Rozdział 3
Biały kapelusz[1]
O drugiej tego ranka Layne
stanął przed drzwiami mieszkania Merry’ego i głośno zapukał.
Poszedł do domu. Upewnił się,
że chłopcy odrobili pracę domową i poszedł spać. Zamierzał się z tym przespać,
pomyśleć o tym, rozważyć swoje strategie po tym, jak to spieprzył sprawy po
królewsku tego ranka z Raquel.
Ale nie mógł wyrzucić tego z
głowy. Nic z tego. Jej mąż pieprzył się z nią. Ona spała na kanapie brata od dwóch
miesięcy. Zamierzała zrobić wszystko, co do diabła zamierzała, żeby znaleźć
brud na Rutledge. Ale przede wszystkim cokolwiek, u diabła, faktycznie zrobi,
żeby Rutledge jej zaufał.
Więc wstał, ubrał się, wsiadł
do swojego pickupa i pojechał do mieszkania Merry’ego.
Samochodu Merry’ego nie było
na parkingu. Tej nocy spał, jak zwykle, gdzie indziej.
Był tam mercedes Rocky.
Kiedy nie odpowiedziała,
zapukał głośniej.
Usłyszał ją przy drzwiach,
zanim ją zobaczył, miał nadzieję, że sprawdzającą przez wizjer. Potem zapaliło
się zewnętrzne światło i drzwi się otworzyły. Stała tam i po jednym spojrzeniu
na nią, oddech wyszedł z niego.
Po pierwsze dlatego, że miała
na sobie duży t-shirt. Nosiła do łóżka jego duże t-shirty, kiedy mieszkali
razem (a wcześniej skonfiskowała kilka, gdy się spotykali).
Ten był niebieską koszulką
Coltów Indianapolis i wiedział, że to nie Jarroda Astley’a, ponieważ mężczyzna
był od niej wyższy, ale szczupły, a ona w tym wręcz tonęła.
Gdyby o tym pomyślał, domyślałby
się, że przeszła do jedwabiu, satyny i koronki. Nie przeszła.
Coś w tym uderzyło go i
uderzyło go mocno.
Po drugie, miała rozpuszczone
włosy. Nie widywał jej zbyt często od zeszłego roku, kiedy był w domu, ale nie
było to zbyt tętniące życiem miasto, w którym żyli. Widział ją – u Mimi, u
Franka, wychodzącą z Reggie’s z pizzą, w sklepie spożywczym. Włosy zawsze spinała
w kucyk, miała skręcone, spięte, w koku. Teraz opadały i były dłuższe, niż się
spodziewał.
Dłuższe nawet niż wtedy, gdy
byli razem. Długie, grube i potargane wokół twarzy, na ramionach, w dół klatki
piersiowej.
Chryste. Przepiękna.
- Wszystko w porządku? –
zapytała dziwnym, przestraszonym głosem, a on wiedział, że martwiła się o Merry’ego.
Wykorzystał ten strach.
Zamiast odpowiedzieć od razu, tak jak ona tego ranka, przeszedł obok niej. Ale
zatrzymał się blisko, zamknął drzwi i zaryglował je, zanim wszedł się do
mieszkania i zobaczył łóżko wyciągnięte z kanapy, z potarganą pościelą. Merry
miał mnóstwo łóżek, w których mógł spać. Powinien pozwolić Rocky wziąć jego.
Kiedy udało mu się wejść,
zwrócił się do niej - Jeśli martwisz się o Merry’ego, nic mu nie jest.
Prawdopodobnie jest teraz o wiele bardziej niż w porządku.
Patrzyła na niego bez
mrugnięcia, po czym odwróciła się do drzwi. Wreszcie spojrzała na niego.
- Która godzina? - zapytała.
- Dlaczego przyszłaś do
szpitala? - zapytał z powrotem i patrzył, jak jej ciało sztywnieje. W salonie
paliła się tylko jedna lampa, ale zauważył, że jest nieruchoma jak posąg, gdy
zmieszanie i sen zniknęły z jej twarzy, a ona stała się czujna.
- Przepraszam?
- Kiedy mnie postrzelono,
dlaczego przyszłaś do szpitala?
Wyprostowała ramiona.
Widział, że to wymagało wysiłku, ale to zrobiła. Zajęło to też trochę czasu.
Tylko trochę, ale wystarczyło, żeby wymyśliła wiarygodne kłamstwo.
- Byłeś w szpitalu Jarroda, a
ja tak się złożyło, że…
Przerwał jej - Bzdura, Roc,
opuściłaś Jarroda dwa miesiące temu.
Patrzył, jak jej usta
zacisnęły się, a ona spojrzała na niego.
Potem wyszeptała - Merry - a
on wiedział, że wrzucił Merry’ego pod autobus. Również o to nie dbał.
- Dlaczego przyszłaś do
szpitala? - powtórzył.
- Dlaczego tu jesteś? -
zapytała.
– Odpowiedz mi, Rocky.
Skrzyżowała ręce na piersi –
Idź do domu, Layne.
- W porządku, nie chcesz na
to odpowiadać - Wzruszył ramionami, zrobił krok w jej stronę i zatrzymał się –
Więc dlaczego przyszłaś dziś rano?
- Myślę, że dzisiaj zjadłeś
powód, dla którego byłam – odpowiedziała.
– Znowu bzdury, Raquel.
Wiesz, że Merry i ja rozmawialiśmy dziś wieczorem.
– Tak, cóż – wyrzuciła rękę i
skrzyżowała ją z powrotem na piersi – miałam inny powód, by przyjść dziś rano
do twojego domu. Jednak po twoim serdecznym pożegnaniu zdecydowałam, że nie mam
już tego powodu.
Zrobił kolejny krok w jej
stronę, a ona nie ruszała się z miejsca, ale jej oczy błysnęły ostrzegawczo i
zatrzymał się.
- Powinniśmy o tym
porozmawiać - powiedział cicho.
- O nie. Nie, nie powinniśmy.
Myślę, że tego ranka powiedziałeś dość.
- Rocky, pojawiłaś się
znikąd, wpadłaś do mojego domu, nakarmiłaś mojego psa, zrobiłaś mi kubek kawy,
dałaś mojemu chłopcu radę, co jeść na śniadanie, a ja nie rozmawiałem z tobą od
osiemnastu lat, z wyjątkiem tego, jak byłem oszołomiony w szpitalnym łóżku po
trzykrotnym postrzeleniu – przypomniał jej.
- Tak, widzę, że to rozsądne,
teraz, kiedy to wyjaśnisz. Rozumiem, dlaczego mówiłeś do mnie w ten sposób,
biorąc pod uwagę, że... - pochyliła się i dokończyła z sykiem - zrobiłam ci kubek kawy.
– Znowu wciskasz mi kit –
powiedział jej - Rozumiesz, co do ciebie mówię.
Potrząsnęła głową i
powtórzyła - Idź do domu, Layne.
- Musimy to zostawić za nami,
dla twojego taty i twojego brata.
- Próbowałam to zrobić dziś
rano. To nie zadziałało. Lepiej dmuchać na zimne. Myślę, że taktyka unikania
się nawzajem jest lepszą strategią. Wróćmy do tego.
– Nie próbowałeś tego zrobić
dziś rano, Rocky. Przyszłaś z wyciągniętą gałązką oliwną, ale tylko po to, by
zmiękczyć mnie przed ciosami, które zadasz później.
Jej górna część ciała
szarpnęła się do tyłu - Co?
– Rutledge?
Odwróciła wzrok, ale kiedy znowu
spojrzała na niego, zmrużyła oczy. W tej sekundzie szykowała się do ataku i
okopała się. Wiedział o tym.
- To nie twój interes.
- Nie to powiedział mi dziś
Merry. Powiedział mi, że szukasz wsparcia.
- Tak, ale, jak powiedziałam,
po naszej rozmowie przy moim samochodzie, już tego nie szukam. Nie od ciebie.
– A kto ochroni twoje tyły w
tej krucjacie, Roc? Bo zaufaj mi, kochanie, jak wejdziesz bez wsparcia,
będziesz wypieprzona.
Jej twarz zmieniła się w
marmur, zanim jej usta się poruszyły - Nic mi nie będzie.
– Będziesz wypieprzona.
Pochyliła się ponownie - Nic mi nie będzie.
- Jest wiele powodów, dla
których brudny gliniarz się brudzi. Ale w przeciwieństwie do przestępcy ma
więcej powodów, by nie dać się złapać. Jak da się złapać, straci wszystko.
Traci twarz. Traci rodzinę. Traci szacunek. Traci swoją odznakę. Traci karierę
i trafia do miejsca, do którego nie chce iść. Chłopcy w więzieniu nie lubią
glin. Albo ginie, albo będzie chciał umrzeć. Oznacza to, że brudny gliniarz,
który nie zrobił wszystkiego, czego potrzebuje, aby oderwać się od siebie i
zniknąć, będzie się denerwował, gdy poczuje ciepło. A przez denerwował się mam
na myśli będzie zdesperowany.
Kiedy odpowiedziała, zrobiła
to szybko i cicho - Wiem to.
- Wiem, że wiesz to, co mnie
zastanawia, skoro twój tata używa laski, kiedy pada deszcz, ale każdego dnia,
gdy budzi się sam, przypomina mu się, to dlaczego umieszczasz to gówno tam, aby
mógł ponownie tego doświadczyć.
Usłyszał, jak wciąga
powietrze.
Merry powiedział mu, żeby był
wobec niej łagodny, ale nie miał zamiaru tego robić.
Stawką było zbyt wiele.
– Carson Fisher nie żył trzy
dni po tym, jak został skazany – przypomniał jej.
– Layne…
- Nóż w brzuch. Nie
przekręcili tego. Wciągnęli go prosto przez niego, prosto przez jego serce. Wykrwawił
się mniej więcej sekundę po tym, jak uderzył o ziemię.
– Bądź cicho – szepnęła.
Layne nie był cichy - Twoja
mama zginęła, żeby mógł tego uniknąć.
– Bądź cicho – szepnęła
głośniej.
– Twój tata dostał z tego
samego powodu.
– Przestań, Layne.
– Ja dostałem sześć tygodni temu z tego samego pieprzonego powodu,
Rocky.
Z rozłożonymi ramionami,
pochyliła się ostro do przodu i krzyknęła - Przestań,
Layne!
– Merry nie chce, żebyś była
tam z Rutledge, a myślę, że twój tata o tym nie wie. Ale gdyby to wiedział, nie
chciałby, żebyś tam była.
– Zapominasz, Layne, że tata
dokładnie wiedział, co mi mówisz, i nadal trzymał się Fishera – odpaliła.
– To prawda, ale nie miał
pojęcia, że naraża przy tym coś więcej niż tylko swój tyłek. Jak zapytałabyś go
teraz, założę się, że powiedziałby, że ustąpiłby.
– W takim razie nie znasz
zbyt dobrze mojego ojca – odpowiedziała.
Musiał przyznać, że
prawdopodobnie miała rację. Również się co do tego myliła.
– Spieprzył – powiedział jej
Layne.
- Nie. Zrobił właściwą rzecz.
Takie gówno zdarza się glinom każdego dnia. Znał wynik, mama też.
- Jesteś tego pewna?
- Absolutnie.
- Wtedy wszystko sobie wmówiłaś
– zauważył.
– Idź do diabła, Layne.
- Pączuszku, jakby twój tata
myślał, że Cecilia albo ty jesteście w niebezpieczeństwie, zrobiłby to inaczej.
- Nie chciałby ustąpić.
– Nie, ale zapewniłby wam
bezpieczeństwo.
Odrzuciła włosy i powiedziała
- Masz rację. To dobry pomysł, Layne. Pozwolę tacie wiedzieć o tej sprawie. Nie
spodoba mu się to. Prawdopodobnie go to wkurzy. Ale, podobnie jak Merry i ty,
nie powstrzyma mnie, ale przynajmniej będzie wiedział i może robić, co chce, z
tą wiedzą.
- Merry ma rację. Jesteś mądra.
Nikt z nas nie może cię wykluczyć, co oznacza, że nikt z nas nie może cię
powstrzymać. Masz nas wszystkich osaczonych.
Nie odpowiedziała, po prostu
stała i patrzyła na niego.
- Problem polega na tym, że
jeśli dobrze pamiętam historię, twój tata rozmawiał z twoją mamą. Umowa była
taka, że jakby coś mu się stało, ona miała zabrać do glin to, co jej zostawił.
Dlatego po tym, jak Fisher rzucił twojego tatę, poszedł po twoją mamę.
Patrzył, jak jej twarz zbladła,
gdy przełknęła ślinę, ale nie odezwała się ani nie straciła ognia w oczach.
- Teraz jest na odwrót –
kontynuował Layne - Widzisz, teraz on zgaduje, który chłopak mnie oświecił. Nie
może być pewien i nie może zadawać pytań. Więc jest wytrącony z równowagi. Ale jak
on cię prześwietli, dowie, że Merry go wydał. Więc rzuci cię, a potem pójdzie
za Merry’m. Może za twoim tatą. Może za mną też.
Rocky milczał.
Layne kontynuował - Byłem po
operacji, potem nieprzytomny. Powiedz mi, Roc, jacy byli Tripp i Jasper, kiedy
zobaczyłaś ich w szpitalu?
Wtedy przemówiła. Szepnęła - Zamknij
się, Layne.
- Rozpoznałaś wyraz ich oczu?
- Zamknij się.
– Widziałaś to gdzieś? Może w
lustrze?
- Idź do diabła! - krzyknęła
i odwróciła się. Jej włosy rozwiewały się za nią, kiedy podeszła do drzwi, odblokowała
je i otworzyła szarpnięciem. Stojąc tam, trzymając je, odwróciła się do niego -
Wyjdź.
Podszedł do niej, wyrwał jej
z ręki drzwi i je zatrzasnął. Potem przysunął się do niej. Wycofała się, a on na
nią napierał, aż znalazła się pod ścianą, a on szedł, aż ich ciała się zetknęły.
Zablokował ją tam, jedną ręką opierając się o ścianę przy jej pasie, drugą przy
ramieniu.
Położyła dłonie na jego
klatce piersiowej i nacisnęła.
- Odsuń się! - zażądała.
- Wszystko to, jest to dla
ciebie tego warte? Myślisz, że twoja mama byłaby dumna?
Spojrzała mu w oczy i zrobiła
to przez chwilę.
Potem cicho odpowiedziała - Tak.
Poczuł, jak unoszą mu się
brwi - Tak?
- Dokąd idzie tatuś? - zapytała
wysokim, sztucznym głosem małej dziewczynki. Potem odpowiedziała na własne
pytanie swoim normalnym głosem – Idzie po złych facetów, dziecinko. Twój tata
nosi biały kapelusz, dzięki czemu świat jest bezpieczny dla skarbów mamusi… - Jej
ręka przesunęła się po jego klatce piersiowej, szyi, by objąć na jego szczękę -
Takich jak ty.
Jezu. Cecilia mówiła to do
niej, tak jej dotykała.
Jezu.
– Roc – szepnął.
- Była z niego dumna.
- Rocky.
- Była dumna z tego, co robił.
– Roc…
- Codziennie chodzi do pracy,
siada obok Colta, Mike'a, Sully’ego, Seana... Merry’ego. Siada, zakłada biały kapelusz i udaje, że jest dobrym
facetem. Ci chłopcy codziennie spotykają się z niebezpieczeństwem. Mogą nosić
białe kapelusze. On nie może tego robić, Layne.
– Upadnie – zapewnił ją Layne
- Daj Merry’emu i mnie czas na przegrupowanie się.
- Jesteś zdemaskowany.
- Daj nam czas na
przegrupowanie się.
- Nie ma czasu.
- Jest.
- To się rozprzestrzeni - powiedziała mu prawdę - Jeden upadnie, inni pójdą
za nim. Jeśli tego nie zrobią, brudny gliniarz splami całą drużynę. Wieści się
rozejdą...
- Pozwól, że Merry i ja
ustalimy nasze położenie.
- Nie.
- Kurwa, Rocky! - eksplodował, uderzając dłonią w ścianę przy jej
ramieniu - Nie masz pieprzonego pojęcia, co robisz. Merry już wpakował w to swój
tyłek i wiesz, co mi się przydarzyło. Musimy to ostudzić. Narażasz całą
operację na niebezpieczeństwo.
Znowu umilkła i zrobiła to
najwyraźniej zapominając, że wciąż trzymała na nim ręce.
On nie zapomniał. Obie paliły
mu skórę.
Nic nie powiedział.
Gapili się na siebie, a on
zdał sobie sprawę, że o tym zapomniał. Kiedy go opuściła, uwielbiał każde jej
wspomnienie. Zapomniał, że może być niewiarygodnie cholernie uparta i
zapomniał, jak to było niesamowicie irytujące.
Kiedyś miał kilka sposobów na
wyjście z gapienia się z Rocky. Tym, którego używał najczęściej, było
łaskotanie jej. Jego drugim najlepszym wyjściem było pocałowanie jej. Kiedyś
był tak wkurzony, że złapał ją w ramiona, podszedł do kanapy, przewrócił ją
przez kolano i dał jej klapsy.
Dwie pierwsze opcje były
tymi, które lubił, a jeśli trzymał się tego, co zawsze robił, w końcu ona też
to lubiła. Ta ostatnia tak bardzo ją wkurzyła, że zaatakowała go, co w końcu
skończyło się tym, że zrobili coś zupełnie innego niż walka. Coś, co też im się
podobało. To był najlepszy seks, jaki kiedykolwiek uprawiali. Od tego momentu
dawała mu opcję czwartą, kiedy zagapiali się, żeby ją złamać, pytał, czy
potrzebuje klapsa. Wspomnienie przebijało się przez jej upór, jej oddech stawał
się ciężki na samą myśl o tym i ona na
końcu jego całowała.
Nie miał teraz żadnej z tych
opcji, ona się nie wycofywała i musiał zdjąć jej ręce z siebie, albo położyłby
na niej swoje.
- Merry jest na randce, Roc,
myślę, że możesz bezpiecznie skorzystać z jego łóżka – zauważył Layne, odsunął
się od ściany, podszedł do drzwi i otworzył je, odwracając się do niej, by
zobaczyć, że wciąż jest przyciśnięta do ściany, gdzie on ją zostawił - Zamknij
za mną - rozkazał i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
[1]
Biały kapelusz - Terminologia pochodzi ze starych spaghetti westernów, w
których "złym kolesiem" jest zazwyczaj ten, który nosi czarny
kapelusz, a "dobrym kolesiem" ten z białym kapeluszem na głowie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń