zadzwoń do Dev’a.

Znowu skinęła głową.

– Miałaś przyjaciółki. Nie są już twoimi przyjaciółkami. Zdobędziesz nowe w LA.

Przełknęła, po czym ponownie skinęła głową.

Layne przyjrzał się jej twarzy, po czym to złagodził - Postąpiłaś właściwie.

– Racja – wyszeptała, a Layne wiedział, że mu nie wierzyła, ale zamiast tego żałowała, że nie mogła cofnąć czasu i trzymać buzi na kłódkę.

- Zanim życie stało się to dla ciebie gównem, jak byś się czuła, gdyby jakaś kobieta uratowała cię od tamtego?

– Nigdy się nie dowiedzą, że to ja – odpowiedziała.

- Ty też byś nie wiedziała, ale też nie miałbyś takiego życia. Czy to nie wystarczy?

Zassała wargi między zębami i zacisnęła zęby.

Potem znów skinęła głową.

– Dobrze zrobiłaś – powtórzył.

Znowu skinęła głową, a potem jej zęby wypuściły wargi, żeby mogła powiedzieć - Wyświadcz mi przysługę?

- Co? – zapytał Layne.

Jej twarz się zmieniła, posłała mu to spojrzenie z miękkimi ustami, a Layne miał nadzieję, że skieruje to spojrzenie do właściwego faceta. Faceta, który pokaże jej życie, jakie powinna mieć.

- Nie daj się zabić - odpowiedziała szeptem, pochyliła się i potarła Blondie, a potem, nie patrząc na niego ponownie, odwróciła się i odbiegła.

Blondie szczeknęła podekscytowanym pożegnaniem.

*****

Layne siedział w fotelu Merry’ego w jego salonie, twarzą do frontowych drzwi, gdy Merry wszedł.

– Ciężko cię złapać – zauważył Layne.

Merry odwrócił się szybko, wsuwając rękę w kurtkę w kierunku pistoletu, zanim zobaczył Layne’a i zatrzymał się.

- Jezu, kurwa, cholera, Tanner, co do cholery? - warknął Merry.

– Dzwoniłem do ciebie, bracie – przypomniał mu Layne.

– Tak, więc jestem zajęty, a ty włamujesz się do mojego cholernego domu? – spytał Merry, wchodząc do pokoju, zrzucając skórzaną kurtkę i rzucając ją na oparcie kanapy.

- Jesteś zajęty? – zapytał Layne, nie wykonując najmniejszego ruchu na krześle, z wyjątkiem uniesienia brwi.

- Tak, bracie, zajęty - Merry przerwał, po czym zapytał - Jak się tu dostałeś?

– Wybrałem zamek – odpowiedział Layne.

– Mówisz mi, że wybrałeś zamek w mieszkaniu gliniarza?

- Nie, mówię ci, że wybrałem zamek w mieszkaniu mężczyzny który miał być moim partnerem w operacji, temu który odstrzelił moją dupę. To także człowiek, który powinien być moim cholernym przyjacielem i wiedzieć, że mam różne rzeczy, niektóre z moimi chłopcami na linii strzału. To także mężczyzna, który jest bratem mojej kobiety, który…

Merry uniósł rękę i przerwał - Rozumiem.

- Doprawdy? Nie sądzę. Widzisz, gdybyś rozumiał, oddzwoniłbyś na moje cholerne telefony.

– Byłem zajęty, dobrze? - Merry skłamał.

- To jest cholernie kiepskie i cholernie o tym wiesz – warknął Layne, mając problem z utrzymaniem się na miejscu.

Merry wyszedł z defensywy wprost, by podjąć ofensywę – Ty też byłeś zajęty, bracie.

– Tak, byłem – zgodził się Layne.

- Więc pozwól, że ci w tym pomogę. Zwolnij tatę – odpowiedział Merry.

Layne wstał, a Merry spiął się.

Potem przemówił Layne.

- Rutledge zapewnia bezpieczne schronienie kobiecie rasy kaukaskiej po czterdziestce o imieniu Nicolette Towers. Gówno, które poszło w Grupie Młodzieżowej, to jej gra. Lubi dziewczyny, lubi je stręczyć w każdy możliwy sposób i po prostu je lubi.

Layne zignorował twarz Merry’ego wykrzywioną z obrzydzenia i kontynuował.

– Colt jest w to wmieszany, podobnie jak facet imieniem Ryker, którego, jak sądzę, znasz. Ryker i ja, jesteśmy partnerami i mój człowiek Devin też nad tym pracuje. Jak pójdziemy ostro, jej chłopak upada, Rutledge upada i Towers upada. Z tej obsady bohaterów najwięcej do stracenia ma Rutledge. Jest brudny i to nie tylko brud. To syf. Jedyną rzeczą, której chłopcy w kiciu nienawidzą bardziej niż gliniarza, jest pedofil. On jest obydwoma i ma popieprzone.

Layne skrzyżował ręce na piersi, nie odrywając oczu od Merry’ego i ciągnął dalej.

- Mam informacje, które mówią to, co podejrzewaliśmy, ta zasadzka była ostrzeżeniem. Gdyby chcieli mnie zabić, zrobiliby to. Nie dadzą mi drugiego ostrzeżenia. Ale, doprawdy, nie działam ostrożnie z tym gównem. Chcę, żeby Rutledge był przestraszony, Gaines był wystraszony, a Towers w stanie pogotowia. I całe to gówno wyjdzie ode mnie, nie od ciebie, nie od Colta. Mnie. Colt nad tym pracuje, ale nie macha tam tyłkiem. Ja macham. Nie chcę, żeby którykolwiek z nich uciekło. Jak oni uciekną, my mamy popieprzone. Wyjdą poza twoją jurysdykcję i zrobią to po tym, jak wwiercą mi nabój w czaszkę. Ta operacja będzie wymagała umiejętności i pracy zespołowej, a teraz muszę wiedzieć, czy odejdziesz, bo jak znikasz z radaru, tak jak w tym tygodniu, ja nie żyję.

– Nie wychodzę – uciął Merry.

– Dobrze, witaj z powrotem w zespole – odparł Layne.

Merry skrzywił się do niego, a następnie zapytał - Skończyłeś?

– Nie – odpowiedział Layne – Domyślam się, że wiesz, że Roc i ja znów jesteśmy razem.

– Tak, zapomniałem wysłać bukiet z gratulacjami – odparł sarkastycznie Merry, a Layne wciągnął powietrze.

Obserwowali się nawzajem, a Layne czekał. Merry nie mógł długo walczyć na gapienie się, bo nie miał wystarczającej kontroli, dlatego najpierw przerwał ciszę.

– Myślę, że skoro nie idziesz w stronę drzwi, masz więcej do powiedzenia – podpowiedział.

- Nie, nie ruszam się do drzwi, bo czekam, żeby usłyszeć, co ty masz do powiedzenia – odpowiedział Layne.

- Myślę, że już wcześniej rozmawialiśmy o tym, bracie - przypomniał mu Merry.

- I myślę, że dałem jasno do zrozumienia, że nie podoba mi się sposób, w jaki to poszło – odpalił Layne.

– Wygląda na to, że podobało ci się to wystarczająco, skoro moja siostra znowu grzeje ci w nocy łóżko.

– Nie wkurzaj mnie – wyszeptał ostrzegawczo Layne.

– Nie jesteś już wkurzony? - Merry wrócił.

– Dobrze, że mogłeś to odczytać, Garrett.

– Nie trudno, Tanner.

- Dobrze, w takim razie będę ci to ułatwiać. Ty i twój tata jesteście cholernie przerażeni czymkolwiek, do diabła, czego cholernie boicie się, że Rocky was odetnie, jeśli któryś z waszej pary dorośnie i wyjmie głowę z tyłka…

– Dobra, teraz mnie wkurzasz – warknął Merry.

– Jeszcze nie skończyłem – powiedział mu Layne - Jeśli ostatecznie dowiem się, że siedziałeś na czymś, co trzymało ją z dala ode mnie, kiedy jej chciałem, a ona pragnęła mnie. Coś, co oznaczało, że straciliśmy osiemnaście lat. Coś, co utrzymywało ją w strachu, doprowadziło ją do palanta, który traktował ją jak gówno. Więc lepiej przestań się martwić, że ona cię odetnie i zacznij się martwić o mnie. Ponieważ, bracie, nic nas nie rozdzieli, nie ponownie. Jest moja, dopóki nie umrze. A jak ja znajdę to gówno, będę miał wredną urazę i, na Boga, Garrett, stracicie nas oboje i żadne z nas nigdy nie wróci. Czy mnie rozumiesz?

Merry uśmiechnął się i to było paskudne – Nie graj w tę grę, Tanner. Stajesz przeciwko mnie i tacie, jeśli chodzi o Rocky, daję ci słowo, że przegrasz.

– Wydajesz się pewien.

- To dlatego, że jestem.

- Ma trzydzieści osiem lat i wciąż jest zawstydzona swoim okresem i śmiertelnie przerażona ciemnością. Powiedz mi, Garrett, jeśli obchodziliście się z nią ostrożnie, jak to możliwe?

Twarz Merry’ego zmieniła się i Layne nie mógł przeczytać co w niej było, zanim to ukrył.

Więc Layne blefował - Tak myślałem. Nie jesteś aż tak cholernie pewny, prawda?

Layne wygrał swój blef, wiedział o tym, kiedy Merry szepnął - Pieprz się.

Spojrzał na zegarek i z powrotem na Merry’ego – Masz piętnaście minut, zanim pójdę po nią na mecz. Masz coś dla mnie?

Merry milczał, a Layne czekał.

Potem Layne ostrzegł cicho - To ostatni raz, kiedy cię zapytam, bracie. Masz coś dla mnie?

Merry milczał.

Layne skinął głową i szepnął - Racja.

Potem, nie patrząc na przyjaciela i bez słowa, Layne przeszedł obok niego i wyszedł za drzwi.

*****

– O mój Boże – szepnęła Rocky z bladą twarzą i wpatrywała się w niego.

Layne siedział na jednym końcu jej kanapy, z nogami na jej stoliku do kawy, na którym leżało prawie puste pudełko po pizzy i kilka butelek piwa. Rocky siedziała na drugim końcu kanapy, jej stopy spoczywały na jego kolanach, a on właśnie opowiedział jej całą historię Marissy Gibbon.

– Przykro mi, pączuszku – powiedział cicho Layne – Wolałbym to przed tobą ukryć, ale jeśli Astley wciąż ma kogoś, kto nas obserwuje, mógł robić zdjęcia i to może wrócić do ciebie. Zmusił mnie. Musiałaś wiedzieć.

- Nie wiem, co powiedzieć - Nadal szeptała.

- Nie ma tu nic do powiedzenia, poza próbą znalezienia pozytywnej części, czyli tego, że Marissa Gibbon nauczyła się dzisiaj, jak być dobrą kobietą. Spróbowała i pasowało jej. Wiesz, że Devin dzwonił do mnie, kiedy byliśmy na meczu. Umówiła się na spotkanie. Teraz może iść dalej, zostawić to gówno za sobą i może znaleźć dobre życie.

Jej oczy pozostały przyklejone do niego, dopóki jej usta nie zmiękły, jej powieki opadły do połowy, a potem wyciągnęła stopy z jego kolan, skręciła biodra na kanapie i czołgała się na czworakach, aż wsunęła ręce na jego ramiona i była twarzą w twarz i pierś w pierś z nim.

– Jesteś dobrym człowiekiem, Tanner Layne – powiedziała cicho, po czym jej oczy opadły na jego usta.

Objął ją ramionami, ale cofnął trochę głowę, a jej oczy wróciły do jego.

- Chcę mieć twoje usta na moich, Słonko, ale jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać – mruknął.

- Nie podoba mi się twój wyraz twarzy - odpowiedziała, tracąc swój wygląd, ten, który on tak bardzo lubił i Layne byłby naprawdę cholernie szczęśliwy, gdyby to całe gówno się skończyło, a życie było tylko życiem.

Więc nie marnował czasu. Marnowanie czasu oznaczałoby opóźnienie w dotarciu do dobrej części wieczoru, a nie chciał tego ani dla siebie, ani dla Roc.

Poinformował ją o wydarzeniach dnia, z wyjątkiem rozmowy z jej bratem, ale wciąż jeszcze miał kilka rzeczy, które musiał wyjaśnić. Zabrał się więc do wyjaśnienia.

- Dzisiaj dużo zrobiliśmy. Devin, Ryker i ja będziemy na zmianę słuchać podsłuchu. Wiemy, kim ona jest, a Dev ma odciski z mieszkania, które prowadzi niezależne laboratorium. Jutro będziemy mieli wyniki, więc dowiemy się, kim on jest i miejmy nadzieję, że otrzymamy potwierdzenie jej. Wiemy, w czyjej kieszeni jest Rutledge. Oznacza to, że będzie goręcej. Mówiłem to Jasperowi i powiem ci. Zachowaj czujność. Pozostań mądra. Nie rozmawiasz z Josie, Violet, Feb, nikim o tym gównie. Zamykasz drzwi, gdy jesteś w samochodzie i jedziesz patrząc w lusterka. Widzisz ten sam samochód więcej niż raz, natychmiast do mnie dzwonisz. Jutro zabiorę cię do biura i dam ci przycisk paniki, a ty nosisz go ze sobą wszędzie. Nigdzie nie idziesz, chyba że ktoś wie, że jedziesz, dokąd idziesz i kiedy oczekuje się, że tam dotrzesz. Nie śpisz sama. Jak nie ma mnie w domu, nie śpisz. Nie ma mnie w tym mieszkaniu, ciebie nie ma w tym mieszkaniu. Te sępy mieszkają blisko, mój system bezpieczeństwa w domu jest solidny, nadal nie naprawili tego tu.

– Ale dziewczyny przychodzą jutro, żeby…

– Tak, a ja wyjdę, kiedy tu dotrą i wrócę, zanim odejdą. Żona Colta i żona Cala będą tutaj. Ktoś może być na tyle głupi, żeby się z tobą pieprzyć i mała, to prawda, nawet jeśli rozumiem, że cię to przeraża. Ale nikt nie byłby na tyle głupi, żeby pieprzyć się z wami trzema.

Przestał mówić, a ona nic nie powiedziała, tylko patrzyła mu w oczy, więc jego ramiona ją ścisnęły.

– Rozumiesz to wszystko? - zapytał.

Rocky skinęła głową.

– Świrujesz? - pociągnął to.

Rocky kiwała głową.

– Myślisz, że kiedykolwiek pozwoliłbym, żeby coś cię skrzywdziło?

Rocky przestała kiwać głową, jej usta zrobiły się miękkie, powieki opuszczone i potrząsnęła głową.

– W porządku, kochanie – wyszeptał, przesuwając dłonią w górę jej pleców, jej szyję obejmując jej głowę - Posprzątam to gówno - powiedział jej cicho, wskazując głową na stół - Idź na górę i przygotuj się, bo jestem głodny.

- Layne - wydyszała, jej cycki wciskały się głębiej w jego klatkę piersiową, a jego kutas zaczął się twardnieć.

– Idź, przygotuj się dla mnie – warknął.

- Muszę cię najpierw o coś zapytać - powiedziała, przesuwając ręce w górę jego szyi, jej palce wślizgiwały się w jego włosy i kręciły się z tyłu.

- Tak? – zapytał, kiedy nie powiedziała nic więcej.

– Tamtego wieczoru, po tym pierwszym meczu, na który poszliśmy razem, pamiętasz?

– To było zaledwie miesiąc temu, pączuszku.

– Więc pamiętasz – naciskała.

– Tak, Roc – zacisnął ramiona – Pamiętam każdą sekundę.

Uśmiechnęła się. Podobała się jej tamta noc, ale podobało jej się, że on też to lubił.

Potem powiedziała - Nie chciałam, żebyś odchodził.

- Wiem.

Rocky wciąż się uśmiechała i dalej opowiadała - Zanim Merry przyszedł, miałam zamiar ruszyć na ciebie.

Layne odwzajemnił uśmiech - Tak, wiem.

Jej uśmiech stał się jeszcze jaśniejszy, zanim jej twarz stała się dziwna, niepewna i zaczęła - Czy ty… umm - wzięła wdech - podjął mój ruch czy go odbił?

Layne poczuł, jak jego uśmiech blednie i odpowiedział szczerze - Nie wiem, kochanie.

Skinęła głową, odwróciła wzrok, a on użył dłoni na jej głowie, by zwrócić na siebie jej uwagę.

- To się nie wydarzyło i nie wiem, co bym zrobił, gdyby tak się stało. Ale wiem, że odrzucenie cię zabiłoby mnie - Przyjrzała się jego twarzy, a on powtórzył - To by zabiło, Rocky. Chciałem, żebyś wykonała ten ruch i nawet, jak myślałem wtedy, że nigdy więcej nie będziemy tu, gdzie jesteśmy teraz, chciałem ciebie i chciałem, żebyś ty mnie chciała.

Jedna z jej rąk wysunęła się z jego włosów, by objąć jego szczękę.

Potem powiedziała - Wiesz, jednym z powodów, dla których się w tobie zakochałam, było to, że zawsze byłeś szczery. Ze wszystkimi, łącznie ze mną. Kochałam to. To sprawiło, że czułam się bezpiecznie. Nadal to w tobie kocham, zwłaszcza wiedząc, że uczciwość wymaga odwagi. Twoja odwaga, to też w tobie kocham.

I kochał jej słowa, cholernie kochał każde z nich. Nie kochał tego, co mogły oznaczać.

Musiał wiedzieć, co mogły oznaczać.

- Czy w twoim życiu ktoś nie był z tobą szczery?

Cofnęła się odrobinę i jej ręka opadła na jego klatkę piersiową - Co?

- To, co powiedziałaś, sprawiło, że pomyślałem, że może chodziło ci o to, że to było odświeżające, ktoś był uczciwy, bo miałaś kogoś nieuczciwego w swoim życiu.

Jej oczy przesunęły się za jego ramię, ale nie ukrywała się przed nim, myślała.

Mimo to rozkazał - Roc, patrz na mnie - a jej oczy wróciły.

- Nie wiem – odpowiedziała. – Nie sądzę, ale… – Urwała, jej twarz straciła ostrość, wciąż myślała.

Kurwa.

Wiedział, patrząc na nią, stał na polu pełnym min. Postawił się tam. A teraz musiał znaleźć sposób, żeby się wypierdolić lub celowo wskoczyć na minę, która mogła spowodować szkód, ale zrobić to z nadzieją, że jego ciało nie rozpadnie się na strzępy, zabierając ze sobą Rocky.

– Pączuszku – zawołał Layne i skupiła się na nim - Czy twój tata kiedykolwiek rozmawiał z tobą o faktach z życia?

Wybuchnął z niej zaskoczony chichot i zapytała - Co?

- Seks. Jak działają ciała mężczyzn. Jak działają kobiece ciała. Coś w rodzaju gówna?

– Większości tego nauczyłam się w szkole, Layne - Wciąż się uśmiechała.

- Więc tego nie zrobił – domyślił się Layne.

- Cóż, nie, nie do końca. Powiedział, że kiedy mu powiedziałam, że zaprosiłeś mnie na randkę i wiedział, kim jesteś i ile masz lat, a po naszej kłótni powiedział, że nie będę chodziła z tobą, a ja mu powiedziałam, że będę, stwierdził, że jak położysz dłoń na mnie, wyrwie ci serce. To znaczy po tym, jak odciąłby ci ręce. Ale poza tym właściwie unikał faktów z życia.

Layne słyszał tę historię nie tylko od Rocky, ale także od Dave’a i Merry’ego. Po tym, jak zaczęli mieszkać razem, była to ulubiona opowieść, nad którą cała trójka rechotała.

Nie tam też ją prowadził.

– Więc zostawił cię z tym – stwierdził Layne.

Rocky przechyliła głowę na bok – Zostawił mnie z tym?

- Abyś sama nauczyła się tego gówna.

– Cóż – szepnęła, gdy jej ręka zaczęła bawić się kołnierzykiem jego koszuli - Zrobiłam to, skoro byłam stosunkowo młoda, kiedy znalazłam dobrego nauczyciela.

Automatycznie ramiona Layne’a ścisnęły ją, ale pozostał skupiony na celu - A co z okresem?

Jej oczy skierowały się na jego, a jej palce zatrzymały się w połowie zgięcia - Co?

- Kto ci o tym powiedział?

Jej ciało zaczęło się napinać i odsuwać, więc jego ramiona zacisnęły się. Rocky przeczytała wiadomość i zrezygnowała.

- Kto? - naciskał.

- Dowiedziałam się tego w czasie edukacji seksualnej i o zdrowiu w gimnazjum – odpowiedziała.

- Kiedy zaczęłaś miesiączkować? – zapytał Layne.

Z jakiegoś powodu jej oczy nasiąkły strachem, Layne przyszykował się, a ona odpowiedziała - Dlaczego o tym rozmawiamy?

– Chcę wiedzieć o tobie wszystko – odpowiedział. To było kiepskie, ale miał nadzieję, że zaprowadzi ich tam, gdzie powinni się udać.

- Cóż, nie pamiętam - skłamała, bo każda dziewczyna to pamiętała.

– Czy to było przed śmiercią twojej mamy, czy po?

Jej ciało się zablokowało.

Kurwa.

- Kochanie, czy to było przed śmiercią twojej mamy, czy później?

– Nie rozumiem, dlaczego chcesz wiedzieć – szepnęła.

– Powiedz mi, Rocky. Czy to było przed śmiercią twojej mamy, czy później?

– Kogo to obchodzi? - jej głos stał się wyższy, a na jej twarzy wyraźnie widać było strach.

Kurwa!

- Dlaczego nie odpowiadasz? – zapytał delikatnie, pchając ostrożnie, ale, niestety, nie postępując ostrożnie.

– Bo nie rozumiem, dlaczego cię to obchodzi – odpowiedziała – A poza tym to prywatne.

- Nic nie jest prywatne między tobą a mną.

– To jest prywatne – odpowiedziała.

– Nie jest.

- To jest.

- Kochanie, miałem tam usta. Znam cię tam lepiej niż ty. Wiem jak smakujesz, jak cię czuję, jak wyglądasz...

– Przestań – szepnęła.

- Czemu? – zapytał.

Potrząsnęła głową, obie ręce powędrowały do jego klatki piersiowej i próbowała się odepchnąć. Layne zablokował ramiona, przytrzymując jej tułów w chwili, gdy przesunął się i zarzucił nogę na jej, przytrzymując jej dolne kończyny.

- Czemu? - powtórzył - Dlaczego chcesz, żebym przestał?

Rozejrzała się po pokoju, wciąż wywierając stały nacisk na jego klatkę piersiową, ze strachem na twarzy.

Tak więc Layne przywołał odwagę, którą kochała, aby zbadać coś, co podstępnie gniło w jego mózgu, odkąd zaczęły się sekrety, i zapytał - Mała, co się stało tamtej nocy?

- Layne, puść.

- Czy Carson Fisher cię dopadł?

Jej oczy przecięły się na jego, a Layne złapał wyraz przerażenia na jej twarzy, gdy zaczęła z nim walczyć.

Kurwa. Kurwa. Jezu, kurwa, nie.

- Czy on do ciebie dotarł? - Layne naciskał, chociaż naprawdę nie chciał wiedzieć. Musiał wiedzieć. Ale co ważniejsze, Rocky musiała się z tym zmierzyć.

– Puść mnie – szepnęła.

– Nie powiedziałaś glinom. Nie ma tego w raporcie. Wyciągnąłem go i przeczytałem. Ale powiedziałaś swojemu bratu, a on waszemu tacie. Dotarł do ciebie, prawda? Dopadł cię i cię skrzywdził.

I wtedy szarpnęła się, w tym samym czasie chrząknęła i zerwała się na nogi. Layne był tuż za nią, złapał ją w pasie, zanim zdążyła uciec i obrócił ją w swoje ramiona. Odsunęła się w tym samym czasie, kiedy odepchnęła jego klatkę piersiową dłońmi.

- Layne! - krzyknęła - Puść mnie!

- Możesz mi powiedzieć, kochanie, szczerze przed Bogiem, możesz mi powiedzieć. Niczego nie zmienia. Ani jednej pieprzonej rzeczy.

- Nie! - krzyknęła - Nie! Nie dostał się do mnie. Myślisz, że moja matka kiedykolwiek pozwoliłaby mu się do mnie dostać? Nie! Nawet go nie widziałam.

– Przysięgnij – naciskał Layne.

– Przysięgam – syknęła - I zaczęłam miesiączkować po śmierci mamy. Tydzień po śmierci mamy. Tata był w szpitalu i nie mogłam zapytać Merry’ego, więc babcia zabrała mnie do sklepu i pomogła mi wybrać to, czego potrzebowałam i była słodka, ale nie chciałam jej tam. Chciałam tam mieć mamę. Mogłabym porozmawiać z mamą o tym gównie. Mama wiedziałaby, co robić, co powiedzieć. Skurcze bolały tak cholernie bardzo i bardzo krwawiłam, to trwało cały dzień. To mnie cholernie przestraszyło. Nie chciałam tego przez całe życie. Babcia próbowała, ale nie była mamą. Nigdy nie byłaby mamą. Nie mogłam z nią o tym rozmawiać, zadawać jej pytań. Nie mogłam z nikim o tym rozmawiać, z wyjątkiem mojej mamy, która nie żyła. Do trzydziestego roku życia miałam najgorsze okresy. Sprawiały, że czułam się jak gówno, przynosiły dużo bólu i szybko się wykrwawiałam. Nienawidziłam ich tak bardzo, że się ich bałam. Nadal nie są moimi ulubionymi rzeczami ani nie są moimi ulubionymi rzeczami do rozmowy. Ale proszę bardzo. Historia mojej płodności. Szczęśliwy?

– Tak – odpowiedział szczerze Layne, a ona drgnęła ze zdziwienia na jego odpowiedź, a potem znieruchomiała w jego ramionach.

- Tak? - zapytała.

Pochylił brodę i zbliżył twarz do jej - Jestem facetem. Facetem, który dorastał bez taty. Jak przytrafia ci się gówno, chcesz, żeby ktoś z tobą o tym porozmawiał. Więc rozumiem to, co mówisz, bardziej niż ktokolwiek zrozumiałby to, co mówisz. Potrzebowałaś swojej mamy, a ona zmarła na tydzień przed tym, jak ty jej potrzebowałaś. To by było do dupy, mała. Chcę, żebyś wiedziała, że dorastając bez taty, ja to rozumiem, a to oznacza, że możesz o tym ze mną rozmawiać.

Patrzyła mu w oczy przez dłuższą chwilę, zanim jej ciało się rozluźniło i wyszeptała - Layne.

- Nie musisz niczego ukrywać ani niczego się wstydzić, nie ze mną. Tak? – stwierdził Layne.

- Tak - Nadal szeptała.

Layne wziął wdech. Potem go wypuścił.

Potem zdał sobie sprawę, że przeszedł przez pole minowe bez rozerwania na kawałki. Rocky była bezpieczna i w jednym kawałku w jego ramionach i rozluźnił się.

Kiedy to zrobił, zauważył, że Rocky przyglądała mu się z wyrazem twarzy, którego nie potrafił odczytać.

- W porządku, kochanie? – zapytał.

– Naprawdę nie muszę już przetwarzać mojego okresu, Layne – powiedziała cicho - Jestem już do tego przyzwyczajona.

– Wstydzisz się – powiedział jej szczerze.

- Mieszkałam z dwoma mężczyznami, z których jeden był nastolatkiem. Jak ognia unikali wszystkich moich akcesoriów z okresu. I, nowina, kochanie… - położyła dłoń na jego szczęce - Jesteś też mężczyzną.

– Tak – uśmiechnął się Layne - Ale ja nie mam żadnych przerw z powodu tego gówna. Dorastałem samotnie w domu z kobietą.

Jej usta zrobiły się miękkie.

- A ja tylko chcę, żebyś wiedziała, że jesteś ze mną bezpieczna, zawsze bezpieczna ze mną, ze wszystkim – powiedział jej.

Jej powieki opadły, ale nie wpół przymknęły. Zamknęły się, a kiedy się otworzyły, jej twarz była otwarcie zaniepokojona.

– Martwisz się, że cię zostawię – wyszeptała, zaskakując Layne’a, przechodząc to od razu do sedna.

– Tak – odszepnął, jego ramiona zacisnęły się wokół niej, jej ręka zsunęła się z jego szczęki, a obie ręce zacisnęły się wokół jego szyi. Wcisnęła się w niego i zrobiła to głęboko, wstając na palcach tak, że jej twarz była blisko jego. Spojrzał jej w oczy i była tam intensywność, tak silna, że miała wrażenie, jakby jej oczy płonęły w jego.

- Nie pozwól mi cię opuścić - wyszeptała tak cicho, że prawie jej nie usłyszał.

Ale usłyszał ją. Nie tylko ją słyszał, rozumiał, co mówiła, a jego klatka piersiowa ścisnęła się, jego wnętrzności skręciły się, ale ramiona zacisnęły się jeszcze bardziej.

– Nie zrobię tego – odszepnął, jego głos był cichy i gruby.

- Bez względu na wszystko - Nadal mówiła cicho.

- Bez względu na wszystko - odpowiedział.

- Obiecaj.

– Obiecuję, kochanie.

Wytrzymała jego spojrzenie, a potem cicho zapytała - Czy mogę cię o coś zapytać?

- Wszystko.

– Powiedziałeś Marissie, że kiedy znalazłaby innego mężczyznę, żeby nie opowiadała mu o swojej przeszłości.

O kurwa.

Nie wyszedł jeszcze z tego pola minowego.

– Tak – odpowiedział ostrożnie.

- Szczerze? Myślisz, że nawet jeśli znajdzie dobrego faceta, naprawdę dobrego faceta, nie powinna mu o tym mówić?

- O co naprawdę pytasz, kochanie?

– Pytam o Marissę.

– W takim razie, jeśli pytasz o Marissę, tak.

Cofnęła głowę - Bo myślisz, że gorzej by o niej myślał? Osądzi ją?

- Nie, ponieważ ona zasługuje na miłość za to, kim powinna być, kim będzie, nie pomimo tego, co jej narzucono.

Usłyszał, jak Rocky wciągnęła powietrze, a jej oczy znów stały się intensywne i widząc to, zdecydował, że po raz kolejny udało mu się nie zostać rozerwanym na kawałki, udało mu się trzymać ją razem, a ona kazała mu obiecać, że nigdy nie pozwoli jej iść. Mógł to zrobić. Mógł sprawić, żeby została. Miał jej pozwolenie. Cokolwiek by to było, kiedy w końcu by się z tym zmierzyli, miał jej pozwolenie na zrobienie tego, co musiał zrobić, aby została.

Dzięki Chrystusowi, że to się stało.

Uznał też, że ona miała dość na jedną noc, on też i nadszedł czas, aby ruszyć… do cholery… dalej.

Więc opuścił głowę, żeby wziąć jej usta, ale ona cofnęła jeszcze trochę głowę i zatrzymał się.

Kiedy to zrobił, uniósł brwi i Rocky wyszeptała - Muszę iść na górę i się przygotować. Mój mężczyzna jest głodny.

I zanim zdążył coś powiedzieć, wysunęła się z jego ramion, ale zrobiła to, przesuwając obie ręce wzdłuż jego szyi i klatki piersiowej, zanim odwróciła się i weszła dumnie po schodach.

Layne patrzył, aż zniknęła z pola widzenia, posuwając się tak daleko, że podszedł do stóp schodów, by cieszyć się całym przedstawieniem.

Potem uprzątnął pudełko po pizzy i piwo, sprawdził, czy mieszkanie jest zabezpieczone, zgasił światło, poszedł na górę i zjadł deser.


 

4 komentarze: