wtorek, 14 czerwca 2022

16 - Prawdziwe

 

Rozdział 16

Prawdziwe

 

 

 

Stew podał Layne’owi kopertę i już na pierwszy rzut oka Layne wiedział, że nie była lekka.

Mimo to przeliczył każdy banknot i nie spieszył się z tym. Dziesięć tysięcy dolarów. Gotówkę znalazł w niecałą godzinę, a tyle czasu dał mu na to Layne.

Ich wcześniejsza rozmowa nie poszła dobrze, głównie dlatego, że Stew był dupkiem. Ale nawet jeśli Stew był dupkiem, najwyraźniej nie był tak głupi, jak myślał Layne, ponieważ po tym, jak potraktował Layne’a pieprzoną bzdurą, zgodził się spotkać z Layne'em w zaułku za barem J&J, który też był z tyłu jego biura.

Layne zamknął kopertę, wsunął ją do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki i spojrzał na Stew.

– Dobrze – mruknął Layne – A teraz idź do domu Gabby i zabierz swoje gówno. Masz się wyprowadzić, zanim ona wróci do domu z pracy.

Gulasz spojrzał na niego, a potem chrząknął - Nie przeszkadza mi to. Ta suka to wrzód na tyłku.

- Wspaniale, więc nie będę musiał się martwić, że będziesz płakać podczas jedzenia czekolady i oglądania telenoweli.

Oczy Stew zwęziły się, zanim zgłupiał i wysyczał - Pieprz się, skurwysynu - Potem zgłupiał bardziej, pochylił się i zagroził - Pożałujesz tego.

Layne natychmiast poruszył się i zrobił to szybko. Podciągnął przedramię i złapał Stew pod brodą, zbijając jego zęby i odrzucając głowę do tyłu. Potem Layne poszedł po odsłonięte gardło Stew.

Zacisnął mocno wokół niego palce i mocno wepchnął Stew do swojego Suburban’a, odepchnął go do tyłu i pochylił nad nim, żeby dostać się mu w twarz.

- Nawet jak pieprzenie odetchniesz w kierunku moim, Jaspera, Trippa, Gabby czy Rocky, przysięgam na Boga, nie żyjesz. Przysięgam na Boga - Ścisnął mocniej, a stopy Stew zaczęły szurać po chodniku, gdy jego ręka dotknęła nadgarstka Layne’a. Wcisnął rękę między ich ciała i pchnął w górę, ale Layne się nie poruszył, używając jedynie dłoni na gardle Stew, by zgiąć go dalej do tyłu, aż z gardła Stew dobiegł charczący dźwięk - Myślisz, że będziesz taki mądry, jak twój tyłek będzie w więzieniu, a te zdjęcia będą w całym Internecie, więc kiedy wyjdziesz, wszyscy w mieście będą wiedzieć, dlaczego jesteś takim dupkiem, biorąc pod uwagę, że tak bardzo to lubisz.

- Pieprz się! - Stew syknął, ślina wypłynęła z jego ust, a jego twarz zrobiła się fioletowa.

– Muszę wiedzieć, że mnie rozumiesz – naciskał Layne, ściskając mocniej.

- Spadaj! - wykrztusił Stew.

- Potrzebuję… - Layne ścisnął mocniej, kładąc cały swój ciężar na dłoni -Wiedzieć, że mnie rozumiesz.

- Rozumiem cię! Wypierdalaj! - Stew świszczał.

Layne odepchnął się, cofnął o krok, a Stew wyprostował się z samochodu. Pochylając się, przyłożył rękę do gardła.

– Gabby – rozkazał Layne i odwrócił się do swojego SUV’a, wskoczył do środka i wciąż dławiący się Stew musiał zeskoczyć z drogi, gdy Layne wyjechał z zaułka.

Udał się do sklepu spożywczego, w którym pracowała Gabrielle, aby zrobić coś, czego nie mógł się doczekać tylko trochę mniej niż zajmowaniem się Stew Baranski’m. Ale ona w końcu by się dowiedziała i Rocky miała rację, Layne musiał to wyssać. Równie dobrze mógł teraz przyjąć gówno, które miała na niego nałożyć, zamiast znosić atak z zaskoczenia, kiedy by się dowiedziała. Znalazł ją przy biurku obsługi klienta, a jej oczy skierowały się na niego, gdy był pięć kroków od niej.

– Robisz sobie przerwę – poinformował ją, podchodząc do biurka. Zignorował klientów w kolejce i dokończył - Teraz.

Gabby wpatrywała się w niego przez chwilę, odwróciła się do kogoś z nią i powiedziała - Daj mi chwilę - Potem wyszła zza biurka, a Layne podążył za nią, kiedy poprowadziła go do tyłu, przez drzwi, korytarzem i do pokoju socjalnego.

Siedziało tam dwóch pracowników. Jeden, pryszczaty dzieciak, który naprawdę potrzebował wizyty u dermatologa, druga blondynka, która naprawdę potrzebowała odłożyć eyeliner lub nauczyć się go lepiej nakładać.

– Potrzebujemy prywatności – oznajmił Layne, kiedy on i Gabby weszli. Obserwował, jak oboje stanęli, a potem zamarzli, więc rozkazał - Teraz.

Ruszyli wtedy i wystrzelili do drzwi.

Gdy tylko zamknął się za nimi, Gabrielle zwróciła się do niego – Jas…? - zaczęła.

Layne potrząsnął głową i uciął jej - Z chłopcami dobrze - Sięgnął do kieszeni, wyciągnął kopertę i wręczył ją jej.

Wzięła go, pochyliła głowę, otworzyła klapkę i nawet z pochyloną głową Layne zobaczył, jak jej usta otwierają się.

Jej głowa odskoczyła do tyłu, jej oczy były jasne i pełne nadziei - Co?

Kurwa. Myślała, że ją ratuje.

- To nie ode mnie - powiedział jej Layne, nadzieja umarła, a ona wyglądała na zdezorientowaną i nieufną - To od Stew. Odszedł. Jak pójdziesz dziś wieczorem do domu i zostawił choćby parę ciasnych białych, chcę wiedzieć.

Jej twarz zaczęła robić się czerwona, zanim warknęła - Co zrobiłeś?

Dał jej to prosto i nie tracił czasu.

- Stew jest egzekutorem faceta o imieniu Carlito. Nie jest mu nic winien. Pracuje dla niego i zarabia dużo. Pogrywał z tobą, Gabby, ale już nie będzie.

Jej tułów szarpnął się do tyłu.

– To… to niemożliwe – stwierdziła, ale wiedział po wyrazie jej twarzy, jej gasnącym gniewie i świtaniu zrozumienia, że wiedziała, że to kłamstwo.

- Cóż, więc wczoraj wieczorem widziałem, jak jego bliźniak pobił jakiegoś faceta, kiedy robiłem zdjęcia. Potem patrzyłem, jak świętował z laską, którą trzyma w parku przyczep na południowym zachodzie miasta.

Layne patrzył, jak krew odpływała z jej twarzy. Była suką i nie bardzo jej lubił, ale była matką jego synów, a on, kurwa, nienawidził jej tego robić. Ale musiał. Nie dała mu wyboru.

– Ten facet to nic dobrego, Gabby – ciągnął Layne - Nie potrzebujemy go przy naszych chłopcach i nie potrzebuję tego przy mamie moich chłopców. Zasługujesz na więcej. Więc zrobiłem to tak, że zrobił to właściwie dla ciebie z tymi pieniędzmi – pochylił głowę nad kopertą – a teraz go nie ma.

Spojrzała na niego, a potem jej dłoń zacisnęła kopertę - Tanner...

Potrząsnął głową i znów jej przerwał - Nie musimy tego rozpatrywać. Skończone. Chłopcy zostają ze mną w tym tygodniu, a ty zostajesz z Brandy. Przez cały tydzień. Wkładasz dwa tysiące z tego na swoje konto i wykorzystujesz to, swoją pensję i to, co ja ci płacę, aby zająć się swoimi rachunkami. Kiedy kupujesz artykuły spożywcze lub cokolwiek innego, co wymaga gotówki, używasz tych pieniędzy. Umieść nie więcej niż dwa tysiące z tego na swoim koncie, Gabrielle. Reszta tych pieniędzy pozostaje poza radarem. Czy to wszystko jasne?

- Tak - szepnęła.

- Będę miał oko na twój dom i porozmawiam z chłopcami, żeby zrobili to samo. Jas będzie się z tobą regularnie odwiedzać. Jak będziesz miała problemy, mówisz: „Wszystko w porządku, Słonko, wszystko jest w porządku”, a on będzie wiedział, że tak nie jest i będzie wiedział, że powinien się ze mną skontaktować - Na te słowa jej twarz całkowicie pobladła, ale Layne trzymał się tematu - Jak chcesz powiedzieć, że wszystko jest okej, używasz innych słów, nie tych. Zapamiętasz to?

- Chłopcy są w niebezpieczeństwie? - zapytała.

– Nie – odpowiedział Layne.

- Ja jestem?

– Nie – powtórzył Layne - To nie znaczy, że nie powinniśmy iść do przodu mądrze.

Trochę koloru wróciło na jej twarz, a jej oczy zaczęły się przymrużyć.

– Wciągnąłeś w to Jaspera?

- Tak, wciągnąłem. Ma siedemnaście lat, jest cholernie mądry i nie lubi, jak jego mama jest oszukiwana. Nie zająłem się tym gównem, bo nadszedł czas, kiedy on poczułby potrzebę wkroczenia. Wkroczyłem, zanim ten czas by nadszedł. A jeśli myślisz, że Tripp nie wie, że coś się dzieje, to się mylisz. Jest równie mądry jak Jasper i tak samo martwi się o swoją mamę.

Zacisnęła usta i nie mogła utrzymać jego oczu, więc jej powędrowała na podłogę.

– Muszę wiedzieć, że wszystko jasne, zanim odejdę, Gabrielle – podpowiedział Layne i zmusiła się do spojrzenia mu w oczy, zanim skinęła głową.

- Dobrze. Idź dziś wieczorem do domu, sprawdź wszystko, a potem zabierz swój tyłek do Brandy. I znajdź czas w przyszłym tygodniu na zmianę zamków - dokończył Layne i odwrócił się do wyjścia.

– Tanner – zawołała. Layne odwrócił się, przygotowując się, bo wiedział, że zamierza go czymś uderzyć i zamarł, gdy zobaczył stojącą po drugiej stronie pokoju Gabrielle Weil Layne, jakiej nigdy wcześniej w życiu nie widział.

- Przepraszam - wyszeptała i, pieprzyć go, wiedział, że zaraz się rozpłacze.

Gówno.

Nigdy nie widział, żeby płakała, z wyjątkiem łez, kiedy była bardzo wkurzona.

Odwrócił się do niej, ale nie wrócił do pokoju.

– Ty spieprzyłaś – powiedział łagodnie - Ja spieprzyłem, więc wiem, że nie jest dobrym uczuciem, kiedy domyślasz się, że to zrobiłaś. Ale to już koniec. To koniec. Teraz ruszaj dalej.

Szybko zamrugała oczami i wiedział, że walczyła ze łzami.

Pieprzone gówno.

- Gabby - zawołał, a ona ponownie zamrugała, ale nie otwierała oczu i skinęła głową - Nie mieliśmy wielu dobrych chwil, ale kiedy zapominałaś być wkurzona na mnie i świat, umiałaś być zabawna. Nigdy nie byłaś słodka, ale kurwa, kobieto, możesz być zabawna. Kiedy dbałaś o siebie, było na co patrzeć i wszystko było dobrze.

Patrzył, jak jej usta powoli się otwierają. Patrzyła na niego, a on ciągnął dalej.

- Jak rozejrzysz się wokół siebie, zobaczysz, że masz dobrą pracę, ładny dom i dwóch wspaniałych chłopców, nad którymi ciężko pracowałaś i stworzyłaś wszystko sama, możesz zdać sobie sprawę, że masz lepsze niż przeciętne życie i zbudowałaś to wszystko sama. Jak znowu nauczysz się być zabawna i spędzisz czas troszcząc się o siebie zamiast opiekować się jakimś dupkiem, który nie zasługuje na twój czas i nie zechcesz być samotna, nie będziesz, a będziesz spędzać spędzasz czas z kimś, kto jest tego wart.

Patrzyła na niego, a Layne skończył.

- I, Gabby, kiedy zapominasz, że jesteś wkurzona i zachowujesz się jak suka, warto ci poświęcić czas.

Po tym zostawił ją wpatrzoną w niego i wyszedł z pokoju, przez sklep i do swojego SUV’a. wskoczył i pojechał do jej domu, ukrywał się w zaułku i czekał, aż zobaczył Stew wychodzącego z pudełkiem pełnym gówna.

Potem wyciągnął komórkę i zadzwonił do Jaspera.

Patrzył, jak Stew wraca do domu i odebrał pocztę głosową Jaspera.

– Zaraz jak to dostaniesz, kolego, zadzwoń do mnie. Wszystko w porządku, ale musisz mieć krótkie wprowadzenie.

Rozłączył się, usiadł w Suburban’ie i czekał, aż zobaczył Stew wychodzącego z przeładowaną, zniszczoną torbą treningową, która musiała należeć do niego. Gabby może i nie tarzała się w pieniądzach ani sama nie ćwiczyła, ale lepiej wyposażyła chłopców. Kiedy Stew ponownie wszedł przez tylną bramę, Layne wrzucił bieg i wjechał w alejkę. Potem pojechał do domu.

Przejechał ulicą, aby zobaczyć zarówno mercedesa, jak i Calais przy krawężniku przed jego domem oraz wypożyczony samochód matki.

Siedział, czekając, aż drzwi garażu się podniosą, kiedy zobaczył, że otworzyły się drzwi do pomieszczenia gospodarczego i stanęła w nich Rocky. Widząc ją, miał dodatkowy dowód, że była w swoim mieszkaniu, bo teraz miała na sobie dżinsy i zieloną koszulkę z długimi rękawami, która miała wysoki dekolt, który był szeroki i odsłaniał trochę skóry na ramionach. Miała też włosy spięte czymś, o czym wiedział, że było spinką, ponieważ widać było ich rozprysk na czubku głowy. Wiedział też, że była na coś poważnie wkurzona. Wiedział o tym, ponieważ jej ramiona były skrzyżowane na piersi, jej biodro było wysunięte, podobnie jak jedna stopa, stukała palcem u nogi i miała twarz jak grzmot.

Kurwa.

Wjechał, a ona obserwowała go, dopóki nie wyłączył zapłonu.

Stała w jego drzwiach, kiedy wysiadał z samochodu.

Ledwo go zatrzasnął, kiedy oznajmiła - Zabiję Adriana Cosgrove.

O cholera. Nie tego się spodziewał.

Było gorzej.

- Czemu? – zapytał Layne.

– Zobaczysz – odpaliła, odwróciła się na bosej stopie i weszła do domu.

Layne podążył za nią, patrząc na swoje buty i rozważając miejsca na wakacje.

Poszedł do kuchni, rzucił jedno spojrzenie na Paige Cosgrove siedzącą na stołku na jego wyspie, z lewym okiem niebieskim i prawie zapuchniętym, z lewą stroną dolnej wargi rozciętą i zamarł, utrzymując swoje ciało nieruchomo, próbując opanować palącą wściekłość, która nagle ogarnęła jego ciało.

Potem warknął - Gdzie jest twój chłopiec?

Zagapiła się na niego i wiedział, że powinien był złagodzić swój ton, ale nie miał tego w sobie.

Paige wciągnęła powietrze i szepnęła - Pływa z zespołem.

- Cosgrove? – zapytał Layne.

Potrząsnęła głową - Nie wiem, on… po tym… - Jej oczy powędrowały na blat wyspy i szepnęła - On wystartował.

– Seth wygląda jak ty? - Layne chciał wiedzieć.

– Nie, ja… on już planował spędzić noc u swojego przyjaciela Jamie’go.

Layne wyciągnął telefon z tylnej kieszeni, rzucił go Dev’owi, który stał obok wyspy obok Very, która siedziała blisko Paige, i rozkazał - Zadzwoń do Jasa. Powiedz mu, żeby natychmiast zabrał tyłki swój, Trippa i Setha do domu - Potem spojrzał na Rocky i warknął - Na górę.

Przesunął się obok niej i czuł, jak gorąco depcze mu po piętach, kiedy wchodził po dwa stopnie na raz, a ona wbiegała na nie. Poszedł prosto do swojego pokoju, ale zatrzymał się przy drzwiach z ręką na nich. Kiedy go ominęła, zatrzasnął je za nią.

Odwróciła się do niego, zobaczył, że jej gniew zniknął, w tym momencie chciała kontrolować jego i wiedział o tym, ponieważ natychmiast powiedziała - Oddychaj, Layne.

- Oddycham – wycedził.

– Nie, skarbie, ziejesz ogniem - Podeszła do niego i położyła ręce na jego klatce piersiowej - Oddychaj, kochanie.

Layne spojrzał na nią i wciągnął powietrze. Ogień w środku przygasł, ale nie zgasł.

– Widzę, że powinnam była cię ostrzec – szepnęła.

Cholera, tak, powinna była go ostrzec.

– Mów do mnie – rozkazał.

– To nie był pierwszy raz dla niej, lub, do poprzedniej nocy, dla Setha.

- Nie pieprzysz? – zapytał Layne z gryzącym sarkazmem. Wiedział, jakim człowiekiem był Cosgrove. Patrzył, jak Rocky wzdryga się i cofa o krok, jej ręce opadają z jego klatki piersiowej – Nie wkurzony na ciebie, Rocky – powiedział jej.

– Wiem – powiedziała cicho i przyglądała mu się uważnie.

- Co ona tutaj robi?

- Jej rodzina pochodzi z Valparaiso. Ma przyjaciół, ale nie chce… - Rocky urwała, a potem powiedziała – Myślę, że myśli, że zapewnisz jej i Seth’owi bezpieczeństwo.

- Podała ci powód, dla którego nie poszła na policję? – zapytał.

- Poszła. Zadzwoniła wczoraj wieczorem po jego wyjściu. Zadzwoniłam do Merry’ego po tym, jak opowiedziała swoją historię. Merry mówi, że go szukają, ale dopóki go nie znajdą, nic nie mogą zrobić.

Właśnie to było do dupy w byciu policjantem i właśnie dlatego Layne już nim nie był. Potrafił grać zgodnie z zasadami, ale nie był wielkim fanem robienia tego ze związanymi rękami. Zbyt wiele razy dobrzy ludzie mieli kłopoty, chciałeś pomóc i mogłeś, ale w większości przypadków nie mogłeś zrobić wszystkiego, co było potrzebne, ponieważ nie miałeś środków.

– Layne – zawołała Rocky i skupił się na niej - Powiedziała, że zeszłej nocy było gorzej niż zwykle.

– Tak – odparł Layne - Wiesz, skąd to wiesz, kochanie? – zapytał, a ona pokręciła głową. Wiedział po wyrazie jej twarzy, że nie chciała wiedzieć, ale i tak zamierzała słuchać - Człowiek taki jak Cosgrove sprawia, że ślady po nim nie są widoczne. Ma miejsce w tej społeczności, a to by pieprzyło jego wiarygodność, ludzie by wiedzieli, że jest pierdolonym dupkiem, a nie tylko to podejrzewali i gadali za jego plecami. Więc robi to w sposób niewidzialny. Zeszłej nocy stracił kontrolę, uczynił to widocznym. Stąd wiesz, że było gorzej.

– Okej, Layne – wyszeptała, po czym przechyliła głowę na bok - Zamierzasz pomóc?

- Jak myślisz? - zapytał i zobaczył, jak jej usta drgnęły.

- Myślę, że pomożesz – odpowiedziała.

– Kurwa – mruknął, odwrócił się, otworzył drzwi, wyszedł z pokoju i zszedł po schodach, Rocky znowu tuż za nim, drepcząc mu po piętach.

– Telefon – warknął do Devina, który natychmiast rzucił mu komórkę. Layne złapał ją i uruchomił, unikając spojrzenia na niego.

– Twoi chłopcy są w drodze do domu – poinformował go Devin.

Layne skinął głową, przewijając w kontakty, odnalazł numer i wcisnął przycisk Dzwoń.

Położył rękę na biodrze, oczy skierował na buty, telefon do ucha i słuchał, jak dzwoniło.

Cal odebrał po trzecim dzwonku - Yo.

- Sprzedałeś już swój dom? – zapytał Layne.

– Nie – odpowiedział Cal, jego głos nie był już swobodny, ale czujny.

– Jest umeblowany? - Layne kontynuował.

– Nie – powtórzył Cal.

- Media włączone? Zainstalowany system bezpieczeństwa?

- Tak i tak. Co jest?

- Paige i Seth Cosgrove potrzebują miejsca, w którym mogą się zatrzymać.

Cisza, a potem mamrotał - Kurwa.

– Jasne – Layne potwierdził to, o czym wiedział, że Cal wiedział - Możesz mieć nowych sąsiadów? – zapytał.

– Przyślij ich – odparł natychmiast Cal.

– Musisz mieć oko… – zaczął Layne.

– Zrobione – stwierdził Cal, zanim Layne zdążył dokończyć.

- Wprowadź Colta - powiedział Layne.

- Zrobione - powtórzył Cal.

- Aktywuj Vi, Feb i ich ekipę. Potrzebują łóżek i gówna, dopóki nie zostaną ustawieni.

- Rozumiem.

– Cosgrove ma wydany na siebie nakaz – wyjaśnił Layne.

– Poszła na policję? – zapytał Cal.

- Tak.

– Dobrze – mruknął Cal, po czym zapytał – Ona czy jej syn?

- Ona zeszłej nocy, oboje czasami.

– Pieprzony kutas – uciął Cal.

- Poczekam, aż przyjedzie Seth, a potem sam ich przywiozę.

– Jesteśmy w domu – odpowiedział Cal.

– Dzięki, stary – mruknął Layne.

– Nie sprowokowałeś tego, Tanner, wiesz o tym, tak? Kutas po prostu ma to w sobie – stwierdził Cal.

– Wiem o tym – odparł Layne.

– Sprowadź ich tutaj – dokończył Cal.

– Później – powiedział Layne.

- Później.

Layne zamknął telefon i rozejrzał się po pokoju, aby upewnić się, że miał rację. Wszystkie oczy były zwrócone na niego.

Spojrzał na Paige – Dopóki nie dowiemy się, że ty i Seth jesteście bezpieczni, przeprowadzacie się do domu obok Joe Callahana.

Skinęła głową.

– Cal i Colt będą mieć na was oko – kontynuował Layne.

Cały czas kiwała głową.

– Jak zobaczysz Cosgrove’a, najpierw zadzwoń po gliny, a potem do mnie – ciągnął Layne.

Paige wciąż kiwała głową.

– Widział cię doktor? – zapytał.

– Ratownicy medyczni obejrzeli mnie zeszłej nocy.

Tym razem Layne skinął głową, zanim ruszył dalej – Seth cię widział taką?

Paige odwróciła wzrok.

– Oczy na mnie, Paige – rozkazał delikatnie Layne, a jej oczy powoli wróciły do niego - Tym razem, czy tym razem cię widział?

– Nie – szepnęła.

– Porozmawiam z nim, zanim tu wejdzie – powiedział jej Layne.

Łzy wypełniły jej oczy i zaczęły spływać po policzkach, zanim wyszeptała - Dziękuję, Tanner.

Vera przesunęła się z jednej strony, obejmując ją ramieniem w talii, a Rocky z drugiej strony Paige, owijając obie ręce wokół jej ramion. Głowy kobiet pochyliły się ku niej, a Paige przycisnęła policzek do mostka Rocky, podczas gdy Vera cicho cmoknęła Paige w ucho, a Paige cicho płakała.

Oczy Layne’a powędrowały do Devina, który patrzył na kobiety, z zaciśniętymi ustami, oczami twardymi i błyszczącymi. Poczuł na sobie wzrok Layne’a i spojrzał na niego. Layne wskazał głową na drzwi i podszedł do nich, a Devin za nim. Poczekał, aż obaj znajdą się w garażu, przy wciąż otwartych wrotach, zanim się odezwał.

- Masz ochotę na wielozadaniowość? – zapytał Layne.

- Chcesz mieć pękniętą wargę za zadanie głupiego pytania? - odpowiedział Dev.

Layne uśmiechnął się. Devin dostanie towar na trenera Adriana Cosgrove. Nawet gdyby Paige wniosła oskarżenie, gdyby w ogóle dostał wyrok to nie byłoby go dużo. Potrzebowała wspomagania, a Devin to dla niej zdobędzie. Layne zbliżył się i jego głos ucichł - Nawet jeśli będziesz musiał zmyślać gówno.

Devin uśmiechnął się - Lubię grać brudno.

Wtedy usłyszeli pomruk silnika Chargera i odwrócili się, by popatrzeć, jak Jasper wjeżdżał do garażu. Potem obserwowali, jak chłopcy wysiadali z samochodu. Layne nie spuszczał wzroku z Setha, a Seth nie oderwał go od Layne’a. Wiedział, co się stało. Layne nie musiał mówić Seth’owi Cosgrove’owi ani słowa o tym, co znajdzie w jego domu.

Ale musiał ostrzec swoich chłopców.

- Co się dzieje, tato? - zapytał Tripp, gdy się zbliżyli.

Layne oderwał oczy od Setha i spojrzał na swojego najmłodszego syna, potem na najstarszego i z powrotem na Trippa.

- Wejdziesz do kuchni, zobaczysz gówno i usłyszysz gówno, a wszystko, co zobaczysz i usłyszysz, zostanie w tym domu. Nie rozmawiasz o tym z przyjaciółmi. Nie modlisz się o to do Boga. Trzymaj gębę na kłódkę. Łapiesz mnie, kolego?

Tripp spojrzał na niego i skinął głową.

Layne mówił dalej - Nie będzie ładnie, ale grasz spokojnego, kiedy tam wejdziesz. Bądź mądry i bądź sobą, z wyjątkiem, jak powiedziałem, spokojnego - Uśmiechnął się do syna, żeby złagodzić swoje słowa, a Tripp odwzajemnił uśmiech. Był mały, nie sięgał mu do oczu, ale się uśmiechnął.

Oczy Layne’a powędrowały do Setha - Ty wiesz?

Seth skinął głową, twarz blada, szczęka zaciśnięta, po czym syknął – Kurwa! Powinienem wrócić do domu.

– Odłóż to, synu – powiedział stanowczo Devin - Nie ma odwrotu, poruszamy się tylko do przodu. Uczysz się tego, uczysz się tego szybko i uczysz się teraz. Co się stało, to się stało. A teraz idź tam i zajmij się matką.

Seth nie miał pojęcia, kim jest Devin, ale mimo to skinął mu głową, zanim spojrzał na drzwi do pomieszczenia gospodarczego i zamknął oczy. Layne miał nadzieję, że to pokona, ale wiedział, że dzieciak walczył. Był prawie mężczyzną, ale to gówno mogło cię pokonać. Layne nie byłby zaskoczony łzami i miał nadzieję, że jego synowie zrozumieliby, że ich przyjaciel nie był słaby, był po prostu bezsilny.

Ale Seth odepchnął to, otworzył oczy i podszedł prosto do drzwi.

Jasper ruszył za nim, ale Layne położył rękę na jego klatce piersiowej i spojrzał na Trippa.

– Niech babcia przygotuje wszystkim lunch – polecił.

Tripp skinął głową i pospieszył za Seth’em.

Devin spojrzał na Layne’a i Jaspera, zanim poszedł za Tripp’em.

Layne odjął rękę z klatki piersiowej Jaspera i powiedział - Musimy być szybcy i musisz zdać sobie sprawę ze wszystkiego, co powiem - Jasper skinął głową i Layne wyłożył mu to. Co się stało z Stew. Jak to wyglądało z Gabby. I jaka była jego rola z Seth’em - Łapiesz to? - zapytał, kiedy skończył.

– Rozumiem – odpowiedział Jasper.

- Myślisz, że musisz odłożyć Grupę Młodzieży? – zapytał Layne.

- Nie, to też musimy kontynuować - odparł Jasper.

Cholera, Jasper był dobrym dzieckiem. Ale powiedział mu to dzisiaj raz i raz wystarczy, więc Layne tylko skinął głową.

– Zaglądaj do niej regularnie – powtórzył.

- Powiedziałem, że to rozumiem – odpowiedział Jasper.

– Rocky i ja zabierzemy Paige. Jedziesz z Seth’em w Charger’ze. Najpierw idziemy do ich domu, pomagamy im w zabraniu gówna, a potem jedziemy do Cala.

Jasper skinął głową.

– Kontroluj Keirę – rozkazał Layne - Kobieta w naszym domu jest wystarczająco upokorzona. Nie potrzebujemy, żeby Keira mówiła coś lub robiła coś szalonego.

Pierś Jaspera rozszerzyła się - Będzie spoko.

Layne uniósł brodę – Tak myślałem - Jasper odprężył się, Layne odwrócił się i podszedł do drzwi, mrucząc - Chodźmy na lunch i zróbmy to.

Trzymał rękę na klamce, kiedy usłyszał, jak Jasper woła - Tato?

Spojrzał na swojego chłopca - Tak?

Jasper wpatrywał się w niego z wyrazem twarzy ukrytym za wyjątkiem drgającego mięśnia na policzku.

W końcu przemówił i słowa wydawały się z niego wypychane - Cieszę się, że jesteś ze mnie dumny - Layne kiwnął brodą i zaczął przekręcać klamkę w drzwiach, kiedy Jasper skończył - Bo ja też jestem z ciebie dumny.

Zapaliło się nowe oparzenie, tylko w jego klatce piersiowej. Tak gorąco, że trudno mu było oddychać.

Jego głos był ochrypły i niski, kiedy powiedział - Dobrze mieć cię z powrotem, kolego.

Zobaczył, że klatka piersiowa Jaspera porusza się tak, jak Layne wiedział, że jego się poruszała, i wiedział, że jego syn miał w sobie to samo palenie, więc zostawił go samego, by to odepchnął, przekręcił klamkę i wszedł do domu.

*****

Layne wcisnął przycisk na pilocie i wyłączył telewizor.

Spojrzał w dół na głowę Rocky spoczywającą ciężko pośrodku jego klatki piersiowej.

Vera była na górze w łóżku Trippa. Tripp leżał na dmuchanym materacu w pokoju Jaspera, Jasper w swoim łóżku. Gabby zadzwoniła do Jasa i była bezpieczna u Brandy. Stew był tam, gdzie był Stew, ale nic z jego gówna nie było u Gabby. Paige i Seth byli w starym domu Cala.

Devin był nieobecny, miejsce pobytu nieznane, ale albo był w J&J’s, gdzie się nawalał, albo namawiał bukmachera, by wyświadczył mu przysługę i sfałszował trop, że trener Cosgrove obstawiał mecze footballu liceum, a także udzielał poufnych informacji, które on by rozrzucał. Layne pomyślał tak, ponieważ to właśnie zrobiłby Layne, a Devin nauczył go wszystkiego, czego nie nauczył się w terenie. Więc jeśli Dev miał ochotę zagrać brudno, Layne uznał, że tak właśnie by to rozegrał.

A Layne leżał na plecach na kanapie ze śpiącą Raquel, jej ciało było częściowo na nim, częściowo wsunięte z tyłu w siedzenie kanapy. Jej kolano było przegięte, udo spoczywało na jego udach, jej miednica przytuliła się do jego biodra, jej ramię było przewieszone przez jego talię i spała przez ostatnią godzinę.

Poruszył się i jej głowa natychmiast się podniosła.

– Czas do łóżka, mała – wyszeptał, a jej oczy spoczęły na jego.

Patrzył, jak mrugała, rozglądała się po pokoju i zaczęła się zwijać, jego ramię wokół jej pleców napinało się, by przyciągnąć ją, kiedy się w niego wtuliła, a jej spojrzenie wróciło do jego.

Usiadł wygodnie, kiedy poruszała się, więc była głównie na nim, tylko częściowo na kanapie i skrzyżowała ręce na jego klatce piersiowej i położyła brodę na dłoniach. Godziny temu wyciągnął spinkę z jej włosów, więc spadły na jej ramiona i na jego klatkę piersiową.

Teraz przyglądała mu się, śpiąc nieruchomo w jej oczach, coś, czego nie mógł z tym odczytać.

– Wiesz – zaczęła cicho – obiecałam, że przeżyję to naprawdę.

- Tak? – zapytał Layne, kiedy nie powiedziała nic więcej.

- Cóż, myślę o wycofaniu się z tej obietnicy - powiedziała mu i ścisnął ją ramieniem.

– Roc…

Jedna strona jej ust, której nie mogła kontrolować, drgnęła i powiedziała

– Layne, jeśli to twoje prawdziwe, myślę, że powinniśmy przeżyć to fałszywie na niedzielę. Założę fartuch i zrobię pieczeń w rondlu, a ty możesz założyć mokasyny i będziemy mogli udawać Ozziego i Harriet, nie oglądając obrzydliwych pornograficznych zdjęć ze Stew „Fuj” Baranski’m, odtrącając każdego, kto zechce zorganizować bezpieczne domy dla ofiar domowych przemoc lub wysyłanie nastoletnich dzieci na tajne zadania w Kościelnych Grupach Młodzieży.

Objął ją ramieniem, by podciągnąć ją do swojej klatki piersiowej, jej podbródek oderwał się od dłoni, jej twarz znalazła się na poziomie jego twarzy, a drugą ręką zebrał jej włosy, zwalczył uśmiech i powiedział - Nie posiadam mokasyn, pączuszku.

– Pójdziemy do centrum handlowego – zaproponowała - Ja też nie posiadam fartucha. Wybierzemy coś dla siebie.

- Nie jestem wielkim fanem zakupów – poinformował ją.

- W porządku, możesz wpaść i przynieść mi kawę. Wykonam całą główną robotę.

Użył jej włosów, by zbliżyć jej usta do swoich i pocałował ją lekko. Zrobił to lekko, bo nacisnęła jego rękę i odsunęła się trochę, a on patrzył, jak jej oczy przesuwają się po jego twarzy, potem jej ręka podniosła się i poczuł jej palce na swojej szczęce. Patrzyła, jak ślizgają się jak piórko po jego szczęce, ustach i kości policzkowej, zanim jej palce wsunęły się we włosy z boku jego głowy, owijając się wokół pleców, a jej oczy wróciły do jego.

– Wiem o tobie – szepnęła.

- Co wiesz? - odszepnął w odpowiedzi.

- Pomagasz ludziom - Nadal szeptała.

- Rocky…

Przerwała mu - Wiem o Kim Kempler.

– Roc…

- I wiem o Winonie Jakobi.

- Mała…

– Głównie kobiety, prawda Layne? - zapytała miękko i poczuł, jak jego ciało się napina.

– To nie jest…

- Kobiety z dziećmi, ale same – przerwała mu - Kobiety takie jak twoja mama, które zmagają się z samotnością.

– Mama dobrze sobie poradziła – przypomniał jej Layne.

– Tak, ponieważ jej syn roznosił gazety, gdy tylko mógł, i dostał pracę, gdy tylko mógł ją dostać. Nie mogłeś grać w piłkę nożną, chociaż byłeś dobry, tak dobry jak Alec Colton, jeśli nie lepszy, ponieważ musiałeś rzucić to, gdy miałeś piętnaście lat i pracować po szkole, aby pomagać w domu.

Layne próbował poprawić nastrój - Nie mam amnezji, pączuszku.

Rocky nie miała ochoty poprawiać nastroju. Jej oczy stały się intensywne, a jej ręka wysunęła się z jego włosów, aby mogła przesunąć knykciami po jego szczęce. Położyła dłoń na jego policzku, a jej oczy zatrzymały się w jego.

– Co ja mam z tobą zrobić, Tannerze Layne? - wyszeptała.

– Jeśli jesteś otwarta na sugestie, mam kilka – odszepnął Layne.

- Chcesz prawdy? - zapytała nagle, a on nie zrozumiał pytania.

Mimo to odpowiedział - Tak, chcę prawdy.

- Jak prawdziwej? - zapytała szybko w odpowiedzi.

– Daj mi to, Rocky – zaprosił Layne.

– Nie kochałam go – odpowiedziała, a jego ciało znów się zacisnęło - Wmawiałam siebie, że go kochałam, ale tego nie robiłam. Lubiłam go. Podziwiałam go. Jest genialny w tym, co robi. Pasjonuje go to. Chciałam go pokochać. Próbowałam. Ale nigdy tego nie zrobiłam.

- Z tego co słyszałem, Roc, nie był łatwym człowiekiem do kochania – odpowiedział Layne.

– Traktował mnie jak gówno – oznajmiła Rocky, a jego ramię automatycznie ścisnęło ją, gdy jego dłoń zacisnęła się w pięść w jej włosach – Chyba dlatego nie mogłam go pokochać. Ponieważ traktował mnie jak gówno. Przez dziesięć lat. Jeszcze zanim się pobraliśmy. A ja to przyjmowałam, Layne. Zajęło mi to dziesięć lat. Brałam to do siebie.

– Zmierzasz gdzieś z tym? – zapytał.

– Myślisz, że my gdzieś zmierzamy? - zapytała z powrotem.

- My gdzieś idziemy – odpowiedział.

Skinęła głową - W takim razie musisz wiedzieć, jaką kobietą się stałam.

Layne wpatrywał się w nią przez sekundę i walczył, naprawdę, ale nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.

- Layne! - warknęła po tym, jak śmiał się przez chwilę, a on przewrócił się tak, że leżała na plecach na kanapie, a on był głównie na niej. Kiedy ułożył ją w tej pozycji i nadal się śmiał, powtórzyła - Layne!

- Daj mi chwilę, kochanie, to było kurewsko zabawne.

– Nie próbowałam być zabawna – syknęła.

- Cóż, byłaś - powiedział ze słabnącym śmiechem.

Spojrzała na niego, po czym oznajmiła - Jest beznadziejny w łóżku - Layne znów wybuchnął śmiechem, a Rocky klepnęła go w ramię - Przestań się śmiać, to nie jest śmieszne!

- Nie, Mała, masz rację, dla ciebie nie jest. Dla mnie jest to przezabawne – odparł Layne.

- Ja to też znosiłam – oświadczyła z uporem, po czym wróciła do tego - Cóż, znosiłam to, a potem tego nie znosiłam, więc myślę, że nie jest niespodzianką, że poszedł szukać gdzie indziej, ponieważ… cóż…

Ciało Layne’a się trzęsło, a bok bolał, więc powiedział - Proszę, Roc, zabijasz mnie.

Zamilkła. Layne opanował swoją wesołość, a kiedy to zrobił, zobaczył, że patrzyła na niego poważnie jak atak serca.

- To interesujące, że uważasz, że ostatnie dziesięć lat mojego życia jest zabawne – zauważyła, a Layne natychmiast otrzeźwiał i równie natychmiast dał jej to wprost.

- Nie cieszę się, że traktował cię jak gówno i nie cieszę się, że był gówniany w łóżku, ale jednocześnie cieszę się. Cieszę się, że nie przeniosłaś się do niczego lepszego niż to, co mieliśmy, ponieważ ja tego nie zrobiłem. Ani w łóżku, ani poza nim. Nigdy. Ani razu. Nawet nie blisko. Byłoby do dupy, gdybyś ty to zrobiła, bo to by mnie zabiło, a te ostatnie osiemnaście lat bez ciebie były wystarczająco złe. Przez te ostatnie osiemnaście lat myślałem, że weszłaś w coś dobrego, solidnego, co sprawiło, że byłaś szczęśliwa i to cięło mnie prosto do szpiku kości, Rocky. Świadomość, że tego nie zrobiłaś, jest ulgą. Powinnaś to wiedzieć i mam w dupie, co o tym myślisz. Tak właśnie się czuję.

Kiedy skończył, nadal wpatrywała się w niego, ale jej twarz się zmieniła, jej usta były rozchylone, a jej oczy były intensywne. Ale nie odezwała się, więc wziął to za sygnał, by kontynuować.

– Coś jeszcze, pączuszku – ciągnął - Ja wiem, jaką jesteś kobietą, nie możesz tego ukryć. Więc ty podjęłaś gówniane decyzje. Ja dostałem świra tydzień po tym, jak mnie zostawiłaś, przeleciałem pierwszą kobietę, która pojawiła się tej nocy i przypomniała mi ciebie, prezerwatywa pękła i zaszła w ciążę. Byłem pijany, ale to nie jest wymówka. To była gówniana decyzja. Byłem wkurzony i obolały, podjąłem tę decyzję i poniosłem konsekwencje. Udało mi się i miałem z tego Jaspera i Trippa. Ty, jeśli dobrze rozegrasz swoje karty, możesz zabrać jego tyłek do czyścicieli i sprawić, że nigdy nie będziesz się martwić o pieniądze. To właśnie dostaniesz ze swojego.

- Myślę, czy to nie tak, że powinnam po prostu odciąć się i iść dalej. Nie ma powodu, by Jarrod płacił za to, że go nie kochałam – odpowiedziała Rocky.

– O tak… jest – odparł Layne.

- Naprawdę? Co?

Zbliżył twarz – Bo mógł cię uszczęśliwić. Gdybym to był ja, gdybyś dała mi szansę, związałbym się w supły, żeby cię uszczęśliwić. On tego nie zrobił. Traktował cię jak gówno, sprawiał, że czułaś się mała i pieprzył się ze wszystkimi wokół. Myślisz, że to ty go ograłaś, ale tego nie zrobiłaś. Może nie jest dobry w pieprzeniu, ale był mistrzem wypieprzeniu cię i powinien za to zapłacić.

– Layne… – zaczęła, jej usta zrobiły się miękkie, jej oczy były w połowie przymknięte, ale on był na fali.

Chciała porozmawiać? Więc będą rozmawiać.

- Dlaczego byłeś w moim szpitalnym pokoju?

Jej ciało stwardniało pod nim i powtórzyła - Layne.

Jego ramiona mocno ją ścisnęły – Odpowiedz mi, Rocky. Czemu? Zamknęła oczy, a on jeszcze raz ją uścisnął, ostrzegając - Roc.

Otworzyła oczy i szepnęła - Wiesz dlaczego, Layne.

I wtedy Layne patrzył, jak łzy wypełniają jej oczy, a jedna wyślizgnęła się z boku, w dół jej skroni, we włosy i tak było. Wiedział o tym lub chciał to wiedzieć, ale nie mógł być pewien. Ale tam był dowód wyciekający z oczu Rocky.

Uniósł rękę, wsunął palce w jej włosy i kciukiem wytarł wilgoć.

– Tak, mała – powiedział łagodnie - Wiem dlaczego i teraz, kiedy ci przypomniałem, czy możemy przejść przez to gówno?

Najwyraźniej nie mogli, jeszcze nie.

- Byłeś pijany, kiedy z nią spałeś?

- Tak.

Spojrzała na niego i wzięła głęboki oddech, a potem kolejny, aż jej oczy się przejaśniły i zapytała - Dlaczego mężczyźni to robią?

- Mała, ja to zrobiłem i nawet ja nie wiem, dlaczego to zrobiłem.

Przyjrzała się jego twarzy, po czym skinęła głową, a on poczuł, jak jej ciało rozluźnia się pod jego. Coś, o czym wiedział, że nie potrwa długo, ponieważ musiał zapytać, więc zamierzał zapytać.

- Dlaczego mnie zostawiłaś?

Jej oczy zatrzymały się w jego oczach, Layne wstrzymał oddech i zaskoczyła go, kiedy odpowiedziała.

– Ja to zrobiłam – zatrzymała się i oblizała usta – i ja nie wiem, dlaczego to zrobiłam.

Zamknął oczy i odwrócił głowę, bo to była czysta i kompletna bzdura. Taka bzdura, kiedy był z nią szczery, wkurzyła go to od razu. Zaczął więc odsuwać się z niej, ale zatrzymał się, gdy poczuł, jak jej palce zaciskają się na jego szyi.

Jego oczy wróciły do niej.

- Wiesz, zaraz po tym, jak cię zostawiłam, dwa dni spędziłam w swoim pokoju w domu taty i nie pamiętam ani sekundy. Nie pamiętam jedzenia, spania czy chodzenia do łazienki. Pamiętam tylko, jak wstałam trzeciego dnia, wszystkie moje rzeczy z naszego domu były w pudłach i walizkach upchane w moim pokoju. Zeszłam na dół, a tata jadł płatki. Spojrzał na mnie i powiedział: „Chcesz, żebym cię zabrał z powrotem do Tannera?”, a ja powiedziałam: „Nigdy” i tyle. Nie wiem dlaczego. Wiem…

Zamknęła oczy i Layne ponownie wstrzymał oddech, dopóki nie otworzyła ich i kontynuowała szeptem.

 - Wiem, że to bolało. Wiem, że codziennie się z tym zmagałam. Wiem, że codziennie zastanawiałam się, dlaczego walczyłam. Wiem, jak to było, kiedy dzwoniłeś, wpadałeś, słyszałam, jak kłóciłeś się z tatą lub Merry’m. Wiem, jak to wszystko czułam. Wszystko to pamiętam. Wiem, że to nie było dobre i wiedziałam wtedy, że jedynym sposobem, aby to poprawić, był powrót do ciebie. Po prostu nie wiem, dlaczego nie mogłam.

Łzy wróciły do jej oczu, migocząc przez sekundę, zanim spadły, a ona podniosła głowę, zamknęła oczy, przycisnęła czoło do jego i skończyła.

– Dopóki nie zostałeś postrzelony - Otworzyła oczy i wpatrzyła się w jego - Osiemnaście lat, każdego dnia walczyłam ze znalezieniem sposobu na skontaktowanie się z tobą, ale nie mogłam już z tym walczyć, gdy cię postrzelili.

Wsadził rękę w jej włosy z boku, pochylił głowę i dotknął ust jej ustami, mrucząc - Mała.

Potrząsnęła głową, a jej ramiona otoczyły jego ramiona. Ukryła twarz w jego szyi, a jej ciało drżało od łez, gdy mówiła, jej głos był szorstki i gruby, trudny do słuchania i nie dlatego, że trudno było zrozumieć jej słowa.

– Każdego dnia przez osiemnaście lat, Layne, każdego pieprzonego dnia. Tęskniłam za tobą każdego dnia. Budziłam się obok Jarroda i żałowałam, że to nie ty. Szłam spać obok niego i żałowałam, że to nie ty - Odsunęła twarz od jego szyi i jej oczy trafiły w jego, ale jej oczy były tak mokre, że wiedział, że nie może się na nim skupić, kiedy powiedziała - Dlatego powiedział to w restauracji. Wiedział. Cały czas rzucał mi to w twarz. O Boże cały czas się o to kłóciliśmy. Kiedyś – przeczesała dłonią włosy, po czym przesunęła po policzkach z podnieceniem – kochaliśmy się, a on zapytał mnie w samym środku tego: „Kogo widzisz, Rocky? Widzisz mnie, czy Tanner cię pieprzy?”

Layne gryzł się w język.

Do tego czasu.

Potem warknął - Jaja sobie robisz.

- Nie! - zapłakała i opadła z powrotem na kanapę, zakrywając twarz dłońmi - Nie winię go - Jej głowa kręciła się na boki - Nie winię go.

- Mała - ręce Layne’a powędrowały do jej nadgarstków, by odciągnąć je od twarzy, ale nagle się poruszyły, obróciły, by objąć jego twarz i trzymały mocno.

– Zadzwonił Merry – szepnęła - Zadzwonił do mnie i kazał jechać do szpitala. Nie mógł iść. Miał do czynienia z… - Potrząsnęła głową - Powiedział mi. Powiedział mi, że zostałeś postrzelony. Kiedy tam dotarłam, Gabrielle była tam z chłopcami. Była taka wkurzona, kiedy mnie zobaczyła. Jasper i Tripp byli we mgle. Oni nawet nie wiedzieli, że tam byłam. Ale Gabrielle była wkurzona. I nie obchodziło mnie to. Siedziałam tam, aż chłopcy cię opuścili i mogłam wejść do twojego pokoju i siedziałam tam, aż się obudziłeś i wiedziałam, że wszystko w porządku. I to było to. Nie mogłam już z tym walczyć, cokolwiek to było, a teraz… - Spojrzała na niego - Teraz… Jej oczy przesunęły się z boku na bok - Cóż, teraz jestem tutaj.

– Teraz jesteś tutaj – powtórzył Layne, jej oczy spoczęły na jego, a jej dłonie zsunęły się z jego twarzy i spoczęły na jego klatce piersiowej.

– Teraz jestem tutaj – szepnęła.

– Oszukiwałaś mnie? – zapytał Layne i poczuł nacisk na jej dłonie na swojej klatce piersiowej, zanim odeszli, jedna załamała się wokół drugiej, a ona położyła je na swojej klatce piersiowej.

– Oszukiwałam ciebie? - Nadal szeptała.

- Pączuszku, udziec jagnięcy?

Światło zaświtało i Layne patrzył, jak jej twarz się zamyka, ale zdążył zobaczyć nóż bólu w jej oczach – Nie, Layne – powiedziała cicho – Nie oszukiwałam cię.

Potem przesunęła się, jakby chciała wyślizgnąć się spod niego, ale oddał jej cały swój ciężar, wciskając ją w kanapę i otoczył jej twarz dłońmi.

– Oszukiwałaś mnie – mruknął, patrząc jej w oczy.

– Nie zrobiłam tego - Odepchnęła plecy od kanapy, by spróbować go zrzucić.

- Oszukiwałaś mnie, po prostu nie wiedziałaś, że to robisz.

Znieruchomiała pod nim, zatrzymała jego wzrok i oznajmiła - Myślę, że dzisiaj śpię w domu.

Uśmiechnął - O nie, kurwa, nie.

- Śpię.

- Nie śpisz.

- Layne, ja właśnie stąd wychodzę - zażądała, ponownie szarpiąc się.

Jego kciuk przesunął się po jej policzku i spoczął na jej ustach, a jego twarz się zbliżyła – Nie, Roc, nie pójdziesz do domu. Wejdziesz na górę, rozbierzesz się i wejdziesz do mojego łóżka, a potem pozwolisz mi zrobić z twoim ciałem to, co chcę. Cokolwiek zechcę, tak długo, jak zechcę, a kiedy każę ci dojść, musisz być cicho, żeby nie obudzić mamy i moich chłopców.

- Zejdź - szepnęła, ale nie było w niej ognia, a jego uśmiech zmienił się powiększył. Spuścił głowę i szepnął jej do ucha.

- Najpierw będę ssać ci cycki i pieprzyć cię palcami, dopóki nie dojdziesz. Potem zejdę na ciebie, dopóki nie dojdziesz. Potem będę cię mocno pieprzyć, dopóki ja nie dojdę - Uniósł głowę i spojrzał na jej twarz, oczy miała pół przymknięte, miękkie usta i już ciężko oddychała - Jak dasz radę, też możesz dojść, kiedy cię przelecę. Zobaczymy, jak sobie poradzę.

To dało mu dyszące - Layne.

Miał ją. Nie tylko ją miał, niedługo będzie miał ją.

Pieprzone dzięki.

Przyłożył usta do jej ust i szepnął - Muszę zgasić światło i zabezpieczyć dom. Idź na górę i rozbierz się dla mnie, mała.

– Nie wiem, czy umiem…

- Pączuszku. Idź na górę i rozbierz się dla mnie.

- Layne.

- Zrób to.

Przycisnęła głowę z powrotem do kanapy i szepnęła - Ale… nie sądzę, żebym mogła być cicho.

Layne znów się uśmiechnął.

Prawdopodobnie nie mogła. Była jęcząca osiemnaście lat temu i była znowu ostatniej nocy. Była świetna w robieniu loda, głównie dlatego, że lubiła to robić i pomagało, gdy jęczała, jak bardzo lubiła to wokół jego kutasa.

- Będziemy kreatywni – obiecał, a jej oczy się zaokrągliły - Idź na górę, Słonko, i rozbierz się dla mnie.

– Okej – szepnęła.

Przetoczył się na bok. Zeskoczyła z kanapy, ale wspięła się dumnie po schodach.

*****

Kiedy Rocky umarł dla świata i przyszpilił go do łóżka, Layne wpatrywał się w ciemny sufit i przypomniał sobie swój sen.

– Rozumiesz? - Rocky szepnęła mu do ucha.

– Co rozumiem, mała? - odszepnął w odpowiedzi.

- Czemu cię zostawiłam?

Nie zrozumiał. W końcu to wyjaśniła, a on nadal tego nie zrozumiał.

To nie była scena, to, co odgrywała na jego kanapie. To było prawdziwe.

Kurwa, nawet Rocky tego nie rozumiała.

Co sprawiło, że Layne zaczął się zastanawiać, dlaczego go zostawiła? Dlaczego zabrała wszystko z ich domu, wcisnęła do swojego pokoju i straciła dwa dni.

Dlaczego codziennie przez osiemnaście lat walczyła z kontaktami z nim. Dlaczego spędziła ostatnie miesiące, odkąd został zastrzelony, przegrywając tę walkę, ale trzymając się jej.

Dlaczego tak bardzo bała się pieprzonej ciemności?

I co to było, co czuł pochodzące od niej, sączące się po pokoju tak mocno, że nawet się do niego przycisnęło, śmierdzące strachem, który był czymś więcej niż strachem przed pieprzoną ciemnością?

Wiedział jedną rzecz. Ten strach nie był strachem przed ciemnością i dzikością. Ten strach był mroczny, ale nie był to strach przed nim. To był strach przed czymś złowrogim.

Na te pytania Layne nie miał odpowiedzi.

Ale wiedział, kto je miał.

 


 

2 komentarze: