piątek, 3 czerwca 2022

8 - Pasujecie do siebie (cz.1)

 

Rozdział 8

Pasujecie do siebie (cz.1)

 

 

 

– Rozumiesz? - Rocky szepnęła mu do ucha.

Był na niej, wciąż w niej, wszystkie cztery jej kończyny ciasno owinięte wokół niego, skóra przy skórze, jej miękkie ciało pod nim.

– Co rozumiem, mała? - odszepnął w odpowiedzi.

Jej kończyny ścisnęły się.

- Czemu cię zostawiłam?

*****

Layne otworzył oczy.

Leżał na brzuchu w swoim łóżku w ciemnym pokoju.

Przekręcił się na plecy i wymamrotał - Chryste.

*****

Plecy opierał na ławce do ćwiczeń, a stopy na podłodze. Layne uniósł łokcie, zdejmując ciężary, a potem, wypuszczając powietrze przez zęby, podniósł je do góry.

Tripp wyszedł ze swojego pokoju, a głowa Layne’a odwróciła się na bok. Zobaczył, jak jego syn drapie się po tyłku i wlecze się do łazienki.

– Hej, tato – wymamrotał.

Layne uniósł łokcie - Hej, Tripp - po czym podniósł ciężarki.

Usłyszał, jak zamykają się drzwi łazienki.

*****

Wykąpany i ogolony Layne stał na wyspie, obserwując Trippa siedzącego naprzeciwko niego i jedzącego czwartego pączka, patrząc na telewizor przez cały pokój.

Layne wiedział, chociaż jej nie widział, że Blondie leżała przy stołku Trippa, zlizując resztki cukru pudru, które spadły z pączka Trippa na podłogę.

Layne przyłożył komórkę do ucha i usłyszał po raz trzeci tego ranka - Dodzwoniłeś się do poczty głosowej Rocky… zostaw wiadomość.

Rozłączył się i mruknął - Kurwa.

Tripp spojrzał na niego - Co?

- Nic, kolego.

Layne spojrzał na zegar na kuchence mikrofalowej. Było dziesięć po dziesiątej.

Powinni być w jej starym miejscu o dziesiątej. Miała być w jego domu za dwadzieścia dziesiąta. Miała pudła na tylnym siedzeniu swojego Merca, a pojechać mieli Suburban’em.

Nie pokazała się.

Layne złapał klucze z blatu i powiedział Tripp’owi - Muszę dostać się do Rocky. Musimy coś zrobić w jej starym domu. Nie wiem, jak długo to potrwa, ale wrócę do domu przed meczem Coltów.

Tripp wciąż na niego patrzył i zapytał - Gdzie jest Melody?

Layne zaczął się odwracać do wyjścia. Zatrzymał się, spojrzał synowi w oczy i odpowiedział - Ona odeszła, Tripp.

Tripp wciąż na niego patrzył. Potem zapytał - Na dobre?

– Na dobre – potwierdził Layne.

Tripp skinął głową i wymamrotał - Lubiłem ją.

– Ja też, kolego.

Tripp ponownie skinął głową, przełknął ślinę i spojrzał na telewizor. Potem wyszeptał - Bardziej lubię Rocky.

- Tripp… - zaczął ostrzegać.

Oczy Trippa szybko się do niego zwróciły - Wiem, co to jest, ale wy dwoje pasujecie do siebie.

Layne wstrząśnięty wpatrywał się w syna - Pasujemy?

- Ona też robi to, w co wierzy - wyjaśnił Tripp.

- Co? – zapytał cicho Layne.

- Cała praca, którą wykonujesz dla ludzi. Ojciec Diny Kempler był palantem. Jej mama nie mogła się go pozbyć, bo bawił się nią przez cały czas, mimo że są rozwiedzeni, a ty pomogłeś. Powiedziała mi. Powiedziała mi, że jej mama dowiedziała się o tobie, bo pomogłeś też mamie jej przyjaciółki. Jesteś praktycznie sławny w mojej szkole. Myślisz, że dzieciaki nie mówią?

Wiedział, że dzieciaki gadają. Po prostu nie wiedział, że mama Diny Kempler, Kim, porozmawia o tym z córką.

- Tripp, nie…

- Pani As… to znaczy Rocky, spędza cały tydzień na nakłanianiu dzieci do słuchania muzyki rockowej. Mówi, że teksty to poezja. Mówi, że niektórzy z największych gawędziarzy to gwiazdy rocka. Próbowali ją powstrzymać, ale walczyła i wygrała i nadal słuchają muzyki. To nie to samo, ale tak jest. Wiesz? Pasujecie. Melody sprzedaje ubrania. Jej ubrania są słodkie i jest miła, ale ty i Melody nie pasujecie.

Layne przyglądał się swojemu synowi, wiedząc, że jego chłopiec był bystry, ale sądząc, że bardzo go nie docenił. Ale nie mógł teraz przeprowadzić tej rozmowy. Nie żeby kiedykolwiek chciał to mieć, ale nie mógł tego mieć teraz.

– Muszę dostać się do Rocky, kolego – powiedział cicho Layne.

Po tym, jak powiedział te słowa, oczy Trippa pozostały utkwione w jego.

Potem się uśmiechnął – Powiedz jej, że przesyłam powitanie.

Tak, zdecydowanie nie docenił Trippa.

Layne odwzajemnił uśmiech i ruszył do garażu.

Już miał wycofać, kiedy przez drzwi garażu wpadł Jasper, ubrany w obszarpaną koszulkę i spodnie od dresu, które zostały odcięte na kolanach – czyli to, co miał na sobie do łóżka. Jego włosy były w nieładzie, sen był wciąż w jego oczach, ale jego zachowanie wydawało się pilne.

- Tato! – krzyknął, a Layne przestawił SUV’a na luz i zaciągnął ręczny hamulec.

Jasper podbiegł do drzwi od strony pasażera, wspiął się i usadowił, zatrzaskując drzwi.

- Boże! Dobrze, że cię złapałem. Słyszałem, jak wrota się podniosły i...

– Jas, muszę się dostać do Rocky.

Jasper skinął głową, po czym powiedział - Wczoraj byłeś zajęty pracą i nie wiedziałem, jak ważne to było, więc nie chciałem cię wkurzać, ale pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć.

Layne poczuł, jak napinają się mu mięśnie szyi - Wiedzieć co?

- Że zanim Tripp i ja wystartowaliśmy na mecz, podszedł tam jakiś facet. Był tam jakąś sekundę. Stew dał mu jedną z tych żółtych kopert, z grubym papierem, ale była mała, jak normalna koperta i była pełna. Była zaklejona, więc nie widziałam, co w niej było, ale była pełna, tato.

Gówno.

– Przyjrzałeś się dobrze temu facetowi?

Jasper ponownie skinął głową - Powiedziałeś, że jeśli miałbym złe przeczucie, powinienem powiedzieć tobie, a ten facet cały był Panem Zły Klimat.

Pieprzone gówno.

Jasper kontynuował - Wysoki, duży brzuch, czarne włosy, biały koleś. Nosił okulary przeciwsłoneczne, a było ciemno, tato. I miał na sobie dużo złota. Naszyjniki. Kilka pierścieni. I miał kolczyki, górną część lewego ucha, oba płatki uszne i lewą stronę dolnej wargi.

- Widziałeś go kiedyś? – zapytał Layne.

- Nie - odpowiedział Jasper.

- Nigdy, nigdzie? - naciskał Layne.

- Nie, tato.

Layne skinął głową - Dobra robota, kolego.

Layne mógłby przysiąc, że widział, jak klatka piersiowa Jaspera się rozszerzyła.

Wtedy Jasper zapytał - Znasz go?

Tak, Layne go znał. Wiedział też, że Stew stawiał na psy i najwyraźniej nie był w tym dobry.

– Tak – odpowiedział Layne.

- Mam rację? To Pan Zły Klimat?

Jas miał rację. Carlito był Panem Zły Klimat i nie był to dobry znak, że rekin pożyczkowy pojawiał się w domu, by odebrać długi.

– Jak znowu zobaczysz tego faceta, Jasper, jesteś niewidzialny. Twój brat też.

– A co z mamą?

- Była tam twoja mama?

- Nie, wciąż była w pracy.

– Powiedz mi, jeśli kiedykolwiek się pojawi, a twoja matka tam będzie, tak? Właściwie, powiedz mi, jeśli kiedykolwiek go jeszcze zobaczysz, nie obchodzi mnie, gdzie byś był.

Jasper skinął głową. Potem zapytał - Czy… - Przerwał - Zajmiesz się tym?

Layne skinął głową. – Tak, Jas. Zajmę się tym.

– Zaopiekujesz się mamą?

Layne wciągnął powietrze do nosa. Potem odpowiedział - Zajmę się waszą mamą.

To złote światło pojawiło się w oczach jego syna i wyszeptał - Dzięki, tato.

Jasper zaczął odwracać się do drzwi, ale Layne złapał go, wołając jego imię i Jas odwrócił się. – Jak minęła wczorajsza randka z Keirą?

Jas rozgrywał to na spokojnie. Podczas pizzy zaprosił ją, ale poczekał do następnej soboty, żeby ją zabrać. Zeszłej nocy była ich druga randka. Nie oznaczało to, że nie pisali do siebie siedemset razy dziennie i nie spotykali się podczas pizzy po kolejnych meczach, ale spotkali się tam, a potem Jasper zabierał ją do domu. Grał spokojnie, jego dziecko było dobre.

Powolny uśmiech pojawił się na twarzy Jaspera i patrząc, jak się rozszerza, Layne dokładnie wiedział, jak poszła randka.

Potem, zaskakując go, Jasper powiedział - Ona jest wariatką. Rozbraja mnie. Zrobi wszystko, powie wszystko. Ale myślę, że muszę być czujny. Kiedy mówię, że zrobi wszystko i powie wszystko, zrobi wszystko i powie wszystko.

Layne wiedział po wyrazie twarzy chłopca, że nie było to w żaden sposób złe. Uśmiech Jaspera zmienił się, zanim kontynuował - To dobrze, że się ze mną związała. Jest taka szalona, że potrzebuje twardziela, żeby krył jej plecy.

Layne zachichotał.

Nawet w jego wieku, Jasper miał poważne doświadczenia z dziewczynami, ale Jasper nie miał pojęcia, z czym miał do czynienia z Keirą. Layne nie spędzał dużo czasu w pobliżu Keiry Winters, ale uznał, że jego syn się nie mylił i dlatego życie Joe Callahana było prawdopodobnie piekłem z tą nastoletnią piekielnicą. Gdyby Cal dowiedział się, że Jasper kryje jej plecy, Jasper nie miałby żadnych problemów z Calem. Kurwa, Cal mógłby nawet być wdzięczny, że może podzielić się tym ciężarem.

- Kiedy znowu się z nią umawiasz? – zapytał Layne.

– Pomyślałam, że jeśli ci się to podoba, a Rocky byłaby z tym spoko, mógłbym zaprosić ją na zapiekany makaron w tym tygodniu, a Rocky by tu kiedyś przyszła. Keira całkowicie uwielbia Rocky. Myśli, że jest bombą. Zyskałbym dużo, gdybym zrobił jej kolację, kiedy Rocky tu będzie.

Zdobyłby dzięki temu olbrzymie punkty. Problem polegał na tym, że po tym, co wydarzyło się zeszłej nocy, Layne nie był pewien, czy Raquel Merrick Astley była nawet w kraju.

Mimo to Layne mruknął - Porozmawiam z Rocky.

- Dzięki tato.

Wtedy Jasper nie zwlekał z otwarciem drzwi i wyskoczeniem z SUV’a. Ale poczęstował Layne’a lekkim machnięciem, zanim zniknął w domu.

Layne wpatrywał się w drzwi garażu przez kilka uderzeń serca po tym, jak stracił z oczu syna, zdając sobie sprawę, że Jasper właśnie się podzielił, zrobił to bez namawiania lub popychania i zrobił to otwarcie.

Layne wciągnął powietrze i uśmiechnął się, wycofując swojego SUV’a z garażu.

Pojechał do Rocky i, wciskając kod alarmowy przy bramie, miał nadzieję, że go nie zmienili. Nie zmienili go. Pojechał do jej jednostki i zobaczył, że wszystkie trzy miejsca parkingowe dla mieszkania trzeciego są puste. Mimo to wskoczył na jedno, wysiadł ze swojego SUV’a, przebiegł przez chodnik i wszedł po schodach do jej drzwi. Nacisnął brzęczyk i czekał. Potem zrobił to ponownie. Potem zapukał. Nikogo, nawet nie usłyszał ruchu w mieszkaniu. Powoli, spokój, który czuł po rozmowie z Jasperem, zanikał, kolejne mniej przyjemne uczucie nacierało, gdy zszedł z powrotem po schodach, wyciągając komórkę z tylnej kieszeni dżinsów.

Zadzwonił do Dave’a.

- Halo?

– Tu Layne.

- Cóż, hej, synu – przywitał się Dave.

- Słuchaj, Dave, Roc i ja mieliśmy pojechać po jakieś gówno z jej starego domu. Nasze drogi się rozminęły. Myślałem, że spotyka się ze mną u mnie, ale się nie pojawiła. Również nie ma jej u niej. Myślę, że już tam pojechała, a Astley jest tam ze swoją dziewczyną. Masz adres?

Zapadła cisza, a potem - On jest tam?

Layne pisnął w zamki drzwi swojego SUV’a - Tak.

- Miał odlecieć, żeby mogła zrobić to, co musiała zrobić – poinformował go Dave.

- Wpadliśmy na niego wczoraj na kolacji i zdecydował, że nie chce być tak chętny do współpracy – wyjaśnił Layne.

Zapadła cisza, a potem cicho - Ten facet to kawał roboty.

– Tak, Dave. Masz adres? – zapytał Layne, wskakując na siedzenie kierowcy.

– Jeden, trzy, trzy Greenbriar. Heritage.

– Rozumiem, dzięki – powiedział Layne i rozłączył się, uruchomił SUV’a, wycofał go z przestrzeni i skierował do Heritage.

Nigdy nie był w domu Rocky, ale był w Heritage. Miał kilku klientów, którzy tam mieszkali. Osiedle było ekskluzywne, działki duże, domy ogromne, osiedle rozrzucone. Przestrzeń Heritage była ogromna, ale nie było w niej wielu domów. Nie można powiedzieć, że miasto nie miało swojej elity, ale nie było też tak wielu, a jeszcze mniej, których było stać na miejsce w Heritage. Większość mieszkańców Heritage pracowała i udzielała się towarzysko w Indy, niektórzy nawet dojeżdżali do Chicago.

Layne nie miał problemu ze znalezieniem jeden, trzy, trzy Greenbriar. Zatrzymał się po drugiej stronie ulicy i spojrzał na dom Rocky. Jak powiedział Merry, znajdował się on przy sztucznym jeziorze i był potwornie wielki. Nie mógł sobie wyobrazić Rocky pijącej piwo, jedzącej pizzę, podskakującej jak szalona kobieta, kiedy Tripp zdobył przyłożenie i mówiącej swoim uczniom, że gwiazdy rocka są gawędziarzami, mieszkającej w tym molochu. Mógł jednak wyobrazić sobie Rocky z zeszłego wieczoru z tą sukienką i tymi butami, która tam mieszkała.

Jedna z trzech bram garażowych była otwarta, a lśniący srebrny Aston Martin stał we wnęce. Na podjeździe stała żółta Corvette, nowa zabawka Marissy, którą Layne sprawdził, że Astley kupił jej nieco ponad cztery tygodnie temu.

Nigdzie nie było widać Mercedesa Rocky, a na podjeździe ani na ulicy nie było innych samochodów. Layne spojrzał na zegar na desce rozdzielczej i zobaczył, że nie ma jeszcze jedenastej. Powiedziała, że to, co musiała zrobić, nie zajęłoby dużo czasu, ale musiałoby to potrwać dłużej niż godzinę, chyba że przyszłaby wcześniej.

Wycofał się z Heritage i udał się do swojego biura. Otworzył je, odpalił komputer i wyszukał adres Judd Chipa. Zapisał go, wyłączył komputer, zamknął biura i zlustrował ulicę, kiedy wyszedł na zewnątrz. Potem poszedł do Mimi na kawę i żeby sprawdzić, czy Rocky tam była.

Nie było jej.

Przejechał obok Josie Judd i nie zobaczył Mercedesa, ani na ulicy, ani na podjeździe. Layne następnie przetoczył się obok Colta, na wypadek gdyby poszła do Feb lub Violet.

Nie było Mercedesa.

Jego następnym przystankiem był Dave. Żadnego mercedesa. Następny był Merry. Żadnego mercedesa, ani na parkingu przed domem Merry’ego, a, kiedy przejechał przez kompleks, nigdzie.

Layne wskoczył na miejsce przed jednostką Merry’ego i spojrzał na jego mieszkanie. To nie było nawet kondominium, drzwi otwierały się na żywioły. To był apartamentowiec, może ładniejszy niż niektóre, a nie inne. Nazywali je kondominium, bo można było tu kupić mieszkania, mimo że większość z nich była wynajmowana przez ich właścicieli.

Layne siedział tam i myślał, że najwyraźniej podczas poznawania się ponownie w ramach operacji, Layne nie poznał Rocky zbyt dobrze. Skończyły mu się tropy.

Layne pochylił się i wyciągnął telefon. Przewinął do drugiego numeru w swoim pliku ostatnich połączeń i wcisnął przycisk Dzwoń.

Przyłożył telefon do ucha i ćwiczył głęboki oddech, gdy dzwonił.

– Dodzwoniłeś się do poczty głosowej Rocky… zostaw wiadomość.

– Jak to dostaniesz, Roc, zadzwoń do mnie – warknął Layne, rozłączył się, rzucił telefon na deskę rozdzielczą i udał się do domu.

*****

2 komentarze: