piątek, 17 czerwca 2022

18 - Życie i czasy Tannera Layne’a

 

Rozdział 18

Życie i czasy Tannera Layne’a

 

 

 

Layne chwycił swoje papierosy, swoją komórkę i wyszedł na zewnątrz, starając się nie zabić swojej matki.

Odsunął drzwi, wyszedł na zewnątrz, przesunął je i usiadł przy stole.

Wytrząsnął papierosa i odpalił go.

Vera spędziła popołudnie i wieczór na podróży po pasie wspomnień i ciągnąc za sobą Layne’a, Jaspera i Trippa.

Zapytała ich, czy pamiętają, jak Layne poleciał ich wszystkich do Sedony na ferie wiosenne, a chłopcy jeździli konno.

Zapytała ich, czy pamiętają, jak Layne poleciał z nimi wszystkimi na Boże Narodzenie do Kolorado, kiedy pojechali do Winter Park, a chłopcy pojechali na narty.

Zapytała ich, czy pamiętają, jak cztery lata temu przyjechali na Florydę i „wasz ojciec poznał tę uroczą kobietę Cassie i został poza domem przez całą noc”.

Zapytała ich, podając ciasto Milky Way, czy pamiętali, że dwa lata temu pojechali do LA na jego urodziny, i nauczyła „tę słodką Melody”, jak zrobić ulubione ciasto Layne’a.

Początkowo te historie całkowicie odbijały się od Rocky, a chłopcy przyłączyli się do swojej babci. Rocky była zbyt zajęty kibicowaniem Coltom, jedząc śmieciowe jedzenie i waląc pięściami z Tripp’em za każdym razem, gdy Colty wykonały świetne zagranie, by wciągnąć się w nową brudną grę Very.

Potem, po niekończących się opowieściach, Rocky zaczęła się męczyć, mniej jadła i zrobiła się cichsza. Jasper zauważył to natychmiast, przestał się przyłączać i zaczął zwracać większą uwagę na pisanie do Keiry niż na swoją babcię lub piłkę nożną.

Potem, kiedy Vera przywołała Cassie, Tripp zamilkł i był tak pochłonięty grą, jakby został poproszony o ponowne odegranie tej gry.

Rocky leżała rozciągnięta przed Layne’em na kanapie, a kiedy Cassie została wspomniana, Rocky znieruchomiała, a Layne stał się twardy. Odczekała dziesięć minut, zsunęła się z kanapy i poszła do łazienki. Kiedy Rocky wróciła, zwinęła się w kłębek na boku kanapy przy jego stopach, z kolanami przyciśniętymi do piersi, z łokciem na podłokietniku, głową w dłoni, wzrokiem utkwionym w grze i zamknęła się w swojej głowie.

Przyjęła kawałek ciasta, po czym odłożyła je na bok po dwóch kęsach, czyli mniej więcej dziesięć sekund po tym, jak Vera oznajmiła, że nauczyła Melody, jak je zrobić.

Mniej więcej pięć sekund po tym, talerz z ciastem Layne’a uderzył z trzaskiem w stół. Vera podskoczyła. Ramiona Trippa opadły. Skupienie Jaspera na telefonie stało się wyraźnie ostre. Ale Rocky nie oderwała oczu od telewizora.

Layne poruszył się. Zsunął się z kanapy, wziął papierosy i komórkę i wyszedł na zewnątrz.

Zaciągnął się i zadzwonił do Merry’ego.

– Dodzwoniłeś się do porucznika Garretta Merrick’a. Nie mogę odebrać, ale zostaw wiadomość, a oddzwonię - usłyszał w uchu.

– Dzwonię dzisiaj trzeci raz, Merry, jak odbierzesz, oddzwoń – warknął Layne do telefonu, wyłączył, zaciągnął się jeszcze raz i podczas wydechu zadzwonił do Dave’a.

- Halo - odpowiedział Dave.

– Dave. Layne.

– Tanner, synu, jak się masz?

– Bywało lepiej, Dave – odpowiedział szczerze Layne. Odpowiedź, o której nie pomyślałby, że udzieli po tym, jak obudził się rano i po tym, co wydarzyło się tego dnia w jego garderobie, ale pieprz go, oto był tam, udzielając jej.

– Posłuchaj, próbowałem złapać Merry’ego. Wiesz, gdzie jest?

– Jest na dyżurze w ten weekend, Tanner, prawdopodobnie jest zajęty – odpowiedział Dave.

To nie była wymówka, by Merry nie odbierał jego telefonów. Merry zawsze odbierał jego telefony.

– Ma coś jeszcze do zrobienia w ten weekend? - naciskał Layne.

- Nie żebym o tym wiedział. Miał gorącą randkę wczoraj wieczorem, ale zawsze ma gorącą randkę. Chłopak musi się ustatkować. Jest za stary na to gówno. Nie wiem, co było nie tak z Mią. Nigdy nie mogłem tego zrozumieć.

Layne też nie mógł. Nie było go w pobliżu, kiedy Merry związał się z Mią, ale znał ją, zanim wyjechał z miasta. Była naprawdę ładną, drobną, rudowłosą dziewczyną z temperamentem pasującym do jej włosów, ale z porąbanym poczuciem humoru i uśmiechem, który prawie dorównywał Rocky, bo nie miała dołka, a Layne nigdy się w niej nie zakochał. Mówiono, że Merry zakochał się i to mocno, a potem wyrwał się bez powodu.

Wyglądało na to, że dzieci Merrick’ów mają wspólną cechę.

Kurwa, naprawdę musiał porozmawiać z Merry’m.

- Dave, czy możesz mu powiedzieć, jeśli go zobaczysz lub usłyszysz coś od niego, że muszę z nim porozmawiać? – zapytał Layne – Tak szybko, jak tylko będzie mógł.

- Jasne, synu, żadnych problemów - Dave przerwał i zapytał - Jak się miewa Roc?

- Wróciliśmy do siebie – ogłosił Layne bez wstępów i spotkało się to z całkowitym milczeniem.

Layne pozwolił, by cisza się przeciągnęła i czekała na odpowiedź Dave’a, który zaciągnął się i wypuścił powietrze.

Wreszcie Dave wyszeptał - Słucham?

– Wróciliśmy do siebie, Dave – powtórzył Layne - W piątek wszystko się zmieniło i przegadaliśmy to zeszłej nocy.

– Przegadaliście to? – powtórzył Dave.

– Tak – odpowiedział Layne i czekał.

- Zostaliście rozdzieleni przez ostatnie prawie dwadzieścia lat i przegadaliście to – powiedział Dave.

– Tak – odparł Layne.

- Jak ona się ma? – zapytał Dave, a to pytanie nic nie dało Layne'owi.

- Byłaby w porządku, ale mama jest tutaj, a nie jest największą fan Roc, więc powiedzmy, że nie idzie tak gładko, jak bym chciał.

– Jest tam Vera?

- Tak.

– O rany – mruknął Dave, znając Verę i mieszkając w tym samym mieście co Vera, dopóki Vera nie przeprowadziła się na Florydę pięć lat temu. Vera nie tylko postanowiła nienawidzić Rocky za złamanie serca Layne’a. Nienawidziła wszystkich Merrick’ów, na równi obwiniając ich wszystkich. Jedyną osobą, której Vera nienawidziła bardziej niż Rocky i jej rodziny, była Gabby, a to tylko dlatego, że Gabby nie tylko dla Layne’a była suką. Dla jego matki też była suką i tak bardzo odbiegała od tego, co Vera miała, kiedy miała Rocky, że ten szczególny nóż wbiła głębiej.

– Chcesz, żebym przyszedł, wyrównać ilość? – zaproponował Dave.

– Zajmę się Roc – odparł Layne.

Potem zapadła cisza - Tanner, cieszę się twoim szczęściem. Cieszę się z powodu Rocky, jeśli to prawdziwe, ale… - Zawahał się, zanim kontynuował - Czy to nie wydaje się nagłe?

Nagłe? Jezu.

– Nie wiem, Dave – odparł Layne. – Chciałem ją odzyskać od osiemnastu lat. Czuła to samo. Byliśmy razem od miesiąca, oboje staraliśmy się to powstrzymać. W piątek to się przebiło. To nie wydaje mi się nagłe.

– Dobrze – szepnął Dave.

– Masz mi coś, żeby mi dać? – zapytał Layne.

- Coś ci dać? – spytał Dave.

– Tak, cokolwiek, żeby mi dać – powtórzył Layne.

- Jak co? – zapytał Dave.

Cokolwiek – odparł Layne, tracąc cierpliwość.

Dave milczał.

Layne stracił cierpliwość.

– Dave…

Dave mu przerwał – Dam ci to, Tanner. Powiem ci, że straciłem wiarę w Boga tej nocy, kiedy zabrał mi Cecylię, ale gdybym w Niego wierzył, modliłbym się, aby tak się stało. Więc teraz, kiedy to się stało, sprawiło to, że pomyślałem, że może w końcu wkroczył z powrotem.

To stwierdzenie sprawiło, że Layne zamilkł.

– Cieszę się z twojego powodu, synu, jestem szczęśliwy z powodu Rocky. Najwyższy czas – wyszeptał Dave i Layne usłyszał rozłączenie.

Upuścił telefon, zaciągnął się papierosem i odwrócił się, by zajrzeć do domu i zobaczyć Verę siedzącą w swoim fotelu z zadowolonym uśmiechem na twarzy. Nie widział Trippa, ale Jasper wpatrywał się w swoją babcię, jego profil nie był szczęśliwy, a Rocky kroczyła dumnie po schodach.

Kurwa, powiedziała coś innego.

Layne zmiażdżył papierosa i wszedł do domu w chwili, gdy Rocky zniknęła za szczytem schodów, kierując się do jego pokoju.

Layne ruszył za nią.

- Tanner - powiedziała Vera – Nie powinieneś palić. Nawet jednego…

Przestała mówić, a jej usta się zacisnęły, gdy wzrok Layne’a uderzył w nią i przeczytała, co w nim było.

Layne wchodził po dwa stopnie naraz.

Znalazł Rocky w swoim łóżku, plecami do wezgłowia, z podniesionymi kolanami, ramieniem otaczającym łydki, poduszką wciśniętą między klatkę piersiową i uda, policzkiem przy kolanie i wyciągniętą ręką, by skierować pilota na telewizor.

Jej głowa podniosła się, kiedy wszedł.

– Hej – powiedziała cicho.

- Hej - odpowiedział, podszedł prosto do łóżka i wspiął się do środka.

Patrzyła, jak to robi, jej twarz była pusta, wyraźnie była zamknięta w jej głowie. Kiedy się usadowił, wróciła do pilota, przełączając kanały w telewizorze.

- Jestem wykończona - wymamrotała swoją fikcyjną wymówkę, by opuścić salon.

Layne pochylił się, wyciągnął pilota z jej ręki, wyłączył telewizor, rzucił go w nogi łóżka, a potem chwycił poduszkę, którą trzymała Rocky i wyciągnął ją. Podniosła głowę, a on wsunął poduszkę za plecy przy wezgłowiu, a potem położył się na niej. Chwycił ją za rękę, szarpnął ją do przodu, aż straciła równowagę i wylądowała z ręką na jego klatce piersiowej, z ciałem na boku i głową na jego ramieniu.

Jej głowa uniosła się do góry, do tyłu i zaczęła się odsuwać, by patrzeć na niego.

- Layne… - zaczęła.

Przerwał jej - Nie zamykaj się w głowie, pączuszku. Mów do mnie.

Jej głowa przechyliła się na bok - O czym?

- Cassie była przygodą na jedną noc - powiedział jej wprost.

Jej oczy rozszerzyły się, a potem się zamknęły. Layne zignorował to i mówił dalej.

– Mama zabrała chłopców do Disneyworldu. Nie jestem typem faceta z Disneyworldu, więc nie pojechałem z nimi. Wyjeżdżali o świcie, a ja wyszedłem poprzedniego wieczoru, żeby spotkać się z przyjacielem, który mieszka teraz na Florydzie. Spotkałem Cassie, kiedy byliśmy poza domem. Wróciłem do domu, gdy wyjeżdżali, a mama nie jest głupia. Ale Cassie znała mojego przyjaciela, dał jej mój numer, zadzwoniła na moją komórkę, kiedy jeszcze tam byliśmy i mama odebrała. Mama nigdy jej nie spotkała, a ja widziałem ją tylko raz.

– Nie musisz mi tego wyjaśniać, Layne.

– Tak, Roc, muszę.

Pustka zniknęła z jej oczu, gdy zaczęły się zapalać, a potem powiedziała – W porządku, w takim razie nie chcę, żebyś mi to wyjaśniał, Layne.

– Wiem, że nie chcesz, ale potrzebujesz, żebym to zrobił.

– Nie sądzę.

- Ja sądzę.

- Czemu?

- Bo miałem życie przez osiemnaście lat i usłyszysz o tym, a kiedy usłyszysz, będziesz zdenerwowana lub twoje uczucia będą zranione, chcę, żebyś ze mną o tym porozmawiała i nie zamykała się w głowie.

- Zamykam się w głowie, żeby uporządkować myśli - powiedziała mu.

- Tak, kochanie, ale kiedy zamknęłaś się w swojej głowie i zablokowałaś mnie.

Zamarła przy nim, a potem zaczęła się odsuwać, ale szarpnął ją do tyłu, a kiedy szarpała się, przewrócił się tak, że leżała na plecach, a jego ciężar spoczywał na niej.

Znieruchomiała i spojrzała na niego.

- Dlaczego zawsze proszę cię, żebyś ze mnie zszedł? - warknęła.

- Nie wiem, prawdopodobnie dlatego, że zawsze próbujesz wystartować, kiedy nie skończyłem z tobą rozmawiać - uciął.

– Zejdź ze mnie – odgryzła się.

– Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać – odpalił.

– Skończyliśmy – poinformowała go - Widzisz, właśnie rzuciłeś mi to w twarz, co mówi mi, że nie zostawiłeś tego za sobą, a także mówi mi, że nie masz zamiaru przez to przejść, więc może to wszystko było złym pomysłem.

- Nie rzuciłem ci tego w twarz, pączuszku.

– Cholernie dobrze rzuciłeś!

Layne ujął jej policzek w dłonie i zanurzył twarz w jej.

- Jesteś wkurzona na mamę, wyładowujesz to na mnie, a ja staram się to załagodzić. Nie rzucam ci nic w twarz. Próbuję skłonić cię do rozmowy.

– No, może nie chcę rozmawiać.

– Miałem życie, Rocky.

– Wiem.

– Były w nim kobiety.

– Zaufaj mi, Layne, ja to wiem.

– Żadna z nich nie był tobą – kontynuował.

– To też wiem – warknęła.

- Więc, z wyjątkiem tej, którą poślubiłem, bo zaciążyłem ją, żadna z nich nie miała nawet szczoteczki do zębów u mnie.

Zamknęła usta i spojrzała na niego.

Potem zapytała - Naprawdę?

- Naprawdę.

- Nawet szczoteczki do zębów?

- Spotykałem się z Melody przez cztery lata i próbowała zostawić u mnie co najmniej trzy szczoteczki do zębów, pudełko tamponów i majtki. Znalazłem je i włożyłem do jej torebki. W końcu dostała wiadomość i przestała próbować.

Rocky wpatrywała się w niego z rozchylonymi ustami.

Potem zapytała - Dlaczego?

- Dlaczego? – powtórzył Layne.

- Tak dlaczego?

Layne zdjął rękę z jej policzka, odetchnął niecierpliwie i odchylił głowę do tyłu, by spojrzeć na ścianę, po czym spojrzał na nią i wyjaśnił - Mała, bo ona nie była tobą.

Rocky wpatrywała się w niego. Potem ogień w jej oczach zgasł.

– Biedna Melody – wyszeptała, a nie znała nawet połowy.

Layne wiedział, że Melody była w nim głęboko zadurzona. Próbował nawet to dla niej znaleźć. Po prostu nie mógł, ale ona nigdy się nie odsunęła. Próbowała dalej, miała nadzieję, że pewnego dnia się dostanie. Nigdy tego nie zrobiła. Powinien był ją uwolnić wieki temu, ale, nawet jeśli nie była Rocky, była najbliżej niej, jaką miał.

- To z nią skończone – stwierdził Layne, a ciało Rocky rozluźniło się pod nim.

- Wie, jak zrobić ciasto z Milky Way? - zapytała cicho.

- Mama uczyła ją, ale Melody nie jest kucharką. Melody lubi wystroić się, czekać w barze przez półtorej godziny na stolik, a następnie zjeść posiłek za pięćdziesiąt dolarów.

– To nie wygląda na twój styl – zauważyła Rocky.

– Nie jest.

- Lubię się wystroić – poinformowała go – Um… od czasu do czasu.

- Mała, jak włożysz tę sukienkę, którą nosiłaś tamtego wieczoru, zabiorę cię tam, gdzie będziesz mogła się wystroić, nawet co wieczór.

Uśmiechnęła się - To nawet nie jest moja najlepsza sukienka.

Jezu.

- Poważnie? – zapytał Layne.

– Poważnie – odpowiedziała Rocky - Mam taką jedną. Jest bardziej przylegająca, krótsza i…

Brwi Layne’a uniosły się - Bardziej przylegająca?

- Tak.

- I krótsza?

– Uch… tak.

Przewrócił się na plecy, zasłaniając ręką oczy, mrucząc - Cholera. Zabijasz mnie.

Wtoczyła się w niego, położyła rękę na jego klatce piersiowej i zawołała - Layne - Opuścił rękę i spojrzał na nią - Jak cię zabijam?

- Ponieważ Rutledge wpatruje się w twoje cycki, Gaines wpatruje się w twój tyłek, a każdy inny mężczyzna, który patrzy na ciebie, znajduje coś, na co może się gapić. Nie do końca mnie to uszczęśliwia.

– Kochanie – szepnęła - Jeśli założę tę sukienkę, to tylko dla ciebie.

Spojrzał na nią, a jej oczy były zamglone, usta miała miękkie i tak mu się podobało to spojrzenie, to spojrzenie znów skierowane na niego, w końcu, po tylu latach, że podniósł rękę do jej szczęki i przesunął kciukiem po jej kości policzkowej.

Odwróciła twarz we wnętrze jego dłoni, spojrzała na jego klatkę piersiową i szeptała dalej - Nie zamykałam się w głowie z powodu Cassie i Melody - Jej oczy wróciły do jego - To dlatego, że spieprzyłam, a jak twoja mama mówiła, zdałam sobie sprawę, jak bardzo.

- Rocky…

Potrząsnęła głową i mówiła dalej - Ominęły mnie te urodziny, święta Bożego Narodzenia i przejażdżki konne. Próbowałam sobie przypominać, kiedy mówiła, że jeśli bym tego nie zrobiła, Jaspera i Trippa nie byłoby w tym pokoju, ale nie poprawiło mi to samopoczucia.

Layne wtoczył się w nią, obejmując ją ramionami i kładąc oboje na bokach.

– Roc, Słonko, nie wiem, co powiedzieć - I nie wiedział, bo miała rację. Z nią nie byłoby Jaspera ani Trippa, a Layne nie mógł sobie tego wyobrazić. Bez niej miał ich i wiedział, że ma szczęście, bez względu na to, jak popieprzone było po drodze.

- Nie ma nic do powiedzenia. Muszę tylko zamknąć się w głowie i uporządkować myśli.

- Wiem, jak to jest spieprzyć i tęsknić za urodzinami i świętami Bożego Narodzenia z ludźmi, na których ci zależy, mała. A ja spieprzyłem na większy sposób od ciebie, bo nie tęskniłem za jedną osobą, ale za trzema.

– Layne…

- Nie zamykaj się w głowie. Wpuść mnie, a może ci pomogę. Tak?

Wpatrywała się w jego oczy, wypatrując przez chwilę, która doprowadziła do trzech, a potem szepnęła - Tak.

Layne uśmiechnął się do niej i pochylił, by dotknąć jej ust swoimi ustami, ale jej głowa nagle cofnęła się i zatrzymał się.

- Tylko to… - zawahała się - Czy mogę poprosić o to, że to ostatnia rozmowa o wszystkich Cassie i Melody z życia i czasów Tannera Layne’a?

Wciąż się uśmiechał, kiedy przewrócił ją na plecy, pochylił głowę i z ustami na jej ustach mruknął - Tak, mała.

Potem ją pocałował, a Rocky oddała mu pocałunek.

*****

– Czy z Roc wszystko w porządku, tato? - Jasper zawołał, gdy Layne schodził po schodach, zostawiając Rocky w swoim łóżku, bo chciała minuty, żeby „prezentować się”, co, jak sądził, oznaczało, że potrzebowała minuty, by wzmocnić swoją obronę, zanim ponownie zmierzy się z Verą.

Nie wspominając o tym, że potrzebowała minuty, by poprawić swoje ubrania, biorąc pod uwagę, że Layne nie tylko się z nią obcałowywał, ale także ją obmacał.

Layne nawet nie dotarł do połowy schodów, zanim Jas zadał mu pytanie i, zanim dotarł na sam dół, wzrok Very i Trippa był skierowany na niego.

– Jest w porządku, kolego – odpowiedział Layne.

- Zamilkła - zauważył Tripp, gdy Layne podszedł do kanapy.

- Robi tak, kiedy jej uczucia zostają zranione - odpowiedział Layne, a Jas i Tripp spojrzeli na Verę.

Vera spojrzała na telewizor.

- Co zraniło jej uczucia? – spytał Jasper, gdy Layne wyciągnął się na plecach na kanapie, głową opartą na podłokietniku, a jego wzrok powędrował do chłopca.

Jak zwykle Layne dał mu to szczerze.

- Straciła mamę, gdy miała czternaście lat, więc prawie każde jej wspomnienie jest popieprzone. Wspomnienia urodzin i Świąt Bożego Narodzenia przed śmiercią jej mamy są pomieszane gorzkie ze słodkimi, bo miała urodziny i Święta Bożego Narodzenia po śmierci mamy, które nie były tak dobre, bo jej matki nie było, a ona pamiętała, że były lepsze, kiedy ona była. Więc mówienie o tym gównie dzisiaj uświadomiło jej, że ominęło ją to z twoim staruszkiem w tych czasach, kiedy byliśmy osobno i zdenerwowała się tym. Z powodu tego, co stało się z jej mamą, nie radzi sobie z denerwowaniem się tak, jak robią to inni ludzie. Najpierw milknie, potem się wyłącza.

Oczy Jaspera wróciły do babci, ale Tripp zapytał - Ale teraz jest w porządku?

– Jest w porządku, Tripp.

Tripp skinął głową, a potem mruknął - Mam pracę domową - wstał i wszedł na schody, unikając patrzenia na swoją babcię.

– Masz pracę domową, Jas? – zapytał Layne.

- Tak – odpowiedział Jasper.

- Zrobioną? – zapytał Layne.

- Nie - odpowiedział Jasper.

- Chłopcze... - powiedział cicho Layne, a Jasper spojrzał na swoją babcię, a potem na Layne’a.

- Zastanawiałem się, czy Rocky mogłaby mi pomóc. To kompozycje angielskie. Tworzymy diagramy zdań i to głupie. Próbuję to zrozumieć, ale to po prostu nie ma dla mnie sensu. Moja nauczycielka to idiotka i kiedy zapytałem ją po zajęciach, czy poświęciłaby mi trochę czasu, sprawiła, że ja poczułem się jak idiota, ponieważ tego nie rozumiałem.

- Kto jest twoim nauczycielką? – zapytał Layne.

– Pani Reiger.

Layne nie znał pani Reiger. Layne wiedział, że tworzenie diagramów było głupie i jedyną osobą w tym domu, która prawdopodobnie by się nie zgodziła, była Rocky.

- Roc! - krzyknął.

Nastąpiła chwila ciszy, a potem - Co? - Rocky odkrzyknęła.

- Jas potrzebuje twojej pomocy w odrabianiu lekcji! – wrzasnął Layne.

Nastąpiło kolejna chwila ciszy i Layne i Jasper wpatrywali się w siebie, gdy trwało to dłużej. Potem Layne usłyszał ciche kroki na schodach.

– Czego się uczycie, Jas? – usłyszał, jak Rocky pyta ze schodów.

Layne uśmiechnął się do swojego chłopca, a usta Jaspera zadrżały, ale powiedział do Rocky – Diagramy zdań.

– Weź swoje książki, Słonko. Będziemy pracować przy wyspie – zaprosiła Rocky.

Jasper poruszył się, a Layne spojrzał na telewizor, zastanawiając się, czy Jasper rzeczywiście potrzebował pomocy w tworzeniu diagramów zdań, czy po prostu rozgrywał swoją babcię i Rocky.

Prawdopodobnie jedno i drugie.

– Nie powinieneś wypowiadać słowa na „p” przy chłopakach – mruknęła Vera, a Layne wykręcił szyję, żeby spojrzeć na matkę.

Spojrzała mu w oczy i próbowała je przytrzymać, ale w końcu spojrzała z powrotem na telewizor.

– Mamo – zawołał, kiedy to zrobiła, a jej spojrzenie przesunęło się z wahaniem z powrotem na jego.

– Nie wyciągnij znowu tego gówna – szepnął.

Zacisnęła usta i wpatrywała się w niego przez około sekundę, zanim zobaczył błysk łez w jej oczach i spojrzała z powrotem na telewizor.

Layne westchnął.

Drzwi frontowe otworzyły się i Blondie, która leżała na boku drzemiąc przed telewizorem, zerwała się na równe nogi, szczeknęła i pogalopowała do drzwi.

– Cholerny kundel – burknął Devin.

– Jest czystej krwi, Dev – poinformował go Jasper.

– Wciąż jest kundlem – odparł Devin - Proszę Boże, Jezu, Maryjo i Józefie, powiedz mi, że masz whisky - Layne usłyszał wołanie Devina.

Layne nie zawracał sobie głowy podnoszeniem głowy z podłokietnika, kiedy odpowiedział - A jak myślisz?

– Szafka nad ekspresem do kawy – odpowiedział Jas.

– Pieprzone dzięki – mruknął Devin, a Vera spojrzała na niego. Udało jej się opanować łzy, a brwi uniosły się do góry.

Layne zignorował matkę, pochylił się do przodu, złapał pilota ze stolika do kawy i znalazł kolejny mecz footballu.

*****

Layne wszedł do prawie całkiem ciemnego domu. Rzucił klucze na blat kuchenny i zobaczył, jak Dev odwraca głowę, by spojrzeć na niego znad kanapy.

Oglądał telewizję, która przy świetle dochodzącym z góry była jedynym światłem w pokoju.

- Dostałeś coś? – zapytał Dev.

Layne wyjaśnił Dev’owi o TJ Gaines’ie i jego nastoletnim haremie.

Poszedł też do kościoła, żeby sprawdzić, czy może namierzyć Gainesa i po wieczornym nabożeństwie pójść za nim do domu.

Gaines nie uczestniczył w nabożeństwie wieczornym.

– Nie – odpowiedział Layne, wchodząc do domu - Wszystko w jego aktach osobowych jest fałszywe. Pracuję nad tym bez niczego. Dopóki nie oznaczę jego pojazdu i nie pojadę za nim do domu, operuję na ślepo.

Dev skinął głową.

- Jas i Tripp będą zadawać pytania jutro w szkole. Zobaczą, czy uda im się zdobyć markę, model i adres - ciągnął Layne.

Dev ponownie skinął głową.

- Gdzie są wszyscy? – zapytał Layne.

– Chłopcy kłócą się na górze, bo Tripp się uczy, a Jasper powinien się uczyć, ale pisze do Keiry. Twoja mama „wcześniej przeszła na spoczynek”, jej słowa. Rocky weszła na górę zaraz po twojej mamie.

Layne przekręcił się i spojrzał na zegar nad kuchenką mikrofalową. Była zaledwie dziewiąta.

To oznaczało, że Vera czuła się winna. Jas i Tripp prawdopodobnie odrobili pracę domową. Rocky była dziką kartą.

Layne zrzucił skórzaną kurtkę i już miał powiedzieć Dev’owi dobranoc i skierować się w stronę schodów, gdy Dev powiedział - Potrzebuję krótkiego wprowadzenia, chłopcze.

Layne spojrzał na staruszka, zobaczył, że jego twarz jest poważna i skinął głową. Rzucił kurtkę na oparcie kanapy, podszedł do fotela, obrócił go przodem do Deva i rozłożył się wygodnie, kierując wzrok na swojego przyjaciela.

- Wal.

- Mam co nieco na jej byłego-dupka, muszę wiedzieć, jak chcesz, żebym to rozegrał – odpowiedział Dev.

Layne nie miał dobrego przeczucia, skoro Devin pytał. Dev normalnie by o to nie zapytał. Dev normalnie rozegrałby to tak, jak by chciał.

- Co to jest? – zapytał Layne.

- Kontrybucje do kampanii, które, jeśli zostaną upublicznione, sprawią, że on i Partia Republikańska będą się czuć trochę nieswojo – odpowiedział Dev.

Jezu, Rocky poślubiła republikanina. Musiała ciężko pracować, aby przekonać samą siebie, że jest zakochana w kutasie. Zarówno Dave, jak i Merry byli zagorzałymi republikanami, ale Rocky poszła w ślady swojej matki i głosowała na demokratów. W ten sposób przy stole wywiązało się wiele gorących dyskusji politycznych, które emanowały głównie od Rocky, a Layne nauczył się ukrywać swoje poglądy polityczne.

- Przekroczono limit? – zapytał Layne, a Dev pokręcił głową.

- Firmy przykrywkowe założone wyłącznie w celu dokarmiania obecnego gubernatora, który ma swoje łóżko w rezydencji gubernatora. Mogę powiedzieć, że Komitet Republikański wiedział o tym wszystko, ponieważ Astley w nim zasiada. Tak samo spora liczba jego kumpli, wszyscy zapłacili swoje należności, ale Astley był mózgiem.

– Użyj tego – rozkazał Layne, wciąż nie rozumiejąc, dlaczego Dev omawiał z nim tę sprawę.

- Jak to uderzy, to go tam stawia – odpowiedział Dev.

– Nie uderzy, on się wycofa – odparł Layne.

– Facet to dupek, chłopcze, rozumiem, że to rozumiesz, ale nie sądzę, że pojmujesz, jakim jest dupkiem. Myśli, że jest nietykalny.

- On nie jest, nikt nie jest.

- Jak sprawdzi twój blef, nie masz innego wyjścia, jak tylko to ujawnić. Umieszczasz to tam, po pierwsze, robisz sobie cholernie dużo wrogów i to nie HOA. Mówimy tutaj o lokalnych pośrednikach energetycznych. Po drugie, będzie to cyrk medialny.

Layne zrozumiał teraz, dlaczego Devin się wahał.

– Roc jest z dala od niego, Dev – zapewnił Layne.

– To nie Rocky się martwię – odparł Devin, a Layne pokręcił głową.

– Mam przysługi, na które mogę się powołać – przypomniał mu cicho Layne - Nawet jeśli zrobi się gorąco i wejdę na radar potężnych graczy, mam przysługi, na które mogę się powołać, przysługi od ludzi, którzy mogą przebić wszystko, co ma i wiesz o tym.

- Też nie o ciebie się martwię – odpowiedział Dev.

Layne tracił cierpliwość i dlatego zapytał - Gramy w dwadzieścia pytań?

Wtedy Devin mu to dał – Martwię się o Marissę Gibbons.

- Kto to, do cholery, jest? – zapytał Layne.

– Zastępczyni Rocky – odpowiedział Devin i Layne uniósł brwi.

- I przejmuję się tą suką, bo…? – spytał, kiedy Devin nie powiedział nic więcej.

Dev pochylił się w stronę Layne’a, oparł łokcie na kolanach, a jego oczy stały się intensywne, gdy jego głos opadł.

– Przyjmujesz się tą suką, bo jej tata był dilerem narkotyków. Alfonsował jej mamę, dopóki nie odstrzeliła się od obowiązków z powodu przedawkowania, Opieka Społeczna wciągnęła się w sprawę, a Marissa poszła do rodziny zastępczej. Podskakiwała przez chwilę, zdołała zdobyć dyplom ukończenia szkoły średniej, nie mając pojęcia, jak, poza zwykłym cudem, ponieważ poszła w ślady mamy i wpadła w niewłaściwe towarzystwo. A kiedy to mówię, chłopcze, mam na myśli złe towarzystwo. Na własne oczy widziałem wyniki jej kariery aktorskiej. Nie była gwiazdą, ale była dobra. Nawet ja byłem przekonany, że kochała każdą sekundę, kiedy wzięła wielkiego pieprzonego kutasa tak głęboko w gardło, że okazało się, że nie ma żadnego odruchu wymiotnego.

Layne poczuł, jak napinają się mu mięśnie szyi.

- Porno? - wyszeptał.

- Trzy filmy, w żadnym z głównych ról. Robiła je pod fałszywymi nazwiskami, z włosami w innym kolorze, niosąc dodatkowe dziesięć kilogramów, nie miała jeszcze zrobionych cycków, była nieletnia i na taką wyglądała. Ale nie można zaprzeczyć, że to ona.

Layne uśmiechnął się, nie dlatego, że życie Marissy Gibbons było do kitu, ale dlatego, że kochał to, że Astley pieprzył się z gwiazdą porno. Bez wątpienia wciąż był gówniany w łóżku, ale przynajmniej ona miała umiejętności, by przekonać go, że tak nie było.

Devin patrzył, jak się uśmiechał i potrząsnął głową, pochylając się jeszcze bliżej.

– Wyszła z tego gówna, Tanner. Nie wiem, jak to zrobiła, ale zrobiła. Chodzi do IUPUI, studiuje, by zostać pracownikiem socjalnym. Odmieniła swoje życie. Jak to gówno uderzy, bez względu na to, jak wielkie są wokół niej imiona, ona jest twarzą tego na… cholerne… zawsze. Książki historyczne, chłopcze. Encyklopedie internetowe. Wygooglujesz jej imię i ona może wyleczyć głód na świecie, ale to będzie pierwsza rzecz, którą zobaczysz. Nigdy więcej Pacemate, oddział ją rzuci. Rzuci szkołę. Wróci do tego, co zna. Dajesz coś na Astley’a, zniszczysz jej życie. Obaj wiemy, że to nie był dobry wybór dla niej, aby przypiąć swoją gwiazdę do jego lub jak to zrobiła, ale teraz wiemy, dlaczego to zrobiła. Chcesz, żebym to użył, użyję. Nawet wykorzystam to wszystko, co oznacza, że ​​ześle ​​ją, zanim cię zaatakuje, bez względu na to, jak to się stanie. Ale jak on nie gryzie, idziesz na odległość, pokonujesz ją. Nie jest dobrą kobietą, ponieważ nie miała wzorów do naśladowania, ale mimo to jak diabli próbuje się nauczyć, jak być jedną z takich. Jak zrobisz to, cofniesz ją do tego zadania, myślę, że nieodwołalnie - Devin usiadł i dokończył – Jak mówiłem, twój wybór.

Layne wpatrywał się w Devina i podjął decyzję.

– Oprzyj się na nich obu – rozkazał.

Brwi Devina uniosły się do góry - Co?

- Idź do niej, powiedz jej, co masz na niego i co masz na nią. Pornografia przeszła czy nie, ona może robić to lepiej. Kurwa, każdy może zrobić lepiej – wyjaśnił Layne - Domyślam się tutaj, że to mają to nie miłość, więc wyświadczamy jej przysługę. Ona napiera na niego z jednej strony, my napieramy z drugiej. Współpracujemy z nią, trenujemy ją, gramy dobrze, on jej płaci, ustalamy się z Rocky i obie radzą sobie z życiem bez niego w nim, ale jego gotówką na rachunkach.

Layne pochylił się i kontynuował.

- Jak on nadal nie gra tak, jak chcemy, przechodzisz jeden po drugim przez Komitet Republikański. Wyłożę pieniądze, że jeden z nich się załamie, a położę więcej, że będzie to pierwszy, z którym porozmawiasz, zwłaszcza że to nie jest szantaż, sprzedajesz to cicho. Nie będą musieli niczego wyrzucać poza niewielką presją. Astley może myśleć, że jest nietykalny przeze mnie, przez Roc, ale ci chłopcy potrafią go przekonać do czegoś innego.

Devin uśmiechnął się i odchylił do tyłu, mówiąc - Lubię twój styl myślenia, chłopcze.

Layne podniósł się z fotela, odpowiadając - Powinieneś, nauczyłeś mnie myśleć - Przesunął się na bok kanapy, zatrzymał się i spojrzał na swojego przyjaciela - tracisz wyczucie, staruszku, powinieneś tak to nazwać pięć lat temu.

- Szczęście dla mnie, byłem na tyle dalekowzroczny, aby wyszkolić mojego zastępcę, zanim pojawiła się demencja – odpalił Devin.

Layne powstrzymał uśmiech i potrząsnął głową, mrucząc - Idę do łóżka.

– Nie obwiniam cię – mruknął Dev, jego oczy skierowały się na telewizor. Layne zawahał się, po czym zapytał – Mama była w porządku z Roc, kiedy mnie nie było?

Devin nie odwrócił wzroku od telewizora – Ponieważ obaj twoi chłopcy rzucili się na stronę Rocky, to tak - Odwrócił głowę do Layne’a.

- Są dobrymi sędziami charakteru, tak jak ja.

To nie brzmiało dobrze.

- Obaj się rzucili? – zapytał Layne.

- Nie padło ani słowo, ale ślepy, głuchy i niemy wiedzieliby, że jest im ciepło jak w wodach Karaibów z Rocky, mroźnie jak na Arktyce z twoją mamą.

Oczy Dev ponownie stały się intensywne, zanim kontynuował.

- Nie pytałeś mnie o radę, ale ja ci jej udzielę. Nie wiem, co się wydarzyło, kiedy mnie tu nie było, ale wiem, że w następstwie nie było dobrze. Więc lepiej powiedz tej kobiecie, żeby wyjęła głowę z dupy. Kochają ją, ale to twoi chłopcy. Widzą to czułe miejsce, które ma Rocky, i tak jak ty, ruszają, by je chronić. Mało tego, ona cię uszczęśliwia w sposób, w jaki twoja mama sprzątająca twój dom i robiąca ciasto nigdy cię nie uszczęśliwi, a oni tego dla ciebie chcą. To walka, której nigdy nie wygra i lepiej, żeby była mądra, zanim straci dużo więcej, niż się spodziewała.

– Roc jest silniejsza niż myślisz, Dev – powiedział cicho Layne.

– Jak tak myślisz, to lepiej przyjrzyj się bliżej, Tanner, bo ona na pewno cholernie nie jest – odpowiedział Dev równie cicho, a mięśnie szyi Layne’a znów napięły się - Rozumiem, jak się powstrzymujesz i pozwalasz kobietom toczyć walkę, i normalnie zgadzam się z tą grą. Ale nie tutaj. Stąpasz po cienkim lodzie, chłopcze, i lepiej uważaj na każdy krok, bo jak upadniesz, te wody są bardzo zimne i wiesz o tym, bo żyjesz w nich od dawna. Jak nie chcesz, żeby te wody znowu się nad tobą zamknęły, Tanner, zamień słowo ze swoją mamą.

Layne westchnął, a potem skinął głową, po zachowaniu matki tego wiedząc, że dnia Dev mówił prawdę, ale chciał o tym porozmawiać z matką tak, jak chciał wczoraj rozmawiać z Gabby.

Dev spojrzał na niego, a potem spojrzał na telewizor.

– Dobranoc, staruszku – mruknął Layne, skręcając w stronę schodów.

- Noc, chłopcze - Usłyszał, jak Dev mamrocze w odpowiedzi.

Layne był w połowie schodów, kiedy usłyszał, jak Tripp mówi - Jezu, Jas, przekroczysz limit SMS-ów i tata będzie wkurzony.

Wpadł na szczyt schodów, by zobaczyć Trippa przy biurku i Jaspera z plecami do ławki, ze zgiętymi kolanami, podeszwami stóp na ławce, z telefonem komórkowym przyciśniętym do twarzy, gdy odpowiedział - Tata będzie spoko. On rozumie, że zajmuję się twoją małą.

– To prawda, Jas – wtrącił Layne, a Tripp obrócił się, by na niego spojrzeć, gdy Jasper odwrócił głowę, a jego wzrok skupił się na Layne – Mimo wszystko przekroczysz swój limit, będę wkurzony.

– Jest gorąca, tato. Muszę ją uzależnić, żeby nikt się nie wprowadził – wyjaśnił Jasper.

- Chłopcze, jak myślisz, dlaczego kupiłem ci ten cholerny samochód? – zapytał Layne. Zatrzymał się i skrzyżował ręce na piersi - W tej chwili, kiedy tak się czujesz, przestajesz grać spokojnego i jej tyłek jest tutaj lub twój tyłek jest tam, wskazujesz swoje roszczenie i nie robisz tego przez pieprzone SMS-y.

Jasper usiadł, spuszczając nogi okrakiem na ławce - Będziesz spoko, kiedy Keirry będzie tu, kiedy nie ma cię?

- Dopóki nie muszę ustawiać łóżeczka w kącie twojej sypialni. To znaczy, jeśli wygram walkę wręcz, broniąc mojego syna przed szałem Joe Callahana – odpowiedział Layne.

Jasper uśmiechnął się i skrzyżował telefon komórkowy na sercu, zanim uniósł go w powietrze - Przysięgam. Gentleman. Całkowicie.

Layne wpatrywał się w syna, a potem spojrzał na Trippa, który również się do niego uśmiechał i który postanowił dodać - Rodzice Giselle Speakmon są całkowicie religijni. Kiedy tam wejdę i zaczniemy się spotykać, dla mnie też nie będzie żadnych kołysek, tato, bo myślę, że każą jej nosić jeden z tych pasów cnoty, wiedząc, że Jas jest moim bratem i w ogóle.

Layne poczuł, że jego brwi podjeżdżają do góry i pokonywał wszelkie myśli o tym, że jego najmłodszy byłby aktywny seksualnie. Jasper był pierworodnym chłopcem, jego skok w męskość Layne wykonał bez wahania. Tripp wciąż był w jego oczach tylko dzieckiem.

Layne nie był gotowy, żeby tam iść, nie przez długi, pieprzony czas.

Mimo to zapytał - Lubisz ją?

Tripp skinął głową - Skłoniłem ją do rozmowy ze mną, jest fajna i potrafi być zabawna, w cichy sposób, to jest trochę niesamowite.

– Była dzisiaj w kościele? – zapytał Layne, a Tripp ponownie skinął głową, a jego uśmiech się poszerzył.

– Tak, była tą blondynką, która siedziała obok TJ w kościele.

Layne poczuł, jak jego ciało się zaciska, gdy spojrzał na swojego chłopca – Tuż obok niego? - zapytał cicho.

Uśmiech Trippa zniknął, kiedy usłyszał ton ojca i odpowiedział cicho - Tak.

- Ona też tu jest po szkole albo ty tam jesteś. Jasper was podwiezie - rozkazał natychmiast Layne.

- Jej rodzice nie… - zaczął Tripp, a Layne przerwał mu.

– W takim razie powołaj się na Rocky. Nawet jeśli jej rodzina jest religijna, nie będą kwestionować Roc. Jak dowiedzą, że tu jest, będą wiedzieć, że Giselle jest dobra. Mnie nie będzie tutaj ani Roc, będziemy w jej mieszkaniu, jesteś tu z Giselle, a ja porozmawiam z Rocky.

– Tato – głos Trippa wciąż był wyciszony - Ona jest spoko. Jest tam, ponieważ jest religijna. Chyba nawet nie lubi TJ.

Layne poczuł, jak ściska go w żołądku - Siedziała tuż obok niego, kolego.

- Ona niego nie lubi, ale on bardzo ją lubi - odparł Tripp, a żołądek Layne’a skręcił się.

- Ona jest tutaj albo ty tam. Przywiążesz ją w taki czy inny sposób, Tripp, rozumiesz? – zapytał Layne i Tripp zbladł.

- Myślisz…? - Tripp zaczął pytać, a Layne znowu mu przerwał.

– Nie myślę, Tripp, ty też nie. To jest teraz, ruszamy od tego, a ty przywiążesz Giselle i jesteś przyklejony do niej na spotkaniach Grup Młodzieży - Layne wpatrywał się w syna i dokończył - Teraz, rozumiesz mnie?

- Rozumiem - szepnął Tripp.

- Ma telefon komórkowy? – zapytał Layne, a Tripp skinął głową – Masz jej numer? - Layne kontynuował, a Tripp ponownie skinął głową, więc Layne skinął głową – Idź napisz do niej teraz.

Tripp zsunął się z krzesła i wyszeptał - Rozumiem - po czym poszedł do pokoju Jaspera.

Layne spojrzał na Jasa, aby zobaczyć, że jego syn skupia się na nim i rozkazał - Masz go chronić.

– Giselle jest faworytą, tato – mruknął Jasper.

– Masz chronić jego pieprzone plecy – odparł Layne. Jas spojrzał mu w oczy i skinął głową - Chcę adres lub markę, model i kolor jego samochodu do jutra, kolego - rozkazał Layne.

- Dostaniesz - zapewnił go Jasper, a Layne podszedł bliżej, aby spojrzeć na swojego chłopca.

– Wystarczy tej finezji – powiedział cicho Layne - ruszamy ostro do przodu.

Jasper skinął mu głową, a Layne kontynuował.

- Nie musisz być w tym spoko. On się orientuje, mam to w dupie, chyba że ty i twój brat jesteście w środku tego gówna. To znaczy, że grasz spoko, mądrze, chronisz plecy Trippa, słuchasz intuicji i komunikujesz się ze mną. Jak idziesz korytarzami, wiesz, kto idzie za tobą. Jak rozmawiasz z dzieckiem z Grupy Młodzieżowej, zwracasz uwagę na to, co dzieje się na jego twarzy, a nie na to, co wychodzi z ich ust. Zwracasz też uwagę na to, kto może podsłuchiwać. Jak jedziesz drogą, sprawdzasz lusterka wsteczne. Jeśli widzisz samochód więcej niż raz na dupie, dostajesz numery. Rozumiesz?

– Tak, tato – wyszeptał Jasper.

- Jak jesteś w tym domu, alarm jest uzbrojony. Przez cały czas, Jas.

- Racja.

- Roc jest na jego radarze i Tripp zgłosił dzisiaj do niej roszczenie. Z tego powodu, gdy zaświta światło, będzie wiedział, gdzie ona w tym siedzi. To znaczy, że jak nie ma mnie w pobliżu, ją też chronisz.

- Jasne.

- Ma jeszcze inne faworytki? – zapytał Layne, a Jasper skinął głową.

- Alexis McGraw.

- Rudowłosa dzisiaj?

- Tak.

- Jakieś pomysły, jak utrzymać ją z dala?

Jasper potrząsnął głową - Jest głęboko. Myśli, że on jest gównem. Zawsze są razem.

– Kurwa – szepnął Layne.

- Pomyślę o tym. Kiedyś miała słabość do Setha. Może…

Layne mu przerwał – Seth ma wystarczająco dużo do czynienia.

– Tak, co oznacza, jak sądzę, oderwanie jego myśli od tego gówna dobrze mu zrobi – odparł Jasper - Rozmawialiśmy o tym, zanim Tripp i ja zaczęliśmy działać pod przykrywką, a Seth uważa, że to przerażające, bo wszyscy też się wycofują. Myślę, że wszedłby na pokład i byłby spoko, tato. Od wczoraj zrobiłby wszystko dla ciebie i Rocky. Alexis jest uczennicą pierwszej klasy, a Seth seniorem, ale jest urocza i nie jest to niespotykane. Jamie jest seniorem i spotyka się z taką z pierwszego roku, a Seth i Jamie są ze sobą bliscy.

Layne skinął głową i zapytał - Jakieś błyskotliwe pomysły, jak zamknąć resztę?

- Tak - szepnął Jasper i wstał, opróżniając ławkę do ćwiczeń i zbliżając go do swojego staruszka - Jak nie musimy już grać spoko, zaczynam kampanię. Dzieci myślą, że to dziwne, nauczyciele myślą, że to dziwne, ale nikt o tym nie mówi. O tym wszystkim jest naprawdę cicho. Szepty. Będę rozmawiał o tym. Zrobię to tak, jakby to był żart. Niechby Seth i część zespołu poszli ze mną. Zaczniemy się pieprzyć z Grupą Młodzieży, a w szkole sprawimy, żeby to było niefajnie, poza pójściem na gówno i chichotaniem. Miejsce do zabawy i podrywania dziewczyn.

- Nie wiem, Jas, odważna gra, ale może mieć odwrotny skutek, sprawić, że oddani będą bardziej oddani i sprawić, że dzieci będą popularne, nawet jeśli są wypieprzone, co może sprawić, że więcej dziewczyn stanie się zagrożona. Jeśli Giselle jest religijna, to również stawia Trippa w takim miejscu. Będzie chciała myśleć, że on też się tym interesuje, a jej rodzina na pewno będzie chciała tak myśleć, jeśli on będzie chciał z nią spędzić czas.

- Tylko dlatego, że rodzina Giselle jest religijna, nie oznacza, że musi chodzić do Grupy Młodzieżowej – odpowiedział Jasper - Tripp może ją zagrać, a ostatecznie nadal jest nieśmiałą dziewczyną, która ma szansę na jedynego pierwszoklasisty w drużynie piłkarskiej. Jak ona będzie naciskała, że woli być z Tripp’em, jej rodzice się ugną. Drugie gówno, zostaw to mnie.

Layne uśmiechnął się i zapytał - Dużo rodziców się ugina?

Jasper odwzajemnił uśmiech - Całkowicie. Zwłaszcza dziewczyn. Jak myślisz, jak puknąłem tak wiele? To znaczy przed Keirą.

– Jasper Layne, ogier futbolowy – mruknął Layne, wciąż się uśmiechając.

- Wypadł z rynku – mruknął Jasper, również wciąż się uśmiechając - Zupełnie jak jego tata.

Layne zachichotał, gdy podniósł rękę i owinął ją wokół szyi chłopca, wciągnął go do siebie i delikatnie zderzył się z nim, zanim go puścił.

- W porządku, kolego, grasz tak, jak czujesz, ale komunikujesz się ze mną. Okej?

- Okej.

– Dzwoniłeś dzisiaj do mamy? – zapytał Layne.

– Tak, dwa razy – odpowiedział Jas.

– Dobry facet – mruknął Layne - Odrobiłeś pracę domową i jutro podziękuj babci za posprzątanie pokoju. Zasługuje na to, zwłaszcza, że dla większości ludzi była to strefa zakazana i myślę, że Keira będzie spędzała w niej czas, a my nie będziemy chcieli spieszyć z nią do szpitala po tym, jak zostanie narażona na opary.

Jasper potrząsnął głową, uśmiechając się - Nie było tak źle.

- Chłopcze - była jedyną odpowiedzią Layne’a, gdy odwrócił się, by odejść, ale rozmyślił się i odwrócił - Zrozumiałeś diagramy swoich zdań?

Uśmiech Jaspera zgasł i wyglądał na zdezorientowanego - Co?

- Twoje zdania. Czy Roc pomogła ci w diagramach?

- O tak. Jasne – wymamrotał Jasper.

- Jas? - Layne zwrócił na siebie uwagę syna - Czy miałeś zdania do diagramu?

- Tak – odpowiedział Jas, a Layne spojrzał na niego, więc oczy Jaspera powędrowały do podwójnych drzwi. Przeszedł dwa kroki, o które odsunął się Layne i szepnął - Dwa tygodnie temu. Dostałem C za zadanie. Następnym razem poproszę Roc o pomoc, zanim dostanę ocenę końcową.

Layne przełknął śmiech, zanim wymamrotał - Dobry wybór.

Potem Layne odwrócił się do swojego pokoju i podszedł do drzwi, gdy usłyszał, jak Jasper mówi - Noc, tato.

- Noc, kolego - odpowiedział Layne i otworzył drzwi.

Rocky leżała ukośnie na łóżku, na brzuchu, z rozłożonymi przed sobą papierami, z długopisem w dłoni, bosymi stopami kiwającymi się w powietrzu. Layne wiedział, że Jasper nie musiał szeptać swojego sekretu, bo miała słuchawki w uszach, odtwarzacz MP3 na łóżku i z dźwiękiem oraz jej koncentracją na papierach nie zauważyła, że wszedł.

Okrążył szeroko łóżko, aż stanął obok niej, a potem ruszył na nią.

Położył kolano na łóżku i posunął się do przodu z rękami po obu jej stronach, kiedy krzyknęła, skoczyła i zaczęła się odwracać, ale uderzył ją w plecy torsem i przyszpilił ją do łóżka.

Wyjęła słuchawkę, usłyszał przez nią muzykę i wykręciła szyję, by powiedzieć - Layne, wystraszyłeś mnie jak diabli.

Nie odpowiedział. Uśmiechnął się do niej, zanim pochylił się okrążając ją, przykładając usta z przeciwnej strony jej szyi niż wsunął rękę w jej włosy i wyciągnął jej cholerny kucyk. Zostawił ją i jej włosy były rozpuszczone, co mu się podobało, więc teraz znowu miały być rozpuszczone.

- Czy możesz przestać wyciągać mi gumki z kucyków? - zapytała, brzmiąc na zirytowaną i próbując się przetoczyć. Ale przesunął ustami w górę jej szyi, a potem przygryzł jej ucho zębami i przestała się przewracać.

– Nie lubię ich – szepnął jej do ucha.

- Nie obchodzi mnie to – odpowiedziała - Ja lubię.

- Nie obchodzi mnie to - Przesunął językiem po krzywiźnie jej ucha i jej ciało zamarło – Ja nie lubię – zakończył.

- Layne.

To było to. Na wydechu. Potrzebujące. Piękne.

- Albo będziesz musiała poczekać, mała, albo pozwolisz mi się zakneblować, albo znowu wypieprzę cię w szafie. Chłopcy używają siłowni do nauki i opieprzania się – powiedział miękko jej do ucha.

– Poczekam – szepnęła, podniósł głowę i skręciła szyję, żeby na niego spojrzeć - Nie kładą się do późna?

Uśmiechnął się do niej, pochylił się i dotknął ustami jej ust, zanim zasugerował - Możemy wziąć prysznic.

– Hmmm – wymamrotała, a jej wzrok opadł na jego usta.

Podobał mu się jej wzrok na jego ustach, tak bardzo, że gdyby coś z tym zrobił, nie doszliby pod prysznic. Więc spojrzał na jej papiery, myśląc, że zobaczy zadania domowe, ale tak nie było.

- Co robisz? – zapytał, przeglądając papiery.

Poruszyła głową i zobaczył, że też spojrzała w dół.

- Planuję lekcję – odpowiedziała, a potem wykręciła szyję, by znów być na wprost niego - W przyszłym tygodniu zaczynamy Zabić drozda. To mój ulubiony tydzień w semestrze.

Rozumiał to. To była jej ulubiona książka. Czytał ją w liceum, uważał, że jest całkiem niezła, ale nie myślał o niej zbyt wiele, dopóki nie zaczęła o tym mówić. Ponieważ tak bardzo ją kochała, przeczytał ją ponownie i docenił o wiele bardziej. Jego ulubioną książką była Rzeźnia numer pięć, wtedy i teraz, ale Zabić drozda było tuż za nią. Patrząc na jej twarz, nagle zdał sobie sprawę, że zapłaciłby pieniądze, aby zobaczyć, jak tego uczyła.

– Prawie zrobione? - zapytał.

- Prawie – odpowiedziała – już miałam kończyć.

– Dobrze – mruknął, odgarnął jej włosy z szyi, ponownie pocałował skórę i spojrzał na nią - Idę zrobić kawę i zabezpieczyć dom. Spotkamy się pod prysznicem.

Zaczął od niej odrywać, ale złapała go mówiąc - Okej, ale nie możesz zamoczyć mi włosów.

Spojrzał jej w oczy, zanim zapytał - Słucham?

– Nie możesz zmoczyć moich włosów, bo jeśli to zrobisz, będę musiała je ułożyć przed pójściem spać, a to potrwa wieczność i…

Przerwał jej - Kochanie, twoje włosy będą mokre.

– Layne…

- Ułożysz je jutro.

– Nie mogę, to będzie…

Layne stoczył się z niej, pociągnął ją na siebie, a potem przewrócił ją na plecy, ze sobą na niej. Potem pocałował ją, aż jej ramiona zacisnęły się mocno wokół jego pleców, jej noga owinęła się wokół jego biodra i zamiauczała w jego usta.

Podniósł głowę i wyszeptał - Twoje włosy będą mokre i jutro je ułożysz, tak?

- Tak - odszepnęła natychmiast, z półprzymkniętymi oczami i ramionami ciasno wokół niego.

Chryste, była słodka i gorąca.

- Popatrz na mnie tak przez sekundę dłużej, pączuszku, a będę miał w dupie, że moi chłopcy słyszą twoje jęki - ostrzegł, jej oczy rozszerzyły się i uśmiechnął się, zanim otarł usta o jej i rozkazał - Skończ, a potem pod prysznic.

– Racja – mruknęła.

Layne odsunął się siadając, a Rocky przewróciła się na brzuch.

Potem zszedł na dół, wypuścił psa po raz ostatni, przygotował dzbanek do kawy na rano, wpuścił psa i zabezpieczył dom. Powiedział ostatnią rundę wszystkim dobranoc, poszedł do swojego pokoju i usłyszał, jak leci prysznic.

Spotkał tam swoją kobietę, jej włosy zmoczyły się i sprawił, że niektóre jej części stały się bardziej mokre.

W końcu woda nie musiała zagłuszyć jej jęków, odkąd Layne wykonał tę pracę ustami.

Potem oglądał wiadomości, ramionami opierając się o wezgłowie łóżka z mokrymi, splątanymi włosami śpiącej Rocky rozrzuconymi na jego klatce piersiowej, gdy przyszpiliła go do łóżka.

 

2 komentarze: