piątek, 10 czerwca 2022

12 - Szczoteczka do zębów

 

Rozdział 12

Szczoteczka do zębów

 

 

 

Ciepło Rocky było przyciśnięte do niego, jej głowa na jego klatce piersiowej, jej ramię leżało ciężkie na jego brzuchu, jej kolano opierało się na jego udzie – przyszpilała go na plecach w łóżku.

Jej głowa przesunęła się, jej ramię zacisnęło się wokół niego i zsunęła się tak, że jej usta były na spodzie jego szczęki.

- Musisz mnie obudzić, kochanie. Muszę iść do pracy – szepnęła.

*****

Layne otworzył oczy i zobaczył ciemność.

Czuł jednak ciepło Rocky przyciśnięte do niego, jej głowę na jego klatce piersiowej, ramię leżące ciężkie na jego brzuchu, jej kolano oparte na jego udzie – przyszpilała go na plecach w łóżku.

Layne wpatrywał się w ciemność i pozwolił przeniknąć jej zapachowi, jej dotykowi, ciepłu, miękkości, Rocky przyciskającej go mocno, przyszpilającej go do łóżka po raz pierwszy od osiemnastu lat.

Zamknął oczy i skupił się na tych doznaniach i złotym szlaku, który pozostawiały.

Potem otworzył oczy i uśmiechnął się.

*****

Poprzedniego wieczoru, po tym, jak Layne siedział na zewnątrz, rozmyślając w ciemności przez drugiego papierosa i do końca piwa, wszedł do domu, gdzie zastał Jaspera i Keirę przygotowujących się do wyjścia, a Rocky i Trippa w kuchni, kończących sprzątanie.

Layne spojrzał na zegarek i zobaczył, że Jas miał pół godziny do godziny policyjnej Keiry, a Keira mieszkała najwyżej dziesięć minut jazdy samochodem.

Więc albo jego syn próbował przypodobać się Calowi i Violet, zabierając ją bezpiecznie do domu przed czasem, albo zamierzał zabrać gdzieś Keirę, żeby mógł się z nią obściskiwać.

Layne domyślał się tego drugiego.

- Wrócę, tato – zawołał Jasper od frontowych drzwi, trzymając rękę Keiry.

- Dzięki za kolację, panie Layne – zawołała Keira, gdy Jasper skończył.

– W każdej chwili, Keira – odkrzyknął Layne i zniknęli.

Layne spojrzał na Devina, który stał przed kanapą, miał już ręce wyciągnięte nad głową i udawał, że ziewa.

Potem usłyszał, jak Rocky oznajmiła stanowczym głosem nauczycielki:

– Layne, muszę z tobą porozmawiać.

Zaskoczony jej tonem, spojrzał na nią, ona spojrzała na niego, a potem ruszyła dumnie po schodach, wciąż na obcasach, z każdym krokiem kołysząc tyłkiem.

Layne stał tam i patrzył, ponieważ podobało mu się przedstawienie, ale także dlatego, że szła po schodach, a on nie musiał robić skomplikowanej gry, żeby ją tam wciągnąć.

Usłyszał chichot Devina i spojrzał na swojego przyjaciela, zobaczył, jak jego oczy błyszczą, a Layne uśmiechnął się do niego.

– Mam trochę pracy domowej, tato – poinformował go Tripp, a wzrok Layne’a powędrował na syna.

- Wyświadcz mi przysługę i zrób ją tutaj – odparł Layne.

Oczy Trippa powędrowały w stronę schodów, których nie widział ze swojego miejsca w kuchni. Wrócili do jego staruszka, uśmiechnął się i skinął głową.

Layne ruszył po schodach.

Światło nad biurkiem paliło się, kiedy tam dotarł, ale Rocky stała pośrodku zestawu, powoli poruszając głową, patrząc na sprzęt do ćwiczeń. Kiedy przybył, jej wzrok strzelił do niego i wiedział, że coś jest na rzeczy. Rocky nie była szczęśliwa.

Jezu, jak długo był na zewnątrz?

Spojrzała na otwarte podwójne drzwi do jego pokoju, a potem z powrotem na niego.

– Prywatnie – powiedziała cicho, odwróciła się na wysokim obcasie i podreptała do jego pokoju.

Layne patrzył za nią przez sekundę, po czym opuścił głowę i uśmiechnął się do swoich butów, idąc za nią. Wszedł, zamknął drzwi, starł uśmiech z twarzy i spojrzał na Raquel stojącą w jego pokoju.

Melody pojawiła się po tym, jak Layne kupił dom. Melody wybrała również wszystkie meble i większość artykułów gospodarstwa domowego w tym domu. Obejmowały one meble do sypialni Layne’a, bordowe prześcieradła i ciemnoszarą kołdrę. Oznaczało to również, że wszystko to było drogie, męskie, w dobrym guście i doskonałej jakości. Kupiła mu (za jego pieniądze) trzy zestawy pościeli, ponieważ znała jego niechęć do prania. Layne od ponad tygodnia nie zmienił pościeli, w której Rocky spała, bo tyle czasu chciał czuć jej perfumy. To mogła być jego wyobraźnia, ale go to cholernie nie obchodziło.

- Ćwiczysz? – spytała Rocky, wyrywając go z zamyślenia, a jego oczy przesunęły się na nią, ponieważ jej ton był zły, a z jej pytania nie mógł pojąć, dlaczego.

- Powtórz? - zapytał.

Dźgnęła palcem w drzwi za nim - Ćwiczysz?

– Uch… tak – odpowiedział.

Wyrzuciła obie ręce w górę – Layne, zostałeś postrzelony dwa miesiące temu.

To było wtedy, zrozumiał to.

Zrobił dwa kroki do pokoju, ostrożnie mówiąc - Tak, pączuszku, pamiętam, byłem tam.

Skrzyżowała ręce na piersi – Nie powinieneś ćwiczyć.

- Dlaczego nie? - zapytał.

Pochyliła się w jego stronę i syknęła - Zostałeś postrzelony dwa miesiące temu!

Layne również skrzyżował ręce na piersi i odpowiedział miękko - Tak, kochanie, zostałem postrzelony, ale to było ponad dwa miesiące temu.

- Nie jesteś wystarczająco zdrowy, aby ćwiczyć – oświadczyła.

– Jesteś ze mną w czasie wizyt u mojego lekarza? - Layne wrócił.

– Nie – warknęła Rocky, po czym zagapiła się na niego.

Layne przyglądał się jej, zastanawiając się, jak to rozegrać, zwłaszcza wiedząc, co teraz wiedział o Raquel Merrick.

Potem cicho zapytał - Wezwałaś do mnie tutaj, żeby mi powiedzieć, że nie powinienem ćwiczyć?

Wciąż na niego wpatrywała się, próbując patrzeć wymownie, ale on ruszył w jej stronę, a ona opuściła głowę, obracając ją lekko w bok, żeby spojrzeć na podłogę i ukryć się przed nim.

Zbliżył się i położył ręce na jej biodrach.

- Mała, spójrz na mnie - rozkazał delikatnie, zobaczył, jak jej klatka piersiowa się rozszerza, a potem powoli jej oczy podniosły się na niego - Robię to łagodnie, tak? Nic mi nie jest i wrócę do stu procent dopiero, jak nad tym popracuję. Nie wykonuję swojej normy, biorę to powoli, ale regularnie i jestem mądry. Przysięgam - Nie odrywała wzroku od jego oczu, a on dokończył - Teraz powiedz mi, co tak naprawdę cię denerwuje.

Zagryzła wargę, a potem wyrwała mu się z rąk i przeszła przez pokój, żeby wyjrzeć przez okno. Layne patrzył, jak założyła za ucho ten kosmyk włosów, który nigdy nie trzymał się uchwycony przez spinki i gumki z tyłu głowy, i wpatrywała się w ciemną noc.

Zajęło to kilka sekund, ale w końcu przemówiła do okna - Nie do mnie należy, by to mówić, Layne, on nie jest moim synem, ale mam wątpliwości co do tej sprawy Trippa.

I właśnie wtedy Layne to wiedział, widząc Rocky stojącą w jego sypialni w swoim seksownym stroju i bardziej seksownych szpilkach, z włosami założonymi za ucho, ramionami skrzyżowanymi na piersi, jej troską o syna widoczną w jej profilu – Layne wiedział, że był w niej zakochany. Mało tego, nigdy nie przestał jej kochać. Ani razu, ani przez sekundę, przez dwadzieścia jeden lat.

Pieprzyć go.

Dużo go to kosztowało, ale Layne został tam, gdzie był, oddzielony od niej o dziesięć kroków w swojej sypialni.

– Nic mu nie będzie, Roc – zapewnił Layne, a jej oczy odwróciły się od okna do niego i wykręciła szyję, żeby to zrobić.

- Nie wiem. Jeśli ten facet jest drapieżnikiem… - Pokręciła głową – Tripp ma czternaście lat – przypomniała mu.

- To mądry dzieciak – powiedział jej Layne.

– Wiem, Layne.

- Wchodzi w to z otwartymi oczami. Wie, że to ważne. Nie podniesie go i nie narazi się na niebezpieczeństwo.

Jej brwi uniosły się - Jesteś tego pewien?

Wreszcie Layne pozwolił sobie do niej podejść. Podszedł blisko, ale jej nie dotknął.

- Nie było mnie przez jakiś czas, ale ja i Tripp byliśmy blisko siebie przez cały czas. Znam swojego dzieciaka i znam go teraz lepiej, będąc w domu. Nic mu nie będzie, Rocky, a gdybym nie myślał, że byłoby, nie ma mowy, żebym go tam wysłał.

Odwróciła się do niego, jej ciało lekko podskoczyło, gdy to zrobiła – Nie chciałam sugerować, że ty…

– Wiem, że nie.

- Po prostu się martwię – powiedziała.

- Wiem, że się martwisz – odpowiedział – Ale wierzę w niego i będę go wspierał, tak samo jak Jas. Nic mu nie będzie.

Layne patrzył, jak jej oczy stają się ciepłe, jej usta stają się miękkie i walczył z chęcią dotknięcia jej. Po tym, jak ponownie się odezwała, musiał zwalczyć chęć podniesienia jej, rzucenia na swoje łóżko i przykrycia jej ciała swoim.

– Jesteś dobrym ojcem, Layne. Ci chłopcy cię kochają.

Zwalczył impuls i odpowiedział - Tripp, tak. Jas, nie jestem taki pewien.

Dała mu dołeczek, kiedy przestał mówić, jej oczy były teraz ciepłe i pełne wiedzy, więc zapytał - Co?

- Jasper jest teraz spoko, twardzielem starszorocznym, Layne, ale kiedy miał czternaście lat, był bardzo podobny do Trippa. I uwierz mi, wszyscy w tym liceum wiedzieli o tobie wszystko, zanim wróciłeś do domu, a wiedzieli, bo Jasper często przechwalał się swoim twardzielem, super fajnym tatą.

Layne odwrócił głowę i zagapił się przez okno, jej słowa przesuwały się po jego skórze lekkie jak piórko, ale to, co czuł przez nie, nie było lekkie.

- Spieprzyłem z tymi dzieciakami – powiedział Layne do okna.

- Dużo słyszę o tym, co dzieje się w domu i widzę konsekwencje w mojej klasie i na korytarzach, i być może nie dokonałeś wszystkich właściwych wyborów, bo wiem, że odszedłeś, ale nie odwróciłeś się od nich. Nie wiem o tym wystarczająco dużo, aby wiedzieć, czy popełniłeś błędy, ale wiem wystarczająco dużo o dzieciach, aby wiedzieć, że błędy, jakie popełniłeś nie były złe. Dlatego moja profesjonalna opinia jest taka, że nie spieprzyłeś.

Spojrzał znowu na nią.

- Przynajmniej nie po królewsku - dokończyła, dając mu kolejny dołeczek.

Chryste, jeśli ona się nie zamknie, zerwie z jej ciała miękki sweter i obcisłą spódniczkę i weźmie ją pod oknem.

Dlatego Layne nie ważył swoich słów ani nie wybierał czasu, by ogłosić – Spędzasz noc.

Zamrugała i zapytała - Co?

– Spędzasz noc – powtórzył.

Spojrzała na drzwi, a potem na niego – Dlaczego?

- Bo twoje drzwi i zabezpieczenia nie zostały zmienione i ponieważ jesteś moją kobietą. Mężczyzna i kobieta nie śpią razem w osobnych domach, nie każdej nocy, nawet jeśli w grę wchodzą dzieci – wyjaśnił – Jeśli chcemy, żeby ludzie myśleli, że to prawda, musimy sprawić, żeby wyglądało realnie, a z tym, jak ty wyglądasz, pączuszku, żaden mężczyzna nie uwierzy, że złapałem coś takiego, a ona nie śpi w moim łóżku – przerwał, zanim skończył – Regularnie.

Wpatrywała się w niego, usta rozchylone, oczy szeroko otwarte, wytrącone z równowagi.

Otrząsnęła się i przypomniała mu - Devin śpi na twojej kanapie.

– Tak – odparł Layne.

- Więc gdzie będziesz spać? Z jednym z chłopców?

– Będę spał tutaj – wskazał głową na łóżko.

- Więc gdzie ja mam spać? Na ławce do ćwiczeń?

- Nie, będziesz spać tutaj – Znowu szarpnął głową na łóżko, a ona cofnęła się o krok.

- Co? - wyszeptała.

- Musimy sprawić, żeby to wyglądało realistycznie - powtórzył.

- Layne! - Uniosła ręce - Nikt nie widzi w domu!

- Więc? – zapytał.

- Więc? - powtórzyła z irytacją, po czym rozejrzała się po pokoju i z powrotem na niego, gdzie jej oczy się zwęziły – Co się dzieje? - zapytała.

– Byłaś w tym przez cały czas, Roc. Wiesz, co się dzieje – odpowiedział.

Rocky skrzyżowała ręce na piersi i stwierdziła – Dwa dni temu skakaliśmy sobie do gardeł. Teraz… – Zawahała się, ponownie spojrzała na drzwi i z powrotem na niego, zanim powiedziała ciężkim głosem – Nie.

- Dwa dni temu nie było dobrze. Poprzedniej nocy Rocky, kiedy Melody tu była, było gorzej. Nie mogę tego znieść, a co więcej, nie zamierzam ciebie na to narażać. Wokół nas dzieje się dużo gówna i nie musimy się nawzajem rozdzierać, kiedy to się dzieje. Kiedy to się zaczęło, ty i ja, tamtego wieczoru, kiedy przyszłaś na kolację, tamtego wieczoru podczas meczu, było dobrze. Wracamy do tego.

– Nie jestem pewna… – zaczęła.

- Nie pytam, czy jesteś pewna. To właśnie robimy – powiedział jej.

Jej oczy znów się zwęziły, a on ciągnął dalej – Myślisz, że moglibyśmy przekonać ludzi, że jesteśmy razem, że to prawda, skoro za kulisami bylibyśmy tacy? - potrząsnął głową - Nie moglibyśmy, a stawka jest zbyt duża. Musimy żyć tak, jakby to było prawdziwe, Rocky, i to właśnie robimy, tam… – wskazał na drzwi, a potem na podłogę – i tutaj.

Wpatrywała się w niego, a potem ucięła – Okej, Layne, zgadzam się, ale nie śpimy w tym samym łóżku.

- Miałaś fotografa, który robił zdjęcia w twoim domu. Chcesz, by taki ktoś zobaczył mnie śpiącego na twojej kanapie, zastanawiał się dlaczego i mówił o tym?

– Będę miała zasłony – odpaliła.

– W porządku, ale teraz ich nie masz – odparł.

Zacisnęła zęby. Potem powiedziała - W takim razie będę spać tutaj, ale…

Layne przerwał jej – Śpisz w moim łóżku.

– Layne…

- Śpisz w moim łóżku.

- Layne!

- Rocky, do cholery, to duże łóżko. Spójrz na to. Jak myślisz, co może się stać?

Odwróciła głowę i spojrzała na łóżko. Mógł powiedzieć, że myślała i nie czuł w ogóle poczucia winy, że skłamał, sugerując, że nic się nie stanie, ponieważ wiedział, że coś się wydarzy, i wiedział dokładnie, co to będzie, ponieważ zamierzał robić to… dla niej.

Potem jej głowa odskoczyła do tyłu, żeby móc wyjrzeć przez okno, i mruknęła - To śmieszne.

- To jest prawdziwe. Muszą to tam zobaczyć, więc musimy to tu przeżyć - Layne wróciła i jej oczy skierowały się na niego. To było totalnie kiepskie, kompletne bzdury i wiedział o tym, ale wyczuwał, że to kupuje.

Potem to kupiła.

- Może możemy zacząć jutro – zasugerowała, a on zwalczył uśmiech.

Następnie podszedł do swojej komody, otworzył szufladę i wyciągnął koszulkę.

Cofnął się do niej dwoma długimi krokami, rzucił w nią koszulkę, a ona złapała ją, przytulając do klatki piersiowej.

– Przebierz się i zapakuj, pączuszku – rozkazał i patrzył, jak jej twarz blednie – Wrócę za pięć. Mamy o czym rozmawiać, więc porozmawiamy, obejrzymy telewizję i będziemy spać.

– Layne – szepnęła, ale nie odpowiedział. Odwrócił się i wyszedł z pokoju.

Był w kuchni i czyścił ekspres, żeby przygotować go na kawę następnego ranka, kiedy usłyszał, jak jej obcasy uderzają o kafelki. Jego szyja skręciła się, a jego oczy trafiły w nią, jej w niego, obrzuciła go piekącym spojrzeniem, podchodząc do niego, chwyciła torebkę z blatu przy ekspresie do kawy, odwróciła się elegancko i ruszyła z powrotem na schody.

Tripp siedział przy stoliku do kawy w salonie ze swoimi książkami. Devin siedział na kanapie ze swoim piwem.

Zanim Rocky skręciła za róg, Layne ogłosił głośno - Chłopcy, Roc i ja uderzamy w wyrko.

Jej ciało szarpnęło się i potrząsnęła głową, ale poza tym jej obcasy na kafelkach nie straciły rytmu.

Ze swojego miejsca na podłodze Tripp spojrzał na swojego staruszka zza kanapy, a Devin zrobił to ze swojego miejsca na kanapie.

Potem Tripp zawołał - Noc, Rocky - jakby mówił jej dobranoc, gdy szła do łóżka jego ojca, odkąd umiał mówić.

- Dobranoc, Tripp - Layne usłyszał, jak Rocky zawołała ze schodów.

- Jutro pączki, kochanie – dodał Dev.

- Tak, Dev. Dobranoc - Głos Rocky cichł.

Tripp opuścił głowę i uśmiechnął się do swoich książek. Devin nie poruszył się i uśmiechnął do Layne’a. Layne przygotował kawę na następny poranek i przygotował ją tak, aby zmieściła się w dużym garnku.

Potem podszedł do swojego telefonu komórkowego na blacie i zadzwonił do Jaspera.

Nic dziwnego, że zadzwoniło cztery razy, zanim Jasper odpowiedział ze zniecierpliwieniem - Tak, tato?

- Wyświadcz mi przysługę, w drodze do domu po odwiezieniu Keiry, zatrzymaj się w sklepie i weź szczoteczkę do zębów dla Roc – powiedział Layne.

Nastąpiła chwila ciszy, niecierpliwość zniknęła, a w jego głosie pojawił się uśmiech, Jasper odpowiedział - Dobra.

- Bądź mądry – powiedział Layne na pożegnanie i rozłączył się, położył telefon na blacie i zawołał dobranoc do swojego syna i Devina, gdy wszedł po schodach.

Kiedy przybył do swojego pokoju, Rocky była w jego koszulce i łóżku.

Siedziała po turecku z kołdrą naciągniętą na kolana. Trzymała pilota w dłoni na udzie, wpatrywała się w telewizor, a jej włosy nie były skręcone, ale teraz były z powrotem związane w kucyk, pełen i dziki koński ogon jej włosów po tym, jak były skręcone przez cały dzień.

Jej oczy natychmiast zwróciły się na niego i tak samo natychmiast zapytała w mgnieniu oka - O czym musimy porozmawiać?

Layne zamknął za sobą drzwi i podszedł do kredensu mówiąc:

- Jezu, pączuszku, daj mi chwilę.

– Jestem zmęczona – oznajmiła.

Wyciągnął spodnie od piżamy, spojrzał na zegarek, odwrócił się do niej i powiedział - Jest dziesięć do dziesiątej.

- Każdego wieczoru idę spać o dziesiątej, nie zawodnie, albo rano jestem do niczego.

Była taka pełna gówna. Wierzył, że szła spać o dziesiątej. Robiła to, kiedy była z nim. Rocky kładła się wcześnie i wcześnie wstawała. Ale była rannym ptaszkiem, zawsze budziła się w dobrym humorze, nawet jeśli kładła się późno spać, bo się uczyła lub nie było ich w domu.

– Daj mi chwilę – powtórzył Layne, odwracając się do łazienki.

- Czy to potrwa długo? - zawołała za nim.

– Tak, jeśli nie dasz mi chwilki – odkrzyknął Layne, po czym odwrócił się i stanął w dużym sklepieniu prowadzącym do łazienki - Chociaż mógłbym się tutaj przebrać.

Jej oczy skierowały się na telewizor, gdy wymamrotała - Dam ci minutę.

Layne zacisnął usta, żeby powstrzymać uśmiech, przeszedł przez łazienkę do garderoby. Daleko poza zasięgiem wzroku Rocky zdjął ubrania, rzucił je w kierunku kosza na pranie, który kupiła mu Melody, kosza, którego nie było widać z powodu piętrzących się wokół niego ubrań, po czym naciągnął piżamę. Poszedł do łazienki, umył zęby i wszedł do swojego pokoju.

Oczy Rocky pozostały przyklejone do telewizora, gdy okrążył łóżko i wszedł do niego.

Podnosząc poduszki, usiadł plecami do nich na wezgłowiu, z ciałem na pościeli, z nogami wyciągniętymi przed siebie i skrzyżowanymi kostkami.

Nawet kiedy był w środku, Rocky nie oderwała oczu od telewizora.

- Możesz to wyciszyć, pączuszku? - poprosił.

Zajęło jej sekundę, by się podporządkować, a kiedy to zrobiła, odwróciła głowę do niego, ale jej ciało pozostało twarzą do telewizora po drugiej stronie pokoju, w nogach łóżka.

Uniosła brwi.

Layne uśmiechnął się do niej.

- Więc? – podpowiedziała.

– Potrzebuję twojej pomocy z czymś – powiedział jej.

- W czym?

Zsunął się w dół, przetoczył na bok w jej stronę i położył głowę w dłoni, łokieć w poduszkach. Jej ciało napięło się, gdy to robił i nie rozluźniło się, dopóki nie przestał się ruszać.

- Chodzi o Gabby - powiedział jej Layne, a oczy Rocky rozszerzyły się, a potem, niemal natychmiast, zgasły.

– Co z Gabby?

Wtedy Layne opowiedział jej o Stew i Gabby, prawie wszystko o Stew, a także wiele o Gabby. Nie pominął wiele, w tym faktu, że Gabrielle żyła ślepa i zachowywała się desperacko, by utrzymać gównianego mężczyznę.

Kiedy skończył mówić, przesunęła się tak, że odwróciła się do niego, z pilotem w łóżku obok niej i luźno splecionymi rękami na kolanach. Jej twarz również stała się miękka, a oczy ciepłe.

- Biedna Gabby - szepnęła.

– Tak – odszepnął Layne.

- Więc w czym potrzebujesz mojej pomocy? - zapytała.

- Muszę wiedzieć, jak to rozegrać - odpowiedział Layne, a jej głowa przechyliła się na bok w zmieszaniu.

- Jak w to rozegrać? Layne, zrób to, co powiedział ten Ryker, i każ mu zapłacić, a potem wsadź go za kratki.

- Nie jestem ulubioną osobą Gabby, mała. Nie podziękuje mi za zaangażowanie.

- Zrozumie to, zwłaszcza gdy zrozumie tamto. Jest dobrą mamą, Layne. Będzie chciała się upewnić, że jej chłopcy są przed tym bezpieczni.

- Może w końcu to zrozumie, Roc, ale mamy Jasa i Trippa w środku tego i, jak powiedziałem, nie jestem jej ulubioną osobą i będzie wkurzona, aby ukryć ból i upokorzenie, i wyrzuci to na mnie. Kiedy się na mnie wkurza, pączuszku, nie robi tego prywatnie. Jas i Tripp to usłyszą, zobaczą i nie będą tego lubić. Poczują to. Współczują jej. Jas już wie, że wstawiam się za jego mamą, cieszy się, że to robię. Tripp poczuje to samo. Więc wpadną w sam środek tego, a moim zadaniem jest próba amortyzacji ich przed tym gównem.

Layne patrzył, jak wzięła głęboki oddech i wypuszczając go, upadła na bok, wyciągnęła się i usiadła z głową w dłoni, łokciem w poduszce, twarzą do Layne’a.

- Myślisz, że możesz zachować swój udział w tej całej sprawie w tajemnicy? - zapytała.

– Mogę spróbować, ale Gabby ma sposób na znalezienie gówna. Tripp nie wie, że to robię, ale też nie jest głupi. Nie wspominając o tym, że uczy się być spoko, ale ma sposoby na to, żeby mógł wypuszczać wieści z siebie. Kocha swoją mamę. Kocha swojego staruszka. Będzie szczęśliwy, że się nią opiekuję i nie zrozumie, że ona nie będzie szczęśliwa. Gówno się dzieje i muszę odpowiednio planować.

Przyglądała mu się przez chwilę, zanim powiedziała cicho – W takim razie będziesz musiał to wyssać, Layne.

Brwi Layne’a zmarszczyły się - Powtórz?

– Dziś wieczorem powiedziałeś mi, że spieprzyłeś ze swoimi chłopcami. Teraz Gabrielle to zrobiła. Wszyscy wiedzą, że Stew to palant. Ona też to wie, w głębi duszy. Wie, że spieprzyła, wprowadzając Stew w życie swoich synów, nie wspominając już o wprowadzeniu go do swojego życia. Nie chcę brzmieć jak suka, ale wszystko to sprowadza się do niej i decyzji, które podjęła. Jest typem osoby, która musi wyładować się na kimś, nawet jeśli jest to nierozsądne, ponieważ ktoś próbował tylko opiekować się nią i ich dziećmi, wtedy ten ktoś, a mianowicie ty, będzie musiał to wyssać.

Uśmiechnął się do niej - Nie jestem pewien, czy masz talent do uspokajania, kochanie.

Rocky odwzajemnił uśmiech - Przepraszam, czy przegapiłam tę część opisu mojego stanowiska?

– Przeskoczyłaś to, mała.

– Jutro poświęcę trochę czasu, żeby to przejrzeć – powiedziała mu.

- Byłoby to docenione.

Uśmiech zmienił się do tego stopnia, że dostał dołeczek, a Layne poświęcił chwilę na cieszenie się leżeniem w łóżku z Rocky i jej dołeczkiem, zanim powiedział cicho – Oglądam Lettermana, mała, będziesz w stanie to przespać?

Dołeczek zniknął, a jej twarz się zmieniła, pokazując mu ślad strachu, zanim uniosła tarcze i skinęła głową, a jeśli się nie zmieniła, nie kłamała. Szła spać o dziesiątej, ale Layne nie, więc lepiej było powiedzieć, że szła spać o dziesiątej, bo przez większość czasu leżała wyciągnięta na kanapie z Layne’em oglądając telewizję i zasypiała, gdy on to oglądał. Gdyby naprawdę padła, zaniósłby ją do łóżka. Ale zwykle, kiedy się ruszał, budziła się na tyle, by doczłapać się do ich pokoju, zdjąć ubranie, naciągnąć za jedną z jego koszulek, opaść na łóżko i z powrotem zasnąć.

– Podaj mi pilota – rozkazał Layne i przeturlała się. Wracając do niego, wręczyła mu pilota.

Potem została tam, gdzie była, z głową w dłoni, ale jej oczy skierowały się w dół jej ciała w kierunku telewizora. Layne przewrócił się na plecy i usiadł, podnosząc nogi, wyrywając kołdrę spod siebie i opierając się o wezgłowie.

Layne zmienił kanał, znajdując dramat kryminalny. Obejrzał go, potem obejrzał wiadomości i wreszcie obejrzał Lettermana.

Jas był w domu po pięciu minutach dramatu.

Tripp wszedł do swojej sypialni po piętnastu minutach, a Jasper poszedł za nim pół godziny później.

Rocky spała po dziesięciu minutach dramatu.

Layne zasnął po próbie znalezienia tego przez pół godziny po Lettermanie.

*****

Obudził się i stwierdził, że Rocky przeniosła się w nocy i przyszpiliła go do łóżka.

Oboje ustanowili rekord. Jemu zajęło jedną noc, aby się do tego przyzwyczaić, a jej zajęło jedna noc wyrwanie się ze snu w jej mocno strzeżonej kuli i rozłożenie się.

Odwrócił głowę na bok, aby spojrzeć na zegar i zobaczył, że jego Rocky ze snu dała mu mnóstwo czasu.

Więc Layne zwrócił się do swojej prawdziwej Rocky. Objąwszy ją ramionami, podciągnął ją do swojego ciała. Wypuściła senne miauknięcie, a Layne uniósł głowę i schował twarz w jej szyi.

Poczuł ślad jej perfum.

Pocałował ją w szyję, a potem dotknął jej językiem, wsuwając go tuż pod jej uchem, lubiąc jej smak.

Jej ciało zaczęło budzić się w jego ramionach, więc dotknął językiem jej płatka ucha, a następnie przesunął ustami wzdłuż jej szczęki, a potem w górę, do jej ust.

Odchyliła głowę do tyłu, a jej głos był senny, kiedy wyszeptała - Layne?

Wtedy Layne pochylił głowę i pocałował ją. Zaczął miękko, aż poczuł, jak jej dłonie rozświetlają skórę jego klatki piersiowej. Potem dotknął językiem jej ust, a jej dłonie zsunęły się do góry, zwijając się na jego ramionach. Znowu dotknął językiem jej ust, a ona rozchyliła wargi. Layne wsunął język do środka, a czubki jej palców wbiły się w jego ramiona, gdy znów miauknęła, tym razem nie sennie.

Na dźwięk tego, czucie dotyku na języku, co to znaczyło i co robiło z jego ciałem, przewrócił ją na plecy i pocałował ją.

Rocky natychmiast związała się z nim, splatając swoje nogi z jego, owijając ramiona wokół jego ramion, jedną ręką przeczesując jego włosy, a drugą przesuwając w dół jego pleców i pozwoliła się całować, jej plecy wygięły się w łuk, jej usta były niewiarygodnie hojne.

Jego ręce poruszały się, w górę jej koszulki i w środku, skóra na skórze, jej ciało było ciepłe od jego ciała i leżało w kokonie w jego łóżku, jej skóra była miękka. Przycisnęła się do niego i przesunęła jedną rękę w dół, wsuwając ją pod jego koszulkę, aby mogła sięgnąć bardziej jego pleców i zrobiła to, jej palce przesuwały się po nim. Layne  powędrował ręką w dół do jej tyłka, obejmując ją i przyciągając do swojego twardego penisa, a jej palce przesuwające się po skórze jego pleców zamieniły się w paznokcie ciągnące się po nim.

Gorąca.

Przestał ją całować, by wymamrotać - Tak, mała - przy jej ustach, a jej odpowiedź była po prostu chrapliwym - Layne.

Z jakiegoś powodu, kiedy usłyszał, jak wypowiedziała jego imię w ten sposób, tym głosem, a jej ciało było miękkie i ciepłe pod nim, Layne nagle stracił kontrolę. Jego ręce w jej koszulce podciągnęły ją i nawet nie zauważył, że jej ramiona były już uniesione, zanim włożył ją przez jej głowę.

Odrzucił ją na bok i wrócił do niej, całując ją mocniej, biorąc więcej i dostał to, dała mu to i wiedział, że Rocky też straciła kontrolę. Wiedział o tym, ponieważ jej dłonie pilnie dotykały jego skóry, obie poruszały się, wciskała palce, paznokcie, potem w dół, przesuwały się za paskiem jego piżamy, w poprzek, potem w górę, w dół, do środka i palce obu jej dłonie zacisnęły się na mięśniach jego tyłka, gdy jej biodra uniosły się, jej plecy wygięły się w łuk, jej miękkie cycki wcisnęły się w jego klatkę piersiową.

- Kurwa - mruknął przy jej ustach, po czym przesunął się w dół jej klatki piersiowej.

Nie spiesząc się, jego dłonie przesunęły się po jej bokach i chwycił jedną z jej piersi, a następnie ujął ją w garść i podniósł. Jego usta zacisnęły się wokół niej, zajęło mu chwilę, by zakręcić językiem wokół jej twardego jak skała sutka, zanim wciągnął go głęboko.

Jej plecy opuściły łóżko i wsunęła się głębiej w jego usta, gdy usłyszał niski, głęboki jęk prześlizgujący się po jej gardle.

Pieprzone piekło. Piękna.

Drugą ręką trzymał jej jedną pierś, kciukiem przesuwając się po sutku, a potem szarpiąc, obracając, gdy szarpał mocno z ustami na drugiej, a ręce Rocky wędrowały po nim, szukając, wyraźnie zdesperowane.

Jedna poruszała się z przodu i owinęła ciasno wokół jego penisa.

To było tak dobre, że Layne jęknął przy sutku, a plecy znów się wygięły. Jej dłoń zacisnęła się, pogłaskała go i jednocześnie przyciągnęła bliżej, mówiąc mu, że chce więcej.

Puścił ją i podciągnął się w górę jej ciała, jedną ręką owijając jej biodra, a drugą przesuwając się w dół jej brzucha. Pogłaskała jego kutasa, a jego usta uderzyły w jej.

- Jesteś gotowa? - zapytał, a ona wygięła szyję - Kochanie? – zawołał, jego palce wsunęły się w górę jej majtek, szczęśliwy, że znajdzie sobie sam trochę, kiedy jej ciało się zablokowało, jej ręka opuściła jego kutasa i wystrzeliła do jego nadgarstka, owijając się wokół.

– Nie – szepnęła. Opuściła brodę i podciągnęła jego rękę do brzucha - Przykro mi.

Wyrwał nadgarstek z jej palców i przesunął wzdłuż jej talii, obracając ją ze sobą, by położyć ich na boki.

– W porządku, Słonko.

Wtuliła twarz w jego gardło i wtuliła się w jego ciało, powtarzając szeptem - Cholera, tak mi przykro.

- Rocky, mała, jest okej.

Obie jej dłonie spoczywały na jego klatce piersiowej i poczuł, jak jej palce zaciskają się tak, że trzymała je w lekkich pięściach na jego skórze.

Trzymał jedną rękę mocno owiniętą wokół niej, jej ciało blisko siebie, a drugą wsunął jej we włosy. Wciąż w nich była gumka, która trzymała kucyk, delikatnie ją wyszarpnął, rzucił na łóżko i zaczął przeczesywać palcami jej włosy.

Kiedy jej pięści się nie rozluźniły, zapytał delikatnie - Wszystko w porządku?

– Przepraszam, Layne – powtórzyła.

- Mała, powiedziałem, że jest okej.

Przycisnęła twarz do jego gardła, a potem powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszał - Mam okres.

Jego ręka obejmowała jej głowę, jego ramię ścisnęło ją i zrozumiał.

Dorastała z dwoma mężczyznami i bez mamy w jednym z tych momentów, kiedy dziewczyna naprawdę potrzebowała mamy. Dlatego strzegła tego naturalnego faktu przed mężczyznami w jej domu, jakby była to tajemnica państwowa. Robiła to samo, kiedy po raz pierwszy wprowadziła się do Layne’a. Najwyraźniej nie wyszła poza to, co, musiał przyznać, spowodowało u niego pewien niepokój, ponieważ miała teraz trzydzieści osiem lat, spędziła dziesięć lat mieszkając z lekarzem, a był to przeklęty fakt natury.

Z drugiej strony był kurewsko zachwycony, że przerwała postępowanie, bo miała okres, a nie dlatego, że nie chciała, aby to trwało. Nie wspominając już o tym, że później się do niego przytuliła, zamiast wpadać w napad choroby, wyskoczyć z łóżka, ubrać się i tupać z domu.

Layne nie odpowiedział i ponownie zaczął przeczesywać palcami jej włosy. Robił to, dopóki jej pięści nie rozwinęły się, a dłonie oparły płasko na jego klatce piersiowej.

Wreszcie wyszeptał - Musisz wstać, Rocky.

- Tak - odszepnęła.

- Jas kupił ci szczoteczkę do zębów. Przyniosę to.

Z jakiegoś powodu jej ciało zesztywniało, a szybko przesunęła ręce na jego ramiona, wcisnęła tam palce, gdy jej głowa odchyliła się do tyłu, wyrywając jej twarz z jego gardła.

- Jasper kupił mi szczoteczkę do zębów? - zapytała.

– Tak – odpowiedział Layne.

Jej głos bardzo się zmienił, kiedy powiedziała - Layne.

Uśmiechnął się w ciemności i odpowiedział - Pójdę po to.

Jej palce zacisnęły się głębiej i powtórzyła - Layne.

- Rocky, musisz się ruszyć.

Zaczął się od niej odsuwać, ale ona odwróciła się z nim. Unosząc się na łokciu na łóżku, wsadziła drugą rękę mocno w jego pierś, a on zobaczył jej cień zbliżający się do niego.

- Poprosiłeś swojego syna, żeby kupił mi szczoteczkę do zębów? – warknęła, brzmiąc na komicznie zniesmaczoną.

– Był poza domem, więc… tak – odpowiedział Layne.

Podniosła rękę i uderzyła go w ramię, mówiąc cichym okrzykiem - Layne!

Podskoczył do pozycji siedzącej i objął ją ramionami. Obrócił się i położył ją na plecach, torsem przyszpilił ją do łóżka.

Kiedy ustawił ją na miejscu, poinformował ją - Pączuszku, każdy potrzebuje szczoteczki do zębów.

- Nie mogę uwierzyć – syknęła.

- Czy się mylę?

- Jesteś nie do uwierzenia!

– Mała – mruknął, brzmiąc na tylko trochę mniej rozbawionego, niż był w rzeczywistości.

– Layne – odwarknęła, brzmiąc prawdopodobnie na równie wkurzoną, jak była w rzeczywistości.

Chociaż nie widział jej wyraźnie w ciemności, gapili się na siebie. Odczekał chwilę, zanim skorzystał z opcji drugiej, pochylił głowę i mocno ją pocałował.

Opierała się, on naciskał, a gdy tylko włożył język do jej ust, jej ciało rozluźniło się pod jego.

Nabrał sobie tego do nasycenia i cieszył się robieniem tego prawie za bardzo, zanim podniósł głowę i rozkazał - Pozbieraj się, pączuszku. Wrócę z twoją szczoteczką do zębów.

Potem celowo wycisnął z niej oddech, żeby nie mogła dostać okazji do odzewu, przewracając się na nią swoim ciężarem ciała, wstając z łóżka ze swojej strony, zapalając lampę na nocnym stoliku i celując uśmiech w nią leżącą na plecach, ale opierając się na jednym łokciu, a drugą przytrzymując kołdrę przy piersi, wpatrując się w niego, zanim wyszedł z pokoju po jej szczoteczkę do zębów.

Kiedy Layne wszedł do kuchni, zobaczył Devina siedzącego na stołku w podkoszulku i bokserkach, z parującym kubkiem kawy w dłoni, z oczami utkwionymi w wiadomościach odtwarzanych cicho na ekranie telewizora. Spojrzał na Layne’a, kiedy się pojawił i obserwował, jak Layne podchodzi do szczoteczki do zębów leżącej na blacie wyspy.

Szczoteczka do zębów, którą Jasper kupił Rocky, była biało-różowa. Tak, jego syn był bystry. Jak brzytwa.

Również na blacie wyspy były otwarte dwa duże białe pudła piekarnicze i wypełnione pączkami Hilligoss.

Layne zatrzymał się i spojrzał na Devina - Proszę, powiedz mi, że włożyłeś spodnie, kiedy poszedłeś do piekarni.

- Oczywiście, chłopcze, tam jest zimno.

Pieprzone dzięki.

Layne odwrócił się do szafki z kubkami, notując w myślach, żeby przenieść je do tej nad ekspresem do kawy, a zrobił to, starając się nie myśleć o tym, dlaczego, do cholery, Devin zdjął spodnie, kiedy wrócił do domu z piekarni, kiedy Devin ciągnął dalej marudnym tonem - Calais jest przy krawężniku.

- To dobrze - odparł Layne, podając kubek do ekspresu.

- Bo Rocky przeleci tutaj za jakieś pięć minut i prawdopodobnie wyważy drzwi garażowe, odjeżdżając, a to byłaby niepowetowana strata, gdyby uszkodziła Calais, zważywszy, że włożyłeś tyle wysiłku w jego utrzymanie w nieskazitelnym stanie przez dwadzieścia pięć lat.

Nie tracąc rytmu, Dev mruknął - W takim razie lepiej założę moje spodnie.

Layne nalał kubek kawy, dodał dwie łyżeczki cukru i mieszał, kiedy odwrócił się i zobaczył, jak Devin wraca na wyspę w podkoszulku i spodniach.

– Pamiętam czasy, jak rano opuszczały twój pokój z uśmiechem na twarzy, chłopcze. Musisz tracić wyczucie – zauważył Devin.

– Sądzę, staruszku, że będziesz trochę w mieście, dobrze byłoby się przygotować – poradził Layne, rzucił łyżeczkę na blat i pociągnął łyk kawy.

Oczy Devina utkwiły w Layne - Będziemy mieli fajerwerki?

Layne opuścił rękę trzymającą kubek, ale trzymał wzrok Deva - Jak myślisz, jak łatwo jest mężczyźnie namówić kobietę do podjęcia ryzyka z mrocznym i dzikim?

– Wiele kobiet nie jest wartych tego wysiłku – odpowiedział Dev - Chociaż ta, którą masz na rękach, chłopcze, jest, a jest, bo to wcale nie będzie łatwe, a to oznacza… bubum!

Layne podszedł do szczoteczki do zębów i złapał ją, mówiąc - Tak jak powiedziałem, przygotuj się.

Potem odwrócił się i wszedł po schodach do swojego pokoju. Znalazł Rocky w łazience w staniku, odwróconą do niego plecami, zapinającą tył spódnicy.

– Szczoteczka do zębów, pączuszku – powiedział, a ona odwróciła się, jedną ręką sięgając do pasa, jedną ręką zakrywając piersi, ale nie wcześniej niż zobaczył, że jej stanik też był ciemnoróżowy i wykonany w całości z koronki.

Chryste.

– Chwila prywatności, Layne – warknęła z oczami pełnymi ognia.

Jej włosy były z powrotem związane w koński ogon, a Layne rzucił szczoteczkę do zębów na blat w łazience, odstawił kubek i podszedł do niej. Sięgnął dookoła, owinął pięścią jej kucyk, delikatnie odciągnął jej głowę do tyłu i pocałował ją mocno, z zamkniętymi ustami.

Kiedy podniósł głowę, trzymał rękę na jej kucyku, żeby nie mogła się ruszyć.

Dlatego musiała walczyć werbalnie - Co to było? - syknęła na niego, a on uśmiechnął się do niej.

- Jak w mojej łazience jest gorąca dupeczka, mająca na sobie tylko seksowny stanik i obcisłą spódniczkę po tym, jak spędziła noc przyszpilając mnie do łóżka, to wchodzę i zamierzam ją pocałować - Żartobliwie pociągnął ją za kucyk - Tylko trzymam to realnie, pączuszku.

– Nie nazywaj mnie gorącą dupeczką – warknęła, zdecydowanie wkurzona.

- Mała - odpowiedział, wcale się nie wkurzony.

- A czy przestaniesz nazywać mnie pączuszku? - zapytała na żądanie.

- Nie - odpowiedział.

Spojrzała na niego, po czym stwierdziła - Nie przyszpiliłam cię do łóżka.

- Rocky, byłaś wszędzie dookoła mnie.

- Nie byłam.

- Byłaś.

- Nie byłam! - Jej głos podniósł się.

– Jak myślisz, dlaczego miałaś taką pobudkę, Roc? - bezczelnie kłamał - Jak mężczyzna budzi się z owiniętą wokół siebie kobietą, działa instynktownie.

Wyszarpnęła włosy z jego dłoni i cofnęła się. Zapominając, że ma na sobie tylko stanik i spódnicę, położyła ręce na biodrach.

- Widzę, że spanie razem nie zadziała – oświadczyła.

- Nie wiem - Uśmiechnął się - Jak dla mnie działa.

Odchyliła się do tyłu – Wiesz, każdy tutejszy policjant myśli o mnie jak o siostrze? Jest bardzo mało prawdopodobne, że aresztują mnie za napaść i pobicie.

Layne nie mógł już tego powstrzymać. Odchylił głowę do tyłu i roześmiał się, a ponieważ nie musiał walczyć z pragnieniem, jego ramię wystrzeliło i objął ją w pasie, szarpiąc ją brutalnie do przodu, tak że jej ciało uderzyło w jego. Przechylił głowę i wtulił twarz w jej szyję, żeby móc się tam śmiać.

– Layne – zawołała, napierając rękami na jego brzuchu.

- Daj mi chwilę, pączuszku, staram się tu nie pęknąć ze śmiechu.

- Layne! - krzyknęła.

Podniósł głowę i uśmiechnął się do niej. Potem uśmiechał się do niej, owijając drugą rękę wokół jej łopatek i przyciągając ją bliżej, blokując jej ręce między nimi.

Potem zbliżył twarz do jej twarzy i wyszeptał - Jesteś słodka jak diabli, kiedy się wkurzasz. Zawsze byłaś słodka jak diabli, kiedy się wkurzałaś. Wkurzałem cię tylko po to, żeby zobaczyć, jak się wkurzasz, bardzo mi się to podobało.

Jej ręce przestały naciskać, a usta rozchyliły się, gdy ogień wygasł i spojrzała na niego z intensywnością w oczach.

Spuścił głowę tak, że jego czoło opierało się o jej – I, mała, teraz mniej to mi się nie podoba – wyszeptał.

Usłyszał, jak wciągnęła miękki oddech, ale zignorował to, dotknął jej ust swoimi ustami i puścił ją.

Odwracając się, złapał swój kubek z kawą i nie patrzył na nią, wychodząc z łazienki, mówiąc - Dev poszedł do Hilligoss. Na dole są dwa tuziny pączków. Lepiej zejdź tam, zanim zrobią to chłopcy, pączuszku, albo będziesz rozczarowana.

Potem wyszedł z pokoju.

 


 

2 komentarze: