Rozdział 18
Życie i czasy Tannera Layne’a
Layne chwycił swoje
papierosy, swoją komórkę i wyszedł na zewnątrz, starając się nie zabić swojej matki.
Odsunął drzwi, wyszedł na
zewnątrz, przesunął je i usiadł przy stole.
Wytrząsnął papierosa i
odpalił go.
Vera spędziła popołudnie i wieczór
na podróży po pasie wspomnień i ciągnąc za sobą Layne’a, Jaspera i Trippa.
Zapytała ich, czy pamiętają,
jak Layne poleciał ich wszystkich do Sedony na ferie wiosenne, a chłopcy jeździli
konno.
Zapytała ich, czy pamiętają,
jak Layne poleciał z nimi wszystkimi na Boże Narodzenie do Kolorado, kiedy
pojechali do Winter Park, a chłopcy pojechali na narty.
Zapytała ich, czy pamiętają,
jak cztery lata temu przyjechali na Florydę i „wasz ojciec poznał tę uroczą
kobietę Cassie i został poza domem przez całą noc”.
Zapytała ich, podając ciasto
Milky Way, czy pamiętali, że dwa lata temu pojechali do LA na jego urodziny, i
nauczyła „tę słodką Melody”, jak zrobić ulubione ciasto Layne’a.
Początkowo te historie
całkowicie odbijały się od Rocky, a chłopcy przyłączyli się do swojej babci.
Rocky była zbyt zajęty kibicowaniem Coltom, jedząc śmieciowe jedzenie i waląc
pięściami z Tripp’em za każdym razem, gdy Colty wykonały świetne zagranie, by
wciągnąć się w nową brudną grę Very.
Potem, po niekończących się
opowieściach, Rocky zaczęła się męczyć, mniej jadła i zrobiła się cichsza.
Jasper zauważył to natychmiast, przestał się przyłączać i zaczął zwracać
większą uwagę na pisanie do Keiry niż na swoją babcię lub piłkę nożną.
Potem, kiedy Vera przywołała
Cassie, Tripp zamilkł i był tak pochłonięty grą, jakby został poproszony o
ponowne odegranie tej gry.
Rocky leżała rozciągnięta
przed Layne’em na kanapie, a kiedy Cassie została wspomniana, Rocky
znieruchomiała, a Layne stał się twardy. Odczekała dziesięć minut, zsunęła się
z kanapy i poszła do łazienki. Kiedy Rocky wróciła, zwinęła się w kłębek na
boku kanapy przy jego stopach, z kolanami przyciśniętymi do piersi, z łokciem
na podłokietniku, głową w dłoni, wzrokiem utkwionym w grze i zamknęła się w swojej
głowie.
Przyjęła kawałek ciasta, po
czym odłożyła je na bok po dwóch kęsach, czyli mniej więcej dziesięć sekund po
tym, jak Vera oznajmiła, że nauczyła Melody, jak je zrobić.
Mniej więcej pięć sekund po
tym, talerz z ciastem Layne’a uderzył z trzaskiem w stół. Vera podskoczyła.
Ramiona Trippa opadły. Skupienie Jaspera na telefonie stało się wyraźnie ostre.
Ale Rocky nie oderwała oczu od telewizora.
Layne poruszył się. Zsunął
się z kanapy, wziął papierosy i komórkę i wyszedł na zewnątrz.
Zaciągnął się i zadzwonił do
Merry’ego.
– Dodzwoniłeś się do
porucznika Garretta Merrick’a. Nie mogę odebrać, ale zostaw wiadomość, a oddzwonię
- usłyszał w uchu.
– Dzwonię dzisiaj trzeci raz,
Merry, jak odbierzesz, oddzwoń – warknął Layne do telefonu, wyłączył, zaciągnął
się jeszcze raz i podczas wydechu zadzwonił do Dave’a.
- Halo - odpowiedział Dave.
– Dave. Layne.
– Tanner, synu, jak się masz?
– Bywało lepiej, Dave –
odpowiedział szczerze Layne. Odpowiedź, o której nie pomyślałby, że udzieli po
tym, jak obudził się rano i po tym, co wydarzyło się tego dnia w jego garderobie,
ale pieprz go, oto był tam, udzielając jej.
– Posłuchaj, próbowałem
złapać Merry’ego. Wiesz, gdzie jest?
– Jest na dyżurze w ten
weekend, Tanner, prawdopodobnie jest zajęty – odpowiedział Dave.
To nie była wymówka, by Merry
nie odbierał jego telefonów. Merry zawsze odbierał jego telefony.
– Ma coś jeszcze do zrobienia
w ten weekend? - naciskał Layne.
- Nie żebym o tym wiedział.
Miał gorącą randkę wczoraj wieczorem, ale zawsze ma gorącą randkę. Chłopak musi
się ustatkować. Jest za stary na to gówno. Nie wiem, co było nie tak z Mią.
Nigdy nie mogłem tego zrozumieć.
Layne też nie mógł. Nie było
go w pobliżu, kiedy Merry związał się z Mią, ale znał ją, zanim wyjechał z
miasta. Była naprawdę ładną, drobną, rudowłosą dziewczyną z temperamentem
pasującym do jej włosów, ale z porąbanym poczuciem humoru i uśmiechem, który prawie
dorównywał Rocky, bo nie miała dołka, a Layne nigdy się w niej nie zakochał.
Mówiono, że Merry zakochał się i to mocno, a potem wyrwał się bez powodu.
Wyglądało na to, że dzieci
Merrick’ów mają wspólną cechę.
Kurwa, naprawdę musiał porozmawiać z Merry’m.
- Dave, czy możesz mu
powiedzieć, jeśli go zobaczysz lub usłyszysz coś od niego, że muszę z nim
porozmawiać? – zapytał Layne – Tak szybko, jak tylko będzie mógł.
- Jasne, synu, żadnych
problemów - Dave przerwał i zapytał - Jak się miewa Roc?
- Wróciliśmy do siebie –
ogłosił Layne bez wstępów i spotkało się to z całkowitym milczeniem.
Layne pozwolił, by cisza się
przeciągnęła i czekała na odpowiedź Dave’a, który zaciągnął się i wypuścił
powietrze.
Wreszcie Dave wyszeptał -
Słucham?
– Wróciliśmy do siebie, Dave
– powtórzył Layne - W piątek wszystko się zmieniło i przegadaliśmy to zeszłej
nocy.
– Przegadaliście to? –
powtórzył Dave.
– Tak – odpowiedział Layne i
czekał.
- Zostaliście rozdzieleni
przez ostatnie prawie dwadzieścia lat i przegadaliście to – powiedział Dave.
– Tak – odparł Layne.
- Jak ona się ma? – zapytał
Dave, a to pytanie nic nie dało Layne'owi.
- Byłaby w porządku, ale mama
jest tutaj, a nie jest największą fan Roc, więc powiedzmy, że nie idzie tak
gładko, jak bym chciał.
– Jest tam Vera?
- Tak.
– O rany – mruknął Dave,
znając Verę i mieszkając w tym samym mieście co Vera, dopóki Vera nie
przeprowadziła się na Florydę pięć lat temu. Vera nie tylko postanowiła
nienawidzić Rocky za złamanie serca Layne’a. Nienawidziła wszystkich Merrick’ów,
na równi obwiniając ich wszystkich. Jedyną osobą, której Vera nienawidziła
bardziej niż Rocky i jej rodziny, była Gabby, a to tylko dlatego, że Gabby nie
tylko dla Layne’a była suką. Dla jego matki też była suką i tak bardzo
odbiegała od tego, co Vera miała, kiedy miała Rocky, że ten szczególny nóż wbiła
głębiej.
– Chcesz, żebym przyszedł,
wyrównać ilość? – zaproponował Dave.
– Zajmę się Roc – odparł
Layne.
Potem zapadła cisza - Tanner,
cieszę się twoim szczęściem. Cieszę się z powodu Rocky, jeśli to prawdziwe,
ale… - Zawahał się, zanim kontynuował - Czy to nie wydaje się nagłe?
Nagłe? Jezu.
– Nie wiem, Dave – odparł
Layne. – Chciałem ją odzyskać od osiemnastu lat. Czuła to samo. Byliśmy razem
od miesiąca, oboje staraliśmy się to powstrzymać. W piątek to się przebiło. To
nie wydaje mi się nagłe.
– Dobrze – szepnął Dave.
– Masz mi coś, żeby mi dać? –
zapytał Layne.
- Coś ci dać? – spytał Dave.
– Tak, cokolwiek, żeby mi dać
– powtórzył Layne.
- Jak co? – zapytał Dave.
– Cokolwiek – odparł Layne, tracąc cierpliwość.
Dave milczał.
Layne stracił cierpliwość.
– Dave…
Dave mu przerwał – Dam ci to,
Tanner. Powiem ci, że straciłem wiarę w Boga tej nocy, kiedy zabrał mi Cecylię,
ale gdybym w Niego wierzył, modliłbym się, aby tak się stało. Więc teraz, kiedy
to się stało, sprawiło to, że pomyślałem, że może w końcu wkroczył z powrotem.
To stwierdzenie sprawiło, że
Layne zamilkł.
– Cieszę się z twojego
powodu, synu, jestem szczęśliwy z powodu Rocky. Najwyższy czas – wyszeptał Dave
i Layne usłyszał rozłączenie.
Upuścił telefon, zaciągnął
się papierosem i odwrócił się, by zajrzeć do domu i zobaczyć Verę siedzącą w
swoim fotelu z zadowolonym uśmiechem na twarzy. Nie widział Trippa, ale Jasper
wpatrywał się w swoją babcię, jego profil nie był szczęśliwy, a Rocky kroczyła
dumnie po schodach.
Kurwa, powiedziała coś
innego.
Layne zmiażdżył papierosa i
wszedł do domu w chwili, gdy Rocky zniknęła za szczytem schodów, kierując się
do jego pokoju.
Layne ruszył za nią.
- Tanner - powiedziała Vera –
Nie powinieneś palić. Nawet jednego…
Przestała mówić, a jej usta
się zacisnęły, gdy wzrok Layne’a uderzył w nią i przeczytała, co w nim było.
Layne wchodził po dwa stopnie
naraz.
Znalazł Rocky w swoim łóżku, plecami
do wezgłowia, z podniesionymi kolanami, ramieniem otaczającym łydki, poduszką
wciśniętą między klatkę piersiową i uda, policzkiem przy kolanie i wyciągniętą
ręką, by skierować pilota na telewizor.
Jej głowa podniosła się,
kiedy wszedł.
– Hej – powiedziała cicho.
- Hej - odpowiedział,
podszedł prosto do łóżka i wspiął się do środka.
Patrzyła, jak to robi, jej
twarz była pusta, wyraźnie była zamknięta w jej głowie. Kiedy się usadowił,
wróciła do pilota, przełączając kanały w telewizorze.
- Jestem wykończona -
wymamrotała swoją fikcyjną wymówkę, by opuścić salon.
Layne pochylił się, wyciągnął
pilota z jej ręki, wyłączył telewizor, rzucił go w nogi łóżka, a potem chwycił
poduszkę, którą trzymała Rocky i wyciągnął ją. Podniosła głowę, a on wsunął
poduszkę za plecy przy wezgłowiu, a potem położył się na niej. Chwycił ją za
rękę, szarpnął ją do przodu, aż straciła równowagę i wylądowała z ręką na jego
klatce piersiowej, z ciałem na boku i głową na jego ramieniu.
Jej głowa uniosła się do
góry, do tyłu i zaczęła się odsuwać, by patrzeć na niego.
- Layne… - zaczęła.
Przerwał jej - Nie zamykaj
się w głowie, pączuszku. Mów do mnie.
Jej głowa przechyliła się na
bok - O czym?
- Cassie była przygodą na
jedną noc - powiedział jej wprost.
Jej oczy rozszerzyły się, a
potem się zamknęły. Layne zignorował to i mówił dalej.
– Mama zabrała chłopców do
Disneyworldu. Nie jestem typem faceta z Disneyworldu, więc nie pojechałem z
nimi. Wyjeżdżali o świcie, a ja wyszedłem poprzedniego wieczoru, żeby spotkać
się z przyjacielem, który mieszka teraz na Florydzie. Spotkałem Cassie, kiedy byliśmy
poza domem. Wróciłem do domu, gdy wyjeżdżali, a mama nie jest głupia. Ale
Cassie znała mojego przyjaciela, dał jej mój numer, zadzwoniła na moją komórkę,
kiedy jeszcze tam byliśmy i mama odebrała. Mama nigdy jej nie spotkała, a ja
widziałem ją tylko raz.
– Nie musisz mi tego
wyjaśniać, Layne.
– Tak, Roc, muszę.
Pustka zniknęła z jej oczu,
gdy zaczęły się zapalać, a potem powiedziała – W porządku, w takim razie nie chcę, żebyś mi to wyjaśniał, Layne.
– Wiem, że nie chcesz, ale
potrzebujesz, żebym to zrobił.
– Nie sądzę.
- Ja sądzę.
- Czemu?
- Bo miałem życie przez
osiemnaście lat i usłyszysz o tym, a kiedy usłyszysz, będziesz zdenerwowana lub
twoje uczucia będą zranione, chcę, żebyś ze mną o tym porozmawiała i nie
zamykała się w głowie.
- Zamykam się w głowie, żeby
uporządkować myśli - powiedziała mu.
- Tak, kochanie, ale kiedy
zamknęłaś się w swojej głowie i zablokowałaś mnie.
Zamarła przy nim, a potem
zaczęła się odsuwać, ale szarpnął ją do tyłu, a kiedy szarpała się, przewrócił
się tak, że leżała na plecach, a jego ciężar spoczywał na niej.
Znieruchomiała i spojrzała na
niego.
- Dlaczego zawsze proszę cię,
żebyś ze mnie zszedł? - warknęła.
- Nie wiem, prawdopodobnie
dlatego, że zawsze próbujesz wystartować, kiedy nie skończyłem z tobą rozmawiać
- uciął.
– Zejdź ze mnie – odgryzła
się.
– Jeszcze nie skończyliśmy
rozmawiać – odpalił.
– Skończyliśmy –
poinformowała go - Widzisz, właśnie rzuciłeś mi to w twarz, co mówi mi, że nie zostawiłeś
tego za sobą, a także mówi mi, że nie masz zamiaru przez to przejść, więc może
to wszystko było złym pomysłem.
- Nie rzuciłem ci tego w
twarz, pączuszku.
– Cholernie dobrze rzuciłeś!
Layne ujął jej policzek w
dłonie i zanurzył twarz w jej.
- Jesteś wkurzona na mamę,
wyładowujesz to na mnie, a ja staram się to załagodzić. Nie rzucam ci nic w
twarz. Próbuję skłonić cię do rozmowy.
– No, może nie chcę
rozmawiać.
– Miałem życie, Rocky.
– Wiem.
– Były w nim kobiety.
– Zaufaj mi, Layne, ja to wiem.
– Żadna z nich nie był tobą –
kontynuował.
– To też wiem – warknęła.
- Więc, z wyjątkiem tej,
którą poślubiłem, bo zaciążyłem ją, żadna z nich nie miała nawet szczoteczki do
zębów u mnie.
Zamknęła usta i spojrzała na
niego.
Potem zapytała - Naprawdę?
- Naprawdę.
- Nawet szczoteczki do zębów?
- Spotykałem się z Melody
przez cztery lata i próbowała zostawić u mnie co najmniej trzy szczoteczki do
zębów, pudełko tamponów i majtki. Znalazłem je i włożyłem do jej torebki. W
końcu dostała wiadomość i przestała próbować.
Rocky wpatrywała się w niego
z rozchylonymi ustami.
Potem zapytała - Dlaczego?
- Dlaczego? – powtórzył
Layne.
- Tak dlaczego?
Layne zdjął rękę z jej
policzka, odetchnął niecierpliwie i odchylił głowę do tyłu, by spojrzeć na
ścianę, po czym spojrzał na nią i wyjaśnił - Mała, bo ona nie była tobą.
Rocky wpatrywała się w niego.
Potem ogień w jej oczach zgasł.
– Biedna Melody – wyszeptała,
a nie znała nawet połowy.
Layne wiedział, że Melody
była w nim głęboko zadurzona. Próbował nawet to dla niej znaleźć. Po prostu nie
mógł, ale ona nigdy się nie odsunęła. Próbowała dalej, miała nadzieję, że
pewnego dnia się dostanie. Nigdy tego nie zrobiła. Powinien był ją uwolnić
wieki temu, ale, nawet jeśli nie była Rocky, była najbliżej niej, jaką miał.
- To z nią skończone –
stwierdził Layne, a ciało Rocky rozluźniło się pod nim.
- Wie, jak zrobić ciasto z
Milky Way? - zapytała cicho.
- Mama uczyła ją, ale Melody
nie jest kucharką. Melody lubi wystroić się, czekać w barze przez półtorej
godziny na stolik, a następnie zjeść posiłek za pięćdziesiąt dolarów.
– To nie wygląda na twój styl
– zauważyła Rocky.
– Nie jest.
- Lubię się wystroić –
poinformowała go – Um… od czasu do czasu.
- Mała, jak włożysz tę
sukienkę, którą nosiłaś tamtego wieczoru, zabiorę cię tam, gdzie będziesz mogła
się wystroić, nawet co wieczór.
Uśmiechnęła się - To nawet nie
jest moja najlepsza sukienka.
Jezu.
- Poważnie? – zapytał Layne.
– Poważnie – odpowiedziała
Rocky - Mam taką jedną. Jest bardziej przylegająca, krótsza i…
Brwi Layne’a uniosły się -
Bardziej przylegająca?
- Tak.
- I krótsza?
– Uch… tak.
Przewrócił się na plecy,
zasłaniając ręką oczy, mrucząc - Cholera. Zabijasz mnie.
Wtoczyła się w niego,
położyła rękę na jego klatce piersiowej i zawołała - Layne - Opuścił rękę i
spojrzał na nią - Jak cię zabijam?
- Ponieważ Rutledge wpatruje
się w twoje cycki, Gaines wpatruje się w twój tyłek, a każdy inny mężczyzna,
który patrzy na ciebie, znajduje coś, na co może się gapić. Nie do końca mnie
to uszczęśliwia.
– Kochanie – szepnęła - Jeśli
założę tę sukienkę, to tylko dla ciebie.
Spojrzał na nią, a jej oczy
były zamglone, usta miała miękkie i tak mu się podobało to spojrzenie, to
spojrzenie znów skierowane na niego, w końcu, po tylu latach, że podniósł rękę
do jej szczęki i przesunął kciukiem po jej kości policzkowej.
Odwróciła twarz we wnętrze
jego dłoni, spojrzała na jego klatkę piersiową i szeptała dalej - Nie zamykałam
się w głowie z powodu Cassie i Melody - Jej oczy wróciły do jego - To dlatego,
że spieprzyłam, a jak twoja mama mówiła, zdałam sobie sprawę, jak bardzo.
- Rocky…
Potrząsnęła głową i mówiła
dalej - Ominęły mnie te urodziny, święta Bożego Narodzenia i przejażdżki konne.
Próbowałam sobie przypominać, kiedy mówiła, że jeśli bym tego nie zrobiła,
Jaspera i Trippa nie byłoby w tym pokoju, ale nie poprawiło mi to samopoczucia.
Layne wtoczył się w nią,
obejmując ją ramionami i kładąc oboje na bokach.
– Roc, Słonko, nie wiem, co
powiedzieć - I nie wiedział, bo miała rację. Z nią nie byłoby Jaspera ani
Trippa, a Layne nie mógł sobie tego wyobrazić. Bez niej miał ich i wiedział, że
ma szczęście, bez względu na to, jak popieprzone było po drodze.
- Nie ma nic do powiedzenia. Muszę tylko zamknąć się
w głowie i uporządkować myśli.
- Wiem, jak to jest spieprzyć
i tęsknić za urodzinami i świętami Bożego Narodzenia z ludźmi, na których ci
zależy, mała. A ja spieprzyłem na większy sposób od ciebie, bo nie tęskniłem za
jedną osobą, ale za trzema.
– Layne…
- Nie zamykaj się w głowie.
Wpuść mnie, a może ci pomogę. Tak?
Wpatrywała się w jego oczy,
wypatrując przez chwilę, która doprowadziła do trzech, a potem szepnęła - Tak.
Layne uśmiechnął się do niej
i pochylił, by dotknąć jej ust swoimi ustami, ale jej głowa nagle cofnęła się i
zatrzymał się.
- Tylko to… - zawahała się - Czy
mogę poprosić o to, że to ostatnia rozmowa o wszystkich Cassie i Melody z życia
i czasów Tannera Layne’a?
Wciąż się uśmiechał, kiedy
przewrócił ją na plecy, pochylił głowę i z ustami na jej ustach mruknął - Tak,
mała.
Potem ją pocałował, a Rocky
oddała mu pocałunek.
*****
– Czy z Roc wszystko w
porządku, tato? - Jasper zawołał, gdy Layne schodził po schodach, zostawiając
Rocky w swoim łóżku, bo chciała minuty, żeby „prezentować się”, co, jak sądził,
oznaczało, że potrzebowała minuty, by wzmocnić swoją obronę, zanim ponownie
zmierzy się z Verą.
Nie wspominając o tym, że
potrzebowała minuty, by poprawić swoje ubrania, biorąc pod uwagę, że Layne nie
tylko się z nią obcałowywał, ale także ją obmacał.
Layne nawet nie dotarł do połowy
schodów, zanim Jas zadał mu pytanie i, zanim dotarł na sam dół, wzrok Very i
Trippa był skierowany na niego.
– Jest w porządku, kolego –
odpowiedział Layne.
- Zamilkła - zauważył Tripp,
gdy Layne podszedł do kanapy.
- Robi tak, kiedy jej uczucia
zostają zranione - odpowiedział Layne, a Jas i Tripp spojrzeli na Verę.
Vera spojrzała na telewizor.
- Co zraniło jej uczucia? –
spytał Jasper, gdy Layne wyciągnął się na plecach na kanapie, głową opartą na
podłokietniku, a jego wzrok powędrował do chłopca.
Jak zwykle Layne dał mu to szczerze.
- Straciła mamę, gdy miała
czternaście lat, więc prawie każde jej wspomnienie jest popieprzone.
Wspomnienia urodzin i Świąt Bożego Narodzenia przed śmiercią jej mamy są
pomieszane gorzkie ze słodkimi, bo miała urodziny i Święta Bożego Narodzenia po
śmierci mamy, które nie były tak dobre, bo jej matki nie było, a ona pamiętała,
że były lepsze, kiedy ona była. Więc mówienie o tym gównie dzisiaj uświadomiło
jej, że ominęło ją to z twoim staruszkiem w tych czasach, kiedy byliśmy osobno
i zdenerwowała się tym. Z powodu tego, co stało się z jej mamą, nie radzi sobie
z denerwowaniem się tak, jak robią to inni ludzie. Najpierw milknie, potem się
wyłącza.
Oczy Jaspera wróciły do
babci, ale Tripp zapytał - Ale teraz jest w porządku?
– Jest w porządku, Tripp.
Tripp skinął głową, a potem
mruknął - Mam pracę domową - wstał i wszedł na schody, unikając patrzenia na
swoją babcię.
– Masz pracę domową, Jas? –
zapytał Layne.
- Tak – odpowiedział Jasper.
- Zrobioną? – zapytał Layne.
- Nie - odpowiedział Jasper.
- Chłopcze... - powiedział
cicho Layne, a Jasper spojrzał na swoją babcię, a potem na Layne’a.
- Zastanawiałem się, czy
Rocky mogłaby mi pomóc. To kompozycje angielskie. Tworzymy diagramy zdań i to
głupie. Próbuję to zrozumieć, ale to po prostu nie ma dla mnie sensu. Moja
nauczycielka to idiotka i kiedy zapytałem ją po zajęciach, czy poświęciłaby mi
trochę czasu, sprawiła, że ja poczułem się jak idiota, ponieważ tego nie
rozumiałem.
- Kto jest twoim
nauczycielką? – zapytał Layne.
– Pani Reiger.
Layne nie znał pani Reiger.
Layne wiedział, że tworzenie diagramów było
głupie i jedyną osobą w tym domu, która prawdopodobnie by się nie zgodziła, była
Rocky.
- Roc! - krzyknął.
Nastąpiła chwila ciszy, a
potem - Co? - Rocky odkrzyknęła.
- Jas potrzebuje twojej
pomocy w odrabianiu lekcji! – wrzasnął Layne.
Nastąpiło kolejna chwila
ciszy i Layne i Jasper wpatrywali się w siebie, gdy trwało to dłużej. Potem
Layne usłyszał ciche kroki na schodach.
– Czego się uczycie, Jas? –
usłyszał, jak Rocky pyta ze schodów.
Layne uśmiechnął się do
swojego chłopca, a usta Jaspera zadrżały, ale powiedział do Rocky – Diagramy
zdań.
– Weź swoje książki, Słonko.
Będziemy pracować przy wyspie – zaprosiła Rocky.
Jasper poruszył się, a Layne
spojrzał na telewizor, zastanawiając się, czy Jasper rzeczywiście potrzebował
pomocy w tworzeniu diagramów zdań, czy po prostu rozgrywał swoją babcię i
Rocky.
Prawdopodobnie jedno i
drugie.
– Nie powinieneś wypowiadać
słowa na „p” przy chłopakach – mruknęła Vera, a Layne wykręcił szyję, żeby
spojrzeć na matkę.
Spojrzała mu w oczy i
próbowała je przytrzymać, ale w końcu spojrzała z powrotem na telewizor.
– Mamo – zawołał, kiedy to
zrobiła, a jej spojrzenie przesunęło się z wahaniem z powrotem na jego.
– Nie wyciągnij znowu tego
gówna – szepnął.
Zacisnęła usta i wpatrywała
się w niego przez około sekundę, zanim zobaczył błysk łez w jej oczach i
spojrzała z powrotem na telewizor.
Layne westchnął.
Drzwi frontowe otworzyły się
i Blondie, która leżała na boku drzemiąc przed telewizorem, zerwała się na
równe nogi, szczeknęła i pogalopowała do drzwi.
– Cholerny kundel – burknął
Devin.
– Jest czystej krwi, Dev –
poinformował go Jasper.
– Wciąż jest kundlem – odparł
Devin - Proszę Boże, Jezu, Maryjo i Józefie, powiedz mi, że masz whisky - Layne
usłyszał wołanie Devina.
Layne nie zawracał sobie
głowy podnoszeniem głowy z podłokietnika, kiedy odpowiedział - A jak myślisz?
– Szafka nad ekspresem do
kawy – odpowiedział Jas.
– Pieprzone dzięki – mruknął
Devin, a Vera spojrzała na niego. Udało jej się opanować łzy, a brwi uniosły
się do góry.
Layne zignorował matkę,
pochylił się do przodu, złapał pilota ze stolika do kawy i znalazł kolejny mecz
footballu.
*****
Layne wszedł do prawie całkiem
ciemnego domu. Rzucił klucze na blat kuchenny i zobaczył, jak Dev odwraca głowę,
by spojrzeć na niego znad kanapy.
Oglądał telewizję, która przy
świetle dochodzącym z góry była jedynym światłem w pokoju.
- Dostałeś coś? – zapytał
Dev.
Layne wyjaśnił Dev’owi o TJ
Gaines’ie i jego nastoletnim haremie.
Poszedł też do kościoła, żeby
sprawdzić, czy może namierzyć Gainesa i po wieczornym nabożeństwie pójść za nim
do domu.
Gaines nie uczestniczył w
nabożeństwie wieczornym.
– Nie – odpowiedział Layne,
wchodząc do domu - Wszystko w jego aktach osobowych jest fałszywe. Pracuję nad
tym bez niczego. Dopóki nie oznaczę jego pojazdu i nie pojadę za nim do domu,
operuję na ślepo.
Dev skinął głową.
- Jas i Tripp będą zadawać
pytania jutro w szkole. Zobaczą, czy uda im się zdobyć markę, model i adres -
ciągnął Layne.
Dev ponownie skinął głową.
- Gdzie są wszyscy? – zapytał
Layne.
– Chłopcy kłócą się na górze,
bo Tripp się uczy, a Jasper powinien się uczyć, ale pisze do Keiry. Twoja mama
„wcześniej przeszła na spoczynek”, jej słowa. Rocky weszła na górę zaraz po
twojej mamie.
Layne przekręcił się i
spojrzał na zegar nad kuchenką mikrofalową. Była zaledwie dziewiąta.
To oznaczało, że Vera czuła
się winna. Jas i Tripp prawdopodobnie odrobili pracę domową. Rocky była dziką
kartą.
Layne zrzucił skórzaną kurtkę
i już miał powiedzieć Dev’owi dobranoc i skierować się w stronę schodów, gdy
Dev powiedział - Potrzebuję krótkiego wprowadzenia, chłopcze.
Layne spojrzał na staruszka,
zobaczył, że jego twarz jest poważna i skinął głową. Rzucił kurtkę na oparcie
kanapy, podszedł do fotela, obrócił go przodem do Deva i rozłożył się wygodnie,
kierując wzrok na swojego przyjaciela.
- Wal.
- Mam co nieco na jej byłego-dupka,
muszę wiedzieć, jak chcesz, żebym to rozegrał – odpowiedział Dev.
Layne nie miał dobrego
przeczucia, skoro Devin pytał. Dev normalnie by o to nie zapytał. Dev normalnie
rozegrałby to tak, jak by chciał.
- Co to jest? – zapytał
Layne.
- Kontrybucje do kampanii,
które, jeśli zostaną upublicznione, sprawią, że on i Partia Republikańska będą
się czuć trochę nieswojo – odpowiedział Dev.
Jezu, Rocky poślubiła
republikanina. Musiała ciężko pracować, aby przekonać samą siebie, że jest
zakochana w kutasie. Zarówno Dave, jak i Merry byli zagorzałymi republikanami,
ale Rocky poszła w ślady swojej matki i głosowała na demokratów. W ten sposób
przy stole wywiązało się wiele gorących dyskusji politycznych, które emanowały
głównie od Rocky, a Layne nauczył się ukrywać swoje poglądy polityczne.
- Przekroczono limit? –
zapytał Layne, a Dev pokręcił głową.
- Firmy przykrywkowe założone
wyłącznie w celu dokarmiania obecnego gubernatora, który ma swoje łóżko w
rezydencji gubernatora. Mogę powiedzieć, że Komitet Republikański wiedział o
tym wszystko, ponieważ Astley w nim zasiada. Tak samo spora liczba jego kumpli,
wszyscy zapłacili swoje należności, ale Astley był mózgiem.
– Użyj tego – rozkazał Layne,
wciąż nie rozumiejąc, dlaczego Dev omawiał z nim tę sprawę.
- Jak to uderzy, to go tam
stawia – odpowiedział Dev.
– Nie uderzy, on się wycofa –
odparł Layne.
– Facet to dupek, chłopcze,
rozumiem, że to rozumiesz, ale nie sądzę, że pojmujesz, jakim jest dupkiem.
Myśli, że jest nietykalny.
- On nie jest, nikt nie jest.
- Jak sprawdzi twój blef, nie
masz innego wyjścia, jak tylko to ujawnić. Umieszczasz to tam, po pierwsze,
robisz sobie cholernie dużo wrogów i to nie HOA. Mówimy tutaj o lokalnych
pośrednikach energetycznych. Po drugie, będzie to cyrk medialny.
Layne zrozumiał teraz,
dlaczego Devin się wahał.
– Roc jest z dala od niego,
Dev – zapewnił Layne.
– To nie Rocky się martwię –
odparł Devin, a Layne pokręcił głową.
– Mam przysługi, na które
mogę się powołać – przypomniał mu cicho Layne - Nawet jeśli zrobi się gorąco i
wejdę na radar potężnych graczy, mam przysługi, na które mogę się powołać,
przysługi od ludzi, którzy mogą przebić wszystko, co ma i wiesz o tym.
- Też nie o ciebie się
martwię – odpowiedział Dev.
Layne tracił cierpliwość i
dlatego zapytał - Gramy w dwadzieścia pytań?
Wtedy Devin mu to dał –
Martwię się o Marissę Gibbons.
- Kto to, do cholery, jest? –
zapytał Layne.
– Zastępczyni Rocky –
odpowiedział Devin i Layne uniósł brwi.
- I przejmuję się tą suką, bo…?
– spytał, kiedy Devin nie powiedział nic więcej.
Dev pochylił się w stronę
Layne’a, oparł łokcie na kolanach, a jego oczy stały się intensywne, gdy jego
głos opadł.
– Przyjmujesz się tą suką, bo
jej tata był dilerem narkotyków. Alfonsował jej mamę, dopóki nie odstrzeliła
się od obowiązków z powodu przedawkowania, Opieka Społeczna wciągnęła się w
sprawę, a Marissa poszła do rodziny zastępczej. Podskakiwała przez chwilę,
zdołała zdobyć dyplom ukończenia szkoły średniej, nie mając pojęcia, jak, poza
zwykłym cudem, ponieważ poszła w ślady mamy i wpadła w niewłaściwe towarzystwo.
A kiedy to mówię, chłopcze, mam na myśli złe
towarzystwo. Na własne oczy widziałem wyniki jej kariery aktorskiej. Nie
była gwiazdą, ale była dobra. Nawet ja byłem przekonany, że kochała każdą
sekundę, kiedy wzięła wielkiego pieprzonego kutasa tak głęboko w gardło, że
okazało się, że nie ma żadnego
odruchu wymiotnego.
Layne poczuł, jak napinają
się mu mięśnie szyi.
- Porno? - wyszeptał.
- Trzy filmy, w żadnym z
głównych ról. Robiła je pod fałszywymi nazwiskami, z włosami w innym kolorze,
niosąc dodatkowe dziesięć kilogramów, nie miała jeszcze zrobionych cycków, była
nieletnia i na taką wyglądała. Ale nie można zaprzeczyć, że to ona.
Layne uśmiechnął się, nie
dlatego, że życie Marissy Gibbons było do kitu, ale dlatego, że kochał to, że Astley pieprzył się z
gwiazdą porno. Bez wątpienia wciąż był gówniany w łóżku, ale przynajmniej ona miała
umiejętności, by przekonać go, że tak nie było.
Devin patrzył, jak się
uśmiechał i potrząsnął głową, pochylając się jeszcze bliżej.
– Wyszła z tego gówna,
Tanner. Nie wiem, jak to zrobiła, ale zrobiła. Chodzi do IUPUI, studiuje, by
zostać pracownikiem socjalnym. Odmieniła swoje życie. Jak to gówno uderzy, bez
względu na to, jak wielkie są wokół niej imiona, ona jest twarzą tego na…
cholerne… zawsze. Książki historyczne, chłopcze. Encyklopedie internetowe.
Wygooglujesz jej imię i ona może wyleczyć głód na świecie, ale to będzie pierwsza
rzecz, którą zobaczysz. Nigdy więcej Pacemate, oddział ją rzuci. Rzuci szkołę.
Wróci do tego, co zna. Dajesz coś na Astley’a, zniszczysz jej życie. Obaj wiemy, że to nie był dobry wybór dla niej, aby
przypiąć swoją gwiazdę do jego lub jak to zrobiła, ale teraz wiemy, dlaczego to
zrobiła. Chcesz, żebym to użył, użyję. Nawet wykorzystam to wszystko, co
oznacza, że ześle ją, zanim cię zaatakuje, bez względu na to, jak to się stanie. Ale jak on nie gryzie, idziesz na
odległość, pokonujesz ją. Nie jest dobrą kobietą, ponieważ nie miała wzorów do naśladowania, ale mimo to jak diabli próbuje się
nauczyć, jak być jedną z takich. Jak zrobisz to, cofniesz ją do tego zadania,
myślę, że nieodwołalnie - Devin usiadł i dokończył – Jak mówiłem, twój wybór.
Layne wpatrywał się w Devina
i podjął decyzję.
– Oprzyj się na nich obu –
rozkazał.
Brwi Devina uniosły się do
góry - Co?
- Idź do niej, powiedz jej,
co masz na niego i co masz na nią. Pornografia przeszła czy nie, ona może robić
to lepiej. Kurwa, każdy może zrobić
lepiej – wyjaśnił Layne - Domyślam się tutaj, że to mają to nie miłość, więc wyświadczamy
jej przysługę. Ona napiera na niego z jednej strony, my napieramy z drugiej.
Współpracujemy z nią, trenujemy ją, gramy dobrze, on jej płaci, ustalamy się z
Rocky i obie radzą sobie z życiem bez niego w nim, ale jego gotówką na
rachunkach.
Layne pochylił się i
kontynuował.
- Jak on nadal nie gra tak,
jak chcemy, przechodzisz jeden po drugim przez Komitet Republikański. Wyłożę
pieniądze, że jeden z nich się załamie, a położę więcej, że będzie to pierwszy,
z którym porozmawiasz, zwłaszcza że to nie jest szantaż, sprzedajesz to cicho.
Nie będą musieli niczego wyrzucać poza niewielką presją. Astley może myśleć, że
jest nietykalny przeze mnie, przez Roc, ale ci chłopcy potrafią go przekonać do
czegoś innego.
Devin uśmiechnął się i
odchylił do tyłu, mówiąc - Lubię twój styl myślenia, chłopcze.
Layne podniósł się z fotela,
odpowiadając - Powinieneś, nauczyłeś mnie myśleć - Przesunął się na bok kanapy,
zatrzymał się i spojrzał na swojego przyjaciela - tracisz wyczucie, staruszku,
powinieneś tak to nazwać pięć lat temu.
- Szczęście dla mnie, byłem
na tyle dalekowzroczny, aby wyszkolić mojego zastępcę, zanim pojawiła się
demencja – odpalił Devin.
Layne powstrzymał uśmiech i
potrząsnął głową, mrucząc - Idę do łóżka.
– Nie obwiniam cię – mruknął
Dev, jego oczy skierowały się na telewizor. Layne zawahał się, po czym zapytał
– Mama była w porządku z Roc, kiedy mnie nie było?
Devin nie odwrócił wzroku od
telewizora – Ponieważ obaj twoi chłopcy rzucili się na stronę Rocky, to tak -
Odwrócił głowę do Layne’a.
- Są dobrymi sędziami
charakteru, tak jak ja.
To nie brzmiało dobrze.
- Obaj się rzucili? – zapytał
Layne.
- Nie padło ani słowo, ale ślepy,
głuchy i niemy wiedzieliby, że jest im ciepło jak w wodach Karaibów z Rocky,
mroźnie jak na Arktyce z twoją mamą.
Oczy Dev ponownie stały się
intensywne, zanim kontynuował.
- Nie pytałeś mnie o radę,
ale ja ci jej udzielę. Nie wiem, co się wydarzyło, kiedy mnie tu nie było, ale
wiem, że w następstwie nie było dobrze. Więc lepiej powiedz tej kobiecie, żeby
wyjęła głowę z dupy. Kochają ją, ale to twoi chłopcy. Widzą to czułe miejsce,
które ma Rocky, i tak jak ty, ruszają, by je chronić. Mało tego, ona cię
uszczęśliwia w sposób, w jaki twoja mama sprzątająca twój dom i robiąca ciasto
nigdy cię nie uszczęśliwi, a oni tego dla ciebie chcą. To walka, której nigdy
nie wygra i lepiej, żeby była mądra, zanim straci dużo więcej, niż się
spodziewała.
– Roc jest silniejsza niż
myślisz, Dev – powiedział cicho Layne.
– Jak tak myślisz, to lepiej
przyjrzyj się bliżej, Tanner, bo ona na pewno cholernie nie jest – odpowiedział
Dev równie cicho, a mięśnie szyi Layne’a znów napięły się - Rozumiem, jak się
powstrzymujesz i pozwalasz kobietom toczyć walkę, i normalnie zgadzam się z tą
grą. Ale nie tutaj. Stąpasz po cienkim lodzie, chłopcze, i lepiej uważaj na
każdy krok, bo jak upadniesz, te wody są bardzo zimne i wiesz o tym, bo żyjesz
w nich od dawna. Jak nie chcesz, żeby te wody znowu się nad tobą zamknęły,
Tanner, zamień słowo ze swoją mamą.
Layne westchnął, a potem
skinął głową, po zachowaniu matki tego wiedząc, że dnia Dev mówił prawdę, ale
chciał o tym porozmawiać z matką tak, jak chciał wczoraj rozmawiać z Gabby.
Dev spojrzał na niego, a
potem spojrzał na telewizor.
– Dobranoc, staruszku –
mruknął Layne, skręcając w stronę schodów.
- Noc, chłopcze - Usłyszał,
jak Dev mamrocze w odpowiedzi.
Layne był w połowie schodów,
kiedy usłyszał, jak Tripp mówi - Jezu, Jas, przekroczysz limit SMS-ów i tata
będzie wkurzony.
Wpadł na szczyt schodów, by
zobaczyć Trippa przy biurku i Jaspera z plecami do ławki, ze zgiętymi kolanami,
podeszwami stóp na ławce, z telefonem komórkowym przyciśniętym do twarzy, gdy
odpowiedział - Tata będzie spoko. On rozumie, że zajmuję się twoją małą.
– To prawda, Jas – wtrącił
Layne, a Tripp obrócił się, by na niego spojrzeć, gdy Jasper odwrócił głowę, a
jego wzrok skupił się na Layne – Mimo wszystko przekroczysz swój limit, będę
wkurzony.
– Jest gorąca, tato. Muszę ją
uzależnić, żeby nikt się nie wprowadził – wyjaśnił Jasper.
- Chłopcze, jak myślisz,
dlaczego kupiłem ci ten cholerny samochód? – zapytał Layne. Zatrzymał się i
skrzyżował ręce na piersi - W tej chwili, kiedy tak się czujesz, przestajesz
grać spokojnego i jej tyłek jest tutaj lub twój tyłek jest tam, wskazujesz
swoje roszczenie i nie robisz tego przez pieprzone SMS-y.
Jasper usiadł, spuszczając
nogi okrakiem na ławce - Będziesz spoko, kiedy Keirry będzie tu, kiedy nie ma
cię?
- Dopóki nie muszę ustawiać
łóżeczka w kącie twojej sypialni. To znaczy, jeśli wygram walkę wręcz, broniąc
mojego syna przed szałem Joe Callahana – odpowiedział Layne.
Jasper uśmiechnął się i
skrzyżował telefon komórkowy na sercu, zanim uniósł go w powietrze - Przysięgam.
Gentleman. Całkowicie.
Layne wpatrywał się w syna, a
potem spojrzał na Trippa, który również się do niego uśmiechał i który
postanowił dodać - Rodzice Giselle Speakmon są całkowicie religijni. Kiedy tam
wejdę i zaczniemy się spotykać, dla mnie też nie będzie żadnych kołysek, tato,
bo myślę, że każą jej nosić jeden z tych pasów cnoty, wiedząc, że Jas jest moim
bratem i w ogóle.
Layne poczuł, że jego brwi podjeżdżają
do góry i pokonywał wszelkie myśli o tym, że jego najmłodszy byłby aktywny
seksualnie. Jasper był pierworodnym chłopcem, jego skok w męskość Layne wykonał
bez wahania. Tripp wciąż był w jego oczach tylko dzieckiem.
Layne nie był gotowy, żeby
tam iść, nie przez długi, pieprzony czas.
Mimo to zapytał - Lubisz ją?
Tripp skinął głową - Skłoniłem
ją do rozmowy ze mną, jest fajna i potrafi być zabawna, w cichy sposób, to jest
trochę niesamowite.
– Była dzisiaj w kościele? –
zapytał Layne, a Tripp ponownie skinął głową, a jego uśmiech się poszerzył.
– Tak, była tą blondynką,
która siedziała obok TJ w kościele.
Layne poczuł, jak jego ciało
się zaciska, gdy spojrzał na swojego chłopca – Tuż obok niego? - zapytał cicho.
Uśmiech Trippa zniknął, kiedy
usłyszał ton ojca i odpowiedział cicho - Tak.
- Ona też tu jest po szkole
albo ty tam jesteś. Jasper was podwiezie - rozkazał natychmiast Layne.
- Jej rodzice nie… - zaczął
Tripp, a Layne przerwał mu.
– W takim razie powołaj się
na Rocky. Nawet jeśli jej rodzina jest religijna, nie będą kwestionować Roc.
Jak dowiedzą, że tu jest, będą wiedzieć, że Giselle jest dobra. Mnie nie będzie
tutaj ani Roc, będziemy w jej mieszkaniu, jesteś tu z Giselle, a ja porozmawiam
z Rocky.
– Tato – głos Trippa wciąż
był wyciszony - Ona jest spoko. Jest tam, ponieważ jest religijna. Chyba nawet
nie lubi TJ.
Layne poczuł, jak ściska go w
żołądku - Siedziała tuż obok niego, kolego.
- Ona niego nie lubi, ale on
bardzo ją lubi - odparł Tripp, a żołądek Layne’a skręcił się.
- Ona jest tutaj albo ty tam.
Przywiążesz ją w taki czy inny sposób, Tripp, rozumiesz? – zapytał Layne i Tripp
zbladł.
- Myślisz…? - Tripp zaczął
pytać, a Layne znowu mu przerwał.
– Nie myślę, Tripp, ty też
nie. To jest teraz, ruszamy od tego, a ty przywiążesz Giselle i jesteś
przyklejony do niej na spotkaniach Grup Młodzieży - Layne wpatrywał się w syna
i dokończył - Teraz, rozumiesz mnie?
- Rozumiem - szepnął Tripp.
- Ma telefon komórkowy? –
zapytał Layne, a Tripp skinął głową – Masz jej numer? - Layne kontynuował, a
Tripp ponownie skinął głową, więc Layne skinął głową – Idź napisz do niej
teraz.
Tripp zsunął się z krzesła i
wyszeptał - Rozumiem - po czym poszedł do pokoju Jaspera.
Layne spojrzał na Jasa, aby
zobaczyć, że jego syn skupia się na nim i rozkazał - Masz go chronić.
– Giselle jest faworytą, tato
– mruknął Jasper.
– Masz chronić jego pieprzone
plecy – odparł Layne. Jas spojrzał mu w oczy i skinął głową - Chcę adres lub
markę, model i kolor jego samochodu do jutra, kolego - rozkazał Layne.
- Dostaniesz - zapewnił go
Jasper, a Layne podszedł bliżej, aby spojrzeć na swojego chłopca.
– Wystarczy tej finezji –
powiedział cicho Layne - ruszamy ostro do przodu.
Jasper skinął mu głową, a
Layne kontynuował.
- Nie musisz być w tym spoko.
On się orientuje, mam to w dupie, chyba że ty i twój brat jesteście w środku
tego gówna. To znaczy, że grasz spoko,
mądrze, chronisz plecy Trippa, słuchasz intuicji i komunikujesz się ze mną. Jak idziesz korytarzami, wiesz, kto idzie
za tobą. Jak rozmawiasz z dzieckiem z Grupy Młodzieżowej, zwracasz uwagę na to,
co dzieje się na jego twarzy, a nie na to, co wychodzi z ich ust. Zwracasz też
uwagę na to, kto może podsłuchiwać. Jak jedziesz drogą, sprawdzasz lusterka
wsteczne. Jeśli widzisz samochód więcej niż raz na dupie, dostajesz numery.
Rozumiesz?
– Tak, tato – wyszeptał
Jasper.
- Jak jesteś w tym domu,
alarm jest uzbrojony. Przez cały czas, Jas.
- Racja.
- Roc jest na jego radarze i
Tripp zgłosił dzisiaj do niej roszczenie. Z tego powodu, gdy zaświta światło,
będzie wiedział, gdzie ona w tym siedzi. To znaczy, że jak nie ma mnie w
pobliżu, ją też chronisz.
- Jasne.
- Ma jeszcze inne faworytki?
– zapytał Layne, a Jasper skinął głową.
- Alexis McGraw.
- Rudowłosa dzisiaj?
- Tak.
- Jakieś pomysły, jak
utrzymać ją z dala?
Jasper potrząsnął głową - Jest
głęboko. Myśli, że on jest gównem. Zawsze są razem.
– Kurwa – szepnął Layne.
- Pomyślę o tym. Kiedyś miała
słabość do Setha. Może…
Layne mu przerwał – Seth ma
wystarczająco dużo do czynienia.
– Tak, co oznacza, jak sądzę,
oderwanie jego myśli od tego gówna dobrze mu zrobi – odparł Jasper - Rozmawialiśmy
o tym, zanim Tripp i ja zaczęliśmy działać pod przykrywką, a Seth uważa, że to
przerażające, bo wszyscy też się wycofują. Myślę, że wszedłby na pokład i byłby
spoko, tato. Od wczoraj zrobiłby wszystko dla ciebie i Rocky. Alexis jest uczennicą
pierwszej klasy, a Seth seniorem, ale jest urocza i nie jest to niespotykane.
Jamie jest seniorem i spotyka się z taką z pierwszego roku, a Seth i Jamie są
ze sobą bliscy.
Layne skinął głową i zapytał
- Jakieś błyskotliwe pomysły, jak zamknąć resztę?
- Tak - szepnął Jasper i
wstał, opróżniając ławkę do ćwiczeń i zbliżając go do swojego staruszka - Jak nie
musimy już grać spoko, zaczynam kampanię. Dzieci myślą, że to dziwne, nauczyciele
myślą, że to dziwne, ale nikt o tym nie mówi. O tym wszystkim jest naprawdę
cicho. Szepty. Będę rozmawiał o tym. Zrobię to tak, jakby to był żart. Niechby
Seth i część zespołu poszli ze mną. Zaczniemy się pieprzyć z Grupą Młodzieży, a
w szkole sprawimy, żeby to było niefajnie, poza pójściem na gówno i chichotaniem.
Miejsce do zabawy i podrywania dziewczyn.
- Nie wiem, Jas, odważna gra,
ale może mieć odwrotny skutek, sprawić, że oddani będą bardziej oddani i
sprawić, że dzieci będą popularne, nawet jeśli są wypieprzone, co może sprawić,
że więcej dziewczyn stanie się zagrożona. Jeśli Giselle jest religijna, to
również stawia Trippa w takim miejscu. Będzie chciała myśleć, że on też się tym
interesuje, a jej rodzina na pewno będzie chciała tak myśleć, jeśli on będzie
chciał z nią spędzić czas.
- Tylko dlatego, że rodzina
Giselle jest religijna, nie oznacza, że musi chodzić do Grupy Młodzieżowej –
odpowiedział Jasper - Tripp może ją zagrać, a ostatecznie nadal jest nieśmiałą
dziewczyną, która ma szansę na jedynego pierwszoklasisty w drużynie
piłkarskiej. Jak ona będzie naciskała, że woli być z Tripp’em, jej rodzice się
ugną. Drugie gówno, zostaw to mnie.
Layne uśmiechnął się i
zapytał - Dużo rodziców się ugina?
Jasper odwzajemnił uśmiech - Całkowicie.
Zwłaszcza dziewczyn. Jak myślisz, jak puknąłem tak wiele? To znaczy przed
Keirą.
– Jasper Layne, ogier
futbolowy – mruknął Layne, wciąż się uśmiechając.
- Wypadł z rynku – mruknął
Jasper, również wciąż się uśmiechając - Zupełnie jak jego tata.
Layne zachichotał, gdy
podniósł rękę i owinął ją wokół szyi chłopca, wciągnął go do siebie i
delikatnie zderzył się z nim, zanim go puścił.
- W porządku, kolego, grasz
tak, jak czujesz, ale komunikujesz się ze mną. Okej?
- Okej.
– Dzwoniłeś dzisiaj do mamy?
– zapytał Layne.
– Tak, dwa razy –
odpowiedział Jas.
– Dobry facet – mruknął Layne
- Odrobiłeś pracę domową i jutro podziękuj babci za posprzątanie pokoju.
Zasługuje na to, zwłaszcza, że dla większości ludzi była to strefa zakazana i
myślę, że Keira będzie spędzała w niej czas, a my nie będziemy chcieli spieszyć
z nią do szpitala po tym, jak zostanie narażona na opary.
Jasper potrząsnął głową,
uśmiechając się - Nie było tak źle.
- Chłopcze - była jedyną
odpowiedzią Layne’a, gdy odwrócił się, by odejść, ale rozmyślił się i odwrócił
- Zrozumiałeś diagramy swoich zdań?
Uśmiech Jaspera zgasł i
wyglądał na zdezorientowanego - Co?
- Twoje zdania. Czy Roc pomogła
ci w diagramach?
- O tak. Jasne – wymamrotał
Jasper.
- Jas? - Layne zwrócił na siebie
uwagę syna - Czy miałeś zdania do diagramu?
- Tak – odpowiedział Jas, a
Layne spojrzał na niego, więc oczy Jaspera powędrowały do podwójnych drzwi.
Przeszedł dwa kroki, o które odsunął się Layne i szepnął - Dwa tygodnie temu.
Dostałem C za zadanie. Następnym razem poproszę Roc o pomoc, zanim dostanę ocenę końcową.
Layne przełknął śmiech, zanim
wymamrotał - Dobry wybór.
Potem Layne odwrócił się do
swojego pokoju i podszedł do drzwi, gdy usłyszał, jak Jasper mówi - Noc, tato.
- Noc, kolego - odpowiedział
Layne i otworzył drzwi.
Rocky leżała ukośnie na
łóżku, na brzuchu, z rozłożonymi przed sobą papierami, z długopisem w dłoni,
bosymi stopami kiwającymi się w powietrzu. Layne wiedział, że Jasper nie musiał
szeptać swojego sekretu, bo miała słuchawki w uszach, odtwarzacz MP3 na łóżku i
z dźwiękiem oraz jej koncentracją na papierach nie zauważyła, że wszedł.
Okrążył szeroko łóżko, aż
stanął obok niej, a potem ruszył na nią.
Położył kolano na łóżku i posunął
się do przodu z rękami po obu jej stronach, kiedy krzyknęła, skoczyła i zaczęła
się odwracać, ale uderzył ją w plecy torsem i przyszpilił ją do łóżka.
Wyjęła słuchawkę, usłyszał
przez nią muzykę i wykręciła szyję, by powiedzieć - Layne, wystraszyłeś mnie
jak diabli.
Nie odpowiedział. Uśmiechnął
się do niej, zanim pochylił się okrążając ją, przykładając usta z przeciwnej
strony jej szyi niż wsunął rękę w jej włosy i wyciągnął jej cholerny kucyk.
Zostawił ją i jej włosy były rozpuszczone, co mu się podobało, więc teraz znowu
miały być rozpuszczone.
- Czy możesz przestać wyciągać mi gumki z kucyków? -
zapytała, brzmiąc na zirytowaną i próbując się przetoczyć. Ale przesunął ustami
w górę jej szyi, a potem przygryzł jej ucho zębami i przestała się przewracać.
– Nie lubię ich – szepnął jej
do ucha.
- Nie obchodzi mnie to –
odpowiedziała - Ja lubię.
- Nie obchodzi mnie to -
Przesunął językiem po krzywiźnie jej ucha i jej ciało zamarło – Ja nie lubię –
zakończył.
- Layne.
To było to. Na wydechu.
Potrzebujące. Piękne.
- Albo będziesz musiała
poczekać, mała, albo pozwolisz mi się zakneblować, albo znowu wypieprzę cię w
szafie. Chłopcy używają siłowni do nauki i opieprzania się – powiedział miękko
jej do ucha.
– Poczekam – szepnęła,
podniósł głowę i skręciła szyję, żeby na niego spojrzeć - Nie kładą się do
późna?
Uśmiechnął się do niej,
pochylił się i dotknął ustami jej ust, zanim zasugerował - Możemy wziąć
prysznic.
– Hmmm – wymamrotała, a jej wzrok
opadł na jego usta.
Podobał mu się jej wzrok na
jego ustach, tak bardzo, że gdyby coś z tym zrobił, nie doszliby pod prysznic.
Więc spojrzał na jej papiery, myśląc, że zobaczy zadania domowe, ale tak nie
było.
- Co robisz? – zapytał,
przeglądając papiery.
Poruszyła głową i zobaczył,
że też spojrzała w dół.
- Planuję lekcję –
odpowiedziała, a potem wykręciła szyję, by znów być na wprost niego - W
przyszłym tygodniu zaczynamy Zabić drozda.
To mój ulubiony tydzień w semestrze.
Rozumiał to. To była jej
ulubiona książka. Czytał ją w liceum, uważał, że jest całkiem niezła, ale nie
myślał o niej zbyt wiele, dopóki nie zaczęła o tym mówić. Ponieważ tak bardzo
ją kochała, przeczytał ją ponownie i docenił o wiele bardziej. Jego ulubioną
książką była Rzeźnia numer pięć,
wtedy i teraz, ale Zabić drozda było
tuż za nią. Patrząc na jej twarz, nagle zdał sobie sprawę, że zapłaciłby
pieniądze, aby zobaczyć, jak tego uczyła.
– Prawie zrobione? - zapytał.
- Prawie – odpowiedziała –
już miałam kończyć.
– Dobrze – mruknął, odgarnął
jej włosy z szyi, ponownie pocałował skórę i spojrzał na nią - Idę zrobić kawę
i zabezpieczyć dom. Spotkamy się pod prysznicem.
Zaczął od niej odrywać, ale
złapała go mówiąc - Okej, ale nie możesz zamoczyć mi włosów.
Spojrzał jej w oczy, zanim
zapytał - Słucham?
– Nie możesz zmoczyć moich
włosów, bo jeśli to zrobisz, będę musiała je ułożyć przed pójściem spać, a to
potrwa wieczność i…
Przerwał jej - Kochanie,
twoje włosy będą mokre.
– Layne…
- Ułożysz je jutro.
– Nie mogę, to będzie…
Layne stoczył się z niej,
pociągnął ją na siebie, a potem przewrócił ją na plecy, ze sobą na niej. Potem
pocałował ją, aż jej ramiona zacisnęły się mocno wokół jego pleców, jej noga
owinęła się wokół jego biodra i zamiauczała w jego usta.
Podniósł głowę i wyszeptał - Twoje
włosy będą mokre i jutro je ułożysz, tak?
- Tak - odszepnęła
natychmiast, z półprzymkniętymi oczami i ramionami ciasno wokół niego.
Chryste, była słodka i gorąca.
- Popatrz na mnie tak przez
sekundę dłużej, pączuszku, a będę miał w dupie, że moi chłopcy słyszą twoje
jęki - ostrzegł, jej oczy rozszerzyły się i uśmiechnął się, zanim otarł usta o
jej i rozkazał - Skończ, a potem pod prysznic.
– Racja – mruknęła.
Layne odsunął się siadając, a
Rocky przewróciła się na brzuch.
Potem zszedł na dół, wypuścił
psa po raz ostatni, przygotował dzbanek do kawy na rano, wpuścił psa i
zabezpieczył dom. Powiedział ostatnią rundę wszystkim dobranoc, poszedł do
swojego pokoju i usłyszał, jak leci prysznic.
Spotkał tam swoją kobietę,
jej włosy zmoczyły się i sprawił, że niektóre jej części stały się bardziej
mokre.
W końcu woda nie musiała
zagłuszyć jej jęków, odkąd Layne wykonał tę pracę ustami.
Potem oglądał wiadomości,
ramionami opierając się o wezgłowie łóżka z mokrymi, splątanymi włosami śpiącej
Rocky rozrzuconymi na jego klatce piersiowej, gdy przyszpiliła go do łóżka.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńMamuśka jest irytująca 😉
OdpowiedzUsuń