Rozdział 12
Szczoteczka do zębów
Ciepło Rocky było
przyciśnięte do niego, jej głowa na jego klatce piersiowej, jej ramię leżało
ciężkie na jego brzuchu, jej kolano opierało się na jego udzie – przyszpilała
go na plecach w łóżku.
Jej głowa przesunęła się, jej
ramię zacisnęło się wokół niego i zsunęła się tak, że jej usta były na spodzie
jego szczęki.
- Musisz mnie obudzić,
kochanie. Muszę iść do pracy – szepnęła.
*****
Layne otworzył oczy i
zobaczył ciemność.
Czuł jednak ciepło Rocky
przyciśnięte do niego, jej głowę na jego klatce piersiowej, ramię leżące ciężkie
na jego brzuchu, jej kolano oparte na jego udzie – przyszpilała go na plecach w
łóżku.
Layne wpatrywał się w
ciemność i pozwolił przeniknąć jej zapachowi, jej dotykowi, ciepłu, miękkości,
Rocky przyciskającej go mocno, przyszpilającej go do łóżka po raz pierwszy od
osiemnastu lat.
Zamknął oczy i skupił się na
tych doznaniach i złotym szlaku, który pozostawiały.
Potem otworzył oczy i
uśmiechnął się.
*****
Poprzedniego wieczoru, po
tym, jak Layne siedział na zewnątrz, rozmyślając w ciemności przez drugiego
papierosa i do końca piwa, wszedł do domu, gdzie zastał Jaspera i Keirę
przygotowujących się do wyjścia, a Rocky i Trippa w kuchni, kończących sprzątanie.
Layne spojrzał na zegarek i
zobaczył, że Jas miał pół godziny do godziny policyjnej Keiry, a Keira
mieszkała najwyżej dziesięć minut jazdy samochodem.
Więc albo jego syn próbował
przypodobać się Calowi i Violet, zabierając ją bezpiecznie do domu przed
czasem, albo zamierzał zabrać gdzieś Keirę, żeby mógł się z nią obściskiwać.
Layne domyślał się tego
drugiego.
- Wrócę, tato – zawołał
Jasper od frontowych drzwi, trzymając rękę Keiry.
- Dzięki za kolację, panie
Layne – zawołała Keira, gdy Jasper skończył.
– W każdej chwili, Keira –
odkrzyknął Layne i zniknęli.
Layne spojrzał na Devina,
który stał przed kanapą, miał już ręce wyciągnięte nad głową i udawał, że
ziewa.
Potem usłyszał, jak Rocky
oznajmiła stanowczym głosem nauczycielki:
– Layne, muszę z tobą porozmawiać.
Zaskoczony jej tonem,
spojrzał na nią, ona spojrzała na niego, a potem ruszyła dumnie po schodach,
wciąż na obcasach, z każdym krokiem kołysząc tyłkiem.
Layne stał tam i patrzył,
ponieważ podobało mu się przedstawienie, ale także dlatego, że szła po
schodach, a on nie musiał robić skomplikowanej gry, żeby ją tam wciągnąć.
Usłyszał chichot Devina i
spojrzał na swojego przyjaciela, zobaczył, jak jego oczy błyszczą, a Layne
uśmiechnął się do niego.
– Mam trochę pracy domowej,
tato – poinformował go Tripp, a wzrok Layne’a powędrował na syna.
- Wyświadcz mi przysługę i
zrób ją tutaj – odparł Layne.
Oczy Trippa powędrowały w
stronę schodów, których nie widział ze swojego miejsca w kuchni. Wrócili do
jego staruszka, uśmiechnął się i skinął głową.
Layne ruszył po schodach.
Światło nad biurkiem paliło
się, kiedy tam dotarł, ale Rocky stała pośrodku zestawu, powoli poruszając
głową, patrząc na sprzęt do ćwiczeń. Kiedy przybył, jej wzrok strzelił do niego
i wiedział, że coś jest na rzeczy. Rocky nie
była szczęśliwa.
Jezu, jak długo był na
zewnątrz?
Spojrzała na otwarte podwójne
drzwi do jego pokoju, a potem z powrotem na niego.
– Prywatnie – powiedziała
cicho, odwróciła się na wysokim obcasie i podreptała do jego pokoju.
Layne patrzył za nią przez
sekundę, po czym opuścił głowę i uśmiechnął się do swoich butów, idąc za nią.
Wszedł, zamknął drzwi, starł uśmiech z twarzy i spojrzał na Raquel stojącą w
jego pokoju.
Melody pojawiła się po tym,
jak Layne kupił dom. Melody wybrała również wszystkie meble i większość
artykułów gospodarstwa domowego w tym domu. Obejmowały one meble do sypialni
Layne’a, bordowe prześcieradła i ciemnoszarą kołdrę. Oznaczało to również, że
wszystko to było drogie, męskie, w dobrym guście i doskonałej jakości. Kupiła
mu (za jego pieniądze) trzy zestawy pościeli, ponieważ znała jego niechęć do
prania. Layne od ponad tygodnia nie zmienił pościeli, w której Rocky spała, bo
tyle czasu chciał czuć jej perfumy. To mogła być jego wyobraźnia, ale go to
cholernie nie obchodziło.
- Ćwiczysz? – spytała Rocky,
wyrywając go z zamyślenia, a jego oczy przesunęły się na nią, ponieważ jej ton
był zły, a z jej pytania nie mógł pojąć, dlaczego.
- Powtórz? - zapytał.
Dźgnęła palcem w drzwi za nim
- Ćwiczysz?
– Uch… tak – odpowiedział.
Wyrzuciła obie ręce w górę –
Layne, zostałeś postrzelony dwa
miesiące temu.
To było wtedy, zrozumiał to.
Zrobił dwa kroki do pokoju,
ostrożnie mówiąc - Tak, pączuszku, pamiętam, byłem tam.
Skrzyżowała ręce na piersi –
Nie powinieneś ćwiczyć.
- Dlaczego nie? - zapytał.
Pochyliła się w jego stronę i
syknęła - Zostałeś postrzelony dwa
miesiące temu!
Layne również skrzyżował ręce
na piersi i odpowiedział miękko - Tak, kochanie, zostałem postrzelony, ale to
było ponad dwa miesiące temu.
- Nie jesteś wystarczająco
zdrowy, aby ćwiczyć – oświadczyła.
– Jesteś ze mną w czasie
wizyt u mojego lekarza? - Layne wrócił.
– Nie – warknęła Rocky, po
czym zagapiła się na niego.
Layne przyglądał się jej,
zastanawiając się, jak to rozegrać, zwłaszcza wiedząc, co teraz wiedział o
Raquel Merrick.
Potem cicho zapytał -
Wezwałaś do mnie tutaj, żeby mi powiedzieć, że nie powinienem ćwiczyć?
Wciąż na niego wpatrywała
się, próbując patrzeć wymownie, ale on ruszył w jej stronę, a ona opuściła
głowę, obracając ją lekko w bok, żeby spojrzeć na podłogę i ukryć się przed
nim.
Zbliżył się i położył ręce na
jej biodrach.
- Mała, spójrz na mnie -
rozkazał delikatnie, zobaczył, jak jej klatka piersiowa się rozszerza, a potem
powoli jej oczy podniosły się na niego - Robię to łagodnie, tak? Nic mi nie
jest i wrócę do stu procent dopiero, jak nad tym popracuję. Nie wykonuję swojej
normy, biorę to powoli, ale regularnie i jestem mądry. Przysięgam - Nie
odrywała wzroku od jego oczu, a on dokończył - Teraz powiedz mi, co tak
naprawdę cię denerwuje.
Zagryzła wargę, a potem wyrwała
mu się z rąk i przeszła przez pokój, żeby wyjrzeć przez okno. Layne patrzył,
jak założyła za ucho ten kosmyk włosów, który nigdy nie trzymał się uchwycony
przez spinki i gumki z tyłu głowy, i wpatrywała się w ciemną noc.
Zajęło to kilka sekund, ale w
końcu przemówiła do okna - Nie do mnie należy, by to mówić, Layne, on nie jest
moim synem, ale mam wątpliwości co do tej sprawy Trippa.
I właśnie wtedy Layne to
wiedział, widząc Rocky stojącą w jego sypialni w swoim seksownym stroju i
bardziej seksownych szpilkach, z włosami założonymi za ucho, ramionami
skrzyżowanymi na piersi, jej troską o syna widoczną w jej profilu – Layne
wiedział, że był w niej zakochany. Mało tego, nigdy nie przestał jej kochać.
Ani razu, ani przez sekundę, przez dwadzieścia jeden lat.
Pieprzyć go.
Dużo go to kosztowało, ale
Layne został tam, gdzie był, oddzielony od niej o dziesięć kroków w swojej
sypialni.
– Nic mu nie będzie, Roc –
zapewnił Layne, a jej oczy odwróciły się od okna do niego i wykręciła szyję,
żeby to zrobić.
- Nie wiem. Jeśli ten facet
jest drapieżnikiem… - Pokręciła głową – Tripp ma czternaście lat – przypomniała
mu.
- To mądry dzieciak –
powiedział jej Layne.
– Wiem, Layne.
- Wchodzi w to z otwartymi
oczami. Wie, że to ważne. Nie podniesie go i nie narazi się na niebezpieczeństwo.
Jej brwi uniosły się - Jesteś
tego pewien?
Wreszcie Layne pozwolił sobie
do niej podejść. Podszedł blisko, ale jej nie dotknął.
- Nie było mnie przez jakiś
czas, ale ja i Tripp byliśmy blisko siebie przez cały czas. Znam swojego
dzieciaka i znam go teraz lepiej, będąc w domu. Nic mu nie będzie, Rocky, a
gdybym nie myślał, że byłoby, nie ma mowy, żebym go tam wysłał.
Odwróciła się do niego, jej
ciało lekko podskoczyło, gdy to zrobiła – Nie chciałam sugerować, że ty…
– Wiem, że nie.
- Po prostu się martwię –
powiedziała.
- Wiem, że się martwisz –
odpowiedział – Ale wierzę w niego i będę go wspierał, tak samo jak Jas. Nic mu
nie będzie.
Layne patrzył, jak jej oczy
stają się ciepłe, jej usta stają się miękkie i walczył z chęcią dotknięcia jej.
Po tym, jak ponownie się odezwała, musiał zwalczyć chęć podniesienia jej,
rzucenia na swoje łóżko i przykrycia jej ciała swoim.
– Jesteś dobrym ojcem, Layne.
Ci chłopcy cię kochają.
Zwalczył impuls i
odpowiedział - Tripp, tak. Jas, nie jestem taki pewien.
Dała mu dołeczek, kiedy
przestał mówić, jej oczy były teraz ciepłe
i pełne wiedzy, więc zapytał - Co?
- Jasper jest teraz spoko,
twardzielem starszorocznym, Layne, ale kiedy miał czternaście lat, był bardzo
podobny do Trippa. I uwierz mi, wszyscy w tym liceum wiedzieli o tobie
wszystko, zanim wróciłeś do domu, a wiedzieli, bo Jasper często przechwalał się
swoim twardzielem, super fajnym tatą.
Layne odwrócił głowę i zagapił
się przez okno, jej słowa przesuwały się po jego skórze lekkie jak piórko, ale to,
co czuł przez nie, nie było lekkie.
- Spieprzyłem z tymi
dzieciakami – powiedział Layne do okna.
- Dużo słyszę o tym, co
dzieje się w domu i widzę konsekwencje w mojej klasie i na korytarzach, i być
może nie dokonałeś wszystkich właściwych wyborów, bo wiem, że odszedłeś, ale
nie odwróciłeś się od nich. Nie wiem o tym wystarczająco dużo, aby wiedzieć,
czy popełniłeś błędy, ale wiem wystarczająco dużo o dzieciach, aby wiedzieć, że
błędy, jakie popełniłeś nie były złe. Dlatego moja profesjonalna opinia jest
taka, że nie spieprzyłeś.
Spojrzał znowu na nią.
- Przynajmniej nie po
królewsku - dokończyła, dając mu kolejny dołeczek.
Chryste, jeśli ona się nie
zamknie, zerwie z jej ciała miękki sweter i obcisłą spódniczkę i weźmie ją pod
oknem.
Dlatego Layne nie ważył
swoich słów ani nie wybierał czasu, by ogłosić – Spędzasz noc.
Zamrugała i zapytała - Co?
– Spędzasz noc – powtórzył.
Spojrzała na drzwi, a potem
na niego – Dlaczego?
- Bo twoje drzwi i
zabezpieczenia nie zostały zmienione i ponieważ jesteś moją kobietą. Mężczyzna
i kobieta nie śpią razem w osobnych domach, nie każdej nocy, nawet jeśli w grę
wchodzą dzieci – wyjaśnił – Jeśli chcemy, żeby ludzie myśleli, że to prawda,
musimy sprawić, żeby wyglądało realnie, a z tym, jak ty wyglądasz, pączuszku,
żaden mężczyzna nie uwierzy, że złapałem coś takiego, a ona nie śpi w moim
łóżku – przerwał, zanim skończył – Regularnie.
Wpatrywała się w niego, usta
rozchylone, oczy szeroko otwarte, wytrącone z równowagi.
Otrząsnęła się i przypomniała
mu - Devin śpi na twojej kanapie.
– Tak – odparł Layne.
- Więc gdzie będziesz spać? Z
jednym z chłopców?
– Będę spał tutaj – wskazał
głową na łóżko.
- Więc gdzie ja mam spać? Na ławce do ćwiczeń?
- Nie, będziesz spać tutaj –
Znowu szarpnął głową na łóżko, a ona cofnęła się o krok.
- Co? - wyszeptała.
- Musimy sprawić, żeby to
wyglądało realistycznie - powtórzył.
- Layne! - Uniosła ręce - Nikt
nie widzi w domu!
- Więc? – zapytał.
- Więc? - powtórzyła z
irytacją, po czym rozejrzała się po pokoju i z powrotem na niego, gdzie jej
oczy się zwęziły – Co się dzieje? - zapytała.
– Byłaś w tym przez cały
czas, Roc. Wiesz, co się dzieje – odpowiedział.
Rocky skrzyżowała ręce na
piersi i stwierdziła – Dwa dni temu skakaliśmy sobie do gardeł. Teraz… –
Zawahała się, ponownie spojrzała na drzwi i z powrotem na niego, zanim
powiedziała ciężkim głosem – Nie.
- Dwa dni temu nie było
dobrze. Poprzedniej nocy Rocky, kiedy Melody tu była, było gorzej. Nie mogę
tego znieść, a co więcej, nie zamierzam ciebie
na to narażać. Wokół nas dzieje się dużo gówna i nie musimy się nawzajem rozdzierać,
kiedy to się dzieje. Kiedy to się zaczęło, ty i ja, tamtego wieczoru, kiedy
przyszłaś na kolację, tamtego wieczoru podczas meczu, było dobrze. Wracamy do
tego.
– Nie jestem pewna… –
zaczęła.
- Nie pytam, czy jesteś pewna.
To właśnie robimy – powiedział jej.
Jej oczy znów się zwęziły, a
on ciągnął dalej – Myślisz, że moglibyśmy przekonać ludzi, że jesteśmy razem,
że to prawda, skoro za kulisami bylibyśmy tacy? - potrząsnął głową - Nie moglibyśmy,
a stawka jest zbyt duża. Musimy żyć tak, jakby to było prawdziwe, Rocky, i to
właśnie robimy, tam… – wskazał na drzwi, a potem na podłogę – i tutaj.
Wpatrywała się w niego, a
potem ucięła – Okej, Layne, zgadzam się, ale nie śpimy w tym samym łóżku.
- Miałaś fotografa, który
robił zdjęcia w twoim domu. Chcesz, by taki ktoś zobaczył mnie śpiącego na
twojej kanapie, zastanawiał się dlaczego i mówił o tym?
– Będę miała zasłony –
odpaliła.
– W porządku, ale teraz ich
nie masz – odparł.
Zacisnęła zęby. Potem
powiedziała - W takim razie będę spać tutaj, ale…
Layne przerwał jej – Śpisz w
moim łóżku.
– Layne…
- Śpisz w moim łóżku.
- Layne!
- Rocky, do cholery, to duże
łóżko. Spójrz na to. Jak myślisz, co może się stać?
Odwróciła głowę i spojrzała
na łóżko. Mógł powiedzieć, że myślała i nie czuł w ogóle poczucia winy, że skłamał,
sugerując, że nic się nie stanie, ponieważ wiedział, że coś się wydarzy, i
wiedział dokładnie, co to będzie, ponieważ zamierzał robić to… dla niej.
Potem jej głowa odskoczyła do
tyłu, żeby móc wyjrzeć przez okno, i mruknęła - To śmieszne.
- To jest prawdziwe. Muszą to
tam zobaczyć, więc musimy to tu przeżyć - Layne wróciła i jej oczy skierowały
się na niego. To było totalnie kiepskie, kompletne bzdury i wiedział o tym, ale
wyczuwał, że to kupuje.
Potem to kupiła.
- Może możemy zacząć jutro –
zasugerowała, a on zwalczył uśmiech.
Następnie podszedł do swojej
komody, otworzył szufladę i wyciągnął koszulkę.
Cofnął się do niej dwoma
długimi krokami, rzucił w nią koszulkę, a ona złapała ją, przytulając do klatki
piersiowej.
– Przebierz się i zapakuj, pączuszku
– rozkazał i patrzył, jak jej twarz blednie – Wrócę za pięć. Mamy o czym
rozmawiać, więc porozmawiamy, obejrzymy telewizję i będziemy spać.
– Layne – szepnęła, ale nie
odpowiedział. Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
Był w kuchni i czyścił
ekspres, żeby przygotować go na kawę następnego ranka, kiedy usłyszał, jak jej
obcasy uderzają o kafelki. Jego szyja skręciła się, a jego oczy trafiły w nią,
jej w niego, obrzuciła go piekącym spojrzeniem, podchodząc do niego, chwyciła
torebkę z blatu przy ekspresie do kawy, odwróciła się elegancko i ruszyła z
powrotem na schody.
Tripp siedział przy stoliku
do kawy w salonie ze swoimi książkami. Devin siedział na kanapie ze swoim
piwem.
Zanim Rocky skręciła za róg,
Layne ogłosił głośno - Chłopcy, Roc i ja uderzamy w wyrko.
Jej ciało szarpnęło się i
potrząsnęła głową, ale poza tym jej obcasy na kafelkach nie straciły rytmu.
Ze swojego miejsca na
podłodze Tripp spojrzał na swojego staruszka zza kanapy, a Devin zrobił to ze
swojego miejsca na kanapie.
Potem Tripp zawołał - Noc,
Rocky - jakby mówił jej dobranoc, gdy szła do łóżka jego ojca, odkąd umiał
mówić.
- Dobranoc, Tripp - Layne
usłyszał, jak Rocky zawołała ze schodów.
- Jutro pączki, kochanie –
dodał Dev.
- Tak, Dev. Dobranoc - Głos
Rocky cichł.
Tripp opuścił głowę i
uśmiechnął się do swoich książek. Devin nie poruszył się i uśmiechnął do Layne’a.
Layne przygotował kawę na następny poranek i przygotował ją tak, aby zmieściła
się w dużym garnku.
Potem podszedł do swojego
telefonu komórkowego na blacie i zadzwonił do Jaspera.
Nic dziwnego, że zadzwoniło
cztery razy, zanim Jasper odpowiedział ze zniecierpliwieniem - Tak, tato?
- Wyświadcz mi przysługę, w
drodze do domu po odwiezieniu Keiry, zatrzymaj się w sklepie i weź szczoteczkę
do zębów dla Roc – powiedział Layne.
Nastąpiła chwila ciszy,
niecierpliwość zniknęła, a w jego głosie pojawił się uśmiech, Jasper
odpowiedział - Dobra.
- Bądź mądry – powiedział
Layne na pożegnanie i rozłączył się, położył telefon na blacie i zawołał
dobranoc do swojego syna i Devina, gdy wszedł po schodach.
Kiedy przybył do swojego
pokoju, Rocky była w jego koszulce i łóżku.
Siedziała po turecku z kołdrą
naciągniętą na kolana. Trzymała pilota w dłoni na udzie, wpatrywała się w
telewizor, a jej włosy nie były skręcone, ale teraz były z powrotem związane w
kucyk, pełen i dziki koński ogon jej włosów po tym, jak były skręcone przez
cały dzień.
Jej oczy natychmiast zwróciły
się na niego i tak samo natychmiast zapytała w mgnieniu oka - O czym musimy
porozmawiać?
Layne zamknął za sobą drzwi i
podszedł do kredensu mówiąc:
- Jezu, pączuszku, daj mi
chwilę.
– Jestem zmęczona –
oznajmiła.
Wyciągnął spodnie od piżamy,
spojrzał na zegarek, odwrócił się do niej i powiedział - Jest dziesięć do
dziesiątej.
- Każdego wieczoru idę spać o
dziesiątej, nie zawodnie, albo rano jestem do niczego.
Była taka pełna gówna. Wierzył,
że szła spać o dziesiątej. Robiła to, kiedy była z nim. Rocky kładła się
wcześnie i wcześnie wstawała. Ale była rannym ptaszkiem, zawsze budziła się w
dobrym humorze, nawet jeśli kładła się późno spać, bo się uczyła lub nie było
ich w domu.
– Daj mi chwilę – powtórzył
Layne, odwracając się do łazienki.
- Czy to potrwa długo? -
zawołała za nim.
– Tak, jeśli nie dasz mi chwilki
– odkrzyknął Layne, po czym odwrócił się i stanął w dużym sklepieniu
prowadzącym do łazienki - Chociaż mógłbym się tutaj przebrać.
Jej oczy skierowały się na
telewizor, gdy wymamrotała - Dam ci minutę.
Layne zacisnął usta, żeby
powstrzymać uśmiech, przeszedł przez łazienkę do garderoby. Daleko poza
zasięgiem wzroku Rocky zdjął ubrania, rzucił je w kierunku kosza na pranie,
który kupiła mu Melody, kosza, którego nie było widać z powodu piętrzących się
wokół niego ubrań, po czym naciągnął piżamę. Poszedł do łazienki, umył zęby i
wszedł do swojego pokoju.
Oczy Rocky pozostały
przyklejone do telewizora, gdy okrążył łóżko i wszedł do niego.
Podnosząc poduszki, usiadł
plecami do nich na wezgłowiu, z ciałem na pościeli, z nogami wyciągniętymi
przed siebie i skrzyżowanymi kostkami.
Nawet kiedy był w środku,
Rocky nie oderwała oczu od telewizora.
- Możesz to wyciszyć, pączuszku?
- poprosił.
Zajęło jej sekundę, by się
podporządkować, a kiedy to zrobiła, odwróciła głowę do niego, ale jej ciało
pozostało twarzą do telewizora po drugiej stronie pokoju, w nogach łóżka.
Uniosła brwi.
Layne uśmiechnął się do niej.
- Więc? – podpowiedziała.
– Potrzebuję twojej pomocy z
czymś – powiedział jej.
- W czym?
Zsunął się w dół, przetoczył
na bok w jej stronę i położył głowę w dłoni, łokieć w poduszkach. Jej ciało
napięło się, gdy to robił i nie rozluźniło się, dopóki nie przestał się ruszać.
- Chodzi o Gabby - powiedział
jej Layne, a oczy Rocky rozszerzyły się, a potem, niemal natychmiast, zgasły.
– Co z Gabby?
Wtedy Layne opowiedział jej o
Stew i Gabby, prawie wszystko o Stew, a także wiele o Gabby. Nie pominął wiele,
w tym faktu, że Gabrielle żyła ślepa i zachowywała się desperacko, by utrzymać
gównianego mężczyznę.
Kiedy skończył mówić,
przesunęła się tak, że odwróciła się do niego, z pilotem w łóżku obok niej i
luźno splecionymi rękami na kolanach. Jej twarz również stała się miękka, a
oczy ciepłe.
- Biedna Gabby - szepnęła.
– Tak – odszepnął Layne.
- Więc w czym potrzebujesz
mojej pomocy? - zapytała.
- Muszę wiedzieć, jak to
rozegrać - odpowiedział Layne, a jej głowa przechyliła się na bok w zmieszaniu.
- Jak w to rozegrać? Layne,
zrób to, co powiedział ten Ryker, i każ mu zapłacić, a potem wsadź go za
kratki.
- Nie jestem ulubioną osobą
Gabby, mała. Nie podziękuje mi za zaangażowanie.
- Zrozumie to, zwłaszcza gdy zrozumie tamto. Jest dobrą mamą, Layne.
Będzie chciała się upewnić, że jej chłopcy są przed tym bezpieczni.
- Może w końcu to zrozumie,
Roc, ale mamy Jasa i Trippa w środku tego i, jak powiedziałem, nie jestem jej
ulubioną osobą i będzie wkurzona, aby ukryć ból i upokorzenie, i wyrzuci to na
mnie. Kiedy się na mnie wkurza, pączuszku, nie robi tego prywatnie. Jas i Tripp
to usłyszą, zobaczą i nie będą tego lubić. Poczują to. Współczują jej. Jas już
wie, że wstawiam się za jego mamą, cieszy się, że to robię. Tripp poczuje to
samo. Więc wpadną w sam środek tego, a moim zadaniem jest próba amortyzacji ich
przed tym gównem.
Layne patrzył, jak wzięła
głęboki oddech i wypuszczając go, upadła na bok, wyciągnęła się i usiadła z
głową w dłoni, łokciem w poduszce, twarzą do Layne’a.
- Myślisz, że możesz zachować
swój udział w tej całej sprawie w tajemnicy? - zapytała.
– Mogę spróbować, ale Gabby
ma sposób na znalezienie gówna. Tripp nie wie, że to robię, ale też nie jest
głupi. Nie wspominając o tym, że uczy się być spoko, ale ma sposoby na to, żeby
mógł wypuszczać wieści z siebie. Kocha swoją mamę. Kocha swojego staruszka.
Będzie szczęśliwy, że się nią opiekuję i nie zrozumie, że ona nie będzie
szczęśliwa. Gówno się dzieje i muszę odpowiednio planować.
Przyglądała mu się przez chwilę,
zanim powiedziała cicho – W takim razie będziesz musiał to wyssać, Layne.
Brwi Layne’a zmarszczyły się
- Powtórz?
– Dziś wieczorem powiedziałeś
mi, że spieprzyłeś ze swoimi chłopcami. Teraz Gabrielle to zrobiła. Wszyscy
wiedzą, że Stew to palant. Ona też to wie, w głębi duszy. Wie, że spieprzyła,
wprowadzając Stew w życie swoich synów, nie wspominając już o wprowadzeniu go
do swojego życia. Nie chcę brzmieć jak suka, ale wszystko to sprowadza się do
niej i decyzji, które podjęła. Jest typem osoby, która musi wyładować się na
kimś, nawet jeśli jest to nierozsądne, ponieważ ktoś próbował tylko opiekować
się nią i ich dziećmi, wtedy ten ktoś, a mianowicie ty, będzie musiał to wyssać.
Uśmiechnął się do niej - Nie
jestem pewien, czy masz talent do uspokajania, kochanie.
Rocky odwzajemnił uśmiech - Przepraszam,
czy przegapiłam tę część opisu mojego stanowiska?
– Przeskoczyłaś to, mała.
– Jutro poświęcę trochę
czasu, żeby to przejrzeć – powiedziała mu.
- Byłoby to docenione.
Uśmiech zmienił się do tego
stopnia, że dostał dołeczek, a Layne poświęcił chwilę na cieszenie się leżeniem
w łóżku z Rocky i jej dołeczkiem, zanim powiedział cicho – Oglądam Lettermana, mała,
będziesz w stanie to przespać?
Dołeczek zniknął, a jej twarz
się zmieniła, pokazując mu ślad strachu, zanim uniosła tarcze i skinęła głową,
a jeśli się nie zmieniła, nie kłamała. Szła spać o dziesiątej, ale Layne nie,
więc lepiej było powiedzieć, że szła spać
o dziesiątej, bo przez większość czasu leżała wyciągnięta na kanapie z Layne’em
oglądając telewizję i zasypiała, gdy on to oglądał. Gdyby naprawdę padła,
zaniósłby ją do łóżka. Ale zwykle, kiedy się ruszał, budziła się na tyle, by doczłapać
się do ich pokoju, zdjąć ubranie, naciągnąć za jedną z jego koszulek, opaść na
łóżko i z powrotem zasnąć.
– Podaj mi pilota – rozkazał
Layne i przeturlała się. Wracając do niego, wręczyła mu pilota.
Potem została tam, gdzie
była, z głową w dłoni, ale jej oczy skierowały się w dół jej ciała w kierunku
telewizora. Layne przewrócił się na plecy i usiadł, podnosząc nogi, wyrywając
kołdrę spod siebie i opierając się o wezgłowie.
Layne zmienił kanał,
znajdując dramat kryminalny. Obejrzał go, potem obejrzał wiadomości i wreszcie
obejrzał Lettermana.
Jas był w domu po pięciu
minutach dramatu.
Tripp wszedł do swojej
sypialni po piętnastu minutach, a Jasper poszedł za nim pół godziny później.
Rocky spała po dziesięciu
minutach dramatu.
Layne zasnął po próbie
znalezienia tego przez pół godziny po Lettermanie.
*****
Obudził się i stwierdził, że
Rocky przeniosła się w nocy i przyszpiliła go do łóżka.
Oboje ustanowili rekord. Jemu
zajęło jedną noc, aby się do tego przyzwyczaić, a jej zajęło jedna noc wyrwanie
się ze snu w jej mocno strzeżonej kuli i rozłożenie się.
Odwrócił głowę na bok, aby
spojrzeć na zegar i zobaczył, że jego Rocky ze snu dała mu mnóstwo czasu.
Więc Layne zwrócił się do
swojej prawdziwej Rocky. Objąwszy ją ramionami, podciągnął ją do swojego ciała.
Wypuściła senne miauknięcie, a Layne uniósł głowę i schował twarz w jej szyi.
Poczuł ślad jej perfum.
Pocałował ją w szyję, a potem
dotknął jej językiem, wsuwając go tuż pod jej uchem, lubiąc jej smak.
Jej ciało zaczęło budzić się
w jego ramionach, więc dotknął językiem jej płatka ucha, a następnie przesunął
ustami wzdłuż jej szczęki, a potem w górę, do jej ust.
Odchyliła głowę do tyłu, a
jej głos był senny, kiedy wyszeptała - Layne?
Wtedy Layne pochylił głowę i
pocałował ją. Zaczął miękko, aż poczuł, jak jej dłonie rozświetlają skórę jego
klatki piersiowej. Potem dotknął językiem jej ust, a jej dłonie zsunęły się do
góry, zwijając się na jego ramionach. Znowu dotknął językiem jej ust, a ona
rozchyliła wargi. Layne wsunął język do środka, a czubki jej palców wbiły się w
jego ramiona, gdy znów miauknęła, tym razem nie sennie.
Na dźwięk tego, czucie dotyku
na języku, co to znaczyło i co robiło z jego ciałem, przewrócił ją na plecy i pocałował ją.
Rocky natychmiast związała
się z nim, splatając swoje nogi z jego, owijając ramiona wokół jego ramion,
jedną ręką przeczesując jego włosy, a drugą przesuwając w dół jego pleców i
pozwoliła się całować, jej plecy wygięły się w łuk, jej usta były niewiarygodnie
hojne.
Jego ręce poruszały się, w
górę jej koszulki i w środku, skóra na skórze, jej ciało było ciepłe od jego
ciała i leżało w kokonie w jego łóżku, jej skóra była miękka. Przycisnęła się
do niego i przesunęła jedną rękę w dół, wsuwając ją pod jego koszulkę, aby
mogła sięgnąć bardziej jego pleców i zrobiła to, jej palce przesuwały się po
nim. Layne powędrował ręką w dół do jej
tyłka, obejmując ją i przyciągając do swojego twardego penisa, a jej palce
przesuwające się po skórze jego pleców zamieniły się w paznokcie ciągnące się
po nim.
Gorąca.
Przestał ją całować, by
wymamrotać - Tak, mała - przy jej ustach, a jej odpowiedź była po prostu
chrapliwym - Layne.
Z jakiegoś powodu, kiedy usłyszał,
jak wypowiedziała jego imię w ten sposób, tym głosem, a jej ciało było miękkie
i ciepłe pod nim, Layne nagle stracił kontrolę. Jego ręce w jej koszulce
podciągnęły ją i nawet nie zauważył, że jej ramiona były już uniesione, zanim
włożył ją przez jej głowę.
Odrzucił ją na bok i wrócił
do niej, całując ją mocniej, biorąc więcej i dostał to, dała mu to i wiedział,
że Rocky też straciła kontrolę. Wiedział o tym, ponieważ jej dłonie pilnie
dotykały jego skóry, obie poruszały się, wciskała palce, paznokcie, potem w
dół, przesuwały się za paskiem jego piżamy, w poprzek, potem w górę, w dół, do
środka i palce obu jej dłonie zacisnęły się na mięśniach jego tyłka, gdy jej
biodra uniosły się, jej plecy wygięły się w łuk, jej miękkie cycki wcisnęły się
w jego klatkę piersiową.
- Kurwa - mruknął przy jej
ustach, po czym przesunął się w dół jej klatki piersiowej.
Nie spiesząc się, jego dłonie
przesunęły się po jej bokach i chwycił jedną z jej piersi, a następnie ujął ją
w garść i podniósł. Jego usta zacisnęły się wokół niej, zajęło mu chwilę, by
zakręcić językiem wokół jej twardego jak skała sutka, zanim wciągnął go
głęboko.
Jej plecy opuściły łóżko i
wsunęła się głębiej w jego usta, gdy usłyszał niski, głęboki jęk prześlizgujący
się po jej gardle.
Pieprzone piekło. Piękna.
Drugą ręką trzymał jej jedną
pierś, kciukiem przesuwając się po sutku, a potem szarpiąc, obracając, gdy
szarpał mocno z ustami na drugiej, a ręce Rocky wędrowały po nim, szukając,
wyraźnie zdesperowane.
Jedna poruszała się z przodu
i owinęła ciasno wokół jego penisa.
To było tak dobre, że Layne
jęknął przy sutku, a plecy znów się wygięły. Jej dłoń zacisnęła się, pogłaskała
go i jednocześnie przyciągnęła bliżej, mówiąc mu, że chce więcej.
Puścił ją i podciągnął się w
górę jej ciała, jedną ręką owijając jej biodra, a drugą przesuwając się w dół
jej brzucha. Pogłaskała jego kutasa, a jego usta uderzyły w jej.
- Jesteś gotowa? - zapytał, a
ona wygięła szyję - Kochanie? – zawołał, jego palce wsunęły się w górę jej
majtek, szczęśliwy, że znajdzie sobie sam trochę, kiedy jej ciało się
zablokowało, jej ręka opuściła jego kutasa i wystrzeliła do jego nadgarstka,
owijając się wokół.
– Nie – szepnęła. Opuściła
brodę i podciągnęła jego rękę do brzucha - Przykro mi.
Wyrwał nadgarstek z jej
palców i przesunął wzdłuż jej talii, obracając ją ze sobą, by położyć ich na
boki.
– W porządku, Słonko.
Wtuliła twarz w jego gardło i
wtuliła się w jego ciało, powtarzając szeptem - Cholera, tak mi przykro.
- Rocky, mała, jest okej.
Obie jej dłonie spoczywały na
jego klatce piersiowej i poczuł, jak jej palce zaciskają się tak, że trzymała
je w lekkich pięściach na jego skórze.
Trzymał jedną rękę mocno
owiniętą wokół niej, jej ciało blisko siebie, a drugą wsunął jej we włosy.
Wciąż w nich była gumka, która trzymała kucyk, delikatnie ją wyszarpnął, rzucił
na łóżko i zaczął przeczesywać palcami jej włosy.
Kiedy jej pięści się nie
rozluźniły, zapytał delikatnie - Wszystko w porządku?
– Przepraszam, Layne –
powtórzyła.
- Mała, powiedziałem, że jest
okej.
Przycisnęła twarz do jego
gardła, a potem powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszał - Mam okres.
Jego ręka obejmowała jej
głowę, jego ramię ścisnęło ją i zrozumiał.
Dorastała z dwoma mężczyznami
i bez mamy w jednym z tych momentów, kiedy dziewczyna naprawdę potrzebowała mamy.
Dlatego strzegła tego naturalnego faktu przed mężczyznami w jej domu, jakby
była to tajemnica państwowa. Robiła to samo, kiedy po raz pierwszy wprowadziła
się do Layne’a. Najwyraźniej nie wyszła poza to, co, musiał przyznać,
spowodowało u niego pewien niepokój, ponieważ miała teraz trzydzieści osiem
lat, spędziła dziesięć lat mieszkając z lekarzem, a był to przeklęty fakt
natury.
Z drugiej strony był kurewsko
zachwycony, że przerwała postępowanie, bo miała okres, a nie dlatego, że nie
chciała, aby to trwało. Nie wspominając już o tym, że później się do niego
przytuliła, zamiast wpadać w napad choroby, wyskoczyć z łóżka, ubrać się i
tupać z domu.
Layne nie odpowiedział i
ponownie zaczął przeczesywać palcami jej włosy. Robił to, dopóki jej pięści nie
rozwinęły się, a dłonie oparły płasko na jego klatce piersiowej.
Wreszcie wyszeptał - Musisz
wstać, Rocky.
- Tak - odszepnęła.
- Jas kupił ci szczoteczkę do
zębów. Przyniosę to.
Z jakiegoś powodu jej ciało zesztywniało,
a szybko przesunęła ręce na jego ramiona, wcisnęła tam palce, gdy jej głowa
odchyliła się do tyłu, wyrywając jej twarz z jego gardła.
- Jasper kupił mi szczoteczkę
do zębów? - zapytała.
– Tak – odpowiedział Layne.
Jej głos bardzo się zmienił,
kiedy powiedziała - Layne.
Uśmiechnął się w ciemności i
odpowiedział - Pójdę po to.
Jej palce zacisnęły się
głębiej i powtórzyła - Layne.
- Rocky, musisz się ruszyć.
Zaczął się od niej odsuwać,
ale ona odwróciła się z nim. Unosząc się na łokciu na łóżku, wsadziła drugą
rękę mocno w jego pierś, a on zobaczył jej cień zbliżający się do niego.
- Poprosiłeś swojego syna, żeby kupił mi szczoteczkę do zębów? – warknęła, brzmiąc na komicznie zniesmaczoną.
– Był poza domem, więc… tak –
odpowiedział Layne.
Podniosła rękę i uderzyła go
w ramię, mówiąc cichym okrzykiem - Layne!
Podskoczył do pozycji
siedzącej i objął ją ramionami. Obrócił się i położył ją na plecach, torsem
przyszpilił ją do łóżka.
Kiedy ustawił ją na miejscu,
poinformował ją - Pączuszku, każdy potrzebuje szczoteczki do zębów.
- Nie mogę uwierzyć –
syknęła.
- Czy się mylę?
- Jesteś nie do uwierzenia!
– Mała – mruknął, brzmiąc na tylko
trochę mniej rozbawionego, niż był w rzeczywistości.
– Layne – odwarknęła, brzmiąc
prawdopodobnie na równie wkurzoną, jak była w rzeczywistości.
Chociaż nie widział jej
wyraźnie w ciemności, gapili się na siebie. Odczekał chwilę, zanim skorzystał z
opcji drugiej, pochylił głowę i mocno ją pocałował.
Opierała się, on naciskał, a
gdy tylko włożył język do jej ust, jej ciało rozluźniło się pod jego.
Nabrał sobie tego do nasycenia
i cieszył się robieniem tego prawie za bardzo, zanim podniósł głowę i rozkazał
- Pozbieraj się, pączuszku. Wrócę z twoją szczoteczką do zębów.
Potem celowo wycisnął z niej
oddech, żeby nie mogła dostać okazji do odzewu, przewracając się na nią swoim
ciężarem ciała, wstając z łóżka ze swojej strony, zapalając lampę na nocnym
stoliku i celując uśmiech w nią leżącą na plecach, ale opierając się na jednym
łokciu, a drugą przytrzymując kołdrę przy piersi, wpatrując się w niego, zanim
wyszedł z pokoju po jej szczoteczkę do zębów.
Kiedy Layne wszedł do kuchni,
zobaczył Devina siedzącego na stołku w podkoszulku i bokserkach, z parującym
kubkiem kawy w dłoni, z oczami utkwionymi w wiadomościach odtwarzanych cicho na
ekranie telewizora. Spojrzał na Layne’a, kiedy się pojawił i obserwował, jak
Layne podchodzi do szczoteczki do zębów leżącej na blacie wyspy.
Szczoteczka do zębów, którą
Jasper kupił Rocky, była biało-różowa. Tak, jego syn był bystry. Jak brzytwa.
Również na blacie wyspy były
otwarte dwa duże białe pudła piekarnicze i wypełnione pączkami Hilligoss.
Layne zatrzymał się i
spojrzał na Devina - Proszę, powiedz mi, że włożyłeś spodnie, kiedy poszedłeś
do piekarni.
- Oczywiście, chłopcze, tam
jest zimno.
Pieprzone dzięki.
Layne odwrócił się do szafki
z kubkami, notując w myślach, żeby przenieść je do tej nad ekspresem do kawy, a
zrobił to, starając się nie myśleć o tym, dlaczego, do cholery, Devin zdjął
spodnie, kiedy wrócił do domu z piekarni, kiedy Devin ciągnął dalej marudnym
tonem - Calais jest przy krawężniku.
- To dobrze - odparł Layne,
podając kubek do ekspresu.
- Bo Rocky przeleci tutaj za
jakieś pięć minut i prawdopodobnie wyważy drzwi garażowe, odjeżdżając, a to byłaby
niepowetowana strata, gdyby uszkodziła Calais, zważywszy, że włożyłeś tyle
wysiłku w jego utrzymanie w nieskazitelnym stanie przez dwadzieścia pięć lat.
Nie tracąc rytmu, Dev mruknął
- W takim razie lepiej założę moje spodnie.
Layne nalał kubek kawy, dodał
dwie łyżeczki cukru i mieszał, kiedy odwrócił się i zobaczył, jak Devin wraca
na wyspę w podkoszulku i spodniach.
– Pamiętam czasy, jak rano opuszczały
twój pokój z uśmiechem na twarzy, chłopcze. Musisz tracić wyczucie – zauważył
Devin.
– Sądzę, staruszku, że
będziesz trochę w mieście, dobrze byłoby się przygotować – poradził Layne,
rzucił łyżeczkę na blat i pociągnął łyk kawy.
Oczy Devina utkwiły w Layne -
Będziemy mieli fajerwerki?
Layne opuścił rękę trzymającą
kubek, ale trzymał wzrok Deva - Jak myślisz, jak łatwo jest mężczyźnie namówić
kobietę do podjęcia ryzyka z mrocznym i dzikim?
– Wiele kobiet nie jest
wartych tego wysiłku – odpowiedział Dev - Chociaż ta, którą masz na rękach,
chłopcze, jest, a jest, bo to wcale
nie będzie łatwe, a to oznacza… bubum!
Layne podszedł do szczoteczki
do zębów i złapał ją, mówiąc - Tak jak powiedziałem, przygotuj się.
Potem odwrócił się i wszedł
po schodach do swojego pokoju. Znalazł Rocky w łazience w staniku, odwróconą do
niego plecami, zapinającą tył spódnicy.
– Szczoteczka do zębów, pączuszku
– powiedział, a ona odwróciła się, jedną ręką sięgając do pasa, jedną ręką
zakrywając piersi, ale nie wcześniej niż zobaczył, że jej stanik też był
ciemnoróżowy i wykonany w całości z koronki.
Chryste.
– Chwila prywatności, Layne – warknęła z oczami pełnymi ognia.
Jej włosy były z powrotem
związane w koński ogon, a Layne rzucił szczoteczkę do zębów na blat w łazience,
odstawił kubek i podszedł do niej. Sięgnął dookoła, owinął pięścią jej kucyk,
delikatnie odciągnął jej głowę do tyłu i pocałował ją mocno, z zamkniętymi
ustami.
Kiedy podniósł głowę, trzymał
rękę na jej kucyku, żeby nie mogła się ruszyć.
Dlatego musiała walczyć
werbalnie - Co to było? - syknęła na
niego, a on uśmiechnął się do niej.
- Jak w mojej łazience jest gorąca
dupeczka, mająca na sobie tylko seksowny stanik i obcisłą spódniczkę po tym,
jak spędziła noc przyszpilając mnie do łóżka, to wchodzę i zamierzam ją
pocałować - Żartobliwie pociągnął ją za kucyk - Tylko trzymam to realnie, pączuszku.
– Nie nazywaj mnie gorącą
dupeczką – warknęła, zdecydowanie wkurzona.
- Mała - odpowiedział, wcale
się nie wkurzony.
- A czy przestaniesz nazywać mnie pączuszku?
- zapytała na żądanie.
- Nie - odpowiedział.
Spojrzała na niego, po czym
stwierdziła - Nie przyszpiliłam cię do łóżka.
- Rocky, byłaś wszędzie
dookoła mnie.
- Nie byłam.
- Byłaś.
- Nie byłam! - Jej głos
podniósł się.
– Jak myślisz, dlaczego miałaś
taką pobudkę, Roc? - bezczelnie kłamał - Jak mężczyzna budzi się z owiniętą
wokół siebie kobietą, działa instynktownie.
Wyszarpnęła włosy z jego
dłoni i cofnęła się. Zapominając, że ma na sobie tylko stanik i spódnicę,
położyła ręce na biodrach.
- Widzę, że spanie razem nie
zadziała – oświadczyła.
- Nie wiem - Uśmiechnął się -
Jak dla mnie działa.
Odchyliła się do tyłu –
Wiesz, każdy tutejszy policjant myśli o mnie jak o siostrze? Jest bardzo mało
prawdopodobne, że aresztują mnie za napaść i pobicie.
Layne nie mógł już tego powstrzymać.
Odchylił głowę do tyłu i roześmiał się, a ponieważ nie musiał walczyć z
pragnieniem, jego ramię wystrzeliło i objął ją w pasie, szarpiąc ją brutalnie
do przodu, tak że jej ciało uderzyło w jego. Przechylił głowę i wtulił twarz w
jej szyję, żeby móc się tam śmiać.
– Layne – zawołała,
napierając rękami na jego brzuchu.
- Daj mi chwilę, pączuszku,
staram się tu nie pęknąć ze śmiechu.
- Layne! - krzyknęła.
Podniósł głowę i uśmiechnął
się do niej. Potem uśmiechał się do niej, owijając drugą rękę wokół jej łopatek
i przyciągając ją bliżej, blokując jej ręce między nimi.
Potem zbliżył twarz do jej
twarzy i wyszeptał - Jesteś słodka jak diabli, kiedy się wkurzasz. Zawsze byłaś
słodka jak diabli, kiedy się wkurzałaś. Wkurzałem cię tylko po to, żeby
zobaczyć, jak się wkurzasz, bardzo mi się to podobało.
Jej ręce przestały naciskać,
a usta rozchyliły się, gdy ogień wygasł i spojrzała na niego z intensywnością w
oczach.
Spuścił głowę tak, że jego
czoło opierało się o jej – I, mała, teraz mniej to mi się nie podoba –
wyszeptał.
Usłyszał, jak wciągnęła
miękki oddech, ale zignorował to, dotknął jej ust swoimi ustami i puścił ją.
Odwracając się, złapał swój
kubek z kawą i nie patrzył na nią, wychodząc z łazienki, mówiąc - Dev poszedł
do Hilligoss. Na dole są dwa tuziny pączków. Lepiej zejdź tam, zanim zrobią to
chłopcy, pączuszku, albo będziesz rozczarowana.
Potem wyszedł z pokoju.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
OdpowiedzUsuń