poniedziałek, 13 czerwca 2022

15 - Przeżyj to ze mną

 

Rozdział 15

Przeżyj to ze mną

 

 

 

Layne obudził się z gwałtownym podskokiem, gdy rozległ się dzwonek do jego drzwi, ciągnący się przez długi, nieprzerwany zestaw bardzo irytujących jęków.

Co do cholery?

Rocky poruszyła się. Ciężar jej głowy spadał z jego ramienia, jej ramię wokół jego brzucha ześlizgnęło się, by stać się dłonią na jego brzuchu, kiedy podniosła się do łokcia i sennym głosem zaczęła mówić - Co…?

Przestała mówić, bo dzwonek się zatrzymał, a potem znów się odezwał.

- Kurwa! – syknął, wyślizgując się spod Rocky, nie był szczęśliwy z tego powodu, że jego pierwsze poranne przebudzenie z Rocky po ich powrocie do siebie, zaczęło się od cholernego dzwonka do drzwi. Nie był też szczęśliwy, że jego pierwsze poranne przebudzenie z Rocky po ich powrocie do siebie zaczęło się od tego, że pierwszą rzecz, którą zrobił, było wstanie z łóżka. W końcu nie był szczęśliwy, że następną rzeczą, którą zamierzał zrobić, było rozerwanie komuś pieprzonego gardła.

– Layne, czy spodziewasz się…? - Rocky zaczęła pytać, kiedy obchodził łóżko, szukając spodni od piżamy.

Zatrzymała się ponownie, ponieważ dzwonek do drzwi również zatrzymał się ponownie, a potem zaczął się od razu.

- Mała, gdzie rzuciłaś moją piżamę? - zapytał przez dzwonek.

- Co? - zapytała z powrotem, a on spojrzał na nią. Wyszła z łóżka, stała obok niego z potarganymi włosami i wyglądała na uroczo zdumioną, gdy jej oczy skanowały podłogę w słabym świetle wpadającym przez zasłony.

- Nie wiem, umm…

Layne zobaczył je w fałdzie kołdry, wyszarpnął je, zauważył, że jej majtki również zaplątały się w pościel, uwolnił je i rzucił Rocky, która je złapała.

Pociągnął za piżamę, gdy usłyszał z dołu - Jezu pieprzony Chryste, przestań robić w gacie!

Devin. Świetne.

Usłyszał głośne szczekanie.

Blondie. Nawet lepiej.

Devin prawdopodobnie zastrzeliłby tego, kto stał przy drzwiach, a Blondie prawdopodobnie wylizałaby rany do czysta.

Podszedł do drzwi sypialni, Rocky ruszyła za nim i był trzy stopnie w dół po schodach, kiedy usłyszał krzyk - O mój Boże! Kim jesteś? Co robisz w domu mojego syna? I dlaczego masz broń!?

Kurwa, kurwa, pieprzone piekło.

Krzyczała Vera Layne.

I tak, jak podejrzewał, Devin otworzył drzwi ze swoim pistoletem.

Blondie zaczęła szczekać.

Layne szybciej zszedł po schodach, skręcił za róg i zobaczył Devina w podkoszulku i bokserkach, trzymającego swoje dziewięć milimetrów i stojącego trzy kroki od frontowych drzwi, z nachmurzoną miną. Matka Layne’a była właśnie w drzwiach, wyglądając na wkurzoną. A Blondie dreptała między nimi, zastanawiając się, kto ją wypuści.

Oczy Very powędrowały do Layne’a, jej twarz zaczęła łagodnieć, potem jej oczy wyszły za Layne’a, a jej twarz natychmiast stwardniała.

- Wiedziałam! - wrzasnęła, jej ręka uniosła się i wskazała na Rocky - Flo mi powiedziała i o tym wiedziałam! - ciągnęła dalej, opuszczając rękę, tupiąc cztery kroki, a potem zatrzymując się i kołysząc do tyłu - Nie wróciłeś do domu przez kilka miesięcy i oto jest! - Przesadziła i rozrzuciła ręce na boki z widocznym obrzydzeniem.

Layne odhaczył ciotkę Flo na szczycie swojej mentalnej gównianej listy, zanim zaczął - Mamo…

Oczy Very zwęziły się na Rocky - Czy nie zadałaś wystarczająco dużo obrażeń za pierwszym razem?

- Mamo…

– I czy nie jesteś mężatką? - krzyknęła na Rocky.

– Mamo – warknął Layne - Skończ to.

Jej zmrużone oczy powędrowały do Layne’a – Nie mów mi, żebym to skończyła, Tanner Preston Layne! Nie mów!

– Może powinnam… – wyszeptała Rocky zza jego pleców i Layne odwrócił się, by zobaczyć, jak bosymi stopami ślizga się po drewnianej podłodze. Jej włosy były rozpuszczone i zmierzwione. Twarz bez makijażu. Jej ciało okryte dużym, kasztanowym T-shirtem. I przypomniał sobie, nie tak dawno temu, jak Rocky po raz pierwszy weszła do jego domu, z idealnymi włosami, idealnym makijażem, idealnym strojem, a jej szpilki dźwięczały na jego podłodze.

Teraz gotowała w jego kuchni. Oglądała z nim telewizję na jego kanapie. Wypuszczała jego psa. Śmiała się z jego synami. Wypiła toast za jedynego mężczyznę, który był nawet bliski bycia dla niego jak ojciec. Spała w jego łóżku. Zjadł ją, odwzajemniła przysługę i przeleciał ją dwa razy.

Wszystko w tym domu. Jego dom.

Rocky, jego Rocky, wróciła do domu.

I nie będzie się tam czuła niekomfortowo. Nawet nie przez jego matkę, nawet tak bardzo, jak ją kochał.

– Roc, chodź tutaj – rozkazał, a jej oczy powędrowały do jego.

– Layne, myślę, że prawdopodobnie powinnam…

Przerwał jej warknięciem – Pączuszku, chodź tutaj.

Spojrzała mu w oczy, a potem powoli podeszła do niego. Kiedy znalazła się w jego zasięgu, objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, odwracając ich oboje do swojej matki.

- Może zechciałabyś spróbować jeszcze raz, mamo – jego głos wciąż był warkotem – Tym razem możesz zacząć od nowa, witając Rocky z powrotem.

- Nie przyjmę tej kobiety z powrotem w życiu mojego syna – oznajmiła Vera. Blondie szczeknęła.

Layne zwrócił się do Devina - Zrób mi przysługę, Dev, załóż spodnie, odłóż broń i wypuść psa. Nie w tej kolejności.

- Uciekła z zamknięcia? - Dev zapytał zamiast zrobić to, o co prosił Layne, i zapytał o to, przechylając głowę w stronę matki Layne’a.

Layne zamknął oczy.

- Dobrze! - Vera prychnęła - Kim ty jesteś?

Layne otworzył oczy.

- Devin Glover, przyjaciel twojego chłopca, emerytowany detektyw i dobry w ocenianiu charakteru - odkrzyknął Devin, po czym odwrócił się i zaczął iść do tylnych drzwi, robiąc to, mówiąc z ogromnym uśmiechem do Rocky - Dzień dobry, kochanie, mam nadzieję, że dobrze spałaś.

- Tak. Dzięki Dev. Mam nadzieję, że ty też – odpowiedziała cicho Rocky, a jej ciało było napięte jak łuk.

- Kanapa jest do bani - mruknął Devin, gdy szedł dalej, a Blondie tłoczyła się na nim - Za miękka.

- Halo! - Vera zawołała głośno - Przyjechałam aż z Florydy, aby powstrzymać mojego syna przed popełnieniem poważnego błędu, ponownie. Ktokolwiek?

Layne spojrzał na nią - Mamo, poważnie, nigdy więcej tego gówna.

- Żartujesz? - odparła, skrzyżowała ręce na piersi i dokończyła - Poważnie.

Rocky zaczęła się odsuwać, mrucząc - Layne, naprawdę myślę, że…

– Ma na imię Tanner – wypluła Vera i Rocky przestała się ruszać - Tanner. Nietrudno powiedzieć. Nietrudno to zapamiętać. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego zawsze nazywałaś go Layne. Wcześniej nie przeszkadzało mi to, bo cię lubiłam. Teraz cię nie lubię.

- Nazywa mnie Layne, bo powiedziałaś mi, kiedy miałem siedem lat, że mój ojciec nazwał mnie Tanner – wtrącił Layne. Vera wyprostowała plecy, a oczy skierowały się na syna - Nie nienawidzę tego imienia, nie lubię go. Ale za każdym razem, gdy ktoś to mówi, przypomina mi, że była to jedyna rzecz, którą mi dał i nie była wiele warta.

Oczy Very rozszerzyły się, a jej głos zmiękł, kiedy powiedziała – Nigdy mi tego nie mówiłeś.

- Nigdy nie powiedziałem nikomu oprócz Rocky - odparł Layne - Kiedyś nazywała mnie Tanner, dopóki jej tego nie powiedziałem. Po tym, jak jej powiedziałem, nigdy więcej mnie tak nie nazwała. Nie prosiłem jej, żeby nazywała mnie Layne. Po prostu to zrobiła.

Oczy Very przeniosły się na Rocky na chwilę, po czym wróciły do Layne’a, a Layne mówił dalej.

- Teraz, mamo, cieszę się, że cię widzę. Chłopcom spodoba się, że tu jesteś. To nawet fajne, dlaczego tu jesteś, że wracasz do domu, żeby opiekować się swoim chłopcem. Ale nie wiesz, co się dzieje, nie wiesz, co się stało i nie będziesz wiedziała. Wszystko, co musisz wiedzieć, to to, co widzisz, jest takie, jakie jest. Nie lubisz tego, nie obchodzi mnie to. Będziesz musiała nauczyć się to ukrywać. Nie możesz nauczyć się tego ukrywać i będziesz dalej tak zachowywała, nienawidzę tego mówić, bo cię kocham, ale pokażę ci drzwi. Czy to jasne?

Dłoń Very powędrowała do jej gardła, a Rocky twardo oparła się w jego bok.

– Layne – szepnęła Rocky.

– Wybierasz ją zamiast mnie? – spytała Vera na wydechu.

– Nie, ty postanawiasz trzymać się czegoś, czego nie ma, zamiast Rocky. Nigdy nie miałaś córki, powiedziałaś mi, kiedy się z nią związałem, że cieszyłaś się, że dałem ci dobrą. Przyjrzyj się bliżej, mamo. Wróciła.

- Ona… - zaczęła Vera.

– Wiem, mamo. To mnie się zdarzyło. To minęło. Ruszamy dalej. To wszystko, co dostaniesz, bo to wszystko, czego potrzebujesz – stwierdził Layne.

Oczy Very przeniosły się z powrotem na Rocky, a potem na Layne'a.

- Ja tylko… - zaczęła Vera.

Layne przerwał jej - Wiem, teraz możesz to po prostu ostudzić.

Vera milczała. Rocky pozostała nieruchoma przy jego boku.

Devin zamknął przesuwane szklane drzwi i zawołał - Ktoś pójdzie po pączki?

– Ja pójdę po pączki – powiedziała natychmiast Rocky.

– Nie, ja pójdę po pączki – odpowiedziała Vera.

– Pieprz mnie – wymamrotał Layne.

– Jezu, ja pójdę po pączki – stwierdził Devin, a Layne usłyszał brzęk klamry paska.

– W takim razie pójdę się ubrać – szepnęła Rocky.

– Świetny pomysł – odparła Vera.

– Mamo – powiedział ostrzegawczo Layne, po czym spojrzał na Rocky - Zrób kawę, tak?

Spojrzała na niego i odpowiedziała - Jasne, ale najpierw się ubiorę.

- Jest sobota i jest prawo, że w sobotę nie ubierasz się co najmniej do południa – powiedział jej Layne.

Zagryzła wargę, puściła i powiedziała - Layne…

- Zrób kawę.

– Layne…

Ścisnęło ją ramieniem - Pączuszku. Zrób. Kawę.

- Niech ktoś zrobi kawę. Wrócę za dziesięć minut z pączkami – oświadczył Devin i nie patrząc na nikogo, przeszedł między nimi do frontowych drzwi i wyszedł. Kiedy drzwi były otwarte, Layne zobaczył, że zaparkował przy krawężniku.

Pieprzony Devin.

– Zrobię kawę – oznajmiła Vera, weszła do domu i wyszła zza rogu do kuchni.

Rocky obserwowała ją, posuwając się do tego, że wykręciła szyję, by spojrzeć przez ramię.

– Mała – zawołał łagodnie Layne i Rocky spojrzała na niego.

- Muszę iść do domu - szepnęła, a on obrócił jej twarz do siebie i objął ją ramionami.

- Nie musisz iść do domu – odpowiedział.

– Muszę iść do domu – powtórzyła.

- Okej, cóż, ale nie jedziesz do domu, a i tak nie możesz wrócić do domu, bo nie masz samochodu.

– Pójdę – odpowiedziała.

Layne uśmiechnął się i zbliżył twarz do jej.

– Jak myślisz, że po ostatniej nocy spuszczę cię z oczu, dopóki nie będziesz musiała wyjść w poniedziałek rano do szkoły, to pomyśl jeszcze raz, pączuszku – mruknął.

Róż pojawił się na jej policzkach, a jej ciało przesunęło się w jego, nawet gdy jej ręce podniosły się do jego bicepsów i chwyciły.

– Powiedziałeś, że porozmawiamy – powiedziała mu, a jego uśmiech pogłębił się.

- Cóż, to się nie stanie, skoro tutaj jest mama, Devin i pączki.

Jej palce zacisnęły się mocniej, nawet gdy jej ciało przycisnęło się bliżej – Layne, musimy porozmawiać.

Zbliżył twarz, odwrócił się w bok i szepnął jej do ucha:

- Będę mówił i używał ust, ale to, co powiem, nie będzie słowami i jak użyję ust, mała, wiem, że ci się spodoba.

– Layne – wydyszała, a jego kutas drgnął.

Chryste, podobało mu się, kiedy tak wypowiadała jego imię. To było nowe.

To była ta Rocky w jego ramionach. Nie zrobiła tego wcześniej. Mogła jęczeć jego imię, ale ten słodki, dyszący głód był czymś, czego nigdy nie słyszał.

I, kurwa, ale mu się to podobało.

Uniósł głowę i ręce. Zgarnął jej włosy w obie dłonie, trzymał je luźno za jej głową, delikatnie opierając przedramiona na jej ramionach i kontynuował - Przeżyj to ze mną, po prostu żyj tym. Cokolwiek się zdarzy. Jednak to się dzieje. Przeżyj to ze mną przez dwa dni. Nie pójdzie tak, jak lubisz, porozmawiamy w poniedziałek wieczorem. Jak to pójdzie tak, jak ci się spodoba, przeżyjemy to naprawdę i pojedziemy dalej. Dasz mi to, Słonko?

Jej brwi się złączyły - Przeżyć to z tobą?

– Przeżyj to ze mną, Roc. Przeżyj to tutaj, ze mną. Uczyń to realne, tak realne, jak to tylko możliwe, przez dwa dni.

– Uczynić to realne – szepnęła.

Layne skinął głową - Na dwa dni.

Spojrzała na niego, a on wiedział, że ją ma, kiedy jej palce rozprostowały się na jego bicepsie, a jej ręce przesunęły się na jego klatkę piersiową.

Potwierdziła to, mówiąc - Okej. Dwa dni.

– Obiecaj – naciskał. Zawahała się, więc delikatnie pociągnął ją za włosy i powtórzył - Obiecaj.

Spojrzała mu w oczy, a potem szepnęła - Obiecuję.

Opuścił czoło do jej czoła, przeczesał jej włosy między dłońmi, jego dłonie powędrowały w dół jej pleców, a potem owinął mocno ramiona wokół niej i przytrzymał ją blisko.

– Dzięki, mała – wyszeptał.

- Kawa się parzy! - krzyknęła Vera.

Rocky podskoczyła.

Layne uśmiechnął się.

Potem usłyszał, jak otwierają się drzwi garażu. Jego czoło opuściło jej, odwrócił głowę i nasłuchiwał.

Tylko on i Jasper mieli pilota do drzwi garażowych. Devin miał klucz do drzwi wejściowych. A Jasper nie miał powodu, by tam być.

Gówno.

- Czy to…? - Rocky drgnęła, a Vera pojawiła się za rogiem. Straciła swój wrogość, jej twarz promieniała.

- Myślę, że chłopcy są tutaj! - krzyknęła Vera.

– Teraz zdecydowanie muszę się ubrać – mruknęła Rocky i to było do dupy, ale miała rację. W tym momencie Rocky wędrująca po domu w sobotni poranek w jego koszulce nie była spoko, gdy obaj jego synowie przyzwyczajali się do nowej kobiety w jego życiu, a także do faktu, że obaj chodzili do jej szkoły. Musiało trochę potrwać, zanim zrobiłoby się to spoko.

Postanowił, że da temu miesiąc.

Usłyszeli otwierające się tylne drzwi i Rocky wyskoczyła mu z ramion, jej bose stopy zastukały w podłogę, gdy rzuciła się na schody, skręciła i zniknęła, podczas gdy Vera uniosła obie ręce i krzyknęła - Moje dzieci!

- Babcia! - Tripp krzyknął, a Layne zobaczył, jak jego syn wpada w ramiona babci. Jego wątłe trzymanie się chłodnego ześlizgnęło się, rzucił się w jej ramiona i mocno ją przytulił.

Layne ruszył do kuchni i zobaczył Jaspera, który wisiał w tył, z oczami utkwionymi w babci, z uśmiechem na twarzy.

- Chodź tu, przystojniaku - rozkazała Vera i Jasper ruszył do przodu.

Trzymając się chłodnego, stanowczego i twardego, wymamrotał - Hej, babciu - i pocałował ją w policzek, kiedy jeszcze trzymała Trippa.

- Co tu robisz? - zapytał Tripp, cofając się i spoglądając na Verę.

– Urosłeś chyba z pół metra od czwartego lipca – zauważyła Vera, mierząc Tripp od stóp do głów, pomijając wizytę, którą złożyła dwa miesiące temu, kiedy Layne został postrzelony i nie odpowiadając na jego pytanie.

- Co tu robisz, babciu? - Jas powtórzył pytanie Trippa.

Vera spojrzała na swojego starszego wnuka i Layne zobaczył, że szuka kłamstwa.

Znalazła je i było kiepskie.

- Niespodzianka! - krzyknęła.

- Super! - Tripp nie sądził, że to kiepskie.

- Niespodzianka? - Jasper przejrzał to na wylot.

- Niespodzianka - powtórzyła Vera - Czy mama i babcia nie może zaskoczyć swoich chłopców?

- Całkowicie! W każdej chwili! - Tripp odpowiedział entuzjastycznie, ale oczy Jaspera skierowały się na jego staruszka.

Layne potrząsnął do syna głową „później”, a Jasper uniósł brodę.

Vera ujęła policzek Trippa, szeroko się do niego uśmiechnęła, po czym weszła do kuchni i podeszła do szafki nad ekspresem do kawy, mówiąc - Ten facet Devin kupi pączki. Mam nadzieję, że jest na tyle sprytny, aby kupić je w Hilligoss, a nie w sklepie spożywczym. Pączki w sklepie spożywczym są w porządku, ale nic nie przebije Hilligoss - Otworzyła szafkę, zajrzała do niej, przez chwilę wyglądała na zdezorientowaną, po czym ją zamknęła, przechodząc przez kuchnię, mrucząc - Zapomniałam. Trzymasz swoje kubki po całej kuchni. Obłąkane. Kubki powinny być blisko ekspresu.

Layne odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit, nie wiedząc, czy się śmiać, czy krzyczeć.

Wyprostował głowę i spojrzał na Jaspera - Pojednanie rodziny zakończone, chłopcy, co wy tu robicie?

Tripp spojrzał na Layne’a, na Jaspera, po czym pochylił głowę i podszedł do drzwi – Muszę wpuścić Blondie.

Oczy Layne’a przesunęły się na Jaspera, a Jasper wskazał głową na górę. Layne skinął głową i Tripp otworzył drzwi. Blondie wskoczyła do środka, a potem biegała tam i z powrotem między Tripp’em i Jasperem, wskakując na nich obu, ale nie dając im czasu na przywitanie się z nią, zanim odepchnęła się i wróciła do drugiego. Całe to towarzystwo i cały dom jej chłopców równał się niebu w postaci domu w morzu podobnych domków w małym miasteczku w Indianie, a ona nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

- Hej, gdzie jest Rocky? - zapytał Tripp, zamykając drzwi, kucając i chwytając Blondie obiema rękami, aby ją pomasować.

Oczy Very skierowały się na Layne’a, a na jej twarzy pojawiła się dezaprobata.

Layne zignorował matkę i odpowiedział synowi – Na górze, ubiera się - Podszedł do schodów i rozkazał - Nakarm Blondie, kolego, dobrze? Jas i ja musimy pogadać.

- Jasne, tato - odparł Tripp, prostując się i kierując do kuchni.

Layne zignorował Verę, posyłającą mu oceniające spojrzenie, gdy odwrócił się i skierował na górę do pokoju Jaspera.

Jasper podążył za nim i zamknął za sobą drzwi. Layne rozejrzał się po pokoju i starał się nie oddychać zbyt głęboko, zanim zwrócił się do syna - Wyświadcz mi przysługę, kolego, poświęć trochę czasu i sprzątnij tutaj, zmień pościel, odkurz i otwórz okno, aby wywietrzyć to gówno. Śmierdzi tu jak pieprzona szatnia – powiedział Layne do swojego chłopca.

- Dla mnie pachnie dobrze – odpowiedział Jasper.

- Tak, cóż, w końcu zechcesz uczyć się tutaj z Keirą, a jej to nie będzie dobrze pachniało – odpowiedział Layne. Jasper spojrzał w jego stronę, po czym skinął głową i Layne zdał sobie sprawę, że Keira będąca dziewczyną Jaspera ułatwi życie staruszkowi Jaspera – A teraz powiedz mi, co tu robicie – rozkazał Layne.

Jasper wciągnął powietrze, zanim powiedział - Mama pracuje. Nie powinna, ale ktoś zachorował - Layne skinął głową, a Jasper kontynuował - Stew jest w domu, a ja nie chciałem być dzisiaj w pobliżu Stew i nie chciałem, aby Tripp był przy nim.

Mięśnie szyi Layne’a napięły się, gdy zapytał ostro - Dlaczego?

Jasper nie zwlekał z odpowiedzią – Stew wrócił do domu późno w nocy. Robi to bardzo często. Czasem mama jest z tym fajna, czasem się kłócą. Ostatniej nocy walczyli. Nie było dobrze. Nigdy nie jest dobrze, ale zeszłej nocy naprawdę nie było dobrze. Wydaje mi się, że on ją zdradza.

Miałby rację.

- Więc jesteście tutaj, aby wisieć, a nie być tam i wisieć – stwierdził Layne.

- Nie, musimy iść do szkoły i popływać z drużyną, a potem iść na spotkanie Grupy Młodzieży. Jest jeszcze jeden powód, dla którego tu jesteśmy – odpowiedział Jasper. Layne milczał, a Jasper kontynuował - Kiedy wczoraj wieczorem krzyczeli, w środku tego, mama oszalała. Powiedział coś o krwi na ubraniu Stew.

Layne wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze.

Nie był zaskoczony, że na ubraniach Stew była krew. Wybił z kogoś gówno, a potem strzelił do niego z bliskiej odległości. Rozpryski krwi musiały w niego uderzyć.

Gabby wchodziła w to dalej. Layne nie miał dużo czasu.

- Mówisz, że Stew jest w domu? – zapytał Layne. Jasper skinął głową, a Layne kontynuował – A waszej mamy nie ma? - Jasper ponownie skinął głową - Jak długo Stew zostaje w domu w sobotę?

Jasper wzruszył ramionami - Stew nie ma harmonogramu, ale wrócił do domu późno i walczyli długo jak cholera. Myślę, że będzie spał.

Layne skinął głową - Dobry wybór, że przyjechaliście tutaj, kolego. Czas na pokaz. Zrobię swoje dzisiaj.

- Co ja mam robić? – zapytał Jasper.

- Trzymaj telefon blisko siebie. Kiedy skończę, krótko cię wprowadzę.

Jasper skinął głową, mówiąc - Dobra, tato.

Layne spojrzał na syna i podjął decyzję.

Dlatego podzielił się - Pamiętasz, jak ci mówiłem, że Rocky nie wiedziała, że to już nie jest fałszywe?

Layne patrzył, jak oczy jego syna stają się intensywne, zanim Jas powiedział - Tak.

– Cóż, ona już wie, że to nie jest fałszywe – zakończył Layne, a Jasper uśmiechnął się natychmiast, jego uśmiech był ogromny.

– Super – mruknął.

- Twoja babcia nie jest tutaj jako niespodzianka. Jest tutaj, bo usłyszała, że Rocky wróciła do mojego życia. Ona i Rocky były blisko. Kochała ją jak córkę. Nie była szczęśliwa, kiedy Rocky wystartowała, głównie z powodu tego, co mi zrobiła, ale także dlatego, że za nią tęskniła. Oznacza to, że nie jest zadowolona z powrotu Rocky. Potrzebuję w tym twojej pomocy – powiedział mu Layne.

- Jak? – zapytał Jasper.

- Jedź z tym i rób dowolne zagrania, które czujesz, że musisz zrobić. Ufam, że zrobisz właściwe. Ale Rocky jedzie na krawędzi tego pojednania. Jest dobrze, ona o tym wie, ale coś jest nie tak. Dopóki nie dowiem się, co to jest i nie uporządkuję jej w głowie, wszyscy musimy stąpać ostrożnie. Jak dostanie wymówkę, spróbuje uciec ode mnie, od ciebie i Trippa. A kiedy Roc ucieka, ucieka daleko.

– To jej tata – stwierdził Jasper, a Layne wpatrywał się w niego.

- Powtórz? – zapytał.

- Każdy zna jej historię. Wszyscy w szkole. Wszyscy myślą, że jest fajna, bo jest fajna. Wszyscy myślą, że jest teraz fajniejsza, ponieważ jest z tobą. Ale wszyscy ją lubią, ponieważ jest taka, jaka jest, mimo że przeszła przez to, przez co przeszła. Jest gorąca. Ładnie się ubiera. Ładnie pachnie. Często się uśmiecha. Opiekuje się dziećmi i to nie tylko tymi ze swojej klasy. Zna wszystkich. Rozmawia z nimi. Przejmuje się. Całkowicie to ogarnęła. Wielu ludzi, którzy przeszli przez to, przez co ona przeszła, nie byliby tacy. Ale to właśnie pokazuje dzieciom. Widzę, jak na ciebie patrzy. Tak mama zawsze na ciebie patrzy, kiedy nie wiesz, że patrzy, ale to coś więcej. Lubi cię, ale jesteś jak jej tata, jak Merry. Do lekarzy się nie strzela, tato.

Layne patrzył na syna przez chwilę, zanim powiedział cicho - Mówiłem ci kiedyś, że jesteś cięty?

Jasper przez chwilę wpatrywał się w swojego staruszka, zanim odpowiedział cicho - Nie.

– Jak brzytwa, kolego – szepnął Layne.

Jasper przełknął ślinę, ale jego syn, będący jego synem, ale też cały Jasper, nie odwrócił wzroku.

A ponieważ tego nie zrobił, Layne podszedł do niego i położył obie ręce na szyi syna, mocno ją ściskając. Spojrzał mu w oczy i wyszeptał - Spieprzyłem z tobą, wiem o tym, ale mimo to jesteś cholernie dobrym dzieciakiem i chociaż nie miałem z tym wiele wspólnego, jestem z ciebie dumny - Lekko szarpnął szyję syna i dokończył - Kocham cię, kolego.

Jasper ponownie przełknął ślinę, ale nie oderwał oczu od taty.

Nie odsunął się też ani nie wślizgnął w swoją postawę nastoletniego dupka.

Layne pozwolił, by ten złoty szlak przemknął przez niego, zanim poszedł dalej - Jak będziesz miał czas przed pływaniem, posprzątaj ten pokój, tak?

- Tak – wyszeptał Jasper.

- Za chwilę będę coś robił przy komputerze. Trzymaj Trippa na dole. Rozumiesz mnie?

Jasper skinął głową.

Layne ponownie go ścisnął i wyszedł z pokoju. Poszedł do swojego pokoju i znalazł łóżko zasłane, a Rocky przy umywalce, z tyłkiem w szarych sztruksach, zgiętym torsem nad blatem, pędzelkiem do makijażu w dłoni i włosiem na policzku. Miała na sobie sztruksy i ciemnofioletowy stanik. Ten stanik był z satyny i koronki, głównie z koronki. Na wieszaku leżał mokry ręcznik. Słyszał to i wiedział, że wzięła szybki prysznic.

Jakby żył jakimkolwiek innym życiem, byłby z nią pod prysznicem i prawdopodobnie nadal by tam byli.

Kiedy indziej. I nie mógł się doczekać tego czasu.

Nie umyła włosów i były upięte w niechlujny węzeł zabezpieczony opaską na czubku głowy. Widząc to, postanowił, że kiedy jej ubrania zawisną w jego szafie, a jej gówno będzie w szufladach pod blatem, kiedy ona będzie w pracy, on weźmie nożyczki do każdej z tych pieprzonych opasek, stopi jej szpilki i pstryknie jej klipy.

Teraz, zamierzał to wykorzystać.

Pozostała pochylona nad umywalką, ale jej oczy skierowały się na niego, gdy się zbliżył. Wszedł za nią, przesunął dłonią po jej żebrach tuż pod jej piersiami i podciągnął ją do góry.

– Layne – szepnęła, gdy jego głowa opadła, a jego usta powędrowały do skóry na jej szyi – Layne – wydyszała, a kiedy to zrobiła, owinął drugą rękę wokół jej brzucha. Wciągnął ją głębiej w swoje ciało, przesuwając językiem w górę jej szyi, aż za ucho – Kochanie – szepnęła.

Podniósł głowę i spojrzał na nią w lustrze.

Oczy półprzymknięte, usta miękkie, piękne.

– Lubię ten stanik – mruknął jej do ucha, a kciuk przesunął się po satynowej dolnej części jej piersi.

- Dzięki - wymamrotała, gdy jego kciuk cofnął się i poczuł dreszcz prześlizgujący się po jej ciele.

- Nienawidzę tego mówić, pączuszku, ale to, że chłopcy są w domu oznacza, że mój poranek właśnie się skomplikował – powiedział jej.

Trzymała jego spojrzenie w lustrze, ale straciła ten wygląd, gdy to zrobiła. W chwili, gdy zniknęło, zatęsknił za tym.

– Seth? - domyśliła się.

– Stew – odpowiedział, a ona przygryzła wargę, ale skinęła głową - Muszę poświęcić temu moją uwagę. Mam tu trochę pracy, potem muszę iść, ale wrócę tak szybko, jak będę mógł. Porozmawiam z Devin’em, poproszę go, żeby zabrał cię do domu, żebyś mogła spakować trochę gówna na weekend i do pracy w poniedziałek. Będzie dobrze dla ciebie?

Skinęła głową.

– Ignoruj mamę – ciągnął Layne. Rocky ponownie przygryzła wargę, a ramiona Layne’a ścisnęły ją – Zignoruj ją, Roc. Jak spędzi z tobą czas, zmieni zdanie.

– Okej – szepnęła, ale mógł powiedzieć, że tego nie kupiła.

– Bądź silna dla mnie, dwa dni, obiecałaś – przypomniał jej.

Znów spojrzała mu w oczy, po czym skinęła głową i powiedziała - Obiecałam.

- Dobrze - mruknął, pochylił głowę i pocałował ją w szyję, zanim ją puścił i powiedział - Muszę się ubrać.

Widział, jak podążała za nim wzrokiem, a potem ponownie pochyliła się nad umywalką i wróciła do makijażu.

Layne wyszedł do siłowni i włączył komputer oraz drukarkę przy biurku. Potem wrócił do swojego pokoju, a Rocky miała twarz tak blisko lustra, że mogła je pocałować, gdy nakładała tusz do rzęs. Jej tyłek był przechylony do tyłu, zgięta szyja, jej plecy wygięte w łuk, a jak widział ją w ten sposób, Layne kochał swoich chłopców, kochał swoją mamę i kochał Devina, ale żałował, że wszyscy nie byli na innej planecie.

Otrząsnął się z myśli, włożył ubranie, przysunął się do Rocky, by umyć zęby, a potem podszedł do biurka. Siadał i przenosił obrazy z karty pamięci na twardy dysk, kiedy Rocky wyszła z jego pokoju w golfie, z włosami wciąż upiętymi w kłębek na czubku głowy, z rękami pełnymi brudnych ręczników.

Layne spojrzał na ręczniki, a potem na nią.

– Poważnie, musisz zrobić pranie – oznajmiła i nie czekając na jego odpowiedź, zeszła po schodach.

Layne odwrócił się i uśmiechnął do swojego komputera.

Odgrywanie tego jako prawdziwe, oznaczało dla Rocky wolną rękę w robieniu prania.

Premia. Wreszcie.

Drukował zdjęcia na papierze fotograficznym i zapisywał je na nośniku danych, który miał schować do swojego sejfu w biurze, kiedy usłyszał, że wróciła. Był zajęty i nie odwrócił się do niej, dopóki nie zobaczył kubka kawy przesuwającego się po jego biurku, obok jego ulubionej bułki cynamonowej z Hilligoss owiniętej w papierową serwetkę. Odchylił szyję, żeby na nią spojrzeć i zobaczył jej ręce owinięte wokół kubka, jej wzrok utkwiony w monitor komputera, a jej twarz była idealnie pusta.

Spojrzał na ekran, który wyświetlał zdjęcie Stew, kopiącego swój cel. Widząc to i wiedząc, że Rocky to widziała, Layne musiał podjąć decyzję. Chronić ją przed jego pracą lub wpuść ją, pomóc jej zrozumieć i poradzić sobie.

Więc podjął decyzję.

Objął ramieniem jej biodra, obrócił fotel w jej stronę i poprowadził ją ostrożnie na swoje kolana. Nie stawiała oporu i usadowiła się, gdy pochylił się i chwycił swój kubek.

– To nie było ładne, mała – wymamrotał w stronę kubka, po czym wziął łyk.

Postawiła swój kubek na biurku i sięgnęła po zdjęcia z tacy drukarki. Patrzył, jak pochyliła szyję, by na nie spojrzeć i walczył z chęcią wyjęcia ich z rąk i ochrony przed tym, co zobaczy, gdy je przeglądała.

– Stew to dupek – szepnęła, przeglądając zdjęcia.

– Tak – zgodził się Layne, obserwując jej twarz i, niestety, nie zwracając uwagi na zdjęcia, więc kiedy wciągnęła powietrze, a jej ciało napięło się, nie był pewien, dlaczego.

Założył, że to było zdjęcie Stew wbijającego kulkę w udo mężczyzny.

Nie było. To było ujęcie Stew wiercącego coś innego.

Layne odstawił kubek i wyrwał jej zdjęcia z rąk. Odwrócił je obrazem w dół, rzucił na biurko i spojrzał w górę na Rocky, by zobaczyć jej szeroko otwarte oczy, bladą twarz i rozchylone usta.

Potem wyszeptała przezabawnie zniesmaczona - Obrzydliwe.

Była okej. Dzięki Bogu.

Layne uśmiechnął się i zauważył - To wszystko podsumowuje, pączuszku.

Spojrzała mu w oczy – To nie była Gabrielle – poinformowała go o czymś, co już wiedział.

– Nie – zgodził się.

- Kobiety znoszą dużo gówna – zauważyła.

– Tak – zgodził się ponownie Layne.

– Niewiele by to zniosło – ciągnęła.

- Łapiesz to, mała.

Jej oczy przesunęły się na zdjęcia, a potem z powrotem na niego.

Potem powiedziała - Założę się, że to nie było zabawne.

- Wygrałbyś ten zakład.

Przez chwilę patrzyła mu w oczy, po czym jej dłoń powędrowała do jego szczęki, pochyliła głowę i dotknęła ustami jego ust.

Odsunęła się o cal i powiedziała cicho – Ona się nie zgodzi, ale ma szczęście, że się nią opiekujesz, Layne. To nie jest zabawne, ale należy to zrobić.

Tak, była w porządku. Bardziej niż w porządku. Pieprzone dzięki.

– Dzięki, mała – odpowiedział cicho, ściskając jej talię.

– Zostawię cię z tym – mruknęła, odwracając się, by chwycić kubek z kawą, a potem zsunęła się z jego kolan.

Nie chciał, żeby go zostawiła, ale jeśli by to zrobiła, mógłby to skończyć, a wtedy to by się skończyło, żeby mógł skoncentrować się na tysiącu innych rzeczy, które działy się w jego życiu. Musiał więc pozwolić, żeby go z tym zostawiła.

Poczuł, jak obecność Rocky znika, gdy schodziła po schodach. Wyjął kartę danych i wsunął kolejną. Jedna była do jego sejfu, zabezpieczenie. Jedna był za Colta, odwet. Zrobił jeszcze jedną, by dać ją Devin’owi, więcej zabezpieczenia.

Wykonał swoją pracę, zjadł bułkę cynamonową, pożegnał się z synami, kiedy szli popływać, i miał nadzieję, że Bóg Devin będzie mógł odgrywać rolę rozjemcy na dole między Rocky a jego matką.

Potem wyłączył komputer, zamknął dwie karty danych w swojej szafce i umieścił zdjęcia w teczce. Poszedł do swojego pokoju, włożył skarpetki i buty, wrócił na fotel, złapał skórzaną kurtkę i zszedł po schodach.

Dał pendrive Devin’owi.

Pocałował matkę w policzek.

Pocałował Rocky lekko w usta.

Potem wyszedł, wsiadł do SUV’a i pojechał do domu swojej byłej żony.

 


 

2 komentarze: