Rozdział 9
Postępuj ostrożnie (cz.2)
*****
- Jesteś ustawiony? –
powiedział Layne do telefonu.
- Twoja kanapa w biurze jest
gówniana, chłopcze – odpowiedział Dev.
– Zaproponowałem, że umieszczę
cię w hotelu – przypomniał mu Layne.
- Łóżka hotelowe są bardziej
gówniane niż twoja kanapa - odpalił.
Dev to wiedział. Spał na nich
wystarczająco dużo.
- Jutro wieczorem, przy
kolacji, spotkasz Rocky, rzucisz zrzędzenie – powiedział mu Layne – A kiedy przedstawię
cię chłopcom, możesz mieć kanapę w salonie.
Dev potrafił być intensywny,
jego nastrój był zawsze nieprzewidywalny, a Layne pracował, a nie zamierzał
biegać wokół niego podczas wprowadzania go do Jaspera i Trippa. Nie chciał,
żeby Dev pojawiał się w domu, robił coś, co Dev by zrobił i przerażał jego
synów. Więc zostawił Mimi klucz do jego biura i dał Dev’owi swoje kody
bezpieczeństwa.
– Fajnie wygląda? – spytał
Dev, jego ciekawość wzrosła. Dev miał sześćdziesiąt cztery lata i nadal był kobieciarzem.
– Pamiętasz Evę? – zapytał
Layne.
Cisza na chwilę, z
niedowierzaniem - Lepiej?
– O, tak – odpowiedział
Layne.
– Kurwa, chłopcze – mruknął
Dev, po czym rozłączył się bez pożegnania.
Layne rzucił swoją komórkę na
siedzenie obok. Właśnie przypieczętował umowę w swojej ostatniej sprawie i miał
rację, nie zajęło to dużo czasu, nawet mniej, niż się spodziewał. Musiał tylko
zebrać akta, przekazać je, wysłać fakturę i otrzymać zapłatę, i cieszył się, że
się tego pozbył. To wysysało cały jego czas. Godzinki były płatne, ale z tym
wszystkim, co spadało na niego i Rocky, musiało to zostać odstrzelone i był
zadowolony jak cholera, że zostało.
Wjazd do jego sąsiedztwa
znajdował się po jego prawej stronie, ale nie sygnalizował. Zadzwonił wcześniej
do Jaspera, żeby powiedzieć mu, żeby przygotował się na pieczenie makaronu dla
Keiry we wtorek, ale tej nocy byli sami i zobaczy ich rano. Powiedział też, że
spędzi noc u Rocky, bo jej ochrona była gówniana. Jasper nie zadawał pytań, ale
po poinformowaniu go o tym fakcie, Jaspera przybrał ton „jesteś gość”.
Layne spojrzał na zegar na desce
rozdzielczej. Było już po północy i uznał, że Rocky nie byłaby naprawdę chętna,
by otworzyć mu drzwi o tej godzinie.
A może o dowolnej godzinie.
Ale miał to w dupie. Dziś w
nocy będzie spał na jej kanapie.
Jutro i tak długo, jak będzie
to potrzebne, będzie pracował nad dostaniem się do jej łóżka.
Albo Rocky w jego.
I w końcu jedno i drugie.
Właśnie minął wejście do
swojego sąsiedztwa i już miał włączyć kierunkowskaz, by skręcić w lewo do
kompleksu Rocky, kiedy zobaczył przed sobą mercedesa jej marki, modelu i
koloru, a, kiedy jego oczy przesunęły się po tablicach, zobaczył, że to jej.
– Co do cholery? - wyszeptał,
odsunął palce od migacza, utrzymywał dystans i podążał za nią.
Jego oczy wróciły do deski
rozdzielczej. Dwunasta dziewięć. Dokąd, do cholery, jechała o dwunastej
dziewięć?
Pojechał za nią do miasta.
Skręciła w lewo w Green. Podążył za nią i przejechał obok niej, kiedy skręciła
na parking kościoła chrześcijańskiego.
– Pieprz mnie – mruknął,
wiedząc teraz, co robiła o tej porze. Skręcił w następną w lewo, nadal
mamrocząc - Rocky, mała, jak zauważyłem, że szukasz kłopotów, przerzucę cię
przez kolano.
Layne okrążył kościół i
zgasił przednie światła, kiedy skręcił w alejkę i wjechał na parking kościelny
od tyłu. Zobaczył jej Merca zaparkowanego w odległym rogu pod drzewem.
Przynajmniej zaparkowała
sprytnie, z drzewem osłaniającym jej samochód przed światłem, a jej pojazd był
czarny, więc trzeba było szukać, żeby go zobaczyć.
Przeszukał parking i kościół
i nie zauważył Rocky.
Zaparkował przy jej
samochodzie, odpiął pasy, pochylił się do schowka na rękawiczki i wyciągnął mini
latarkę Maglite oraz parę czarnych, skórzanych rękawiczek.
Potem wysiadł z samochodu,
włożył rękawiczki i przeszedł przez parking, jakby był właścicielem kościoła.
Okazało się, że boczne drzwi były
lekko uchylone. Nie zostawiła tego celowo w ten sposób. Zatrzask nie zaskoczył,
kiedy się prześlizgnęła.
Otworzył drzwi na tyle, by
przekraść się przez nie i stał nieruchomo, bez alarmu, bez sygnałów dźwiękowych
ostrzegających go o konieczności wprowadzeniu kodu. Odwrócił się i zobaczył
biel skrzynki bezpieczeństwa przy drzwiach, panel wyglądał w ciemności, jakby
zwisał. Włączył Maglite, oświetlił pudełko, zobaczył, że panel zwisa, ale nie
zauważył wystających przewodów. Namierzył drzwi swoim Maglite i znalazł
czujniki na drzwiach z nienaruszonymi przewodami. Pochylił się do skrzynki
bezpieczeństwa i zobaczył oświetlony wyświetlacz z napisem „nieuzbrojony”.
Jak wyłączyła alarm?
Ostrożnie przeszedł przez
przedsionek prowadzący na zewnątrz sanktuarium i pamiętał, jak przychodził do
tego kościoła z matką. Nie było go tam od lat. Przypomniał sobie również, że
Rocky przychodziła do tego kościoła z Merry’m, Cecilią i Dave’m. I na koniec,
przypomniał sobie, że, kiedy zmarła Cecilia, Dave zrezygnował z przyprowadzania
dzieci.
Trzymał Maglite skierowaną w
dół, ale do przodu, przeszedł przez przedsionek, zobaczył to i zatrzymał się, gasząc
Maglite.
Był tam pokój z oknem, ale
okno było wewnętrzne, nie było okien na zewnątrz. Layne próbował sobie
przypomnieć i pomyślał, że to biuro z oknami wychodzącymi na przedsionek. Z
niego świeciło słabe światło.
Przeszedł tam, za róg do
otwartych drzwi i zobaczył Rocky siedzącą na fotelu przy biurku z teczką na
kolanach, z pochyloną nad nią głową, głęboko skoncentrowaną, jej dłonie w
rękawiczkach przesuwały papiery, małą Maglite trzymała między zębami.
Pomacał ścianę i zapalił
światło.
Wydała z siebie cichy krzyk i
odepchnęła się, przetaczając fotel przez mały pokój i uderzając o szafkę na
akta, odrzucając głowę do tyłu, Maglite wypadła jej z ust i z brzękiem spadła
na podłogę, gdy patrzyła na niego z rozchylonymi ustami, a oczy miała ogromne.
– Hej, pączuszku – przywitał
się.
- Co ty…? - Przełknęła ślinę,
spojrzała przez okno do przedsionka, a potem z powrotem na niego - Co ty tu
robisz! - syknęła.
- Zabawne, o to właśnie
chciałem cię zapytać.
Zamknęła teczkę i wstała -
Layne, zgaś światło!
- Nie ma okien na zewnątrz.
Nikt nie wie, że tu jesteśmy. Nikt nie widzi światła, a ja go potrzebuję, żebym
mógł cię zobaczyć, kiedy przerzucę cię przez ramię i - pochylił się do przodu i
warknął - wyciągnę stąd swój tyłek!
Skoczyła w jego stronę i
podniosła rękę - Mów ciszej! - wyszeptała.
– Mała, nikt nie wie, że tu
jesteśmy.
- Okej, więc ścisz głos, bo mnie przerażasz!
Odchylił się do tyłu i
skrzyżował ręce na piersi – Wiem, co by cię nie przeraziło, Roc. Bycie w domu,
w swoim łóżku, gdzie powinnaś cholernie być.
– Layne…
- Jak rozbroiłaś alarm? –
zapytał.
- Rozbroiłam alarm? -
zapytała z powrotem, wyglądając na zdezorientowaną i, pieprzyć go, był
wkurzony, ale musiał przyznać, że wyglądała słodko.
– Tak, Rocky. To kościół, ale
każde miejsce ma gówno do ukradzenia. To miejsce ma system bezpieczeństwa. Jak
go ominęłaś?
- Wpisałam kod - powiedziała
mu.
Wpatrywał się w nią.
Potem powtórzył - Wpisałaś
kod.
– Cóż… – powiedziała - Tak.
- Jak zdobyłaś kod?
– Layne…
- Nie rozumiesz, że nie
odpuszczam gówna? – zapytał - Jak zdobyłaś kod?
– Cóż… – urwała i zajrzała do
przedsionka.
– Raquel – ostrzegł.
Jej oczy skierowały się na
niego – No dobrze, znasz Sharon Reynolds?
- Czy muszę ją znać, żeby ta
historia potoczyła się szybciej?
Zmrużyła oczy, ale mówiła
dalej – Pracuje tutaj w biurze.
- I? - zapytał, kiedy nie
kontynuowała.
- Pracuje też w biurze w
szkole. Pracuje w niepełnym wymiarze godzin w obu miejscach.
– Uhm – powiedział Layne,
odchylając głowę do tyłu i uderzając wzrokiem w sufit.
– W każdym razie – powiedziała Rocky ostro, a Layne spojrzał na nią - Pamiętałam, jak kiedyś narzekała, że
pastor jest maniakiem bezpieczeństwa i tak często zmienia kody alarmowe, że ona
nigdy ich nie pamięta. Przychodzi raz na jakiś czas, kiedy nikogo nie ma w
pobliżu i musi je wbijać, a tak wiele razy pomyliła je i uruchomiła alarm, że teraz
zapisuje je i trzyma w portfelu.
- Powód, dla którego pastor
jest maniakiem bezpieczeństwa i powód, dla którego stracił swoją panią z biura
– zauważył Layne.
- Layne! - warknęła.
– Więc skąd masz kod?
– Ja, umm… – Urwała i
przygryzła wargę.
- Mała…
Przerwała mu szybko - Kiedy
wszyscy w biurze byli na lunchu, podeszłam do jej biurka i sięgnęłam do jej
torebki.
– Pieprz mnie – szepnął
Layne.
- Nikt nie widział! - zawołała.
- W porządku, jak udało ci
się otworzyć drzwi?
– Czy nie powinniśmy, nie
wiem, robić zdjęć akt personalnych czy coś takiego? - zapytała.
Opuścił ramiona i zrobił krok
w jej stronę.
Cofnęła się o krok, podnosząc
rękę i szybko mówiąc - Okej.
Opuściła rękę i wyjaśniła –
Sharon zawsze gubi klucze. Jest z tego znana. Wszędzie je zostawia. To jest
szalone. Więc, hm… kiedy grzebałam w jej torebce, uh… jakby je złapałam.
Layne zamknął oczy.
– To jest okej – zapewniła
go, a on otworzył oczy – Tego popołudnia opowie o tym, jak ona… – Rocky wsunęła
teczkę pod pachę, uniosła ręce i zrobiła znaki cudzysłowu – zgubiła klucze, a jutro po prostu –
znowu zrobiła znaki - znajdę je.
W porządku, można było
bezpiecznie powiedzieć, że skończył.
- Rocky, co ci powiedziałem o
tym gównie? – zapytał.
– Layne…
- Odłóż akta i zabierz swój
tyłek do samochodu.
– Layne…
Pochylił się w jej stronę - Zrób
to albo zaniosę twój tyłek do twojego samochodu.
– Myślę, że on robi coś
dziewczynom – wyszeptała, a Layne odchylił się do tyłu.
- Powtórz.
Potrząsnęła głową i zrobiła
krok do przodu - Słyszałam to dzisiaj w łazience, dwie pierwszoroczne rozmawiające
przez ścianki kabiny. Jedną z nich była Alexis McGraw. Jest ładna, ale o
dwadzieścia lat starsza niż w rzeczywistości. Przychodzi tutaj do Grupy
Młodzieży i słyszałam, jak chwaliła się, że dzieliła się gumą z duszpasterzem
młodzieży.
- Więc?
– Była przeżuta.
O kurwa.
– I nie użyli palców, kiedy
to przekazali – dokończyła Rocky.
Cholera.
– Czy może kłamać? - Layne spróbował,
ale nie miał zbyt wiele nadziei w tej próbie.
Rocky wzięła oddech - Jest
starsza niż jej lata i bardzo chce dorosnąć i jest oczywiste, że nie może się
doczekać, aby tak się stało. Więc tak, mogłaby opowiadać bajki, ale z tym i
resztą rzeczy, które słyszałam, nie mogę na tym spocząć. Nie mogę też rozpocząć
polowania na czarownice, jeśli to tylko banda przesadnie entuzjastycznych dzieciaków,
które naprawdę, naprawdę lubią
Jezusa.
Layne przyglądał się Rocky,
podczas gdy jego umysł zajęty był zastanawianiem się nad tym, co wiedział.
To miasteczko było w pasie
biblijnym, a religia była kluczowa dla tej społeczności, ale nie przekładało się
to na listę Grupy Młodzieży w Kościele Chrześcijańskim, która przez ostatnie
trzydzieści lat ślizgała się z około dziesięciu czy piętnastu członków, dodając
ponad pięćdziesiąt nowych rekrutów w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, w
większości dziewczyny.
Kurwa.
Layne podjął decyzję, zwrócił
się do kserokopiarki znajdującej się przy drzwiach i włączył ją.
- Co robisz? – zapytała
Rocky.
Odwrócił się do niej i
wyciągnął rękę po akta - Moglibyśmy robić zdjęcia, pączuszku, ale zajęłoby to
wieczność, kopie byłyby do niczego i mamy tutaj kopiarkę. Podaj mi akta i
zobacz, czy prowadzą rejestry obecności dla Grupy Młodzieżowej.
Wpatrywała się w niego przez
sekundę szeroko otwartymi oczami. Potem dała mu dołeczek. W końcu podała mu
teczkę, odwróciła się z fruwającym kucykiem i otworzyła szufladę szafki na
akta.
*****
– Nic tu nie widzę – zauważyła
Rocky, a Layne spojrzał na tył jej głowy.
Siedział na jej kanapie,
przeglądając składy Grup Młodzieżowych, notując nazwiska i to, że frekwencja
nie urosła, tylko strzeliła w górę, a zdecydowana większość nowych rekrutów to
kobiety.
Raquel siedziała po turecku
na podłodze obok jego nogi, z pochyloną głową, odsłoniętym karkiem, przed nią
otwarta butelka wymyślnego piwa i czytała akta osobowe T.J. Gainesa,
duszpasterza młodzieży.
– Niczego nie zobaczysz, Roc,
zwłaszcza jeśli to jest fałszywe. Dopóki jutro nie sprawdzę jego gówna w moich
systemach w biurze — powiedział jej.
Jej szyja skręciła się, a
głowa odchyliła się do tyłu, żeby na niego spojrzeć.
- Myślisz, że powinniśmy wrócić
jutro wieczorem, ustawić monitoring kamer czy coś takiego?
Tak, była słodka.
- Nie, nie zrobimy gówna. Przejrzę
go jutro. Jak znajdę brud, a nawet to, że kłamał w swojej aplikacji, przekażę go
Merry’emu, Coltowi lub Drew, a oni pójdą dalej z tym.
– To wszystko? – spytała,
brzmiąc na rozczarowaną.
Uśmiechnął się do niej i
nieco skłamał - Kochanie, w telewizji moja praca wygląda ekscytująco. Przez
większość czasu robi się to albo siedząc przy komputerze, albo gdzieś indziej.
Gówno ludzi akcji to stereotyp oparty na totalnej fikcji.
Jej oczy opadły na jego brzuch
i żeby ukryć to, co powiedziały, szybko odwróciła się i złapała swoje piwo,
odchylając głowę do tyłu, by napić się łyka.
Kiedy je odłożyła, odwróciła
się do niego i zapytała - A co, jeśli nie ma żadnego brudu?
- Jak nie ma żadnego brudu,
wchodzimy głębiej.
– Kamery?
- Kamery są drogie.
Ustawienie ich zajęłoby wieczność i potrzebowałbym kanałów, aby przekazy szły
do biura. Nie jestem do tego przygotowany i nie mam gotówki, aby się
przygotować. Więc potrzebowałbym urządzeń nagrywających, które są nieporęczne,
przez co trudne do ukrycia, i ktoś musiałby zabierać płyty DVD. Za każdym
razem, gdy tam bym wchodził, mógłbym być złapany. Jestem dobry, ale prawo
średnich w tego rodzaju operacjach nigdy nie jest po twojej stronie. Jak
poszedłbym tą drogą, miałbym godziny DVD do oglądania, większość tego gówna nie
jest warta oglądania, a ja nie mam godzin do stracenia.
Odwróciła się do niego i
oparła zgięte ramię na kanapie obok niego - Więc co robimy?
- Znowu, my nie robimy gówna, pączuszku. Ja
zajmuję się tą sprawą, bo się martwisz i ja
wyślę rekrutów pod przykrywką.
Jej brwi uniosły się – Tajni
rekruci?
Layne pochylił się, sięgnął i
chwycił jej koński ogon, delikatnie go pociągając, gdy zbliżył się do jej
twarzy - Jasper lub Tripp. Myślę o Trippie. Byłby dobry w byciu świrem na
punkcie Jezusa. Nie wspominając, że Grupa Młodzieży jest wypełniona
dziewczynami. Będzie zachwycony tym wszystkim.
Tripp byłby zachwycony tym
wszystkim dla dziewcząt, ale przede wszystkim, ponieważ jego stary poprosił go,
aby to zrobił, a Layne mógłby się niechcący wygadać, że to była przysługa dla
Rocky.
Jej oczy rozjaśniły się i
wyszeptała - To wspaniale.
Puścił jej włosy, wręczył jej
spisy, a ona je wzięła - Twoim zadaniem jest przejrzeć te spisy i zadzwonić do
mnie jutro z celem dla Trippa.
– Jego cel?
Pokiwał głową - Dziewczyna z
tych list - wskazał głową na papiery w jej dłoni - która od jakiegoś czasu
chodzi do Grupy Młodzieżowej. Żaden nowy dzieciak, ktoś, kto był w pobliżu, nie
mógł widzieć rzeczy, słyszeć rzeczy.
Skinęła głową.
Layne kontynuował - I musi
być otwarta na Trippa. Nieśmiała lub zwyczajna dziewczyna, której pochlebi, że
dzieciak z drużyny futbolowej zwrócił na nią uwagę.
Potrząsnęła głową – Nie wystawię
jakiejś dziewczyny do…
Przyłożył palec do jej ust, a
ona zamilkła, ale poczuł, jak jej usta rozchylają się pod jego palcem, gdy
obserwował, jak intensywność zmienia się w jej oczach.
Za tydzień lub, w Bogu
nadzieja, wcześniej, pocałuje ją, widząc, jak jej oczy tak się zmieniają.
Teraz odjął palec od jej ust.
– Będę trenował Trippa. Nie
zostawi jej na pastwę losu. To przyjazna operacja bez dodatkowych szkód.
Wciąż patrzyła na niego z
taką intensywnością w oczach, kiedy szepnęła - Okej.
- Teraz, jest późno, mała.
Przynieś mi poduszkę i koc i idź spać.
Jej plecy wyprostowały się i
zapytała - Co?
- Przynieś mi poduszkę i koc.
Śpię dziś na twojej kanapie.
Spojrzała na kanapę, a potem
na niego - Czemu?
- Ponieważ jest po pierwszej
w nocy, jestem padnięty, a ty nie masz żadnych czujników bezpieczeństwa na
drzwiach.
Spojrzała na drzwi, a potem
na niego - Ale…
- Idź, przynieś mi poduszkę i
koc.
– Layne, mieszkasz pięć minut
stąd. Możesz być padnięty i nadal pójść tak daleko.
– W porządku, pączuszku. Mogę
też dojść do twojego łóżka. Masz dwie możliwości, daj mi poduszkę i koc albo
pójdę na górę do twojego łóżka.
- Ale…
- Trzy sekundy.
- Layne!
- Jeden.
– To głupie – syknęła.
Zaczął wstawać - Dwa.
- A co z...?
– Trzy – podciągnął się
dalej, ale ona poderwała się, jej ręce powędrowały do jego ramion, by go
przycisnąć.
Kiedy jego tyłek był na
kanapie, mruknęła - Pójdę po poduszkę i koc.
Potem odwróciła się i wbiegła
po schodach.
Layne patrzył, jak jej tyłek
się poruszał, kiedy to robiła.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń