wtorek, 7 czerwca 2022

9 - Postępuj ostrożnie (cz.2)

 

Rozdział 9

Postępuj ostrożnie (cz.2)

 

*****

- Jesteś ustawiony? – powiedział Layne do telefonu.

- Twoja kanapa w biurze jest gówniana, chłopcze – odpowiedział Dev.

– Zaproponowałem, że umieszczę cię w hotelu – przypomniał mu Layne.

- Łóżka hotelowe są bardziej gówniane niż twoja kanapa - odpalił.

Dev to wiedział. Spał na nich wystarczająco dużo.

- Jutro wieczorem, przy kolacji, spotkasz Rocky, rzucisz zrzędzenie – powiedział mu Layne – A kiedy przedstawię cię chłopcom, możesz mieć kanapę w salonie.

Dev potrafił być intensywny, jego nastrój był zawsze nieprzewidywalny, a Layne pracował, a nie zamierzał biegać wokół niego podczas wprowadzania go do Jaspera i Trippa. Nie chciał, żeby Dev pojawiał się w domu, robił coś, co Dev by zrobił i przerażał jego synów. Więc zostawił Mimi klucz do jego biura i dał Dev’owi swoje kody bezpieczeństwa.

– Fajnie wygląda? – spytał Dev, jego ciekawość wzrosła. Dev miał sześćdziesiąt cztery lata i nadal był kobieciarzem.

– Pamiętasz Evę? – zapytał Layne.

Cisza na chwilę, z niedowierzaniem - Lepiej?

– O, tak – odpowiedział Layne.

– Kurwa, chłopcze – mruknął Dev, po czym rozłączył się bez pożegnania.

Layne rzucił swoją komórkę na siedzenie obok. Właśnie przypieczętował umowę w swojej ostatniej sprawie i miał rację, nie zajęło to dużo czasu, nawet mniej, niż się spodziewał. Musiał tylko zebrać akta, przekazać je, wysłać fakturę i otrzymać zapłatę, i cieszył się, że się tego pozbył. To wysysało cały jego czas. Godzinki były płatne, ale z tym wszystkim, co spadało na niego i Rocky, musiało to zostać odstrzelone i był zadowolony jak cholera, że zostało.

Wjazd do jego sąsiedztwa znajdował się po jego prawej stronie, ale nie sygnalizował. Zadzwonił wcześniej do Jaspera, żeby powiedzieć mu, żeby przygotował się na pieczenie makaronu dla Keiry we wtorek, ale tej nocy byli sami i zobaczy ich rano. Powiedział też, że spędzi noc u Rocky, bo jej ochrona była gówniana. Jasper nie zadawał pytań, ale po poinformowaniu go o tym fakcie, Jaspera przybrał ton „jesteś gość”.

Layne spojrzał na zegar na desce rozdzielczej. Było już po północy i uznał, że Rocky nie byłaby naprawdę chętna, by otworzyć mu drzwi o tej godzinie.

A może o dowolnej godzinie.

Ale miał to w dupie. Dziś w nocy będzie spał na jej kanapie.

Jutro i tak długo, jak będzie to potrzebne, będzie pracował nad dostaniem się do jej łóżka.

Albo Rocky w jego.

I w końcu jedno i drugie.

Właśnie minął wejście do swojego sąsiedztwa i już miał włączyć kierunkowskaz, by skręcić w lewo do kompleksu Rocky, kiedy zobaczył przed sobą mercedesa jej marki, modelu i koloru, a, kiedy jego oczy przesunęły się po tablicach, zobaczył, że to jej.

– Co do cholery? - wyszeptał, odsunął palce od migacza, utrzymywał dystans i podążał za nią.

Jego oczy wróciły do deski rozdzielczej. Dwunasta dziewięć. Dokąd, do cholery, jechała o dwunastej dziewięć?

Pojechał za nią do miasta. Skręciła w lewo w Green. Podążył za nią i przejechał obok niej, kiedy skręciła na parking kościoła chrześcijańskiego.

– Pieprz mnie – mruknął, wiedząc teraz, co robiła o tej porze. Skręcił w następną w lewo, nadal mamrocząc - Rocky, mała, jak zauważyłem, że szukasz kłopotów, przerzucę cię przez kolano.

Layne okrążył kościół i zgasił przednie światła, kiedy skręcił w alejkę i wjechał na parking kościelny od tyłu. Zobaczył jej Merca zaparkowanego w odległym rogu pod drzewem.

Przynajmniej zaparkowała sprytnie, z drzewem osłaniającym jej samochód przed światłem, a jej pojazd był czarny, więc trzeba było szukać, żeby go zobaczyć.

Przeszukał parking i kościół i nie zauważył Rocky.

Zaparkował przy jej samochodzie, odpiął pasy, pochylił się do schowka na rękawiczki i wyciągnął mini latarkę Maglite oraz parę czarnych, skórzanych rękawiczek.

Potem wysiadł z samochodu, włożył rękawiczki i przeszedł przez parking, jakby był właścicielem kościoła.

Okazało się, że boczne drzwi były lekko uchylone. Nie zostawiła tego celowo w ten sposób. Zatrzask nie zaskoczył, kiedy się prześlizgnęła.

Otworzył drzwi na tyle, by przekraść się przez nie i stał nieruchomo, bez alarmu, bez sygnałów dźwiękowych ostrzegających go o konieczności wprowadzeniu kodu. Odwrócił się i zobaczył biel skrzynki bezpieczeństwa przy drzwiach, panel wyglądał w ciemności, jakby zwisał. Włączył Maglite, oświetlił pudełko, zobaczył, że panel zwisa, ale nie zauważył wystających przewodów. Namierzył drzwi swoim Maglite i znalazł czujniki na drzwiach z nienaruszonymi przewodami. Pochylił się do skrzynki bezpieczeństwa i zobaczył oświetlony wyświetlacz z napisem „nieuzbrojony”.

Jak wyłączyła alarm?

Ostrożnie przeszedł przez przedsionek prowadzący na zewnątrz sanktuarium i pamiętał, jak przychodził do tego kościoła z matką. Nie było go tam od lat. Przypomniał sobie również, że Rocky przychodziła do tego kościoła z Merry’m, Cecilią i Dave’m. I na koniec, przypomniał sobie, że, kiedy zmarła Cecilia, Dave zrezygnował z przyprowadzania dzieci.

Trzymał Maglite skierowaną w dół, ale do przodu, przeszedł przez przedsionek, zobaczył to i zatrzymał się, gasząc Maglite.

Był tam pokój z oknem, ale okno było wewnętrzne, nie było okien na zewnątrz. Layne próbował sobie przypomnieć i pomyślał, że to biuro z oknami wychodzącymi na przedsionek. Z niego świeciło słabe światło.

Przeszedł tam, za róg do otwartych drzwi i zobaczył Rocky siedzącą na fotelu przy biurku z teczką na kolanach, z pochyloną nad nią głową, głęboko skoncentrowaną, jej dłonie w rękawiczkach przesuwały papiery, małą Maglite trzymała między zębami.

Pomacał ścianę i zapalił światło.

Wydała z siebie cichy krzyk i odepchnęła się, przetaczając fotel przez mały pokój i uderzając o szafkę na akta, odrzucając głowę do tyłu, Maglite wypadła jej z ust i z brzękiem spadła na podłogę, gdy patrzyła na niego z rozchylonymi ustami, a oczy miała ogromne.

– Hej, pączuszku – przywitał się.

- Co ty…? - Przełknęła ślinę, spojrzała przez okno do przedsionka, a potem z powrotem na niego - Co ty tu robisz! - syknęła.

- Zabawne, o to właśnie chciałem cię zapytać.

Zamknęła teczkę i wstała - Layne, zgaś światło!

- Nie ma okien na zewnątrz. Nikt nie wie, że tu jesteśmy. Nikt nie widzi światła, a ja go potrzebuję, żebym mógł cię zobaczyć, kiedy przerzucę cię przez ramię i - pochylił się do przodu i warknął - wyciągnę stąd swój tyłek!

Skoczyła w jego stronę i podniosła rękę - Mów ciszej! - wyszeptała.

– Mała, nikt nie wie, że tu jesteśmy.

- Okej, więc ścisz głos, bo mnie przerażasz!

Odchylił się do tyłu i skrzyżował ręce na piersi – Wiem, co by cię nie przeraziło, Roc. Bycie w domu, w swoim łóżku, gdzie powinnaś cholernie być.

– Layne…

- Jak rozbroiłaś alarm? – zapytał.

- Rozbroiłam alarm? - zapytała z powrotem, wyglądając na zdezorientowaną i, pieprzyć go, był wkurzony, ale musiał przyznać, że wyglądała słodko.

– Tak, Rocky. To kościół, ale każde miejsce ma gówno do ukradzenia. To miejsce ma system bezpieczeństwa. Jak go ominęłaś?

- Wpisałam kod - powiedziała mu.

Wpatrywał się w nią.

Potem powtórzył - Wpisałaś kod.

– Cóż… – powiedziała - Tak.

- Jak zdobyłaś kod?

– Layne…

- Nie rozumiesz, że nie odpuszczam gówna? – zapytał - Jak zdobyłaś kod?

– Cóż… – urwała i zajrzała do przedsionka.

– Raquel – ostrzegł.

Jej oczy skierowały się na niego – No dobrze, znasz Sharon Reynolds?

- Czy muszę ją znać, żeby ta historia potoczyła się szybciej?

Zmrużyła oczy, ale mówiła dalej – Pracuje tutaj w biurze.

- I? - zapytał, kiedy nie kontynuowała.

- Pracuje też w biurze w szkole. Pracuje w niepełnym wymiarze godzin w obu miejscach.

– Uhm – powiedział Layne, odchylając głowę do tyłu i uderzając wzrokiem w sufit.

– W każdym razie – powiedziała Rocky ostro, a Layne spojrzał na nią - Pamiętałam, jak kiedyś narzekała, że pastor jest maniakiem bezpieczeństwa i tak często zmienia kody alarmowe, że ona nigdy ich nie pamięta. Przychodzi raz na jakiś czas, kiedy nikogo nie ma w pobliżu i musi je wbijać, a tak wiele razy pomyliła je i uruchomiła alarm, że teraz zapisuje je i trzyma w portfelu.

- Powód, dla którego pastor jest maniakiem bezpieczeństwa i powód, dla którego stracił swoją panią z biura – zauważył Layne.

- Layne! - warknęła.

– Więc skąd masz kod?

– Ja, umm… – Urwała i przygryzła wargę.

- Mała…

Przerwała mu szybko - Kiedy wszyscy w biurze byli na lunchu, podeszłam do jej biurka i sięgnęłam do jej torebki.

– Pieprz mnie – szepnął Layne.

- Nikt nie widział! - zawołała.

- W porządku, jak udało ci się otworzyć drzwi?

– Czy nie powinniśmy, nie wiem, robić zdjęć akt personalnych czy coś takiego? - zapytała.

Opuścił ramiona i zrobił krok w jej stronę.

Cofnęła się o krok, podnosząc rękę i szybko mówiąc - Okej.

Opuściła rękę i wyjaśniła – Sharon zawsze gubi klucze. Jest z tego znana. Wszędzie je zostawia. To jest szalone. Więc, hm… kiedy grzebałam w jej torebce, uh… jakby je złapałam.

Layne zamknął oczy.

– To jest okej – zapewniła go, a on otworzył oczy – Tego popołudnia opowie o tym, jak ona… – Rocky wsunęła teczkę pod pachę, uniosła ręce i zrobiła znaki cudzysłowu – zgubiła klucze, a jutro po prostu – znowu zrobiła znaki - znajdę je.

W porządku, można było bezpiecznie powiedzieć, że skończył.

- Rocky, co ci powiedziałem o tym gównie? – zapytał.

– Layne…

- Odłóż akta i zabierz swój tyłek do samochodu.

– Layne…

Pochylił się w jej stronę - Zrób to albo zaniosę twój tyłek do twojego samochodu.

– Myślę, że on robi coś dziewczynom – wyszeptała, a Layne odchylił się do tyłu.

- Powtórz.

Potrząsnęła głową i zrobiła krok do przodu - Słyszałam to dzisiaj w łazience, dwie pierwszoroczne rozmawiające przez ścianki kabiny. Jedną z nich była Alexis McGraw. Jest ładna, ale o dwadzieścia lat starsza niż w rzeczywistości. Przychodzi tutaj do Grupy Młodzieży i słyszałam, jak chwaliła się, że dzieliła się gumą z duszpasterzem młodzieży.

- Więc?

– Była przeżuta.

O kurwa.

– I nie użyli palców, kiedy to przekazali – dokończyła Rocky.

Cholera.

– Czy może kłamać? - Layne spróbował, ale nie miał zbyt wiele nadziei w tej próbie.

Rocky wzięła oddech - Jest starsza niż jej lata i bardzo chce dorosnąć i jest oczywiste, że nie może się doczekać, aby tak się stało. Więc tak, mogłaby opowiadać bajki, ale z tym i resztą rzeczy, które słyszałam, nie mogę na tym spocząć. Nie mogę też rozpocząć polowania na czarownice, jeśli to tylko banda przesadnie entuzjastycznych dzieciaków, które naprawdę, naprawdę lubią Jezusa.

Layne przyglądał się Rocky, podczas gdy jego umysł zajęty był zastanawianiem się nad tym, co wiedział.

To miasteczko było w pasie biblijnym, a religia była kluczowa dla tej społeczności, ale nie przekładało się to na listę Grupy Młodzieży w Kościele Chrześcijańskim, która przez ostatnie trzydzieści lat ślizgała się z około dziesięciu czy piętnastu członków, dodając ponad pięćdziesiąt nowych rekrutów w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, w większości dziewczyny.

Kurwa.

Layne podjął decyzję, zwrócił się do kserokopiarki znajdującej się przy drzwiach i włączył ją.

- Co robisz? – zapytała Rocky.

Odwrócił się do niej i wyciągnął rękę po akta - Moglibyśmy robić zdjęcia, pączuszku, ale zajęłoby to wieczność, kopie byłyby do niczego i mamy tutaj kopiarkę. Podaj mi akta i zobacz, czy prowadzą rejestry obecności dla Grupy Młodzieżowej.

Wpatrywała się w niego przez sekundę szeroko otwartymi oczami. Potem dała mu dołeczek. W końcu podała mu teczkę, odwróciła się z fruwającym kucykiem i otworzyła szufladę szafki na akta.

*****

– Nic tu nie widzę – zauważyła Rocky, a Layne spojrzał na tył jej głowy.

Siedział na jej kanapie, przeglądając składy Grup Młodzieżowych, notując nazwiska i to, że frekwencja nie urosła, tylko strzeliła w górę, a zdecydowana większość nowych rekrutów to kobiety.

Raquel siedziała po turecku na podłodze obok jego nogi, z pochyloną głową, odsłoniętym karkiem, przed nią otwarta butelka wymyślnego piwa i czytała akta osobowe T.J. Gainesa, duszpasterza młodzieży.

– Niczego nie zobaczysz, Roc, zwłaszcza jeśli to jest fałszywe. Dopóki jutro nie sprawdzę jego gówna w moich systemach w biurze — powiedział jej.

Jej szyja skręciła się, a głowa odchyliła się do tyłu, żeby na niego spojrzeć.

- Myślisz, że powinniśmy wrócić jutro wieczorem, ustawić monitoring kamer czy coś takiego?

Tak, była słodka.

- Nie, nie zrobimy gówna. Przejrzę go jutro. Jak znajdę brud, a nawet to, że kłamał w swojej aplikacji, przekażę go Merry’emu, Coltowi lub Drew, a oni pójdą dalej z tym.

– To wszystko? – spytała, brzmiąc na rozczarowaną.

Uśmiechnął się do niej i nieco skłamał - Kochanie, w telewizji moja praca wygląda ekscytująco. Przez większość czasu robi się to albo siedząc przy komputerze, albo gdzieś indziej. Gówno ludzi akcji to stereotyp oparty na totalnej fikcji.

Jej oczy opadły na jego brzuch i żeby ukryć to, co powiedziały, szybko odwróciła się i złapała swoje piwo, odchylając głowę do tyłu, by napić się łyka.

Kiedy je odłożyła, odwróciła się do niego i zapytała - A co, jeśli nie ma żadnego brudu?

- Jak nie ma żadnego brudu, wchodzimy głębiej.

– Kamery?

- Kamery są drogie. Ustawienie ich zajęłoby wieczność i potrzebowałbym kanałów, aby przekazy szły do biura. Nie jestem do tego przygotowany i nie mam gotówki, aby się przygotować. Więc potrzebowałbym urządzeń nagrywających, które są nieporęczne, przez co trudne do ukrycia, i ktoś musiałby zabierać płyty DVD. Za każdym razem, gdy tam bym wchodził, mógłbym być złapany. Jestem dobry, ale prawo średnich w tego rodzaju operacjach nigdy nie jest po twojej stronie. Jak poszedłbym tą drogą, miałbym godziny DVD do oglądania, większość tego gówna nie jest warta oglądania, a ja nie mam godzin do stracenia.

Odwróciła się do niego i oparła zgięte ramię na kanapie obok niego - Więc co robimy?

- Znowu, my nie robimy gówna, pączuszku. Ja zajmuję się tą sprawą, bo się martwisz i ja wyślę rekrutów pod przykrywką.

Jej brwi uniosły się – Tajni rekruci?

Layne pochylił się, sięgnął i chwycił jej koński ogon, delikatnie go pociągając, gdy zbliżył się do jej twarzy - Jasper lub Tripp. Myślę o Trippie. Byłby dobry w byciu świrem na punkcie Jezusa. Nie wspominając, że Grupa Młodzieży jest wypełniona dziewczynami. Będzie zachwycony tym wszystkim.

Tripp byłby zachwycony tym wszystkim dla dziewcząt, ale przede wszystkim, ponieważ jego stary poprosił go, aby to zrobił, a Layne mógłby się niechcący wygadać, że to była przysługa dla Rocky.

Jej oczy rozjaśniły się i wyszeptała - To wspaniale.

Puścił jej włosy, wręczył jej spisy, a ona je wzięła - Twoim zadaniem jest przejrzeć te spisy i zadzwonić do mnie jutro z celem dla Trippa.

– Jego cel?

Pokiwał głową - Dziewczyna z tych list - wskazał głową na papiery w jej dłoni - która od jakiegoś czasu chodzi do Grupy Młodzieżowej. Żaden nowy dzieciak, ktoś, kto był w pobliżu, nie mógł widzieć rzeczy, słyszeć rzeczy.

Skinęła głową.

Layne kontynuował - I musi być otwarta na Trippa. Nieśmiała lub zwyczajna dziewczyna, której pochlebi, że dzieciak z drużyny futbolowej zwrócił na nią uwagę.

Potrząsnęła głową – Nie wystawię jakiejś dziewczyny do…

Przyłożył palec do jej ust, a ona zamilkła, ale poczuł, jak jej usta rozchylają się pod jego palcem, gdy obserwował, jak intensywność zmienia się w jej oczach.

Za tydzień lub, w Bogu nadzieja, wcześniej, pocałuje ją, widząc, jak jej oczy tak się zmieniają.

Teraz odjął palec od jej ust.

– Będę trenował Trippa. Nie zostawi jej na pastwę losu. To przyjazna operacja bez dodatkowych szkód.

Wciąż patrzyła na niego z taką intensywnością w oczach, kiedy szepnęła - Okej.

- Teraz, jest późno, mała. Przynieś mi poduszkę i koc i idź spać.

Jej plecy wyprostowały się i zapytała - Co?

- Przynieś mi poduszkę i koc. Śpię dziś na twojej kanapie.

Spojrzała na kanapę, a potem na niego - Czemu?

- Ponieważ jest po pierwszej w nocy, jestem padnięty, a ty nie masz żadnych czujników bezpieczeństwa na drzwiach.

Spojrzała na drzwi, a potem na niego - Ale…

- Idź, przynieś mi poduszkę i koc.

– Layne, mieszkasz pięć minut stąd. Możesz być padnięty i nadal pójść tak daleko.

– W porządku, pączuszku. Mogę też dojść do twojego łóżka. Masz dwie możliwości, daj mi poduszkę i koc albo pójdę na górę do twojego łóżka.

- Ale…

- Trzy sekundy.

- Layne!

- Jeden.

– To głupie – syknęła.

Zaczął wstawać - Dwa.

- A co z...?

– Trzy – podciągnął się dalej, ale ona poderwała się, jej ręce powędrowały do jego ramion, by go przycisnąć.

Kiedy jego tyłek był na kanapie, mruknęła - Pójdę po poduszkę i koc.

Potem odwróciła się i wbiegła po schodach.

Layne patrzył, jak jej tyłek się poruszał, kiedy to robiła.

 

1 komentarz: